Jump to content
Dogomania

Joanienka

Members
  • Posts

    375
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Joanienka

  1. A jakie suche karmy przerobiłaś już? Na problemy "sraniowe" mojego psiaka (23kg) podaje mu gotowaną marchewkę, zwykle kupa się stabilizuje. Mój chyba też był na suchej, w schronisku też, bo przy gotowanym mięsie i surowych gnatach zawsze ma albo rozwolnienie albo wręcz wymioty. Więc już nie podaje mu żadnych atrakcji i je monotonnie ale za to bezpiecznie. Obecnie jest na Carnilove, bardzo mu smakuje (odstawiłam Joserę bo nie chciał już jej jeść ale to mogło wynikać z jego choroby) - wersja z kaczką. Trochę (co za eufemizm!) przy zmianie pierdział, ale już mu przechodzi.
  2. Pewnie mnie tu zlinczujecie ale byłam u innej pani weterynarz i podjęliśmy decyzje dalszej walki. Bo się rozpłakałam, rozsmarkałam i załamałam.... Pani wet pomyślała, że obecny bardzo zły stan zdrowia psa może być od stanu zapalnego mózgu. Yoruś chodził więc na zastrzyki sterydów i na chwilę obecną jest ogromna różnica, bo Yoru je, pije i normalnie się zachowuje. Schronisko postanowiło nam pomóc, bo pani wet mówi, że rezonans i konsultację neurologiczną trzeba koniecznie zrobić. Jest zbiórka: http://www.zbiorkanaburka.pl/zbiorka/2127/kogut-yoru/#.XDpBlM1CeUl Ja wykupuje nową porcję Pexionu i innych leków, nabrałam wiary, że Yoruś da radę. Niestety kłopoty się nam piętrzą, bo nie mam terminu MRI z konsultacją :( dzwonię od soboty do Wrocławia, może coś się zwolni... Warszawa to drugi koniec Polski, więc odpada, dla Yoru to za daleko, a w jego stanie usypianie na czas drogi to nie jest dobry pomysł. Schronisko zakupi więcej kamer, żeby wewnętrzne boksy były kontrolowane, żeby nie było już takich sytuacji, że nie wiedzą o tym , że któryś pies dostaje ataków padaczkowych. To pozytywna sprawa, mam nadzieję, że to się wszystko uda.
  3. Wszystko wskazuje na guz mózgu. Tak mówiła pani weterynarz. Zgadzam się z wami, że nie ma innego wyjścia... Jestem umówiona na wizytę w piątek na 14.00... Nie wiem czy to od razu będzie czy dopiero jakaś kwalifikacja... nie byłam nigdy w tej sytuacji, Yoruś to mój pierwszy pies. Najkochańszy. Na zawsze będzie w moim sercu.
  4. Przekopuję internet wzdłuż i wszerz i nie ma nigdzie informacji co robić w przypadkach beznadziejnych. Wszędzie piszą, że dali olejek cbd i było super, podali Luminal i epilepsja nie wróciła przez pół roku, że z padaczką można żyć, że po witaminie B to już żadnego ataku nie było. Im więcej to czytam, tym większy mam mętlik w głowie, bo nasz największy sukces to było 3 tygodnie przerwy po wprowadzeniu gabapentin, ale to już dawno i ten lek też już nie działa. Witaminki i olejki jakby były obojętne dla jego organizmu. Jedna dawka Relsed doodbytniczo - zero reakcji. Po dwóch dopiero widać u niego spowolnienie ruchów... Może gdyby mu dać końską dawkę leków to by podziałało ale wątroba padnie i pies umrze (i to w gorszym bólu)...
  5. Bou właśnie mam ogromny problem z podjęciem tej decyzji. Wszyscy piszą, że decyzję o uśpieniu podejmuje się gdy już wiadomo, że pies nie ma radości z życia. A u nas jest tak różnie, bo padaczka na chwilę odpuszcza i momentami odzyskuje Yorusia i on wtedy cieszy się na wyjście na spacerek. A potem znowu choroba złapie i albo śpi całymi dniami, nie je, nie pije, nie sika albo wpada w stany agresji (nawet autoagresji) i wtedy chodzi co chwilę w kagańcu albo popada w apatię, wychodzimy na dwór i on się zawiesza, stoi i patrzy w punkt gdzieś nie wiadomo gdzie i nie wiadomo po co. To nie choroba ciała - gdy wiadomo, że to już psi koniec, tylko choroba mózgu - i tak ciężko jednoznacznie powiedzieć czy będzie bez zmian czy tylko gorzej (bo że nie będzie lepiej to już wiem na pewno). Tak strasznie go kocham i gdy będę musiała go poddać uśpieniu będę myślała o sobie jak o mordercy, bo wzięłam go ze schroniska, nie minął nawet rok i go usypiam? Tak bardzo nie wiem co robić...
