Jump to content
Dogomania

swan

Members
  • Posts

    1229
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by swan

  1. Ech, bo przytłoczyły mnie tematy Tęczowo Mostowe ostatnio. Musiałam pewne pożegnanie odpracować... Natomiast Darma ma się bardzo dobrze i się chyba przyzwyczaja do miejsca. Raz nawet nie wyszła spod biurka jak odeszłam od niego na 3 metry:crazyeye: dzielna dziewczynka:p Zdjęć nie ma, bo czarnej Darmy na czarnym błocie po prostu nie widać:eviltong: Chyba muszę kupić obrożę odblaskową. Bo jak idziemy na wieczorny spacerek przy świetle latarki, to mi kudłata co chwila z oczu znika:shake: A obroży to potrzeba w liczbie trzy! Bo wczoraj poszliśmy całym stadem na spacer. Ja, Darma, kocur Kacper i kotka Pusia. Wszystko czarne! Tylko oczy w świetle błyskały! Chyba z tytułu,że ja zaczęłam karierę opiekunki zwierząt od psów, to moje koty jakieś takie bardzo psowate są. Przychodzą na zawołanie, reagują na własne imiona. Kacper łazi za mną po polu jak piesek. A Pusia jest bardziej niezależna i trzyma się trochę z dala. Ale jak jej wczoraj nie widziałam po ciemku i zawołałam po imieniu, to mi zamiauczała w odpowiedzi, żebym wiedziała , że jest i się nie zgubiła:p taka mądrala:cool3: A jak z Darmą ćwiczę siad i waruj z klikerem, to koty siedzą obok i miauczą że one też chcą:lol: Aha, dziewczyny z Sopotu. Co ona jadła w schronisku? Bo ona przewybredna panna jest. Dostaje niewielkie porcje i tu skubnie tam ugryzie, większość zostawi. Skrupulatnie wybiera kawałeczki mięska, omijając skrzętnie ryż i niemal wypluwając marchewkę. I to nie byle jakie mięsko. Po pierwszym tygodniu kurczaczek nam się znudził:mad: teraz to różne smaki puszkowego wypróbowujemy, ale też połowa zostaje:shake: frymuśna panienka, w sumie to najbardziej jej kocie żarcie z puszek smakuje:crazyeye: no widzicie, u mnie to wszystko jakoś tak na opak:cool1:
  2. O RANY:crazyeye: balsam na zbolałą duszę kochani moi:loveu: dziękuję Wam bardzo za taką zabawę:modla:
  3. O rany:crazyeye: ona wygląda jak bardziej puchata siostra dzikiej Lusi, która jest u mnie na oswajaniu.... charakterki też podobne, tylko widzę, że Wasza się chociaż dotknąć da:p
  4. Ja się liczyłam z wersją, że ktoś te psy zatrzymał i nawet jeśli wie, że szukam, to się nie przyzna. Ale są sąsiedzi, są listonosze, są ludzie - życzliwi psiarze, z wieloma z nimi miałam kontakt. Wiele ludzi rozumie jaki to ból stracić psy i stara się pomóc. I dzwonili w sprawie psów błąkających się bezpańsko, albo dzwonili jak w jakimś domu w ich wsi pojawił się pies. Mój system poszukiwań musiał zadziałać. Poza tym cała grupa ludzi bardzo potrzebującej nagrody szukała tych psów. Pełno znajomych się rozglądało. I nic. Ja po prostu muszę coś postanowić, żeby móc dalej żyć i potrafić pokochać następne psiaki. Gdybym mogła wierzyć, że te psy żyją, to szukałabym dalej. Ale niestety informacja o zastrzeleniu mimo braku możliwości sprawdzenia na własne oczy, jest baaaaaaaaaaardzo prawdopodobna. Ja mieszkam pod samym lasem, sarny podchodzą mi pod okna prawie. Dla Marko to była pokusa nie do przezwyciężenia. Zatrzymać go mógł pewnie tylko łańcuch, a tego nie zrobiłam......
