-
Posts
388 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by kofee
-
A u nas przeszło i nawet, że tak powiem przeszło na druga stronę. Jako szczeniak uwielbiała obcych i witała się z każdym, kto przychodził do domu, a później stopniowo coraz mniej lubila. Jak skończyła rok mniej więcej. A teraz szczeka jak szalona i trzeba ją wręcz temperować, żeby nie wyganiała gości z domu. Że nie wspomnę o głaskaniu na ulicy, bo wtedy już ząbki potrafi pokazać.:cool3:
-
Nie wiem dlaczego ludzie nie chcą brać piesków. Nie wyobrażam sobie zycia bez zwierzaka w domu. Ostatnio koleżanka pytała się, czy nie boję się być w domu sama. Ale ja przecież nigdy nie jestem sama. Jest ze mną przynajmniej 1 kot i 2 psy:cool3: . Na Muratorze: [URL]http://forum.muratordom.pl/viewtopic.php?t=95928[/URL] Karmelku:loveu: , powodzenia!
-
[quote name='Estera']On mi troszkę Berciszkę przypomina :loveu: zgodzisz się ze mną Beata?[/quote] Też się z Tobą zgodzę:cool3: Wygląda jak miniaturka Berciszki:loveu: , tylko ogonek ma krótszy, jakby obcięty. [B]Beata[/B], dziękuję za PW, ostatnio rzadko zaglądam. Niestety na razie nie mogę myśleć o kolejnym psie. Nawet przez chwilę pomyślałam, że może moi rodzice (mama chciała kiedyś Berciszki pożyczyć, jak miała zostać sama na noc), ale oni nie mieliby siły wychodzić.
-
No właśnie: w Olsztynie podatek wynosi 30 zł, a w mojej wsi parę km od Olsztyna 40 zł. Do weta jeździmy do Olsztyna, więc nie wiem czy nas obejmie to darmowe czipowanie i czy w ogóle czipować, skoro jedna ma tatuaż (ze schroniska), a druga na pewno się nie oddali i nie zginie (bo ma już swoje lata i po prostu nie da rady pobiec). Ja chyba zapytam sołtysiny na co przeznacza ten podatek, ale budżet wsi jest tak minimalny, że pewnie go zapłacę, chociaż 80 zł w tym miesiącu, kiedy mam akurat szczepienia 2 psów i kota to dość bolesna sprawa.:roll:
-
[quote name='taks']Te kulki polecane przez Nurr to genialna zabawka. Kupiłam moim. Wsypuję trochę "amunicji" przed wyjściem do pracy i suki nawet nie idą mi pomachać na pożegnanie, takie zajęte :loveu:[/quote] Każda ma własną? Chyba tak bym musiała zrobić. Tylko wszystko, co przypomina piłkę jest natychmiast rekwirowane przez tę mniej żarłoczną. I ten głodomór będzie się bał odebrać, nawet jak Nadi zgarnie obie:cool3:
-
Po Berciszce wcale nie widać, że coś tam w niej głęboko siedzi, jest taka miła i słodka. Z piłkami jest taki problem, że Nadi rekwiruje absolutnie każda piłkę, jaka pojawi się na horyzoncie. I w ogóle każdą rzecz do aportowania:cool3: Bertka nauczyła się od Nadi łapać w locie zabawkę, ale nispecjalnie się do tego rwie, bo boi się, że Nadi ją za to pogoni. Nauczyła się "przynosić smoka", nawet potrafi zaaportować (i to jest już wyuczone u nas:multi: ), ale nie jest tak nakręcona na aportowanie jak Nadi. A Nadi nauczyła się od Berty kłaniać:lol:
-
