-
Posts
13288 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
1
Everything posted by ulvhedinn
-
Kielce-Morawica- prosimy o DT, ktos strzela do psów!!!
ulvhedinn replied to czarna_zaba's topic in Już w nowym domu
Kłębuszek jest cudny... A ten potrącony staruszek? Jakieś fotki? Z nim by trzeba szybko cos zrobić... :-( P.S.Aha- i mam małą uwagę... rozumiem, że szpital kojarzy wam się negatywnie, ale określenie "od psychicznych" jest dla mnie nie do przyjęcia, bo w pewien sposób narusza godność osób chorych psychicznie. To nie są "wariaci", ani nikt gorszy, tylko ludzie, których dotknęło nieszczęście ciężkiej choroby. :shake: Takie określenia i taka świadomość wciąż funkcjonuja w naszym społeczeństwie i sprawiają, że np. większość ludzi obawia sie do pracy czy szkoły przynieść zwolnienie od psychiatry, często nawet boi się iść do lekarza, powiedziec znajomym "leczę się u psychiatry" itd. -
[quote name='basiaap']Jejku, pierwszy raz szansa, i w dodatku mówisz, że ludzie fajni... Decyzja oczywiście Twoja, Ulv, i nic na siłę, zdrowie psa najważniejsze, ale moze by rozważyć tę sterylkę, oczywiście na narkozie odwracalnej i przy pełnym monitoringu funkcji życiowych podczas operacji? Ulv, kasa doszła?[/quote] Kaska nie doszła :shake: Mam pytanie- czy któraś cioteczka mogłaby załatwić receptę na paski testowe do glukometru? :oops:
-
Ja się chyba nipecyzyjnie wyraziłam. Lisy we Wrocku są, owszem, nawet blisko centrum mieszkają. Ale ten wyleciał na środek ruchliwego skrzyżowania, które nie graniczy z żadnym terenem zamieszkałym przez lisy. Jedyne co obok jest to wąski pas drzew, bez zarośli nad tzw. fosą miejską... Zastanawiam sie co go popchnęło do takiego wyczynu? Goniło go coś? Szukał czegoś?
-
Louliness, ja bym proponowała jakieś spotkanie organizacyjne :evil_lol: a konkursy zależą tylko od fantazji organizatorów, np. na najmniejszego/największego/najdłuzszego; nagroda publiczności dla najsympatyczniejszego psa; najposłuszniejszego; honorowa dla seniora (najstarszy pies wystawy) itd... :p
-
Był sobie szczeniak jakich wiele.I domek sobie miał :)
ulvhedinn replied to Agnieszka(Visenna)'s topic in Już w nowym domu
Dziekuję!!!! :loveu: -
Był sobie szczeniak jakich wiele.I domek sobie miał :)
ulvhedinn replied to Agnieszka(Visenna)'s topic in Już w nowym domu
[B]Mamy[/B] z Agą razem 5 psów (z Bulinką było 6 :-(). Na szczęście Gutek jest prywatny Agi, a małym też się w zasadzie ona zajmuje :eviltong: (tzn. ja głównie robię za element wychowawczy, temperując młodego:diabloti:)... Ale jednak wolę staruszki, szczeniaki są okropne:evil_lol: -
Sunia owczarek niemiecki z tatuażem - adoptowana
ulvhedinn replied to modliszka84's topic in Już w nowym domu
Zakochałam się.... :loveu: Taka piękna, biedna sunieczka. -
Kromeczka za TM, odeszla w domu pełnym miłości
ulvhedinn replied to ronja's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Czy babcia jest wysterylizowana? -
No dzwonili... jest mały problem- Ruda jest niewysterylizowana, a im by zależało- maja psiaka z mocno chorą prostatą i serduszkiem i boją się pobudzenia, jak Ruda dostanie cieczkę... a ja się boję zabiegu u Ru:roll: Ale poza tym bardzo fajni ludzie, jesteśmy w kontakcie:p Ru skoczyła glukoza wczoraj wieczorem miała bardzo wysoką... już jest lepiej, ale i tak dreptamy do weta (a potem znów z Kra :shake:)....
-
Był sobie szczeniak jakich wiele.I domek sobie miał :)
ulvhedinn replied to Agnieszka(Visenna)'s topic in Już w nowym domu
Z tą średnią wielkościa to Aga trochę zmysla. chłopaczysko będzie niewiele mniejszy od goldena i zresztą sporo z urody goldena ma ;) Aga wpisz w tytule!!!! "Goldenopodobny"!!!! :eviltong: -
Dokładnie rzecz biorąc to przez telefon było umówione, żebym wpadła ok.22, "tylko przynieś jej coś do jedzenia, bo sie skończyło". a potem wyłączony telefon, nie otwierali drzwi. W końcu wylazł sąsiad z awanturą, że nie chcą tego "chorego kundla" na klatce, a Aldona do dziś nie chce rozmawiać. Udało mi sie wymóc zwrot jedynie książeczki zdrowia. ale zostały jej witaminy, miski, posłanie, smycz, szczotka itd... :angryy: Jeśli ktoś ma jakikolwiek pomysł, co mogę jeszcze zrobić z Kongą, będę bardzo wdzięczna.... :shake: KrAksę bolą stawy i do tego ma coś problemy z brzusiem (wzdęcia, koopki brzydkie)- jutro kolejna wizyta u weta :shake: A A dziś wylała na podłogę w pokoju pełne brudnej wody wiadro od mopa i mamy generalne suszenie podłogi (czytaj- odwinięta wykładzina PCV i chaos totalny...).
