-
Posts
5536 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by motyleqq
-
[quote name='a_niusia']a kiedy byliscie u weta? dzisiaj?[/QUOTE] tak, byliśmy wczoraj, ale u nas w Łukowie. przez telefon konsultowałam się z wetem w Wawie. dziś tam jadę, ale dopiero po południu, bo teraz musiałabym busem i nosić ją po Wawie po mieście, a pogoda jest straszna i się boję o nią. a po południu samochodem pojedziemy. niedługo znów pojedziemy do naszego łukowskiego weta. jest bez zmian. ale chociaż bobki produkuje, czyli trawi to, co jej wsadzę do pyska. Timi się zrobił osowiały, mam nadzieję, że tylko dlatego, że nic nie jadł cały dzień... wiecie, Tosia jest dla mnie wyjątkową świnką. na początku byłyśmy same, Etna u Piotra, Timi dopiero narodzony, Zosi nie było. to taka wspaniała istotka. a znaleźli się tacy, co z sytuacji zrobili żarty...
-
z Tosią miało już być dobrze... naprawdę nie wiem, co się stało, ale mam wątpliwości, czy tu chodzi tylko o tą ropę w uchu. jest naprawdę źle. Tosia leży półżywa, na boku. praktycznie się nie rusza. na szczęście bez problemu przełyka karmę podawaną w strzykawce. leży na termoforze, bo wychłodziła się straszliwie. jestem przerażona...
-
niestety nikt nie pamięta jaka to była obroża, prawdopodobnie beaphar. ale to co napisała Justa też działa, ludzie używają tego na wystawach :) a mówiąc problemy psychiczne miałam na myśli właśnie to, co Ty. że się ona frustruje. może z powodu otyłości, ale też może ma jakieś konflikty z drugą kotką(nie musi być to widoczne dla Was). jeśli w badaniach nic nie ma, ja bym spróbowała feromonów(obrożę albo feliway) u nas wszystko źle :shake: Tosi się gwałtownie pogorszyło, dosłownie w pon byłam z nią w Wawie, wszystko dobrze, a ona wczoraj znowu się zaczęła przewracać, dziś ją zważyłam... -100g :shake: jest jakaś chłodna, nie ma siły, ma drgawki jak ją wezmę, je tylko siano... jadę dziś do Wawy ale na tym nie koniec. Timi też się wylądował u weta... wczoraj zrzygał żarcie, dziś też, potem rzygał pianą... w sumie nie wiem, co mu się stało, dostał serię zastrzyków, badania krwi pokazały jakieś zapalenie. w pysku i gardle nic nie ma, brzuch w normie. myślę, że zjadł coś ze śmietniczki...
-
długa droga przed Wami, ale nie załamuj się :)
-
jeśli wyniki wychodzą dobre, to jednak podejrzewałabym problemy natury psychicznej. ale jeśli podejrzewane są problemy z nerkami, to należy zrezygnować z suchej karmy(o czym prawdopodobnie wet nie powie, bo przecież wg nich trzeba wtedy dawać weterynaryjną karmę), najlepiej jak kot jest wtedy na barfie. a jeśli już tak bardzo musi jeść suche, to powinien dostawać dużo wody, można rozmaczać karmę. a ile macie kuwet? jest taka zasada, że powinno być tyle kuwet, co kotów +1(i to pierwsze co się doradza przy posikującym kocie) z takich behawioralnych potrzeb, to warto też żeby woda była w innej części domu, niż jedzenie(wtedy jest w zgodzie z naturą kota). a problematyczny kot powinien mieć możliwość osobnego jedzenia, tak, żeby ten drugi mu nie przeszkadzał to, że jest za gruba też może mieć znaczenie... tak jak mówi Wasza wetka, to prowadzi do frustracji, a sikanie może być jej przejawem jak nasza jedna kotka wyraźnie posikiwała z nerwów, to nosiła obrożę z jakimiś feromonami i jej przeszło, możecie spróbować. ona miała problem z obecnością nowego kota.
