Jump to content
Dogomania

loozerka

Members
  • Posts

    4154
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by loozerka

  1. to prawda. No a poza tym, taka osoba raczej musialaby starac się ukrywać powiazania z pierwotnym nickiem, co tak naprawde czyni bezsensownym w przypadku oktawii korzystanie z takiego rozwiazania.
  2. Kasiu- jako gość moze czytac. Ale założenie drugiego konta to nie najlepszy pomysł- sprzeczny z regulaminem, konsekwencją mogłoby być chyba stałe zbanowanie. Taki wybieg byłby latwy do wykrycia po IP- jesli ktos pisałby z tego samego łącza.
  3. Asiaczku, no własnie daleko- Mazury, to był raczej taki krzyk marzącej rozpaczy tudziez rozpaczliwego marzenia ;) - chcialabym moc spotykac się z ludzmi, kotrzy są swiadomi, jak postępowac z psem, pomogłoby to pewnie mojemu :)
  4. Moriaa, ja tez bylam pewna, ze to ma być domek, juz nie wiem, po czyjej wypowiedzi. Ale i to, co dostał, jest dobre :)
  5. [quote name='Czoko']A gdzie można zobaczyć Gangstera?[/QUOTE] Gangster nie ma galerii, ale kilka jego zdjec błaka się tu i tam- m.in awatarek, no i na wątkach w galerii kundelkowej post 14 i 24 [url]http://www.dogomania.pl/forum/showthread.php?t=29771[/url], w watku Figi post 577 [url]http://www.dogomania.pl/forum/showthread.php?t=29631&page=29[/url] , i wątku rudzienkiej Sendi post 957 [url]http://www.dogomania.pl/forum/showthread.php?p=2213884&highlight=gangster#post2213884[/url] linki mogą nie wskazywać dokładnie tych zdjec, bo ja mam inaczej forum ustawione niz standardowo, wiec podałam nr postów. Tak Was czytam i zazdroszczę .......chyba pojadę na wycieczkę z Gangsem do Wawy na jakies pola mokotowskie na wspolny spacer ;).
  6. to jakaś antypropaganda- jakie tylko, jakie tylko, to na pewno nie są tylko kalorie, tylko kalorie słodziutkie, rozpływające się w ustach, rozlewające slodyczą na języku....mmniaaaaaam ;) TZ-cie Kasi, przyjmij od kolejnego Mariana Twej TZ-tki najserdeczniejsze zyczenia i sto lat i żeby Sendi tak zawsze Ci się pieknie przeplatała pomiedzy nogami i oby następny potomek ( jesli bedzie ) był równie pomysłowy, bysrty i uroczy, jak Kamilek :)
  7. hehe, musisz mu jeszcze jezyk wlokować ;) do wypchanego pyszczydła :) A tak w ogole, to własnie, co to za cisza? Przegladam sobie subskrybowane watki, te w ktorych pojawiły się nowe wypowiedzi i cały czas mam poczucie, ze czegos mi na liscie brakuje. A tu masz babo klops, najbardziej rozgadany wątek zamilknął...
