-
Posts
70960 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
276
Everything posted by Radek
-
Noreczka uwielbiała bawić się z innymi psiakami. Nawet gdy już chorowała podchodziła do swoich znajomych i machała ogonkiem. Przez całe życie tylko raz nie chciała się bawić. Naszczekała nawet na zwierza, który zachęcał ją do zabawy. Tego dnia był ogromny upał, żar lał się z nieba. Norcia nie lubiła gdy było gorąco, od góry była czarna, więc nagrzewała się od słońca. Wyszliśmy na spacerek, Norcia zrobiła, co potrzeba i powolnym krokiem wędrowała w stronę drzew, żeby poleżeć sobie w cieniu i poskubać trawkę. Nie zdążyliśmy dotrzeć do cienia, podbiegł do nas labrador, cały mokry po kąpieli w pobliskich stawach i strasznie wesoły :) Z rozpędu wpadł na suńkę i zaczął zachęcać do zabawy. W normalnych warunkach Nora zaczęła by się z nim ganiać, bawić, ale nie przy trzydziestostopniowym upale. Labrador został obszczekany w sposób nie pozostawiający wątpliwości :evil_lol:. Pani, która z nim spacerowała skwitowała całą sytuację śmiechem i powiedziała, że z nim już żaden pies nie chce się bawić :lol:
-
Z Saruśką jest już wszystko w porządku. Wciąż jest słaba, spacerki nie są zbyt długie, ale za to apetyt dopisuje :) Na pełny powrót do formy muszę poczekać jeszcze około półtora tygodnia. Tyle czasu potrzebuje organizm małpiszonka żeby w pełni dojść do siebie. Teraz mogę już napisać na spokojnie. Sytuacja po pierwszej operacji była nieciekawa. Odebraliśmy suńkę z rana, operacja była wieczorem. Przez noc nie było widać nic niepokojącego. Krew w porządku, temperatura też. Była oczywiście osłabiona, trochę otępiała po narkozie, ale z godziny na godzinę było lepiej. Chodziła po mieszkaniu, wmeldowała się na łóżko :) Bardzo zaniepokoiło mnie to, że po południu Sarunia zaczęła się gorzej czuć. Zrobiła się osowiała, ogólnie wyglądała gorzej, niż po odebraniu jej z kliniki. Szybciutko zawieźliśmy ją z powrotem do lekarza, pod lecznicą nie miała już siły wyjść z samochodu. Została wniesiona na noszach. W tym czasie lekarze przygotowali dla niej gabinet. Szybko zmierzyli temperaturę, pobrali krew i zrobili USG. Okazało się, że suńce zbiera się płyn w brzuchu :roll: Wyniki krwi okazały się nie najlepsze. Szybko przygotowali salę operacyjną, w międzyczasie Saruśka dostała leki wzmacniające. Nie pozostało nam wtedy nic innego, niż pojechać do domu i czekać na telefon z wynikami operacji. Operacja trwała ponad 2,5 godziny. Później w rozmowie z lekarzami dowiedzieliśmy się, że u Sary wystąpił krwotok z naczynia zaopatrującego jedną z nerek. Kiedy zadzwonił telefon i dowiedzieliśmy się, że operacja się udała popłakałem się z radości, ale i z obawy. Na wieści o stanie zdrowia musieliśmy czekać do rana. Ciężka to była noc. Rano wiadomości się opóźniły, a później okazało się że jeszcze nie mogę Saruśki odebrać. Całą noc była pod kroplówką i na lekach. W szpitalu chcieli ją jeszcze poobserwować, podać kroplówki i zrobić badania krwi. Odebraliśmy suńkę bardzo słabiutką. Osoba, która brała udział w operacji, a później siedziała z małpiszonkiem w nocy powiedziała, żeby jeszcze przez trzy dni bardzo na sunię uważać. Dopiero po trzech dniach mieliśmy pewność, że sytuacja jest opanowana. Dziś jest już zupełnie dobrze, to, że były problemy widać jedynie po dziąsłach i spojówkach - są jeszcze blade i troszkę czasu upłynie zanim wrócą do normy. Nie