-
Wpłyneło 100 zł od Cangurotto za bazarek. Dziękujemy!!!! :multi: Na Brutusa przeznaczyłam też 30 zł z wpłaty Pucki ("tymczasy"). 30 zł dałam cioci (a to miał byc płatny tymczas.... :roll:). 100 na hotelik, i 100 musze znów dołozyć, bo wychodze na głupka. Czyli Brutus ma dług 470 zł. Magya, raczej nie doszło, bo nic z wpłat mi nie pasuje :shake:
-
Nie chcę zostawić, i one się napewno znadą, ale wiesz w jakim tempie bank załatwia cokolwiek? Pójdzie druga wpłata, bo jest drugi miesiąc, a jak tamto się wyjaśni to i tak się należy. Rozliczenia bardzo chętnie, nie pisałam, bo ostatnio mi zjadło dwa długaśne posty i póki co, starałam się pisać lakonicznie. Konga miała być osobno... kurde ona mnie martwi najbardziej i tu kompletnie już wyczerpałam pomysły i możliwości- nie będe udawała, to jest zaje... zmartwienie. W dodatku NIE ZAPLANOWANE. To nie tak przecież, że do kompletu wzięłam sobie Kongę, tylko dosłownie nagle po ponad roku właściciele się wypięli- wiesz jak to było? Pies trafił do schronu, Aldona zarzekała się że chce ją z powrotem. Dzwoniłam trzy razy- o której moge ją wam podwieźć. Wpadnij o dziesiątej. Po czym nikt nie otworzył drzwi. Zostałam z psem w ręku o godzinie 23 na ulicy. Z pełną świadomością, że jeśli ja oddam z powrotem do schroniska, to ją natychmiast uśpią. nie mówiąc o tym, że będę spalona i juz żadnemu psu nie pomogę. A w domu, gdzie na przestrzeni dwóch pokojów i kuchni funkcjonują trzy psy i kot, następny w dodatku z nużycą nie mógł zostac. I one się z KrA nie lubią, tzn Kra atakowała Kongę. Wydałam na telefony z rozpaczliwym błaganiem prawie 300 zł. NIKT nie mógł pomóc. Tak- jestem za nią odpowiedzialna. Bo chyba jednak powinnam ją była zabić, tfu, uśpić. Byłoby prościej. I taniej. KrA się paprze odleżyna :shake: Kolejny raz robi sie wysięk... Czyli znów płukanie, zastrzyki i okłady. Tak mniej więcej raz na tydzień. Do tego doszły kłopoty z bólem stawów. Na razie wcina Arthroflex i czekamy na efekty... Z aparatem sie zrobiło coś głupiego- od kabelka, który służy do łączenia z kompem odczepił się sam koniuszek (taka metalowa "zaostrzona" część) i utkwił w otworze aparatu w głębi. Nie chce wyleźć. Ma ktoś pomysł, jak to u licha wywlec???? Na szczęście dzięki uciechowiakom, mamy co jeść (tzn. paszczaki :evil_lol:). Chyab widze wszystko w czarnych barwach, ale miałam ostatnio dużo zmartwień, takich głupich (typu to cholerne konto)!!!! I za dużo ostatnio zwierzaczków straciłam :shake: Czuję za każdym razem bezsens takiego losu...
-
Met, bank twierdzi, że wysłał ci kasę:roll: pisałam... ale nie tylko Ty nie dostałaś chyba. Fakt, z advocatem zawaliłam, ale napisałam długie PW odnośnie leczenia i propozycji- jesli uważasz, że inne jest skuteczniejsze, to ja nie mam nic przeciwko- wiem tyle, że na poczatku była leczona ivermektyną bez dobrych rezultatów... Jutro pójdzie drugi przelew.
-
Odświeżę temat, bo widziałm wczoraj lisa w dość dziwnej sytuacji... We Wrocku są lisy, jak toś się włóczy po nocy, jak ja, to może je spotkać, ale zazwyczaj przemykaja chyłkiem pomiedzy budynkami, przyczjone w krzakach itp. A wczoraj widziałam lisa na środku ogromnego i ruchliwego skrzyżowania - pl. Jana Pawła II!!! Biegł upiornie przerazony od strony Ruskiej, albo znad fosy, tego nie zauwazyłam. Przemknął pomiedzy ludźmi na przystanku :-o i popędził w stronę Legnickiej. Dla tych co nie znają Wro- to ogromne, ruchliwe skrzyżowanie, nawet ok 24.00 w nocy (a taka pora była) jest pełne aut, ludzi itp.. Skąd się wziął? Strasznie dziwne byłoby gdyby przyszedł sam, bo chyba normalne zwierzę dzikie nie wyłazi na środek miasta... To był na bank lis, akurat jechałam obok autem i mogłam sie dokładnie przyjrzeć. Dorosły (chyba), taki rudo-bury, z ciemniejszym pyskiem i końcem ogona. Nie hodowlany... Wyglądał na przerażonego, ale nie robił wrażenia chorego, nie zachowywał sie dziwnie (pominąwszy sama obecność). Po prostu pędził...