Jaaga
Members-
Posts
19057 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
104
Everything posted by Jaaga
-
Dotarły leki od Aska7. Na razie nie ma pogorszenia. Rana nie puchnie, nie otwiera się, nie leje sie jak wczesniej z niej. Szkoda tylko, że ten żel jest w tak malutkim opakowaniu. Za to przylepia się idealnie do rany. Jutro sterylka Nataszki, to weźmiemy jeszcze antybiotyk i ten nowy lek przeciwzapalny. Statnio dostal wieksza dawke niż wczesniej i chyba to pomoglo. Dziś miał spory apetyt. Oby już szło ku lepszemu, bo im mniej mięśni, tym trudniej będzie wstać. Byle ścięgna nie przykurczyły się. Tak się rozpuścił, że jak mnie widzi to czeka na suszone smaczki głodnym wzrokiem i nie sposób mu odmówić. Pochłonął prawie cały zapas na miesiąc No i nie wygląda tak chudo. Tak myślę, że on może odwadniał się, bo wszystko co wypijał, wylewało się tą raną. Po nocy były ogromne plamy na dwóch warstwach, a przecież i sikać musiał.
-
Jak pisałam wczesniej od państwa Szyszki po odtrąceniu paliwa zostało 150 zł na obie sunie. Rozliczę więc z tego na razie 100 zł: podzielony koszt dowozu suczek 2x20 zł ( kolejne 20 zł moja Nataszka) Albinka szczepienie Pneumodog plus książeczka zdrowia - 45 zł odrobaczanie - w sumie 3 tabl. 15 zł. Zostanie wiec 50 zł na szczepienie Cudki p wściekliźnie. Cudka pokasływała, dostaje antybiotyk, ale to już na mój koszt, bo to ludzki lek na receptę od weta. Jesli ludzie poświęcą czas na przypilnowanie wspólnych relacji zwierząt, a kot jest spokojny i mędą mieć oddzielone miski, to moze warto spróbować?
-
Poprosiłam Tolę, żeby 350 zł, które są po Szymku na koncie ZEA na psy u nas przeznaczyć na opłacenie weta Dylana. W sumie psów na dogo u nas (nie liczę 3 psów Jo37, które dostały drugą połowę tych środków) jest 7. Nie ma więc chyba sensu dzielić tej kwoty na tyle psów, bo żaden nie dostanie za wiele. Poza tym cześć deklaracji Szymka pochodziła od osób, które były przeciw mojej decyzji odnośnie DS Szymka I chciały, żeby te pieniądze zostały przeznaczone na inne psy, niż moje. Dlatego myślę, że przekazanie całej kwoty Dylanowi pod opieką Aska7 będzie najrozsądniejszym i satysfakcjonującym wszystkich rozwiązaniem. Z Dylanem jest kiepsko. O ile rana na razie nie otwiera się, to cały tył ciała ma już bezwładny. Muszę budzić męża w nocy, kiedy on się przesuwa, żeby zszedł go przenieść z powrotem na jego legowisko. Ta bezradność w poruszaniu sie samego Dylana bardzo frustruje, skomli wtedy, żeby mu pomóc. Zad i łapy po takim czasie niechodzenia też straciły mięsnie. Jeśli Dylan nie da rady na powrót chodzić, to bardzo źle to rokuje. Jego wielkosc jest przyczyną tego, że się męczy. Ciężar ciała powoduje już duże zgrubienia na stawach. Czekam na jego legowiska, ale rana musi się zacząć goić, a on używać łap. Teraz od lędźwi jest całkowicie bezwładny. Dziś nie udało się go postawić na łapach. Ze względu na kołnierz nie może pić i jeść samodzielnie. To jest zupełnie inny pies niż 2-3 mies. temu. Nigdy nie opiekowałam się tak ogromnym niechodzącym, starym psem. Pojawiają się całkiem inne problemy w praktyce niż przy mniejszym czy młodszym psie. Opieka nad 22 kg Lindą to pikuś przy nim.
-
Nie wiem w jakim jest wieku. Z tego co widzę zdjęcie jest jeszcze z miejsca, skąd został zabrany i wieczorem dowiedziałam się, że niestety nie może przyjechać za tydzień ze względu na brak szczepionki. Przyjedzie w drugiej połowie stycznia. Może być za młody na kastrację, ale nie jestem pewna, bo Nataszka też wyglądała na szczeniaczka, a jest już po wymianie zębów.