  8. no to poczytałam cały wątek (został mi blog ) i obejrzałam wszystkie zdjęcia. Czoco jest naprawde przesliczna, ta jej barwa, nosek, typ siersci, kształty- w ogole wszystko jest zachwycające :), a gdy biegnie to az człowieka podrywa :) A zachowanie.... Ewa, gdy czytam o niektorych zachowaniach Czoco, to jakbym widziala Gangstera- lęk przed ludzmi tworzącymi dziwne konstrukcje tj. noszącymi torby, walizki, pchającymi wózki, laski itp, pogonie za samochodami, rowerami, wrotkarzami. Jak przeczytalam diagnoze : przykład agresji lękowej połaczonej z atakiem łowieckim - to dokładnie to samo. Jednak przypadek Czoco jest nieporównywalnie trudniejszy. Ma 10-krotnie więcej leków niz moj psiak, nawet, gdy teraz jest zalękniony po tym zajsciu, o którym pisałam w założonym przeze mnie wątku. I w dodatku macie pecha jakiegoś, bo spotykają sunię nieprzyjemne sytuacje, ktore pogłebiają lęki - pogryzienie, czy atak przez psa, straszenie przez sąsiadkę z działki. Trzymam za Was kciuki z całej siły, sama wiem, jak bardzo chce dac mojemu psu własnie spokoj- ale u mnie jest łatwiej, sa rzeczy, ktore uwielbia i zapewniając mu je, odciagam generalnie jego uwagę od tych "potworów" wszędzie na niego czychających. Z tego co czytam, z Waszą sunią jest dużo trudniej. Wiesz, ze nawet z jedzeniem mamy podobny problem? Chudzielec straszny, czasem nawet ludzie mi cos mowia na ulicy, zadne polewki, nawet niezdrowe, ale aromatyczne sosy nie pomagały. Jednak metoda zaproponowana przez SuperGosie u nas zadziałała, tylko trzeba wyłaczyć myślenie- ze bidulek nic nie jadł, jaki chudy, bedzie jeszcze gorzej. Nie bedzie :) (przynajmniej u nas nie ) od kiedy się przekonał, ze nie ma innej opcji i nie bedzie kombinowania z jedzeniem, zjada chrupki całkiem chętnie. Ale zeby do tego dojsc-przetrenowalam eukanube, royal canin z rosołkami, olejem winogronowym, tunczykiem, sosami- wszystko się nudziło, bo pani w pewnym momencie nie mogła zniesc mysli, ze pies głodny i dawała cos zamiennego. Okazuje sie, ze teraz stoi karma, nie ma nic innego, pies o tym wie- i moze sie nie przejada, ale zjada prawie tyle, ile powinien. Pozdrawiam i będę zagladac- i by poczytac o Waszej suni i by poogladac tę slicznotkę :) Ale lisek- to moj jest bardziej ;)
  9. Młodziencze, to, ze udalo sie znalezc na szybko tymczasik nie znaczy, ze mozesz spocząc na laurach, musisz troche pobiegac na poczatku w poszukiwaniu człowieka, ktory Cie pokocha.
  10. w górę malenki, pokazuj swoj mądry pyszczek!
  11. [quote name='Kar0la']Dzwoniła dzisiaj do mnie Hania. Czaruś pojechał do fundacji. Ma tam lepsze warunki niż w schronisku jednak to nie prawdziwy dom. Dodatkowo psiak ma problemy ze zdrowiem, chyba coś z jelitami i coś z uszami. Przepraszam, ale dokładnie nie pamiętam. Śmierć Karo zupełnie wytrąciła mnie z równowagi.... Jak Hani komputer zacznie działać to sama więcej napisze.[/QUOTE] Karola:(, to znaczy, ze dom nie wypalił, czy informacja była niedokładna ?
  12. Ja trochę wiem z wczorajszej rozmowy, ale oktawia akurat się pakowała, a moj telefon cos ma nawalony głosnik- wiec tylko o skrotowe informacje dopytałam. Viktoria nadal oczekuje na mastektomię. Oktawia mowi, ze jest wyrazna poprawa w jej zachowaniu, uczucie, czułosc i opieka okazywana suni procentują- Viki na widok oktawii cieszy się, ze az piszczy, oktawia mowi, ze nie ma zadnych juz obaw, by wykonywac jakies zabiegi pielegnacyjne w bliskim kontakcie z paszczunią, psica nie okazuje jej agresji. Gryfoniki, szczególnie Dandi, ktory okazywał Viktorii poczatkowo zainteresowanie - po jej wyskokach- teraz podchodzi do niej nieufnie, ostroznie i chyba w ten sposb unika jakiejkolwiek konfrontacji, Niestety- nadal jest problem z wychodzeniem, w zasadzie pat, bo Viktoria nie chce wychodzic wcale- załatwia się w domu wyłacznie. Oktawia podkłada pod jej posłanie rózne konstrukcje z ręczników i kocy, ktore mają chronic podłogę, wiecznie to pierze, no i biega z pronto, by utrzymac w domu normalny zapach i wyglad. Akurat tego jej wspołczuje serdecznie- co zreszta mowilam w rozmowie- ja sobie po prostu nie wyobrazam tego:( Ale oktawia po prostu przyjęła Viktorię na dobre i na złe :loveu: i jest to ten aspekt adopcji Viki, z ktorym się godzi i sobie radzi :). Generalnie to, co mowila oktawia o Viki brzmiało optymistycznie bardzo :)
  13. Aniu, no tak pozwoliłam sobie :oops:, bo pisałas niedawno, juz po tym, gdy pojawił się na widoku domek tymczasowy, ze podtrzymujesz deklarację....:) Czarodziejko- ja ze swej strony także podtrzymuje deklaracje- stale 50 zł, jesli będę miała mozliwosc, to wiecej. Gdyby się cos nagłego urodziło, jakas koniecznosc leczenia- tez myśle, ze cos ekstra dodatkowego wyciagnę. Ale na 100% 50 ZŁ co miesiac.
