-
Posts
593 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by joannasz
-
[FONT=Times New Roman]10.07.2007 wtorek[/FONT] [FONT=Times New Roman] [/FONT] [FONT=Times New Roman] Uff, co za ulga, kiedy człowiek pozbędzie się zaległości. Mam paskudny zwyczaj odkładania wszystkiego, co mnie dotyczy, na ostatnią chwilę, a nawet dłużej. Kiedy po dwóch miesiącach wysłałam wreszcie skierowanie na rehabilitację, od razu zrobiło mi się lepiej. Czas był najwyższy nie tylko dlatego, że dopiero teraz zacznie się półtoraroczne oczekiwanie, ale i dlatego, że skierowanie, mimo iż nosiłam je w kalendarzu, szybko nabierało patyny w postaci licznych zagięć, wystrzępień i plam po kawie. W rezultacie gdy je skserowałam, kopia wyglądała jak zrobiona ze starodruku. [/FONT] [FONT=Times New Roman] Wysłałam też próbki tekstu o Garecie do dwóch wydawnictw. Niestety, na żywca, chociaż obiecywałam sobie, że trochę to podrasuję. A, niech tam. Też mi ulżyło. Przynajmniej będę mogła usprawiedliwić się we własnych oczach, że zrobiłam wszystko, co mogłam. Albo prawie wszystko. W razie czego wydawnictwo Pawła książkę o Garecie wydrukuje, ale nawet jeśli policzy mi po przyjacielsku i sprolonguje spłatę, pytanie, czy uda mi się za ten druk zapłacić. Na razie Paweł wziął pierwszy tom na płycie, żeby rzucić okiem w wolnej chwili. [/FONT] [FONT=Times New Roman]Odwiedził nas w sobotę, żeby zabrać korektę informatora. Garet namierzył go już za furtką. Chyba jednak ma zdolność rozpoznawania dobrych ludzi, bo nie miał nawet sekundy wahania. Podjął niezwykle energiczne, acz daremne próby rzucenia się Pawłowi w objęcia. Daremne dlatego, że Paweł ma prawie dwa metry wzrostu. [/FONT] [FONT=Times New Roman]-Na litość boską, zakładaj z powrotem te buty! Oszalałeś? U nas butów się nie zdejmuje. [/FONT] [FONT=Times New Roman]Paweł, widocznie wytresowany przez żonę, uparł się, żeby chodzić w skarpetkach, wstępnie białych. Niby Garecik też ma białe skarpetki, ale one posiadają funkcję samooczyszczania. Na razie wszystkie wylądowały na Pawle, rozpaczliwie spragnione czułości. Pawła otacza aura pogody, ciepła i dobroci, toteż specjalnie się Garetowi nie dziwiłam, chociaż mitygowałam go trochę dla przyzwoitości, na co w ogólne nie zwracał uwagi. Widocznie chciał udowodnić, że to, co Paweł mówi o nadpobudliwości swojej malamutki, to wierutna bzdura. Udało mu się w stu procentach. [/FONT] [FONT=Times New Roman]-Nie wiem, dlaczego mi się wydawało, że Sara to gejzer energii – roześmiał się Paweł, gdy Garet, po kolejnym upomnieniu, wlazł na mnie i przewiesił się przez poręcz fotela do Kai, żeby móc swobodnie odgryzać jej rękaw. Sapał przy tym, jęczał i przewracał oczami. –Przy nim to ona jest po prostu flegmatyczna. [/FONT] [FONT=Times New Roman]Garet porzucił Kaję, wszystkimi łapami przemasował mi jelita i wrócił do Pawła, który usiłował skupić się nad problemami, które ostatnio pojawiły się w naszych laptopach. [/FONT] [FONT=Times New Roman]-Ale klawiaturę, to ty masz! – powiedział z podziwem, odsuwając delikatnie dyszącą, zębatą paszczę sprzed wyświetlacza. Garet z szerokim uśmiechem i wyrazem absolutnej błogości na pysku ociekał Pawłowi na rękę. Dopiero teraz zauważyłam, że straszliwe zęby naprawdę przestają się mieścić i zaczynają tworzyć dodatkowy rząd. Trzonowce na zakładkę. Boże. [/FONT] [FONT=Times New Roman]-Basenik macie, widzę – Paweł po wydobyciu się z objęć Gareta podszedł okna. Garet natychmiast zaczął włazić na parapet. [/FONT] [FONT=Times New Roman]-To tylko duży zbiornik na deszczówkę – sprostowałam. –Nie ma go kto zamontować. Do żadnych prac fizycznych nie mogę znaleźć człowieka…[/FONT] [FONT=Times New Roman]-Ojjjojjoj!!! – wrzasnął Paweł. Spojrzałam na niego zdezorientowana. Czyżby tak empatycznie zareagował na moje problemy? Ale dlaczego trzyma się za stopę?[/FONT] [FONT=Times New Roman]-Nadepnąłem na coś ostrego – wyznał z bolesnym uśmiechem. [/FONT] [FONT=Times New Roman]-Mówiłam ci, nie zdejmuj butów…[/FONT] [FONT=Times New Roman]-Brawo, mamuś – parsknęła Kaja zjadliwie. –Twoja pułapka na koty![/FONT] [FONT=Times New Roman]-Och. Cholera. Paweł, przepraszam cię… Zrobiłam takie chodniczki nabijane gwoździami, żeby koty nie właziły mi pod meble i nie lały… O, widzisz, takie jak ten. Tyle, że na kotach nie robią żadnego wrażenia. A tak się cieszyłam, kiedy wtykałam te gwoździe, że wreszcie znalazłam sposób![/FONT] [FONT=Times New Roman]-Sposób jako taki jest niezły – przyświadczył radośnie Paweł, kiedy przestał pocierać ranną stopą o drugą, na szczęście zdrową. Dzięki Bogu za jego pogodne usposobienie. Pozostało mi mieć nadzieję, że nie dostanie tężca. Gwoździe są nowiuteńkie, miedziane, a miedź chyba działa jakoś leczniczo?... [/FONT] [FONT=Times New Roman]Porzuconego przez Pawła Gareta ukoił dopiero spacer. Ukoił, ale nie uspokoił, bowiem zaplątane we wszystkie trawy i krzaki feromony dodały mu takiego kopa, że po zryciu wszystkich siedzisk w domu udał się truchtem na poszukiwanie partnerki. Albo partnera. Bardzo był zdesperowany i było mu wszystko jedno. [/FONT] [FONT=Times New Roman]Kaja odebrała mu wełnianą poduszkę z leżaka, potem z krzesła babci, wreszcie swoją. Biedny psiaczek boleśnie godził się z kolejnymi stratami, ale z właściwym sobie optymizmem podejmował następne próby. Nowa wełniana poduszka zapakowana jako prezent dla Iwony też była fe, zimowa rękawiczka Kai bardzo fe! A jej podkoszulek – po prostu zgroza! Z tym, że już było za późno. Garet, dopóki mógł, hamował swoje chucie, a gdy żadna z jego wybranek nie uzyskała naszej akceptacji, mimo iż prezentował je kolejno z wyczekującym, radosnym uśmiechem, z koszulką związał się bez naszej zgody. [/FONT] [FONT=Times New Roman]-Garecik, uspokójże się, zmęczony jesteś, oczy ci się zamykają! Chodź do łóżeczka – zachęcałam, układając się na kanapie. Garet kwiknął i pobiegł pootwierać drzwi. Podgrzewane podłoże najpierw zwabiło Perłę, potem Kolesia. Gacia skromnie ułożyła się na poręczy fotela, nad moją głową. Za chwilę przydreptała Liszka, obrzuciła bacznym jasnozielonym spojrzeniem tłok na moim brzuchu i wycofała się. Garet uwalił się przy kanapie. Zwiesiłam rękę i drapałam go po brzuszku. Drugą dłoń zanurzyłam w Gaci i zdrzemnęłam się na chwilę. Koleś dość szybko porzucił mnie dla włączonego telewizora. Widocznie słabiej grzałam. No i leżąc na mnie nie mógł podziwiać swojej urody równocześnie w trzech lustrach. Nawet idiotyczne reklamy mu nie przeszkadzały. [/FONT] [FONT=Times New Roman]-Co to jest, specjalny kobiecy przewodnik telewizyjny? – zirytowała się Kaja. –Czym różni się od innych?[/FONT] [FONT=Times New Roman]-Ma cycki – warknęłam, wydobywając się spod Perły. Na szczęście obejrzane po raz nie wiadomo który „Cztery wesela i pogrzeb” poprawiły nam humory. [/FONT] [FONT=Times New Roman]Niedziela nadeszła zdumiewająco słoneczna. Pogoda idealna, z chłodnym wiatrem niwelującym skutki upału. Dzięki przyjazdowi Iwony mogłam zrobić większe zakupy w swoim ulubionym hipermarkecie położonym w odległej części miasta. Po obiedzie ogarnęło mnie znajome znużenie. Powlokłyśmy się na leżaki. Garet był w rozterce, bo Kaja siedziała w domu nad swoją pracą dla inkubatora przedsiębiorczości. Szło jej dość powoli, stworzyła tylko sześć stron i dopiero Koleś błyskawicznie dorobił kolejne czterysta pięćdziesiąt, gdy zainteresował się Linksem w Wordzie i wlazł na klawiaturę. [/FONT] [FONT=Times New Roman]Kiedy Iwona wyjechała, a Kaja poszła do kościoła, osieroceni, zeszliśmy z Garysiem do ogródka. Obejrzałam wiśnię, którą spokojnie obrywa nam ojciec sąsiada, przełażąc przez ogrodzenie. Ta połowa gałęzi, która zwiesza się przez siatkę, widocznie jest mniej atrakcyjna. Przytłoczyła mnie myśl o ogromie pracy do zrobienia przy całkowitym braku chętnych. Ze znaków zrobionych przez geodetę wynika, że muszę o osiem centymetrów przesunąć ogrodzenie, a o pół metra bramę. I to jak najszybciej, zanim powstanie otwarty konflikt. Tym bardziej, że jakoś mi ubyło z takim trudem zdobytych worków z piaskiem. Przypomniało mi się wielkie opakowanie styropianu, którym miałam ocieplić ganek, a którego nie udało mi się odzyskać. Od razu zrobiło mi się gorąco. Kiedy moja myśl konsekwentnie powędrowała na drugą stronę domu, gdzie trzeba odkopać i uszczelnić fundament wokół rury kanalizacyjnej, wyciąć kawałek ogrodzenia i założyć w nim furtkę, zabudować jedną ścianę ganku i wyburzyć drugą, a w niej umieścić nowe drzwi wejściowe, poczułam potrzebę działania. Rozejrzałam się dziko wokół, ale mój wzrok odbił się od dwumetrowej ściany chwastów. Kosiarka, podkaszarka, piła łańcuchowa, może kombajn i robot? No nie, są jakieś granice śmieszności. Sapiąc ze złości rzuciłam się na tę dżunglę. Najpierw oczyściłam pas o szerokości dwóch metrów. Potem obiecałam sobie, że tylko do brzozy. Ale kiedy przypomniałam sobie, że gdzieś tam, w tym gąszczu, umierają jodła i sosna, postanowiłam je odkopać. Garet konsekwentnie przenosił się co chwilę na nowe kawałki gołej ziemi. Wśród mrówek i winniczków powstało duże zaniepokojenie. Samochody ryczały, a w kilkusekundowych przerwach zabierały się do roboty koniki polne. Cholera, jak ja nie znoszę tego miejsca! To idealna lokalizacja na sklep czy firmę, ale do mieszkania się nie nadaje. [/FONT] [FONT=Times New Roman]Półtorej godziny później dotarłam do kępy kolorowych klonów i dałam spokój. Wystarczy jeszcze jeden, godzinny przypływ frustracji i będzie po robocie. Zapiaszczony Garet gdzieś znikł, a ponieważ nigdzie go nie mogłam znaleźć, domyśliłam się, że poszedł z Kają na spacer. Akurat zdążyłam się wykąpać i stwierdzić, że jedne drzwi kabiny się już nie domykają, a brodzik się zatkał, kiedy wrócili. Garet, podniecony zapachami, po pobieżnym powitaniu runął w głąb pokoju, żeby sprawdzić, czy w międzyczasie nie pojawiła się tam jakaś atrakcyjna, czworonożna dziewczyna. Oburzony ryk Gaci dowodził, że wszystko po staremu. Za chwilę dobiegł mnie łoskot i wrzask Kai. [/FONT] [FONT=Times New Roman]-Co wy tam, u diabła, robicie?! – zdenerwowałam się.