-
Posts
620 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by chounapa
-
Obecnie domów szuka w Polsce kilka tysięcy psów, z tego kilkaset szczeniąt i kilkaset w typie jakiejś rasy. Już biegnę i pytam fajne domy, czy nie chciałyby rocznego kundla z problemami do budy... włamywacz uśmieje się jak zobaczy. Jest możliwość że będę musiała ją oddać. Biorę to pod uwagę. Ale nie ma możliwości bym szukała jej nowego domu teraz. Najpierw behawiorysta, jeśli on nie pomoże, weterynarz i dokładne badania. Dopiero jak będzie wiadomo co, dlaczego i na jak długo psu się przestawiło, będę mogła w ogóle rozważać oddanie psa. Póki co, nie mam zamiaru jej wymieniać na lepszego członka rodziny, bo ona, mimo że szurnięta .. członkiem rodziny jest.
-
U teściowej nie miałaby zadowalających warunków. Począwszy od diety, na wychowaniu kończąc. W ich psa się nie wtrącam, ale swojego im pod opiekę nie oddam. Ona nie wolała podwórka, jej się tak porobiło po cieczce, więc nie sądzę by było to coś, z czym nie da się sobie poradzić. Szczególnie, że w wybranym pokoju w domu dziadków, jest o wiele lepiej. Nagle zaczęła się bać tego, czego nie bała się nigdy wcześniej, nie jest to coś z czym zawsze miała problem. Pralka ? Wcześniej mogła na niej spać. Samochód? Codziennie cieszyła się jadąc z nami do pracy. Zmywarka ? Dopiero tutaj zauważyła że coś takiego istnieje ... a to są te same urządzenia, które mieliśmy ze sobą w starym mieszkaniu. Odmieniło jej się po cieczce, a sama przeprowadzka spotęgowała ten problem. Lilo ma lekko ponad rok. 17 kwietnia będzie rok, jak jest z nami. To nie jest zły wiek by z nią pracować. Zakładam, że behawiorysta, może zmienić leki uspokajające na inne i próbować się nimi wspomagać. Gdyby te, które obecnie przestały działać, działały nadal, praca z nią byłaby dużo łatwiejsza i prawdopodobnie odnosiłaby skutki. Póki co, łazi wyowijana kocykiem ( prowizoryczna kamizelka antystresowa ), boi się dalej, ale mniej się trzęsie .. nie jest taka napięta non stop.
-
Nie są otwarte, bo ogrodzenia praktycznie nie ma, a dom przy ruchliwej ulicy. U teściowej wybierała podwórko, zaglądała na sekundę i uciekała, tak kilka razy dziennie. Tak, chętnie zrobię ogrodzenie, jednak jak pisałam w pierwszym poście, nie mam w tej chwili na behawiorystę, a to w porównaniu do nowego ogrodzenia wraz z podmurówką ( która jest tu konieczna ), to grosze.... Ogrodzenie zrobię prawdopodobnie nie wcześniej jak w następną wiosnę ... I nie przyśpieszę tego, bo nie mam takiej możliwości.
-
No to tak: - Badania specjalistyczne robione nie były, przed przeprowadzką była pod stałą opieką jednego weterynarza i wspólnie, biorąc pod uwagę jej przeszłość i problemy z lękiem od początku, stawiamy na psychikę jednak. Szczególnie że się psu nie pogarsza, a poza domem jest zdrowa i szczęśliwa. - Obecnie mieszkam na wsi, niedaleko Krakowa. Myślę, że znalezienie dobrego weterynarza to nie będzie problem, jednak wcześniej chciałabym zaprosić behawiorystę. Jak pisałam, lęk występuje TYLKO w zamknięciu ( budynki, samochód ), żadnych objawów chorobowych poza domem nie ma. Nie boi się dźwięków, których boi się w domu. Wystarczy wyjść za drzwi domu, by w ułamku sekundy pies znormalniał. Na to bym nie wpadła, spróbuję, ale ponieważ wejście pod zlew zabudowaliśmy kiedy trzeci raz uszkodziła rury odpływowe, spróbuję położyć jej legowisko tam, gdzie sypia obecnie.
