Jump to content
Dogomania

Joanienka

Members
  • Posts

    375
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Joanienka

  1. Na pewno niebawem ktoś zadzwoni, bo piesio prześliczny, futerko wygląda na mega miękkie... Mój pies też taki jest piękny, a diabeł pod skórą. Ale zapanowanie nad takimi diabełkami to nie lada wyzwanie. Dobrze, że ogłoszenie jest konkretne. Przy atakach na ludzi i psy - kaganiec może być potrzebny w przyszłości...
  2. Tyśka czy wiadomo dlaczego tak nienawidzi inne psy, co może być przyczyną? Teoretycznie można nad tym pracować ale to droga przez mękę i nie każdy będzie miał tyle samozaparcia... Czy na spacerach ma kaganiec? Szczęście w tym wszystkim, że to raczej mały piesek...
  3. Tak jak pisała Sowa - konieczne jest szkolenie! Jeśli psów nie masz pod kontrolą, nie masz prawa chodzić z nimi bez smyczy! Szczerze nie znoszę psów podbiegaczy, które nie reagują na zawołanie właściciela, albo które nawet nie są wcale przez właściciela przywoływane. Mój pies jest lękliwy i reaguje na takie wymuszone wąchanie atakiem. To bardzo utrudnia mi pracę z nim i uczenie go właściwych zachowań. Robimy drobne kroczki do przodu, potem jedno spotkanie z psim podbiegaczem i olbrzymi nasz krok w tył, bo Yoru zaraz "wybucha" koszmarną agresją i wszystko co wypracowałam wcześniej bierze w łeb.... A najbardziej mnie dobija jak później jeszcze ktoś pozwoli sobie na tekst w stylu "ale ten piesek niegrzeczny, przecież mój chciał tylko powąchać i się zaznajomić"... ALE MÓJ PIES NIE CHCIAŁ! I tyle. Pies nie przybiega na komendę? obowiązkowa SMYCZ i szczelny płot.
  4. Tyśka ale mnie przestraszyłaś tym opisem wyboru hodowli BC.... Mnie by to przerosło. A marzyłam sobie tak po cichu kiedyś o BC... Tyle, że chyba nie udałoby mi się to, bo za wiele psów czeka do adopcji i serce by mi pękło, że któregoś nie przygarnęłam (a mogłam). Ale na psa czekałam dłużej niż Twój narzeczony, bo prawie 40 lat :) I jestem teraz z moim cudownym ukochanym kundelsonem przeszczęśliwa.
  5. Mój pies jak był już ciężko chory i przestał jeść - to też tylko rosołek mu wchodził. Ten nieszczęsny rosołek chyba go utrzymał przy życiu. Trzymam kciuki za psiaczka.
  6. Anula bardzo mi przykro :( To okropna historia. Wiem od wetów, że czasami, bardzo rzadko ale zdarza się padaczka lekooporna. Dobrze, że piesio już się nie męczy. Jednocześnie cieszę się, że u nas jakoś udało się chorobę powstrzymać... A też były ataki strasznie mocne, z wypróżnianiem itp, ale szans psa przenieść nie miałam przy jego wadze 25kg. A co u Frezji? Jak tak napomknęłam o tym drugim leku, bo jednak nawet sporadyczne ataki mogą odstraszać potencjalnych chętnych. Chociaż nie tak dawno temu udało się w naszym schronisku wyadoptować pieska z padaczką, a do tego z trudnym charakterem.
  7. Jako lek drugiego rzutu przepisała ją mi pani weterynarz. Ale wg pani neurolog była to błędna decyzja. Dlatego teraz z niej schodzimy. Za około 2 tygodnie już nie będziemy jej przyjmować. Ale fakt, że leki różnie działają. Ostatnio spotkałam panią, która ma ratlerka z padaczką i mówiła, że piesek bierze pexion i to skuteczny lek. U nas wręcz odwrotnie, zero efektu.... No ale są standardowe procedury, które są właśnie "standardowe" bo sprawdzają się u większości zwierząt a to jest właśnie lumnial + bromek potasu (gdy sam luminal nie starcza).
  8. I z góry przepraszam właścicieli małych psów, po prostu mam z nimi złe doświadczenia, a w blokowisku małe psy stanowią większość. A niektórym się wydaje, że jak mały to może sobie biegać bez smyczy. Tylko gdybym ja puściła Yora bez smyczy i by sobie tak biegał i oszczekiwał, to zaraz bym miała na głowie policję, bo by go migiem odłowili..... Dodam, że mój pies nie jest agresywny w stosunku do innych zwierząt. Kota czy świnkę powącha i tyle.
