-
Posts
8714 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
1
Everything posted by Dorothy
-
pewnie ze smycza sobie poradzi, moge zrobic zdjecie co zrobila z moja siatka, normalnie wyszarpala druty i zrobila z nich cos dziwnego, to nie jest mala dziurka i trzy rozplecione oczka, to wielka dziura swobodnie sobie nia wyszla, druty wyciagniete stercza na pol metra. Sile to ona ma. Moze tu tez ktos sie ulituje jak ja ujrzy i cos rzuci. Szukam w kazdym razie, bylam tez u sasiadow roznych, jakby widzieli, maja informowac, maja powiedziec znajomym swoim, powiesilam przy szkole gdzie kłębia sie dzieci, dzieci maja oko do psow, przy sklepie, na przystankach, kolo kiosku, kolo kosciola, w urzedzie gminy, slowem musi cos zadzialac...
-
u mnie bardzo podobna okolica. pustych domow niewiele, jeden na mojej ulicy akurat, ale przy mojej ulicy gdzie auta przejezdzaja. Wiec pewnie bedzie raczej szukala mniej uczeszczanych miejsc. Ale ja nie odpuszcze z szukaniem i wieszaniem ogloszen, ktos ja wreszcie musi dostrzec nie ma sily. Ludzie tu chciwi, moze ich nagroda skusi. A ja na koniu co drugi dzien prawie jezdze, bede sie plątac po tych polach i po wsi z uporem maniaka.
-
moj dom jest ostatni jakby dalej sa pola, ale trudno powiedziec, bo mogla poleciec w pola, mogla poleciec wzdluz pól przy zabudowaniach, a mogla w strone centrum wsi ulica, o co jej raczej nie posadzam, bo jesli boi sie ludzi to do centrum skupisk ludzkich nie bedzie szla. Slad prowadzil droga ktora ja jezdze w pola na koniu, a ta droga biegnie jakby skrajem wsi, po lewej łąki i domy w oddali, po prawej szczere pola. Ale przez te pola na ukos mozna dojsc do sasiedniej wsi ktora łączy sie z moją. Wiec na pięcioro babka wróżyla :-( plakac mi sie chce jak widze ten snieg padajacy, zimno, wiatr, i ona, znow sama :-( nie wiem co powiedziec, co zrobic, uruchomilam wszelkie sposoby poszukiwan, i cisza:-( czy ona podchodzila tam u Was do jakichs domów? zabudowań?
-
moj dom stoi przy polach ktore daleko sie ciagna, i sadze ze jak juz, to poszla w tamta strone, nie w strone domow. Za chwile wsiadam na konia z kolezanka i jedziemy jej szukac w pola. Potem rozwiesze plakaty wszedzie, na przystankach slupach sklepach. Pojade tez do schronu zawiadomic, co do policji mam znajomego policjanta z jednostki tu obok, dzis przyjedzie do mnie to dam mu znac i dam mu zdjecie. Strazy miejskiej tu nie ma. To jest wies.
-
koniec swietnych wiadomosci. Lusia uciekla. Wieczorem na wszelki wypadek zaczepilam smycz o kółko w budzie, takie do łancucha... kółko wyrwane z kawalkiem drewna, siatka w kojcu zniszczona, wyszarpana wielka dziura, przez ktora wyszla, siatka w plocie przy domu domu to samo, wyszarpana dziura :-( rece mi opadly, zalamana jestem, gdzie jej teraz mam szukac w tych polach?... zaraz bede wieszac ogloszenia, miala na sobie szelki i smycz, przynajmniej jest za co zlapac, ale czy ona podejdzie do ludzi? wybaczcie, chcialam jak najlepiej, ale jak widac jej dzikosc przerosla nasze oczekiwania...
-
Lucy wyglada na zadowolona. Zanioslam jej miche gotowanego żarełka, włożyłam do budki i caly czas trzymalam miske reka. Zjadla spokojnie i ze smakiem, wylizala miske, powachala moja reke i westchnela. Na deser dostala wędzona kostkę która dziewczyny załączyły do wyprawki, i od razy z apetytem sie do niej zabrala przytrzymujac sobie łapkami. Naprawde zachowywala sie jak normalny pies, zadnego warczenia. A ja tez zadnych ruchow w jej strone, wszystko oszczednie. Zostawilam jej wode, nistety wciaz ma dopieta smycz, nie chcialam sie tam pchac z łapami. Mysle ze bedzie spala spokojnie, jeszcze wyjde pare razy zobaczyc co porabia..