  5. Kochani, w sobotę miną dokładnie dwa miesiące, od kiedy nie widziałam moich kochanych psów. Mimo wielokrotnych ogłoszeń w gazetach, w radio i na internecie, mimo kilku tysiącom ulotek wysłanych do każdego domu w okolicy, mimo dziesiątek ulotek rozwieszanych po tablicach ogłoszeń, mimo wezwań księży z ambony, mimo setek kilometrów przejechanych po okolicznych wsiach, lasach i polach, mimo dziesiątek rozmów z ludźmi, pomocy listonoszy i znajomych, nie udało mi się do tej chwili znaleźć moich psów. Efektem poszukiwań była masa telefonów od ludzi o różnych błąkających się po okolicy psach. Niestety to nie był ani Marko, ani Negra... Miesiąc temu otrzymałam jeden bardzo konkretny telefon, informujący mnie, że nie ma sensu szukać tych psów, ponieważ przez pomyłkę zostały zastrzelone na polowaniu... Najpierw przyjęłam tą informację jak pewnik i wyrok. Potem wróciła nadzieja, że to nie moje psy, ale postanowiłam to w jakikolwiek sposób sprawdzić. Niestety z powodu strachu przed konsekwencjami najprawdopodobniej nikt nie chce podać żadnych konkretów, ani gdzie było polowanie, ani kiedy dokładnie, ani kto coś widział.... nic nie udało mi się potwierdzić szukałam dalej Ale nie mam już siły... nie mam już siły trzymać się kurczowo tej iskierki nadzieji. Gdyby moje psy żyły, wróciłyby same do domu albo znalazłabym je u jakichś ludzi. Czegokolwiek bym się dowiedziała.... 25 stycznia to była przepiękna mroźna i słoneczna zimowa środa. Byłam z moimi psiakami w ogrodzie, przekomarzałam się z nimi i przepychałam na ścieżce... to był ostatni raz jak się z nimi widziałam, jak mogłam dotknąć kochanego wielkiego nochala Marko, spojrzeć w te piękne brązowe oczy Negry.... Nie chcę już o tym myśleć bo zwariuję, nie chcę myśleć, że mój kochany Marko, wariat na punkcie aportowania patyków, pobiegł do mężczyzny w lesie, bo ten miał w ręku jakiś podłużny przedmiot przypominający nasz kijek do zabawy i a to został podziurawiony... a Negra, której miłość do mnie i do nowego całkiem domku u mnie została przytłumiona przez bezgraniczne uwielbienie do Marko, swojego starszego brata, czarna aksamitna Negra kochająca wszystko żywe na czterech i na dwóch nogach zapłaciła życiem za tą ufność i miłość i wierność Marko i została zastrzelona nie mając jeszcze pół roku.... Nikt mi nie dał szansy pożegnać się z moimi kochanymi futrzakami. CIERPIENIE TO TYLKO MAŁA CHWILA, RESZTA TO JEGO PRZEŻYWANIE..... dzięki temu , że były na tym świecie Marko i Negra i że zniknęły z mojego życia, znalazłam dogomanię, a teraz Darma znalazła dom po 7 latach schroniska, dzika Lusia mam nadzieję zaufa ponownie albo po raz pierwszy w życiu człowiekowi, a mam nadzieję, że jeszcze ze dwa inne istnienia psie znajdą pod moim dachem przystań... może to wszystko pomoże mi choć odrobinkę odpokutować za to , że zawiodłam te ukochane moje dwa futrzaki, których nie potrafiłam zatrzymać z dala od lasu, do którego tak ciągneły jak wariaci.... przepraszam was...
  6. coś tam jakieś opóźnienia na łączach:nerwy:
  7. Tak pytam, bo zaraz po tym, jak się przeprowadziłam z bloku w mieście na wieś, jeszcze nie przyzwyczajona, że wiejskie pieski latają luzem i się tym nikt nie przejmuje, miałam taką akcję. Jechałam do domu i przejeżdżałam przez wieś, przy skrzyżowaniu stał spanielek. Wyglądał na starszego i nie wyglądał na zaniedbanego. Zatrzymałam się zobaczyć, co to za piesek, a on podbiegł jakby z nadzieją do samochodu. Ale jak zawołałam to odbiegł wyraźnie rozczarowany. No to ja zrozpaczona, nie wiem co robić, zadzwoniłam od razu do radia i dałam ogłoszenie, że pewnie wyrzucony z samochodu albo co. ...... minęlo kilka dni, okazało się, że ten spaniel mieszkał w domu przy tym skrzyżowaniu, potem juz go częściej widziałam albo w ogrodzie, albo znowu przy drodze oglądającego samochody.... albo miał takie hobby, albo po prostu czekał aż pan wróci z pracy samochodem....... no ale to tak na marginesie......jako anegdotka a parę lat później okazało się, że to pies wujka mojego kolegi..... bym im psa uratowała:p
  8. Hej dziewczyny, ale ja rozumiem że w schronisku zostawiłyście info że znaleziona została taka suczka i na jakiejś warszawskiej stronie też?:cool3: Bo przeczytałam przed chwilą cały wątek, przeczytałam szczere oburzenie na oprawców, którzy sunię wyrzucili,:angryy: a może ona zginęła i ktoś jej rozpaczliwie szuka?:shake: Ja wiem, że taka jest pierwsza myśl ludzi, którzy spędzają dużo czasu na dogo, ale sama już miałam takie pomyłki:oops: do góry malutka
