-
Posts
620 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by chounapa
-
9 miesięczny terrier zjada swoje kupy...Dlaczego?
chounapa replied to Kocurkotka's topic in Weterynaria
Z tego co pamiętam, robaki mogą też na to wpływać. -
Jeśli nagradzanie karmą działa, to raczej nie ma potrzeby tego zmieniać.
-
Lilo goi się ładnie... ale nie jest zbyt szczęśliwa. Prawie 3 doby nie robiła kupy, niewygodnie jej się kuca. Od zabiegu się nie drapie .... za to ociera się o wszystko i wciąż się trzepie, a jak zaczyna leżeć i skuczeć bez sensu, trzeba podejść i jaśnie pannicę wydrapać porządnie. Ogon zadarł jej się wyżej i dodatkowo łaskocze ją w plecy kiedy chodzi. A to wszystko przez ten głupi kubrak! Pierwszy raz w życiu też, dostała ode mnie zastrzyk. Nie od tego paskudnego dręczyciela małych piesków, co nic nie robi tylko kombinuje jakby tu psa podziurawić ... Nie, nie od weterynarza.... Od jej własnej, osobistej mamci dostała zastrzyk!!! Zdziwiła się na początku strasznie, długo zastanawiała się jak zareagować i co z tym fantem zrobić. Podjęła decyzję i 2 godziny był foch... do tego taki z przytupem! Poza tym, chodzimy na krótkie spacery na smyczy, bo nic, tylko biedactwo moje szuka kumpli z którymi można by se poszaleć ... Wredna mamcia nie pozwala skakać i biegać, nie pozwala się cieszyć i nic nie pozwala... suseł ma nic nie robić tylko leżeć i się nudzić, a najlepiej udawać, że nie istnieje ... Ahh psia niedola. Suseł śpi.
-
My zaczęłyśmy bez klikera i później próba wprowadzenia klikera zwyczajnie nie wyszła ;) . Łatwiej jest nam bez niego pracować. Gojka, moja Lilo na samym początku nauczyła się "przynieś memłaka", "szukaj memłaka" ( memłak = pluszowa zabawka ). Jeśli umie przynosić cokolwiek, to powinno być łatwiej. Przynoszenie smyczy, zaczęłam od zrzucenia jej z wieszaczka i pokazania palcem "przynieś smycz"... i odejścia ze 2 kroki. Nie wyszło od razu, ale załapała po kilkunastu próbach. Jak przynosiła już za każdym razem z podłogi, zaczęłam wołać o smycz z wieszaczka... to już załapała szybciej. Nie uczyłam jej przynoszenia smyczy jako sygnał na spacer, ale wydaje mi się, że to też nie byłaby wielka filozofia. Lilo jak się kręci, zadaje jej pytanie "chcesz siusiu?" i wtedy od razu na nie odpowiada (zachowaniem), lub nie, jeśli nie chce. Myślę, że w naszym przypadku, wystarczyłoby chwile poćwiczyć: "chcesz siusiu?" -> reakcja -> "to przynieś smycz". Zakładam, że z czasem sama by smycz przynosiła.
-
100 lat dla Gamonia!!!
-
No ... i Lilo po sterylizacji. Jeszcze osowiała, na spacer ją rano na siłę ciągnęłam, na noc w ogóle wyjść nie chciała... ale wydaje się że wszystko jest jak należy. Stresa miałam okropnego ;) Cieszę się że mam to już z głowy. Najpierw dostała głupiego jasia, coby tego tchórza nie stresować zbytnio wenflonem. Łapki jej się rozjechały i tak jej już zostało: Później włączyło jej się "wszystkomijedno" Kiedy zasnęła, pojechałam do domu i czekałam na telefon. Wet zadzwonił, wzięłam męża coby mi psa wniósł po schodach i do auta, ale jak weszliśmy do gabinetu mała przytuptała do nas nieśmiało merdając ogonkiem. Nie była zbyt kumata jeszcze, ale prawie na chodzie :D. Wet pochwalił ją, że bardzo szybko metabolizuje narkozę, wenflon zostawił na wszelki wypadek i dziś go zdejmiemy. W drodze z samochodu do domu nawet zrobiła siusiu :) .. Później dzielnie wczłapała sama na 4rte piętro, tylko łapy podnosiła aż za głowę bo w schody taak ciężko było wycelować. Od tamtej pory robi za "najsmutniejszego psa na świecie" :D
-
