-
Posts
8714 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
1
Everything posted by Dorothy
-
Kiedy po deszczu wychodzi słońce - czyli historia Morgany
Dorothy replied to LALUNA's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
dawki na stronie naszego konskiego watku http://www.dogomania.pl/threads/141440-Fundusz-kasztanka-ratujemy-A-ycie-karego-A-rebaka-A-obuza?p=14370248#post14370248 Morganka stabilna tylko te koszty zalamka... -
Kiedy po deszczu wychodzi słońce - czyli historia Morgany
Dorothy replied to LALUNA's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
tak, nie napisalam jeszcze najnowszego rozpoznania, o wrzodach u Gracji, i o kosztach leczenia - omeprazol 15 tabl dziennie przez miesiac conajmniej. Omeprazol 30 tabl kosztuje 40 zl... :-( Morganka ma jakies 15 lat tak sadzi wet... naprawde to nikt nie wie. -
Kiedy po deszczu wychodzi słońce - czyli historia Morgany
Dorothy replied to LALUNA's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
no nawet nie mam sil juz pisac, Morgana dwa tygodnie temu miala zapasc, reanimowalismy ja, miala neurologiczne objawy, drgawki, rozne takie, przez tydzien ja diagnozowalismy potem, stwierdzono ze procz fatalnego stanu zastawek w sercu ma takze arytmie, czyli cos nowego, arytmia ta prawdopodobnie spowodowala chwilowe niedotlenienie mozgu dlatego wsytapily takie objawy... Ponadto przy diagnozie wyszlo ze ma bardzo zniszczona watrobe, prawdopodobnie te wszystkie leki od czasu ropomacicza, nie wiem, w kazdym razie wiecej zwloknien niz miazszu, niewydolna jest i slabo filtruje krew, Morgana jest przebialczona, w sumie dostalam nastepne leki, w sumie wychodza mnie one na miesiac 400 zl! Plus karma hepatic 120... :-( co tu pisac, zalamana jestem troche...szczegolnie ze kon mi tez choruje chudnie bardzo nie wiadomo do konca co mu jest, pochlania to wielkie kwoty z marnym rezultatem :-( -
te dzieciaki nie widzialy jej od tamtego wieczoru, od razu do nich dzwonilam... coz, nie ukrywam ze moi sasiedzi na ulicy tez nie sa przyjaznie nastawieni do psow, mnie straszyli wielokrotnie, jak mi psy na droge kiedys wyszly a przypomne ze to wiejska bita droga i moj dom jest przy niej ostatni- to dzwonili na policje wzywajac ze agresywne psy na ulicy rzucaja sie na pieszych. Teraz mam zaprzyjazniona policje to sie odczepili. Ale w lutym u sasiadow psa otruto bo... szczekal nocami jak ktos szedl, i przeszkadzal innym sasiadom. Wiec moze kto inny ja wystraszyl :-( nie wiem....
-
to prawda, ale niestety na dogo czesto sa dosc radykalne poglady i ludzie ostrza sobie zeby i pazury na innych nawet nie znajac do konca okolicznosci. Druga sprawa- nigdy zadnego psa na lancuchu nie trzymalam bo nigdy takiej potrzeby nie bylo nawet lancucha nie mam, a jak widac przydaje sie, i gdybym byla madrzejsza faktycznie zapielabym ja na noc wtedy. Nie bardzo wiem jak bo tkwila w budzie i szczerzyla zeby na probe dotkniecia jej, desperatka jestem i wkladalam ta reke coraz blizej niej ale widac bylo, ze ona nie zartuje. Z trudem zdjelam jej kaganiec, a co tu mowic o zapinaniu lancucha...wystawala z budy tylko smycz ktora zapewne przgryzlaby w momencie. Wczoraj pojechalam az do Wilkowic na Magurke (dobre 15 km) bo stamtad ktosa dzwonil ze widzi wilczura, scigalam psa prawie do polowy gory (lecial asfaltem, nie mial zadnych obaw) i jak stanal wreszcie i z bliska go ujrzalam to sie okazalo ze to wielki samiec, dorodny owczarek, bez obrozy smyczy czegokolwiek, nie wiem czy czyjs czy nie, w kazdym razie jak sie zblizylam to warknal, obsikal drzewko i zniknal w krzakach. Lusi nie widzialam...
-
coz, nikt nie przypuszczal ze Luska wycofana i lekliwa, ktora tak chetnie wydarla do budy i tak w niej siedziala jak trusia, postanowi zrujnowac siatke i uciec. Przykro mi, zapewne breaklo mi doswiadczenia z takimi psami, moglam jej nie brac lub wstawic kraty lub cokolwiek zrobic innego... nie wiem czy jesli przywiazalabym ja od razu na lancuchu nie zostalabym zlinczowana na dogo, bywalo tak ze pies na DT zostawal "nakryty" na lancuchu i DT zostawal obwolany brutalem i chamem bez serca. Codzien wygladam Lusi, jezdze w pola, niestety dzis tez nic...
-
Klaudus mozna ja u Ciebie zobaczyc? Moja przyjaciolka hoduje bernenczyki
-
zabic to malo.. uwielbiam bernenczyki!! czekam z niecierpliwoscia na zdjecia!!
-
slicznosci, w schronie nic dobrego nie bedzie z niego, zabierac czem predzej na DT! Ostrzyc wykapac oglaszac i opedzac sie od tlumu chetnych :-)
-
Nitka odeszła. Dziękuję za pomoc w Jej leczeniu.
