-
Posts
5536 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by motyleqq
-
[IMG]https://scontent-b-mad.xx.fbcdn.net/hphotos-ash3/1239524_576818322355949_1051764347_n.jpg[/IMG] chcę żeby czas się cofnął :placz:
-
[quote name='Naklejka']Świniaki rzadko kiedy się kastruje, narkoza jest zbyt niebezpieczna. Jeśli nie jest to konieczne lepiej uniknąć zabiegu.[/QUOTE] nawet nie wiedziałam. no ale jak już jest wykastrowany do adopcji, to znaczy, że wszystko poszło dobrze :)
-
też jest napisane przy ogłoszeniu, jak jest wykastrowany. wcześniej nie oglądałam chłopaków, więc nie wiem czy to reguła, ale teraz mało jest takich. może dlatego, że same maluszki kilkumiesięczne są. a czy się najlepiej sprawdzają, to nie wiem :) moje dziewczyny od razu się polubiły, wypuściliśmy Zosię z transportera i za kilka minut jadły razem siano :cool3: niestety Zosia nie wychodzi z klatki sama z siebie :roll: leży w sianie, je, leży, je... no i piszczy ;) jutro jej wystawię żarcie na zewnątrz, poustawiam pudełka do zabawy, niech się trochę ruszy
-
[quote name='dog193']A czemu nie? Świnki chyba też się kastruje?[/QUOTE] tak, kastruje się. gdyby trafił się już wykastrowany prosiak, to wtedy mogłabym się zdecydować. nie wiem ile kosztuje taka kastracja, ale musiałabym jechać do Warszawy, wszystko kosztuje, a ja mam jeszcze rachunek po Tosi niezapłacony :roll: tak czy siak, nie śpieszy mi się... oglądam z przyzwyczajenia, ale w tej chwili nie potrafię wziąć nowej świnki
-
[quote name='Majkowska']U mnie podobnie, nieraz zjada, nieraz nie tknie. ostatnio widziałam świniaka skinny do adopcji. Nawet chyba rodowodowowy był. Tak pomyślałam o Tobie :oops:[/QUOTE] o, a gdzie widziałaś? bo w stowarzyszeniu pomocy świnkom nie ma takiego, chyba że chłopak, bo nie patrzę na ogłoszenia chłopców...
-
dałam do karmy i nie chciał zjeść, więc musiałam wywalić i dać drugi raz bez siemienia, nie miałam czasu na takie rzeczy, a zjeść musiał. może by z łyżki wylizał, ale no nie miałam do tego głowy :eviltong: Zosia jakoś bardziej daje się głaskać... albo mi się wydaje, bo uczucia które miałam do Tosi przenoszę na nią. w środę i czwartek, jak Tosia była w takim fatalnym stanie, mówiłam że nigdy więcej skinny. ale z każdym dniem bez tej czarnulki coraz bardziej myślę, że nie wyobrażam sobie już nigdy nie mieć łysola. pasowała do mnie...
