Jump to content
Dogomania

Joanienka

Members
  • Posts

    375
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Joanienka

  1. Mam pytanie do osób, które miały suczki. Od tygodnia mieszka ze mną 8 miesięczna sunia. Od razu pierwszego dnia dostała cieczkę. Martwi mnie, że często w ciągu dnia posiusiuje na podłogę. Wcześniej kilka dni była u mojej koleżanki i podobno utrzymywała czystość, była na spacerze tylko 3 razy dziennie. Ja teraz muszę wychodzić co 2-3 godziny żeby nie miała posiusianych majteczek. Czy to normalne ? A jeśli tak to minie po cieczce lub w trakcie? Dzisiaj jest piąty dzień krwawienia.
  2. Wg mnie mała jest bardzo w typie rasy border terrier.
  3. Mam tymczasowo małą terrierkę. Za kilka dni pojedzie do nowego domu stałego. To, że mieszka z Yoru pod jednym dachem bez problemu i zgrzytów, jest kolejnym kamieniem milowym. Fakt, że mała ma cieczkę - to ułatwia mi sprawę, bo jest dla niej wyrozumiały bardziej, choć jako kastrat - niepopędliwy. Są zgodne, spaceruję nawet na dwie smycze. Ale mała 8 miesięczna niunia mnie totalnie wykończyła ;) Małą znalazłam na osiedlu, przykleiła się do mnie.
  4. Ja napiszę tylko odnośnie smyczy, bo o kojcach nic nie wiem (czy w ogóle pinczer miniaturowy nadaje się do kojca? nie będzie jej zimno? Bo o ile wiem, to jest sporo ras lubiących być na stałe na dworze, ale z reguły są to psy z porządnym podszerstkiem. Mój prawie-belg zimna wcale nie odczuwa takie ma futro , ale jednocześnie tak bardzo potrzebuje człowieka, że nie ma opcji aby kiedykolwiek chciał spać sam na dworze, sprawdzałam na działce naszej). Żeby nauczyć psa spokojnego chodzenia najlepiej wprowadź stałe pory spacerów, dobrze aby był więcej niż jeden, no np trzy dziennie. Suczka ciągnie jak wściekła, bo jest podekscytowana zapachami, chce wszystko sprawdzić, a do tego jest młoda. Spacer powinien być połączony z treningiem np komend oraz np szukaniem węchem. To ją trochę "podmęczy" dodatkowo. Jak miałam problem z psem (nie moim) który ciągnie, zwalniałam i skracałam smycz. Czekałam aż pies choć trochę poluzuje, jak luzował to pozwalałam na szybszy marsz i wydłużałam smycz. Pies, którego uczyłam był miksem border collie i załapał moje intencje ekspresowo bo jest cholernie inteligentny i lubi wykonywać polecenia. Może przy innych to dłużej potrwać. Ale ważne aby pies wiedział, ze choćby nie wiem co, to te spacery zawsze beda w tym samym czasie, rutyna tu pozytywnie podziała. Ta metoda działa na "własne" psy. Próbowałam na psach schroniskowych i nie do końca się udawało, ale one jednak na stałe w kojcach ewidentnie za mało miały ruchu a i więzi ze mną brak, więc raczej nie mogło się tak łatwo udać (mimo ze u nas jest rewelacyjny wolontariat i w porównaniu do innych schronisk, nasze psy mają świetne warunki, ale i tak niektóre psy potrzebują ogromnej ilości ruchu i potrzebę eksploracji i co to dla nich 1 spacer na 2-3 dni, a teraz dodatkowo przez zakichanego wirusa ludzie nie-wolontariusze juz nie mogą wyprowadzać piesków niestety, wiec dawno tam nie byłam) Wytłumacz rodzicom, że psy nie umieją być złośliwe. To dla psa zbyt abstrakcyjne. Pies to nie człowiek, to ludzie bywają złośliwi tylko.
