Jump to content
Dogomania

Joanienka

Members
  • Posts

    375
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Joanienka

  1. A zdarzyło się raz, że pies warczał na córki tak, że aż przyszły naskarżyć, potem ja poszłam do niego i mnie też owarkiwał, już się bałam, że chory. No a po 2-3 godzinach było jasne o co chodzi - przyszła burza.... Po nawałnicy już spokój. Instynkt mi kazał być blisko psa, pocieszyć go, no ale on wolał zwinąć się w kłębek w legowisku bez towarzystwa. No i przyczyną warczenia może być też ból lub choroba, ale to chyba nie w tej sytuacji, bo podobno tylko dziecko Szanta owarkiwała, a nie wszystkich.
  2. Patmol nie liczyłabym na to, że to ten drugi opis... Mój pies warczał na córki, gdy chciały go głaskać, gdy on odpoczywał. To były sporadyczne wypadki ale jednak były. Wytłumaczyłam córkom, dało się. A wtedy i pies się upokornił, bo widział, że w domu jest bezpieczny. Już daawno się nie zdarzyło warczenie. A raz córkę moją ugryzł na spacerze w nogę. Wściekł się na innego psa, zadziałała agresja przeniesiona i chapnął ją w udo. Na szczęście to nie był atak żeby zrobić krzywdę, tylko ujście psiej emocji, skończyło się na dużym siniaku (miała jeansy). Najpierw ją opieprzyłam, że nie założyła kagańca, mimo że jej kazałam, a potem opieprzyłam sama siebie, bo nie sprawdziłam przed wyjściem, czy faktycznie pies ma ten kaganiec. Od tej sytuacji z Yoru wychodzę tylko ja. Ale też córka pochwałę dostała, bo mimo bólu, nie puściła smyczy, tylko dzielnie pomaszerowała z awanturnikiem do domu. Ugryzł też dziecko mojej kuzynki, małe, takie biegające. Tu znów włączył mu się instynkt gonienia, bo maluch z krzykiem przebiegł mu tuż przed pyskiem, wystraszył psa. Wina moja - nie dopilnowałam psa i nie ogarnęłam chrześniaka. Też siniak tylko. On bardziej szczypie chyba niż gryzie. Mały był dzielny. Stwierdził, że zapomniał że "Niedźwiedzie nie lubią jak się koło nich biega". Ja na psa mówię czasem miś ;) Ten chłopiec z byłego domu Szanty miał ile lat? Ze zdjęc mi wygląda na jakieś 7 lat? Mógł biegać i hałasować, mógł ją przydepnąć (np ogon?), mógł się czuć niepewnie i bać? Nie wiem, ale zdarza się też że psy wyczuwają strach i wtedy same nerwowo reagują. Albo faktycznie frontalnie do niej szedł, a pies nie czuł się pewnie. Albo głaskał w miejscu gdzie nie lubi.
  3. Smutne, ze teraz Szanta ma łatkę agresora i psa nielubiącego dzieci. A myślę, ze to suczka, która po prostu ma swoja "przeszłość", do tego przejścia w schronisku, i potrzebuje stabilizacji, odpowiedzialnego opiekuna, ktory bedzie z nią pracował i da jej czas. To nie jest jakis psi psychopata, bo przeciez warczenie to dobry objaw, ona mowi, a nie atakuje od razu (a takie psy tez sa, ja mojego musialam uczyc warczenia nawet....) Dalej ciagle wszedzie jest opinia, ze przygarniete psy to tylko będą "wdzięczne" i będą kochały jak żaden inny pies. A guzik prawda. Ja na teksty z "wdziecznością" to sama się juz robie agresywna ;) Dzieci z rodzin pato adoptowane lub w rodzinach zastepczych tez prawie zawsze (jak nie zawsze) sprawiaja ogromne trudnosci wychowawcze i pewne etapy muszą przechodzic od zera, a psy to tak jak dzieci troche, tez mają w główkach swoje jakies problemy i skad ten pies ma wiedziec co go czeka w nowym nieznanym srodowisku. Lepiej sie nastawic na klopoy i milo zaskoczyc jak wszystko pójdzie gładko niz rozczarowac ze nie dostalo się "zakochanego kundla" tylko warczące lęlkiwe futro cały czas sprawdzające granice (to tez z reszta tak jak u dzieci), a traktowanie adopciaka jak bidulkę więc mozna rozpieszczac, mozna przekarmiac, mozna pozwalac spac w łózku, mozna mu wszystko, do niczego dobrego nie prowadzi, jedynie psiej dezorientacji, po skoro mozna mu wszystko to czemu nagle warknac nie mozna i pokazac ze ja tu rządze... Szanta to prawie na pewno dobry psiak, tylko trzeba jej normalnego opiekuna, a nie durnia.
