Hej,
Zyjemy oboje. Garet robi co może, żeby dostarczyć rozrwyki swoim wielbicielom. Zrobiłam trochę zdjęc, tylko muszę znaleźć czas, żeby je zgrać. A na razie pozdrawiamy wszystkich, załączamy ciąg dalszy migawek z życia Gareta. Jak się uzbiera, zaczniemy szukać wydawcy.
Joanna
[FONT=Georgia]O Boże, jakie męczące dni! W pracy koszmar, w domu wszystko jednocześnie z Garetem uczepionym nogawki czy rękawa (opcja najlepsza z możliwych) albo nogi lub ręki (opcja znacznie gorsza). [/FONT]
[FONT=Georgia] Od razu, kiedy wracam do domu, biorę psa na ręce i odpracowujemy powitanie (zanim wejdę do środka i rozejrzę się). Dobrze nam to robi. Zresztą ostatnio nie poczynił żadnych większych szkód. Co prawda przeczytał nową powieść do strony siódmej włącznie, razem z okładką, ale zdążyłam przed nim, więc niewielka strata. Następnego dnia zostawiłam mu do czytania gazetę. Kiedy wróciłam, pokój wyglądał tak, jakby ogromny, zdesperowany szczur ścielił sobie w nim gniazdo nie mogąc zdecydować się na konkretne miejsce. Ale poza tym wszystko było OK. Nie liczę butów, pantofli, wełnianych poduszek, ścierek do naczyń, zabawek, ręczników, odżywek do włosów i innych drobiazgów ułożonych jak na wystawie wzdłuż ogrodzenia przy głównym wejściu, bo to już nudna codzienność. Dopóki nie dobrał się do kosza na brudną bieliznę, wszystko jest w porządku. Boże, obym w złą godzinę nie pomyślała! Ostatnio zaczął wynosić moje ubrania. Wystarczy, że opuszczę go wbrew jego woli (czyli za każdym razem), a mogę szukać swetra albo szlafroka na dworze. Rozumie się, dana sztuka odzieży jest już dokładnie inkrustowana uschłymi kawałeczkami zeszłorocznych roślin, które wydają się nie do usunięcia. Najwyżej wyrzucę. Nie znoszę, kiedy coś mnie drapie.[/FONT]
[FONT=Georgia] W sobotę kupiłam sobie nowe pantofle. Prawy nadal jest zamszowy, lewy ogluciały. Dla starych Garet stracił zainteresowanie. Teraz, chcąc przedłużyć im życie, czy raczej cieszyć się ich obecnością, jeśli nie stoję, to przezornie na nich siadam, bo inaczej muszę szukać pomocy z zewnątrz.[/FONT]
[FONT=Georgia] -Kaja!!! Na litość boską, wyjrzyj przed dom, jest na mój lewy pantofel?![/FONT]
[FONT=Georgia] -Są dwie nowe dziury wykopane przy ogrodzeniu i różne inne rzeczy, ale pantofla nie ma – raportuje posłusznie moje dziecko. [/FONT]
[FONT=Georgia] Kopanie dziur to niedawne hobby Gareta. Zdradzał już od pewnego czasu zainteresowanie świeżo zagospodarowanymi obszarami w ogródku, ale starałam się wmawiać mojej matce, że to koty. Co gorsza, okazało się, że fascynują go nowe rośliny. Kaja dostała ode mnie na imieniny magnolię, całą w pąkach. Jeden już nawet rozkwitał. Posadziła ją pieczołowicie, a w chwilę potem Garet właśnie ten rozkwitły kwiat urwał i zeżarł. Oderwała go od krzaka zanim zdążył zająć się resztą. [/FONT]
[FONT=Georgia] -Pilnuj, żeby jej nie gryzł![/FONT]
[FONT=Georgia] -Jasne – obiecałam. Leżałam na trawniku odpoczywając po posadzeniu krzaczka róży. Słońce przyjemnie grzało, ale co to za opalanie, kiedy człowiek co chwilę musi podrywać głowę i toczyć wokół błędnym wzrokiem w poszukiwaniu czarnego szkodnika. Okolice magnolii były puste. Garet mlaskał gdzieś niedaleko mnie. Grzeczny piesek. Odwróciłam głowę, skupiłam wzrok i oniemiałam. Pełnym pyskiem odrywał z mojej róży młodziutkie, jasnozielone listeczki i pluł nimi radośnie dookoła. [/FONT]