  5. A ja mam ciągle pod górkę. Co nauczyłam psa, że nie musi się bać innych psów (u niego strach=automatyczny atak), to zaczął się bać ludzi :( Dwa lata już go układam, i choć dużo osiągnęliśmy, to wiele jeszcze przed nami. Na osiedlu taki popędliwy, chaotyczny pies - to nie lada kłopot. Ludzi co najwyżej toleruje. Jak dobrze pójdzie tzn jak nie będą próbowali go dotykać, jak nie zrobią gwałtownego ruchu, jak nie będą hałasować, to obwącha i zostawi. Ale do obcych nigdy nie podchodzę. Ze znajomymi ostrożnie, smaczki mam w każdej kieszeni. Yoru da się obłaskawić jedzeniem, to łakomczuch. Je wszystko, łącznie ze śmieciami i rzygami (tak!) jeśli w porę go nie powstrzymam. To pewnie po tym, jak się samotnie błąkał zanim go schronisko wyłapało. Co by było gdyby ktoś się chciał włamać? No to jasne - Yoru odgryzłby mu dupę. A gdyby złodziej miał kiełbasę? No tu już nie jestem pewna... Ale robiłam kiedyś mu test. Wróciliśmy ze spaceru, więc Yoru był i wychodzony i "opróżniony". W pokoju była moja córka z kawałkiem szynki, kusiła go, a jednocześnie ja go wołałam do powtórnego wyjścia. Byłam ciekawa co go zwabi bardziej. No i pies wybrał wyjście/mnie. No nie wiem niestety czy mnie, czy spacer, ale ponieważ był zaraz po spacerze, to liczę, że chodziło o mnie. To daje nadzieje, że złodziej na kiełbase go nie złapie. Jak z mieszkania wychodzę jednocześnie ja i sąsiad z naprzeciwka, to jeślibym psa nie odwołała, to by zaatakował. Na klatce schodowej jest 300% bardziej nerwowy, boi się, bo nie ma przestrzeni (drogi ucieczki?). Podsumowując, uważam, że niebezpieczne/agresywne są psy lękowe. A mój pies wzbudza strach nie tylko zachowaniem ale i wyglądem (to osiedle maltańczyków, westów i yorków)
  6. To oczywiście kundelek, ale trochę podobny do pinczera moim zdaniem jest. Z tym, że pyszczek ma inny. Pinczery uważam, za mniej urodziwe od Twojego pieska :) Może dziadek był pinczerem ;) Ale doszukiwanie się w kundelku jakiejś rasy wcale nie uważam za złe czy głupie, to bardzo pomaga zrozumieć, poznać psa. Wiadomo przecież, że bez papierów to kundel i nie chodzi o lepszość/gorszość tylko o zrozumienie pewnych cech i zachowań tego konkretnego pieska.
  7. Yoruś już 2 lata po adopcji, prawie nie ma kłopotów z zachowaniem. Udało się niemożliwe - czyli w miarę spokojnie przechodzi koło innego psa. I to całkiem blisko, nawet w odległości 2 kroków, i to od psa agresywnego, szczekającego. I kolejny sukces, nie rzuca się na psy w zamkniętym pomieszczeniu np u weterynarza. Oczywiście zdarzają się "wpadki" ale reguła jest już taka, że prawie zawsze się udaje. I im częściej się udawało, tym częściej Yoru uznawał że nie musi się spinać na widok innego psa. Nie zawsze juz też muszę mu dawać smaczki, zamieniamy na pochwały i zabawy (hopki podskoki, jest szczęśliwy jak przejdzie obok psa, pani pochwali, to zaczyna wariować ze szczęscia). Jeszcze pół roku temu byłam zrezygnowana, ale nastąpił przełom. I w domu również, bo całuje juz wszystkich domowników, i przywykł do wchodzenia na kolana, a kiedyś zupełnie nie umiał i nie chciał, bał się tego. To teraz już inny pies.
  8. Dobrze wszyscy piszą. Adoptuj ze schroniska w Radysach jakąś biedą, która siedzi tam od dawna i której nikt nie chce. Będzie to zawsze dla psiaka lepiej niż w tej mordowni. Ale błagam, nie kupuj rasowego psa (a tym bardziej nie kupuj nierasowego). Przy dwójce małych dzieci, nie będziesz miał czasu dla psa, a pies jest jak dziecko, jeśli miałeś psa, powinieneś to wiedzieć.... Jak już koniecznie musisz, to tylko adopcja.
  9. I pan się więcej nie odezwał. Pewnie tak się nakręcił, że będzie miał tego szczeniaka, że już nic innego nie miało znaczenia. Szkoda. Trochę rozumiem, bo miałam podobną korbę jak brałam psa, nakręciłam się tak, że ten i żaden inny, i już teraz, zaraz już i biorę go, i nie ważne jakieśtam problemy psa. No ale to nie było żadne pseudo.