  4. Nie wiem, czy powinnam się odzywać w tym temacie, bo nie miałam styczności ze szczeniakami, ale mam takie wrażenie, że po tak emocjonującym spacerze Twój pies jest przebodźcowany. Jeśli chcę wytracić energię u swojego psa, to na pewno nie biegam z nim, nie rzucam piłek i nie wprowadzam w interakcje ze zwierzętami - bo to go jeszcze bardziej nakręca. Nabuzowanego psa staram się wyciszyć, długim spacerem, ale spokojnym. Takim spacerem z dużą ilością wąchania i ćwiczeń ze mną, czyli wykonywanie komend (ale tu też umiar, bo mój pies i tym potrafi się rozbawić tak że zaczyna robić ćwiczenia zanim sama mu to polecę i kończy się na wariactwie). Zabawa z piłeczką owszem, też jest - gdy chcę go czymś zająć, ale niedużo, kilka rzutów. Ja bym jednak rozważyła szkolenie, na przykład psie przedszkole, coś takiego.. Teraz po moim szkoleniu dużo mi się w głowie rozjaśniło, ale gdy będę miała kolejnego psa, pójdę się szkolić ponownie. Bo inny pies to inny charakter, inne kłopoty.
  5. A dzieci planujecie w bliżej nieokreślonej przyszłości czy niebawem? Jeśli niebawem to pomysł zakupu szczeniaka nie jest dobry. Fizycznie żona może nie sprostać opiece nad młodziutkim psem i niemowlęciem jednocześnie. Któreś będzie poszkodowane. Może warto rozważyć adopcję psa z domu tymczasowego (nie schroniska!)? Jakiegoś sprawnego, żywego, pogodnego kundla, który nadawałby się do domu z dziećmi. Wśród mieszańców jest naprawdę ogromny wybór. Przy adopcji dorosłego psa odpadnie problem pogryzionych mebli, kabli, nauka sikania poza domem itp Jeśli rasowiec musi być, to ja proponowałabym - pudla. Nadaje się dla niedoświadczonych osób, jest bardzo inteligentny, szybko się uczy, energiczny więc i dłuższe spacery polubi, potrafi zaalarmować jak jest ktoś obcy ale nie ma w sobie agresji więc i do bloku się nada, jest w kilku wersjach wielkości, można dobrać dla siebie odpowiedniego. Z dziećmi będzie też w zgodzie. Poznałam jednego pudla (z rodzaju tych ogromnych) i stwierdziłam, że to świetna rasa, moim zdaniem niedoceniana.