-
niestety koty mają wyraźną przyjemność w polowaniu... wcale, a wcale nie chodzi im o jedzenie. jak mysz już jest martwa, to jeszcze próbują ją rozruszać, żeby trochę pouciekała. chociaż raz widziałam, jak Mizia zjadła całą mysz :crazyeye: natomiast ptaków raczej nie łapią. w tym roku Zuzia czaiła się na jakiegoś pisklaka, ale ją zabraliśmy i wsadziliśmy do domu. no i kiedyś u nas na strychu jakiś ptaszek założył gniazdo i ze 2 pisklaki nie przeżyły :shake: potem już nie przylatywała do nas
-
[quote name='Majkowska']nasza Srala też jest sterylizowana i też sika gdzie popadnie. Ale u niej to raczej problemy z nerkami... przynajmniej na to ją leczymy... śmiesznie by było jakby się okazalo że ona jednak znaczy..[/QUOTE] kotka inaczej sika jak ma problemy z nerkami, a inaczej jak znaczy. jak znaczy, to stara się jak najwyżej, podnosi kuper i sika do góry, trzęsie ogonem, no widać że znaczy :evil_lol: jeśli ma problem z dotarciem do kuwety, albo jakiś problem z kuwetą, to sika tak, jak w kuwecie, czyli sobie kuca. a co robicie z tymi chorymi nerkami? [quote name='a_niusia']ej to jest ohydne, zeby lac po scianach hahahahaha ale mo sie przypomniala tak oblesna opowiec o kotkach. kiedys bylam na poznakciach i pani mi powiedziala, ze jej kot zaczal szczac poza kuweta ale on jest jeszcze chyba za maly na kastracje. a potem przyszlam jeszcze raz tam i pani mi radosne powiedziala, ze odkryli z mezem przyczyne: teraz sprzataja kuwete co 10 dni a nie co dwa tygodnie, bo po 2 tygodniach jest taka brudna, ze koty nie chca z niej korzystac i robia poza. eeej to mnie obrzydzilo na maxa, nie wyobrazam sobie, zebym miala przechowywac gdzies w domu kocie gowna przez tyle czasu!!![/QUOTE] o fuuj! wcale się nie dziwie, że ten kot lał poza kuwetą...
-
kastrat, a rep wśród niekastrowanych kotek to zupełnie co innego :eviltong: nie wiem czy się zdarza, że kastraty znaczą. za to wiem, że kastratki owszem, Mizia na potęgę oznacza podwórko, wolierę, żeby było wiadomo kto tu mieszka :diabloti: i niestety w domu też jej się zdarza, ja mam swoje podejrzenia w tym temacie i sposoby rozwiązania problemu, ale nikt mnie nie słucha, a w moim pokoju nie sika więc mam to gdzieś ;)
-
chyba nie znam nikogo kto ma więcej niż jednego kocura, bo niestety owszem, prawdopodobnie będą się tłuc. i niestety znaczą ;) zwłaszcza jak jest kotka w rui w domu. nie wiem, czy to się da ograniczyć. ale są różne naprawdę skuteczne płyny, które niwelują ten smród :evil_lol: wiem, że są ludzie, którzy izolują swoje kocury, ale mam dużo wątpliwości co do słuszności takich decyzji. nasze kotki też czasem sikają na ściany. niby nikt się nie bije, ale widocznie mają inne sposoby komunikacji ;) kiedyś chłopak, który zajmuje się praniem mebli, samochodów itp powiedział, że nic nie jest tak trudne do sprania, jest koci mocz, ale właśnie pochodzący od kotki, a nie ten od kocura :diabloti: dodam, że wykastrowany kocur nie będzie znaczył, wycięta kotka nie daje żadnej gwarancji :) najczęściej zdarza się to naszej wyciętej kotce :)
-
