-
Posts
375 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Joanienka
-
a w jaki sposób z nim ćwiczysz? my też szelki od nóg a nie przez głowę, a na kleszcze tylko kropelki. Z psem można tak jak z dzieckiem przy integracji sensorycznej różne ćwiczenia robić. Może to głupie, ale u nas zadziałało. Teraz nawet robię psu czasem np masaż :) ćwiczymy też wchodzenie na różne powierzchnie, utrzymywanie równowagi (z tym ma kłopoty spore). On się kiedyś dotknąć nie dał, a teraz mogę go głaskać, czyścić zęby, uszy, pazury, czesać a nawet jak go przypadkiem nadepnę, to tylko piśnie (a potem jeszcze przeprosi że stał na drodze)
-
Nie, leki bez zmian. Atak był bardzo łagodny w porównaniu do zeszłorocznych, w zasadzie tylko się naprężył i nim rzucało. Ale nie stracił przytomności ani nie popuścił moczu. Nie miał aury, ani nie biegał tuż po. Myślę, że to raczej był taki bardziej petit mal. Oby to tylko jednorazowa wpadka :( Tyle miesięcy pracowałam z nim, szkoliłam.... A wiem, że jakby ataki wróciły - to mu zniszczą mózg i wszystko zapomni. Wtedy zapominał, ślepnął, był niepełnosprawny. Nie chce aby to wróciło :( Mam doła okropnego, martwię się o niego.
-
Coś nie potrafię już wstawić fotek :( cały czas błąd wyskakuje.... W styczniu byłby rok bez ataku padaczkowego. BYŁBY. Niestety musimy liczyć od zera. Dzisiaj w nocy miał atak. Mam z żalu gulę w gardle, bo już szczerze zaczęłam wierzyć, że cholerstwo minęło na zawsze :(
-
Ja nie bardzo rozumiem. Martwisz się tym, że pies w nocy nie sika tylko sika w dzień na dworze? To chyba dobrze, zważywszy na jego wiek i chorobę? A że pije dużo? Może od leków? Czy dostawał jakieś sterydy?
-
To bardzo krzywdząca opinia. Moje "wygodnictwo" jest spowodowane brakiem zamrażalki, a odnośnie czasu to ciężko porównać życie dwóch zupełnie obcych rodzin. Za dużo czynników jest do wzięcia pod uwagę, ponadto życie zawodowe czy macierzyństwo teraz, a 30 lat temu też jest zupełnie inne. Mój pies je suche i alergii nie ma. Wyniki badań krwi ma dobre, krzywda mu się nie dzieje. Wyrażam też nieśmiałą tezę, że jednak mu chyba lepiej u mnie, niż w boksie schroniska gdzie czekał miesiącami. Kolejki chętnych do adopcji nie było - ani karmiących barfem, ani niczym innym... Każda osoba ma swoje granice. Ja wiele dla psa mogę - mogę dać się mu ugryźć, mogę go znosić po schodach jak zasłabnie, mogę ścierać po nim mocz jak popuści, mogę go czyścić z nieczystości w nieskończoność mimo długiej szaty, wycierać mu pysk z krwi i śliny, chodzić z nim o 3 w nocy jak trzeba, przytrzymywać mu pupę przy kupie gdy nie może utrzymać równowagi, codziennie pilnować godziny leków co do minuty, nie pić nigdy alkoholu, bo a nuż trzeba będzie migiem do weterynarza jechać, znosić ubliżanie sąsiadów, którym przeszkadza psie szczekanie, znosić nawet groźby pod moim adresem z powodu psa. Moją granicą jest barf - nie mam na to warunkow mieszkaniowych i finansowych i nie biore pod uwagę tego rodzaju karmienia. Nie jestem dobra w układaniu jedzenia i dotyczy to całej rodziny, nie tylko psa. Słabo gotuję i tyle, nie mam do tego talentu. A psa nie wyślę na stołówkę ;) I nie, nie sypię "bobków jak kurom ziarno", bo wiekszosc jedzenia podaje psu podczas ćwiczeń i szkolenia, które wykonujemy każdego dnia. Sorry za wywód ale zrobiło mi się przykro po tym komentarzu, bo wiele czasu i wysiłku mojemu psu poświęcam, często nawet kosztem moich dzieci czy rodziców.