  6. To najważniejsze pytanie! Psy nieufne wobec obcych lub lękliwe w bloku to ogromne wyzwanie. Mam osobiście z tym duży problem i jedyne co mnie tłumaczy (zbyt spontaniczna adopcja), to brak doświadczenia z psami. Sąsiedzi są różni, jedni bardzo empatyczni i tolerancyjni (na szczęście takich też mam) ale zdarzają się wredoty, którzy się czepiają mimo, że z psem na klatce idę na maksymalnie krótkiej smyczy, w kagańcu, po schodach z 1 piętra, żeby tylko nikogo nie spotkać, staram się wręcz nie istnieć z psem na klatce, a i tak słyszałam już sporo gróźb i zaczynam się o psa bać, bo jeszcze może przyjść komuś do głowy psa otruć (słyszałam już opinie "trzeba go uśpić!" "trzeba COŚ z nim zrobić", mimo że moim psie nie wiedzą nic). Jak mieszkasz w bloku pies musi być przyjazny do obcych, koniecznie! Tym bardziej jeśli masz małe dzieci! (u mnie w domu problemu nie ma, bo mój lękowy pies w mieszkaniu czuje się bezpieczny i może mu tam całkiem obca osoba łazić i nic nie zrobi, ale wystarczy że przekroczy próg na korytarz - stroszy uszy na sztorc i potrafi zaatakować nawet mojego męża, zanim skojarzy, że to on)
  7. Wydaje mi się, że ona potrzebuje więcej czasu żeby poczuć się pewnie. Ale urodę to ma faktycznie niebanalną. Ktoś, kto ją adoptuje będzie szczęściarzem.
  8. Biedaczysko :( A do jakiego schroniska? W naszym Zielonogórskim pieski z padaczką mają świetną opiekę, biorą regularne leki, jest podgląd monitoringu żeby było wiadomo, kiedy mają ataki. Wolontariusze wszystkiego pilnują. Ale niestety nie każdy schron ma tak wysoki poziom...
  9. Bez dokładnych badań to nic nie można stwierdzić. A może być tak, że zrobi się absolutnie wszystkie badania możliwe (jak u mojego Yoru) i dalej nie zna się przyczyny. Ja obstawiałam tabletkę na kleszcze albo stres (adopcja+fryzjer+kastracja w bardzo krótkim czasie). A może jedno z drugim się nałożyło. Nie wiem i wiedzieć nie będę już. Ale u Czesia trzeba zacząć od podstawowych badań krwi i po kolei eliminować opcje. No chyba, że atak już się nie powtórzy, ale wydaje mi się, że krew mimo to powinien mieć zbadaną. Tak na wszelki wypadek.
  10. Proszę nie oceniajcie tak surowo. Padaczka to w mojej opinii to najokrutniejsza choroba. Nie każdy podoła opiece nad epilepsiakiem. Sam atak to pikuś - trochę śliny, krwi, moczu czy kału. Ale to co się dzieje później, to jest masakra. Może być lekka padaczka, jeden atak na miesiąc lub mniej. A może być kilkanaście w tygodniu, jak u mnie i też w schronisku piesek choroby nie miał. A pies później zachowuje się jak starzec z alzheimerem. Zmiany w mózgu mogą się robić, może niedowidzieć, może mieć niedowłady, może nie pamiętać nic - nawet opiekuna i atakować zębami wszystko dookoła w panice. Ja to przeżyłam, do teraz nie wiem jak, ale udało mi się psa z najgorszego dołka wyprowadzić i mamy względny spokój. Ale po prostu wiem ile mnie to wysiłku kosztowało (o pieniądzach nie mówiąc) i całkiem serio - może być wiele osób, które sobie z takim psem nie poradzą, a wtedy lepiej znaleźć dom, który będzie gotowy na opiekę nad epipieskiem do końca życia, bo z tego się już nie wychodzi, leki na zawsze. Mój nie ma już dużych ataków typu grandmal, ale zmagam się dalej z problemami neurologicznymi, z problemami z równowagą, z tikami, skurczami i niedowładem szczęki.... To smutne co spotkało Czesia, ale lepiej aby trafił do innego domu. PS Ta godzina nocna nie jest dziwna, zwykle właśnie około 4-5 są ataki, zawsze w czasie snu. Dziwi mnie tylko, że ten pan nie zadzwonił od razu do weterynarza, ja tak zrobiłam i dowiedziałam się aby doraźnie podać biedakowi miód i przyjść od razu nad ranem do kliniki.
  11. USG robi się zawsze co jakiś czas psom starszym czy Twój piesek miał jakieś wskazania? Pytam, bo nie mam doświadczenia z psami, a mimo dobrych wyników badań krwi, boję się o wątrobę mojego psa, bo tyle tabletek je...