jest śliczny, być może zostanie reproduktorem, zależy jak mu będzie szło na wystawach, czy się spodoba :)
-
coś Wam pokażę... [IMG]https://scontent-a-lga.xx.fbcdn.net/hphotos-frc1/599726_573960972641684_1552626851_n.jpg[/IMG] tak wyrastają kocięta w naszej hodowli :loveu: Bolek z poprzedniego miotu, który miał wielu fanów, teraz ma pół roku :)
-
[quote name='Franca81']Ja nigdy nie widziałam wiekszego prawie "boksera" od boksera. Wszystkie zawsze mniejsze. Mójdawny tymczas też był mniejszy, wszelkie bokserowate"sąsadki" z osiedla też zawsze mniejsze (to samo z boksiami w schronisku).[/QUOTE] ja też mam takie obserwacje, jak pierwszy raz zobaczyłam rodowodowego boksera, to wydał mi się ogromny ;)
-
[quote name='Naklejka']Jetsan po babeszjozie bał się wejść do weta, bo tak sobie zapamiętał te bolesne zastrzyki :eviltong:[/QUOTE] [quote name='Angi']Miśka po chorobie do teraz się boi weta :P A było to kilka lat temu :)[/QUOTE] Timi akurat raczej zawsze pójdzie tam,gdzie ja(jako że nic z nim nie zrobiłam przez te 4 miesiące to widać, jak mi nie ufa :evil_lol:), ale warczy już w okolicach gabinetu :diabloti: [quote name='Majkowska']nooo proszę :) Jak fajnie :) Zazdroszczę. Niech i będzie domeczek, albo nawet chatka, ale ważne że własna i że się jest razem. Ahhh ile ja bym dała za taką harmonię teraz, a nie gnieździć się u teściowej w tej obskurnej norze... Mnie może za rok dopiero czeka jakieś mieszkanie, ale nie napalam się - tak to jest jak się ma gołosłowne osoby w rodzinie ( miałam dostać po 18, potem jak zacznę studia, potem jak je skończę, potem jak się wyprowadzi stamtąd kuzyn... a teraz za rok...). Mało tego mam zakaz psów i kotów na tamto mieszkanie :evil_lol:[/QUOTE] no tak nie do końca własna, bo wynajmowana, ale zawsze :) no i właśnie, wreszcie razem! zakaz psów i kotów powiadasz... dobre sobie :evil_lol:
-
[quote name='*Monia*']No fakt, ale po przeczytaniu tylu stron o szkoleniu zdążyłam już zapomnieć na co te kroplówki były :p. A te bolesne zastrzyki chyba na "L" młodego ominęły?[/QUOTE] ja nie wiem tak naprawdę co on tam dostał w zastrzykach, ale dostał coś, co miało być bolesne i spłynęło po nim jak po kaczce :evil_lol:
-
[quote name='Majkowska']ale ładne. Chyba do zjęcia tak pozują.A dobrych coś spotkaliście? Nie wiem jak wy, ale ja na grzybki chadzam i klęska totalna. Choć nie powiem tata ostatnio znalazł takiego prawdziwka że aż się zastanawialiśmy z czym mu zrobić zdjęcie żeby był dobry kontrast. I... padło na małą :D Świetna fota wyszła, wygląda jakby była pod parasolką :lol::lol:[/QUOTE] [quote name='Luzia']No teraz to przynajmniej te muchomory ludzie w spokoju zostawiają, pamiętam za gówniarza jak wszyscy je rwali dla zabawy i mega ciężko było znaleźć choć jednego :) Znalazłaś coś jadalnego? :P[/QUOTE] nie znalazłam, ale nawet nie szukałam. chociaż nawet jakbym szukała, to bym nie znalazła :evil_lol: [quote name='*Monia*']Uważajcie na kleszcze, nawet u nas się pojawiły. Kilka dni temu widziałam już pierwszego w tym roku - wbitego w moje własne plecy, poczułam jak się we mnie wgryzał :roll:[/QUOTE] no my dopiero co wyleczyliśmy babeszję, więc... [quote name='Beatrx']nie było czasem dzisiaj Twojego faceta z Etną w Mińsku? bo cholercia identycznego psa widziałam tylko za bardzo nie mogłam się przyjrzeć, bo samochodem jechałam.