-
Przeczytałam cały internet, próbowałam wszystkiego.... teorie znam na pamięć, ale przy moim psie, jestem zwyczajnie głupia. Lilo to kundel, zgarnięty z ulicy w wieku 4 miesięcy. Lilo bała się wszystkiego. Trawy, ciemności, motyli, śmieci na trawnikach, psów ... Wszystkiego, poza ludźmi. Ludzi kochała, pierwsza była by się z każdym przywitać. Pierwsze miesiące z nią, to była ciągła walka z lękiem, pracowałyśmy nad lękami, nagradzałam prawidłowe reakcje, śmiałam się do "groźnych" psów ... Lilo nauczyła się żyć, bawić z psami ( choć z większymi od niej, potrzebuje chwile na zapoznanie ), wydawało się, że wszystko idzie w dobrym kierunku. Przyszła pierwsza cieczka, a zaraz po niej zaczęły się problemy. Na początku, zaczęła powarkiwać na mniejszych kolegów w trakcie zabawy, uznałam to za dominacje, bo mimo to bawiły się bardzo ładnie. Później, zaczęła panikować w samochodzie ... nagle i bez powodu, bo samochodem jeździła codziennie, z nami do pracy. Zaczęła piszczeć, dyszeć, ślinić się. W grudniu, jechaliśmy 500km do rodziny, podróż to była tragedia, pies ciągle sztywny, miała ślinotok... a na miejscu okazało się, że Lilo boi się domu teściowej. Biegała z kąta w kąt, piszczała, dyszała ... Dom jest drewniany, blisko ulicy. Uznałam, że być może czuje wibracje od samochodów. Lilo zamieszkała na 2 tygodnie w budzie, z suką teściowej a do domu wchodziła tylko na chwile .. tak, była zadowolona, nie zmuszałam jej. Wróciłyśmy do swojego domu. Tam, jej się poprawiło, ale nie rozluźniła się całkiem. Co jakiś czas zerkała w sufit i nasłuchiwała spięta. Nigdy tak w swoim domu nie robiła. Była tam w pełni wyluzowana i wesoła. W styczniu, miała zabieg sterylizacji a na początku lutego znów pojechaliśmy do teściowej na 2 tygodnie. Nawet nie próbowałam jej trzymać w domu, od razu wróciła do budy. Jednak w połowie lutego, wprowadziliśmy się do własnego domu. Tak samo jak dom teściowej, dom drewniany i przy ulicy. Różnica polega na tym, że ogrodzenie jest do całkowitej wymiany, nie mogę jej pozwolić mieszkać poza domem. Od połowy lutego, do dziś pies mój żyje w ciągłej panice. Boi się tego domu, dźwięków z ulicy, zaczęła bać się pralki, zmywarki i czajnika ... wszystkich dźwięków jakie towarzyszą jej na co dzień. Próbowałam nagradzać dobre zachowania, jak wcześniej ... ale ciężko takie wyłapać. Idąc za radą "nie zwracaj uwagi na lęk", pozwoliłam psu zamieszkać wciśniętej w rury odpływowe pod zlewem :/ . Pies, wyciągnięty z kąta reaguje paniką. Większość czasu w domu śpi albo się trzęsie. Od czasu do czasu, reaguje łagodniej, wtedy próbujemy ją czymś zająć, zabawą czy sztuczkami ... zwykle udaje się to na kilkanaście minut, po czym Lilo znów dostaje świra :/ . Lilo nie zostaje sama. Z nami jest źle, bez nas tragedia. Zniszczyła już jedne drzwi, zgryzła drewniane okno. Wyszła przez szybę w ganku ( była pęknięta, musiała ją wypchnąć ). Jej życie jest okropne, a ja jestem już zmęczona ciągłymi nieudolnymi próbami pomocy jej. Codziennie chodzi z nami do domu dziadków, tam jest drugi pies, dom jest murowany i dalej ulicy. Tam również się boi. Znalazła sobie