  12. Może i mi by zmiękło, gdyby Yoru bardzo chciał, ale on jest grubofutrzasty i wybiera chłodną podłogę. Łatwo się przegrzewa. Ponadto choruje na padaczkę, ataków już nie ma, ale kiedyś były głównie nocą razem z opróżnieniem pęcherza - to całkiem wykluczało spanie ze mną w łóżku. Jednak podłogę łatwiej wyczyścić z moczu, śliny i krwi. Myślę, że mu wystarczy, że ma mnie w zasięgu łapy.
  13. Niekoniecznie :) U mnie mój najkochańszy pies nie ma wstępu na kanapę. To była zasada wprowadzona od 1 dnia adopcji i trwa do dzisiaj. Ale mu dobrze na legowisku lub na podłodze tuż koło kanapy. Chodziło o higienę. A Roxi trafiła na fajną rodzinę, będzie miała chyba dużo zabawy z tym chłopcem.
  14. Ogromne dzięki za dokładny opis :) Z mijaniem na razie na małej odległości szans nie mamy, przy większej jakoś tam nam wychodzi, ja wtedy biorę go na "równaj", ale właśnie nie mogę być zbyt blisko, a i mijany pies musi być spokojny żeby mój nie wybuchł. Bo jak jest pies-ujadacz to szans nie ma. Z balkonem super sprawa. Będziemy dokładnie tak samo robić. Spróbuję poszukać kilku balkonów, bo na tym jednym nie zawsze ten pies ma otwarte. Znam inny balkon na parterze, a na nim ONka dużego, ale za bardzo się go boję, bo nie mam pewności czy nie przeskoczy na nas (nie wiem czy ma linkę), to ogromny stary ON-ek i bardzo sumiennie strzeże balkonu, ale przy okazji straszy wszystkich ludzi dookoła. Kaganiec jest fizjologiczny, otwiera w nim pysk, może jeść, może pić wodę itp ale nie lubi go, jest już przyzwyczajony i nie walczy, bo codziennie zakładam mu, ale wtedy jest taki osowiały, mniej zwraca uwagę na wąchanie, a przy zagrożeniach reaguje bardziej nerwowo. Może czuje, że nie ma szans wtedy na skuteczną obronę.
  15. Współczuje. To wstrętna, okropna choroba, której szczerze nienawidzę, bo cały czas z nią walczymy razem z moim Yoru. I potrafi tak znienacka niespodziewanie zabrać... Teraz piesuś już przynajmniej nie cierpi. Po wejściu w stan padaczkowy, nadziei na polepszenie raczej już nie ma :(
  16. Dzisiaj 2 spacery i same sukcesy. Magiczny czynnik: żółty ser. Dorzucam zwykłe kółeczka fitmin żeby przeszły smrodkiem. Pies zachwycony i skupiony na mnie. Ale warunek że muszę mu w domu dać mniej jeść, bo inaczej olewa.
  17. Tak właśnie robię, oddalam się od zagrożeń. Ale albo mój pies jest już za stary na taką naukę, albo złe skojarzenia ma tak zakodowane, że musi to bardzo długa trwać zanim zadziała. Na filmiku jest młodziutki pies, łatwy w kierowaniu. Mi jest też fizycznie niezbyt łatwo, Yoru jest ciężki, słabo ruchliwy, idzie jak taran, nie potrafię tak ot jak ten pan z filmu zmienić jego kierunku ruchu, a jak nie zrobię tego szybko - to jest za późno i następuje wybuch. I to nawet nie to, że pies nie chce, bo on ładnie chodzi na komendę równaj (chód, bieg, chód, zatrzymanie, zmienianie tempa) ale kiepsko nam wychodzą zakręty, ma to związek z jego padaczką, może uszkodzeniami mózgu oraz przyjmowaniem luminalu i bromku. Jego sprawność fizyczna jest bardzo obniżona. Np łatwiej mu skręcać w prawo, obracać się w prawo, w lewo bardzo źle, czasem w pół ruchu zapomina co miał zrobić... Wiem, wiem. Marudzę. Ale nauczenie czegoś zdrowego szczeniaka, to zasadniczo nie jest zbyt duży kłopot.