Dorothy replied to Cajus JB's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
w koncu to juz delikatna starsza dama, schronisko to nie sa warunki dla niej. Pazurkow nie malowac, noska nie pudrowac, niech lsni uroda au naturel :-) -
Nitka odeszła. Dziękuję za pomoc w Jej leczeniu.
Dorothy replied to Cajus JB's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Cajus nie ma problemu, jestem tu zagladam i czuwam, w razie jakichkolwiek potrzeb w tej sprawie jestem zawsze do dyspozycji i moge kontaktowac sie z Pania Teresa i pomoc. -
mysle ze w koncu sie uda :-) wiosna ja tez przebywam prawie caly dzien na zewnatrz, z konmi przy koniach w ogrodzie w pracach polowych itd, wiec moze oswoi sie z moim widokiem, napewno obserwuje ludzi, i w koncu zaufa. To taki pesymistyczny scenariusz jesli by jej dzieci nie zlapaly ale mysle ze zlapia, wiejskie chlopaki lubia draki :-) a to sa dobre dzieci, przychodzily do koni posiedziec, poglaskac
-
Nitka odeszła. Dziękuję za pomoc w Jej leczeniu.
Dorothy replied to Cajus JB's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
ilon_n nie moge otwierac pw cos sie zepsulo i nie dziala nadal poslij na maila prosze d.ingram@gmx.net -
Nitka odeszła. Dziękuję za pomoc w Jej leczeniu.
Dorothy replied to Cajus JB's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
npisalam wczoraj ja tez nie moge czycic ani otwierac jak ilon nie otworzy to dupa, po prostu musicie do mnie wieczorem przedzwonic. co za cholerna dogomania.... -
Lutka biega nadal po okolicy, ma stale trasy, wciaz odnajduje slady ( wciaz u mnie na łąkach snieg, ale juz schodzi) karma znika z budki regularnie, poniewaz niedomagam z kasa (pochorowala mi sie sunia miesieczne koszty utrzymania od poniedzialku wzrosly mi do 400 zl plus drugie tyle wydalam na leczenie w tej chwili) no i mam te moje konie 6 szt w tym jeden chory na nerki, i glupi okres w zarobkowaniu, wiec jesli sie nie pogniewacie bede jej wystawiac karme z biedronki :oops: po prostu na inna nie mam kasy. Dostawaly wszystkie psy royal club ale mi wyszedl i nie mam za co. Mysle jednak ze wazne aby jadla cokolwiek, bede dokladac jakies witaminy moze dzis kupie. Biega nadal w szelkach i ze smycza, wczoraj dzwonily dzieciaki z sasiedniej ulicy ze widza ja codzien ale nie mogly jej dogonic, kazalam sie zebrac w wieksza grupa obmyslic plan zwabic na jakies podworko lub cos madrego zrobic bo jest nagroda. Dzieciaki sa w wieku nastoletnim, wiem ktore, obiecaly ze beda dzialac, i widze ze sa przejete :-) maja czas i ochote biegac po polach, niech biegaja. Lutka chodzi glownie wieczorami w dzien jej nie widuje.
-
Nitka odeszła. Dziękuję za pomoc w Jej leczeniu.
Dorothy replied to Cajus JB's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
cajus wyczysc skrzynke, relacje chcialam wyslac najpierw na pw na maila nie moge bo zgubilam :-( zresetowalo mi skrzynke i mail z adresem i waszymi tel -
Figa - zagłodzona i chora. Błagam o pomoc. Śmierć lub DT
Dorothy replied to Rustie's topic in Już w nowym domu
czyli biega luzem po podworku? moglaby byc w kojcu znaczy -
Figa - zagłodzona i chora. Błagam o pomoc. Śmierć lub DT
Dorothy replied to Rustie's topic in Już w nowym domu
odda nie odda, w sumie jakie to ma znaczenie? zabrac i leczyc. Ona nie agresywna jest? z ta zadna sierscia przetrwala zime o glodzie... cud -
Lusi nie widzialam ale spacerowalam dzis po okolicy 3 godziny, poki jest snieg wyszukiwalam slady, sa slady kolo mojego domu prowadzace w pola w krzewy, i spowrotem w pola i do domow w oddali, nigdzie nie znalazlam wylezanego miejsca zeby tam spala czy cos, wydaje mi sie ze ma gdzies schronienie w innym miejscy, niestety slady znikaja na uczeszczanej drodze i nie odnalazlam dalej nigdzie... Do mojej budki przychodzi wyjadac karme, ale nie sypia tam.
-
Nitka odeszła. Dziękuję za pomoc w Jej leczeniu.
Dorothy replied to Cajus JB's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
dziewczyny nie badzcie nadwrazliwe (wiem ze latwo o to) ale ja tam zielonego zrozumialam zgodnie z jego intencjami ktore jak sadze byly zyczliwe i chyba dotyczyly tego, ze bylym wlascicielom Niteczki zabraklo wyobrazni i odpowiedzialnosci w kwestii opieki nad psem, ktory sie zestarzal. Trzymam za mala, wizyta jutro :-) ale jak pisalam transport dogrywajcie gdyby cokolwiek nie wypalilo moge ja przechowac mam co prawda 4 psy ale taka malizna sie zmiesci. Jednak mysle ze pojedzie wprost do nowego domu :-)