-
[quote name='Unbelievable']u mnie automatycznie na rzyganko albo nic, albo lekkostrawna dieta- ryż, marchewka, bułeczka, nic innego, i u ludzi, i u psów ;) najczęściej dzień głodówki a później nic[/QUOTE] nie jadł nic po pierwszym dniu rzygania. wystarczająco go to osłabiło, a za bardzo nie pomogło, tzn nie rzygał jeden dzień, a potem znowu. a nazywanie bułeczki lekkostrawnej to trochę pomyłka :eviltong: wczoraj udało mi się odcedzić siemię, ale i tak go nie chciał zjeść :evil_lol: nie miałam czasu go przekonywać, 5 rano to zdecydowanie nie najlepszy czas na dyskusje z psem na temat jedzenia, jak prawdopodobnie potem do wieczora nic nie zje, bo Cię nie ma ;) ale zjadł jak mu moja siostra potem dała(suchą, nie siemię), potem pół porcji na spacerze wieczorem i pół w domu z podłogi. dziś zero rzygania :multi:
-
[quote name='Majkowska']Kurcze niefajnie ze on się tak stresuje Siemię lniane to własnie taki glut, nie przejmuj się tym. Tylko się zastanawiam czy po siemieniu nie dostanie rozwolnienia - a nie fajnie byłoby jakby był sam w domu i mu się to przytafiło. Piszę stąd że mój Wald po siemieniu zawsze robi taką galaretkowatą koope.[/QUOTE] ale on nie jest sam, zostaje z moją rodziną, więc spoko :) [quote name='Angi']Kasia (Victoria) kazała ci przekazać, że masz przelać przez sitko. I dawać po trochu i często. Ona tak Nanie robiła.. ;)[/QUOTE] hm.. właśnie mi to przez sitko nie przelatuje :roll: [quote name='dog193']Na przyszłość, bo żel lniany jest też fajny do stylizacji włosów :cool3: Jak już się zagotuje (zdaje się, że 15 minut, ale mogę coś pomieszać, bo dawno nie robiłam), to bierzesz sitko i przelewasz przez nie to siemię. To jak jest ciepłe to jest w miarę płynne, więc bez problemu spłynie, a ziarenka zostaną na sitku. Ja to potem ostudzam (dodaję jeszcze soku z aloesu)0, wsadzam do lodówki i na następny dzień mam żel do włosów :D[/QUOTE] w sumie przelewałam na zimno, spróbuję na ciepło :evil_lol: [quote name='Beatrx']w ogóle możesz mu teraz jakąś lekkostrawną dietę dać, głównie płynną to może tego nie zwróci? chociaż ja bym pomyślała o gastroskopii dla niego jak za parę dni mu nie przejdzie.[/QUOTE] no właśnie, jak pytałam o jedzenie, to też mi wetka powiedziała że może jeść swoją suchą :roll: a ja tak myślałam, żeby mu gotować
-
[quote name='Beatrx']dajesz mu ten kisiel z ziarenkami;) mojemu zawsze do żarełka dorzucam łyżkę siemienia i normalnie zjada ryż z mięchem i siemieniem.[/QUOTE] kurde, ja myślałam, że bez ziarenek? :evil_lol:
-
[quote name='Rinuś']A byłaś z nim teraz u weta jak jest w takim stanie? skoro nie brał nic osłonowego to chyba nie ma na co czekać jak teraz jest źle.[/QUOTE] przecież pisałam że dostał leki przeciwwymiotne i że miał badanie krwi. niestety nie jest lepiej, tzn dostał pół śniadania jakoś po 5 rano, normalnie zjadł. potem nie było mnie cały dzień w domu i nie chciał nic jeść :shake: bo nie było pańci. jak wróciłam to tak się rzucił na jedzenie, że oczywiście zwrócił. dostał za chwilę jeszcze raz, zjadł w normalnym tempie i nie rzygał. jutro znowu mnie nie ma większość dnia :roll: ale jak wrócę to mu podam bardziej stopniowo, żeby nie mógł się tak nachapać co mogę mu dać na tą wątrobę, jak to podawać? chciałam też dać mu siemię lniane, ale NIE UMIEM TEGO UGOTOWAĆ. ugotowałam, zrobił się kisiel, ale razem z ziarenkami i nie dało się tego oddzielić. jak to się robi?!