jeden pokój i tylko w nim chce przebywać. Nie boi się jedynie na podwórku. Tam, nie straszne samochody, dźwięki, deszcz, ciemność, fajerwerki. Nic jej nie rusza. Na spacerach jest normalnym, wesołym psem. Jednak każdy spacer się kiedyś kończy. Próbowałam: - klatki ( nie udało mi się jej wprowadzić, pies robi wszystko by schować się pod zlewem w kuchni ) - nagradzania dobrych zachowań ( jest ich niewiele w domu, ale się zdarzają, nagradzanie nie przynosi skutku ) - zmęczenia ( jedyny raz, kiedy zmęczyłam ją na tyle, by udało jej się zapomnieć o lękach, wypad do lasu na 10 godzin, nie jestem w stanie powtarzać tego zbyt często ) - odwracania uwagi ( zazwyczaj się nie da, jednak jeśli to się uda, efekt jest chwilowy ) - leków uspokajających ( pomogły, na 4 dni, reakcje były o wiele mniejsze, praca z nią była możliwa, jednak przestała na leki reagować ) - owijania bandażem, a obecnie drugi dzień chodzi w prowizorycznej kamizelce antystresowej. - zabezpieczyłam wejście pod zlew, zmuszając ją do przebywania w innych miejscach w domu. Przeniosła się pod drzwi wyjściowe i wciska się w ścianę. Uprzedzając jedyną słuszną odpowiedź "wezwij behawiorystę: Od przeprowadzki z mężem oboje jesteśmy bez stałych zarobków, pracujemy w domu, jednak w nowym miejscu klientów za wielu jeszcze nie mamy. Wprowadziliśmy się do rudery, bez wody, ogrzewania, gazu, elektryki. Wszystko robimy sami i całe odłożone wcześniej pieniądze, poszły już na materiały potrzebne do wejścia do tego domu. Na dzień dzisiejszy, mogę albo zapłacić rachunek za telefon i zadzwonić po behawiorystę, albo zapłacić za behawiorystę ... dwóch na raz niestety nie. Mam wybraną osobę, próbuję umówić się mailowo, jednak od kilku dni nie odpisuje. Przypływ gotówki powinnam mieć w tym tygodniu ( tak się kończy termin wpłaty ), jednak z ludźmi jest różnie i liczę się z tym, że mogę nie dostać pieniędzy na czas. Zakładam więc, że do wizyty psiego psychologa, mam jeszcze ze dwa tygodnie. Może macie jakieś pomysły, co do tego czasu mogę zrobić, by ulżyć psu ? Plan dnia psa: - 6:00 spacer ( 15-20 minut ) - 6:30 śniadanie - czas wolny ( większość przesypia, albo panikuje ) - 11:00 wyjście do dziadków, tam zabawa z córką, ćwiczenie komend w jej wykonaniu ( mnie w tym czasie dla psa nie ma ) - 15:00 aktywny spacer ( minimum 2 godzin, zabawa, biegi, trening, bez smyczy ) - czas wolny - 18:00 kolacja - czas wolny - 22:00 spacer ( 15-40 minut )
-
Mądrość ludowa mówi również że smalec z psa jest najlepszym lekiem na wszystko ;) Liżąc ranę wprowadza na nią nieczystości i bakterie, należy pamiętać że pod tą raną są wnętrzności, nie jest to zadrapanie, a rozlizanie rany i wyciągnięcie szwów w ciągu pierwszych dni po zabiegu, może skończyć się tragicznie.
-
Od 20:00 do 8:00 masz 12 godzin. To bardzo długo, szczególnie dla młodego psa małej rasy. Moja sunia, starsza i większa, wychodzi o 22:00-23:00 na noc i mimo wszystko o 7:00 już prosi.
-
W naszym kraju to nie wiem czy żółta kamizelka z wielkim napisem "NIE DOTYKAJ MOJEGO PSA!", noszona przez opiekuna, dałaby radę -.- .
-
można, tylko z umiarem ... bo tłuste.