  9. chodzi mi o czarną suczkę, która jest na zdjęciu w 1912 poście
  10. Czy ta czarna hovka ma już osobny wątek? Jak można się czegoś oddzielnie o niej dowiedzieć?
  11. :loveu: no przecież to dopiero początki stada, a jako gospodarz imprezy klubowej po stopnieniu śniegu, muszę się zaprezentować odpowiednią czernią w odpowiednim nasileniu:vamp:
  12. [URL="http://www.dogomania.pl/forum/showthread.php?t=17010&page=192"]http://www.dogomania.pl/forum/showthread.php?t=17010&page=192[/URL] zobaczcie post 1912, siostra Hoski:crazyeye:
  13. Ale Wy macie cudowne to stado:-o :loveu: :loveu: :loveu:
  14. hehehe Lusia nie z tych :diabloti: ona niezależna bestia jest:cool3: jak zobaczę merdający ogonek, to się chyba upiję:evil_lol: :drinka: a póki co próbujemy z klikerem i nawet chyba maleńka zaczyna "kumać", że jak na zawołanie wychyli chociaż trochę nosek spod stolika, to się opłaca:cool3:
  15. W weekendy niestety sama bardzo dużo siedzi, bo ja w weekendy najdłużej pracuję poza domem i nie ma mnie po 10 godzin. Zaraz do niej idę. Pewnie jej się nudzi;) mam taką nadzieję:p
  16. Hej, jestem po ciężkim pracowitym weekendzie i nie mam żadnych fajnych fotek. Profil ma rzeczywiście nieskazitelny:loveu: natomiast z góry ma boczki jakby takie rozdęte, taka troszkę piłeczka jest.Już mniej, bo ma 2,5 kg mniej niż na początku, ale jednak. Futerko mnie nie zmyli, wiem jak futro "działa" bo moim pierwszym psem był PON, zresztą z wybitnie bujnym futrem... W przyszłym tygodniu wybieram się z Darmą na oględziny do weterynarza to podpytam, czy masa jest ok czy ona może już ma taką figurkę:p zresztą - już mniej sapie:p
  17. I tymże sposobem Dorothy będzie mogła co drugi dzień odwiedzać rodzinę w Polsce i doglądać budowy własnego domku....:multi: jednego dnia do Polski, drugiego z powrotem do Szkoplandii znowu do Polski itd Nie nie, nie w obie strony jednego dnia, żeby się nie przemęczyła...:eviltong:
  18. Na to za wcześnie. nie chcę jej przepłoszyć. Dzisiaj był wielki sukces, bo Lusia nie podniosła się z leżenia do siadu siedząc w swoim schronie pod stoliczkiem, kiedy wstała od stołu i wychodziłam z pokoju. A jeszcze trochę czasu minie, zanim nie będzie uciekała natychmiast do kryjówki jak ja wstanę od stołu:shake: czasu czasu trzeba, ale widać postępy:p
  19. Hej Laluna, dzięki za pomoc. Ale wszystko co piszesz dokładnie robię od dwóch tygodni czyli od kiedy Lusia jest u mnie:lol: :lol: Sama się śmieję,że sąsiad, który może mnie widzieć przez okno, jak ciągle ziewam i się oblizuję i chodzę w zwolnionym tempie może po jakieś specjalne służby niedługo zadzwonić:evil_lol: Mam mną pachnące ciuchy w miejscach, gdzie najwięcej przesiaduje. Pomyślę, jak wydobyć od niej moją górę od piżamy, bo nie chcę jej wypłaszać z kryjówki, a to bym musiała zrobić, żeby ciuch odzyskać:p zobaczę co się da zrobić. może pójdzie na jakiś barter:lol:
  20. Lusia była tylko raz na smyczy jak do mnie przyjechała. Dziewczyny dały jej metalowy łańcuszek, bo wszystko inne natychmiast przegryzała. Smycz to było dla niej jak tortura, nie było mowy,żeby stanęła na nogi jak była przypięta, próbowała się z niej uwolnić za wszelką cenę. Jak jej ją odpinałam, to też się nieźle broniła zębami przed dotykiem. Na początku Lusia dostawała małe porcje jedzenia w miseczce i zjadała jak mnie nie było. Ponieważ teraz mamy inną metodę, dostaje jedzenie tylko ode mnie w postaci nagrody i tylko jak jestem w pokoju. Ja tam sporo siedzę, ona jest niewielka, dostaje tyle, że na pewno się najada. A ma skojarzyć że tylko ja jestem dostarczycielem pokarmu. Już wychodząc spod stołu weszy i szuka i patrzy w moją stronę czy jest więcej. Ruszyło się trochę :multi: Co chwila przy mnie wychodzi spod stołu, nie trzęsła się już ze strachu chyba od 3 dni:multi: dzisiaj przechodzę do parteru:cool3: wprowadzam pozycję leżącą jako silny CS przede wszystkim wygląda na to , że Darma ogromnie pomaga:loveu: Lusia niemal ją naśladuje:lol: a Darma jest przylepa jakich mało:loveu:
  21. Chciałam zdać raport cobyście wiedzieli, co się dzieje u Lusi. Sztuczna ręka cofnęła mi Lusię do punktu wyjścia, tak mi to przynajmniej wygląda. I żeby było ciekawiej, nie od początku. Dopiero po paru dniach prób przestała nawet jeść z rękawicy zostawionej na podłodze. Wygląda to na zabrnięcie w ślepą uliczkę, więc trzeba wrócić do punktu wyjścia i zacząć iść w innym kierunku. Tak więc próbuję od początku. Próba z kotem niespecjalnie udana, Lusia traktuje kota jak powietrze, a kot też bardziej interesuje się wyposażeniem pokoju niż mną, więc nie można pokazać Lusi, że dotyk nie zabija. Próba z suczką Darmą już lepsza. Siedzę sobie tam z nimi dwiema w pokoju na piętrze, Darma jak to Darma ,łasi się non stop, a Lusia obserwuje. Znowu w naszej obecności wychodzi spod swojego stolika :lol: po rozrzucone smakołyki, nawet jak jestem z Darmą w pokoju, a na samym początku było to nie do pomyślenia. Wędzone szprotki też swoje robią - macie jakieś dojście do taniego zaopatrzenia?;) Obserwuję Lusię i na razie na tą chwilę wstrzymuję się ze sterylizacją. Będę obserwować dalej jej zachowanie i zobaczymy:cool1: Tak jak pisała pani Zofia, to jeden wielki znak zapytania i niezłe wyzwanie. Gdyby ona się choć trochę mniej bała i dała wyprowadzić na siusiu na dwór, mogłaby być ze mną w mieszkaniu. Ale póki co ma własny apartament do dyspozycji i powiem, że niezła niszczarka z niej jest:mad: coraz to inne rzeczy muszę usuwać z zasięgu jej zębów:shake: I to by było na tyle. Cokolwiek będzie nowego, dam znać:lol:
  22. hm ...ten.....tego....ten....no więc.... albo ja już zupełnie odejmować nie umiem:splat: albo Darmie wypłukałam z futra w czasie kąpieli 10 kg brudu:shocked!: więc zważyłam Darmę przed chwilą i waży 21 kg:cool1: no więc chyba to pierwsze:oops: :no-no-no: nie umiem odejmować:niewiem: przepraszam za zmyłkę....
  23. Normalnie doczekałam się:lilangel: mam tutaj raj na ziemi przed grzechem pierworodnym idealna symbioza psowatych, kotowatych i dwunożnych dla zdezorientowanych - czarna plama na górze zdjęcia to Darma, czarna plama na dole zdjęcia to moja kotka Pusia, a to niebieskie po bokach to kawałki mnie:p [IMG]http://img139.imageshack.us/img139/9336/nowyobraz5sc.jpg[/IMG]
  24. :evil_lol: :evil_lol: :evil_lol: no to jeśli nawet uszka Hoski odbiegają nieco od wzorca, to charakterek ją zdradza na pewno....:cool3:
×
×
  • Create New...