wiem co by było, gdyby nie szybka reakcja i wspaniali lekarze. Sara jest bardzo dobrze znana w lecznicy :) Gdy z nią przychodziliśmy na zastrzyki i kontrole każdy z lekarzy chciał ją zobaczyć i dowiedzieć się jak się czuje. Bardzo miła sytuacja miała miejsce gdy odbieraliśmy Sarunię po drugiej operacji. Wydawała nam ją pani doktor, która siedziała z nią w nocy po operacji. Sara jest nieufna w stosunku do ludzi, a lekarkę bardzo polubiła. Zostałem na chwilkę z suczydłem w pomieszczeniu, gdzie dochodziła do siebie, a pani doktor poszła po leki i nowy fartuszek, gdy wróciła Sara przywitała ją machaniem ogona :) Nie wiem co jeszcze dodać. Cieszę się bardzo, że wszystko jest dobrze. I jestem bardzo wdzięczny całemu personelowi kliniki, a w szczególności trójce lekarzy, którzy operowali ją po raz drugi. Teraz nasze szczęście jest wesołe i zdrowe. Muszę zrobić fotki bez kubraczka i podzielić się z Wami swoją radością :)
-
[quote name='justynavege'] dzis wet ogladał kiel Rybaczka bo lekko przebarwiony na razie nie zalecil usuniecia nakazał obserwowac[/quote] Co się stało z rybaczkowym kłem? Tak "sam z siebie" zaczął się przebarwiać.
-
Zurdo, nie zrobiłaś niczego złego. Nie każdy ma możliwość pochowania swojego przyjaciela. Najważniejsze, że byłaś z Nią do końca. Dałaś jej swoją miłość, wiele lat wspólnego życia. To przecież dużo ważniejsze od tego, co mówią inni.
-
Kto wypatrzy Dingusia?
-
Taka fajna Myszka, może wreszcie szczęście uśmiechnie się do niej.
-
Romus za TM (*) zabity przez samochod,Jula też za TM [*]
Radek replied to Tigraa's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Ładnych parę dni nie mogłem zajrzeć do Juli, a tutaj pokazuje się cień szansy. Do Wielkanocy niedaleko, jeśli Pani się zdecyduje to byłoby super. Do szczepień itp oczywiście się dorzucę. Napiszcie czy dalej Julcię ogłaszać? -
[quote name='yewcia1'] Widać, ze Saruśka Radka już zdrowa, bo i Radek cześciej odwiedza uciechowskie psiaki.[/quote] To prawda, Saruśka ma się coraz lepiej. Dzięki temu będę mógł zaglądać częściej do uciechowskich psiaków :) Fajnie, że Piko robi postępy.
-
Pikuś - szczekacz ponownie na Allegro. [url]http://www.allegro.pl/show_item.php?item=168321148[/url]
-
Sarunia może już jeść normalnie :) Trzeba suczydło odkarmić, bo wygląda jakbym ją głodził ;)
-
Saruśka przy zdejmowaniu szwów była przerażona. Bardziej tym, że musiała być położona na stole, niż samym wyciąganiem szwów. W sumie jednak była bardzo dzielna. Po wszystkim wyrwała się z gabinetu z taką energią, że trudno byłoby uwierzyć, że jeszcze niedawno nie było najlepiej. Po "rozpakowaniu" małpiszonka z fartuszka ukazała nam się sunia chuda jak przecinek ;) Najpierw głodówka, później dieta zrobiły swoje, ale, rzecz jasna, popracujemy nad tym :) Za miesiąc musimy zrobić badania krwi, żeby się upewnić, że wszystko w porządku. Jutro/pojutrze postaram się napisać coś więcej odnośnie całej sytuacji po sterylce.
-
Kciuki będą potrzebne nie tylko Sarze, ale też i dla mnie;) (już się denerwuję jutrzejszym wyciąganiem szwów) Saruśka dochodzi do siebie, jest takim łakomczuszkiem, że w głowie się nie mieści. Będziemy musieli bardzo uważać, żeby nie zrobić z małpiszonka grubasa ;) Byliśmy dziś u mojej mamy, Sara wędrowała za mamą jak cień. Cały czas próbowała coś smacznego wytargować. Widać, że jest już silniejsza, więcej chodzi i wciąż domaga się pieszczot.