-
Mąż znalazł w lesie "coś". "Coś" było straszne i Lilo jakiś czas bała się do tego podejść, ale się przełamała ... wcisnęła nos i zaciągnęła się z całych sił aby napawać się zapachem "cosia". kiedy już wyniuchała go dokładnie, trzeba było też dotknąć... pacnęła łapą, niczym kot ... wtedy "coś" się poruszyło! ZABIĆ CHCIAŁO! Lilo zaczęła warczeć i szczekać na "cosia" ... z czasem jednak zauważyła że "coś" jest martwe i od tamtej pory robi wszystko, żeby "cosia" zjeść. Oto "coś": [URL=http://s1058.photobucket.com/user/Sylwia_Ptak/media/IMG_1861_zps1v21z9jf.jpg.html][/URL]
-
Albo zwyczajnie czas, obecnie jest lepiej. Zmiany są powolne, ale się poprawia. Lilo od początku była psem lękliwym, więc pewnie już tak ten pies ma. Udało nam się wcześniej zwalczyć większość lęków, obecnie wciąż jest nie za wesoło, ale jest lepiej ... Lilo zostaje sama w domu i nie wygryza okna i przestała biegać w panice przy nowych dźwiękach. Chętniej wchodzi do strasznego pokoju i choć nie przebywa w nim za długo, udaje nam się zrobić w nim kilka sztuczek za smaczka.. Więc postępy są wyraźne. Muszę z nią jeszcze popracować u dziadków :[ .. Mają wielkie podwórko, na którym mogłaby biegać ile by chciała przez pół dnia codziennie jak tam jesteśmy. Ale ... poluje na kury :(
-
Niestety zmieniliśmy, nie dało się inaczej. Ale teoretycznie powinna być zadowolona bo mamy dla niej więcej czasu.
-
Komentarze są zrozumiałe. Osobiście nigdy wcześniej nie widziałam psa, u którego merdanie może sprawiać problem, więc nie sądzę by łatwo mi było w takim wypadku taki problem zrozumieć. Dopiero Lilo uświadomiła mi, że coś takiego jak "zbyt silny ogon" istnieje ... i faktycznie, jak uderza z całym impetem w ścianę, albo gorzej... w kant ściany, aż sobie wyobrażam jak zaczyna piszczeć, bo ogon nie wytrzymał. Dlatego witamy się po wyciszeniu, u nas jest to już dość szybka sprawa, "siad" -> 30 sekund i powitanie jest zupełnie inne.
-
Mój pies ma mniej masywny ogon, ale jak się mocno podekscytuje to boli, niszczy i zastanawiam się kiedy go o coś złamie. Z merdaniem nic nie zrobisz, to ich forma komunikacji. Ale nad nadmierną ekscytacją można zapanować, ćwicząc wyciszenie.
-
Niedawno przeprowadziliśmy się z bloku do domu z ogrodem. Ogrodzenie tego domu, jest do wymiany, przez co nie mogę psa ot tak wypuścić na podwórko, bo zaraz zwiewa. Pies więc, dostał łańcuch i co prawda to wciąż pies domowy, to kiedy my pracujemy na podwórku, bądź kiedy tego się domaga, idzie na łańcuch i nie jest z tego powodu nieszczęśliwa, świetnie się bawi rozkopując ziemię, gryząc patyki, skacząc za muchami... krzywda jej się nie dzieje. Poza tym, oczywiście pies chodzi na spacery i poznaje nowe miejsca, bo brak nowych bodźców powodowałby u niej frustracje i tym bardziej próby ucieczki. Długi łańcuch + spacery oraz zainteresowanie ze strony ludzi, to nie jest jakaś straszna tragedia dla psa. Jest to dobre rozwiązanie dla Ciebie. Raz że unikniesz więcej przykrości z powodu jego ucieczek, a dwa, że pies będzie bezpieczny zapięty na podwórku... np. nie wleci pod samochód.