[/QUOTE] oj nie, Piotr był wczoraj cały dzień i noc w pracy :eviltong: [quote name='Vectra']kociaki boskie :loveu: mój chrzestny ma zajebistą szylkretkę , coś niesamowitego ... najwięcej ma rudego i na tym ciapki białe i czarne. kot dachowiec , dziecko chrzestnego poszło do weta z chomikiem , wróciło z kotem kotu to dać tabletkę , to jest wyczyn ... my we dwa osobniki , mieliśmy problem :evil_lol:[/QUOTE] dzięki :) musi być śliczna ta kotka :loveu: Irka jakiś czas była lekomanką, bo sama z siebie żarla piguły co jej się dało :evil_lol: do tego stopnia, że miała wzorowe przywołanie na grzechotanie pudełkiem z tabletami :evil_lol: mam nadzieję, że tym razem nie zapeszę... za jakiś miesiąc przeprowadzka, do domu :loveu: no dobra, domek jest odpowiedniejszym słowem :evil_lol:
-
byliśmy dziś w lesie :evil_lol: [URL=http://imageshack.us/photo/my-images/191/u4jm.jpg/][IMG]http://img191.imageshack.us/img191/7312/u4jm.jpg[/IMG][/URL]
-
Najdziwniejsze komentarze dotyczace waszych psów :) [2]
motyleqq replied to dog_master's topic in Wszystko o psach
[quote name='ulvhedinn'] Moje futra, szczególnie Kra i Żubcio delikwenta po prostu wycałują, a że mokro i wylewnie, to sam chciał ;)[/QUOTE] to tak jak Etna, jak ktoś chce buzi, to proszę bardzo... całą twarz wyliże :evil_lol: -
noo u mnie to ani Etna ani Ti nie chodzili na linkach. Etna miała linkę raz, podczas cieczki, ale też się nie przydała. Timi miał linkę podczas pierwszego spaceru ze mną, jakieś 5 minut i odpięłam :evil_lol: tybetan sam na spacerze, ucieszyłabym się na widok takiego z pewnością :loveu::evil_lol:
-
Etna też się odwołuje od zwierzyny, Timi na razie ma etap odwołania od tropu ;) a jajka to zło :diabloti: taki tybetan ma swoje plusy jednak, mniej zobowiązujący jest :evil_lol: ale to zupełnie nie moja bajka :eviltong: moje psy mają sporo cech wspólnych, oboje są walniętymi błaznami :loveu:
-
oo ja mam to szczęście że Timi ma odwołanie zaprogramowane z góry :evil_lol: no dobra, kilka razy uciekł mi za zwierzyną, ale to do wypracowania ;) chyba masz dużą różnicę między Arnim a Jetsanem, co? ;)
-
[quote name='Naklejka']Arni przynajmniej za żarciem szalał, więc bardziej skupiałam się na ogólnym ogarnianiu i posłuszeństwie. A początki z nim były OKROPNE. Totalnie nieogarnięty, walnięty pies, który nie umiał się uspokoić. Plus lęki, z którymi do teraz czasem muszę walczyć. Jest bardzo delikatnym psem, zły ruch i można go spłoszyć, ale teraz to się już rzadko zdarza :)[/QUOTE] Etna za żarciem tak sobie na początku. ale plusem było to, że ze względu na swoją przeszłość, chciała trzymać się blisko mnie/TŻ. inaczej nie wiem co by było, bo ja z początku zupełnie nie wiedziałam co mam zrobić z psem, który biega po ścianach :evil_lol: żeby był spokój w domu miała średnio 3-4h spaceru