-
taki pan i w przedziale może się trafić i gorzej, jak nie masz jak się przesiąść :cool3: no każdemu pasuje co innego. może inaczej bym myślała, gdybym miała małe psy, ale tak to po prostu trudno mi się w przedział zmieścić :evil_lol:
-
ja tylko raz miałam wątpliwą przyjemność jechać z psem w pociągu z przedziałami. był to czas, kiedy ludzie wracali z Woodstocku :diabloti: Etna taka mała nie jest, pociąg zapchany full, nie ma szans żeby pies takich rozmiarów zmieścił się na podłodze w przedziale pełnym ludzi. jechała całą drogę rozłożona na naszych kolanach(na jednej osobie się nie zmieści, więc leżała i na mnie i na TŻ, jakieś 5h :evil_lol: a ludzie mogą chcieć macać psa niezależnie od tego, czy są przedziały, czy nie ;)
-
[quote name='Martens']Po babeszjozie standardowo pies powinien ok. miesiąc dostawać coś na regenerację wątroby (ja dawałam Hepatil i Essentiale Forte) - Imizol to trucizna, która mocno daje wątrobie popalić, bardziej niż sama choroba. Sama babeszjoza też uszkadza wątrobę i śledzionę. Moja suka [*] po dwóch babeszjozach miała duże zmiany wylewowe właśnie w śledzionie; wątroba też nam później nie domagała, prawdopodobnie właśnie z tego powodu. Po babeszjozie należało by zrobić podstawową biochemię krwi - po enzymach wątrobowych, kreatyninie i moczniku będzie widać w jakim stanie są wątroba i nerki. Nerki też obrywają, bo wszystkie masowo rozpadające się czerwone krwinki idą właśnie przez nie. Możliwe, że Timi ma wątrobę albo nerki w złym stanie, organizm jest podtruty, i stąd wymiotuje i niespecjalnie ma apetyt. To młody pies, więc pewnie szybko się zregeneruje, ale warto zobaczyć co się dzieje, wspomóc organizm. Przykro mi bardzo z powodu świnki - ja jako dzieciak musiałam uśpić swoją rozetkę i strasznie po niej płakałam, mimo że to niby "tylko" gryzoń. Widziałam "żarciki" na fejsie - ja mam ciężkie poczucie humoru, śmieję się z wielu rzeczy, które dla innych są nie do pomyślenia, ale choroba czy śmierć czyjegoś zwierzaka to nienajlepszy temat...[/QUOTE] wetka nic mi o tym wszystkim nie powiedziała, a ja nie wiedziałam, bo Etna nigdy na nic nie chorowała... tylko że on tak wymiotuje od razu, nie strawionym jedzeniem. połyka i zwraca. tzn póki co tylko rano zwymiotował [quote name='rashelek']Mam nadzieję, że z Timim sytuacja się szybko wyjaśni i będzie ok. Ktoś sobie żartował z sytuacji z Tosią? :crazyeye:[/QUOTE] tak, jak napisałam na fb czy ktoś ma karmę ratunkową, to moja znajoma wrzuciła zdjęcie trutki na szczury :roll: [quote name='Justa']A w czasie babeszji brał jakiś antybiotykw tabletkach? A jeśli tak to brał osłonowe?[/QUOTE] brał coś w tabletkach i nic osłonowego. teraz też dostał jakieś piguły.
-
[quote name='Unbelievable']a wątroba? miał badaną?[/QUOTE] nie, nie miał takich badań, tylko zwykłą morfologię. jak dalej tak będzie to pójdę w tym kierunku
-
w sumie to przecież wiele razy Zosia zostawała sama na cały dzień, jak z Tosią byłam w Wawie. dla niej to chyba nic nowego, po prostu nie ma koleżanki i tyle. jedyne co robiły razem, to łażenie po pokoju, tzn Zosia raczej nie wyjdzie bez Tosi z klatki... jakoś zawsze wyskakiwała, bo Tosia to robiła, eh. no właśnie, czemu on wymiotuje? może to coś głębiej w przełyku, czego nie widać przy takim zwykłym zajrzeniu w gardło. może wczoraj nie wymiotował tylko dlatego, że dostał leki przeciwwymiotne. jak jeszcze raz dziś zwymiotuje to znów pójdziemy do weta