-
Oczywiście, że jest szansa :) Jednak nie jest to łatwe. Jakiej jest rasy i wielkości (domyślam się że kundel, ale co bardziej przypomina?) Na początek tak jak pisała dwbem - najlepsze jest przekupstwo. Jak sobie wyrobi pozytywne skojarzenie z wami i zaufa choć trochę będzie można poczynić dalsze kroki. Ale moja rada - nic na siłę. Jak pies nie będzie chciał być dotykany - nie dotykajcie. On da znać mową ciała (lub warczeniem). Ja mojego agresywnego psa oswajam już ponad 1,5 roku i dalej jeszcze nie jest to skończony proces. Ale na początku ledwo znosił mój dotyk, głaskania wcale nie znał, a na obcych rzucał się z zębami. Teraz mogę go nawet przytulać i całować, a on też nauczył się okazywać mi czułość - sam z siebie podchodzi i wtula głowę w moje kolana albo mnie liże :) obcych toleruje o ile ja go do pokoju wprowadzę. Znajomych ignoruje, ale nie lubi być przez nich dotykany, jednak krzywdy nie zrobi. Rodzinę poznaje i cieszy się z kontaktu, umie już machać ogonem (tak, tego też nie umiał chyba na początku, a przynajmniej nie próbował nawet). Ale każdy pies jest inny, znam psa, którego wiele osób próbowało oswoić, ale jest tak trudnym przypadkiem, że jest praktycznie nieadoptowalny, bo zbyt niebezpieczny i nieprzewidywalny. Ale mam nadzieję, że ten wasz będzie potrafił się zsocjalizować.
-
Ja bym uiściła taką kaucję. Ale obawiam się, że taka kwota byłaby odstraszająca dla większości chętnych do adopcji. Ludzie są jednak wygodni i jeśli będą mieli do wyboru zapłacić 1000zl za problematycznego psa ze schroniska, a 0zł za Burka, szczeniaka ze wsi znalezionego na olx czy od pani Wiesi, znajomej wuja Kazia, bo jej się suka dziesiąty raz oszczeniła - to wybiorą tą drugą opcję. Tak opłaty są za psa w schronisku nieduże (u nas 30-50zł), a jak się okazuje nawet takie kwoty to kłopot. A nawet to, że trzeba wypełnić ankietę przedadopcyjną i obowiązkowo chociaż raz wyjść na zapoznawczy spacer z psem i wyrazić zgodę na wizytę poadopcyjną. Szczególnie to ostatnie wyjątkowo bulwersuje ludzi (bo "nie będą mi się obcy po domu kręcili" - zasłyszane u znajomej, która z tego powodu zrezygnowała z adopcji)
-
To zależy chyba od wysokości tej kaucji :) W większości schronisk są przecież opłaty adopcyjne. Ale fakt, że opłatę za kastrację pokrywa schronisko. Jednak takie testy to nie jest zły pomysł. Bo jeśli kogoś odstraszy opłata za kastrację, to co zrobi ze zwierzakiem jak ten nagle poważnie zachoruje? Tzn wiem co zrobi - w najlepszym razie odda do schroniska (czy do tymczasowego), w nieco gorszym porzuci w przypadkowym miejscu, w najgorszym - uśpi.
