Mówi się, że czas leczy rany. Z pewnością tak jest, tylko ile tego czasu potrzeba.
Cały czas pamiętam wydarzenie sprzed półtora roku. Szliśmy sobie na spacerek. Zawsze gdy szedł z przeciwka ktoś z siatkami skracałem smycz. Ty tak lubiłaś zaglądać do siatek i ryć tam noskiem. Tego dnia jakoś o tym zapomniałem. Kiedy zorientowałem się co się święci ty już ryłaś nochalem w siatce starszej pani. Zamarłem i czekałem na to, co pani powie. Czekałem na litanię na temat tego co pani myśli o psach, ich właścicielach itp...
Nic takiego się nie stało. Przemiła staruszka zaczęła Cię głaskać i powiedziała żebym się nie przejmował. Zaczęła opowiadać o swojej suczce, którą miała w czasie okupacji. Mówiła, że była taka sama jak ty i też taka milutka. Widziałem, że dla tej pani odżyła pamięć o jej psiaku, widziałem jak jej smutno. To było tak niedawno. Wówczas byłem pewny, że przed nami jeszcze wiele, wiele lat.
Od tamtego dnia minęło tylko półtora roku i dziś mogę tylko wspominać miłą, kochaną sunię