[/FONT] [FONT=Times New Roman]-To nie my! – odkrzyknęła Kaja. –Garet robi z twoją bluzą od dresu małe, czerwone bluzeczki![/FONT] [FONT=Times New Roman]Koleś, w ostatniej fazie obłędu, przygalopował z pokoju Ireny, stanął na dwóch łapach, zręcznie otworzył drzwiczki jednej z szafek, wskoczył do środka i zaczął łomotać garnkami. Za chwilę jego śladem wpadła Liszka, rozejrzała się oszalałym wzorkiem, wskoczyła na blat kredensu, zawyła i rzuciła się na podłogę z hukiem worka cementu. [/FONT] [FONT=Times New Roman]-Wynocha stąd! Na dwór! – wrzasnęłam pryskając raidem na wszystkie strony. Dwie ostatnie muchy pospiesznie zrobiły rachunek sumienia… [/FONT] [FONT=Times New Roman]Na poniedziałek miałam w planie drukarnię i ostatnią korektę informatora. Przedtem, o słonecznym świcie, postanowiłam zrobić badania, czego szczerze nienawidzę. Nie dlatego, że boję się igieł, chociaż przy moich żyłach powinnam. Zawsze obawiam się tego, że oto wyjdzie na jaw jakaś paskudna, czająca się do dawna choroba i wreszcie moje ponure przewidywania przyobleką się w ciało, co sprawi mi nikłą i krótkotrwałą satysfakcję. [/FONT] [FONT=Times New Roman]Ponieważ udawałam się w innym niż zazwyczaj kierunku, do minibusu wsiadałam przed domem. Garet szlochał dramatycznie po drugiej stronie ogrodzenia. Co za świństwo, żeby porzucać psa po tym, jak wiernie, kiwając się z niewyspania, towarzyszył mi przez całe pół godziny przygotowań! [/FONT] [FONT=Times New Roman]Serdecznie uściskałam dawno niewidziane koleżanki i opłakałam wymianę drewnianych drzwi z kryształowymi szybami na szczelne, plastykowe. Co ja bym dała za te szyby! Ciekawe, czy je ktoś docenił, czy wylądowały na śmietniku. Stawiam na to drugie. [/FONT] [FONT=Times New Roman]-Nie mogłaś więcej nasikać? – koleżanka kierowniczka spojrzała krytycznie na pojemniczek z moczem. [/FONT] [FONT=Times New Roman]-I tak przypomniałam sobie w ostatniej chwili. Śniło mi się, że Irena precyzyjnie tnie piłą trupa mojego brata, a ja, jako ruchliwe zwłoki, biegałam boso po jakimś oblodzonym placu i szukałam ubikacji. Po takich traumatycznych przeżyciach ledwie zauważyłam ten słoik… [/FONT] [FONT=Times New Roman]-Aha, czyli wszystko po staremu – mruknęła Nata, beznadziejnie poklepując moje miejsce na żyłę łokciową. –Pracuj tą ręką, pracuj, nic tu nie masz. Znowu muszę na intuicję…[/FONT] [FONT=Times New Roman]-Ale świetnie ci idzie. O, widzisz?[/FONT] [FONT=Times New Roman]-Idzie, ale przestało. No, ja nie wiem. Jestem w żyle, czy ty masz tę krew taką zagęszczoną?[/FONT] [FONT=Times New Roman]-Dzięki, umiesz człowiekowi dodać ducha. [/FONT] [FONT=Times New Roman]-Muszę kłuć drugą. Trudno.[/FONT] [FONT=Times New Roman]-To kłuj, bo tu prędzej zrobisz transfuzję niż pobierzesz.[/FONT] [FONT=Times New Roman]-Cholera, tu jeszcze gorzej. Nic nie widać. No, wreszcie. Teraz mocno przyciśnij, bo to była jakaś cienka żyłka. [/FONT] [FONT=Times New Roman]-Pewnie moja ostatnia dostępna… Następnym razem będziesz pobierać z nogi. [/FONT] [FONT=Times New Roman]-Z nogi nie, z ucha. Albo założą ci dojście centralne… [/FONT] [FONT=Times New Roman]W drukarni, oprócz dziewczyn w biurze, zastałam tylko grafików. Paweł, po całonocnej pracy, jeszcze spał. Kiedy usiadłam nad wydrukiem, przydreptał skądś mikroskopijny, szary kotek, bardzo towarzyski i bardzo przedsiębiorczy. Okazało się, że przybłąkał się poprzedniego dnia, na razie został odpchlony i czeka na wizytę u weterynarza. Awansował na firmową maskotkę. Wyprężywszy nastroszony, drżący ogonek, wędrował po zakamarkach, co jakiś czas wspinając się na kolana moje albo siedzącego po sąsiedzku grafika, żeby zdrzemnąć się i zregenerować siły. Widać było, że w tym wątłym ciele goreje potężny, wojowniczy duch. [/FONT] [FONT=Times New Roman]Resztę dnia przeznaczyłam na molestowanie sąsiada-fachowca o dotrzymanie złożonej w marcu obietnicy, że zajmie się moim ogrodzeniem. Po drugiej w przeciągu paru godzin wizycie w firmie i kolejnej uprzejmej, acz wymijającej odpowiedzi, że w może przyszłym tygodniu, wróciłam do domu. Pozbierałam zakupy rozsypane z rozerwanej siatki, zatkałam Gareta świńskim uchem i wpatrzyłam się w mikroskopijne ogłoszenia w lokalnej gazecie reklamowej. Po krótkim paśmie niepowodzeń udało mi się dodzwonić do jakiejś firmy. Facet brzmiał przyjaźnie i sensownie, obiecał w środę obejrzeć nasz fundament, w dodatku powiedział, że ma znajomych zajmujących się pracami murarskimi. Czyżby zaczynało się przejaśniać? Pełna optymizmu rzuciłam telefon i dopadłam Gareta na fotelu. Po kilku minutach obcałowywania zaczął wyć i wylazły mu oczy. Zauważyłam, że oprócz siwej bródki ma również siwy trójkącik pod nosem. Wcześniej z pewnością go nie było! I chyba zaczynają mu szpakowacieć włoski wzdłuż górnej wargi. Boże, a jeśli on ma ten syndrom wczesnego starzenia się? Przez cały wieczór prześladowałam tym Kaję, aż wreszcie straciła cierpliwość i wykorzystując przerwę między opadami deszczu zabrała sędziwego psa na spacer. Kiedy wrócili, był tak nabuzowany, że chwilowo jego przedwczesna siwizna wyleciała mi z głowy. [/FONT]
-
Aaaach... spanko! [URL=http://imageshack.us][IMG]http://img474.imageshack.us/img474/7365/062007015qn2.jpg[/IMG][/URL] Shot with [URL=http://profile.imageshack.us/camerabuy.php?model=HP+PhotoSmart+R607+%28V01.00%29%2B&make=Hewlett-Packard]HP PhotoSmart R607 (V01.00)+[/URL] at 2007-07-10 Gorzej, gdy duży fotel zajęty i mały zajęty, a pies chciałby się zdrzemnąć w kuchni [URL=http://imageshack.us][IMG]http://img474.imageshack.us/img474/82/072007011gn9.jpg[/IMG][/URL] Shot with [URL=http://profile.imageshack.us/camerabuy.php?model=HP+PhotoSmart+R607+%28V01.00%29%2B&make=Hewlett-Packard]HP PhotoSmart R607 (V01.00)+[/URL] at 2007-07-10
-
czasem człowiek się zalapie na kanapę... [URL=http://imageshack.us][IMG]http://img458.imageshack.us/img458/5129/072007022io5.jpg[/IMG][/URL] Shot with [URL=http://profile.imageshack.us/camerabuy.php?model=HP+PhotoSmart+R607+%28V01.00%29%2B&make=Hewlett-Packard]HP PhotoSmart R607 (V01.00)+[/URL] at 2007-07-10 Po spacerze trzeba się wytrzeć [URL=http://imageshack.us][IMG]http://img165.imageshack.us/img165/9571/072007014yz1.jpg[/IMG][/URL] Shot with [URL=http://profile.imageshack.us/camerabuy.php?model=HP+PhotoSmart+R607+%28V01.00%29%2B&make=Hewlett-Packard]HP PhotoSmart R607 (V01.00)+[/URL] at 2007-07-09
-
nadchodzą chłodne dni. Koleś znalazł sobie podgrzewacz w postaci telewizora [URL=http://imageshack.us][IMG]http://img458.imageshack.us/img458/2738/072007028jh4.jpg[/IMG][/URL] Shot with [URL=http://profile.imageshack.us/camerabuy.php?model=HP+PhotoSmart+R607+%28V01.00%29%2B&make=Hewlett-Packard]HP PhotoSmart R607 (V01.00)+[/URL] at 2007-07-10
-
:crazyeye: O Boże, co się dzieje? Na Was też działa pogoda? Powiedzcie, że tak! [FONT=Times New Roman]5.07.2007 czwartek[/FONT] [FONT=Times New Roman] [/FONT] [FONT=Times New Roman] Kaja ma taki sam wstręt do kontaktów ze służbą zdrowia, jak ja. Wyjąwszy służbę zdrowia weterynaryjną. A w gruncie rzeczy, jaka to trudność? Teoretycznie idzie się do lekarza, bierze się skierowania na badania, potem bierze się urlop, żeby te badania zrobić i jeśli wyniki są do niczego, idzie się z powrotem do lekarza. Od tego momentu należy zacząć intensywnie się modlić, aby natura wyrównała jak najszybciej niedomogi. [/FONT] [FONT=Times New Roman] Kaja od roku zbiera się, aby wyrobić sobie książeczkę zdrowia. Myślami jest już na etapie podpisywania druku przez lekarza medycyny pracy. [/FONT] [FONT=Times New Roman] -Podobno są tacy, którzy podbijają nawet bez badań – wyrwała mnie z narkolepsji, której oddawałam się na leżaku, podczas gdy jedno z moich dzieci ogryzało patyk, a drugie dyskutowało samo ze sobą w braku inteligentnego rozmówcy. [/FONT] [FONT=Times New Roman] -Ahhhha… wycharczałam półprzytomnie. [/FONT] [FONT=Times New Roman] -Ale wiesz, jaka ja jestem… potem cały czas żyłabym w strachu. Że przyjdą i „kolbami w drzwi załomocą”… - zmartwiło się moje praworządne dziecko. – I aresztują mnie za oszustwo. Nie przeżyłabym tego – puszczała dalej wodze zdrowej fantazji. [/FONT] [FONT=Times New Roman] -Aha, musiałabyś zastrzelić się z jakiejś rakietnicy. Którą trzymałabyś pod ręką w łazience. [/FONT] [FONT=Times New Roman] -Obok szczoteczki do zębów…[/FONT] [FONT=Times New Roman] -A funkcjonariusz stałby wewnątrz, a nawet na zewnątrz…[/FONT] [FONT=Times New Roman] -I byłby za, a nawet przeciw – zakończyła Kaja, usiłując wyrwać Garetowi wełnianą poduszkę, którą ukradł mi z leżaka. Niestety, był tak zdeterminowany, że nic z tego nie wyszło. Odbiegł tryumfalnie ze swoją zdobyczą. Nie wiem, chyba muszę dokupić kilka wełnianych jaśków, bo prawie wszystkie się zużyły. Są przecenione w hipermarkecie po 6,80, a Garet bawi się nimi dłużej niż maskotkami. Nosi je przez co najmniej trzy dni, zanim wypatroszy. Patroszy najczęściej wieczorem, po spacerze, który utwierdza go w przekonaniu, że świat pełen jest uroczych suczek i paskudnych rywali. Rywali, wiadomo, trzeba zagryźć, a przynajmniej się starać, a niedostępne, cudowne suczki czymś zastąpić. Choćby jaśkiem. Jasiek, z uwagi na gabaryty, do zalotów nie nadaje się, o czym Garet przekonuje się po wielu upartych próbach. Za to jako namiastka odrażającego, bezczelnego rywala jest wręcz znakomity. Najpierw trzeba go złapać za kark, podrzucać i potrząsać. Potem za gardło – nawarczeć i wgryźć się głęboko. A kiedy rywal skona, można spokojnie wypruć z niego białe flaki. [/FONT] [FONT=Times New Roman] -Fe! Nie wolno! Widzisz, miałaś poduszkę do ogródka. Już chyba wszystkie porozrywał – Kaja pogroziła rozochoconemu Garetowi, który w odpowiedzi uderzył przednimi łapami o podłogę, przez dziesięć sekund, wygarbiony, z wybałuszonymi oczami, łapał na śliskiej nawierzchni przyczepność jak startujący Jinks, po czym, dzwoniąc pazurami, pogalopował zryć wolny fotel i moje łóżko. Surowa mina Kai rozpadła się w mgnieniu oka. Kiedy próbuje wytrzymać dłużej, wygląda jak cierpiący na zaparcia goryl – marszczy się, wykrzywiają jej się usta, a z oczu płyną łzy rozbawienia. Tyle na temat konsekwencji. Przy Garecie się nie da. Ja się wycwaniłam i staram się omijać go wzrokiem, kiedy na niego nakrzyczę, ale spryciarz uparcie dąży do konfrontacji, podsuwa łeb i przewierca człowieka przenikliwym spojrzeniem. Kiedy już złapie kontakt, przepadło. Wie, że na mnie działa spojrzenie saksofonisty, a na Kaję zaciekawionej niewinności. Potem wystarczy tylko usiąść z wygołębioną piersią, odrzucić głowę do tyłu, ściągnąć uszka i opuścić długie rzęsy. I zafundować łapę. Potem jeszcze raz łapę. I jeszcze raz, bo przecież psa nie czochra się przez minutę, przez minutę to siebie można skrobać po głowie. [/FONT] [FONT=Times New Roman] -Gareciku, co ty masz za mięśnie na tym czole? – Kaja badawczo postukała w pancerny czerep. [/FONT] [FONT=Times New Roman] -Żwacze – podpowiedziałam. – On wszędzie na głowie ma żwacze… [/FONT] [FONT=Times New Roman] -Nic dziwnego, że mu miejsca na móżdżek nie zostało. [/FONT] [FONT=Times New Roman] -Jak to? Móżdżek ma jak mało kto, spójrz w te przenikliwie inteligentne oczy! – wybrałam zły moment, bo resztki inteligencji w Garetowych oczach wycofały się pospiesznie i pies, pokonany wreszcie przez szalejące hormony, osunął się na podłogę. Odczekałam z dziesięć minut, a kiedy wydawało mi się, że zasnął już wystarczająco głęboko, padłam na kolana i zaczęłam go całować po ślicznych łapkach i rozwichrzonej piersi. Niestety, to jeszcze nie była faza snu REM i przerażająco przytomne oko wypłynęło na powierzchnię. Garet, wydając niedźwiedzie pomruki, pozbierał się błyskawicznie. W ostatniej chwili zdołałam ocalić okulary.[/FONT] [FONT=Times New Roman] -I widzisz, co zrobiłaś? – Kaja spojrzała na mnie z wyrzutem. –Garet, fe! Nie wolno babci kraść poduszki! Zostaw to! Mamuś, ty miałaś podkolanówki?