  9. Jakie znacie metody przeciwdziałania agresji lękowej u psa? Zadaję to pytanie aby się upewnić, czy czegoś nie przeoczyłam. Mój pies przeszedł już szkolenie, teraz okazjonalnie widuje się też z behawiorystą. Szkoleniowiec stosował metodę mijania obiektu, który wzbudza strach w momencie gdy granica psa nie została przekroczona. Czyli, że widzę kobietę z wózkiem i zbliżam się do niej z psem tylko do momentu gdy zauważę pierwsze sygnały stresu u psa. Jak je zauważę, to kieruję psa w inną stronę. Wg szkoleniowca ta granica powinna się z czasem zmniejszać. Behwiorysta system ma podobny. Zbliżamy się do źródła lęku i przy granicy nerwów odciągam psa (zanim wybuchnie agresja) i nagradzam smakolem, że nie wybuchł. Czy są jeszcze inne metody? Mój pies największy lęk ma przed innymi psami. Również przed wózkami, deskorolkami, autami, dziećmi. Czasem włącza mu się instynkt łowiecki i potrafi znienacka zaatakować szybko oddalającego się człowieka. Gdy człowiek stoi, chodzi powoli lub biegnie spokojnie pies nie reaguje nerwowo. Pies ma nieznaną przeszłość, ale nie był bity, ponieważ nie boi się nagłych ruchów, uniesionej ręki itp. Lepiej reaguje na obce psy, niż psy z najbliżej sąsiedzkiej okolicy, na które wydaje mi się, że szczeka i atakuje już nawykowo. Nawyk atakowania innych psów mógł wynieść ze schroniska. Psy w kojcach ujadały, a mój piesio panicznie się tego bał i w odpowiedzi atakował wszystko dookoła (np ręce osoby która go akurat wyprowadzała z kojca). Metoda wykonywania poleceń typu równaj, siad itp działa mi tylko w sytuacjach mniejszych stresów czyli auto czy biegnący człowiek. Pies skupia się na mnie i mijamy zagrożenie. Nie do końca mnie taka metoda zadowala, bo niestety nie zawsze udaje mi się w porę zauważyć ewentualny powód stresu. A w przypadku największego strachu czyli innego psa, nie działa wcale. Reakcja mojego psa, na innego psa jest oględnie mówiąc - bardzo ostra, wręcz zajadła. Czyli jak już "wybuchnie", to jest nie do zatrzymania albo uspokojenia. Więcej ufam metodzie mojego behawiorysty ze smaczkami, być może po jakimś czasie zbudują się u niego dobre skojarzenia? Tylko nie wiem czy powinnam wycofywać się zanim zacznie warczeć, czy warczenie to już o krok za późno na cofnięcie się i nagrodę. Tego nie dopytałam... Jakieś małe postępy widzę, ale to trwa koszmarnie długo, jestem bardzo zniechęcona i podłamana. Mam dużo utrudnień w ćwiczeniach w postaci piesków-orbitków, czyli takich małych szczekunów, które biegają puszczone luzem dookoła swoich pań i oszczekują mojego psa podbiegając i odbiegając. Nie mam szans się oddalać, bo taki orbitek nas wtedy goni. A Yoru ma kłopot nawet przy spokojnych psach, a przy szczekunach efekt wybuchu jego agresji murowany. Oczywiście wybuch niepohamowanej agresji kundlo-belga-ONka wygląda dość strasznie i nawet gdy Yoru winny nie jest to i tak ja zostaje zmieszana z błotem przez innych ludzi dookoła, a nie właścicielka "orbitka" która gdzieś zniknie po angielsku z daleka wołając pieseczka, co on ma i tak gdzieś ("Pusiu choć już bo tam jest niegrzeczny piesek!"). Metod z noszeniem piłek, szarpaków wykorzystać nie mogę. Pies nie może używać szarpaków niestety. W domu jest psem idealnym. Czuje się tam bezpiecznie i nie stwarza żadnych kłopotów. Gdy jesteśmy poza domem na przestrzeni bez psów i ludzi też jest super. Zawsze przybiega na komendę "do mnie", nie jest psem uciekającym, lubi wykonywać polecenia, sztuczki. Po prostu ten lęk przed innymi psami jest bardzo głeboko zakorzeniony, tak głęboko, że nawet mimo naszej ogromnej więzi, którą stworzyliśmy przez ten rok od adopcji i mimo jego owczarkowej duszy, to w momencie pojawienia się strachu, ten strach przeważa nad jego zaufaniem do mnie. To dla mnie dołujące, ale chcę o niego walczyć, bardzo kocham tego psa. Tylko boję się że nam jego życia nie starczy tak długo ta nauka trwa. To starszawy piesek. Chcę go uczyć póki ma na to siły i póki mu zdrowie pozwala. Czasem mamy fajne spacery z sukcesami. Zaliczam wtedy je jako krok do przodu. A potem przychodzą porażki czyli dwa kroki do tyłu. Mimo moich chęci mam wrażenie że się cofamy...
