Jump to content
Dogomania

Greven

Members
  • Posts

    7282
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Greven

  1. Chyba pierwszy raz w życiu Saint wzbudza we mnie pozytywne emocje, aczkolwiek wywalenie mojego postu dotyczącego kolejności działań w szukaniu suce domu jest kolejnym moderatorskim nadużyciem. Jest szansa na więcej zdjęć i zapanowanie nad sytuacją prawną Buni? Na tej fotce, to ona na 12 lat na pewno nie wygląda ;)
  2. To ja trzymam kciuki, żeby dom dla PIC BULLA - ALSTAFA Doriana okazał się idealny i absolutnie docelowy :loveu:
  3. [quote name='filodendron']Przecież wiadomo, że dzieciom poddawanym terapii wykształcają się silne skojarzenia - terapia z goldenem = wszystkie goldeny są super, terapia niufem = wszystkie niufy są super. I co potem na podwórku blokowiska, gdzie amstafy ze swoimi szemranej prowieniencji właścicielami występują w takiej roli, jaką wszyscy znamy aż za dobrze?[/quote] No właśnie, ale w tym problem, że nie wszystkie goldeny są super. I nie wszystkie niufy, labki etc. Powiem więcej - z roku na rok obserwuję coraz więcej agresywnych goldenów, agresywnych zarówno w stosunku do ludzi, jak i psów. Prysnął mit psa idealnego, mit który sprowadził nieszczęście na tę rasę i prowadzi do dalszej jej degeneracji - goldeny rozmnażane są na potęgę, bo są modne, a przyszłych nabywców media karmią radośnie powielanymi przez otoczenie (i oczywiście samych hodowców) bajkami o "psie rodzinnym", "psie, który kocha dzieci", "psie, który jest tak mądry, że nie trzeba go niczego uczyć", "psie, który sam się wyszkoli". Jakoś trudno mi uwierzyć, że takie upośledzone, bądź niepełnosprawne dziecko na dogoterapi wdrukuje sobie dokładnie rasę psa, który jest jego terapeutą (a nie tylko charakterystyczne cechy, np. że pies jest duży i żółty, ma długą sierść) i potem na dodatek zostanie puszczone na dwór bez dozoru dorosłych i będzie próbowało konfrontować się z każdym psem tej właśnie konkretnej rasy :roll: Wg mnie nie rasa jest ważna, a osobnicze predyspozycje psa do wykonywania danej pracy. Nie bałabym się oddać dziecka "w ręce" odpowiednio przygotowanego i odpowiedzialnie prowadzonego amstaffa. [quote name='filodendron']I co potem na podwórku blokowiska, gdzie [B]amstafy ze swoimi szemranej prowieniencji właścicielami[/B] występują w takiej roli, jaką wszyscy znamy aż za dobrze? [/quote] Bez przesady. Ja w Szczecinie dawno już nie widziałam dresa z astem. Fakt, pewien typ ludzi potrzebuje takiego psa dla uzupełnienia swojego image, ale moda chyba na szczęście zaczyna przemijać. Fajnie lansować się psem, ale jeszcze fajniej tuningowanym szrotem, albo markowymi ciuchami - po nich nie trzeba sprzątać kup, ani zniszczeń w domu. Zazwyczaj trafiam na amstaffy, pitbulle (i wszystko, co w typie) z ludźmi dorosłymi, w średnim wieku, często wręcz starszymi. Najbardziej cieszy widok amstaffa idącego spokojnie koło wózeczka ;)
  4. [B][FONT=Comic Sans MS][SIZE=3]Po pierwsze, nie wiadomo, czy pies jest chorobliwie agrsywny, czy anielsko łagodny.[/SIZE][/FONT][/B] [B][FONT=Comic Sans MS][SIZE=3][/SIZE][/FONT][/B] [B][FONT=Comic Sans MS][SIZE=3]Po drugie, nie wiadomo, czy pies zagryzł kiedykolwiek innego psa, czy to bajka właściciela.[/SIZE][/FONT][/B] W związku z powyższym dyskusja na temat uśpić - nie uśpić, jest zupełnie jałowa, taka sztuka dla sztuki, okazja do kilku popisów oratorskich, nic więcej. Jest tym bardziej jałowa, że pies nadal przebywa u właściciela, a ten może z psem zrobić, co zechce - i nie wiadomo, czy już nie zrobił. Proponuję skoncentrować się na: 1. ustaleniu, czy pies żyje 2. zabraniu go z powrotem do schroniska 3. oddania na jakiś czas pod opiekę fachowca, który wyda opinię o psychice psa i rokowaniach, co do przyszłych stosunków psio-ludzkich i psio-psich 4. szukaniu mu odpowiedzialnego DT, albo DS Zwyczajna procedura, która dała pozytywne rezultaty w przypadku setek wyadoptowywanych psów, nie ważne, czy przez dogo, czy przez osoby prywatne, czy przez organizacje.