[/FONT] [FONT=Times New Roman] -Oszalałaś?[/FONT] [FONT=Times New Roman] -Tak myślałam. To znowu wyszperał gdzieś w babci pokoju. Ciekawe, skąd wyjął. Garet, fe![/FONT] [FONT=Times New Roman] Ja nie byłam specjalnie ciekawa, skąd wyjął. Prawdę mówiąc, wolałabym się nigdy tego nie dowiedzieć…[/FONT] [FONT=Times New Roman] -On się włamuje w nocy do jej pokoju i grzebie jej w szafie – poinformowała mnie Kaja następnego popołudnia. –Już naprawdę przegina![/FONT] [FONT=Times New Roman] Miałam za sobą potwornie ciężki dzień. Nie, żebym się specjalnie przepracowała, bo od rana nie było prądu i nasze podziemia oświetlały tylko łagodnie migoczące znicze nagrobkowe. Zapomniałam okularów do czytania i próbowałam robić korektę informatora trzymając nos tuż przy kartkach, co z niezrozumiałego powodu wszystkich z wyjątkiem mnie rozśmieszało. Wreszcie wzięłam parasol i wybrałam się do ratusza, bo tym razem sprawdziłam dwa razy, że na pewno nagrałam na pendrajwa wszystkie materiały do swojej podstrony internetowej. Przed wyjściem wstąpiłam do sekretariatu, bo miałam informacje dla stażystki. [/FONT] [FONT=Times New Roman] -Cześć! – zawołałam rześko, stając przed biurkiem sekretarki. –Jest Ala? … Jest Ala? – powtórzyłam, napotykając osłupiały i dziwnie tępy wzrok. [/FONT] [FONT=Times New Roman] -Ja jestem Ala… [/FONT] [FONT=Times New Roman] -O Boże, przepraszam… Bardzo cię przepraszam![/FONT] [FONT=Times New Roman] -Nic się nie stało, po prostu usiadłam przy innym biurku… [/FONT] [FONT=Times New Roman] Do naszej piwnicy wróciłam zgnębiona jak rzadko. Wzięłam jeden znicz z podłogi korytarza i zamknęłam się w kiblu. Dość sprawnie dokonałam niezbędnych akrobacji, żeby w porę podtrzymać plecami opadającą klapę deski sedesowej. Może nie jest tak źle? Jest źle, nie ma się co oszukiwać. [/FONT] [FONT=Times New Roman] -Nic się nie przejmuj – pocieszał mnie rozradowany Paweł, kiedy klnąc rozpaczliwie zdawałam relację ze swoich popisów. – Ja też mam problem z zapamiętaniem twarzy. Opowiem ci numer. Dzwoni niedawno moja ciotka…[/FONT] [FONT=Times New Roman] W domu Kaja nawet nie próbowała mnie pocieszać, tylko patrzyła ze zgrozą. Obijałam się jak sparaliżowany nietoperz w sklepie z lampami, wreszcie, kiedy zaczęłam mieć wrażenie, że unoszę się ponad własnym ciałem, wlazłam do łóżka. Po dwunastu godzinach snu nabrałam ochoty, żeby przespać następną dobę. I następną…[/FONT]
-
:loveu: [FONT=Times New Roman]03.07.2007 wtorek[/FONT] [FONT=Times New Roman] [/FONT] [FONT=Times New Roman] -Co tu się stało? – zdziwiła się Kaja, kiedy po przyjeździe udało jej się dotrzeć do pokoju. Wciąż była oplątana zwierzętami, czochrała omdlałego ze szczęścia Gareta i głaskała gadającą i gruchającą Gacię. Jedno oko miała utkwione w zasłonach zwisających smętnie z urwanego pręta, a drugie w zrujnowanej przez naszego psa kanapie. [/FONT] [FONT=Times New Roman] -Nic. Zwierzątka. A ja odmawiam dalszej syzyfowej pracy – oznajmiłam ponuro. Siedziałam w fotelu jak w samotnej łódce unoszącej się na morzu bałaganu i udawałam, że czytam książkę. Nie wiedziałam, jaka to książka, ale twardo trzymałam ją na kolanach. Z kuchni musiałam się ewakuować, bo już nie mogłam patrzeć na zapuszczone otoczenie. Lekarze strajkują, ja też mogę. Tym bardziej, że mój strajk nie zagraża niczyjemu życiu. Szkód może doznać jedynie poczucie estetyki. [/FONT] [FONT=Times New Roman] Kaja, zadowolona po zdaniu egzaminów, wróciła do matecznika, żeby zregenerować siły nadwątlone pracą intelektualną. Przez cały weekend, oznajmiwszy, że ja NIC nie będę robić, przyglądałam się z senną satysfakcją, jak wynosi samoodtwarzające się wiadra śmieci i zmywa pojawiające się licznie, w tajemniczy sposób, brudne naczynia. Podłoga, w dziesięć minut po umyciu, pokryła się resztkami pokarmowymi. Kawałki grzanek degustowanych przez Greta, wypestkowane czereśnie, na które stracił ochotę i okruchy cielęcych kości, które spadły z mojego łóżka, co nie znaczy, że ja je tam chrupałam. Nie zauważyłam, żeby Kaja bardzo się tym przejęła, ale zobaczymy za jakiś czas. Na razie dopieszczała zwierzęta, którym już zupełnie przewróciło się w głowie. Gacia łaziła po regałach i zaglądała do wszystkich luster po kolei przeglądając się z upodobaniem. [/FONT] [FONT=Times New Roman] -No, piękna jesteś, moje śliczności! – zapewniła z zachwytem Kaja. Gacia obejrzała się przez ramię, puściła serię serduszek przez przymrużone powieki i z powrotem zapatrzyła się w lustro wachlując z zadowoleniem ogonem. [/FONT] [FONT=Times New Roman] -Jasne, tylko dlaczego trzyma to piękne dupsko na moim niedokończonym obrazku? – warknęłam. -Boże, to chyba jedyny dom, w którym zwierzęta mają wybujałe ego. [/FONT] [FONT=Times New Roman] -A dlaczego obrazek jest niedokończony? Ile to już? Ze trzy miesiące? – skontrowała Kaja.[/FONT] [FONT=Times New Roman] -Nie mam siły – jęknęłam. –I ochoty – uzupełniłam. –Chyba powinnam zacząć brać jakieś antydepresanty. Na nic nie mam siły. Jestem zmęczona i bez przerwy chce mi się spać… [/FONT] [FONT=Times New Roman] W przeciwieństwie do mnie Garet zdradzał objawy zwykłego nadmiernego pobudzenia wyraźnie nasilającego się wieczorem, a osiągającego apogeum po spacerze. A wszystko przez nietaktowne suczki rozsiewające po całej okolicy niemożebnie uwodzicielskie zapachy. [/FONT] [FONT=Times New Roman] -Pomyliłyśmy się – oznajmiła zgrzana i rozdrażniona Kaja zdejmując uchachanemu Garetowi obrożę. –On nie wpadnie pod samochód, tylko zostanie zgryziony przez jakiegoś dużego psa. Wiesz, jaki ten ciołek jest agresywny? Rzucił się z zębami na małego pieska. W dodatku szła z nim moja bibliotekarka z liceum. Taki obciach! Utrzymać go nie mogłam. I to wszystko na ulicy![/FONT] [FONT=Times New Roman] -Garecik? Ty jesteś agresywny? Nie wierzę![/FONT] [FONT=Times New Roman] -Ołk! – jęknął przecząco Garet, robiąc minę saksofonisty i wypiął pierś do drapania. [/FONT] [FONT=Times New Roman] -Zobaczysz, będziesz nosił takie coś na pysku, ty ciole jeden! – Kaja objęła palcami welurową mordkę, żeby zademonstrować, jak kończą agresywne psy. Garet zamruczał jak niedźwiedź i grzmotnął o podłogę, rozkraczywszy się z nadzieją. A nuż któraś z nas zechce się schylić i pogimnastykować palce? Wargi spłynęły mu do tyłu odsłaniając piękny zgryz i śnieżnobiałe łańcuchy górskie. Faceci. Testosteron wali im na mózg. Kobiety używają subtelniejszej broni. Żądlą zamiast zagryzać. Po co od razu unicestwiać ofiarę, skoro może żyć i cierpieć? [/FONT] [FONT=Times New Roman] Wystarczy popatrzeć na perfidne manewry Gaci. Ociera się o zdezorientowanego Gareta, kręcąc mu tyłkiem przed nosem i zarzucając ogon na oczy. Garet parska i cofa się, a wtedy ona podnosi rozpaczliwy lament pod tytułem: „Mamo! On mnie bije!”. [/FONT] [FONT=Times New Roman] -Garecik! Zostaw Gacunię! – upomina surowo Kaja. Pies rzuca spojrzenie krwawiącej niewinności, wyjątkowo słusznie. W chwilę potem Liszka dostaje od Gareta w kark, a Garyś od Liszki w mordę. I czym my się od nich różnimy? Chyba tylko tym, że brakuje nam ich wdzięku i urody. [/FONT] [FONT=Times New Roman] -Daj! Poniosę ci zakupy! – woła Garet witając mnie przy furtce i celnym ciosem kła rozrywając reklamówkę. To nie jego wina, że takie słabe robią. Jest dżentelmenem, więc łapie w zęby pierwszą rzecz, jaka mu się nawinie i umyka z nią do domu wiedząc, że z niezrozumiałych przyczyn będę się upierać, żeby nieść wszystko sama. [/FONT] [FONT=Times New Roman] -Boże! Jak się cieszę, że wreszcie wróciłaś!!! – miota się po fotelach, wskakuje na stół, zeskakuje i wpada do kocich misek. –Koty!!! Mamusia wróciła!!! Co mi kupiłaś?! Pokaż! – wskakuje z powrotem na stół i włamuje się do ocalałych jeszcze siatek i mojej torby. –Przywitaj się ze mną! Jeszcze! O co ci chodzi, przecież widzisz, że to była koszula, już wieki całe jej nie ruszałem, to było rano![/FONT] [FONT=Times New Roman] -Co tam masz? Na pewno pyszne! Daj spróbować? Nie, tylko nie do miski! Z misek to jedzą koty![/FONT] [FONT=Times New Roman] -Kaja, rany boskie, on ma ser w oku! Garecik, nie mrugaj![/FONT] [FONT=Times New Roman] -Nie wiem, jak wy to robicie! Stój, ciołku, daj to oko![/FONT] [FONT=Times New Roman] -Na nic. Rozlazło mu się. Czekaj, mam tu nowe krople, trzeba mu przepłukać. Trzymaj go i wystaw tę gałę… [/FONT] [FONT=Times New Roman] -Zaraz, zaraz, co wy mi robicie? No to już był cios poniżej pasa! Cud, że jeszcze widzę… Ale wracając do tematu, co ty tam masz? Daj kawałek![/FONT]
-
Naćpany Koleś tuli puste opakowanie po substancji uzależniającej... [URL=http://imageshack.us][IMG]http://img222.imageshack.us/img222/9820/062007016uq8.jpg[/IMG][/URL] Shot with [URL=http://profile.imageshack.us/camerabuy.php?model=HP+PhotoSmart+R607+%28V01.00%29%2B&make=Hewlett-Packard]HP PhotoSmart R607 (V01.00)+[/URL] at 2007-07-01
-
No to juz teraz na bank dobry rozmiar dałam[URL=http://imageshack.us][IMG]http://img157.imageshack.us/img157/3560/062007002xg1.jpg[/IMG][/URL] Shot with [URL=http://profile.imageshack.us/camerabuy.php?model=HP+PhotoSmart+R607+%28V01.00%29%2B&make=Hewlett-Packard]HP PhotoSmart R607 (V01.00)+[/URL] at 2007-07-01
-
:cool1: [FONT=Times New Roman]29.06.2007 piątek [/FONT] [FONT=Times New Roman] [/FONT] [FONT=Times New Roman] Pogoda jak w marcu. Deszcz, burza, słońce, deszcz… Nie mam siły nic robić, całkowity brak energii. Może Garet ze mnie wysysa, bo on ma jej za dwoje, a nawet za pięcioro. Zdołałam tylko pokryć jedną warstwą farby ftalowej kaloryfer i swoje prawe udo oraz prawe przedramię. Przy manewrowaniu pomiędzy żeberkami boleśnie nadwyrężyłam sobie nadgarstek. Garet pomalował się sam, bo jak zwykle kłusował wściekle nakręcony i co chwilę wpychał się do głaskania nie zważając na otoczenie. Wyspać się nie mogę, bo jeśli akurat nie leje i zawlokę się na leżak, w momencie, gdy zapadam w głęboki sen, pies wpada i energicznie mnie reanimuje, jęcząc z rozczulenia w oczekiwaniu na porcję pieszczot. Kiedy już naładuje baterię, odbiega rozkołysanym krokiem żeby kontynuować zniszczenia, jakie właśnie czyni.