-
Posts
8714 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
1
Everything posted by Dorothy
-
Nitka odeszła. Dziękuję za pomoc w Jej leczeniu.
Dorothy replied to Cajus JB's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
rozmawialam z Pania ktora chce pomoc Niteczce dosc dlugo przez telefon. Uwazam z rozmowy, ze bardzo fajna osoba, wyksztalcona, otwarta, rozmowna i serdeczna, bardzo na poziomie, duzo o sobie mowila, chyba typ spolecznika doktora Judyma, sądzac po wykonywanym zawodzie (pracuje z chorymi osobami, pracuje takze niedaleko mnie jak sie okazalo) jestesmy umowione na piatek na 20ta i zaraz potem dam tu znac co i jak, ale sadze ze mozecie szykowac transport dla Nitulki. :-) w zasadzie nawet jakby cos mialo nie wyjsc to moge Niteczke przytrzymac na DT awaryjnie, ale naprawde nie podejrzewam. -
wiec cos wizytowalo bude i zjadlo zawartosc misek, niestety wiatr zawial sniegiem slady, ale mam nadzieje ze Luska, bo nie widzialam tu nigdy innego psa luzem (moich sie chyba boja) a koty nie zezarlyby miski suchej karmy. Z Morgana nie jest najlepiej, w czoraj bylam na diagnostyce i procz niedomykalnej zastawki przez ktora krew wali z powrotem do serca okazalo sie ze jest arytmia, bardzo silna, rytm serca fatalny, bez podwojnego bum-bum, bez regularnosci, z jednym wielkim szmerem :-( Dostala nakaz podawania Vetmedinu, a dwa tygodnie temu wyslalam wielka butle vetmedinu potrzebujacej fundacji Rottka :-( (po mojej bobtailicy) teraz sie okazalo ze sama bede musiala kupowac a to jest cholernie drogie z 200 zl na miesiac, plus te wszystkie inne leki :-( moze macie jakies gdzies informacje ze ktos ma vetmedin niepotrzebny... wieczorem jade autem szukac Lusi mialam info ze w sasiedniej wsi nocuje i tak chodzi od mojego domu tam i spowrotem, to jakis 1 km tylko. Konno dzis bylam w polach ale nic.
-
Nitka odeszła. Dziękuję za pomoc w Jej leczeniu.
Dorothy replied to Cajus JB's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
pojade tylko nie jestem w stanie otworzyc pw z namiarami !!!!!! nie da sie!!! a do wczoraj w ogole nie moglam wejsc na cholerne dogo!! poslijcie mi namiary na maila d.ingram@gmx.net to jutro tam pojade. -
KRAKÓW - Oliwer, jeszcze dzieciak chory, ale MA DOM
Dorothy replied to Asior's topic in Już w nowym domu
absolutnie boski pies. Ech gdyby nie moj wielki samiec w domu to juz by byl moj :-) takie operacje chyba sie robi na raty co? najpierw jeden staw potem drugi? -
szlag mnie trafi z tym dogo. nie jest zle, sunia krazy kolo domu, wyjadla z miski mieso, bylam w stajni patrzylam z ukrycia, dostala tlustego boczku zeby troche energii miala. Zjadla tez lekarstwa. Karzy blisko. Sniegma przestac padac a od srody ma byc cieplej. Zorganizuje wtedy wiecej misek i beda prowadzily w jakies zaciszne miejsce. A tam zrobimy budke tymczasowa. Moze z czasem sama zechce przeniesc sie do mnie. Dzis stojac za brama obserwowala jak nosimy owies z auta do stajni. :-) udawalismy ze nie widzimy. Oddalila sie do miski, zjadla i poszla sobie.