-
Biedny Kori... Taki cudowny pies, a ma takiego pecha :( Okropnie trudno odczytać ludzi. Gdybym 1,5 roku temu wiedziała, że można poszukać pieska na olx i adoptować, pewnie bym próbowała. Może trafiłabym na kiyoshi, która pewnie z miejsca by mnie odrzuciła jako potencjalny dom. I nie dziwię się, bo mieszkam w bloku, a o psach wtedy nie wiedziałam kompletnie nic. Nic, bo nawet w rodzinie bliskiej psa nie ma. Na rozmowie przedadopcyjnej nie umiałam odpowiedzieć na pytanie: jak często będę wyprowadzać psa...Ale czy jestem złym domem stałym? Myślę, że nie (mam nadzieję że nie). Udało nam się. Więc nie do końca mogę powiedzieć, w jaki sposób przesiewać ludzi. To naprawdę bardzo trudne, więc kiyoshi - nie masz sobie nic do zarzucenia, to nie twoja wina. Moja sąsiadka pół roku temu adoptowała małego psa. Ona cierpi na schizofrenię. Wszyscy zastanawialiśmy się kto jej dał psa? Jak to możliwe? Ale skąd adoptujący mogli o tym wiedzieć bez wywiadu środowiskowego, że ona jest chora i nie da rady zadbać o psa. Koniec końców piesek wrócił z adopcji i następny dom już był super. To chyba czasem loteria. Bardziej chyba trzeba zdać się na intuicję, bo ludzie mogą się przygotować i powiedzieć wszystko.
-
Z tym to różnie jest, zależy od sposobu chodzenia psa. Mam w domu panele i zawsze słyszę jak pies po nich idzie, bo trochę ciągnie łapy, pazurki ma mega krótkie, nigdy ich nie podcinam, bo same się wycierają (raz aż za bardzo, bo krwawił). Pies nie na zawsze będzie szczeniakiem, czy młodym psem. Przyjdzie starość, przyjdzie choroba, a wtedy może i pazurami ciągnąć po tych drewnach.... Ja mojemu zakładałam doraźnie skarpety z abeesami po moich dzieciach :) ale widziałam fajne w zooplus specjalne dla piesków: https://www.zooplus.pl/shop/psy/obroza_dla_psa/buty/746951 W necie wyszukałam też kiedyś całkiem stylowe buciki. Nie zakupiłam, bo mój pies dość szybko doszedł do siebie po lekach i już tak mocno nie ciągnie łapami jak wcześniej.
-
Z drugim zdaniem się zgadzam. Z pierwszym zupełnie nie. Pies, który może sobie pozwolić na wszystko nie będzie szczęśliwy, bo nie będzie miał poczucia bezpieczeństwa. Zasady i granice jasno postawione są do tego niezbędne. Można kochać psa, akceptować go, wiedzieć o jego problemach, pracować nad nimi, a konkretnie sprecyzowane zasady domowe psu ułatwią powrót do normalności i zżycie się z rodziną. Warunek jest taki, że raz pokazane psu, nie mogą się zmieniać i muszą być przestrzegane przez wszystkich domowników. Ja sobie nie wyobrażam pozwolić w domu psu na wszystko... Sobie i swoim dzieciom też na wszystko nie pozwalam :) każdy musi się do jakichś reguł stosować. Dokładnie tak. Uczenie chodzenia na smyczy to pierdółka, a nie problem. Ostatnio wyprowadzałam w schronisku około 25kg pieska, który miał siłę Pudziana i ciągnął tak, że jak zapierałam się nogami to wyryłam grube rowy w glebie, kilka chwil później prawie bym zwichnęła rękę bo zrobił nagły zwrot i nie ogarnęłam tego w porę i żeby utrzymać smycz (najważniejsze!) wbiegłam w drzewo przez co miałam szramy od gałęzi na twarzy :D Zabawa przednia! :D Piesek cudowny (ciągle do adopcji) i jedynie potrzebuje regularnych spacerów, zapewniających nie tylko wybieganie się, co pracę węchową i trochę ćwiczeń. Kori wydaje mi się podobnym typem co ten piesek, to tylko kwestia czasu i na spacerach nie będzie już wyrywał rąk ze stawów. Pierwszy miesiąc to zapewnienie stałego trybu dnia i spacerów, potem można już powoli wprowadzać elementy nauki itp. Tak ja to widzę, u nas się sprawdziło.