-
[quote name='dog193']Hmm, a według mnie po prostu nie były na tyle ze sobą zżyte, żeby to Zosię obeszło. Nie ma się czym przejmować, bo to przecież nic złego. Jasper bardzo cierpiał po odejściu Ciapuli, był osowiały, Milka po odejściu Jaspera tak samo, zresztą jak już nie żył to wylizała go całego, nie mogłam jej od niego odciągnąć (Jasper nie wiedział, co się stało z Ciapulą, bo po prostu była i nagle zniknęła i było widać po nim, że jest niespokojny, natomiast Milka doskonale rozumiała, co się stało z Jasperem i była bardzo smutna, ale spokojna), natomiast wiem, że teraz z Łatkiem nie mają aż takiej więzi i śmierć (tfu tfu) jednego nie zrobi na drugim większego wrażenia. Nawet stadne zwierzaki mają swoje sympatie co do towarzyszy :) A Timi to dalej bo babeszjozie tak ma?[/QUOTE] one jednak nie były ze sobą zbyt długo. no i Zosia nie widziała martwej Tosi, Tosia nadal jest w Warszawie... nie, babeszjoza odeszła w zapomnienie, parametry krwi już ma w normie(oprócz tego zapalenia, które nie ma nic wspólnego z babeszjozą)
-
nic nie stwierdził, w krwi wyszło że ma jakieś zapalenie, ale czego? nie wiadomo. brzuch normalny, gardło normalne, żadnych powiększonych węzłów. wczoraj już nie wymiotował, dostawał jedzenie małymi porcjami, dziś też zbyt dużo nie dostał i w trakcie zwrócił. tak cicho, że nikt nie usłyszał, trochę tak jakby mu jeszcze nawet do ucha nie doleciało... a teraz już nie je tak łapczywie, od babeszjozy je bardzo powoli, dosłownie bierze granulkę i rozgryza i tak po jednej...
-
[quote name='Fauka'] Lepiej chyba że jest zdrowa i pełna życia niż jakby jeszcze ona miała przysparzać ci problemów.[/QUOTE] no tak, to prawda. zwłaszcza że Ti dziś znowu zrzygał to, co zjadł :placz:
-
a w czym go kąpiesz? mi wet kazała kąpać w nizoralu przy grzybie/drożdżakach(chociaż ich nie wykryła, ale tak na wszelki wypadek, bo on się dziwnie drapał)
-
dziękuję za wszystkie słowa wsparcia. nie jest mi łatwo, wiem że niektórzy myślą, że to tylko świnka, ale Tosia była mi naprawdę bliska [quote name='Fauka']Nie wiadomo co jej się stało? Strasznie szybko odeszła :([/QUOTE] bakterie które odpowiadały za ropę w uchu i na głowie zaatakowały mózg... doprowadziło to do objawów neurologicznych, a na koniec dostała właśnie ataku padaczki. czekają na mnie wyniki badań, ale prawdopodobnie nic więcej się nie dowiem. [quote name='dog193']Współczuję :( A jak Zosia?[/QUOTE] Zosia nic nie zauważyła. kiedy jeszcze Tosia była w klatce, to Zosia ją odtrącała. myślę, że dla Zosi to już wtedy był koniec. teraz zachowuje się normalnie, piszczy do jedzenia itd. przyznam, że mi przez to jeszcze bardziej smutno :shake: Tosia odeszła w klinice, bo wczoraj miała zostać tam na noc. podłączyli ją do kroplówki i pobrano krew do badania. niestety jak tylko wetka wyjęła Tosię, to miała minę mówiącą wszystko... powiedziała, że Tosia ma objawy neurologiczne(machała łapkami, głową, źrenice nie reagowały, były takie rozjechane, pokazywało jej się białko oka) i że być może będę musiała podjąć decyzję o eutanazji... ale Tosia sama zdecydowała. jakoś godzinę po zostawieniu jej odebrałam telefon z tymi wieściami. Tosia zjadła karmę ratunkową, a potem dostała ataku padaczki. wetka szykowała jej lek przeciwpadaczkowy, ale nim go podała, Tosia odeszła... akcja reanimacyjna nic nie dała.
-
Tosia na koniec dostała ataku padaczki i tak odeszła...