-
6cio miesieczny kundelek i nasze malutkie problemy
chounapa replied to grubens's topic in Wychowanie
Lilo do prawie roku zdarzało się narobić w domu. Mimo stosowania różnych metod, uwidziała sobie jedno miejsce i koniec. Problem znikał, kiedy zamykaliśmy ją na noc z nami. Psa nie powinno się puszczać luzem, dopóki nie wypracujecie przywołania. Trzeba poćwiczyć, na początek można wspomóc się 10-15m linką. Naukę powinno się zacząć w miejscach mało rozpraszających. Zdecydowanie należy też wypracować "NIE". Pies, na to słowo, powinien natychmiast przestać robić to, co aktualnie robi. U nas jest to "Nie" -> "siad" i przetrzymanie aż się wyciszy a emocje opadną. Dopiero wtedy jest powitanie, miska, wyjście, wejście czy cokolwiek, co wzbudziło ekscytacje. Co do jedzenia na spacerach, póki jest nieodwoływalny, powinien być na smyczy. Co za tym idzie, kontrola jedzenia jest stosunkowo prosta. W czasie gdy będziecie uczyć się odwołania, pracujcie też nad "nie" czy "zostaw". Czasem jednak wypracowanie tego jest trudniejsze, wtedy przydaje się kaganiec uniemożliwiający zjadanie śmieci. Opiekun psa, w okresie nauki zachowania, powinien zawsze mieć przy sobie nagrodę. Może to być smakołyk, zabawka czy cokolwiek, za co pies jest w stanie pracować. Jeśli zostawi jedzenie na ziemi, dostaje nagrodę. Jeśli wróci zawołany, dostaje nagrodę. Jeśli załatwi się gdzie należy, dostaje nagrodę. Jeśli odpuści przywitanie się z obcym, dostanie nagrodę... i tak aż zauważy że warto takie zachowania utrzymać. -
Czy sunia zna słowo "NIE" ( albo zamiennik )? U nas na nadmierną ekscytację działa tylko przetrzymanie. Siad i zostań, aż do uspokojenia, jeśli się ruszy, to "NIE" i powtórka siad i zostań. Aż do wyciszenia, choćbym miała 15 minut nad nią stać i czekać aż emocje opadną. Dopiero po wyciszeniu jest powitanie ( bądź inna czynność powodująca ekscytacje ), na moich warunkach. Po ćwiczeniach w np. samochodzie, gdzie po przyjeździe na miejscu nie raz podrapała córkę próbując wyskoczyć z auta pierwsza, najlepiej przez zamknięte okno, pies zaczął sam siadać i czekać na pozwolenie opuszczenia samochodu. Nauczyła się że nie wyjdzie ( w Twoim wypadku nie przywita się ) dopóki nie usiądzie i się nie wyciszy. Na koniec, po udanym przywitaniu możesz zakończyć cały rytuał smaczkiem ;) . W samochodzie, miała siedzieć aż pozwolę jej wyjść. Jeśli wstała kiedy otwierałam drzwi, od razu je przymykałam i powtarzałam do skutku. To samo można zrobić wydając komendę zza uchylonych drzwi domu. Jeśli podbiegnie do drzwi, przymknąć i usadzać psa do skutku, żeby dała Ci w spokoju wejść, rozebrać się i dopiero wtedy przywitać się na Twoich warunkach.
-
Osobiście uważam, że pies bardzo mądry jeśli nie chce jeść produktów ubocznych z mięsa :P Oczywiście możesz kombinować z różnymi karmami, lub poczekać aż pies zgłodnieje, lub mieszać na początek suchą z puszką... Albo poczytaj o diecie Barf, wtedy jadłby prawdziwe mięso, nie chrupki. Opcji masz sporo.
-
Jak się zagłębiałam na początku, zalecono mi nie mieszać warzyw z mięsem. Warzywa podaję raz w tygodniu, jako osobny posiłek.
-
Moja Lilo warzywa je tylko i wyłącznie z jajkiem :P Olej jej podaje z mięsem.