[FONT=Georgia] -Garet, FE!!![/FONT]
[FONT=Georgia] Wypraktykowałam, że jeśli przez co najmniej godzinę wyszaleje się w ogródku, to potem pada jak ścięty na dobre dwie godziny, podnosząc się tylko wtedy, kiedy opuszczam pokój, po to, żeby podążyć moim śladem i stracić przytomność gdzie indziej, na przykład w kuchni. Do harców w ogródku muszę wyczaić odpowiedni moment, kiedy moja matka się położy, bo gdyby widziała, co się dzieje na zewnątrz, stracilibyśmy przytomność obydwoje i to bynajmniej nie ze zmęczenia. [/FONT]
[FONT=Georgia] W sobotę Garet miał ciężkie przeżycie. Postanowiłyśmy go wykąpać, bo czochra się jak szalony, chociaż po dokładnych oględzinach uznałyśmy, że nie ma powodu. To znaczy powód zapewne ma, ale pcheł nie. [/FONT]
[FONT=Georgia] -U niego to jest psychosomatyczne – stwierdziłam ponuro. [/FONT]
[FONT=Georgia] -Chyba tylko „psycho”, bo na skórze nie ma żadnych śladów – sprostowała Kaja.[/FONT]
[FONT=Georgia] Po niezbędnych przygotowaniach wstawiłyśmy go do dużej miednicy z podgrzaną deszczówką. Wełnę trzeba prać delikatnie. Kiedy dotarło do niego, że nie zdoła się wydostać, cierpiał tak pokazowo, że zaczęłam mieć wyrzuty sumienia. [/FONT]
[FONT=Georgia] -Może powinnyśmy go wyprać nie w szamponie, ale w tym jakimś-tam… black magic? – wysunęłam przypuszczenie i głowę Gareta spod pachy.[/FONT]
[FONT=Georgia] Problem wyłonił się przy spłukiwaniu, bo przewidziałam na to za mało wody. Prysznica postanowiłyśmy nie uruchamiać, bo jak potem ludziom tłumaczyć, że pies padł na zawał ze strachu w niemowlęcym wieku? Kaja dogrzewała wodę czajnikiem. Na szczęście szybko poszło. Duch z pięt we właściwe miejsce powrócił mu dopiero po trzecim ręczniku. Prawie suchy, ruszył w dzikim galopie wokół pokoju, wskakując na swój fotel po to tylko, żeby próbować zakopać się w futrzak, a gdy mu się nie udało, zrobić kilka obrotów i kontynuować bieg. Resztę frustrujących uczuć wyładował na pięciolitrowej butli po wodzie i naszych nerwach słuchowych. Wreszcie, pogryzłszy nas dotkliwie, najpewniej z zemsty, kicnął na fotel z Kai butem w zębach i ułożył się do snu na cały wieczór. Nie zauważył nawet, że jestem już w łóżku. [/FONT]
[FONT=Georgia] -Kaja, rzuć no okiem, coś załomotało, według mnie spadł z fotela![/FONT]
[FONT=Georgia]Dziecko przyszło z kuchni żeby zbadać sytuację.[/FONT]
[FONT=Georgia] -No, owszem. Spadł. Ale śpi nadal. [/FONT]
[FONT=Georgia] Przed położeniem się do łóżka Kaja wyniosła go przed dom, gdzie wysikał się dopiero po kilku próbach ustawienia go w miarę prosto na wszystkich czterech łapach. [/FONT]
[FONT=Georgia] Następnego dnia po kąpieli pozostało tylko wspomnienie. Wystarczyła godzina w ogródku. Niskopienny jest, więc szybko się brudzi… Wyszalał się i padł, co pozwoliło mi bez przeszkód przygotować obiad. Dla niego mięsko z ryżem i jarzynami, dla mnie ziemniaki z jajkiem i sałata z bardzo pikantnym sosem czosnkowym. Tylko w czasie weekendu pozwalam sobie na czosnek. Dziecko co prawda nader gorliwie odsuwa się ode mnie, ale co tam, teraz przynajmniej pies pokazuje, że jego uczucie wytrzyma próbę czosnku. Tenże pies z mieszaniną głębokiego zdumienia i odrazy zajrzał do swojej miski, otrząsnął się z niedowierzaniem i runął na moje kolana. Próba bezpośredniego wskoczenia do talerza nie powiodła się, więc