-
[h=5][SIZE=2]pamiętam jak kilka miesięcy temu pierwszy raz odważyłaś się usnąć na boku, pełen luz. gdy Cię tak zobaczyłam wrzasnęłam z przerażenia, że coś Ci się stało. tak skutecznie Cię to przestraszyło, że więcej już tak nie usnęłaś, dopiero niedawno, w transporterze... już nie będzie Ci dane wyluzować się w moim pokoju. byłaś niezwykła. ucieleśnienie łagodności. moja mała pacyfistka. czy w ogóle przyszłoby Ci do głowy, że można kogoś ugryźć? nawet wtedy, kiedy tak bardzo cierpiałaś i krzyczałaś z bólu... tak bardzo zaskakiwałaś temperaturą swojej skóry. mój mały termofor. dlaczego nagle trzeba było Cię dogrzewać, dlaczego to wszystko stało się tak nagle. miało już być dobrze. pieprzone bakterie wlazły do Twojej małej, ślicznej główki. uszkodziły Twój mózg i teraz Cię nie ma... nie miałaś nawet roku. takie młode duszyczki nie powinny przechodzić na drugą stronę tęczowego mostu. już nie cierpisz. Twoje niebo to wieczne wygrzewanie w promieniach słońcach i jedzenie niesamowitych ilości siana, sałaty i pietruszki. na pewno właśnie tam jesteś, bo na to zasługujesz. Tosiu, żegnaj. kocham Cię.[/SIZE][/h][IMG]https://scontent-b-mxp.xx.fbcdn.net/hphotos-prn1/1237960_575148442522937_374409846_n.jpg[/IMG]
-
[quote name='klaki91'] Moja jest zdecydowanie nietykalska na spacerach. Co innego w KM czy pociągu. Kiedyś wystarczyło głupie cmoknięcie obcej osoby i wpadała w szał ujadania. Koszmarnie się bała zwyczajnie sobie stojącego człowieka, o wiele łatwiej było jej przetrawić że ktoś biegnie czy skacze niż to, że ktoś stoi i się patrzy. [/QUOTE] Etna też tak miała, że jak ktoś stał i się patrzył, to na pewno było coś z nim nie tak! ;) nawet ze dwa razy zdarzyło jej się szczeknąć na takiego człowieka(nie jest rozszczekanym psem, jak bała się kogoś, to się po prostu odsuwała). natomiast mały tak jak piszesz o swojej 'szał ujadania'... ale jemu obojętne, czy ktoś idzie, stoi, biegnie. tzn tak było na początku, teraz się złości jeszcze jak ktoś jest nachalny, cmoka bez przerwy, wyciąga ręce itp. ale na szczęście nikt mi go nie głaszcze, bo on chyba jest dość przekonywujący jak warczy...
-
mój młodszy pies też jest lękliwym histerykiem. był taki od pierwszego wieczora u mnie ;) ale im dłużej u mnie jest, tym bardziej wie, że to ja jestem od opanowania sytuacji, a nie on i że generalnie nie ma potrzeby drzeć mordy, bo pańcia sama przykładowo odgoni niemiłego, obcego pieska ;) no i jednak ludzie jak sobie po prostu idą, to idą, a nie mają jakieś niecne zamiary. histeryczny charakter to zło :eviltong: moja Etna też bała się ludzi, ale wystarczyło jej pokazać, że nie każdy ma zamiar ją pobić, kopnąć czy też zamknąć w ciemnym garażu, a właściwie to ludzie są mili i tak fajnie głaszczą i przeszło jej dosyć szybko :) z małym nie jest już tak łatwo.
-
czytaj dokładnie składy, brit z łososiem ma w składzie tłuszcz drobiowy, więc... dla mnie odpadł od razu. bez żadnych dziwnych tłuszczy jest taste of the wild pacific. możesz też poszukać karmy typowej dla alergików, z minimalną ilością składników, nie pamiętam nazw, bo ja po prostu wróciłam do tego, co mój pies jadł przed wystąpieniem alergii nie wiem, czy łatwo jest się zarazić. jak mój prosiak miał grzybicę, to ograniczyłam noszenie na rękach i głaskanie, ale musiałam ją brać, żeby smarować zmianę grzybiczną. nie zaraziłam się, no ale ona miała tylko dwie plamki