  14. wiecie- tak sobie marze, ze mieszkam sobie w dużym miescie- takiej Warszawie np. i mam "pod ręką" wszystkich Was, dogomaniaków- Ciebie Haniu, ktorą lubią psy, Ciebie Vectra, ktora masz cierpliwosc i chcesz spiewac do smietnika, by Twoj pies przestał się go bac i ICebie Czoko, byśmy mogły sie wymieniac doświadczeniami na okolicznosc naszych psów "spokojnych inaczej" ( moj przynajmniej w domu zachowuje się cudownie i na klatce generalnie praktycznie nie szczeka ). I moze Eurasierka przyjechalabys, uczylibyśmy się, jak Twoj pies lubi sie bawic :). Wtedy mogłabym Was zebrac i uczyc mojego psa, ze inni ludzie moga być całkiem, całkiem. NIestety wsród moich znajomych nie ma wielbicieli, a szczególnie znawców psów, ktorzy wiedzieliby jak sie zachować wobec takiego nieufnego zwierzaka - i na razie nie mam pojęcia skad ja takich pozorantów ;) wezmę. Niestety ci z psami, na spacerach, niekoniecznie sa dobrym materiałem, bo w zasadzie tych ludzi uwiazanych do swoich kolegów, to Gangster nigdy sie nie bał. Eurasierka, dopiero spojrzalam na podpis, cudna ta Twoja sunia, tez musze do niej zajrzec :)
  15. Czoko, sliczna Twoja sunia jest, a barwę ma niesamowicie smakowitą. O Waszych problemach chętnie też poczytam, na razie to tylko pismo obrazkowe ( zdjecia ) przelecialam ;)
  16. [quote name='Eurasierka']Niestety, loozerka, nie masz racji :shake: Ten człowiek miał prawo przestraszyć się energicznie oszczekującego psa. Nawet małego. To ty i wyłącznie ty jesteś za swojego psa odpowiedzialna.[/QUOTE] A czy ja zrzucam odpowiedzialnosc na kogos innego? NIe. Ale dawanie dorosłemu czlowiekowi ( nawet wystraszonemu obszczekującym go , ale trzymającym dystans 8-kg szczeniakiem )[B] prawa do kopania psa [/B]to chyba przesada. Rozumiem, ze jesli ja machnełabym w jego kierunku płaszczem też miałby mi prawo przyłozyc pieścią i kopnąc? Czoko, ja własnie muszę uczyć się jego nieprzewidywalnosci.Nie mam żadnego osobistego doświadczenia z psem, nie był planowany, to taka wpadka ;). Jednak od razu, gdy do mnie trafił coś tam poczytalam ( konkretnie Fischera - Okiem psa ), by miec pojecie o tym, jak z psem zachowywać się. Mówiąc szczerze, nie miałam zadnego pojecia o tym, ze to, co go spotkało do tej chwili, moze miec nieusuwalny wpływ na jego charakter. BYyam przekonana, ze otoczenie go spokojem, odpowiednim traktowaniem da efekt w postaci pewnego siebie, zrównowazonego psa. W zasadzie upływ czasu, pojawiające się nowe zachowania, zmiany w nim w ciagu tych miesięcy dopiero uczą mnie czego po nim mozna się spodziewac. A to przeciez jeszcze nie jest dorosły pies, jego charakter jeszcze sie kształtuje. Taka sytuacja, jak wówczas zdarzyła się pierwszy raz mimo, ze codziennie na części spacerów biegał bez smyczy.TZn zdarzało mu sie takie poszczekiwanie- ale idealnie reagował na odwoływanie. Nie stanowiło to wiec problemu. Teraz wiem, ze jedno czego nie mogę być pewna- to jego zachowania, nawert jesli przez 5 miesięcy, na kazdym spacerze zachowuje się w taki sam sposób. Ale to juz wiem, teraz muszę poradzic sobie ze skutkami tamtej sytuacji