spróbował jeszcze raz, jako że jest ambitny i szybko się nie poddaje. Tym razem udało mu się – wytrząsnął trochę sałaty na podłogę, chociaż broniłam swojej miski niczym lew. Ze złośliwą uciechą patrzyłam, jak bierze do pyska duży liść sałaty obficie zmoczony w sosie, który mnie wyciska rzewne łzy z oczu. Garet odwzajemnił mi spojrzenie, na chwilę zamarł, zamrugał lewym okiem, po czym spokojnie przeżuł, połknął i zabrał się za resztę. Wniosek: pies ma porażone kubki smakowe lub nie posiada ich wcale.[/FONT]
[FONT=Georgia] -Znowu go karmisz ze swojego talerza? Z tego psa zrobi się świnia! – prorokowała ponuro moja matka. [/FONT]
[FONT=Georgia] Pomijając milczeniem dziwną transformację zoologiczną przyznałam jej potulnie rację, ponieważ to jedyny sposób, żeby skrócić utyskiwania o pół godziny. Poza tym miałam poczucie winy, ponieważ Garet w południe pracowicie nawijał na krzaki zwędzone w jej pokoju kłębki włóczki. Dowie się o tym już wkrótce, gdy zauważy, że pełno w nich suchych kawałków roślin. Muszę dokładnie wygrabić przed domem.[/FONT]
[FONT=Georgia] Po południu znowu byliśmy w ogródku. Kaja będzie zła, bo jej magnolia gubi największe pąki. Według mnie samoistnie, chociaż poza tym wygląda zdrowo.[/FONT]
[FONT=Georgia] Garet, zmachany i przegrzany, czekał na kolację wyjątkowo spokojnie, zajmując sobie czas bezskutecznymi próbami wygryzienia sęków z podłogi. Tak zaskoczyła nas babcia. Myślałam, że obejrzała włóczkę, ale nie.[/FONT]
[FONT=Georgia] -Gdzie jest mój rękaw od zielonego swetra? – zapytała z furią.[/FONT]
[FONT=Georgia] -Pewnie tam, gdzie reszta swetra – podpowiedziałam, wykazując się błyskotliwą inteligencją. [/FONT]
[FONT=Georgia] -Od tego, który dopiero robię! To znowu ten pies! – wskazała oskarżycielsko Gareta, który zastygł z kłem wbitym w podłogę i wyrazem głęboko zranionej niewinności na pysku. Przywołałam ten sam wyraz na swoje oblicze i odżegnałam się od wszelkich kontaktów z robótką.[/FONT]
[FONT=Georgia] -Gdzie jest ten cholerny rękaw?! – wysyczałam do Gareta, kiedy babcia wyszła. –Dobrze ci radzę, oddaj, bo będziemy spać pod mostem… pod wiaduktem – poprawiłam się, uprzytomniwszy sobie, że w naszym mieście mostów nie ma. [/FONT]
[FONT=Georgia] Garet rękawa nie oddał, jak Kaja przyjedzie, będzie musiała wczołgać się pod moje łóżko, bowiem Garet podejrzanie często rozpłaszcza się jak czarna żaba i stękając boleśnie znika pod nim. Z tych niezbadanych czeluści dochodzą potem niepokojące odgłosy, ale staram się je ignorować, ponieważ należy dawkować sobie wrażenia. [/FONT]
[FONT=Georgia] Na kolację zjedliśmy pizzę, Garet poszedł się jeszcze przewietrzyć, a ja, korzystając z tego, że miotła nie ucieka mi we wszystkich kierunkach, z grubsza usunęłam ślady jego całodziennej działalności. Nagle sprzed domu dobiegł mnie potworny dźwięk, jakby ktoś obdzierał naszego psa ze skóry wyjątkowo tępym nożem. Rzuciłam wszystko i popędziłam na ratunek. Okazało się, że mały diabeł ma się dobrze, po prostu usłyszał jadący na sygnale ambulans i odezwał się w nim talent Pavarottiego. Przycisnęłam rękę do mostka i pochwaliłam słabym głosem – Świetnie ci idzie, stary, ale mogłeś mnie uprzedzić…[/FONT]
[FONT=Georgia] Moją kąpiel przeczekał leżąc grzecznie i żując próg w łazience. Podejrzewam, że większość korników padła na zawał. I dobrze im tak. [/FONT]