  5. To jest dobry pomysł!!
  6. Z dogoterpaią jest najwidoczniej tak, jak z hipoterapią - jedni szkolą się, doskonalą, zdobywają "papierki" i pracują dzień w dzień ze swoimi zwierzętami, a inni żadnego kursu nie skończyli, żadnej publikacji nie przeczytali, ale zwą się terapeutami, bo mają spokojnego psa, albo niedużego konia... I niestety na mieniu się nie kończy, bo "modny" sposób zarobku wyczuli - TERAPIĘ. Co z tego, że "terapeuta" pojęcia o niczym nie ma, a zwierzęta mają tylko nikogo nie zabić, co sprowadza się do tego, że psa mogą dzieci pogłaskać bez utraty rączki, a na koniu być oprowadzone w kółko bez upadku na glebę. Porażka, porażka i jeszcze raz porażka. Ale to niestety realia.
  7. [quote name='agata_lodz']2 razy mi się coś takiego przytrafiło i przysięgam, że ani za pierwszym, ani za drugim razem nie wiedziałam co mam kobicie odpowiedzieć...[/quote] Ja mam dwie sprawdzone wersje - albo z bezmyślnym wyrazem twarzy "eee, co?", albo kulturalnie, ale suczym tonem "nie rozumiem, jak mogę pani pomóc?". Można też udawać głuchotę, skutkuje - a jak wkurza :diabloti:
  8. Jak masz imię i prawdopodobne nazwisko (chyba będąc niezamężną siostrą Twojej koleżanki, nosi to samo...), to spróbuj przez google, albo naszą klasę. Często skutkuje.
  9. [quote name='badmasi']Ciekawe jak wygląda dogoterapia w wykonaniu tej"łagodnej" dogoterapeutki?[/quote] Do ludzi, do dzieci może być super. Chociaż jakoś trudno mi w to uwierzyć, przeczytawszy Twój opis nieodpowiedzialnego zachowania jej właścicielki... Moja pitbullka, gdybym puściła ją luzem na jakimś osiedlu, to zabiłaby (albo przynajmniej ambitnie próbowała) pierwszego psa na swojej drodze. Potem szukałaby następnych. A do ludzi? Rewelacja. Miłość, całusy, pokazywanie brzuszka, dawanie łapek, wdrapywanie się na kolana. Można jej wsadzić palec w oko, do pyska, zabrać każdą zabawkę i kość, grzebać w misce, miętolić i przekładać z boku na bok jak śpi... jak nie śpi, to oczywiście też :evil_lol: Na zboczeńców i atakujące psy kup gaz pieprzowy. Po co ryzykować, po co się stresować. To jest tanie, małe (możesz nosić w kieszeni, albo w torebce) i łatwe w użyciu.