  17. Ja juz wcześnije pisalam Agnie, ze gdy czytam o zrównowazonej Fidze, to mnie zazdrosc zzera :D. Hania...jak ja bym chciala miec problem z wymyślaniem problemow z moim zwierzakiem ;). Ale i tak kocham ta lisia mordeczke i brazowe oczka... i nawet troszkę, czasami zaczyna się smiac. Czy Figa się usmiecha? Uwielbiam ten wyraz mordki u psiaka :D
  18. Dzieki Haniu za deklaracje, watek Figi, to watek Figi, i tak mam poczucie za duzo tam gadam o psiaku, ale to moj pierwszy pies, wszystko co wiem, to wiedza zdobyta na nim doswiadczalnie, na obserwacji innych psów spotykanych na spacerach, no i to, co poczytalam+konfrontowanie tego z rzeczywistością. Szczegolnie zaczełam szukac, czytać, kiedy się zorientowalam po miesiącu jego pobytu u mnie, ze nie trafił mi sie spokojny, zrównowazony pies. Bylam też na spotkaniu z behawiorystką i trochę pogadalyśmy konkretnie o jego przypadku. Dlatego często odwołuję sie do własnych doświadczeń także w rozmowach z Figą. Zofio- określenie, ze pies zaatakował dopadając do nog z jazgotem- to zdecydowanie przerysowanie, ktore zupełnie nie oddaje istoty zdarzenia i nie wynika z mojego opisu. Faktycznie podbiegł i obszczekał człowieka ( i tu przyznaje, ze niezaleznie od okolicznosci łagodzących, ktorych nie bede przytaczac, bo sa nieistotne dla mojego problemu, ze nie mając opanowanych do konca jego reakcji, nie powinnam puścic psa ), ale trzymał się w odległosci pol metra od nog, człowiek nie miał powodów, by czuc sie zagrożony- po prostu - to był zły człowiek. Inny minutę wcześniej zatrzymał się i ze smiechem powiedzial do Ganstera - no czego chcesz - i moj wariat po prostu zbastował i odbiegł w inną stronę. Jestem na siebie zła- mam swiadomosc, ze to w dużym stopniu moja wina, ale w jednakowym stopniu na tamtego człowieka. Bo zepsuł mi- właściwie bez powodów ku temu - psiaka, ktorego pracą udawało mi się po mału wyprostowywać. Co do twierdzenia, ze to człowiek powinien decydować, czym się pies bawi. Hmm, Zofio, ja szanuję Twoją wiedzę, zajmujesz sie psami od dawna i na pewno zetknęłas się z wieloma przypadkami. Jednak moim zdaniem- chwilami generalizujesz za bardzo i trochę jest to teoria. Bo każdy pies jest inny- są rasy wychowane do konkretnych celów- i ich instynkt determinuje zainteresowanie pewnymi typami zabaw. Pies myśliwski będzie uwielbiał wszystko, co imituje polowanie, pościg, a pies z ras ozdobnych moze być takimi zabawami średnio zainteresowany, cięzko mi tez wyobrazić sobie yorka w roli psa pasterskiego. Są psy, ktore z racji fizycznych i psychicznych predyspozycji swietnie sprawdzą sie w sportach, ale sa i takie ktorych nie zmusisz do agility, czy dlugodystansowych biegów za rowerem. Uwazam, że podobnie jest z zabawkami. Gangster w ogole nie był zainteresowany aportowaniem jako takim. Od poczatku olewał - mowiac mocno kolokwialnie - rzucane mu przedmioty, w tym patyki. Natomiast świetnie reagował na wszystkie zabawy, ktorych istota była pogon za czymś, ściganie itp. Stąd się wział inny moj problem, o ktorym juz pisalam- jego pęd za wszystkim co się rusza- samochody, rowery itp. Z tym zgłosiłam się do behawiorystki i ona podsunęła mi piłkę na sznurku, ktora okazała się strzałem w 10. Bo podstawową zabawą jest bieganie za nia, ale wskutek tego, sama piłka go