[/FONT] [FONT=Times New Roman] Wytresował mnie tak, że nie zapominam o chowaniu ubrań, a nocną koszulę zawieszam pod sufitem na ściance kabiny prysznicowej. Przez dwa dni był spokój, a potem okazało się, że historia zaczyna się od początku. Nasz genialny pies opanował umiejętność podnoszenia pokrywy bambusowego kosza na bieliznę, skąd może czerpać do woli. Pozostał jednak wierny moim nocnym koszulom. Zastanawiam się, czy nie położyć na koszu cegły… [/FONT] [FONT=Times New Roman] Cały wysiłek i koszt zbudowania drewnianej ścianki działowej w pokoju poszedł na marne. Najpierw wydawało się, że wreszcie będzie spokój. Potem koty wykombinowały, że jeśli spłaszczą się do szerokości trzech centymetrów, przepełzną pod drzwiczkami. Zaczęłam blokować drzwiczki zwiniętym chodnikiem. Nie mogłam zrozumieć, jakim cudem znajduję te włochate obrzydliwce zrzucone na kupę i pogrążone w rozkosznym śnie na moim łóżku. Po krótkiej obserwacji stwierdziłam, że wszystkie, jak jeden mąż, nauczyły się odciągać pazurami chodniczek spod drzwi. Żeby nie miały już żadnych trudności, Garet rozpracował same drzwi. Nie szkodzi, że nie mają żadnych uchwytów, a zamki magnetyczne trzymają tak, że sama mam problemy z ich otworzeniem. On nie ma. Zahacza długimi, pazurzastymi paluchami i drzwi gościnnie odskakują. Jeśli zamontuję haczyk albo zasuwkę, ten czub, jak amen w pacierzu, rozwali całą konstrukcję. Skąd, u diabła, wzięła mu się ta obsesja na punkcie zamkniętych drzwi? [/FONT] [FONT=Times New Roman] Klęska na całej linii. Pozwijana siatka druciana jako zabezpieczenie przed kocimi sikami nie działa. Już prawie skłaniałam się do założenia w strategicznych miejscach pułapek na szczury, kiedy wpadłam na nowy genialny pomysł. Kupiłam gumowy chodnik łazienkowy i worek krótkich, miedzianych gwoździ o szerokich łebkach. Pocięłam chodnik na kawałki i cały wieczór spędziłam na szpikowaniu go gwoździami. Uśmiech mściwego szczęścia nie schodził mi z ust. Poukładałam te łoża fakira w miejscach szczególnie ulubionych przez koty – za fotelem i pod stojącą lampą w kuchni, za telewizorem, fotelem i kanapą w pokoju. Miałam trochę wyrzutów sumienia, że koty pokłują sobie swoje delikatne łapki, ale wciągnęłam mocniej powietrze przesycone zapachem kuwety i wyrzuty sumienia minęły jak ręką odjął.[/FONT] [FONT=Times New Roman]Przyjemnie rozluźniona siedziałam na kanapie i czytałam książkę, drapiąc Gareta śpiącego na plecach pod bródką. Rozległ się szmer. To Gacia wyćwiczonym szarpnięciem wyrwała chodniczek spod drzwi i przepełzła do pokoju. Wróciwszy do postaci trójwymiarowej otrzepała się z klekotem uszu, rzuciła mi uspokajające spojrzenie i z wdziękiem pomaszerowała w kierunku kanapy. Początkowo miała zamiar wskoczyć na fotel, gdzie lubi sypiać, ale zaintrygowały ją akcesoria fakira. Uśmiechnęłam się złośliwie i usiadłam na podłodze, żeby mieć dobry widok. Wyobrażałam sobie, że ciekawski futrzak wlezie na chodnik i z wrzaskiem odskoczy do tyłu po to, aby już nigdy nie powtórzyć tego doświadczenia. [/FONT] [FONT=Times New Roman]Gacia usiadła przed przejściem za kanapę i przez chwilę w głębokim zamyśleniu wpatrywała się w najeżony gwoździami kawałek chodniczka. Widać nie zdołała dojść do żadnych sensownych wniosków, bo wstała, przeciągnęła się lekko i zrelaksowanym krokiem weszła na ostre podłoże. Wszystkimi czterema łapami! Usłyszałam łoskot. To mój scenariusz walił się w gruzy. Gacia zastrzygła uszami, prawie było widać, jak unosi brwi w zdumieniu, a po chwili przymrużyła z zadowoleniem oczy. Mmmm… akupresura stóp… kręcąc lśniącym zadkiem wmaszerowała za kanapę. O, żesz, kurna! Twoja masochistyczna mać! Poczułam, jak osuwam się w serdecznie otwarte objęcia depresji klinicznej. Co to za cymbał wymyślił, że człowiek jest istotą wyższą? Wzrostem, owszem. [/FONT] [FONT=Times New Roman]Żeby spacyfikować gwałtownie kiełkujące szaleństwo, zabrałam się za generalne sprzątanie. W międzyczasie walczyłam o życie, bo Garet, ujrzawszy na mnie Kai bluzę od dresu, popadł w obłęd. Z wybałuszonymi dziko oczami szarżował jak rozwścieczony byk i usiłował zedrzeć ją ze mnie wraz ze skórą. [/FONT] [FONT=Times New Roman]Wczoraj po pracy weszłam do domu, który jeszcze w nocy pachniał i lśnił czystością. Już w progu grzmotnął mnie między oczy zapach kocich feromonów. Zatkałam Gareta cielęcą kością i pozbierałam zawartość kosza na bieliznę. Tam, gdzie nie pokrył podłogi mokry syf z zatopionej piwnicy, Irena uzupełniła wyściółkę wylaną zupą z kupką makaronu i rozlaną herbatą, która rozniosła się w postaci klejących się placków. Kuchenka udekorowana była brązowymi zaciekami, a zlew resztkami rozmrożonej wątróbki. W pokoju na ukos okna wisiał zerwany pręt na zasłony, a mleczne ścieżki na szybie świadczyły o tym, że na parapecie urzędował Garet i kontrolował sytuację w ogródku. Ponadto jakiś anonimowy knur zrył dokładnie kanapę, fotel i moje łóżko. Podłoga w łazience była pokryta błotem, a wokół parawanu rozlewała się wielka kałuża. Garet znowu sikał przez bambusowe pręty do kociej kuwety i w większości nie trafił. Zdjęłam szczoteczkę do zębów Ireny ze swojej szczotki do włosów i poczułam, że oto nadszedł moment, gdy wszystko mnie przerosło. Poczłapałam do kuchni, złapałam równowagę po ostrej jeździe na makaronie, odkleiłam się od śladów po herbacie i zabrałam się do konsumpcji wszystkich posiadanych w domu słodyczy. Jezu, ale były obrzydliwe. Kiedy już zrobiło mi się bardzo niedobrze, powlokłam się na leżak, bo właśnie wyjrzało słońce. Drzemałam i niemrawo odpowiadałam na ogniste karesy Gareta. Wieczorem moim jedynym energicznym ruchem był celny rzut pantoflem w kierunku Gaci, która po chodniku fakira powędrowała za telewizor. Mimo silnego ciosu świecznik ze szklanej mozaiki ocalał. [/FONT] [FONT=Times New Roman]W nocy Garet trąbił pobudkę co parę godzin, a o czwartej postanowił wybić drzwi do piwnicy, więc musiałam wstać i go wypuścić, bo po grzechach dietetycznych puszczał bardzo smrodliwe bąki. Ostatnią godzinę przedrzemaliśmy wtuleni w siebie, co na tyle osłabiło moją wolę, że byłabym nie wstała do pracy, gdyby nie to, że komórkę położyłam za daleko, a dźwięk budzika nawet trupa poderwałby na nogi. Z gimnastyki zrezygnowałam po dwóch skłonach, kiedy Garet położył mi ciepłą mordkę na nogach. Wtuliłam się w mięciutkie policzki ślicznie pachnące jednodniowymi skarpetkami i pewnie bym tak została, gdyby ich właściciel nie stracił cierpliwości i nie ugryzł mnie w nos. [/FONT]
-
[URL=http://imageshack.us][IMG]http://img402.imageshack.us/img402/7394/21062007012hu0.jpg[/IMG][/URL] Shot with [URL=http://profile.imageshack.us/camerabuy.php?model=HP+PhotoSmart+R607+%28V01.00%29%2B&make=Hewlett-Packard]HP PhotoSmart R607 (V01.00)+[/URL] at 2007-06-26 [URL=http://imageshack.us][IMG]http://img187.imageshack.us/img187/5310/21062007019ch5.jpg[/IMG][/URL] Shot with [URL=http://profile.imageshack.us/camerabuy.php?model=HP+PhotoSmart+R607+%28V01.00%29%2B&make=Hewlett-Packard]HP PhotoSmart R607 (V01.00)+[/URL] at 2007-06-26
-
Coś popieprzyłam z tymi zdjęciami? [URL=http://imageshack.us][IMG]http://img243.imageshack.us/img243/2787/21062007006vb4.jpg[/IMG][/URL] Shot with [URL=http://profile.imageshack.us/camerabuy.php?model=HP+PhotoSmart+R607+%28V01.00%29%2B&make=Hewlett-Packard]HP PhotoSmart R607 (V01.00)+[/URL] at 2007-06-26
-
:lol: Bożeż ty mój, co by z tych biednych dzieci wyrosło? Tatusiowie musieliby co chwilę chrząkać... [FONT=Times New Roman]26.06.2007 wtorek[/FONT] [FONT=Times New Roman] [/FONT] [FONT=Times New Roman] Jeszcze czuję w kościach i mięśniach weekendowe odprężenie. W sobotę wizyta Urszuli pomogła mi zapomnieć o naprawie piecyka. Czy ja wyglądam na taka idiotkę, której można wmówić, że łazienkę mi zalało, bo przy zmianie pogody rury się pocą? Zapewniłam faceta, że też kiedyś chodziłam do szkoły, ale mój program nie obejmował chlustającego potu rur. Skraplanie się pary wodnej na dwóch trzydziestocentymetrowych wężykach kojarzy mi się ze zjawiskiem raczej ograniczonym. Moje zniecierpliwienie musiało być wyraźnie widoczne, bo facet potulnie podokręcał śruby, wypuścił mi dwa wiadra wody i uznał, że wszystko gra. A to gaśnięcie piecyka jest spowodowane zanieczyszczeniami w rurach. Trzeba przepłukać całą instalację – stwierdził. Odebrałam Garetowi jego śrubokręt i wyraziłam nadzieję, że od tej pory będziemy się widywać przypadkiem na ulicy. Przypomniał mi szybko o płatnym przeglądzie po roku użytkowania. Po co ja zmieniałam piecyk? Stary może i stanowił zagrożenie, ale przez cały czas użytkowania, czyli ponad dwadzieścia lat, nie wymagał żadnej naprawy. To prawda, że odpalał jak stary motocykl, a na koniec klekotał, wył i rzęził, ale nic z niego nie ciekło. Nie licząc na wpół roztopionego śniegu, który pokonawszy piętro przelatywał przez piecyk i wpadał do miednicy. No cóż, zima przed nami. [/FONT] [FONT=Times New Roman] Koty rozbestwione obecnością Kai na dobre zawładnęły moim pokojem. Na każdym wygodnym miejscu leżał jakiś rozwydrzony leniwiec. Skutek – kibel w kącie za telewizorem. Zlały się też w kuchni za fotelem, według Kai dlatego, że siatka zabezpieczająca się zwinęła. Oraz w wielu innych miejscach. Zażądałam eksmisji wszystkich włochatych potworów. Kaja się nadęła, ale noc spędziłam spokojnie, aż do czwartej osiemnaście, kiedy to Garet postanowił podyskutować z kumplami zza okna. [/FONT] [FONT=Times New Roman] Niedzielny poranek, piękny i słoneczny, rozpoczęłam od plewienia. Na razie resztek ogródka wokół altanki. Lilii w tym roku nie będzie, obie gaury szlag trafił. Po prostu zanikły. Szkoda, bardzo je lubiłam. Na szczęście dziurawiec ocalał i ma się nieźle. Część trawy wyrwałam, część wycięłam nożycami. Stopniowo posuwałam się coraz dalej. Przypomniałam sobie miejsca, gdzie powinny być róże. Tylko tym pnącym udało się wydostać ponad poziom sawanny, a wydostawszy się, wybujały w sposób kompletnie niekontrolowany. Poszatkowały mnie, niewdzięczne suki, kiedy wyrywałam spod nich trawę. [/FONT] [FONT=Times New Roman]W południe przestałam obrzucać obelgami róże i zrobiłam sobie przerwę na kąpanie Gareta. Kaja przygotowała wodę i środki piorące. Garet zniósł zabiegi ze zdumiewającym spokojem, dopiero po wytarciu trzema ręcznikami zaczął nurkować w bujnej roślinności aktywnie przyczyniając się do rozsiewania nasion. Sierść mu się pokarbowała i uniosła, wyglądał jak wielki, najeżony bydlak. Zrobiwszy szybki przelot przez wszystkie tapicerowane meble, już suchy, Jego Puszystość zwinął się w kłębuszek na zabytkowym fotelu w kuchni i przespał jak kamień całe popołudnie. Nie reagował nawet na nadmiar pieszczot, które prowokowało jego futro, śliskie i gładkie jak mięsisty jedwab. [/FONT] [FONT=Times New Roman]Po południu skończyłam mniej więcej jedną trzecią ogródka. Ręce do ramion i nogi miałam w czerwonych, piekących pręgach. Na głowie po ataku róż zastygły mi krople krwi. Wróciłam do domu potknąwszy się boleśnie o tarasujące ścieżkę taczki pełne gruzu i zabrałam się za przygotowywanie obiadu. Kaja była na górze. Robiła coś… nie wiem, co, ale w swoim tempie. Przypomniałam sobie deklaracje, że będę liczyć na siebie i udało mi się zachować mniej więcej pogodę ducha. [/FONT] [FONT=Times New Roman] Wyciągnęłam się na chwilę na leżaku, ale ten gruz mnie gnębił. Od miesięcy dwadzieścia worków okupuje frontowe wejście jak wroga armia, w ogródku straszą pełne taczki i dwa duże stosy cegieł. Zerwałam się, odkryłam starą studnię i zaczęłam wrzucać cegły, usunąwszy z nich uprzednio wąż do podlewania. Wąż, po naleganiach Kai, odzyskałam z piwnicy sąsiada dwa miesiące temu. Kaja bardzo się ucieszyła i pewnie widok węża leżącego tam, gdzie go dowlokłam, działał na nią tak krzepiąco, że postanowiła go nie chować. Skopałam z drogi toczące się swobodnie kawałki drewna do kominka, nabierające patyny od czterech miesięcy. Najwięcej energii dodał mi widok kotłowni, do której musiałam się dostać po łopatkę od węgla. Z trudem przedarłam się przez zwały śmieci. Po moim ostatnim sprzątaniu nie zostało nawet śladu. Dysząc z furii wyskrobałam łopatką gruz z taczek i wrzuciłam do studni. Kiedy Kaja z Garetem poszli na spacer, byłam na etapie worków przed domem. Każdy musiałam otworzyć, wydłubać do wiadra połowę, bo w całości nawet nie dał się ruszyć i potem zawlec to po kolei przez piwnicę do studni. Przy dziesiątym dołączyła do mnie Kaja. Przy trzynastym ręce odmówiły mi posłuszeństwa, więc warknęłam, żeby pozamiatała płytę przed domem. Miała na tyle rozumu, że tym razem nie zasłaniała się swoimi przekonaniami religijnymi, które nie pozwalają jej pracować w niedzielę. Oraz w wiele innych dni tygodnia. Mam nadzieję, że bóg leniwców jej wybaczy. [/FONT] [FONT=Times New Roman] Chwilowo działający piecyk pomógł mi odskrobać się z brudu. Garet, nawąchawszy się na spacerze śladów rozbuchanej czworonożnej kobiecości, dostał małpiego rozumu i wręcz wyłaził ze świeżo umytej skóry. Dostał w ryj od Kolesia, który, nawalony kozłkiem, chwilowo utracił wrodzoną łagodność. Niewiele myśląc, oddał Bogu ducha winnej Gaci. Parę razy wyleciał z pokoju Ireny, ale zemścił się, kiedy poszła spać i ukradł jej z krzesła wełnianą poduszkę, którą następnie usiłował zniewolić. Poduszka okazała się za mała, więc ją wrzucił za kanapę, a potem przez kilkanaście minut pełzał pod fotelem, żeby ją wydobyć. Feromony wydzielane przez moje nogi pobudziły go na nowo, ale zgasiłam jego zapał pantoflem.