  10. [quote name='Diana S']Ok. nie mieszkam w domku jednorodzinnym, nie wiem jak to jest, kiedy cudzy pies sra przed moim ogrodzeniem.[/quote] To ja Ci powiem, jak to jest. WKURZAJĄCO. Właściciel psa ma narzucony prawem obowiązek posprzątania tego paskudztwa, ale jeśli ulotni się niezauważony (a chyba trzeba by cały dzień wartować na posterunku, żeby wychwytywać kolejnych ludzi zatrzymujących się z psami "na sekundkę" przy płocie, czy pod furtką, albo wynając sobie całodobowy patrol straży miejskiej), to niestety brudną robotę musi odwalić właściciel posesji. Przecież nie będzie hodował stosu kup na chodniku pod swoim domem.
  11. Może spróbujcie prosić o pomoc w jakiejś organizacji zajmującej się bokserami. On ma widoczne cechy boksera. No i wydaje mi się, że łatwiej o dom dla psa w typie boksera, niż w typie TTB. Uśpienie psa to niestety nie problem, może w miastach weterynarze są bardziej wyczuleni na eutanazję zdrowych zwierząt, ale na prowincji zazwyczaj wystarczy psa przyprowadzić, a obywa się bez "zbędnych" pytań, ewentualnie trzeba powiedzieć, że rzuca się na dziecko, czy coś równie dramatycznego, a pies z miejsca dostanie morbital. Zmiana na ogonie wcale nie musi być objawem chorobowym.
  12. [quote name='agata_lodz']kiedy widzę moje psy wylegujące się w fotelu to zastanawiam się czy nie powinnam iść z nimi do weterynarza[/quote] A może do psychologa ;)
  13. Jeśli ktoś nie widzi nic złego w zostawieniu kupy na pasie zieleni przy czyimś płocie, a jendocześnie oburza się na wg mnie bardzo kulturalną zachętę do sprzątania, jaką jest podanie jednorazówki, to prawdopodobnie nigdy nie musiał kosić takiego paska zieleni. Są tylki dwa rozwiązania. Jedno, to uzbroić się w lateksowe rękawiczki, kilka(naście) jednorazówek i wysprzątać kupy cudzych psów, najgorzej jest latem, gdy w upale trzeba się schylać nad tym ochydnym smrodem, oglądać z bliska te kupy z robalami, niestrawionymi resztkami jedzenia itd. Drugie rozwiązanie, którego jednak nie polecam, to kosić trawnik bez uprzedniego wysprzątania go... co grozi pryskaniem najechanej kupy z pod ostrzy kosiarki, nad szczegółami nie będę się rozwodzić, bo na samo wspomnienie mam odruch wymiotny. Między innymi z powodu obsrywania trawnika za płotem (pasek szerokości ok 60 cm) moja Mama zlikwidowała trawę i posadziła róże. Bardzo kolczaste dzikie róże :diabloti: No i [B]teraz musi sprzątać kupy z chodnika[/B]. A zdawałoby się, że to takie eleganckie osiedle...
  14. [quote name='supergoga']Trzymajcie paluszki!!![/quote] Czymamy!!!
  15. Na zdjęciach nie wygląda staro i cierpiąco... ... dzięki Wam tak nie wygląda :calus:
  16. Nie podała adresu, nie dostanie owsa :mad: Zdjęcia z nad morza takie miłe do oglądania, a Sonia to wodołaz, czy co? Co ona się tak lubi moczyć? hi hi
  17. Człowiek bierze psa na spacer. Psa własnej Matki, oczko w głowie, księcia, wypieszczonego i co najważniejsze WYPRACOWANEGO. Psa z którym Mama od małego ćwiczyła na nagrody ignorowanie psów jazgoczących zza furtek, miotających się na smyczy, podbiegających. Bardzo skutecznie ćwiczyła, pies ma niespełna rok, głupi dzieciak jeszcze z niego, ale szczekaczy i prowokatorów potrafi ignorować. Bierze, idzie na dłuższy spacer i najpierw wielki zjeżony labrador sunący na niskich łapach (ale niegłupi, dostał kopniaczka i dał sobie spokój - za to ja nie dałam spokoju, po raz [B]piąty[/B] w jego sprawie zadzwoniłam na straż miejską), a potem mały kundel startujący z pod nóg dwóch meneli zasadzonych z winami na murku, no przysięgam nie zauważyłam go, doskoczył do psa, ja go na buta... był szybszy i dobrze, na dodatek widać, że zaprawiony w bojach, bo potem już tylko jazgotał z dystansu na zdezorientowanego psa mojej Mamy, któremu wcale nie są potrzebne takie doświadczenia :mad: Na koniec młodzieniec wypuszczający radośnie flexi 2 kg yorka, yorczek z wielką paszczą, pies Mamy robi duże oczy pt. "a co to takiego", ja skracam smycz i ustawiam go za swoimi nogami, bo widzę, że ma ochotę się pobawić, już robi przysiad.............. no niechby on skoczył na miotającego się nam pod nogami yorka, przecież byłaby tragedia, przetrąciłby go! A wisienką na torcie był pan z mieszańcem boksera, ale takim solidnie przerośniętym, z 50 kg. - smycz długa, kolczatka, zero panowania, pies nim miota zjeżony od karku do ogona, ja schodzę na bok, jeszcze bardziej na bok, głosem uspokajam psa Mamy, żeby ignorował, chcę zejść jeszcze bardziej na bok, a tam k* murek.