tak zafascynowała, ze równiez zainteresowało go aportowanie, szukanie jej w chaszczach, trawach itp. Teraz to ja decyduje, kiedy sie w ten sposób bawimy i czy ją aportuje, czy za nią biega, ale do tej formy zabawy skłoniło go własnie uwielbienie dla piłki. I nie widzę powodu, by walczyć z nim, by biegał za czymś, co nigdy go nie interesowało, jesli zabawa piłką obojgu nam odpowiada, bawi nas. Przerysowując Twoją tezę, ze to własciciel decyduje, czym pies ma się bawic, zaproponuje by skłonic psa, by bawił się leżącym ciezkim kamieniem. Mozna, to zrobić? Nie sadze, ale własnie dlatego, ze generalnie w kamieniu z istoty nie ma nic zabawnego. Dla mojego psa nic zabawnego nie ma w patyku. Niestety nie jest to pies, ktory jest zapatrzony w człowieka i zrobi wszystko, co się mu proponuje. Zakazac- tak, mozna mu wiele ( nie mowie wszystko, bo to nadal szczeniak, nad ktorym pracuję i zdarzaja mu sie okresy buntu i naporu, jak to okreslam i probuje przekraczac ustalone granice ), ale skłonic, by zainteresował się tym, co go w ogole nie obchodzi- raczej nie. Być moze- gdyby od malenkiego trafił w ręce kogos, kto włożyłby w niego ogromną pracę i miał wielkie umiejętnosci, byłby inny. Tak się nie stało. Z tego co wiem, do chwili, gdy trafił do mnie w wieku 3-5 miesięcy, mieszkał w szopie, karmiony był byle czym, nikt się nim specjalnie nie zajmował, a wrecz przeciwnie - gdy trafił pod czyjeś nogi- bywał kopnięty. Przy jego wrodzonej lekliwosci-pewnych rzeczy sie juz nie odwróci. Skutkiem tego jest też jego pewne zamknięcie na człowieka- okreslono go typem psa autystycznego. Pracując z nim wykorzystuje takie metody, ktore widzę, ze skuteczne. A teraz musze nauczyc go ponownie, ze swiat z zalozenia nie jest straszny :). Macie wszyscy rację- muszę odkryc, czego on się boi. Chwilami wiem, ale sa chwile, gdy mam wrazenie, ze to lęk nie tyle przed czyms, co taki irracjonalny. Bo boi się w dokonale sobie znanym parku, ktory budzi zwykle jego radosc, gdy na obszarze hektara osłoniętego zewsząd krzakami nie ma nikogo, ani czlowieka, ani zwierzęcia. Tyle, ze jednak pies ma inny poziom słyszalnosci dzwiękow, jego swiat zapachów jest nam kompletnie obcy i moze reagowac na rzeczy dla nas niedostrzegalne. Cięzkie zadanie przede mna, bo jak mowi poeta "bierze się odpowiedzialnosc za to, co się oswoiło" i chciałabym, by moj pies był po prostu szczęśliwy. [B]Haniu :D, Bacha zamowiłam wczoraj- i resque remedy i inne, ktore mogą być pomocne. Nie zaszkodza- a jesli pomogą, bedzie super !![/B] edit: to wszystko pisalam po wypowiedzi Zofii, cały dzien w przerwach w pracy, dalszych wypowiedzi nie czytalam. to jest własnie pisanie :D nie wszystko da sie opowiedziec, szczególnie, jak sie ma problem i jak się ma psa w wieku dorastania, ktorego zachowanie się zmienia. Tzn. generalnie zawsze był nieufny, nie zaczepiał ludzi zabawowo, ale tez nie był to zajadły atak, raczej takie, "hej - nie podchodz" takie ostrzegawcze. Kilka szczeknięc i odbiegnięcie. czasem trafiało się, jak był w lepszym nastroju, ze kogos zaczepił radosnie. Ale tego człowieka wtedy zdecydowanie nie radosnie, a tak z lekiem, ale z daleka. borsaf- zaraz wrzucę Ci link na PW.