  10. Wg mnie Kori jest cudowny. Sama bym go chciała, ale mój Yoru nie akceptuje na spacerach innych psów, mogłabym sobie nie poradzić z dwoma tak żywiołowymi psami (sam Yoru parę razy wykręcił mi smyczą rękę, kilka razy lądowałam na trawie i ryłam butami w glebie). Jestem też zauroczona Julą z innego wątku. Oboje są bardzo w moim typie. Absolutnie wspaniałe psy. Czy Kori jest jakoś ogłaszany na facebooku? Czy tylko olx?
  11. Ja czasem piszę w środku nocy ;) jak mam przerwę w pracy. Zgadzam się, dobro dziecka przede wszystkim. Na szczęście czasem da się pogodzić z dobrem psa. Moja córka w momencie adopcji miała więcej, bo 9 lat ale adoptując psa nikt nie wiedział, że pies nie toleruje dzieci. Wyszło później, na szczęście wszystko się poukładało, a pies jest teraz cudowny. Z tym, że przy obcych dzieciach muszę mieć go cały czas pod 100% kontrolą - czyli w kagańcu, a przy zaznajomionych dzieciach może być bez, ale muszę go obserwować. Córki nie ugryzł już od roku, od pół roku nie warknął nawet. Jak nie chce kontaktu - odchodzi. Ale przy innych by się tak nie zachował, więc jestem ostrożna. Cały czas się uczę.
  12. Też wydaje mi się to dziwne. Albo wydawałoby mi się, gdybym nie wiedziała, jak niektórzy ludzie mają mało rozsądku. Sama wiele razy słyszałam znienawidzone przeze mnie zdanie, że adoptowany piesek "będzie wdzięczny i będzie kochał jak żaden inny!"... A on cholera ani wdzięczny nie był, ani nie kochał, a przynajmniej nie przez pierwszy ROK po adopcji. Przywiązał się do mnie z czasem, tak. Ale do miłości droga była długa i wyboista, a wdzięczność jest pojęciem zbyt abstrakcyjnym i skomplikowanym na głowę psa. On był zadowolony z dobrostanu - a to z czasem wytworzyło jego więź do mnie. Ja pokochałam go niemal natychmiast, ale pies zrozumiał to później. A do mojej młodszej latorośli po 2 latach nadal podchodzi z pewną dozą nieufności... No są psy, i to całkiem sporo psów, nie tolerujących dzieci. Potrzebne są zasady wprowadzone od pierwszego dnia po adopcji. Pies musi mieć swój "bezpieczny kąt", do którego nikt inny nie ma prawa dostępu, gdzie pies nie jest niepokojony i dotykany. A dziecko od razu trzeba uczyć odszyfrowywania psa - tak bym to nazwała. Z początku chyba wystarczy jak pies będzie z daleka oswajał się z obecnością i głośnością dziecka , najlepiej gdyby w tym czasie dziecko wcale się do psa nie zbliżało. Z czasem mogłoby dotknąć, najlepiej ze smaczkiem zachowując odpowiednią pozycję, bezpieczną w pojęciu psa, czyli nie frontalnie. Sprawdzać wtedy trzeba czy pies nie wykazuje zdenerwowania tzn nie ucieka głową, nie odwraca się, nie oblizuje albo nie ziewa - jeśli tak robi trzeba od razu przerwać interakcję. Na wszystko trzeba czasu. Trzeba psu pozwolić na oswojenie się z nową sytuacją, nie uszcześliwiać go od razu zabawami na siłę, bo nic dobrego z tego nie wyniknie. Dziecko zacznie się bać "agresywnego psa" (mimo że to pies się wtedy bał okropnie, dlatego capnął), a pies źle zacznie kojarzyć dziecko i droga do zwrotu z adopcji będzie króciutka :(
  13. No niestety to prawda. Ale u mnie w mieście nie ma kłopotu z receptą, a u kilku wetów już byłam, nikt nie robił mi problemu z wypisaniem recepty. Bromek kupuję w wersji weterynaryjnej, bo jest 14zł różnicy tylko na opakowaniu (100szt) a w wersji robionej w aptece są ogromne kapsuły, które pies ma problem pogryźć, a te weterynaryjne mają mniejsze tabletki i połyka je w całości (libromide kupuje po 124zł, robiony lek kosztował 110zł). Mi wetka standardowo przy wizycie wypisuje 2 recepty na luminal, po 4 opakowania każda, co daje łącznie 80 tabletek, czyli starcza mi na 40 dni. Droga ta choroba :( Ale piesy są najdroższe sercu i zapłacę co trzeba zeby zdrowy był. Fajnie że Frezja ma mało ataków, oby jak najmniej. Pozdrowionka od kumpla w chorobie - Yorusia (co prawda oprocz padaczki, słuchu nie traci, ale za to juz coraz gorzej widzi niestety, miałam iść z nim do okulisty ale koronawirus nam przeszkodził)
  14. Na fejsbukowej grupie Epifutrzaki ostrzegają, że w hurtowniach zaczyna brakować luminalu. Ja na razie zakupiłam bez problemu, ale teraz się zastanawiam czy nie za mało :(
  15. A skąd wiadomo, że tego nie zrobi? Mój pies był w schronisku w boksie z innym psem, z którym się super dogadywał. Ale nie miałby problemu ugryźć innego obcego psa. W sierpniu spotkałam na osiedlu maltankę, która uporczywie próbowała gryźć mojego psa, nie udało jej się tylko z powodu różnicy wielkości i siły. Koniecznie idź na szkolenie! To nie jest problem, z którym można sobie poradzić bez pomocy z zewnątrz.