Problem wygląda tak: Lilo - 12 miesięcy, z nami od kwietnia, od początku walczymy ze strachem przed wszystkim ( trawa, samochody, ruchy wszelakie, ciemność, duże psy ). Do niedawna wydawało mi się, że jedynym lękiem który jej już został, były duże psy, na które reagowała paniką. Zaraz po świętach pojechaliśmy 500km do teściowej. Już w drodze, zachowywała się dziwnie. Nie zasnęła ani na chwilę, dyszała, sapała, śliniła się ... widać było że jest spanikowana, mimo że jeździ samochodem codziennie, a u teściowej była z nami też w wakacje i nie było żadnych problemów. Droga była ciężka. Spędziłyśmy tam w sumie prawie 2 tygodnie. Teściowa ma dom drewniany, przy ruchliwej drodze... cały czas pies panikował kiedy przejeżdżało obok cięższe auto. Skończyło się na tym, że większość czasu spędzała na podwórku, razem z drugim psem ( psa się bała, ale wystarczył jeden wieczór by się przy nim rozluźniła ). Mimo że to pies "kanapowy" wolała nocować w budzie niż przespać się w tym strasznym domu. Wczoraj wracaliśmy, droga do domu była tylko odrobinę łatwiejsza niż w tamtą stronę, znów była mocno zestresowana. Po powrocie do domu, jej zachowanie wróciło do normy. Problem jednak jest poważny, ponieważ na początku lutego znów tam jedziemy... jesteśmy w trakcie przeprowadzki i zanim zamieszkamy w domu docelowym, u teściowej spędzimy pewnie znów z 2 tygodnie. Chciałabym jej w tym pomóc, bo kompletnie nie wychodzi mi pokazanie jej, że dom nie zawala się kiedy jedzie duże auto. Czytałam, że leki uspokajające powinno się dawać wcześniej ( np. tydzień przed sylwestrem ), zastanawiam się czy nie spróbować jej tak ulżyć, ale to by oznaczało, że musiałaby je brać najmniej 3 tygodnie. To ma jakiś sens?
-
Pies mój, z bloku i z pościeli wyjechał na święta.... i jest podwórkowy!! ;( Nie chce ze mną siedzieć, bo piesek. O ile pierwszego dnia, wracała co chwile do domu bo dupa marzła, tak teraz na noc tylko przyłazi, siedzi w śniegu i w budzie z koleżanką i koniec.... Nikt inny nie istnieje.
-
A dziękuję ;) [URL=http://s1058.photobucket.com/user/Sylwia_Ptak/media/IMG_1555_zps1d5fe674.jpg.html][/URL] Lilo tak nawiązuje nowe znajomości ^^ [URL=http://s1058.photobucket.com/user/Sylwia_Ptak/media/IMG_1558_zpscdc950f8.jpg.html][/URL] A tak się odpoczywa po całym dniu szaleństw z wielkim straszydłem.
-
Wizyta u specjalisty nic nie da. To specjalista powinien odwiedzić Was ... to znaczy zobaczyć jak pies zachowuje się w swoim domu, podczas normalnych zajęć. W obcym miejscu określenie zachowań nie jest miarodajne.
-
Cóż, na Twoim miejscu wezwałabym niezwłocznie dobrego behawioryste. Sama mam dziecko i nie zwlekałabym z pomocą psu, jeśli pojawiłaby się agresja i cień szansy że pies zrobi dziecku krzywdę.
-
Nieźle bym się wkurzyła jakby sąsiedzi zrobili psu wychodek na balkonie ;)
-
Sylwestewr czyli jeden z najtrudniejszych dni dla naszych psów
chounapa replied to radiesteta's topic in Wszystko o psach
isabelle, nie ma co zakładać, że każdy jojczy nad swoim psem. Mój poprzedni psiak się nigdy petard nie bał, wiele z nich się nie boi, wiele się boi przez właściciela ... mimo to, obecnie mam Lilo, nie wiem jak zareaguje i nie wyobrażam sobie zostawić ją samą w jej pierwszego sylwestra na zasadzie "jakoś to będzie". Wolałabym jednak widzieć jej reakcję na coś, czego nigdy wcześniej nie znała i co wzbudza lęk w wielu psach, a jeśli okaże się że strach się pojawi, nie chciałabym by była wtedy sama sobie zostawiona. -
Sylwestewr czyli jeden z najtrudniejszych dni dla naszych psów
chounapa replied to radiesteta's topic in Wszystko o psach
Również sobie tego nie wyobrażam. Noc jest straszna, ogólnie dla wielu psów. Co musi przejść pies młody, który na tak straszną noc został w domu bez swojego opiekuna ? Całkiem sam ? Bez nikogo, kto reakcją doda mu otuchy i pokaże że nie bombardują jego domu ... O ile rozumiem że nie każdy w domu może z psem zostać, to nie wydaje mi się, by nie było nikogo, kto nie mógłby się psiakiem w tę noc zająć. -
Ja kąpałam psa kilka dni temu ... tylko i wyłącznie dlatego, że pół psa się lepiło i śmierdziało martwym stworem. Poza takimi okazjami, płuczemy się wodą, bądź wycieramy łapy ręcznikiem.