  19. Jak ja lubie obserwować te młode psiaki szalejące ze sobą- tak po przyjacielsku. Figa ma na szczęscie taką mozliwosc. A powiem Ci Haniu, ze z własnego doświadczenia, jak i wypowiedzi włascicieli innych psów widzę, ze kazdy psiak woli jako partnera do zabawy takiego troszkę wiekszego od siebie- nie wiem z czego to wynika. W przypadku mojego to mnie nawet cieszy- on wazy całe 8 kg, ale jest masywny, zwarty, taki malutki taran. gdyby miał się bawic z mniejszymi od siebie chyba umarłabym ze strachu o tamte. Jest u mnie taki roczny Yorczek skory do zabawy z Gangsterem, ale nawet się cieszę, ze własciciel nie chce go puszczac, bo taką kruszynę to chyba zmiotłby moj lobuz. Zobaczysz Haniu, jak Figa się rozchula- pewnie bedziesz miała podobne wrazenia. Zreszta pies majac do czynienia ze starszymi, wiekszymi, sprytniejszymi- szybciej się uczy- własnie tego sprtytu, zwrotów itp. MOj zrobił to dokładnie wczoraj- taka onkowata suczka uciekała przed nim dookoła płotu, byl bez szans tą samą droga, wiec zmienił kierunke wychodzac jej naprzeciwko. Tenzdobyty spryt moze oczywicie potem zadziałac p-ko nam (hehe), ale ja poczułąm wczoraj dumę !! :D
  20. Czarodziejko, do tej pory deklaracje są na 150 zł- stałych pieniędzy - pisala to AniaB, Blondella i ja tzn deklarowałyśmy po 50 zł miesięcznie. Jesli nikt więcej się nie zadeklaruje- to moim zdaniem trzeba założyć, ze nie mamy pieniędzy na karmę weterynaryjną. Chyba, ze zgłosi się ktoś, kto wyraźnie ją lub pieniądze zapewni.
  21. Vectro, to inne opisywanie wynika z tego, ze całe zdarzenie, od ktorego się to zaczeło, miało miejsce tydzien temu. Moj pierwszy post byl po pierwszym spacerze, na ktorym ten lek w takiej ostrej formie się objawił. A to, co dopisuje, to się dzieje na kolejnych spacerach, taka troche dynamiczna jest ta sytuacja, ja sama badam jego zachowanie. Na szczęscie nie jest tak zle, jak zapowiadał tamten spacer, ale z kolei widze, ze bede musiala z psem popracowac. Zofio, za podpowiedzi zmiany metod "polowania" dziekuje- poprobuje, musze z domu brac jego ulubione zabawki, bo on generalnie lubi szukac czegos, co jest dla niego atrakcyjne. Np aportowanie patyka- w ogole nie wchodzi w gre, bo patyki go nie obchodzą. Z tymi innymi metodami przyzwyczajania do ludzi tez musze pokombinowac, bo sama widze, ze to oswajanie smakolykami nie daje większych rezultatów. Tyle, ze ze wszystkim stopniowo, bo ten moj panikarz moze zmeczyc się zbyt dużą iloscią nauki....