  18. [quote name='pinkmoon'] -O, a to to to... to chyba taki stary już pies, prawda? -No, stary, stary, dziadek już prawie. -(z długim namysłem i pełnym szacunku spojrzeniem na psa) Nooo, widać po nim... ze trzy lata już chyba będzie miał, co? [/quote] Jednocześnie śmieszne i tragiczne ;) A ten aścik to chyba ma nieco więcej, niż 8 lat... tak na oko :razz:
  19. [quote name='Jenny19']-jak Mama dogaduje się z innymi psami, innymi zwierzetami, toleruje koty itp? bo w sumie na wątku są sprzeczne informację, było pisane, że absolutnie bez zwierząt, ale na niektórych zdjęciach jest ze szczeniakami, z innymi amstaffami?[/quote] [FONT=Comic Sans MS][SIZE=3]MAMA NIE TOLERUJE KOTÓW - ONA CHCE JE ZABIJAĆ.[/SIZE][/FONT] [FONT=Comic Sans MS][SIZE=3]PRAWDOPODOBNIE BĘDZIE PRÓBOWAŁA ZABIĆ RÓWNIEŻ FRETKĘ, KRÓLIKA, SZCZURA, CHOMIKA I KANARKA, więc nowy dom musi być bez zwierzątek.[/SIZE][/FONT] Jeśli chodzi o inne psy, to albo je akceptuje, albo nie - tak w każdym razie było u mnie, ale jak jest obecnie, to napisze Weronia.
  20. Ludzie pukają się w głowę, albo oburzają na widok dziecka w szelkach i na smyczy (ale chyba tylko u nas, bo nie zauważyłam, aby taki widok stanowił sensację za granicą), a jakoś nie widzą niczego niewłaściwego w malutkim dziecku, które jest prowadzone za rączkę - rączkę niewygodnie zadartą do góry, wręcz wykręconą... Albo inna sytuacja, dziecko dokazuje na chodniku, co jakiś czas zbliżając się niebezpiecznie do jezdni, a wtedy mamusia, lub babcia zaczyna krzyczeć, rzuca się za dzieckiem sprintem, trzepie po tyłku i... znów puszcza, a cała sytuacja powtarza się po raz kolejny. Nie prościej założyć szelki? I wygodnie i bezpiecznie...
  21. [quote name='Miśka']Dopiero jeśli właściciel nauczy się wyprzedzać refleksem pomysły swojego psa, nie będzie ryzykował oraniem zębami po chodniku. Przy odrobinie doświadczenia i osoba drobnej postury bez problemu może wyprowadzać na smyczach trójkę, czwórkę haszczaków, mając oczy dookoła głowy - tak na wszelki wypadek... Najczęściej to, że pies przeciągnął kogoś po ziemi wynika ze zwykłego zagapienia się - gdy pies zauważył czmychającą wiewiórkę, zanim zobaczył ją właściciel... A z pozycji mniej lub bardziej horyzontalnej już o wiele trudniej wyhamować ciągnącego psa.[/quote] A to nie jest tak, że psa szkolimy? Nawet takiego haszczaka? :hmmmm: Nie każdy haski będzie psem zaprzęgowym, ba! większość z nich nie będzie psem zaprzęgowym. A nawet u psa zaprzęgowego chyba nic nie stoi na przeszkodzie, by wpoić zasady nieciągnięcia, jeśli z tyłu nie ma wózka, tylko jest człowiek ze smyczą (w tej kwestii akurat jestem laikiem, być może każdy sportowy haszczak musi bezwzględnie i obowiązkowo ciągnąć w każej sytuacji). Haski są trudne, niezależne itd. Wiem, bo miałam kilka na tymczasach plus miksy rasy. Chyba wszystkie (oprócz jednego) spuszczałam po drugim-trzecim spacerze, nie było linek, ucieczek "za wiewiórką", było normalne egzekwowanie poleceń, chodzenie przy nodze, wracanie na wołanie itd. Nie pasuje mi demonizowanie haskich, robienia z nich [I]innego gatunku psa[/I]. Oczywiśce ze względu na specyfikę rasy mogą sprawiać problemy i je sprawiają - szczególnie w rękach osób nieodpowiedzialnych i niedoświadczonych, co kupują szczeniaczka, bo ma słodkie niebieskie oczka - ale tak naprawdę to jest pies jak pies, uczy się komend, może być spuszczany ze smyczy (nie każdy, ale też nie każdego kundla, owczarka, amstaffa, bigla czy pudla można puścić i mieć nadzieję, że wróci) i niekoniecznie będzie okaleczał właściciela podczas spacerów, realizując swój instynkt ciągnięcia. [quote name='Miśka']a jednak jeśli przepytałabyś i tych "laików" i tych, którzy husky mają od lat - zdziwisz się, jak duży procent będzie mógł opowiedzieć Ci historię z życia wziętą, kiedy zaliczył glebę w mniej lub bardziej wyszukany sposób przez swojego husky [/quote] Takich historii słyszę wiele także z ust właścicieli psów przeróżnych ras i kundelków - pociągnął mnie, szarpnął, przewrócił, podciął mi nogi, wyrwał smycz, przewrócił na oblodzonym chodniku, zepchnął ze schodów... normalnie horror można nakręcić ;)
  22. [quote name='mijakimi']normalnie szczyt bezczelności.[/quote] Owszem, szczyt bezczelności - puszczanie luzem psów, które mogą kogoś ubrudzić, przestraszyć, wywrócić...
  23. Ten pies pod dobrą opieką cudnie zdrowieje, a jak się umięśnia :evil_lol:
  24. Jak pies nie ma tatoo, to szukamy czipa, a jak... ... niech się po prostu zdrowo chowa i tyle :evil_lol:
  25. [quote name='taks']Greven napisałaś co napisałaś - "skopiować" to jednak nie to samo co czerpać inspirację, jak to teraz łagodzisz. [/quote] Ja niczego nie ŁAGODZĘ. Świadomie pisałałm o kopiowaniu, a nigdzie nie piszę o "czerpaniu inspiracji", proszę czytaj dokładnie i cytuj dokładnie. [quote name='taks']I przyznam , zrobiło mi się przykro po pojawieniu się Twojego postu a dokładnie tego oskarżenia. To jednak publiczne forum i zarzut plagiatu ma swoją wagę. No cóz widać ten wątek nie ma szczęścia . Jak dla mnie temat zakończony - ktoś odgrzał stary link , ktoś dołożył komentarz ( nie tyle do artykułu co do Autorki), zrobiło się niemiło i może to wystarczy bo w żaden sposób z Konwalią i pamięcią o niej się nie wiąże.[/quote] Przykro mi, że zrobiło Ci się przykro. Jakiego oskarżenia? :hmmmm: Konwalia jest w mojej pamięci i ten wątek nie ma z tym nic wspólnego.
×
×
  • Create New...