-
sód Sól ogólnie jest bardzo zdrowa i bardzo potrzebna :P Pod warunkiem, że nie jest się człowiekiem, jedzącym sól ze wszystkim, we wszystkim i w ogromnych ilościach.
-
Dla mnie kość, to kość. U nas kości jest 15 max 20% w diecie. 10-15% warzyw zmielonych na papkę z dodatkiem surowego jaja. Reszta to mięso i w mniejszej części podroby. Wieprzowiny nie daje ze względu na ryzyko choroby Aujeszkiego z wieprzowiny właśnie. No i niską wartościowość tego mięsa ;) Białego sera, śmietany i innych produktów przetworzonych nie daję. Suplementuję olejem łososiowym, solą i odkładam już skorupki jaja do zmielenia na proszek. Póki co, nic więcej, barfujemy od niedawna, więc nigdy nie wiadomo. Pewna jestem tylko że nie zrezygnuję z kości ale i nie będą one głównym składnikiem diety mojego psa ;) Większą część mięsa które je Lilo stanowi wołowina, jednak poza nią, dostaje/będzie dostawać dużo rodzajów mięs, kurczaka ograniczam, z w/w powodów.
-
2 letnia suczka York w nocy zaczela sie zalatwiac....
chounapa replied to Jufinho's topic in Nauka czystosci
pa-ttti, a to nie spowoduje, że suczka pomyśli że rodzina dała jej pozwolenie na załatwianie się w domu ? Ja bym zabrała wodę i jedzenie na noc i mimo wszystko zbadałabym pęcherz pod kątem infekcji. -
Kundelek...jaki mniej więcej urośnie?
chounapa replied to Ewka :)'s topic in Grupa 'Extra' - Kundelki
Chciałabym tylko dodać, że po dochodzeniu w sprawie pochodzenia mojej suni, znalazłam jej braciszka. Podpisany jako mieszanka ONka z Labradorem. Lilo ma 20 kilo, z labkiem wspólny ma tylko kolor ;) Jak ją wzięłam, widziałam w niej "rasowego goldena" ... wiele fotek przedstawiało niemal identyczne szczeniory ;] Biorąc kundelka, trzeba się liczyć z niespodzianką ... nie nastawiaj się na jakikolwiek efekt jak dorośnie, bo może z tego malucha wyjść prawie wszystko. -
Mi się wydaje że jak już zmieniać dietę z chrupków, na coś innego, to warto zrobić to porządnie. Kości to nie mięso, pies powinien jeść mięso, a nie resztki zwierzęce. Monia, na warzywach nie powinien się pies czuć dobrze, bo warzyw nie trawi i nie przyswaja prawidłowo. Warzywa, jak i kości to powinny być tylko dodatki do mięsa - czyli pokarmu zawierającego potrzebne do prawidłowej pracy organizmu składniki. Wieprzowiny surowej nie podaje, nie jest ani zdrowa, ani w pełni bezpieczna. Kurczaka ograniczam, przez tony antybiotyków i hormonów pakowanych w kury hodowane na mięso.Swoich kur niestety nie posiadam.