  22. Widzisz, problem z nim jest bardzo głeboki i mowiac szczerze, nie wiem, czy kiedykolwiek do konca psiak z tego wyjdzie. Tak jak napisalam- moj pies jest naprawde pełen sprzecznosci i teraz szczególnie to widac. Na każdym spacerze potrafi być inny. Tzn bywają spacery prawie jak poprzednio tzn. jest wesoły, skory do zabawy, potrafi szalec ze mna godzinami- wczoraj 2 h uganialismy się po parku z piłką, biegalismy ( dosłownie oboje ) z innymi psami, podchodzi dosc swobodnie do włascicieli tych psów- oczywiscie zadne tam głaski itp, ale zbliza się normalnie na odległosc kilkunastu cm. Jedynie bardziej niz kiedys pilnuje, by nie podchodzic do innych przechodzących obcych ludzi, nie wiem, czemu zaczał bardzo bac się rowerzystów. Jednak sa takie spacery ( i to nie układa się dniami, lecz poszczególnymi spacerami - w ciagu dnia jeden moze być taki, dwa zupełnie inne) kiedy się po prostu boi. I ten jego lęk jest na dzis praktycznie nie do przezwycięzenia. Tzn dzieje się tak, jak pisałam w poprzednim poście, pies zamyka się kompletnie w sobie, nie reaguje mnie, a tylko rozglada się w poszukiwaniu ...no własnie, trudno powiedziec czego. Wtedy ja mogę na głowie stanąc, a on i tak jest sam ze swoim strachem. Mogę mu pod nos podtykac smakołyki- zachowuje się, jakby były niewidzialne, moge biec- zero reakcji ( normalnie uwielbia ze mną biec ), ma ukochaną piłkę na sznurku, na widok ktorej, w kazdej innej sytuacji az chodzi z radosci i chęci zabawy - jesli ma ten stan lekowy- kompletnie na nią nie reaguje. W zasadzie wtedy wychodzi na parenascie metrów od klatki, załatwia się i zawraca- i idzie wprost pod klatkę. Zadne bodzce zewnętrzne -ani te, ktore ja mu oferuje i zwykle przebijają wszystko swa atrakcyjnoscią, ani ukochany psi kolega nie jest w stanie wyciagnąc go na dłuższy spacer. Zupełnie nie wiem, od czego zalezy ten jego stan. Nie ma reguły, ze rano jest zastraszony, a po poludniu, czy wieczorem nie. Na pewno nie jest to reakcją na moje zachowanie, czy odczucia, obawy, bo w zasadzie takowych nie zywie przed wyjściem. Jestem typem osoby, ktorej wszystko szybko przechodzi- złosc, strach itp. nie rozwazam godzinami takich uczuc. Wychodząc na spacer nie zastanawiam się,czy dzisiaj będzie się bał, w zasadzie na nic się nie nastawiam- tylko normalnie, dosc energicznie ide z nim. Reaguje dopiero na jego ewentualne zachowanie. Nie ma na to wpływu tez to, co się dzieje na zewnątrz. Bywa tak, ze nie ma w ogole ludzi, gdy wychodzimy, nie jezdza samochody- a on sie potwornie boi, a bywa tak, ze jest sporo przechodniów, z parkingu pod klatką ruszają samochody- a on w miarę swobodnie wychodzi na spacer. Obserwując go przyjęłam zasadę- jesli ma ten stan lekowy- po prostu nie ciagne go na siłe, jesli widze, ze nie chce gdzies isc- nie kieruje się tam, jesli chce wracac do domu- wracam z nim- cały czas oczywiscie stwarzając wrazenie, ze to był moj pomysł. Uznałam - w oparciu o przeczytane pozycje, ze pies to nie człowiek i nie ma co go przełamywac, wtedy gdy panicznie się boi. Zreszta- z uwagi na to jego "zamykanie się" własciwie nie wiem, jak miałabym to robic, chyba musialabym go ciagnac tam, gdzie nie chce isc. Wszystkie opisane przez Ciebie metody- oczywiscie w przełożeniu na to, co moj Gangster lubi- po prostu w tych jego stanach nie działają. Natomiast wykorzystuje do maksimum te spacery, podczas ktorych zauwazę, ze on sie nie boi. Wtedy wybawiam się z nim do ostatnich potów, korzystam z mniejszego lęku przed ludźmi i nadal, a właściwie od nowa go z nimi oswajam, daje mu swobodę poznawania rzeczy, które ma ochotę poznac – bo teraz nawet do większego kamienia potrafi podejść z dużą nieufnością. Mam nadzieję, ze ta metoda poskutkuje, ale na pewno trzeba czasu, by wrócila mu choć czesc dawnej ( przyznaje i wówczas nie największej ) pewności siebie. Z tym zaufaniem wobec mnie - może ja go zle oceniam, może przeceniam siebie, ale nadal uwazam, ze to nie jest tak z tą jego nieufnością. Tzn. przed tym całym zdarzeniem, jak i teraz na tych prawie normalnych spacerach Gangster zachowuje się tak, jak opisujesz tzn. gdy czegoś się przestraszy, gdy się obawia za bardzo ekspansywnego psa on chowa się właśnie za moimi nogami, ustawia się tak, bym była barierą miedzy nim, a tym czymś. Ten jego brak reakcji na mnie- w tym także w sytuacji zagrożenia – dotyczy tylko tych stanów przerażenia, zamykania się. To ciezko opisac, ale to taki stan zbliżony do ludzkiej paniki, histerii, gdzie jest się wyłącznie ze lękiem. Takich metod jak pocieszania psa, czy zagłaskiwanie w sytuacji, gdy on się boi oczywiście nie stosuje i nie stosowałam nigdy :). A z tym spuszczeniem ze smyczy teraz jest tak, ze chodzi wolno wyłącznie, gdy widzę, ze się nie boi i wyłącznie, gdy już jesteśmy w parku, czy lesie. Wyjątkowo, gdy na pobliskiej łące spotkamy psa-kumpla i chłopaki maja nastrój do pobiegania. W pozostałych wypadkach smycz, wtedy gdy się boi mam wrażenie, ze smycz dodaje mu nawet pewności siebie. Tyle, ze on jest na flexy, wiec jest to 5 m względnej swobody dla niego i dla mnie możliwość obserwowania bezingerencyjnego jego zachowania. I chyba nigdzie nie napisalam, ze puszczam go samego, w tym miejscu, gdzie miało miejsce zdarzenie. Jesli w ogole chodzimy w ten rejon to tylko na smyczy z zachętami, a najczęściej Gangster w polowie drogi w tamtym kierunku zawraca, nie ciągnę go na siłe, a zachęty nie dzialają. Zdarza się nam tamtedy przechodzic, gdy wracamy ze spaceru i podchodzimy tam inną drogą. Wtedy nie oponuje i idzie normalnie. Staram się wtedy jak najintensywniej z nim tam bawic. W ogóle dzieki za zainteresowaniem tematem, kazda podpowiedz jest wazna dla mnie, choć widzę, ze jak u człowieka- każdy przypadek jest trochę inny :D. Wiesz :D, dobre aktorstwo polega tez na tym, ze człowiek sam siebie przekonuje, do tego co gra. I jesli nawet w jakimś momencie - gdy pies ma odruch oporu i nie reaguje na moje polecenie- złoszczę sie wewnętrznie, to z chwilą zareagowania ja naprawde pozytynie to przyjmuje. Jesli akurat tak sie zdarzy ( a bywa to naprawde rzadko ), ze nie przyjdzie na zawolanie za pierwszym, a za 7 razem, to chyba przekonywująco nadaje radosny, optymistyczny ton glosowi, bo psiak po prostu biegnie z radoscia, merdaniem ogona i podskakuje radosnie po przybiegnięciu. Wiec chyba nie "slyszy" tego, co mi się tam kłebi na dnie ;).
  23. :loveu: :loveu: sa po prostu przeboskie, jak ja załuje, ze moja siostra, ktora tam u Was mieszka, nie chce psiaka :( Z allegro tez pomoc nie moge, ale poszukam na mapia dogo i moze kogos znajde :)
×
×
  • Create New...