Jump to content
Dogomania

ulvhedinn

Members
  • Posts

    13288
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    1

Everything posted by ulvhedinn

  1. Zaraz wyślę ;) Dziadzio lansował się dzisiaj na imprezie royala w parku Południowym - był anielsko grzeczny i mam nadzieję, że za którymś razem chusteczka "szukam domu" zwróci uwagę właściwej osoby.... Fotki autorstwa LadyS:
  2. Ja jestem za operacją- owszem, ryzyko jest, ale... pies na wózku funkcjonuje naprawdę fajnie, o czym przekonuje sie co dzień od 7 lat, jednak jesli jest szansa na usprawnienie to myslę, że należy ją wykorzystać. Trzeba się liczyć z tym, że życie paralitka niesie pewne powikłania- np zastoje moczu (nie da się odsikać do końca psa ręcznie) powodujące tworzenie piasku i zwiększone ryzyko infekcji, osłabione krążenie w kończynach, co może prowadzić nawet do martwic, czy wreszcie przeciążenie przednich łapek u, w końcu niemłodego, psa. I tak naprawdę opieka, uciążliwsza dla opiekuna niż dla psa (np pytanie komu zostawić "w razie W" psa którego trzeba kilka razy dziennie odsikać).
  3. Dziadzio jest u mnie na bezpłatnym DT. Oczywiście wszelkie wsparcie byłoby bardzo mile widziane (dosyc cienko w tej chwili przędę, kilka zwierzaków od paru miesięcy nie ma żadnego wsparcia)- dziadzio je z apetytem ;) ale musi mieć suche jedzenie- tak jak Nestor- namoczone i wymieszane z mokrą karmą. Dostaje odżywkę (Flawitol) na fuferko i suplementy na pęcherz - ma zbyt wysokie pH moczu. Trzeba go będzie zaszczepić. Został na razie dodatkowo odrobaczony i zakropiony na pchły i kleszcze. Aha, owszem, dziadkowi zdarza się siknąć- jak nie wytrzyma, bo zbyt długo prosi o wyjście, czyli koleś o psa nie dbał, a potem miał pretensje wrrrrr!! A to paskudztwo zwane jego smycza okazało się po upraniu być jasnego koloru, nie kumam, jak ktoś wogóle tego używał i się nie brzydził wziąć w rękę.....
  4. To bardzo trudno rozgraniczyć, bo zdarzają się koty oswojone, które poradzą sobie w warunkach dzikich i takie dzikusy, które są możliwe do oswojenia. Ale generalnie nie ukrywajmy, większość kotów ulicznych to dzikusy, bo wywalone koty domowe z reguły szybko giną. Zresztą często karmiciele "zgarniają" takiego nowego, widać, że domowego, kota. Lub sam sie tak pcha do ludzi, że jest przez kogos zabierany i np odwożony do schronu. Dla dzikusów też miasto bywa śmiertelnie niebezpieczne, jednakże koty dzikie są potrzebne w przestrzeni miejskiej. I mają prawo, zebyśmy im przynajmniej nie utrudniali życia, nawet jeśli nie mamy ochoty im pomagać- co obejmuje takze pilnowanie swoich psów.....
  5. Niestety :( Ale dziadek mimo wszystko radzi sobie dobrze- ja mu miskę daję na stojaku i w kącie, dość nisko, czasem dziadzio przysypia z nosem w misce, ale wcina ;) Mimo, że kręci się w kółko, w porze karmienia melduje się w kuchni bezbłędnie, a na spóźnienie z posiłkiem reaguje szczekaniem.... Najgorsze to rozdeptywanie kupska, wiecej zmartwień z dziadziem nie ma. A tu bazarek na Nestorka: http://www.dogomania.pl/forum/threads/243353-PIRACKI-BAZAR-)-dla-Nestora-do-20-05?p=20854639#post20854639
  6. [quote name='Felka z Bagien']Trzeba zmniejszyć populację zwierząt bezdomnych.[/QUOTE] Po pierwsze, to nie są zwierzęta bezdomne, tylko dzikie. Zasadnicza róznica. Po drugie, JAK? Uświadomnię Cię że od wielu lat są prowadzone programy sterylizacji w celu ograniczenia liczebności kotów wolnożyjących, jednak całkowite wyeliminowanie ich jest nie tylko niemożliwe, ale wysoce niepożądane.....