-
U nas podstawę stanowią pół na pół drób z wołowiną. Wieprzowinę czasem podam, ale tylko te ładniejsze jej części. A co do leku na całe zło. Cóż, ludzie mają takie tendencje ... jeśli są pewni swojego zdania, próbują wszelkich sposobów by to zdanie innym narzucić. I dlatego mamy klatki, które leczą wszelkie zaburzenia psychiczne u psów, są jedynym słusznym narzędziem szkoleniowym, obowiązkowym elementem wyprawki i zaraz przeciwnicy klatki zostaną uznani za złych opiekunów, bo jak to tak. I dlatego mamy Barf, który leczy stawy, sierść, zęby, narządy wewnętrzne i najlepiej wszyscy przejdźmy na barfa, to weci stracą pracę. Barf jest świetną dietą, zgodną z naturą, jedyną do której normalny pies jest "ewolucyjnie" przystosowany (pomijając badziewne mięso i warzywa, no niestety nie każdy jest w stanie wyhodować sobie sam.. jednak to wciąż mniej niedoróbek niż suche karmy ). Jednak nie jest lekiem. Dobry barf zapobiegnie wielu chorobom, ale kiedy problem się już pojawił, barf go nie uleczy, weterynarz musi się tym zająć. Odpowiednia dieta jedynie zmniejsza ryzyko problemów. Są też psy, które dostały od ewolucji jakiś bonus... "człowiek Cię truć nie będzie" i lepiej się czują na chappi niż na mięsie. Choć osobiście wydaje mi się że w większości przypadków wystarczyłoby inaczej tego barfa wprowadzać, to są też takie, które mięsa jeść nie powinny. I tu pojawia się pytanie, co mamy w suchej karmie, skoro pies źle się czuje po mięsie i mięsie z zapychaczem, a po suchym, które podobno mięso ( ZE ŚWIEŻEJ KACZKI ) posiada, już nie ? Pewnie trochę mięsa ma, ale zdecydowanie nie wiele, zbyt przetworzone, zbyt poprawione ... wszystko co człowiek próbuje ulepszyć, niestety idzie w drugą stronę. .. karmy nie są wyjątkiem.
-
Wieprzowina jako podstawa diety czy to surowa, czy w karmie, ogólnie średnio mi się widzi :P Ale w żadnej karmie nie ma "produktów najlepszej jakości". Mamy wybór. Albo damy nieprzetworzone ( pełnowartościowe i odpowiednio zbilansowane ) mięso wiadomego, bądź niewiadomego pochodzenia ( ja mam teraz dostęp do kur i jaj lepiej żywionych niż jem sama, w sezonie będą też warzywa, więc wiem co daje w tym wypadku ), albo dajemy "suchą papkę" z odrobiną mięsa (albo i nie) niewiadomego pochodzenia, produktami ubocznymi z mięsa i ogromną ilością zapychaczy również niewiadomego pochodzenia. Więc nie wiem o czym ta dyskusja :P
-
cavecanem, ale po co kombinować i wymyślać, skoro pies może tam przebywać ? Wpadła niedouczona kobieta, trzeba jej przepisami nosa utrzeć, niech się douczy, zanim komuś niesłusznie krzywdę zrobi i tyle. Pies przebywać na siłowni ma prawo. Moja Lilo również pracowała z nami, witała się ze stałymi klientami. Bawiła się z psem jednego z klientów, który zawsze z nim do nas przychodził. Jedna Pani jedynie grzecznie poprosiła o zabranie pieska i nigdy nie było z tym problemów.
-
Ale gubienie sierści poza karmieniem, jest kwestią również czysto indywidualną. Jak moi rodzice mieli owczarka niemieckiego, 14 lat na chappi i nigdy specjalnie nie gubił. Gubienie sierści przy barfie jest normalne. Z początku kilka tygodni intensywnego linienia, pies zmienia futro na silne, nowe, zdrowe kłaki. Po czym ma linieć normalnie 2x w roku. No i mi Lilo ( kundel labradora, a jak wiadomo "sierść labradora jest nawet pod skorupką nieobranego jaja" ), gubiła od początku, po zmianie diety zaczęłam czekać aż będzie całkiem łysa .. i dziś ze zdziwieniem zauważyłam że nie mam co wyczesywać :P
-
Póki co, w ciągu 72h będę miała dla niej leki. Jeśli to nie pomoże, behawiorysta ... obecnie na niego nie mam, ale na dniach powinnam też dostać większy przelew. Może coś wymyśli. Bardzo zły czas na problemy :( ... Po przeprowadzce, jeszcze zarabiamy marne grosze. Klatkę póki co ma ... taką co się nie zamyka. Po fretkach, wywaliłam wielką dziurę, żeby wejście było wygodne... planowałam w niej zacząć trening klatkowy, jednak jedyne miejsce gdzie nie wariuje ze strachu, jest za ciasne, by ją tam wstawić. Chwilami nawet w niej leży, ale zazwyczaj po kilku - nastu minutach usłyszy samochód i spiernicza aż się kurzy.