  6. Po napadzie warto dać na łyżce miodu, to podwyższy glukozę, która w trakcie ataku gwałtownie spada. Jak widzisz, że może zaraz dostać napad, warto schłodzony ręczniczek na kark/głowę położyć, czasem pomaga. Niektórzy piszą, żeby dać szczyptę soli, ale u nas nie skutkowało.
  7. Od sylwestra minęło zaledwie kilka dni. Musi minąć trochę czasu żeby Luminal wysycił się we krwi. Może będziecie mieli szczęście i lek zadziała. CBD nie zaszkodzi ale nie zawsze działa, jest też bardzo drogi. To po prostu naturalny uspokajacz, nic więcej. Najważniejsze to poznać przyczynę padaczki, musisz zrobić kompleksowe badania, dokładne badanie krwi, tarczycy, jeśli Cię stać to rezonans. Jest szansa, że gdy poznasz przyczynę, to padaczka będzie do opanowania. Regularnie trzeba sprawdzać poziom Luminalu we krwi, to ważne. Niektóre psy dożywają z padaczką późnej starości. Inne, tak jak mój najkochańszy Yoru, nie mają tyle szczęścia... Na mojego psa nie działają żadne leki, także Relsed...
  8. Nie mam dużego doświadczenia, tyle co z moim psem. W lecie słaniał się na nogach i musiał chodzić z mokrą szmatą na karku, bo upał go wykańczał. Może też wpływ ma to, że ma grube futro z gęstym podszerstkiem... Na zmiany pogody nie reaguje, niedawno miał szczepienie i też nie miało wpływu, ataki pojawiają się coraz częściej bez względu na cokolwiek. W styczniu będziemy musieli go uśpić... :( Mam nadzieję, że Frezja będzie miała więcej szczęścia niż mój biedny Yoruś. Masz rację, że dziwne zachowania to od padaczki, a nie problem behawioralny.
  9. Minęło 9 dni tylko i znów masakra. Pies wymiotował całą noc, rano dostał ataku padaczkowego, chwilę potem zrobił kupę na panelach zanim zdążyłam ubrać się na wyjście... Na dworze snuliśmy się z godzinę zanim udało mu się wysiusiać na chwiejnych nogach w pozycji "na suczkę", praktycznie usiadł w moczu bidula. Gorzej z powrotem, bo nie miał siły iść. Staliśmy na środku parku, śnieg padał i zasypywał Yorusia... Już myślałam że będę musiała go dźwignąć jakoś, ale stopa za stopą powolutku ruszyliśmy i doszliśmy do domu. Teraz śpi, bo wymęczony. Jedzenia nie chce za bardzo jeść.
  10. Uxmal co masz na myśli? Skąd wiesz, że przegapiłaś ten moment? Jezu, ja zwariuje, bo też muszę podjąć tą decyzję i nie mogę, nie umiem... Przed świętami to nawet nie ma opcji, bo dzieci mi się zapłaczą. Obserwuje psa codziennie i prawda jest taka że ma lepsze i gorsze dni. Jak są te lepsze to myślę, że super - leczymy i będzie dobrze na 100% będzie z nami jeszcze długo, a dzień później już z psem gorzej i już taka pewna nie jestem co dalej będzie.
  11. Ale wiele osób tak jej używa niestety
  12. Jak ktoś ma owczarka nad którym nie panuje (bo problemy zdrowotne bo coś tam) to albo pies powinien mieć kaganiec fizjologiczny na spacerze albo nie powinno się mieć psa. Kolczatka może skrzywdzić, nie uznaję jej. Mój pies ma dobrze dobrane szelki i nigdy z nich nie "wyszedł" i problemu z utrzymaniem go nie miałam, a potrafi rzucać się tak mocno, że prawie lata w powietrzu...
  13. Krysiowe - no to faktycznie pechowo. Też mam dużo zastrzeżeń do schroniska, z którego adoptowałam mojego piesora, ale klinika wet z którym mają umowę jest najlepsza w moim mieście i kastracja przebiegła szybko i błyskawicznie się rana zagoiła. Dlatego taka zdziwiona byłam jak widziałam takie partactwo... No i mieliśmy alternatywę (dwóch wetów do wyboru). Najważniejsze, że teraz jesteście już w dobrych rękach. Nie załamuj się, to wszystko da się wyleczyć, może trochę dłużej zejdzie niż standardowo - ale to nie tragedia. Sprawdzaj tylko często i słuchaj zaleceń weta nowego i będzie dobrze.