  7. Uparcie piszecie o kotach "wypuszczanych luzem". A co w takim razie wg Was nalezy zrobić z kotami wolnożyjącymi? One są dzikie, nie należą do ludzi, co najwyżej bywają dokarmiane i sterylizowane w celu ograniczenia populacji- przy czym mimo najszczerszych chęci nie da się wysterylizować wszystkich kotów, zawsze się znajdą płodne. I od razu uprzedzam ewentualne uwagi o wyłapaniu do schroniska, że pominąwszy niezgodność takiego działania z ustawą, to te koty do adopcji sie nie nadają, a zamykanie ich w klatkach to albo wyrok śmierci, albo zwyczajne znęcanie nad zwierzętami.
  8. Jakby Terierfanka nie miała głosu rozsądku w osobie TZa, to na bank wyszłabym bez białaski ;) I byłby kolejny rozpuszczony west ;) Biała ma problem z czystością, natomiast jest strasznie kochanym psiakiem, taka maskoteczka. Aha, koty akceptuje bez problemu. Czyli więcej plusów niż minusów. Dzisiaj kąpanko, bo podobno śmierdzi (ja tam nadmiernie nie czuję, ale powiedzmy, że mam stępiony wech, a raczej uodporniony). Mamy strasznie profesjonalny szampon i odżywkę dla psów białych, ha ha, zupełnie przypadkiem dostałam do wykorzystania dla bezdomniaków ;) No i oczywiście wet, bo uchole trza leczyć.
  9. http://www.dogomania.pl/forum/threads/243338-Całkiem-sprawny-16-letni-Dziadek-w-lecznicy-przyprowadzony-do-eutanazji Zajrzyjcie proszę także do naszego dziadzia ;) Kurde, mam identyczne odczucia jak Kasia, mogłabym jeszcze w ostateczności zrozumieć chęć uśpienia takiego psa jak np Nestor, ślepy, głuchy, z demencją, kupkający gdzie popadnie i drepczący po tym w kółko, ale psy, które mimo wieku są zupełnie sprawne, wesołe, czyste?
  10. Póki co, dziadek jest idealny :) Czyściutki, chociaż jeszcze miał niezbyt piękną kupę, a jednak trzymał az do spaceru. Psy akceptuje, olewa pogróżki Żubra, koty kompletnie zignorował, nawet jak mu Niobe skakała nad głową z szafy.
  11. Ej, ja moim psom też różne rzeczy pokazuję- przede wszystkim Krze, bo ona jest okropnie ciekawska i jeszcze bardzo szybko się uczy, co oznaczaja nowe słowa, określenia. W końcu i pies i malutkie dziecko uczą się podobnie, jak mu pokażesz ileś razy żabę i powiesz "żaba" to zrozumie że żaba to właśnie to ;)
  12. Względnie zywych, mam zakwasy jak czort, ledwo żyję, a mój Nestor urządził taki sajgon, że jak wróciłam, to zamiast paść spać, 1,5 godziny sprzątałam.... a dziadek jest bardzo grzeczny wyjąwszy obsikanie legowiska Kry - przy czym chyba mu sie nie dziwię, biorąc pod uwage stan zastany:mad: W drodze były anielsko grzeczne, nikt nie piszczał, nikt nie rzygał ;) cała trójka leżała zgodnie z tyłu i spała, tylko zubi chwilami pokwikiwał z przedniego siedzenia do Śnieżki ;)
  13. Zrobię jak odżyję po podróży... ;) Dziadzio jest mega spokojny, nawet burkanie Żubcia nie robi na nim najmniejszego wrażenia. Koty też nie.
  14. Lepiej zbierać na fundację, niż wysyłać do lecznicy, łatwiej to ogarnąć (tak, to trzeba za każdym razem pytac co, od kogo i ile przyszło, często jest problem z info itd). Poza tym wydatki mogą byc z więcej niż jednej lecznicy, plus ewentualne zakupy itd. Odpchlić,to ją odpchlam od razu, frontline mam. No i panna ma cieczkę, Żubcio kwęka, ona kwęka, zamknęłam ich oddzielnie; i trzeba będzie skontrolować w odpowiednim momencie, czy na pewno nie jest w ciąży (wolałabym odczekać ze sterylką, ale wiadomo, schron, zamieszanie, więc pewności nie ma. W tejc chwili nie ukrywam, ze bardzo pilna jest dla mnie kasa za transport, założyłam ze swoich, których tak naprawdę nie mam.... :oops:
  15. Tia :) Mnie wet pytał np o to jak Kra "robi" i czemu mamy pieczatki wetów z różnych miejscowości ;) Jutro znów startujemy i to na drugim końcu Polski :)
  16. Kurde, szkoda, że nie wiedzialam, że jedziesz do Kikou... mam dla niej rzeczy i kompletny brak czasu i kasy na wysłanie paczki :( A w sobotę odbieram od Toyoty kolejnego staruszka w identycznej sytuacji, załamka, ludzie zupełnie nie maja serca......