[/FONT] [FONT=Times New Roman] Wczorajszy dzień do wieczora spędziłam w pracy. Dotarłam do domu wkurzona tak, że aż mi się włosy jeżyły, przeklinając niejeżdżące minibusy. Garet, rozstrojony wyjazdem Kai, większość czasu spędził przy furtce, wpadając tylko na chwilę, żeby sprawdzić, co jem i dać mi buzi trąbiąc z rozczulenia. Niestety, z nadejściem nocy jego energia się podwoiła i musiałam na niego nawrzeszczeć, żeby pojął, że czas do łóżka. Po północy dotarło do niego wreszcie, że nie musi za każdym razem odpyskowywać sąsiadowi. A swoją drogą jak można psa zostawiać w ogrodzie, żeby darł piskliwie ryja? [/FONT] [FONT=Times New Roman] Nad ranem wyprowadziły nas z równowagi walczące w ogródku koty. Wkurzliśmy się obydwoje, tyle że ja nie szczekałam i nie próbowałam wyjść wszystkimi drzwiami oraz przez okno, żeby interweniować. O piątej koty miały kolejne, znacznie ostrzejsze starcie, i tym razem Garet postanowił rozwalić dom. Złorzecząc wypuściłam go przez piwnicę, ale zamknęłam się w pokoju i wlazłam z powrotem do łóżka. Udawałam, że nie słyszę żałosnych jęków, które wydawał, gdy przybiegł złożyć mi sprawozdanie z przebiegu akcji rozjemczej. Wreszcie uwalił się pod drzwiami. Nie byłby sobą, gdyby się nie zemścił. Gdy rano pochyliłam się nad fotelem w kuchni, żeby go pocałować, na nogę pociekła mi z fałdy wełnianego koca struga moczu. Rozochocony kocimi walkami zaznaczył widać swoje terytorium. Znowu nie rozmawiamy ze sobą. [/FONT] [FONT=Times New Roman] Zła jak szerszeń stałam na przystanku czekając na spóźniający się minibus. Nie jechał. Przejechał za to jakiś o nietypowej godzinie nie zatrzymując się na przystanku. Bez sensu jest kupowanie biletów miesięcznych. I tak w końcu muszę jeździć innymi liniami. Ulewa tymczasem rozwinęła się na dobre. Wsiadłam wreszcie do minibusu, spóźniona o pół godziny. Pod koniec drogi zaczęłam się nawet delikatnie odprężać, wtem kierowca poinformował, że nie pojedziemy dalej, bo złamane drzewo zatarasowało drogę. Na szczęście kilku podrasowanych na siłowni młodzieńców rzuciło się w środek ulewy i w ramach porannych ćwiczeń usunęło przeszkodę. [/FONT] [FONT=Times New Roman] Po pokonaniu pięćdziesięciu metrów do budynku byłam cała mokra. Korytarz prowadzący do naszej piwnicy ciemny, a dalej, kurde, cmentarz. Wszędzie migotały czerwone znicze nagrobkowe, a posępny szum deszczu przerywał tylko przeraźliwy kwik komputera-matki rozpaczającego po utracie zasilania. [/FONT] [FONT=Times New Roman] Moje marzenie o kawie zmarło w progu, ale wyglądało na to, że wszyscy są mniej lub bardziej mokrzy, a w czajniku zostało trochę gorącej wody, więc humor mi się poprawił. Zalałam sobie coś rozpuszczalnego, trzy w jednym, ale po dwóch łykach zaczęło mi się odbijać mydłem, więc wylałam to świństwo do umywalki. Zdążyłyśmy z Gosią zapalić papierosa, kiedy światło rozbłysło. Fachowiec remontujący łazienkę natychmiast włączył wiertarkę i dzień zaczął się rozkręcać. [/FONT] [FONT=Times New Roman] Paliłyśmy czwartego papierosa, kiedy po natrętnym dzwonku telefonu dobiegł nas głos Pawła:[/FONT] [FONT=Times New Roman] -Julka!! Telefon! [/FONT] [FONT=Times New Roman] Nie zareagowałyśmy, a za chwilę wpadł sam Paweł, mrugając półprzytomnie. [/FONT] [FONT=Times New Roman] -Julka jest na urlopie – poinformowała Gosia.[/FONT] [FONT=Times New Roman] -No przecież wołam, Gosia! Masz telefon na wewnętrznym. [/FONT] [FONT=Times New Roman] -Mówiłeś Julka – zaprotestowałam. [/FONT] [FONT=Times New Roman] -Jezu, to przez tę lecytynę. Nie wiem, co się dzieje. [/FONT] [FONT=Times New Roman] -Przedawkowałeś? – zainteresowałam się. [/FONT] [FONT=Times New Roman] -Nie, słuchaj, żona mi kazała brać, bo coś się dzieje z moją pamięcią. Wczoraj mi włożyła do ust tabletkę, nawet mi głowę potrzymała, żebym się nie zachłysnął herbatą, a ja potem macam po stoliku i szukam tabletki… Ciągle mi się coś takiego przytrafia. Biorę do ręki maszynkę do golenia i nie mogę sobie za nic przypomnieć, jak to się nazywa. Kabelek, te rzeczy, do ścinania… kosiarka? Nie. [/FONT] [FONT=Times New Roman] -O Boże, życie mi wracasz. A już myślałam, że u mnie to Alzheimer – ucieszyłam się.[/FONT] [FONT=Times New Roman] -To, że mnie się coś takiego dzieje, wcale nie znaczy, że to nie Alzheimer. [/FONT] [FONT=Times New Roman] -Ale ty na Alzheimera jesteś za młody, a ja mam te same objawy. Człowiek musi całą swoją inteligencję wysilić, żeby sprytnie wybrnąć z sytuacji, gdy nie jest w stanie przypomnieć sobie kluczowego określenia. [/FONT] [FONT=Times New Roman] -No właśnie, ja miejsc nie zapominam, trafiam wszędzie, ale te… rzeczowniki – zmartwił się niespełna trzydziestoletni Paweł. [/FONT] [FONT=Times New Roman] -Ja z miejscami mam kłopot od urodzenia, a tu w dodatku rzeczowniki i nazwiska. Dzwonię, żeby się zarejestrować do swojego lekarza, do którego chodzę od kilkunastu lat, i nie mogę sobie przypomnieć, jak się nazywa… [/FONT] [FONT=Times New Roman] -Naprawiałem młynek do pieprzu i proszę żonę, żeby mi przyniosła młotek. No to przyniosła, a ja się drę, jak ja tym młotkiem śrubki odkręcę? Przecież potrzebuję śrubokręt! Ona mówi, że przecież chciałem młotek… - opowiada z ożywieniem Paweł, napełniając papierosa tytoniem suszącym się na piecu akumulacyjnym.[/FONT] [FONT=Times New Roman] -No widzisz, to nie Alzheimer tylko jakiś wirus, którego nikt jeszcze nie wykrył. [/FONT] [FONT=Times New Roman] -Na pewno wirus – zgodziła się Gosia, która wróciła już od telefonu i dopalała papierosa. [/FONT] [FONT='Times New Roman'] -E, tam, wirus. Aśka, my to mamy od fajek, miażdżyca, naczynka nam się zamykają. [/FONT]
-
:iloveyou: Dziekuję, moje kochane, za wsparcie. Właściwie to po Waszych komentarzach już się czuję tak, jakbym trzymała książkę w ręce. Znalazłam w Internecie jeszcze wyd. WAB i Czarne, które przyjmują nowych autorów, spróbuję. A jeśli nie, to trudno. Sama wydawać nie będę, bo to jednak spory koszt, nawet gdyby mi kolega drukował. Wiem, bo własnie idzie do druku napisany przeze mnie informator dla niepełnosprawnych. Całuję i pozdrawiam. [FONT=Times New Roman]22.06.2007 piątek[/FONT] [FONT=Times New Roman] [/FONT] [FONT=Times New Roman] Po wtorkowym spotkaniu kultywowaliśmy tradycję jedzenia pizzy pod biurowcem. Była równie pyszna, jak przed tygodniem. Tym razem nie obawiałam się już ataku brygady antyterrorystycznej, a moja nerwowość wynikała z obawy, żeby nie spóźnić się na detektywa Monka. Zaczęła się nowa seria, więc przynajmniej raz w tygodniu z całą pewnością będę włączać telewizor. Dyskutowaliśmy nad możliwością najbezpieczniejszego miejsca przechowania kota Iwony podczas jej zasłużonych, tygodniowych wakacji. Nawet nie oferowałam się z pomocą. Gdyby Igor nie dostał zawału serca przez Gareta i jakimś cudem nie zeżarłyby go nasze i przysposobione koty, groziłaby mu śmierć pod kołami na którejś z przyjaźnie przyklejonych do naszego domu ulic. [/FONT] [FONT=Times New Roman] Na Monka zdążyłyśmy bez problemu. Miałam jeszcze wystarczająco dużo czasu, żeby od pierwszego rzutu oka zidentyfikować błękitny kawałek materiału pod furtką jako, jeszcze parę godzin wcześniej, integralną część mojej sukienki. Wisiała w łazience; cholera, zapomniałam ją schować. Trudno. [/FONT] [FONT=Times New Roman] Garet, oszalały z radości, klekotał zapamiętale świńskim uchem, które przed wyjazdem zostawiłam mu na otarcie łez. Nawet go nie ruszył, dopiero teraz miał dylemat – witać mnie, dawno niewidzianą Iwonę, czy pożerać przysmak. Starał się robić wszystko jednocześnie, przy czym ucho i Iwona miały szczególne względy. Nie wiem, które z nich było z tego mniej zadowolone. Iwona ledwie trzymała się na nogach z przemęczenia, a ucho ostatecznie straciło nadzieję na życie pozagrobowe. [/FONT] [FONT=Times New Roman] Moja sukienka nadal wisiała na wieszaku w łazience, więc zostawiłam ją tam, żeby Garet miał jakieś urozmaicenie. Gdy znudzi się strzępami koszuli, zabierze się za poszarpaną sukienkę, co też istotnie uczynił następnego dnia. Irena miała nowy temat do pełnych grozy okrzyków. Słuchałam ich jednym, oklapniętym ze zmęczenia uchem, obierając Garetowi skrzydełka na obiad. [/FONT] [FONT=Times New Roman] -Ostatnio kupowała pani porcje rosołowe – zauważyła zaprzyjaźniona ekspedientka w sklepie mięsnym.