  10. Z tym nie dyskutuje. Może faktycznie tak jest. Natomiast sama Pani napisała, że CBD "podobno zmniejsza ataki". Bromek u nas nie zmniejszył ataków, a CAŁKOWICIE je skończył. Do tego jest to zwyczajny lek weterynaryjny (Libromide) przepisywany przez weterynarzy i neurologów jako uzupełnienie jeśli Luminal nie jest skuteczny jako lek pierwszego rzutu. Można kupić też w zwykłej aptece jako lek na receptę robiony na zamówienie. A mój pies miał (ma) ciężką postać padaczki. Frezja ma padaczkę łagodną więc jest duża szansa, że już mała dawka bromku by pomogła. CBD na pewno by nie zaszkodziło, ale cena dla mnie osobiście dużo za duża...
  11. Ale tak bez powodu szczeka, czy w jakichś konkretnych sytuacjach? Olejek CBD jest bardzo drogi, a nie zawsze skuteczny, i otępia. Ja zawsze będę reklamować bromek potasu, bo zdziałał u nas CUD. Czyli ustąpienie padaczki po okresie gdy mój pies prawie umarł.
  12. Pies z padaczką i małe dziecko to rzeczywiście bardzo bardzo zły pomysł. Ale zwykle ludzie naprawdę nie wiedzą jak taka choroba wygląda... Choć akurat blok dla mnie nie jest przeszkodą. A Frezja to dla mnie drobinka :D co to jest 11 kg, kwestia spojrzenia. Ja u mojego psa schodzę z gabapentyny. I nie żadnych ma ataków. Luminal i bromek powinny wystarczyć. Żal mi tylko, że tak bardzo te leki osłabiają jego ciało... Choć nie wiem ile jest winy leków, a ile starości. Jaką Frezja ma teraz dawkę luminalu? Czy nie myślałyście dziewczyny o dobraniu drugiego leku żeby całkiem wykluczyć ataki?
  13. Przepraszam, coś mi dwa razy tego samego posta wysłał laptop :/ Odnośnie mieszkania - pani Olu, zawsze jest jakieś wyjście. Pieska można tymczasowo zamieścić np u rodziny, a w międzyczasie poszukać innego, bardziej dogodnego do mieszkania z psem. To tylko wynajem. Wystarczy chcieć.
  14. Wyjątkowo nieodpowiedzialne zachowanie. Może pani Ola jest jednak zbyt młoda na posiadanie psa. Tylko szkoda, że Kori musiał być królikiem doświadczalnym... Jeśli faktycznie problem przerósł właścicielkę, na szkolenie nie było finansów, a do tego brak czasu (bo praca) to należało samodzielnie poszukać pieskowi nowego domu albo zapewnić miejsce w hoteliku. Nie piszę tego z kapelusza. Przy adopcji (ze schroniska, a nie z dt!) mojego psa, dokładnie określiłam gdzie pies mógłby trafić w razie nieprzewidzianych okoliczności, które uniemożliwiłyby jego pobyt u mnie. A okoliczności było już jakiś milion, ale jak dotąd żaden nie był dla mnie wystarczający aby oddać gdziekolwiek psa. A problem Koriego był do naprostowania, byłoby bajką gdyby schroniskowe psy miały tylko takie "delikatne" kłopoty. Ogromnie mi żal, że nie mogę robić za tymczas, ale właśnie mój adopciak jest skrajnie agresywny i musi być sam. O kosztach jaki generuje (tak tak, szkolenia, behawioryści itp itd plus leki) nie wspomnę. Ale nie można decydować się na psa nie biorąc pod uwagę kosztów. Jak pisała Sowa - pies to nie zabawka.
  15. Wyjątkowo nieodpowiedzialne zachowanie. Może pani Ola jest jednak zbyt młoda na posiadanie psa. Tylko szkoda, że Kori musiał być królikiem doświadczalnym... Jeśli faktycznie problem przerósł właścicielkę, na szkolenie nie było finansów, a do tego brak czasu (bo praca) to należało samodzielnie poszukać pieskowi nowego domu albo zapewnić miejsce w hoteliku. Nie piszę tego z kapelusza. Przy adopcji (ze schroniska, a nie z dt!) mojego psa, dokładnie określiłam gdzie pies mógłby trafić w razie nieprzewidzianych okoliczności, które uniemożliwiłyby jego pobyt u mnie. A okoliczności było już jakiś milion, ale jak dotąd żaden nie był dla mnie wystarczający aby oddać gdziekolwiek psa. A problem Koriego był do naprostowania, byłoby bajką gdyby schroniskowe psy miały tylko takie "delikatne" kłopoty. Ogromnie mi żal, że nie mogę robić za tymczas, ale właśnie mój adopciak jest skrajnie agresywny i musi być sam. O kosztach jaki generuje (tak tak, szkolenia, behawioryści itp itd plus leki) nie wspomnę. Ale nie można decydować się na psa nie biorąc pod uwagę kosztów. Jak pisała Sowa - pies to nie zabawka.