  16. Przede wszystkim jeżeli nie stać cię na psa rasowego za 3-4 tysiące (można uzbierać za rok, dwa) to czy stać cię na psa w ogóle? Pies generuje spore koszty, chyba że zakładasz, że będziesz go karmić badziewiem i nie będziesz kontrolować zdrowia (wizyty u weterynarza są kosztowne). Każdy pies może zachorować - czy stać cię będzie na leczenie? Kundelek będzie za darmo ale wymaga też nakładów finansowych....
  17. No i super! :) Trochę czasu i się dotrą. Jak śpi w sypialni, to chyba dobry znak. Nie musi przecież zaraz w łóżku, ale jak obok to wg mnie pies będzie czuł się bezpieczny, a i państwo się z suczką szybciej zżyją i pokochają. W domu chyba też będzie lepiej niż w mieszkaniu jeśli jest taka lękliwa. Będzie dobrze. Początki bywają trudne.
  18. Jakby dziecko ci się posiusiało ze strachu to też wsadzałabyś jego twarz w mocz? Totalna maskara! Tak się nie robi! Pies pewnie jest lękowy, trzeba z takim pieskiem mądrze pracować i powoli wyprowadzać z problemów behawioralnych. Koniecznie idź do szkoleniowca. Problem pewnie jest bardziej złożony niż samo nietrzymanie moczu. Plus badanie ogólne moczu pod kątem zapalenia pęcherza. Myślę, że po jakiejkolwiek adopcji kilka lekcji u szkoleniowca powinno być obowiązkowe....
  19. Też się nad tym zastanawiałam... Dużo nie daje, no ale jednak trochę tak. Kłopot z pasztetem jest taki, że po otwarciu szybko się psuje.. Problemów nie ma z wątrobą na razie, daje suplement raczej zapobiegawczo. I probiotyki.