[/FONT] [FONT=Times New Roman] -Tak, ale to był chybiony pomysł. Teraz spróbuję skrzydełek, ale pewnie będę musiała wrócić do udek. [/FONT] [FONT=Times New Roman] -A może te kostki mięsa mielonego dla zwierząt? – zaproponowała. –Ludzie sobie chwalą…[/FONT] [FONT=Times New Roman] -U nas nic się tego nie tknie. Gotujemy je tylko dla bezpańskich kotów – odparłam, nie dociekając, w jakim charakterze innym ludziom wydają się takie atrakcyjne. [/FONT] [FONT=Times New Roman] -To cóż to pani ma za dziwo natury? – zdziwiła się. –Jakiś chory czy taki rozpuszczony? [/FONT] [FONT=Times New Roman] -Zdrowy – zapewniłam. –Przynajmniej fizycznie – dodałam prawdomównie. [/FONT] [FONT=Times New Roman] Dziwo natury skrzydełka zaakceptowało, ale mnie obieranie zniecierpliwiło do granic możliwości, poza tym uznałam, że stosunek kości i skóry do mięsa jest zdecydowanie niekorzystny. [/FONT] [FONT=Times New Roman] Zostawiając sprzątanie na wieczór, powlokłam się na leżak, gdzie natychmiast zasnęłam, co jakiś czas, półprzytomnie, głaszcząc Gareta, który meldował się pogwizdując z rozczulenia, zapewne po uczynieniu kolejnych szkód. [/FONT] [FONT=Times New Roman] Kiedy słońce schowało się za gigantycznym orzechem sąsiada, otworzyłam oczy. Garet chrupał gdzieś w pobliżu. Moje okulary i komórka nadal leżały na murku, więc nawet nie sprawdziłam, co tak ogryza. Zebrałam się na odwagę i zanurzyłam w wybujale chwasty, żeby sprawdzić, czy gdzieś tam pod spodem uda mi się znaleźć trochę malin dla Ireny. [/FONT] [FONT=Times New Roman] Trawa sięgała mi do piersi, co znaczy, że człowieka średniego wzrostu już by przykryła. Przeleciała mi przez głowę myśl o kombajnie. Powinnam czy nie powinnam wkraczać w zakres kompetencji Kai, zresztą przez nią samą wybranych? Maliny, mizerne i ledwie zipiące, wyglądały gdzieniegdzie spod trawy jak poziomki. Zebrałam garstkę najdojrzalszych, ale zszuflował je rozpędzony Garet, więc musiałam ponowić poszukiwania. Irena zdziwiła się, że już owocują. Dobrze, że sama nie wybiera się do ogródka, bo szlag by ją trafił na miejscu. Jak na zawołanie zadzwoniła Kaja, żeby opowiedzieć o ostatnich wydarzeniach. I o poszukiwaniach w Internecie podkaszarki. Hm, wygląda na to, że porośniemy w sprzęt do koszenia jak w trawę. Powstrzymałam się od uwagi, że teraz, to jest nam potrzebna nie podkaszarka, a piła łańcuchowa. Pewnie skończy się na chłopie z kosą. [/FONT] [FONT=Times New Roman] -A co tam u was? – zaszczebiotało radośnie moje dziecko. [/FONT] [FONT=Times New Roman] -Byłam dziś w ogródku. Zgubiłam się w trawie… [/FONT] [FONT=Times New Roman] -Oj, mamuś.. – czyżbym słyszała poczucie winy?[/FONT] [FONT=Times New Roman] -…A poza tym jak zwykle. Koty leją, a Garet niszczy – streściłam. [/FONT] [FONT=Times New Roman] Właśnie, Garet. Wyszłam na korytarz, żeby wreszcie zobaczyć, co z takim zapałem żre. Pomachał do mnie radośnie ogonem, nie przerywając zabiegów. Gryzł trzonek starego, ułamanego noża, trzymając przednimi łapami za ostrze. [/FONT] [FONT=Times New Roman] -Fe!!! Ty cholerny, zidiociały samobójco! – wrzasnęłam wyrywając mu niebezpieczne narzędzie. Patrzył na mnie zakłopotany, próbując zrozumieć, dlaczego znowu odbieram mu jakąś fajną zabawkę. W chwilę później, drobniutkim truchtem, wyminął mnie w drodze na kanapę z nową rolką papieru toaletowego w zębach. [/FONT] [FONT=Times New Roman] -Fe!!! Papier jest fe!!! Dlaczego ciągle musisz mieć coś w mordzie?![/FONT] [FONT=Times New Roman] -Garet westchnął przeciągle, dał nurka na kanapę zgarniając przednimi łapami narzutę i rozciągnął się jak długi szorując brzuchem. Kiedy już wytarzał się do woli, odsunął łapą parawan i runął na moje łóżko, aby czynność powtórzyć. Następnie zrobił przelot przez fotel i z satysfakcją przyjrzał się efektowi swoich poczynań. Otrząsnął się energicznie, klaszcząc uszami i w dzikich poślizgach popędził do kuchni za Gacią, która niebacznie zajrzała do pokoju. Jak zwykle, nakręcał się wieczorem. Marchew, która z pełną troski zadumą wpatrywała się w pełne miski, poderwała się przytomnie i ewakuowała do pokoju Ireny krokiem objuczonego muła. [/FONT] [FONT=Times New Roman] W godzinę później wyjaśniłam Garetowi dobitnie, że wyfroterowałam już brzuchem całą podłogę i nie będę więcej szukać mu piłeczki tenisowej pod meblami, oraz że taki ogryzek szczotki to może sobie wsadzić gdzieś, jak ją zeżarł, to teraz niech sam się czesze. [/FONT] [FONT=Times New Roman] W czwartek po powrocie z pracy powitał mnie przed furtką widok poszarpanej rolki papieru toaletowego. Wkurzyłam się i klęłam jak szewc podczas przygotowywania obiadu, ale wreszcie zmogła mnie przedburzowa aura i wpełzłam do łóżka biorąc ze sobą książkę, której nawet nie otworzyłam. Przez sen słyszałam szalejącą burzę i pomyślałam półprzytomnie, że woda właśnie zalewa nam piwnice, co przygnębiło mnie do tego stopnia, że zasnęłam głębiej. Wieczorem obudził mnie Garet, szukający obok schronienia przed piorunami. Żeby nie marnować czasu, kończył właśnie drugą rolkę papieru toaletowego. [/FONT] [FONT=Times New Roman] -Cholera! Ty niepoprawny potworze! Fe! Nie wolno! – walnęłam go w łeb naręczem papieru, czym się specjalnie nie przejął. [/FONT] [FONT=Times New Roman] -Ciężko wstać, jak się człowiek w dzień położy, prawda? – zagadnęła Irena, która właśnie z garnkiem w ręce wracała z piwnicy po karmieniu bezpańskich kotów. Zawsze, kiedy moja mamusia przemawia ludzkim głosem, ogarniają mnie złe przeczucia. [/FONT] [FONT=Times New Roman] -Fatalnie – przytaknęłam ostrożnie. –Popatrzyłam na godzinę i myślałam, że spóźniłam się do pracy… W dodatku nie chcę nawet myśleć, co jest w piwnicy. Co ja mam zrobić z tą cholerną ścianą? Kto mi odkopie fundamenty? Naprawdę, mam już dość. [/FONT] [FONT=Times New Roman] -No właśnie, chciałam ci powiedzieć, że te worki ze śmieciami dość niefortunnie tam stoją… Jakoś tak na drodze… hm… na drodze… [/FONT] [FONT=Times New Roman] -Głównego nurtu wody? – pomogłam jej ponurym głosem. [/FONT] [FONT=Times New Roman] -No właśnie. Może trzeba je gdzieś przestawić…[/FONT] [FONT=Times New Roman] -O JEZU.[/FONT] [FONT=Times New Roman] Odsunęłam od siebie myśli o kolejnej klęsce wycierając mokre koty, które zaczęły złazić się do domu. Garet popędził do piwnicy i przyniósł sobie zgniecioną, pięciolitrową butelkę po wodzie. Parę razy wyrzucałam mu ją na dwór, ale z uporem wracał hałasować do domu, więc wreszcie wyrzuciłam do śmieci. Ponieważ ze wszystkich wiader wysypywała się zawartość, zawiązałam worki i poszliśmy je wyrzucić. Garet radośnie pluskał po piwnicy, ja też, choć znacznie mniej radośnie. Muszę coś z tym zrobić, bo ten cholerny dom zgnije. Boże, chociaż tydzień bez jakiejś awarii, proszę![/FONT] [FONT=Times New Roman] W fatalnym nastroju weszłam pod prysznic, ostrożnie dosuwając rozpadające się drzwi od kabiny. Pewnie to moja wina, bo kupiłam półokrągłą, czworokątną zapewne montuje się łatwiej… [/FONT] [FONT=Times New Roman]Zakładając czystą koszulę nocną zauważyłam, że choć pozornie wydawała się cała, ma wydartą klapę na tyłku. O żesz, ty szakalu! Pośliznęłam się w kałuży wody. Cholera, tylko nie znowu woda! Jak nic, wycieka już przez ścianki kabiny. Obejrzałam zalaną łazienkę i moje podejrzenia skierowały się w kierunku piecyka. Pomacałam rury – mokre. Zakręciłam wodę i gaz i napisałam naglącego sms-a do szkolącego się ustawicznie fachowca, obiecując sobie w duchu, że po raz drugi nie naciągnie mnie na żadne pieniądze. [/FONT] [FONT=Times New Roman] Piątkowe popołudnie powitało mnie strzępami nowej rolki papieru toaletowego przy furtce. Przestałam odzywać się do Gareta. Kości cielęce wepchnęłam do lodówki i z furią zatrzasnęłam drzwi. Chodził za mną i próbował zajrzeć mi w oczy, ale starannie omijałam go spojrzeniem. Trzepnął Gacię w głowę i poświstując wyniósł się przed dom. [/FONT] [FONT=Times New Roman] Farba na margerytkach wreszcie wyschła, więc zaczęłam nanosić na meble w korytarzu lakierobejcę. Doszłam do wniosku, że lepiej wyglądałaby jasna, a nie zielona. Ale już za późno na rozważania. Garet co jakiś czas wpadał, żeby sprawdzić, czy mi przeszło. Nie przeszło. Wracał na dwór i szczekał zapamiętale w przestrzeń albo na worki z gruzem. Wreszcie doczekał się na Kaję i jego czarna, włochata dusza znalazła ukojenie. A ja znalazłam wyjście i ulokowałam papier toaletowy na odnowionej pralce Ireny, za bambusowym parawanem. Początkowo rozważałam ustawienie go na parapecie okna, na wysokości dwóch metrów, ale wyobraziłam sobie te, liczne zapewne, przypadki, kiedy zapomnę zdjąć go przed wymagającą skupienia czynnością. Wspinanie się po oknach w takim stanie nie należałoby do przyjemności… [/FONT]
-
Dzięki, kochane, dzięki. :iloveyou: [FONT=Times New Roman]18.06.2007 poniedziałek[/FONT] [FONT=Times New Roman] [/FONT] [FONT=Times New Roman] Kto wymyślił nazwę „kurze łapki”? Dlaczego nie „rowy melioracyjne”?! Przysięgam, że jeszcze niedawno ich nie miałam. I po co zawiesiłam sobie w łazience tę szafkę z lustrzanymi drzwiami? Żeby codziennie o świcie oglądać ponurą, opuchniętą twarz, przekrwione oczy i wprawiać się w fatalny nastrój? Szybki remont przerywa mi przygotowywanie jedzenia dla Gareta, choć i tak do popołudnia niczego nie tknie, opędzanie się od wiecznie głodnych kotów plączących się przy pełnych miskach i pospieszne zbieranie tego, co na pewno powinnam wziąć do pracy. Ostatnio jakoś brakuje mi czasu, a może i siły, na poranną gimnastykę. Nowe urządzenie do ćwiczeń, na które czekałam cztery miesiące, pełna nadziei i dobrej woli, porasta kurzem wsunięte pod łóżko. [/FONT] [FONT=Times New Roman] Na sprzęt czekałam cierpliwie, bo wiedziałam, że musi przebyć długą drogę z USA, być może częściowo na piechotę. Kiedy wreszcie nadeszło, zabrałam się do samodzielnego skręcania. Nie jest to moje ulubione zajęcie, bo nawet, gdy uda mi się już odwrócić rysunek we właściwą stronę, mam problemy z odniesieniem do fizycznie obecnych, rozesłanych po podłodze i kompletnie niepodobnych do niczego części. Ale pocieszyłam się, że Amerykanie to społeczeństwo obrazkowe, lubią prostotę i szybkość, więc złożenie tego nie powinno być trudne. Dom potrafią zbudować od podstaw w tydzień, więc rozwiązania mają właściwe. Przyniosłam wszystkie posiadane śrubokręty i kombinerki. Garet przyniósł woreczek z pakułami, ale mu odebrałam. Poziom optymizmu 10/10, IQ w granicach średniego wzrostu. [/FONT] [FONT=Times New Roman] Po godzinie odkryłam, że do części dołączony jest właściwego rozmiaru śrubokręt i dwa kluczyki. [/FONT] [FONT=Times New Roman] Po dwóch godzinach postanowiłam kierować się logiką, a nie obrazkami. Poziom optymizmu 1/10, IQ równe rozmiarowi męskiego buta. Odwróciłam siedzenie we właściwą stronę i połowę udało mi się poskręcać. Rozkręciłam wszystko jeszcze raz i założyłam podkładki odwrotną stroną niż na rysunku. Weszły.