  16. Mój pies ma tylko przy szelkach, a szelki ma tylko na spacerze. Obroży nie używamy. Absolutnie niemożliwe aby pies wymknął się z mieszkania, więc nie ma ryzyka. Oprócz tego jest zaczipowany. No i na osiedlu jest jakiś milion maltańczyków, yorków i westów i tylko jeden Yoru, nie do pomylenia z innym psem. A fakt, że taka drobnica często biega samopas po trawnikach i rozglądam się czyje to, a pańciom nie chce się 4 liter ruszyć na spacer z psem i pies sobie sam lata w okolicach klatki. Że nie zguby to wiem, bo nieraz się czaiłam i czekałam, aż taka pańcia pojawi się i łaskawie zawoła psa. Czasem na ławce pańciowie siedzą parę metrów dalej i *** ich obchodzi że york atakuje mojego psa, a te cholerniki zawzięte są okrutnie, zupełnie nie czują że jedno kłapniecie Yorowego pyska i byłoby po nich. Westy też się drą (najlepiej z balkonu, bo bezpiecznie), a maltańczyki raczej zwiewają, na nasze szczęście - bo najwięcej ich. Istna maltańczykowa plaga. Ja nie do końca to rozumiem czemu, moda jakaś czy co? Sowa - gdybyś do mnie podeszła i zapytała o to czyj mógłby to być maltańczyk, to też za groma bym nie wiedziała. Dla porównania zapytana o zagubionego nowofunlada mogłabym bez wahania podać przynajmniej blok i pietro, a nawet balkon. Do szukania też nie byłabym wyrywna, gdybym była z psem, bo pies najpewniej wpadłby w szał zdenerwowania. Ale brawo dla Ciebie za udaną akcję :) Ja do teraz mam wyrzuty sumienia że kiedyś nie pomogłam zagubionemu w parku kundelkowi, a na pewno był zagubiony - widać było, ale niestety - mój chciał go zjeść więc szybko musiałam się oddalić.
  17. A tak z ciekawości: dlaczego to musi być dom z ogrodem? To nie są duże pieski. Że bez małych dzieci to zrozumiałe. Sunie prześliczne. Nadia chyba piękniejsza od mamy.
  18. A ile pieski mają lat? Znasz ich historię przed schroniskiem? Długo były w schronisku?
  19. Kalmwet stosuję i nawet na mojego psa jest za słaby. A mój pies nie jest tak nieobliczalnie agresywny jak Tofik (bo zawsze znam powód ataku i mogę najczęściej przewidzieć, że jest drażliwy i nie wolno go dotykać) Podobno Zylkene jest skuteczniejszy od Kalmwet i szybko działa (VETOQUINOL Zylkene 225mg - 10 tabletek dla psów o wadze 10-30 kg 31,80 zł) drogo wychodzi. Ale to też nie psychotrop. Na pewno najpewniejsze będą mocniejsze leki dostępne u weterynarza czyli diazepam, ceny niestety nie znam.
  20. KalmVet jest dość drogi, a chyba na przypadek Tofika zbyt słaby i na efekt działania trzeba czekać minimum miesiąc. Jest dostępny w kazdym zoologu. U niego musiałby być mocniejszy kaliber tabletek zapisanych przez weterynarza. Tofik nie ma zbyt dużo czasu.
  21. Dokładnie. A z jakiego schroniska był wyciągnięty Tofik? Czy schronisko nie może pomóc w zrobieniu zbiórki funduszy na badania (tak ja otrzymałam pomoc dla mojego psa mimo że był już adoptowany a nie w DT)
  22. Wydaje się to niemożliwe. Taki pies musi być pod stałą kontrolą. Na spacerze zawsze na smyczy, najlepiej w kagańcu. W domu plamę wymiotów na pewno nie da się nie zauważyć. Nam się takie historie zdarzały, wtedy pies zwykle sam zjadał wymiociny albo ja wygrzebywałam te tabletki z wymiotów, bo jak pies jest na stałe na lekach to musi je zjeść choćby nie wiem co. Na razie daje mojemu lekkie ziołowe uspokajacze (oprócz przeciwpadaczkowych) ale niebawem poproszę też weta o mocniejsze. Bo jak były burze to pies atakował moją córkę. Ja naprawdę rozumiem Tofikowy kłopot. Emocjonalnie podchodzę do tego wątku. Żal mi go okropnie.
×
×
  • Create New...