-
reka ale gdzie ta bude?? ona sie przemieszcza, nie widzialam zeby gdzekolwiek lezala, siedziala. i to przemieszczanie nie wynika tylko ze strachu ze mna, bo obserwowalam ja z ukrycia jak chodzila po polach. Chodzi, węszy,szpera pod sniegiem, przemierza ze spokojem naprawde kilometry zataczajac koła. Moge ta bude postawic wszedzie i nigdzie, naprawde musze wyczaic najpierw jakies miejsce. Nie moze ono byc daleko od mojego domu, caly problem w tym ze nieustannie sypie snieg jest go juz ze 40 cm pod samym moim domem, zadymka jest, wali sniegiem w oczy, nie znajde w tej chwili nikogo kto przyjdzie i mi pomoze. Musi troche przestac. Wczoraj w takich warunkach za nia chodzilam i wierzcie mi, wrocilam wykonczona po dwoch godzinach brniecia w sniegu po kolana. Nawet jak zostawiam miske z jedzeniem, za chwile ginie pod sniegiem, od rana napadalo ze 20 cm, nawet zapachu nie czuc. Jak przestanie tak tym sniegiem walic przeniose bude i bede wystawiac kolo niej aromatyczne miski, tu inne bezpanskie psy trafiaja sie bardzo rzadko wiec moze ona zamieszka. Naprawde nie mam jak tego teraz zrobic, fizycznie, buda wazy przeciez z 80 kilo. Tymczasowych nie ma co klecic wieje tak ze leb urywa, i na tym sniegu... erka ona naprawde wygladala na psa z dobrym samopoczuciem, patrzylam na nia z 10-15 metrow w najlepszym momencie, a z psami mam do czynienia od zawsze. Uszy postawione, leb w gorze, lsniace oczy pewne siebie, mysle ze najgorsze za nia to jest ponad tydzien od operacji, rozmawialam wczoraj z wetem mowi ze jak do teraz przezyla i tak sie zachowuje, to ma silny organizm i zeby sie nie martwic. A bylam u weta z wlasnymi problemami, Morgana miala wczoraj o 4 rano atak neurologiczny, nie jak padaczka tylko jak wylew albo migotanie przedsionkow, drgawki slinotok wyprezenie ciala, pol dnia ja kroplowkowalismy jest lepiej ale ja opadam z sil wierzcie mi, o Morgane walcze regularnie, ma wade serca i rozne inne dolegliwosci..wiec ja tu jakby troche na kilka frontow. Ale ja nie odpuszczam Luski naprawde sie nie martwcie.
-
reka ale gdzie ta bude?? ona sie przemieszcza, nie widzialam zeby gdzekolwiek lezala, siedziala. i to przemieszczanie nie wynika tylko ze strachu ze mna, bo obserwowalam ja z ukrycia jak chodzila po polach. Chodzi, węszy,szpera pod sniegiem, przemierza ze spokojem naprawde kilometry zataczajac koła. Moge ta bude postawic wszedzie i nigdzie, naprawde musze wyczaic najpierw jakies miejsce. Nie moze ono byc daleko od mojego domu, caly problem w tym ze nieustannie sypie snieg jest go juz ze 40 cm pod samym moim domem, zadymka jest, wali sniegiem w oczy, nie znajde w tej chwili nikogo kto przyjdzie i mi pomoze. Musi troche przestac. Wczoraj w takich warunkach za nia chodzilam i wierzcie mi, wrocilam wykonczona po dwoch godzinach brniecia w sniegu po kolana. Nawet jak zostawiam miske z jedzeniem, za chwile ginie pod sniegiem, od rana napadalo ze 20 cm, nawet zapachu nie czuc. Jak przestanie tak tym sniegiem walic przeniose bude i bede wystawiac kolo niej aromatyczne miski, tu inne bezpanskie psy trafiaja sie bardzo rzadko wiec moze ona zamieszka. Naprawde nie mam jak tego teraz zrobic, fizycznie, buda wazy przeciez z 80 kilo. Tymczasowych nie ma co klecic wieje tak ze leb urywa, i na tym sniegu... erka ona naprawde wygladala na psa z dobrym samopoczuciem, patrzylam na nia z 10-15 metrow w najlepszym momencie, a z psami mam do czynienia od zawsze. Uszy postawione, leb w gorze, lsniace oczy pewne siebie, mysle ze najgorsze za nia to jest ponad tydzien od operacji, rozmawialam wczoraj z wetem mowi ze jak do teraz przezyla i tak sie zachowuje, to ma silny organizm i zeby sie nie martwic. A bylam u weta z wlasnymi problemami, Morgana miala wczoraj o 4 rano atak neurologiczny, nie jak padaczka tylko jak wylew albo migotanie przedsionkow, drgawki slinotok wyprezenie ciala, pol dnia ja kroplowkowalismy jest lepiej ale ja opadam z sil wierzcie mi, o Morgane walcze regularnie, ma wade serca i rozne inne dolegliwosci..wiec ja tu jakby troche na kilka frontow. Ale ja nie odpuszczam Luski naprawde sie nie martwcie.
-
reka ale gdzie ta bude?? ona sie przemieszcza, nie widzialam zeby gdzekolwiek lezala, siedziala. i to przemieszczanie nie wynika tylko ze strachu ze mna, bo obserwowalam ja z ukrycia jak chodzila po polach. Chodzi, węszy,szpera pod sniegiem, przemierza ze spokojem naprawde kilometry zataczajac koła. Moge ta bude postawic wszedzie i nigdzie, naprawde musze wyczaic najpierw jakies miejsce. Nie moze ono byc daleko od mojego domu, caly problem w tym ze nieustannie sypie snieg jest go juz ze 40 cm pod samym moim domem, zadymka jest, wali sniegiem w oczy, nie znajde w tej chwili nikogo kto przyjdzie i mi pomoze. Musi troche przestac. Wczoraj w takich warunkach za nia chodzilam i wierzcie mi, wrocilam wykonczona po dwoch godzinach brniecia w sniegu po kolana. Nawet jak zostawiam miske z jedzeniem, za chwile ginie pod sniegiem, od rana napadalo ze 20 cm, nawet zapachu nie czuc. Jak przestanie tak tym sniegiem walic przeniose bude i bede wystawiac kolo niej aromatyczne miski, tu inne bezpanskie psy trafiaja sie bardzo rzadko wiec moze ona zamieszka. Naprawde nie mam jak tego teraz zrobic, fizycznie, buda wazy przeciez z 80 kilo. Tymczasowych nie ma co klecic wieje tak ze leb urywa, i na tym sniegu... erka ona naprawde wygladala na psa z dobrym samopoczuciem, patrzylam na nia z 10-15 metrow w najlepszym momencie, a z psami mam do czynienia od zawsze. Uszy postawione, leb w gorze, lsniace oczy pewne siebie, mysle ze najgorsze za nia to jest ponad tydzien od operacji, rozmawialam wczoraj z wetem mowi ze jak do teraz przezyla i tak sie zachowuje, to ma silny organizm i zeby sie nie martwic. A bylam u weta z wlasnymi problemami, Morgana miala wczoraj o 4 rano atak neurologiczny, nie jak padaczka tylko jak wylew albo migotanie przedsionkow, drgawki slinotok wyprezenie ciala, pol dnia ja kroplowkowalismy jest lepiej ale ja opadam z sil wierzcie mi, o Morgane walcze regularnie, ma wade serca i rozne inne dolegliwosci..wiec ja tu jakby troche na kilka frontow. Ale ja nie odpuszczam Luski naprawde sie nie martwcie.
-
reka ale gdzie ta bude?? ona sie przemieszcza, nie widzialam zeby gdzekolwiek lezala, siedziala. i to przemieszczanie nie wynika tylko ze strachu ze mna, bo obserwowalam ja z ukrycia jak chodzila po polach. Chodzi, węszy,szpera pod sniegiem, przemierza ze spokojem naprawde kilometry zataczajac koła. Moge ta bude postawic wszedzie i nigdzie, naprawde musze wyczaic najpierw jakies miejsce. Nie moze ono byc daleko od mojego domu, caly problem w tym ze nieustannie sypie snieg jest go juz ze 40 cm pod samym moim domem, zadymka jest, wali sniegiem w oczy, nie znajde w tej chwili nikogo kto przyjdzie i mi pomoze. Musi troche przestac. Wczoraj w takich warunkach za nia chodzilam i wierzcie mi, wrocilam wykonczona po dwoch godzinach brniecia w sniegu po kolana. Nawet jak zostawiam miske z jedzeniem, za chwile ginie pod sniegiem, od rana napadalo ze 20 cm, nawet zapachu nie czuc. Jak przestanie tak tym sniegiem walic przeniose bude i bede wystawiac kolo niej aromatyczne miski, tu inne bezpanskie psy trafiaja sie bardzo rzadko wiec moze ona zamieszka. Naprawde nie mam jak tego teraz zrobic, fizycznie, buda wazy przeciez z 80 kilo. Tymczasowych nie ma co klecic wieje tak ze leb urywa, i na tym sniegu... erka ona naprawde wygladala na psa z dobrym samopoczuciem, patrzylam na nia z 10-15 metrow w najlepszym momencie, a z psami mam do czynienia od zawsze. Uszy postawione, leb w gorze, lsniace oczy pewne siebie, mysle ze najgorsze za nia to jest ponad tydzien od operacji, rozmawialam wczoraj z wetem mowi ze jak do teraz przezyla i tak sie zachowuje, to ma silny organizm i zeby sie nie martwic. A bylam u weta z wlasnymi problemami, Morgana miala wczoraj o 4 rano atak neurologiczny, nie jak padaczka tylko jak wylew albo migotanie przedsionkow, drgawki slinotok wyprezenie ciala, pol dnia ja kroplowkowalismy jest lepiej ale ja opadam z sil wierzcie mi, o Morgane walcze regularnie, ma wade serca i rozne inne dolegliwosci..wiec ja tu jakby troche na kilka frontow. Ale ja nie odpuszczam Luski naprawde sie nie martwcie.
-
reka ale gdzie ta bude?? ona sie przemieszcza, nie widzialam zeby gdzekolwiek lezala, siedziala. i to przemieszczanie nie wynika tylko ze strachu ze mna, bo obserwowalam ja z ukrycia jak chodzila po polach. Chodzi, węszy,szpera pod sniegiem, przemierza ze spokojem naprawde kilometry zataczajac koła. Moge ta bude postawic wszedzie i nigdzie, naprawde musze wyczaic najpierw jakies miejsce. Nie moze ono byc daleko od mojego domu, caly problem w tym ze nieustannie sypie snieg jest go juz ze 40 cm pod samym moim domem, zadymka jest, wali sniegiem w oczy, nie znajde w tej chwili nikogo kto przyjdzie i mi pomoze. Musi troche przestac. Wczoraj w takich warunkach za nia chodzilam i wierzcie mi, wrocilam wykonczona po dwoch godzinach brniecia w sniegu po kolana. Nawet jak zostawiam miske z jedzeniem, za chwile ginie pod sniegiem, od rana napadalo ze 20 cm, nawet zapachu nie czuc. Jak przestanie tak tym sniegiem walic przeniose bude i bede wystawiac kolo niej aromatyczne miski, tu inne bezpanskie psy trafiaja sie bardzo rzadko wiec moze ona zamieszka. Naprawde nie mam jak tego teraz zrobic, fizycznie, buda wazy przeciez z 80 kilo. Tymczasowych nie ma co klecic wieje tak ze leb urywa, i na tym sniegu... erka ona naprawde wygladala na psa z dobrym samopoczuciem, patrzylam na nia z 10-15 metrow w najlepszym momencie, a z psami mam do czynienia od zawsze. Uszy postawione, leb w gorze, lsniace oczy pewne siebie, mysle ze najgorsze za nia to jest ponad tydzien od operacji, rozmawialam wczoraj z wetem mowi ze jak do teraz przezyla i tak sie zachowuje, to ma silny organizm i zeby sie nie martwic. A bylam u weta z wlasnymi problemami, Morgana miala wczoraj o 4 rano atak neurologiczny, nie jak padaczka tylko jak wylew albo migotanie przedsionkow, drgawki slinotok wyprezenie ciala, pol dnia ja kroplowkowalismy jest lepiej ale ja opadam z sil wierzcie mi, o Morgane walcze regularnie, ma wade serca i rozne inne dolegliwosci..wiec ja tu jakby troche na kilka frontow. Ale ja nie odpuszczam Luski naprawde sie nie martwcie.
-
reka ale gdzie ta bude?? ona sie przemieszcza, nie widzialam zeby gdzekolwiek lezala, siedziala. i to przemieszczanie nie wynika tylko ze strachu ze mna, bo obserwowalam ja z ukrycia jak chodzila po polach. Chodzi, węszy,szpera pod sniegiem, przemierza ze spokojem naprawde kilometry zataczajac koła. Moge ta bude postawic wszedzie i nigdzie, naprawde musze wyczaic najpierw jakies miejsce. Nie moze ono byc daleko od mojego domu, caly problem w tym ze nieustannie sypie snieg jest go juz ze 40 cm pod samym moim domem, zadymka jest, wali sniegiem w oczy, nie znajde w tej chwili nikogo kto przyjdzie i mi pomoze. Musi troche przestac. Wczoraj w takich warunkach za nia chodzilam i wierzcie mi, wrocilam wykonczona po dwoch godzinach brniecia w sniegu po kolana. Nawet jak zostawiam miske z jedzeniem, za chwile ginie pod sniegiem, od rana napadalo ze 20 cm, nawet zapachu nie czuc. Jak przestanie tak tym sniegiem walic przeniose bude i bede wystawiac kolo niej aromatyczne miski, tu inne bezpanskie psy trafiaja sie bardzo rzadko wiec moze ona zamieszka. Naprawde nie mam jak tego teraz zrobic, fizycznie, buda wazy przeciez z 80 kilo. Tymczasowych nie ma co klecic wieje tak ze leb urywa, i na tym sniegu... erka ona naprawde wygladala na psa z dobrym samopoczuciem, patrzylam na nia z 10-15 metrow w najlepszym momencie, a z psami mam do czynienia od zawsze. Uszy postawione, leb w gorze, lsniace oczy pewne siebie, mysle ze najgorsze za nia to jest ponad tydzien od operacji, rozmawialam wczoraj z wetem mowi ze jak do teraz przezyla i tak sie zachowuje, to ma silny organizm i zeby sie nie martwic. A bylam u weta z wlasnymi problemami, Morgana miala wczoraj o 4 rano atak neurologiczny, nie jak padaczka tylko jak wylew albo migotanie przedsionkow, drgawki slinotok wyprezenie ciala, pol dnia ja kroplowkowalismy jest lepiej ale ja opadam z sil wierzcie mi, o Morgane walcze regularnie, ma wade serca i rozne inne dolegliwosci..wiec ja tu jakby troche na kilka frontow. Ale ja nie odpuszczam Luski naprawde sie nie martwcie.
-
reka ale gdzie ta bude?? ona sie przemieszcza, nie widzialam zeby gdzekolwiek lezala, siedziala. i to przemieszczanie nie wynika tylko ze strachu ze mna, bo obserwowalam ja z ukrycia jak chodzila po polach. Chodzi, węszy,szpera pod sniegiem, przemierza ze spokojem naprawde kilometry zataczajac koła. Moge ta bude postawic wszedzie i nigdzie, naprawde musze wyczaic najpierw jakies miejsce. Nie moze ono byc daleko od mojego domu, caly problem w tym ze nieustannie sypie snieg jest go juz ze 40 cm pod samym moim domem, zadymka jest, wali sniegiem w oczy, nie znajde w tej chwili nikogo kto przyjdzie i mi pomoze. Musi troche przestac. Wczoraj w takich warunkach za nia chodzilam i wierzcie mi, wrocilam wykonczona po dwoch godzinach brniecia w sniegu po kolana. Nawet jak zostawiam miske z jedzeniem, za chwile ginie pod sniegiem, od rana napadalo ze 20 cm, nawet zapachu nie czuc. Jak przestanie tak tym sniegiem walic przeniose bude i bede wystawiac kolo niej aromatyczne miski, tu inne bezpanskie psy trafiaja sie bardzo rzadko wiec moze ona zamieszka. Naprawde nie mam jak tego teraz zrobic, fizycznie, buda wazy przeciez z 80 kilo. Tymczasowych nie ma co klecic wieje tak ze leb urywa, i na tym sniegu... erka ona naprawde wygladala na psa z dobrym samopoczuciem, patrzylam na nia z 10-15 metrow w najlepszym momencie, a z psami mam do czynienia od zawsze. Uszy postawione, leb w gorze, lsniace oczy pewne siebie, mysle ze najgorsze za nia to jest ponad tydzien od operacji, rozmawialam wczoraj z wetem mowi ze jak do teraz przezyla i tak sie zachowuje, to ma silny organizm i zeby sie nie martwic. A bylam u weta z wlasnymi problemami, Morgana miala wczoraj o 4 rano atak neurologiczny, nie jak padaczka tylko jak wylew albo migotanie przedsionkow, drgawki slinotok wyprezenie ciala, pol dnia ja kroplowkowalismy jest lepiej ale ja opadam z sil wierzcie mi, o Morgane walcze regularnie, ma wade serca i rozne inne dolegliwosci..wiec ja tu jakby troche na kilka frontow. Ale ja nie odpuszczam Luski naprawde sie nie martwcie.
-
Amik, staruszek który ma tylko karton do spania, ma DS !!!
Dorothy replied to margo001's topic in Już w nowym domu
ja tez sie melduje. jaki on duzy? -
Luska nadal w poblizu, ma areał gdzies 3 km kwadratowe, niestety absolutnie nie jest zainteresowana kontaktem z czlowiekiem, nawet jak ma on przy sobie kilogram parowek. Patrzylysmy na siebie dzis w odleglosci 20 m, ale ona patrzyla wylacznie po to by ocenic jak mnie zwinnie wyminac. To dziki pies w tej chwili, zupelnie dobrze sie czuje, biega zwinnie, skacze, nie widac zeby ja cos bolalo, jest szybka, dynamiczna, wyglada na zdrowa, oczy blyszczace. Czlowiek dla niej to zbedne przeszkadzajko. Poki co ludzie informuja mnie ze byla, pojawila sie, dzwonia do mnie, wykladamy jedzenie, czasem ono znika, ona nigdzie nie wchodzi na zadne podworka, jest swietnie wyszkolonym wilkiem, znika, czai sie, umie sie nawet czolgac w krzakach jak chce byc niewidoczna. Jest zwrotna, sprytna, czlowiek jej nie interesuje. Czekam, obserwuje ją, gonienie za nia powoduje tylko ze ucieka wiec ja sobie chodze jej sladami patrzac gdzie bywa. dzis snieg jest moim sprzymierzencem. Mysle ze ona znakomicie daje sobie rade, i musimy zaakceptowac jej warunki, dac jej czas zaufac. Erka mowi ze tam w Kielcach jakis gosc ja nawet glaskal, mam nadzieje ze z czasem i tu zaufa i podejdzie. Ale wiem tez, ze dla niej lancuch, wiezienie, dom, to trauma. Ona ma teraz zupelnie oczy niz u mnie, niz w samochodzie, lub w tej klinice. Ona teraz wyglada na psa w swoim zywiole, ktory stawia warunki i dezyduje, i jest dumna, spokojna i zrownowazona, zero strachu.Wolnosc to dla niej bezpieczenstwo.... na pewno potrzebuje duzo czasu. Mysle ze grunt to to, ze nie odchodzi stad.
-
Nitka odeszła. Dziękuję za pomoc w Jej leczeniu.