[/FONT] [FONT=Times New Roman] Po trzech godzinach jedna ze śrub przeleciała na wylot przez dziurę w stalowej szynie i utkwiła na amen, za to krzywo, w spodzie siedzenia wykonanego z płyty wiórowej. Kolejne pół godziny spędziłam na daremnych próbach wydobycia jej. W końcu się poddałam. Trzy pozostałe miały łebki właściwej wielkości i weszły tam, gdzie trzeba. Tak mnie to wyczerpało, że natychmiast zgubiłam gdzieś płytę z zestawem ćwiczeń, a zresztą, uznałam, że pogimnastykowałam się za tydzień z góry. Płyta się nie znalazła, za to urządzenie okropnie ciężko wyciąga się spod łóżka, co stwierdziłam przy ścieraniu podłogi. Ale, obiecuję sobie codziennie, od jutra zacznę ćwiczyć… [/FONT] [FONT=Times New Roman] W pracy, mrugając ciężko, żeby nawilżyć suche jak pieprz spojówki, założyłam korale i kolczyki. Posprzątałam sfatygowane chusteczki higieniczne i paragony, które wywlokły mi się z torby za koralami, wytrzepałam mniej uparte okruchy z klawiatury i zrobiłam sobie kawę. Widok wchodzących koleżanek od razu podniósł mnie na duchu. W moim wieku, a wyglądają najwyżej na trzydzieści pięć lat. Zadbane, wypielęgnowane. Paznokcie u wszystkich kończyn zrobione u profesjonalistki. Każdy włos na swoim miejscu. Makijaż nierozmazany. Ubranie nienaganne, podczas gdy moja lniana sukienka, którą od razu zalałam kawą, wygląda jakbym właśnie wylazła w niej z przydrożnego rowu po dłuższej drzemce, na okularach mam odcisk Garetowego nosa, a na głowie coś, co przypomina barani zad na dzień przed strzyżeniem. Jak one to robią?! Wpatrywałam się w nie z zazdrością, kiedy paliłyśmy w dusznym, wielofunkcyjnym pomieszczeniu porannego papierosa siedząc ostrożnie na przeznaczonych do kasacji, z powodów bezpieczeństwa, fotelach. Westchnęłam i wyraziłam zasłużone uznanie dla ich wyglądu. [/FONT] [FONT=Times New Roman] -Ty masz rajstopy? – zaciekawiła się Julka, spoglądając na moje nogi, które oparłam o rozchwierutane biurko dla utrzymania równowagi na zdezelowanym fotelu. [/FONT] [FONT=Times New Roman] -Oszalałaś? Przy tej temperaturze? W ogóle nie znoszę rajstop. [/FONT] [FONT=Times New Roman] -To masz takie aksamitne nogi? [/FONT] [FONT=Times New Roman] -Ja wiem? – spojrzałam krytycznie na swoje podudzia. –Dzięki Bogu na nogach włosy mi nie rosną… [/FONT] [FONT=Times New Roman] -Też bym tak chciała…[/FONT] [FONT=Times New Roman]Hm… czyli jednak mam coś, czego inni mogą mi zazdrościć. Szkoda, że tylko nogi, które i tak zakrywam sukienkami albo spodniami. Gdybym mogła wybierać, postawiłabym na twarz. [/FONT] [FONT=Times New Roman]-Jak tam twój remont? – zagadnęłam ostrożnie.[/FONT] [FONT=Times New Roman]-Nawet mi nie przypominaj. Nigdy się nie skończy. Nie chcę o tym myśleć. A twoja mama? Przyniosła już miednicę?[/FONT] [FONT=Times New Roman]-Cicho, bo wykraczesz. Na razie jestem na etapie zabytkowej pralki i tary – ziewnęłam potężnie. [/FONT] [FONT=Times New Roman]-To też nie możesz spać przez to wszystko? – zapytała ze współczuciem.[/FONT] [FONT=Times New Roman]-Spać mogę. Tylko nie mam kiedy. Wypada mi mniej więcej po pięć godzin na dobę – znowu ziewnęłam. [/FONT] [FONT=Times New Roman]-To cóż ty robisz tak długo?[/FONT] [FONT=Times New Roman]-Pomijając drobne prace remontowe, najwięcej czasu zajmuje mi codzienne podnoszenie domu z gruzów. Zwierzęta w połączeniu z Ireną to niezawodna mieszanka. Już od furtki zbieram kawałki tego, co zniszczył Garet. Potem muszę zrobić coś do jedzenia, odkopać kuchnię z resztek pokarmowych, umyć całą stertę samoodnawiających się brudnych naczyń, odskrobać kuchenkę, pościerać kocie siki, w międzyczasie karmię po kilka razy całe towarzystwo, wpuszczam wszystkimi otworami na wszystkich piętrach kolejne koty, usuwam następne ślady zniszczeń po Garecie, a jest pomysłowy i produkuje na bieżąco, myję podłogi, znowu jakiś posiłek i już o jedenastej mam czas dla siebie. Prasowanie, kąpiel, kilkanaście minut czytania i robi się wpół do pierwszej. Od rana znowu jakiś koszmar. Parę dni temu Marchew omal się nie powiesiła. Rano zdawało mi się, że słyszę jakieś dziwne jęki. Sprawdziłam wszystkie wejścia, dach, piwnicę i nic. Już miałam wychodzić, ale nie dawało mi to spokoju, więc wyszłam jeszcze raz na górę, otworzyłam drzwi do pokoju Kai i omal trupem nie padłam, bo w uchylonym od góry oknie wisiała za szyję Marchew, skrzeczała i wierzgała wściekle. Pewnie próbowała się wydostać na balkon. Złapałam jakieś ubranie, wlazłam w porozbijane doniczki i uwolniłam ją stamtąd przez te szmaty. I widzicie, gdyby nie moja straszna wyobraźnia, Kaja po przyjeździe zastałaby wiszącego w oknie trupa. Zostawiłam tę wariatkę z otwartą gębą i wystawionym jęzorem, bo musiałam lecieć do minibusu. Ale nic jej się nie stało. Ach, no i przecież zapomniałabym o ciągłych awariach. Po ostatniej naprawie piecyk gazowy co chwilę gaśnie, przy każdym deszczu piwnice mi zalewa, a kabina prysznicowa zaczyna się rozpadać. Naprawdę, mam już dość. Pocieszam się, że te dziwne rzeczy, które robię, wynikają z przewlekłego stresu, a nie degradacji intelektualnej. Na przykład szczoteczka do zębów w ociekaczu na sztućce. Albo komórka zamknięta w szafie, nota bene na półce z majtkami. Najpierw posądziłam Gareta, ale wyglądał na szczerze niewinnego, więc chodziłam po domu ze stacjonarnym wykręciwszy numer swojej komórki. No i znalazłam. Nie macie się z czego śmiać, to jest straszne! [/FONT] [FONT=Times New Roman]Po powrocie do domu pogratulowałam sobie pomysłu zostawienia w łazience pożartej ostatnio koszuli nocnej. Wyglądało na to, że nasz obłąkany pies pastwi się nad nią nadal i to mu na razie wystarcza. Cieszyłam się tym aż do spotkania z Ireną, której zaniosłam na przekąskę przygotowaną naprędce sałatkę warzywną z jajkami. Garet oczywiście eskortował mnie wiernie klekocząc radośnie wędzonym świńskim uchem. Na jego widok Irena zjeżyła się bardziej niż zwykle. [/FONT] [FONT=Times New Roman]-Wynoś się stąd, ty cholerny szkodniku![/FONT] [FONT=Times New Roman]-Dajże spokój! Przecież ci nic nie robi. [/FONT] [FONT=Times New Roman]-Bo już zrobił! Wyszłam tylko na chwilę po śmietanę, a ten szatan podarł mi sukienkę i bluzkę. Już nic w tym domu nie można bezpiecznie zostawić! Do czego to podobne, żeby wszystko zamykać, psa ci się zachciało, przecież tu można teraz zwariować przez tego diabła! Wszędzie tę parszywą mordę wepchnie![/FONT] [FONT=Times New Roman]Wycofałam się z ciężkim westchnieniem. [/FONT]
-
:loveu: hej, Cieszy mnie każdy sygnał, że kogoś udało mi się rozbawić czy podnieść na duchu. W gruncie rzeczy okrutnie posępna ze mnie facetka. Mnie z kolei wyciagają z dołków i wąwozów Wasze komentarze. 100% gwarancji radosnego uśmiechu. Wiecie, że zebrałam się na odwagę i wysłałam książkę o Garecie do wydawnictwa Prószyński? Cóż, nie uznali jej:shake: za wartą druku. Psie opowieści, widać, śmieszą tylko kochanych Dogomaniaków. Całuję Wszystkich. Joanna
-
:chainsaw:Remontoholicy wszystkich krajów łączcie się! [FONT=Times New Roman]19.06.2007 wtorek[/FONT] [FONT=Times New Roman] [/FONT] [FONT=Times New Roman] Ciekawe, że teraz, kiedy ten remont sączy mi się jak ciepła woda z kranu po płatnej naprawie będącego na gwarancji piecyka, okazuje się, że wszyscy wokół też zmagają się z remontem, zbierają siły do jego rozpoczęcia lub leczą się po zakończeniu. Wynika z tego niezbicie, że cały świat jest w nieustannym, szarpiącym nerwy remoncie. I chyba najlepiej w tym wszystkim mają się „fachowcy”.[/FONT] [FONT=Times New Roman] -Matko Święta, co ci się stało? – zapytałam ze zgrozą, gapiąc się na blady, ale wciąż bardzo kolorowy siniec wokół oka mojej przyjaciółki, nasuwający raczej jednoznaczne skojarzenia.[/FONT] [FONT=Times New Roman] -Teraz to już nic, prawie nie widać. To nie to, o czym myślisz. [/FONT] [FONT=Times New Roman] -Rozumiem. Nie wpadłaś na drzwi… [/FONT] [FONT=Times New Roman] -Właśnie. Wszystkim mówię, że mąż mnie pobił… i tak nikt by mi nie uwierzył, jakbym powiedziała prawdę. Ale musiałam wziąć tydzień urlopu, przecież nie mogłam pokazać się z taką twarzą w pracy…[/FONT] [FONT=Times New Roman] Zachichotałam. W instytucji, w której Ula pracuje, widok pani dyrektor z twarzą sugerującą nieodparcie stosowanie przemocy domowej miałby fatalny wpływ zarówno na klientów jak i na współpracowników.[/FONT] [FONT=Times New Roman] -No to przyznaj się, co wykombinowałaś z tym okiem. [/FONT] [FONT=Times New Roman] -Wzięłam siekierę i poszłam wycinać leszczynę, żeby sobie odpocząć od remontu. Myślałam, że łatwo pójdzie, bo miała tylko jeden marny pęd, ale odwinęła i dała mi w mordę.[/FONT] [FONT=Times New Roman] -Właściwie trudno się dziwić, że się broniła, jak zobaczyła oprawcę z toporem… [/FONT] [FONT=Times New Roman] Ze świeżo podbitym okiem Urszula pospiesznie przygotowywała się na przyjęcie przyszłych teściów swojego syna. Nie było to wcale łatwe, bowiem dom po mamie ma w remoncie przez duże R. Właściwie czynny jest tylko jeden pokój, w którym znajduje się wszystko, obficie udekorowane kwitnącymi amarylisami, które hodowała jej świętej pamięci matka. Przez jakiś czas jedynym mniej więcej stałym elementem był ten stary, kaflowy piec ode mnie, który poskładał do kupy specjalnie sprowadzony zdun. Jednak od czasu, kiedy mąż Uli postanowił zaopatrzyć w ciepłą wodę z podkowy także znajdującą się za ścianą łazienkę, piec był rozbierany trzykrotnie. Ostatecznie w dniu przyjazdu przyszłych teściów w ścianie pomiędzy kuchnią i łazienką ziała ogromna dziura, bo okazało się, że jednym z elementów konstrukcyjnych owej ściany był wielki głaz, który podczas przeprowadzania rur do baterii nad wanną wypadł. Ofiar w ludziach na szczęście nie było, ale ściana wymagała gruntownej odbudowy bardziej tradycyjnymi metodami. Z łazienki można było korzystać pod warunkiem, że wszyscy wynieśli się z kuchni. [/FONT] [FONT=Times New Roman] Przyszła panna młoda, kąpiąc się przed przyjazdem rodziców, doznała uszczerbku na zdrowiu, bowiem spadł jej na głowę młodszy brat owego głazu. Gości powitała z guzem, który ładnie harmonizował z podbitym i zapuchniętym okiem jej ukochanej, przyszłej teściowej, która życzliwie poinformowała, że pobił ją mąż, a z wanny najlepiej korzystać w kasku. Poza tym wszystko działa i nawet jest pod ręką, bo w jednym pomieszczeniu. [/FONT] [FONT=Times New Roman] No cóż, Urszula ze swoją radosną, zaradną, kilkuosobową rodzinną ekipą przetrwa ten remont w niezłym stanie psychicznym. Ma wsparcie. Poza tym ma tylko jednego, bardzo rasowego kota, który nie sika po całym domu, a największy z nim kłopot polega na tym, że kiedy wychodzi na dwór, ktoś musi go pilnować, bo traci orientację i gubi się w pobliskim lesie. Właśnie z zapałem na odwrocie jakiejś decyzji rysowała mi swoje pomysły. [/FONT] [FONT=Times New Roman] -Najgorzej będzie z tymi wszystkimi drzwiami. Tu trzeba dać dwuteownik, żeby wzmocnić ścianę, bo piętro mi się na łeb zwali. [/FONT] [FONT=Times New Roman] -O – ożywiłam się. – U mnie pod garażem zakopał się w ziemię taki kilkunastometrowy, jak chcesz, to go sobie weź. [/FONT] [FONT=Times New Roman] -Hm… dziękuję ci bardzo, nie wiesz, kto mi go wykopie, załaduje i przewiezie? O, a tu też chcę wybić drzwi, tylko mój mąż jeszcze o tym nie wie…[/FONT] [FONT=Times New Roman] -To może mu nie mów tak od razu. Mógłby nie wytrzymać.[/FONT] [FONT=Times New Roman] -Powiem w ostatniej chwili. Musi ochłonąć po tym głazie… I nie martw się, każdy remont kiedyś się kończy – pocieszyła mnie. –Mój znajomy remontował dom przez siedem lat i niedawno skończył. [/FONT] [FONT=Times New Roman] -No, to chyba jest szczęśliwy?