-
No ja wzięłam z ulicy, do tego z babeszjozą na dzień dobry ... Moja kwarantanna polegała na nie puszczaniu psa na trawniki przy lecznicy i na ograniczeniu też kontaktów z podłogą u weta. Poza tym, Lilo chodziła prawie wszędzie, omijałam trawniki, gdzie jest kupa na kupie ( mają takie ulubione miejsca ). Socjalizowałam ją z psami, głównie to były psiaki w jej wieku, a nawet młodsze. Musiałam jej pokazać świat i wszystko co ją w życiu czeka, bo zamiast obecnych problemów z dużymi psami, wciąż moglibyśmy mieć problem z wejściem na trawę, bądź z paniką kiedy usłyszy szelest liści. Pies prawdopodobnie chowany w piwnicy bądź innym ciekawym miejscu, odpowiadał paniką na psy, dźwięki, trawę, liście, ciemność... ciemność była najgorsza .. w sumie mogłabym pozwolić jej jeszcze jakiś czas się z tym pomęczyć, ale z zasady "w nowym domu, nowe zasady wprowadzamy od razu", wolałam jej nie udowadniać że bezpieczna jest tylko pod stołem w naszym pokoju. Co do odporności, to jej nie miała .. to fakt. Nie dość że bez szczepień, bez socjalizacji, pies nie wiadomo skąd, co jadł ( a jadł mało, chuda była strasznie ) i gdzie mieszkał, to jeszcze wiadomo babeszjoza osłabiła resztki jej układu odpornościowego. Przewiało ją w samochodzie i udało jej się złapać zapalenie błon śluzowych.... Poradziłyśmy sobie z tym szybko. Zaczęłam ją karmić, wystawiłam na działanie wirusów i bakterii kryjących się wszędzie, układ odpornościowy zaczął pracować i widocznie rozpoznawać zagrożenia, bo obecnie pies jest zdrowy i silny, nawet cały utaplany w błotnym śniegu, biegający w mroźnym wietrze razem ze swoimi brudnymi kumplami ;)
-
Ja nie stosowałam kwarantanny, ale wzięłam szczeniaka 4 miesięcznego, bez szczepień i z zaprogramowanym ogromnym lękiem do wszystkiego. Szybka socjalizacja była niezbędna by ją ze strachu przed trawą wyprowadzić .... Ludzkie dzieci chowane pod kloszem z reguły są mniej odporne. Nie sądzę by całkowite chowanie przed zagrożeniem dawało jakiekolwiek pozytywne efekty, poza tymczasowym brakiem zagrożenia.
-
hecia, nie widzę takiej diety .... szczególnie bez suplementacji ... przecież to to bardzo ubogie jest w cokolwiek, na samych kościach nawet jak układ trawienny wyrabia, to niedoborów musi być masa ... :( Pomijam fakt, że w życiu w obecnych czasach nie odważyłabym się dawać często kurczaka, chyba że z własnego podwórka. Napchany antybiotykami, hormonami i żelem powiększającym objętość... fuj!
-
Gezowa, konkretny przykład: Mój pies zazwyczaj spędza ze mną 24h/dobę. Co z góry zwiększa ryzyko lęku separacyjnego, którego na szczęście nie ma. Mój pies lubi spać w różnych miejscach. Nie potrzebuje azylu w mieszkaniu, w którym czuje się dobrze i bezpiecznie. Nie potrzebuje azylu w mojej pracy, do której jeździ ze mną. W obu miejscach ma legowiska, w obu miejscach w zależności od sytuacji, lubi spać w różnych miejscach. W obu miejscach czasem zostanie sama na dłużej lub krócej. Kiedy były upały, preferowała kuchenne płytki, jak zaczęły się zimne noce, przeniosła się na mój fotel, z dala od przeciągu przy uchylonym balkonie. W dzień, zazwyczaj sypia na swoim legowisku, choć nie zawsze. Lubi mieć wybór - klatka tego nie daje. Czasem, nie może spać, nie chce jej się. Może to kwestia pogody, niewybiegania, a może pełni księżyca. Wtedy lubi mieć możliwość "coś" porobić. Czy to zabawa z kotem, czy to wyglądanie przez okno, czy zwyczajnie turlanie się po łóżku i udawanie głupa - klatka tego nie daje. Gdyby mój pies, miał lęk separacyjny i byłoby ryzyko, że podczas mojej nieobecności zrobi sobie z tego powodu krzywdę, oczywiście rozważyłabym klatkę jeśli inne metody by nie poskutkowały. Ale go nie ma, kiedy wychodzę jest grzeczna. Śpi kiedy ma ochotę, a kiedy nie ma zajmuje się swoimi psimi sprawami, co klatka by jej uniemożliwiła. Ja rozumiem, że odpowiednio wprowadzona klatka nie robi psu krzywdy, bo przyzwyczajamy psa, że zamknięcie jest czymś normalnym. Jednak kiedy nie ma powodu, by ograniczać psu możliwość zmiany miejsca, rozprostowania kości, wyglądnięcia przez okno czy nawet oszczekania pijanego sąsiada na klatce, nie powinniśmy tego robić. Dlatego klatka nie powinna być obowiązkową częścią wyprawki i nie widzę najmniejszego sensu w tym, by uczyć psa od szczeniaka, że podczas nieobecności opiekuna nie da się normalnie funkcjonować.
-
Nie mają wyjścia :P Są na siebie skazane ^^ Lilo zgłupiała po cieczce :( Warczy w zabawie na swoją najmniejszą koleżankę, dominować ją cholera próbuje ... ehh