-
Mial, zsuwa ją, jak sie czołga. Założyć też ciężko, a trzeba zdejmować do sikania, do opatrywania rany. W nocy zerwały się znowu wszystkie szwy. Lekarka też nie ma pojęcia dlaczego tkanka mu się zupełnie nie goi, nawet na najmniejszym odcinku. Dziś rano Andrzej z nim pojechał, ale była cesarka i tłumy, to umówili się, że wróci po godzinach przyjęć. Dylana zaszyla jakimiś podwójnymi szwami. Mam mu jutro założyć granulflex. Pomógłby pewnie Solcoseryl w zastrzykach, ale jest niedostępny. Na szczęście Aska7 znalazła i zamawia coś podobnego. Liczymy, że to jeszcze pomoże. Dylan jest cały czas na antybiotyku. Jest karmiony z ręki, ma apetyt ale jednak chudnie.
-
Dziękuję. Już u Mariny, przyjadą razem. Dlatego jego zdjęcia dostałam, że jest jeszcze miejsce w transporcie. Po ostatnich dniach planowałam odczekać przynajmniej do końca roku, ale szkoda malucha. Może Tobiaszka dam na początek do córki, zanim Nataszka pojedzie do domu. Z takim podejściem większości ludzi tam, to nasze działania są jak syzyfowe prace
-
Mam bardzo dobre wieści odnośnie obu dziewczyn. Dziś byliśmy z Szyszką na wizycie PA w Mesznej. Wszystko idealnie, Szyszka została. Niestety, bardzo się bała. Wpatrywała się we mnie i skomlała, skoczyło jej chyba ciśnienie. Bardzo się do mnie przywiązała i doskonale, że tak szybko pojechała do nowego domu. Powiedziałam, żeby dziś z nią nie wychodzić, tylko dac ręcznik w przedpokoju. Jutro Pani ma dzwonić, co słychać. Kupiłam jej szelki kamizelkę, żeby była zabezpieczona, zachipowalam i poprosiłam państwa o szybką rejestrację chipa. Państwo przekazali 200 zł -50 zł na koszt paliwa i dla psów. Jeśli Tola nie zadecyduje inaczej, to za te 150 zł ogarnęłabym weterynaryjne Cudkę i Albinkę. W poniedziałek chciałabym je zaszczepić. Druga wiadomość jest równie rewelacyjna Martyna i Jacek, ci od naszych krukowatych, zamojskich Tuptusia i Lucynki chcą adoptować Nataszkę. Wysłali 500 zł na jej sterylke i jeśli wszystko pójdzie dobrze, to chcą po nią przyjechać już zabrać na święta. Martyna nią się zachwycała. Stwierdzili, że wygląda jak ich psy razem, a do tego jest tak mała, że mogą mieć je trzy. Wrzucam zdjęcia Szyszki z nowego domu i pierwsze zdjęcie Nataszki u nas, kiedy Andrzej mi ją podał po przywiezieniu, a ona objęła mi rękę i przykleiła się jak małpka, a nie piesek.
-
Pisałam powyżej, że mam ale Dylan stale kładzie się tą raną na podlodze, po której chodzą wszystkie psy. Po 2 min jest zsunięty z legowiska i obrócony raną do podłogi. Z miodem przyklei się w nią wszystko. Dziś tak się przesuwał, jak nas nie było, że zerwał sobie znowu te szwy koło odbytu. Niestety, oboje musieliśmy jechać z Szyszką i nie było nas 2 godz.
-
Dylan jest bardzo uparty. Zsuwa się z legowisk, przekręca i kładzie stale tą raną na płytkach. No i jego wielkość znacznie utrudnia wszystko. To bezwładne lub czasem oporne 40 kg z plączącymi się długimi łapami. Andrzej go unosi, a ja wtedy mogę zmienić podłoże czy poprawić. Samemu nic przy nim nie zrobi, a ja nawet go nie uniosę. Pomyślałam, że może dodawać jakieś suplementy przyspieszające regenerację skory? Może Wit A+E, kolagen? Czy coś jeszcze, co może pomóc? Jak myślicie, ma to sens?