[/FONT] [FONT=Times New Roman] -Tak, mówi, że leży na leżaku, nic nie robi i szlag go trafia![/FONT] [FONT=Times New Roman] Cóż, z tego wnika, że remont niesie ze sobą kolejne niebezpieczeństwo – uzależnienie. W skrajnych przypadkach pewnie człowiek jest w stanie sam coś zrujnować, żeby móc zacząć od początku. Może remontoholizm to bliski krewny pracoholizmu, uzależnienia od Internetu, uzależnienia od telewizji… kolejny wypełniacz czasu, skutecznie zagłuszający myśli, a raczej zastępujący je rozważaniami o materiałach budowlanych. [/FONT] [FONT=Times New Roman] Chyba zauważyłam u siebie pierwsze objawy uzależnienia. Kiedy na chwilę usiądę bezczynnie, robię się dziwnie nerwowa. Gdy łapię do ręki szlifierkę czy wkrętarkę, spływa na mnie coś na kształt spokoju, o ile można mówić o spokoju w przypadku człowieka ustawicznie się zamartwiającego. Uświadomiłam sobie tydzień temu w minibusie, że tak się martwię przeszłością i przyszłością, iż teraźniejszość zupełnie mi umyka. [/FONT] [FONT=Times New Roman] Gdy zbliżam się do domu, boję się, że znowu zauważę jakieś czworonożne zwłoki na ulicy. Gdy otwieram furtkę, zastanawiam się, z czego są szczątki, które walają się przed domem i jakie niespodzianki czekają mnie w kolejnych pomieszczeniach. Garet na ogół nie sprawia mi zawodu, choć ostatnio zrobił się jakby monotematyczny – moje nocne koszule i papier toaletowy, który zręcznie ściąga z uchwytu. Trudno zamknąć łazienkę, bo tam stoi kocia kuweta. Chociaż koty rzadko z niej korzystają, wciąż mam nadzieję, że pewnego dnia obudzi się w nich sumienie i przestaną lać po całym domu, a zaczną w łazience. I to nie pod nowym koszem z bielizną, który potem, żeby jego było na wierzchu, znaczy Garet. Boże… [/FONT] [FONT=Times New Roman] Kiedy jestem w domu, przez cały czas nasłu****ę nerwowo łoskotu pędzących samochodów. Czy to był pisk hamulców czy czegoś żywego, co leży teraz ranne i cierpi? Na wszelki wypadek wybiegam i sprawdzam. Garet też do razu pędzi szerokimi susami i na wszelki wypadek szczeka. [/FONT] [FONT=Times New Roman] Wychodząc, kiedy już przekonam się w myśli, że na pewno wszystko zamknęłam na klucz i przypomnę sobie wszystkie ostatnie przewinienia Gareta, żeby nie odczuwać poczucia winy z powodu jego porzucenia, zaczynam sobie wyobrażać, że jakiś debil otwiera furtkę, pies wyskakuje i pędzi w poszukiwaniu mnie, jak zwykle ma oślep, wpada pod któryś z cholernych, gnających z nadmierną prędkością samochodów, pisk hamulców, skowyt… od razu robi mi się słabo. Większą część drogi do głównego skrzyżowania przebywam tyłem, bo mój kręgosłup szyjny kiepsko funkcjonuje i nie mogę swobodnie odwracać głowy. W minibusie zaraz łapię do ręki komórkę czekając, kiedy rozlegnie się alarmujący dzwonek, a na wyświetlaczu pojawi się napis „dom”. I oczywiście nie opuszcza mnie obsesyjna myśl, żeby wracać jak najszybciej. [/FONT] [FONT=Times New Roman] Tydzień temu pozwoliłam sobie na szaleństwo, po spotkaniu kupiliśmy z Iwoną i Mariuszem dużą pizzę i udaliśmy się na poszukiwanie skweru i ławki, żeby ją spożyć na świeżym powietrzu. Wieczór był ciepły, powietrze aksamitne i nawet w centrum miasta pachniało świeżo skoszoną trawą. Skwer z ławką okazał się w najbliższej okolicy nieobecny, pizza doprowadzała mój żołądek do szaleństwa i wreszcie, w desperacji, zaproponowałam, żeby ją pożreć w samochodzie Iwony. Ostatecznie usiedliśmy na murku przed jakimś biurowcem. Zdawało mi się, że przyglądający się nam przez okno portier zaraz sięgnie po słuchawkę telefonu. Jakiś zagubiony, konformistyczny kawałek mojej duszy podsunął mi tchórzliwie obraz tytułu w prasie brukowej: „Upadek polskiej inteligencji. Prawnik, socjolog i ekonomista aresztowani w centrum Krakowa za włóczęgostwo”. Takie są skutki mijania rano kiosków ruchu. Na dobry początek dnia walą człowieka między oczy trzydziestocentymetrowe tytuły z wyeksponowanych brukowców. Teletubisie i inne równie poważne afery wywoływane przez postacie rodem z kreskówek, które przez przypadek zaludniły naszą scenę polityczną. Jezu, powinien powstać nowy ruch uchodźctwa politycznego. Ze wstydu. [/FONT] [FONT=Times New Roman] Nikt nie wezwał policji, pizza była fantastyczna, najlepsza, jaką w życiu jadłam. Rozmowa, na tym szczególnym poziomie znajomości, gdy wie się dużo o zwykle starannie ukrywanych przed światem swoich słabych i wstydliwych stronach, podziałała oczyszczająco. Uświadomiłam sobie, że po raz pierwszy od dłuższego czasu czuję się odprężona i beztroska. W domu odrobinę mi przeszło, kiedy okazało się, że Garet rozgryzł w piwnicy worek ze śmieciami, który zamierzałam wystawić jako dodatek do przeznaczonego do wywiezienia pojemnika, i całe to świństwo musiałam pozbierać. [/FONT] [FONT=Times New Roman] Dojrzewa we mnie wizja korytarza. Na nowe meble mnie już nie stać, więc postanowiłam zrobić coś ze starymi brzydactwami. To znaczy coś oprócz spalenia ich. Nigdy nie bawiłam się w malowanie olejami, ale farbki mam, dostałam w prezencie od Iwony. W sobotę zabrałam się do malowania margerytek na kobylastej szafie i dwóch szafkach. Na nie ma przyjść zielona lakierobejca i w mojej wyobraźni kwiaty prześwitują przez przejrzystą, zielonkawą powłokę. Na razie tylko w wyobraźni. Po zeszlifowaniu z grubsza starego lakieru wybrałam pędzelek i od razu zachwyciłam się olejem. Efekty bez mała trójwymiarowe! No, poszalałam. Garet co jakiś czas oceniał postępy nie zwracając uwagi na moje błagania, żeby nie machał tym cholernym, wielkim ogonem. Na środku czoła pyszniła mu się czerwona kropka, jak hinduska tilaka. Nie wiem, skąd się wzięła, czerwieni używałam niewiele, tylko do podbarwienia stylizowanych łodyg. [/FONT] [FONT=Times New Roman] W przerwach między podziwianiem i deptaniem mi po piętach pies samodzielnie organizował sobie zajęcia. [/FONT] [FONT=Times New Roman] Śnieg? – zdumiałam się, zerknąwszy przez otwarte drzwi wejściowe na płytę przy furtce. Przeciwko tej hipotezie zdecydowanie przemawiała temperatura. Za – kolor, ilość i puszystość. Już w połowie drogi rozpoznałam wełniany puch, który radośnie się rozprężył opuściwszy wreszcie wełnianą poduszkę Kai. [/FONT] [FONT=Times New Roman] -FE!!! – wrzasnęłam na szeroko uśmiechniętego Gareta, który pięknie się z tą bielą, o ton bardziej kremową niż jego pierś, komponował. Zmieszał się lekko, ale nie na tyle, żeby w chwilę później, otworzywszy pazurem drzwi szafy, nie wyjąć z niej mojego nowego, trzeciego z kolei, kołnierza ortopedycznego. Znalazłam ich obu zupełnie przypadkiem, zmagających się na moim łóżku. Garet zdecydowanie był górą. Kiedy go dopadłam, właśnie przełykał większy kęs. Że też cholernikowi jelita się tymi tekstyliami nie zapchają! Dostał po tyłku resztkami kołnierza. Ochłonął natychmiast po zeskoczeniu z łóżka, bo dwa metry dalej, przechodząc obok regałów z książkami, przystanął na chwilę, niuchnął, wymierzył precyzyjnie i jednym, zwinnym ruchem oderwał grzbiet pierwszego tomu Winnetou, który napoczął w zeszłym roku. Połknął go w trakcie pospiesznego odwrotu na z góry upatrzone pozycje przed domem, gdzie natychmiast oszczekał worek z gruzem, żeby zemścić się za kołnierz. [/FONT] [FONT=Times New Roman] W niedzielę farba nadal była mokra. Nie tyle mokra, co mazista. Pewnie na płótnie zachowuje się inaczej niż na drewnie… Pokrzyżowało mi to plany, więc skończyłam malowanie drzwi i zaczęłam realizować kolejną artystyczną wizję na sędziwej pralce wirnikowej Ireny. Czułam, że lada moment zażąda wstawienia jej do odnowionej łazienki i będę musiała się z tym pogodzić. [/FONT] [FONT=Times New Roman] Pralka jest czechosłowackiej produkcji, w wieku Kai, urody dość dyskusyjnej. Irena jednak twierdzi, że tylko ona pierze jak należy. Zawlokłam urządzenie do kuchni, rozłożyłam gazety i odpędziłam zwierzęta. Na spód poszedł żółty miodowy, miejscami na wierzch lato słomkowe i wreszcie przetarcia w kolorze złota. No, kurde, cadillac mi wyszedł. Irena jeszcze nie ochłonęła całkowicie po kwitnących meblach w korytarzu, kiedy ujrzała mnie z pędzlem nad swoją ukochaną pralką. Pobladła z lekka. [/FONT] [FONT=Times New Roman] -Co ty robisz?! – zawołała ze zgrozą. Tak, jakby nie widziała…[/FONT] [FONT=Times New Roman] -Odnawiam to przerdzewiałe paskudztwo – warknęłam. [/FONT] [FONT=Times New Roman] Protestowała przy każdej warstwie, bardziej jednak dla podtrzymania tradycji, bo mam wrażenie, że była zadowolona z uwagi okazanej jej przyjaciółce.[/FONT] [FONT=Times New Roman] -A gdzie jest moja tara? [/FONT] [FONT=Times New Roman] -Co?![/FONT] [FONT=Times New Roman] -Moja tara do prania. Coś bym sobie czasem przeprała w ręku, a na niej można bez wysiłku – dobiła mnie. Jęknęłam. Wiedziałam, że do tego dojdzie. Tara jest rówieśniczką ukochanej miednicy Ireny, prawdopodobnie nawet są zrobione z tego samego, pierwszego wyprodukowanego na świecie czołgu. Rdza się ich raczej nie ima, więc moja nadzieja, że przerdzewieją, zdechła ze trzydzieści lat temu. Miednicę swego czasu, w porywie desperackiej nienawiści do brzydoty, próbowałam zabić siekierą, ale nie doznała większego uszczerbku, za to mnie omal nie rozleciały się wszystkie stawy. Gdybym mieszkała blisko torów kolejowych, wrzuciłabym ją pod pociąg, ale możliwe, że by się wykoleił. Boże, chce tary, następna będzie miednica! A tego nie przeżyję![/FONT] [FONT=Times New Roman] -W piwnicy jest – powiedziałam z niechęcią. –Teraz zaraz chcesz prać? Myślałam, że nie możesz ruszać ręką? [/FONT] [FONT=Times New Roman] -No, nie teraz. Ale przecież nie mogę tak cały czas tylko siedzieć i leżeć. Muszę się trochę ruszać. [/FONT] [FONT=Times New Roman] O Boże. Moja matka budzi się do życia. Posłuchała mnie i zaczęła brać lerivon. Dlaczego wszystkie dobre intencje obracają się przeciwko mnie?[/FONT] [FONT=Times New Roman] -Od dawna ci to mówię, ale czemu chcesz zacząć od prania? Może tak powoli… na przykład, jak zużyjesz cytrynę, to wyrzuć, bo muszki się lęgną, albo jak ci się coś wyleje na szafkę, to zetrzyj. Wiesz, stopniowo… No dobra, zaraz ci przyniosę – westchnęłam, widząc jej minę. Skonstruowane przeze mnie urządzenie rehabilitacyjne działa nadzwyczajnie, nawet pełna pesymizmu Irena widzi sporą poprawę. Mam pomysł na jeszcze jedno, ale potrzebne mi duże koło od roweru. Tylko dlaczego tara?! Za co?![/FONT] [FONT=Times New Roman] Po intensywnych poszukiwaniach udało mi się znaleźć cholerny zabytek. Twarz Ireny rozjaśniła się szczęściem. Jezu. [/FONT] [FONT=Times New Roman] -Ale nie zostawiaj tego tutaj, wynieś z powrotem do piwnicy. [/FONT] [FONT=Times New Roman] -Dopiero przyniosłam…[/FONT] [FONT=Times New Roman] -Nie, jeśli już się znalazła, to postaw w piwnicy przy schodach, jak będę potrzebować, to wezmę. [/FONT] [FONT=Times New Roman] Może jednak tę miednicę wyrzucę. Trudno, poniosę wszystkie konsekwencje. Pralkę wraz z kocią kuwetą zasłoniłam w łazience bambusowym parawanem, ale z miednicą sobie nie poradzę. Żaden parawan tego grzmota nie ukryje. Z malowaniem też nie będę się wygłupiać, nawet Matejko nie byłby w stanie jej upiększyć. [/FONT] [FONT=Times New Roman] Spiżarnię skończyłam sprzątać przed północą, potem umyłam podłogi i około pierwszej już byłam w łóżku. Garet przespał się szybko i głęboko. Później przeszedł w fazę płytszego snu, żeby mieć pod kontrolą napływające przez uchylone okno dźwięki. Szczególnie nocne psie wynurzenia. Gdy już zalogował się na czacie, każdą interesującą go frazę komentował głośnym, pełnym emocji szczekaniem. Ileż w końcu można znieść? Przeklinając paskudnie zwlokłam się z łóżka i zatrzasnęłam okno. [/FONT]