-
Jestem w lekkim szoku... Poważnie pozwoliłaś obcej osobie pogłaskać agresywnego psa? Ja do obcych nie zbliżam się nawet na odległość 5 kroków. I zawsze chodzimy w kagańcu, choć wiem, że na dobrą sprawę nie muszę już. Ale robię to dla bezpieczeństwa swojego i psa. Bo przez mój błąd i złą ocenę sytuacji może cierpieć później pies. Ale ja znam dobrze swojego psa, wiem co go stresuje i co jest przyczyną jego reakcji - a dzieki temu mogę odpowiednio wczesniej zareagowac i uniknąć sytuacji "wybuchu" psa. To podstawa. Z tego opisu wynika, ze nie wiadomo, co jest przyczyna agresji. U mnie takie dzikie wybuchy o nieznanej przyczynie zdarzały się tylko, gdy pies miał ataki padaczkowe i zapalenie mózgu. Tzn to właśnie była przyczyna ale mam na myśli, że nie wiedziałam kiedy ten wybuch agresji się zdarzy (choć też nie do końca, bo oznaki aury też da się wyczuć i przewidzieć jak już ma się doświadczenie i ja wiedziałam kiedy może być niebezpieczny - wtedy atakował nawet drzewa). Neurolog jest konieczny, neurolog - nie zwykły weterynarz bez specjalizacji. Jak napisała Bou, ON-ek to duży pies, jak nie zapanujesz nad nim skończy się tragedią. Z resztą nawet małe psy z wybuchami agresji mogą zrobić sporo fizycznej krzywdy (ktoś czytał historię Toffika?). Mi pomogło szkolenie + wizyta behawiorysty + radu Patmol tu z dogo. Wszystko po trochu, ale chyba najbardziej rady Patmol ;)
- 9 replies
-
- owczarek niemicki
- agresywny
-
(and 2 more)
Tagged with:
-
Psy są mądre. Kochać to pewnie i kochają wszystkich w rodzinie, ale szybko się uczą na co u kogo mogą sobie pozwolić :) Ja daję psu najwięcej od siebie (spacery, posiłki, zabawy, czesanie, szkolenie) ale pies mi nie żuli jedzenia, bo nie lubię tego. Ale żuli już od moich córek, za sztuczkę. A u mojej mamy żuli za nic, bo wie, że babcia włochatemu wnuczkowi i tak da przysmak za piękną mordkę... Koty i świnki to NAJWIĘKSZE alergeny. Mam dwie świnie i mąż z córką nawet i dotknąć nie mogą. Mąż ma też stwierdzoną alergię na psa, ale o ile pies nie poliże go po twarzy, albo nie dotknie psa gdy ten jest mokry, to nie odczuwa alergii. Nawet jest zdrowszy, bo sprzątam codziennie sierść (a na kurz też ma alergię i to silniejszą niż na psa). Ja sama lata temu miałam testy i podobno na psa też mam alergię. Ale nie ma to przełożenia na życie, bo psa kąpie, całuje, tulę i nic mi nie jest. Jeżdżę do schroniska, gdzie jest multum psów, wyprowadzam, głaszczę brudaski i też mi nic nie jest. Natomiast jak byliśmy u ciotki 2 tygodnie, która miała 2 koty, to była masakra, posmarkaliśmy się i dusiliśmy się....
-
Yogi to maltańczyk czy west? Z moich osobistych obserwacji i psowych spacerów wynika, że westy są bardziej zdyscyplinowane, mniej konfliktowe i bardziej usłuchane (choć to terriery), mijamy westy i nie było kłopotów. Maltańczyki to biała plaga. Małe natręty. Większość zaczepia nas i są wyjątkowo upierdliwe.