dziennie, mam na myśli tego spaceru 'głównego', luzem ;) plus te po osiedlu na sikanie. no i ona jednak była szczeniaczkiem miło nastawionym do świata, bała się ludzi, ale kochała pieski. problemy z nią były później, przeze mnie ;) a Arni trochę jak Timi z tego co piszesz, nieogarnięty pies który nie umie się uspokoić ;) ale też od początku kocha żarcie, inaczej nie wiem jakbym z nim pracowała :eviltong: [quote name='Majkowska']" taak, rzucaj , rzucaj " :D Nie wiem czemu ale najbardziej w filmikach zawsze mnie rajcują komentarze kręcącego :D I uczyłaś ją aportowania przez szarpanie ? Kiedyś mi to doradziłaś i zaczęłam tak robić i Waldkowi się spodobało. Ale nadal tak żeby pójść do parku i bawić się piłeczką to nie mamy. On woli wąchać i szukać , polować na gołębie, biegać sobie sam... Trochę mu odpuszczam, bo co to za zabawa na siłę, ale nie powiem, chciałabym tak choć czasem ... Rozpaliłaś mi nową iskierkę nadziei :)[/QUOTE] tak, przez szarpanie, ale też nie było zabawek w domu, tylko wyłącznie na dworze :) głównie to sprawiło, że zabawki stały się atrakcyjne na spacerach
-
[quote name='Majkowska']I skacze tak z rozpędu do wody bez zastanowienia? Kurcze, mój Waldek by się w tym sprawdził, bo on kocha skakać do wody. Choć podejrzewam go że wtedy też by się zawahał, bo zawsze w takich momentach zauważyłam że pies się zmienia i zaczyna roztropniej wszystko analizować :D[/QUOTE] taak, normalnie skacze tak: [video=youtube;OH7taXvBkrk]http://www.youtube.com/watch?v=OH7taXvBkrk[/video] dużo psów się wahało przez ten baner wtedy [quote name='Naklejka']Mam dosłownie tak samo, Arni pięknie aportował, a teraz cuduje i mnie obiega, nie przynosi do ręki, tylko puszcza wcześniej :mdleje: No i ogólnie on [I]nie[/I] ma pie*dolca na punkcie zabawek i cały czas walczę z nakręcaniem :roll: Z początku w ogóle nie zwracał uwagi na zabawki, potem zauważył patyki, szarpak i jakoś poszło dalej, teraz nawet dyski łapie i pięknie się nimi szarpie, a kiedyś było to nie do pomyślenia :)[/QUOTE] no, to tak jak Etna kiedyś, w co niektórzy mi nie wierzą :cool3: ale tak właśnie było, w domu jako tako interesowały ją zabawki, na dworze w ogóle, potem bardzo długo uczyłam ją aportowania
-
[quote name='Czekunia']Rozumiem :D czyli wchodzi się "na żywca"? Musimy kiedyś spróbować, a trenować będziemy u siebie w jeziorach :)[/QUOTE] my też trenowałyśmy w różnych zbiornikach wodnych, ale jak widać na filmiku Etna się bała ;) i nie tylko ona, bo dali ten beznadziejny baner i psy nie wiedziały co z tym zrobić
-
[quote name='Czekunia']Zmieniając temat: gdzie można spróbować z psem dog divingu? W sensie zawodów Czy treningów. Już jakiś czas myślałam nad tym dla Sajana, bo on uwielbia skakać do wody - im więcej pryska tym lepiej. :)[/QUOTE] treningi to chyba nigdzie, chyba że kupisz basen :evil_lol: a zawody są przy okazji DCDC w Poznaniu, Wrocławiu i Warszawie :)
-
noo to po prostu zawsze jej będziesz mówić komendę żeby to zrobiła :cool3: a Etna też ma problem z komendami przy zabawkach, mózg nie pracuje jak powinien :evil_lol: