Chyba nie o to chodziło Todze.
Wszyscy dzwonią i zgłaszają zwierzaczki, chore, bezdomne i nie chcą zrozumieć, że Stowarzyszenie to nie worek bez dna.
Uważają, że Stowarzyszenie musi, bo "od tego jest" i nie interesuje nikogo, że nie ma po prostu pieniążków.
Gdyby każdy dzwoniący poczuł się aby chociaż w połowie pokryć koszty zgłaszanego zwierzaka, to byłoby ciut lepiej.
Ale zazwyczaj, uważa, że już TYLE zrobił i zadzwonił, a Stowarzyszenie ma jechać, wziąć, wyleczyć, wykastrować, znaleźć dom,a jemu podziękowac za obywatelską postawę.