  20. Jest pełny uroku. I uśmiechnięty. Biały. Nieduży. Więc powinien szybko znaleźć stały dom.
  21. Mój Yoru codziennie rano i wieczorem łyka po 2 tabletki, nakładam pół łyżeczki małej smalcu z mięsem i wsadzam w to tablety. Łyka w całości. Gdy co dwa dni daje mu duże kapsuły na wątrobę to czasem pogryzie, ale i tak zjada ze smakiem. Nieraz zdarzyły mu się wymioty, to hmm... zlizał wszystko i tabletki ponownie zjadł! Nie wiem jak to wytłumaczyć, może kojarzy dobrze tabletki - ze smalcem. Smalec jest o tyle lepszy od pasztetu, że się fajnie klei i oblepia tabletki. Ale jak mi braknie to też daje w Prochowickim ;)
  22. Trochę wezmę w obronę tą rodzinę. Fakt jest taki, że 90% piszących tu osób ma ogromne doświadczenie z psami po przejściach, są domami tymczasowymi, często behawiorystami... A ludzie, którzy chcą mieć psa, wiedzę mogą mieć zerową. Nie uważam, że to ich dyskwalifikuje jako dom dla psa, po prostu muszą sami chcieć popracować, dobrze żeby mieli wsparcie... Jak będzie się szukać tylko idealnych domów to wiele psów schroniskowych nie trafi do waszych dt, a w kojcach na pewno nie będzie im lepiej niż w nawet nieidealnych rodzinach. Nie obraźcie się proszę, po prostu bardzo dobrze pamiętam co czułam, gdy napotykałam kolejne mnożące się problemy przy moim piesku, który miał mieć tylko jedną małą, łatwą do sprostowania wadę (gryzł po rękach). Mam to szczęście, że w moim mieście bez problemu znalazłam szkolenie, i wysupłałam na to pieniądze... No i nie strzeliłam focha, gdy w schronisku z początku nie do końca spotkałam się ze zrozumieniem. To przyszło z czasem, ale ktoś bardziej przewrażliwiony mógłby uznać, że nie ma znikąd pomocy. Co do tego co napisała Patmol - ja właśnie też miałam podobny pomysł. Że pies pomoże mojemu dziecku. Nie jakimiś specjalnymi sposobami. Tylko tym, że ten będzie w rodzinie. Będzie istniał. Wierzyłam w magię psiej duszy. I chyba się nie pomyliłam, bo bardzo nam pomógł. Pomógł tym, że my pomogliśmy mu. Moje dziecko przestało się skupiać tylko na sobie i swoich kłopotach, a rozwinęło empatię, nauczyło się opieki nad słabszym stworzeniem. Tyle miesięcy córka nie mogła go nawet dotknąć, bo nie pozwalał, ale zrozumiała to! A gdy przyszedł moment, że Pies ją pocałował (polizał po policzku) to się ze szczęścia popłakała. Gdy czuła się nieszczęśliwa, samotna, to rozmawiała z nim i nawet jeśli tylko położył się obok, to wystarczyło jej, żeby poczuć się lepiej... ja tak rozumiałam tą dogoterapię, może coś podobnego wymyślił ten pan dla swojego syna. A może po prostu minęło jeszcze za mało czasu? Co to jest - miesiąc. To malutko! Nawet rok to może być jeszcze za mało. Zbyt łatwo byłoby wtedy odrzucić ogromną ilość adoptujących. Mój mąż wybrał tak naszego psa - bo ładny, duży i ma słodkie oczy... Czy sam dałby radę potem pokonać trudności? Naprawdę nie wiem, ale mamy siebie nawzajem, a ja pracowałabym z adoptowanym psem nawet gdyby wyglądał jak gremlin. Koniec końców jest dobrze, ale moglibyśmy być zaszufladkowani jako "pomyłka"... Lepiej tak nie osądzać. Może być to krzywdzące. Piszę jako mama "problematycznego" dziecka, z którym chodziłam po psychiatrach, psychologach itp. Drugie dziecko zupełnie inne. Starałam się wychowywać tak samo. Kiedyś pani psycholog powiedziała mi, że trzeba pogodzić się z tym, że dziecko ma taki charakter i temperament. Jest taka, a nie inna, niczyja w tym wina, trzeba to zaakceptować i pomóc w codziennym życiu na tyle, na ile się da. Nie wiem, oczywiście jak jest w tym przypadku, no ale nie powinno się nikogo szufladkować. Ja jako dziecko byłam chorobliwie nieśmiała. Skąd to się wzięło? Znikąd. Taka się urodziłam, w przeciwieństwie do mojego brata. Trochę mi przeszło, ale nie całkiem. Może do teraz łatwiej mi się kontaktować ze zwierzętami, niż z ludźmi... Prawda. Chociaż 1 miesiąc to za mało... na cokolwiek. Trzymam kciuki aby jednak ten dom poszedł po rozum do głowy, ogarnął się i zaczął pracować z sunią. Lękliwy syn powinien ich mobilizować. Otóż to! Dokładnie!
  23. Długo się nad tym zastanawiałam, bo zawsze się wszystkim za bardzo przejmuję i chyba masz rację, to typ osoby, która lubi się czepić i zawsze znajdzie jakiś cel. Druga opcja jest taka, że tak bardzo boi się psów, że panika przyćmiła jej logiczne myślenie.... Znam to. Mojego psa w opinii niektórych trzeba uśpić, bo jest czarny, duży i potrafi szczekać i warczeć. Robi to 100x rzadziej niż yorki na osiedlu, ale kogo to obchodzi. I przy ONku to raczej drobinka.
×
×
  • Create New...