Bertka jest z nami 7 miesięcy!:loveu: Ciągle jednak ma jakieś lęki, pewnie z tego okresu, kiedy się błąkała: boi się kija. Ze dwa tyg. temu byłyśmy w lesie i Nadi przyniosła patyk, więc rzucałam jej, a Berta obserwowała tę zabawę z zainteresowaniem. Nawet wydawało mi się, że chce wziąć w niej udział, więc rzuciłam patyk w jej stronę, a ta biedaczka... uciekła. Nie wiem jak mogła pomyśleć, że rzucam w nią:shake: ... Mocno się wystraszyłam, bo raptem znikła mi z pola widzenia, więc zaczęłam ją wołać i nic... To było najdłuższe 5 minut w moim życiu, kiedy jej nie było. Przybiegła z całkiem innej strony i zaczęła robić wokół mnie koła o promieniu ze 100 m. Rany, ale było mi głupio: mój kochany piesek myśłał, że rzucam w niego kijem:oops: . Niestety aportowanie Nadinki się skończyło i wiem, że numery z patykiem to nie przy Bercie... Dzisiaj za to mój odważny piesio pogonił pięknego owczarka niemieckiego - tak biedaka obszczekała, że bał się przejść obok niej, żeby dojść do swojego pana. :cool3: Na smyczy była, a on luzem. Pewnie się go bała, to szczekała:cool3:
-
Bordek, w ogóle ostatnio jestem niezdrowa na tle bordków i już niekoniecznie merlaków. Ale dzięki tej pomyłce, mój mąż łaskawie się na nią zgodził. On chciał berneńczyka, najlepiej z hodowli. Z odzysku jakoś przłknął. Jak jechaliśmy do Bydgoszczy, kupił obrożę na szyjkę o obwodzie 50 cm:cool3: . A potem przeczytaliśmy, że w Polsce berneńczyki żyją bardzo krótko (w książce "Berneński pies pasterski" - koło 7 lat:shake: i całkiem się wyleczył.
-
Fajna sprawa, muszę się za czymś takim rozejrzeć. Ostatnio nie karmię chrupkami, ale czasem dziewczyny je dostają. Tylko znając niecierpliwość Berty, może próbować zjeść piłkę:evil_lol:
-
Przy okazji robienia wczoraj innych fot, zdjęłam również Bertę, jak widać lekko znudzoną: [IMG]http://images20.fotosik.pl/12/a82dfb192b03304e.jpg[/IMG] Pozdrawiamy!
-
Widzę, że chyba za bardzo się przejmuję.:cool3: Ale szkoda mi jej - tak wszystko łyka, tak okropnie się spieszy. Poza tym nie wiem, czy to nie zaszkodzi.
-
Nie tylko pies - człowiek też, jak w żyłę.
-
Nie wiem, czy to właściwy dział, ale sądzę, że ten problem pasuje bardziej tutaj, niż do żywienia. Moja suczka - od pół roku z nami - je w takim tempie, że boję się , że coś jej się stanie np. dostanie skrętu kiszek. Dostaje jeść 2 razy dziennie - na śniadanie mniej, więcej na kolację, a rzuca się na michę, jakbym dawała jej jeść raz na tydzień. Zanim trafiła do schroniska, błąkała się , nie wiem jak długo i chyba wtedy głodowała. Ze schroniska przyszła do nas wcale nie chuda, teraz jeszcze utyła, muszę zrobić jej jakieś badania, może czegoś jej brak. Ile razy chcę ja uszczęśliwić i dam trochę więcej - okazuje się że to za dużo - jest bieganie w nocy. Nie umie jeść kości - gryzie je byle jak i połyka, bałam się że łyka chrupki suchej karmy. Teraz gotuję jej indyka z ryżem i warzywami, ale to też pochłania w takim tempie, jakby ktoś jej wyrywał. Raczej nie wymiotuje, chyba, że po tych nieszczęsnych kościach, których już jej nie daję. Dziewczyna jest bardzo grzeczna: nie kradnie jedzenia, jak stoi na stole, nie ściąga, nie staje na 2 łapy, żeby wyczyścić kocią miskę (chociaż technicznie mogłaby bez problemu), podejrzewam, że mogłabym zostawić mięso na stole na parę godzin i nie ukradnie. Tylko, jak dostaje miskę rzuca się jak nieprzytomna. Z ręki też raczej wyrywa - oczywiście tylko wtedy, kiedy jej podaję. Czuję się, jakbym ją głodziła:oops: , chociaż wiem, że tak nie jest. Psina przypomina border collie i waży już chyba ze 25 kg. Moja collka też się przy niej zapasła, bo próbuje dorównać temu tempu (a zawsze była niejadkiem).