  14. Fajne imię Yuri :) Mój piesor ma na imię Yoru. Jak go przedstawiam to zawsze słyszę "JAK?!!?"
  15. To bardzo dobra wiadomość :) Akurat zima dla psów z padaczką jest dobra. Zwykle to upały powodują ataki ...
  16. Rany boskie... dla mnie to okropnie dziwne, że ta rana tak się babrze. Może warto pomyśleć o zmianie weta....?
  17. Jeszcze nie poszłam, postanowiłam poczekać 3 tygodnie, żeby sprawdzić czy okres między rzutami stanów padaczkowych się zwiększają czy są bez zmian, bo może działanie leku Pexion jest - ale po prostu niezbyt spektakularne. Muszę mieć pewność, chodzi o życie mojego pieska. Za 3 tygodnie będę wiedziała coś więcej i pójdę do weta, bo i tak muszę po recepty. Na chwilę obecną Yoruś wraca do siebie, zachowanie normuje się, szczęko-skurcze nieco rzadsze (ale one nigdy całkiem nie ustępują), pies może się znowu normalnie wypróżniać. Odetchnęliśmy, ale pewnie nie na długo. Jeśli kolejne ataki dostanie około 19 grudnia lub szybciej, to znaczy, że jednak pexion nic nie daje.
  18. Pewnie macie rację ale jeszcze nie próbowaliśmy bromku potasu - sama nie wiem czemu wet tego nam nie zalecił, jest tańsze niż nowoczesny Pexion (za niego zapłaciłam ponad 350zl), tylko czas działania ma chyba ze 3 miesiące... ale nie umiem się jeszcze poddać dopóki jest jakaś alternatywa w leczeniu. Podobno 30% psów reaguje na pierwszy lek (najczęściej Luminal), kolejne 30% na drugi, 30% na trzeci dołożony lek, a 10% na nic... Mój Yoruś bierze już 3 lekarstwa, wątroba zadziwiająco dobrze się trzyma. Dzisiaj miał kolejne napady, to już będzie łącznie 6. Umówię się na piątek u weta albo dzisiaj jak się uda, moim zdaniem trzeba zmienić leki.
  19. Chyba napiszę to co zawsze - wybierz jakiegoś pieska ze schroniska, ogromny wybór! Albo z domu tymczasowego, są wtedy ze sprawdzonym charakterem... Z rasowych - stabilny, uczący się, duży, posłuszny, ciemne futro - no to chyba tylko owczarek niemiecki :)
  20. Z jakiego schroniska Misia przyjechała? Z Zielonej Góry?
  21. Chciałabym jakoś Yora pocieszyć, pogłaskać, te jego ciche popiskiwanie mnie dobija, wwierca mi się wręcz w mózg... Ale on nie chce, ucieka, wciska się w ściany, próbuje włazić za meble, jakby instynkt samozachowawczy mu nie działał... Patrzy na mnie ale chyba nie do końca mnie poznaje, mój dotyk znosi ale stara się uchylić, nie sprawia mu to przyjemności więc wolę zostawić go w spokoju. Dałam mu tabletki, może zaśnie i trochę odpocznie. Na razie jeszcze widzę w jego oczach przytomność, bo na porannym spacerze go nie było - szłam z ciałem psa, ale jego umysł gdzieś odleciał, musiałam założyć kaganiec na wszelki wypadek. Po siusiu nie miał już siły iść, dobrze że daleko nie odeszliśmy, bo chyba nie dałabym go rady na rękach dźwigać, tym bardziej, że nie współpracował...
  22. Nie, nie będzie dobrze. Było niecałe dwa tygodnie przerwy i wczoraj rano atak, później o 22.00 , dzisiaj nad ranem o 5.30 i teraz o 9.30. Ja zmęczona, pies zmęczony, okrwawiony bo poprzegryzał język, śmierdzi sikami wszędzie, a najbardziej od Yorusia, przecierałam go ale przy zimowym futrze to o kant d***, a kąpać go nie chcę, bo stres, z resztą bez sensu, bo za chwilę znowu się osika. Siedzi i piszczy, jak wstaje to się przewraca. Nie wiem jak długo damy radę... Obiecałam sobie, że będziemy próbować do stycznia ale opadam z sił... Wczoraj pies rzucił się na moją młodszą córkę, teraz młoda ma zakaz zbliżania się nawet do niego póki mu nie skończą się te gromadne ataki ale cholera wie ile to jeszcze dni potrwa... Boję się psa i boję się o psa. Patowa sytuacja, nie wiem co robić.
  23. Też słyszałam, że kaszy nie wolno. Okazjonalnie daję ryż i gotowaną marchew (po marchwi zawsze super kupa). Ale ponowię pytanie - dlaczego ma być mokra karma? Czy z jakichś powodów jest lepsza dla zagłodzonych psów?
×
×
  • Create New...