  17. Sprawa wygląda tak, że nawet gdyby weściczka pojechała do innego DT, to zostaje dziadzio, który ma przyjechać do mnie do Wrocka. No bo się zwolniło miejsce- Korek poszedł do DS, a nie żyje Słowisia.... A z kolei, gdybym nie miała bodźca w postaci psów do przywiezienia, to wogóle bym się nie ruszała na drugi koniec Polski, albo w ostateczności jechała pociągiem ;) Tak więc to jest połączenie za jednym zamachem wszystkiego..... Ponieważ niejako łączę "przyjemne z pożytecznym", więc oczywiście koszt paliwa jest zdecydowanie mniejszy, niż przy specjalnym wyjeździe po psy, myślę, że zamknie się w 240 zł.
  18. Asia odezwij się do mnie, muszę wiedzieć co i jak, także z tym drugim psem.
  19. Taki maluch i czysta? O rany,....... :loveu:
  20. Czyli z charakteru też belgowata ;) Z takim psem trzeba sporo pracować, aczkolwiek delikatnymi metodami... a jak wygląda jej nauka czystości, były już jakieś próby?
  21. Poker, a dostanę na PW numer ? ;) Hope2, spróbuj, możliwe, ze tak będzie wygodniej dla psicy i przede wszystkim unikniesz odparzeń....
  22. Byliśmy na dogtrekkingu w Złotoryi. Trochę taki pechowy był ten dogtrekking. Kra dzień wcześniej nażarła sie jak durna kradzionej karmy, więc była napchana, marudziła i .... puszczała bąki.. samochodzik po drodze zaczął protestować- na szczęście okazało się, że dwie butelki oleju załatwią sprawę, ale spowodowało to spóźnienie :banghead: A jeszcze wet kontrolujący zdrowie zawodników był wyjątkowo ciekawski i musiałam mu opowiadać milion rzeczy o Krze. W efekcie wystartowałam 25 minut po reszcie zawodników z longa.... Na pierwszym punkcie trzeba było iść pod upiornie stromą górkę, więc hmmm.... tylną część ciała Kry miałam przed nosem :bobolatete: i na dokładke po zejściu okazało się że na górze zgubiłam kartę zawodnika i muszę się gramolić jeszcze raz!!!!! Po drodze Kra wychlewała kolejne kałuże, a potem zaczęłą "zrzucać balast", a ja z tego wszystkiego pomyliłam drogę i nagle okazało się, że jesteśmy w miejscowości ładnych parę kilometrów od miejsca w którym zamierzałam być. W tym momencie przypomniałam sobie (i użyłam) spory zasób słów, tyle że żadne nie nadawało się do publicznego powtarzania..... Po dogramoleniu sie z powrotem na właściwy szlak napotkałam "midowców i rodzinnych", którzy wystartowali później. WRRRRRRRR!!!!!! No nic, lecę dalej, juz wkurzona na maksa. Oczywiście jeszcze dwa razy się rąbnęłam, na szczęście nie tak "efektywnie", ale znowu wydłużyłam sobie trasę. No i zupełnie zrezygnowana, pewna, że long juz dobiega do mety taplam Krę w leśnym bajorku (Kra w międzyczasie pozbyła się resztek tego co z pewnym wysiłkiem strawiła i była ozywiona, aczkolwiek nieco.... śmierdząca), a tu zza drzew wyłania się kilkoro zawodników, w tym dwie dziewczyny z longa :evil_lol: Pogubiły się jeszcze lepiej niż ja :evil_lol: Resztę trasy przeszłyśmy już razem, bez większych przygód, tylko biedna Magda sobie upiornie wymęczyła nogi w ciężkich buciorach i pod koniec szła z wyraźnym trudem. A już bardzo blisko mety w Złototryi na rynku spotkaliśmy chi :) Żubcio od razu doznał przypływu testosteronu, jako, że była to panienka :smile: Z tego zmęczenia i pospiechu (do mety!!!), to nie wpadłam na pomysł zrobienia foty, chociażby telefonem- a widok był nieprzeciętny. Sunia - okruszek (ok 1 kg, pytałam), nieśmiała i delikatna, w.... różowej sukieneczce (ale wygodnej) i ten mój klocek, w szelach zaprzęgowych, brudny, ubłocony i dumnie prężący pierś... normalnie księżniczka i Rambo ;) Mamy trzecie miejsce, dostałam dyplomik, śliczną książkę o tamtych okolicach, paczkę karmy i fantastyczną pamiątke - bombkę choinkową z logo "Gold-dogtrekkingu" :yahoo: P.S. Kra odsypia cała zadowolona, a Żuberek gania po domu i domaga się kolejnej wycieczki :diabloti:
  23. No pognało, pognało, a poprzednie dwa dni leżałam, bo się zaziębiłam..... Teraz to już mogę w dowolnym momencie podjechać :)
×
×
  • Create New...