-
brak innych zdjec nie zalezy ode mnie, chodzi mi o to, ze narazie sa wylacznie zdjecia o tematyce LUCY W BUDZIE lezy, Lucy w budzie spi, Lucy w budzie patrzy, Lucy w budzie drzemie :-D [IMG]http://lh6.ggpht.com/_b59jItY0KQM/S5aArp3xI4I/AAAAAAAAAyo/j43NYS5Ulv0/s512/5.jpg[/IMG] [IMG]http://lh4.ggpht.com/_b59jItY0KQM/S5aArvuX-CI/AAAAAAAAAyk/t9Mz9rl1_HE/4.jpg[/IMG] [IMG]http://lh5.ggpht.com/_b59jItY0KQM/S5aArU8RwTI/AAAAAAAAAyc/ktppZQl9Is4/s512/2.jpg[/IMG] [IMG]http://lh4.ggpht.com/_b59jItY0KQM/S5aAq4FudrI/AAAAAAAAAyY/myn7QdKebok/s512/1.jpg[/IMG] [IMG]http://lh4.ggpht.com/_b59jItY0KQM/S5aArl6zsgI/AAAAAAAAAyg/MvC7d7ButM4/s512/3.jpg[/IMG]
-
Lucy dojechała wraz z przemiłym panem Jurkiem. Po otwarciu drzwi od przedziału bagażowego oczom naszym ukazała się drżąca kupka nieszczęścia z wytrzeszczonymi oczami, w kagańcu, na różowym płaszczyku ala Jackie Kennedy... Usiadlam na zderzaku i nos psi sie zmarszczył a oczy wyszły z orbit... Z boku zajrzał pan Jurek i cały pies wszedł w drgania i wibracje niczym młot pneumatyczny. W końcu jakos wspólnymi siłami udało sie opuścić auto, Lucy wyskoczyła, szybki rzut oka na sytuacje i pędem pod drzwi wejściowe w które prawie się wbiła nosem i całym psem. Obok drzwi kosz z kocykiem psim, wiec po sekundzie zajęła kosz i straszliwie sie telepiąc odmówiła opuszczenia go, a na moje nalegania zrobiła w nim kupe. No wtedy musialysmy juz ewakuowac sie na sile ze wzgledow higienicznych... Lucy zostala nieco siłą sprowadzona ze schodkow i podprowadzona przed kojec przy domu. Uniosla łeb, nieco śmielej podeszła do furtki, otwarłam, i w tym momencie jak strzała wypaliła mi z reki wraz ze smycza znikając błyskawicznie w budzie. Obrót, i juz z samego tyłu budki patrza na mnie wielgachne przepastne oczy nad kagancem. I ani drgna. Jak tam teraz łape wsadzic i kaganiec zdjac? Troche sie balam bo caly czas sie marszczyla jak wkladalam reke, wiec wrocilam z parówką, i podczas gdy parówka znikala ja zdjelam kaganiec. Minela ponad godzina, a Lucy nie wyszla z budy, lezy tam wbita w sianko, wzdycha, postekuje, kokosi sie, nie wyszla ani troszke, i poki co wyglada na ostatnia osobe na swiecie ktora wybieralaby sie gdziekolwiek uciekac. Nie wiem jak bedzie potem, ale mysle, ze jej wcale nie wolnosc w glowie i ucieczki, lecz wlasny kąt, potrzeba bezpieczenstwa, dom...nawet wlasna buda jest wspaniala... obym sie nie mylila. Zaraz wstawie zdjecia, przypuszczam ze przez jakis czas innych niz te nie bedzie...
-
dobra przywozic ja, niech tam nie schodzi w tej klatce. mam nadzieje ze mnie nie zezre, nie nawieje z kojca i nie pochlonie moich braci mniejszych :-D za to doceni mozliwosc posiadania rezydencji letniej i zimowej w kojcu, bo jedna buda ogrzewana a druga nie, i ma drzwi i okno :-D najwyzej polegne. erka wysylam pw za chwile
-
nie wiem czy nie bedzie chciala zwiac. Moze nocowac w garazu, a za dnia moge ja przywiazac dluga linka, albo co? Mimo wszystko wiem ze owczarki potrzebuja miec czlowieka, to nie charty ani husky, mysle ze ona z czasem wybierze jednak czlowieka... jakies pomysly moze odnosnie zabezpieczen macie jeszcze? Jakby ja ktos przywiozl byloby cudownie, ja mam konie wole ich nie zostawiac trawy nie ma nudza sie i broja...
-
ja mam wolny kojec. wlasnie rozwazam taka mozliwosc. myslalam wczesniej o Waszych szczenietach, ale zal mi ich bylo cholernie, takie mrozy i buda bez mamy? kojec nie jest pancerny, tylko z siatki. Nie wiem na ile ona zechce w nim byc. jest tez podworko. W kojcu dwie budy do wyboru. Doswiadczenie z psami mam dlugoletnie, wiekszosc agresorow ktore do mnie trafialy mialo agresje na tle lękowym i mijala ona u mnie jak reka odjal. Nie wiem jak byloby w tym przypadku. Przyjaznie sie z Andrzejem Klosinskim wiec porady bylyby od reki. Tylko nie wiem co jak zechce nawiac po siatce przez gore kojca albo co? Chociaz moze nie, po operacji moze nie bedzie probowala, boli ja wszystko. Trzebaby sprawdzic, a nie ma jak. Od biedy mam tez zamykany garaz. Ale ona najlepiej czulaby sie na dworze, teraz sie dusi w zamknieciu i nie dziwie sie jej. Obawiam sie ze domowy na poczatku DT tez wprawialby ja w histerie. Poza tym ktos musialby dostarczyc mi ja przynajmniej do Kraka. ps no i mam nadzieje ze nie pożera innych zwierzat, na przyklad kotow albo malych psow...
-
Jezu biedak... :-(