  18. Dziękuję za podpowiedzi. Metodę pozytywnych skojarzeń stosuję, chyba jedyna słuszna, mimo długiego trwania nauki. O tym, aby nakrzyczeć na podbiegacza nawet nie pomyślałam :) muszę spróbować. A pytanie mam odnośnie balkonu (akurat też mam takiego ujadacza na parterze w bloku obok) - czy nagrodzić smaczkiem tylko w przypadku całkowitego braku reakcji i wykonanie komendy siad czy gdy nastroszy uszy, zacznie warczeć, ale później siądzie to też nagrodzić? Samo warczenie dla mnie jest pozytywne, bo pies mówi o swoim zdenerwowaniu, tak to odbieram. U Yoru jest to cenna nowa umiejętność, bo kiedyś nie warczał tylko od razu rzucał się z zębami. Zauważyłam też, że gorzej nam idzie w kagańcu. Pies nie chce nawet nagród, a jak nie chce nagród, to jak go czegoś uczyć... Podejmuje ryzyko i zdejmuje mu teraz kaganiec w czasie spaceru. Muszę bardziej uważać, ale i pies jest chyba bardziej wyluzowany, zadowolony, a przez to "grzeczniejszy".
  19. Yoruś niedawno miał robione wyniki badań krwi, wszystkie prawidłowe, nawet cholesterol ma dobry. Ma już niestety kamień na zębach, ale to może już wina jego wieku. Zeszliśmy już z gabapentyny, więc przyjmuje tylko luminal i bromek. Jest coraz sprawniejszy. Kaganiec zakładam mu przy wejściu i wyjściu z klatki. Na spacerze ściągam, bo nie mogę ćwiczyć z nim w kagańcu, nie współpracuje wtedy i jest bardziej nerwowy. Już miałam przez to jedno ścięcie z sąsiadem koło parku, bo twierdzi, że bezwzględnie muszę mieć kaganiec (ciekawe czemu tylko ja z kilkudziesięciu psów na osiedlu)... bo "taki czarny"? Już dzisiaj usłyszałam właśnie na spacerze, że chodzę z "TAKIM czarnym psem po osiedlu, komentarz zbulwersowanych pań właścicielek mopsika i papilona... Przykro mi się zrobiło, bo uważam, że mój pies jest piękny, a chodzi zawsze na smyczy. I przeszłam obok nich na komendzie równaj bez najmniejszego warknięcia. Więc nie wiem w czym był problem...
  20. Czarne kudłaczki są najpiękniejsze na świecie!!! I najbardziej praktyczne ;)
  21. 100% racji. Ja wymiękałam po około 5-6 stronie... Odnośnie DT czy hotelików, to po prostu wówczas nie znałam dogomanii i nie wiedziałam, na czym polega tymczasowanie, a tym bardziej, że można takie pieski zapoznać :)
  22. Ja jak szukałam psa, to nie kierowałam się wyróżnieniami. Nawet mnie one odstraszały, bo wydawało mi się, że skoro tak ktoś promuje psa, to musi coś z nim być nie w porządku... Po prostu czarnym "zwykłym" kundelkom ciężej znaleźć dom niestety. A schronisko wybraliśmy dlatego, że pieska można tam dotknąć, powyprowadzać, zaprzyjaźnić się zanim podejmie się ostateczną decyzję.
  23. Rocco mokra karma wg karmopedii ma 5/5 gwiazdek, czyli bardzo dobra. Cena też bardzo fajna. Zakupiłam swojemu psu całe dwa pakiety w promocji. Normalnie je suche, ale bywa, że nie chce, a tabletki nie może na pusty żołądek i wtedy podaje puszkę. W konsystencji jak zwarta mielonka. Pachnie ładnie. Mój pies ją je ale niestety nie tak chętnie jak słabej jakości mokry pokarm (uwielbia tą z Biedronki). Mam wrażenie, że im bardziej podłe jedzenie, tym bardziej mu smakuje :( Ogólnie Rocco naprawdę godne polecenia.
×
×
  • Create New...