Dorothy replied to Cajus JB's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
jestem moge sprobowac w jakis dzien w tygodniu. W ten weekend nie ma szans.Jestem troche zajechana mam tu 6 koni z ktorych jeden chory od tygodnia zastrzyki i kropowki, 4 psy z ktorych jedna o 4 rano urzadzila mi dzis atak neurologiczny i siedzialysmy u weta na nocnym dyzurze przez pare godzin, 3 koty ktore miaucza i doprowadzaja mnie do szalu, dziecko ktore sie nudzi i pol metra sniegu :-) aaa i mam tez gdzies w polach tu sunie z Kielc ktora przyjechala na DT po operacji ropomacicza, uciekla demolujac plot i kreci sie w poblizu od czterech dni nie dajac sie zlapac, bez lekow i jedzenia. jestem siwa a wkrotce chyba lysa ze zmartwien. dajcie numery do tej pani na pw Niteczka zasluguje na dom. Macie ja jak przywiezc? D -
erka spadlo pol metra sniegu!!No nie pol ale ze 25 cm. Jedzenie w polach przysypalo, jedzenie kolo sasiada zniknelo, ale nie wiem kto sie nim zajal, leci snieg nie ma sladow. Rozwieszam nowe plakaty z informacja dodatkowa ze najlepiej zwabic sunie na podworko i zamknac i zadzwonic do mnie. Zakladam ze ludzie sa tępi ale moze trzeba bezposrednich sugestii. Plus jest taki ze jest cieplej, w sniegu mozna zrobic jamke i sie zaszy,w tym mrozie ktory byl i na golej ziemi bylo chyba gorzej. Jest strazna zadymka nie bardzo moge isc szukac tak daje sniegiem w oczy ze przewraca. Ale dzis jest targowisko ludzie sie spotykaja duzo gadaja ze soba licze na to ze o tym tez beda mowic.
-
jest w okolicy, niestety po moich probach zlapania dzisiejszych gdzies sie zaszyla. Ale zobaczylam ja rano z konia doslownie 300m od mojego domu, w polach w zaroslach. Uciekla w strone wsi, przez pastwisko moje miedzy domy i zniknela. Pozytywne jednak jest to, ze sie nie oddalila przez ten czas, znaczy jest blisko. Jedzenie zostawie jej kolo domu sasiada kolo ktorego najblizej byla, u niego mam te pastwiska. Obiecal tez otworzyc brame jakby ja zobaczyl i zostawic parowki na ziemi. Mam nadzieje ze zimno i glod zagnaja ja jak najblizej jego domu. Do mojego nie podchodzila, nie bylo sladow. W polach jedzenia nie zostawiam, teren ogromny wicher wieje potezny wszystko zasypuje sniegiem. Na moje oko jedyny sposob to zwabic i zamknac ja na jakims podworku. Bo podejsc nie daje do siebie nawet na 100metrow.
-
we wsi obok plakaty sa. Jutro dowiesze jeszcze nastepne. Nikt inny procz psa nie poszarpalby tak siatki, sa na niej slady zebow, zdarta ta zielona okładzina z drutów, w kojcu od wewnatrz widac slady kopania ,pazurów. Ona sama wyszla po prostu, czlowiek otwarlby bramke a nie demolowal siatke obok. Bramka od zewnatrz zamykana na skobelek, wiec zadna filozofia. Lusia wracaj...:-(
-
watpie, po pierwsze szczerzy zeby na ludzi, po drugie po co? psy rozne tu sie walesaja po wsi bo norma jest ze wychodza z podworek i sie odwiedzaja, a w okresie cieczek wrecz cale watachy lataja, jedna suka pietnastu kawalerow za nia chyba z calej wsi albo sasiednich, nikt tego nie łowi ani nie goni, mysle ze chetnych na psa tu raczej malo.. Mnie za wariatke maja ze mam tyle psow zawsze, zadnego nigdy nikt podprowadzic nie usilowal...