-
Od miesiąca jesteśmy na gotowanym i myślę, że zostaniemy (tzn. teraz wyjeżdżam na tydzień i mąż chyba będzie dawał suche:shake: ). Wychodzi taniej (Starsza jadła RC, młodsza coś tańszego, ostatnio Arion) i nie mają łupieżu (po Royalu, który wydawał mi się strasznie tłusty). Musze powiedzieć, że tej mojej staruszce bardzo służy indycza dieta, zero problemów, kupki niezłe, nawet po buraczkach nic się nie dzieje. Młodszą chyba przekarmiam:oops: , bo ciągle biega, ale to nie rozwolnienie, tylko... no chodzi o nadmiar jak sądzę. Ostatnio kupiłam coś, co się nazywa chyba podudzie z indyka - ma fajne białe mięso i łatwo się obiera. Gotuję to plus szyja z ciemnym mięsem, no i ryż, albo makaraon i warzywka. Ostatnio dałam tez jedno serduszko do tego, było OK. Jeszcze chyba olej słonecznikowy muszę kupić. Młodszej czasem sypnę żwaczy, żeby nie czyściła kociej kuwety, starsza nie może jeść żwaczy - wypróbawane. Wołowiny nijak znaleźć nie mogę, widzę tylko polędwicę, a na to chwilowo mnie nie stać:cool3: . Mój mąż traktuje to moje gotowanie psom jako fanaberię, która mi się znudzi, ale raczej jestem zdeterminowana.
-
Mam nadzieje, ze uda mi sie do Ciebie dotrzec (sorry, nie mam polskich czcionek:crazyeye: , nie wiem co sie stalo, wiec nie pisze wiecej).
-
[B]SaJo, [/B]piszesz o kolczatce, a co myślisz o dławiku? Moja pierwsza suńka była szkolona przy pomocy dławika, szkoleniowiec (w Amigo) zapewniał, że nie sprawia to jej bólu, dalej jako obroży używamy dławika, z przyzwyczajenia, chociaż ona bardzo ładnie chodzi. Drugiej psiuni kupiliśmy dławik za długi, więc go nie używam chodzi na plaskiej obroży, młoda ma straszne tendencje do ciągnięcia, więc nie używam tego dławika tym bardziej, w ogóle czytam ostatnio same złe rzeczy o nim.:roll: Chętnie bym się do Ciebie zgłosiła mam nadzieję, że mi się uda. Czy w wakacje pracujesz?
-
Tłumaczenie tego, że ktoś nie sterylizuje zwierzaka ze względów religinych wydaje mi się idiotyczne, ale ta pani tak chyba tłumaczy. Dobra - wolna wola - nie sterylizujesz, to pilnuj:angryy: Ostatnio przejrzałam u rodziców jakieś takie plotkarskie gazety - część przedstawia ją jako ofiarę (nie piszą dokładnie kogo:shake: lub czego), i pojawiają się takie tytuły "Pomożemy...":diabloti: Oj, nie podoba mi się to... Niech może pomogą w postawieniu zarzutów o znęcanie się nad zwierzętami, ewentualnie zapewnią odpowiednie leki i psychoterapię...
-
Dziękuję za rady. Kompletnie nie znam się na mięsie, bo go nie jem, dlatego tak pytam. Ten indyk to mnie się już trochę nudzi - to nieszczęsne obieranie, ale się przyzwyczajam. Sunie to bardzo ładnie jedzą, więc specjalnie sie nie martwię:lol: Ale jak wyjadę (co mi się szykuje za jakiś czas), to mąz nie będzie się pewnie bawił w gotowanie i dłubanie w tych szyjach. Albo mu zostawię, albo kupi suche:roll:
-
Nie mam jamnika, jestem po prostu zaskoczona tym, że szkoleniowcy (tylko niektórzy, na szczęście) odmawiali, bo to chyba nie świadczy o nich najlepiej.:roll: Moje psy są posłuszne, ale chciałabym latem wziąć parę indywidualnych lekcji, żeby lepiej poznać predyspozycje (nie wiem, czy to właściwe słowo) mojej młodszej suczki (ze schroniska, od pół roku z nami). Ona przypomina:cool3: (bardzo) bordera i mogłabym z nią troszkę poćwiczyć. Może niekoniecznie agility (bo do tego to chyba ja się nie do końca nadaję), ale wydaje mi się że dziewczyna ma potencjał.:lol: