To jest dokładnie taki przypadek... płacimy tylko za materiały. Ale idzie ich olbrzymia ilość.
Za czas nie da się zapłacić, to musiałoby kosztować miliiony.
Zapytam wetkę co myśli.
O tych od Larysy mówiła że dzięki nim nie będzie juz musiała klęcząc obmywać tych ran po 4 godziny dziennie, opatrunek zadziała za nią.
Dziękuję Elurin.
Dzisiaj przejeżdżałam tamtędy autobusem i widziałam dwa duże owczarkowate psy biegające poboczem i prawdopodobnie sukę... żeby tylko nie doszło do następnego nieszczęścia .
Bratanek naszej wetki własnie pojechał w jakichś sprawach do Warszawy, kurczę może uda się połączyć wysiłki i Elurin ie bedzie musiał jechać tyle kilometrów a tylko do Warszawy...
Synek je i macha ogonkiem... będzie dobrze, na pewno.
Dzisiaj dowiedziałam się że Synek przybłakał się jakiś czas temu do tej hurtowni, więc to nie był bezdomny niczyj pies, ale ich, przygarnięty!
Larysa mieszka w Warszawie. W sumie rozwiązaniem byłoby podanie tego komus kto jedzie do Pomiechówka pociągiem, a może jeśli nie będzie jak to ja pojadę do Warszawy w czwartek...
Oj to zbyt skomplikowane jak dla mnie. Ale zakłada się je raz na 3 dni i one wszystko trzymają w dobrej wilgotności i nie dają się rozwijać bakteriom beztlenowym. A tu chodzi o uratowanie kości.
O ile nie bedzie jakichś powikłań to rzeczywiście zaplecze jest.
Słuchajcie pojutrze po 16 do Larysy przyjadą nowoczesne opatrunki da Synka. Jest szansa że zatrzymają martwicę.
Czy ktoś z autem mógłby je podrzucić do Pomiechówka?
Za chwilę uzupełnię pierwszy post.
Synek ładnie je, dostaje siekane mięsko wołowe, podobno najlepsze dla rekonwalescentów. Podzwania kłem o miskę...
Ale dobrze sobie z jedzeniem radzi.
Teraz trzeba bacznie obserwować kość. Jak się pojawią martwicze plamki będzie źle. Ale na razie nie ma! Dlatego trzeba koniecznie pilnie obserwować i być czujnym. No i starać się zachować jak największą część mięśnia.