-
Akurat to, że stoisz jak słup soli jest OK. Pies ma instynkt gonienia, więc pobiegnie za osobą uciekającą. Tylko lepiej nie obracać się tyłem, bo to też może dla psa być sygnał do ataku, oraz nie frontalnie, bo to odbierze jako agresję Twoją w psa kierunku. Najbezpieczniej jest bokiem. Stanąć i przeczekać aż podejrzany pies pójdzie, albo iść ale nie szybko i nerwowo, tylko powoli i spokojnie. Nie znam się za bardzo, ale tak wynika z moich obserwacji nad moim agresywnym psem. Najgorzej reaguje gdy ktoś idzie wprost na nas, takie sytuacje go przerastają, boi i się i wtedy atakuje. Ludzie mnie czasem zadziwiają, że tak kompletnie bez refleksji idą wprost na dużego psa w kagańcu. Jasne, mają prawo iść gdzie chcą. Mają też prawo przechodzić przez jezdnię, ale wchodzenie wprost pod pędzące auto jest głupotą i brakiem instynktu samozachowawczego... Panie 80+ - z tym różnie. W moim blokowisku jest kilka pań z ogromnymi psami. Gdyby te psy chciały to jednym ruchem wyrwałyby się ze smyczy, ale mimo to są posłuszne komendom pań (jedna ma labradora, druga nowofunlanda, trzecia owczarka niemieckiego). Ale są też takie które puszczają pieski luzem i mają w nosie co będzie dalej, pieski biegają i pań nie słuchają wcale, nie reagują na przywołanie. Na szczęście zwykle mają one małe psy, jeśli ty miałabyś spokojnego nieagresywnego psa, to nawet przy konfrontacji masakry jakiejś nie powinno być. Ale nie jest to żadne reguła. Ostatnio trafiłam na kundelka średniej wielkości (15-20 kg?), przyjazny, chciał się z moim psem pobawić, przywołania pani ignorował. Tyle, że mój pies NIE bawi się z innymi psami, bo nie chce i ma do tego prawo. Ogarnęłam sytuację i nie doszło do walki tylko dzięki radom Patmol (jeszcze raz ogromne dzięki Patmol!!! już prawie nie zdarza się mojemu psu rzucić na innego! Nawet z mijaniem ludzi mamy coraz więcej sukcesów). Ja bym poszła na Twoim miejscu do szkoleniowca (metody pozytywne) zanim przygarnęłabym psa. Można się dogadać co do stawki i na przykład wziąć udział w kursie albo lekcjach indywidualnych jako wolny słuchacz. Na szkoleniach omawiane są rozne sytuacje, nie jest to tylko nauka "siad" i "podaj łape". Ja miałam cały cykl spotkań ukierunkowany pod kontem problemów mojego psa z agresją. Gdybyś dołączyła do właśnie takiego szkolenia, wiedziałabyś wszystko co trzeba. Nie rezygnuj z marzeń :) ale fajnie, że chcesz się porządnie przygotować. I chyba nie bardzo mi się widzi przygarnięcie szczeniaka. Bo szczeniak to niespodzianka, nie wiesz jaki będzie miał charakter. A można zaadoptować psa dorosłego (a nawet staruszka) ze sprawdzonego domu tymczasowego, który z dużo większym prawdopodobieństwem (bo gwarancji na 100% nikt nie może dać, żywe zwierzę to nie automat) będzie spokojny i pozytywnie nastawiony. Pod żadnym pozorem absolutnie nie bierz psa lękowego, choćby nie wiem jak bardzo ci było go żal, bo nie podołasz ze swoim strachem do innych psów. To musiałby być pies pewny siebie, dobrze nastawiony do ludzi, dzieci i innych psów. Wtedy będzie minimalna szansa na to, że twój pies wywoła konflikt lub doprowadzi do sytuacji potencjalnie niebezpiecznej. Lepiej też nie przesadnie zabawowy, niezaczepiający innych psiaków. Taki pies stateczny. Oczywiście po przygarnięciu pieska też warto udać się na szkolenie, już pod kątem nowego podopiecznego.
-
Wszystko zależy od opiekunki. Mój pies jest trudny, z agresją lękową i do ludzi i do psów i absolutnie nie do bloku. Schronisko jednak mi go wydało. I dajemy radę, tylko musiałam wypracować "system" wychodzenia z klatki tak aby nikogo nie spotkać. Da się, ale trzeba uporu (i miłości do psa). Przecież mieszkanie jest i tak tylko do wypoczynku i spanka. Szaleństwa są na spacerach.