-
Spanie na podłodze ma swoje dobre strony. Jest o wiele więcej miejsca :) szczególnie gdy śpi się z psem jest to ważne. Saruśka dziś już antybiotyku nie dostaje. Jeśli wszystko będzie szło tak, jak teraz, to w niedzielę jedziemy zdjąć szwy. Brzuszek goi się bardzo ładnie. Sarunię znają wszyscy lekarze w klinice, kiedy czekamy na swoją kolejkę podchodzą, zagadują i widać, że cieszą się z poprawy. Od wczoraj możemy dawać suńce kości na zęby (tylko na razie w małych ilościach). Mieliśmy dziś problem z wyjściem na spacerek. Nie działała winda, a małpiszonek nie może jeszcze chodzić po schodach. Ubrałem sunię, siebie i czekałem... Co 5 minut wychodziłem na klatkę i sprawdzałem czy winda "załapie". Przy którymś wyjściu udało się, więc biegiem do domu, kurtka na ramię i do windy. W powrotnej drodze też nie obyło się bez niespodzianek, dwa razy winda stanęła (na szczęście ruszyła). Kiedyś nie zwracałem uwagi na działanie (lub nie) windy. Zmieniło się to od czasu choroby Norci. Teraz patrzę na windę jak na wielkie ułatwienie dla chorego psa.
-
Sarunia od dziś nie musi już być na diecie :multi: Dostanie normalny obiadek. Przysmaki na razie są jeszcze na liście produktów zabronionych :roll: Wczoraj u lekarza Saruśka skakała na drzwi i drapała, żeby wydostać się z gabinetu. Wygląda na to, że idzie ku dobremu. Wieczorkiem lekarz powie nam czy już możemy spać na łóżku (to znaczy, czy małpiszonek może, ale to jednoznaczne. Na razie śpimy na podłodze)
-
Bezinteresowna psia miłość. Kto zdecyduje się na jej przyjęcie?
-
Śliczny, to mało powiedziane :) Jak to możliwe, że nikt go jeszcze nie wypatrzył?
-
Może to nie egoizm, a miłość? Trudno pogodzić się ze stratą przyjaciela, a psiaki żyją tak krótko :shake:
-
Kiedy poszedłem oddać do lecznicy leki, które Norci już nie były potrzebne :-(, zobaczyłem w oczach pani doktor łzy i uszłyszałem "to była wyjątkowa sunia" Są psy, których nie można nie kochać. Z lektury tego wątku widzę, że Rasta była jednym z nich. Dlaczego tak ciężko jest mówić o odejściu przyjaciela?
-
To prawda Szajbus. Nasi pożegnani przyjaciele mają miejsce w sercach już na zawsze. Nawet nie miałem kiedy zajrzeć do Norci. Przez ostatnie dni drżymy o Sarunię. Na szczęście chyba już niebezpieczeństwo minęło. Norasku, pamiętam cały czas [*]
-
Jeszcze do czwartku (może piątku) podajemy antybiotyki, a w sobotę zdejmujemy szwy. Mam nadzieję, że przed nami pozostanie już tylko rekonwalescencja. Już jutro będziemy mogli spać we własnym łóżku, a nie na podłodze, kończy się zakaz wchodzenia na łóżko. Wczoraj Saruśka bardzo nas rozbawiła. Podjechaliśmy do lecznicy i małpiszonek wyszedł z samochodu. Gdy tylko się rozejrzała i zobaczyła gdzie jest szybciutko wróciła na siedzenie i nie dała się wyciągnąć z samochodu. Gdy już udało się suńkę skłonić do wyjścia, za nic nie chciała wejść do budynku :) Chyba nie za bardzo lubi tam chodzić ;)
-
Wczorajsza niedostępność Dogo była uciążliwa, nie mogłem napisać nic o Saruni ;) Wczoraj wieczorem oglądał małpiszonka doktor, który operował ją po raz drugi. Stwierdził, że jest lepiej. Po wynikach krwi wygląda, że Sarunia powoli zaczyna się regenerować. Dzisiaj zdecydował, że od jutra odstawiamy czopki :) (Sunia się ucieszy) Wciąż nie mogę dojść do pełnej równowagi po sporej dawce stresu.