-
Rozi dobrze napisała. Luminal nie zadziała od razu. Ważne też żeby w sposób nagły luminalu nie odstawiać (bo pies się lepiej czuje), bo nagłe odstawienie grozi uaktywnieniem się ataków nawet nasilonych. Oby to był tylko incydent. U mojego pieska też się padaka uaktywniła tuż po adopcji. Epilepsja ma wiele twarzy, jedne zwierzaki latami z nią żyją i nic wielkiego się nie dzieje, a inne męczą się okrutnie i czasami z jej powodu umierają. Dużo zależy od przyczyny. Nie ma powodu panikować. Podczas ataku i tak się pieskowi za bardzo nie pomoże. Ale nawet przy incydencie moim zdaniem trzeba zacząć badania robić.
-
Nie zdecydowałabym się świadomie na malinę, to wulkan energii! Cudowne psy, ale bardzo wymagające, nie zajmą się sobą same. Mam wyobrażenie tylko pewne, bo : mam skundlonego belga (czyli belg nie na 100%), nie malina tylko gronek (a więc trochę spokojniejszy), stary ponad 8 lat (a nie 5miesięczny młodzik), chory a przez to mniej ruchliwy, a MIMO TEGO mój prawie-belg jest ogromnie absorbującym psem, zawsze do mnie przyklejony, o wszystko pyta "czy mogę, Pani na to mi pozwala?" nie dosłownie oczywiście, ale ja znam jego spojrzenia i wiem kiedy potrzebuje mojej aprobaty, ma adhd, jest mega ciekawski, zagląda w każde okno, uwielbia wprost komendy i ćwiczenia, kiedy musi być sam czuje się nieszczęśliwy. Jest też lękliwy, a przy tym reakcje ma nerwowe i bardzo przesadzone. Jak coś robi to wkłada to całą psią duszę, jest zawsze bardzo zaangażowany. To wg mnie pies dla kogoś kto może być w domu cały czas z psem, kto poświęci mu dużo uwagi i miłości, dużo będzie z psem pracował. Mój pies nie biega dużo, ale dużo spaceruje, wącha i wykonuje komendy. W domu najczęściej tylko wypoczywa (na moich nogach albo tuż obok). Czy ćwiczymy 3 godziny? Nie wiem, nie liczę tego jakoś specjalnie. Ale 2,5 godziny to same spacery więc podejrzewam, że wyjdzie tych ćwiczeń więcej niż 3 w sumie dziennie.
-
To moja córka po tym jak tłumacze jej wybrany temat z matematyki :D :D :D Dokładnie też tak uważam. Mój pies właśnie w sytuacji zakłócania odpoczynku warczy. Choć akurat w misce można mu spokojnie grzebać. Zwykle wtedy wącha czy czegoś mu nie dołożyłam ;) ale córkom nie pozwalam na to, na wszelki wypadek. No to o mnie. Ja nigdy wcześniej nie miałam ŻADNEGO psa. Ani nikt w najbliższej rodzinie. Wiedza nawet nie 0 tylko minus 100... i to o zwykłych psach, a nie psach po przejściach. Więc pełen spontan i poszłam do schronu i wzięłam psa z agresją lękową.... bo taki ładny :/ tak, wiem. Debilizm. Na usprawiedliwienie - małżonek nie zgadzał się na psa wcześniej, a w tym się zakochał. Bałam się, że na innego się nie zdecyduje. Behawioralna masakra plus ciężka choroba psa. Ale oddanie nigdy nie wchodziło w grę, więc zrozumienia dla tych ludzi nie mam. Poszli na łatwizne. Ja bym spać w nocy nie mogła, mam sumienie.
-
Dokładnie, też tak uważam. I dlatego dla mnie mój pies nie jest jakoś specjalnie agresywny, tylko lękowy. Wszystkiego się boi. Złego charakteru nie ma, to kochany pies. A porównując do Szanty - u niego dochodzi do ataków, więc sprawa trudniejsza. U Szanty to ledwo ostrzegawcze warczenie i nic więcej. Zobojętnienie powinno być o niebo prostsze niż w naszym przypadku.