Jump to content
Dogomania

Greven

Members
  • Posts

    7282
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Greven

  1. Przepraszam, że dopiero tu zajrzałam, ale dostęp do internetu mam sporadycznie... no i ciocia mysza nie podesłała mi nawet linka na pocztę, a fe! No ale z drugiej strony, co ja mogę, oprócz podnoszenia i trzymania kciuków, ehh... P.S. U mnie jest pełno winniczków i czasem zapędził się zbieracz. Już się nie zapędzają. Ślimaki mają się dobrze.
  2. Dziękuję za kolejną wpłatę z bazarku! 150 zł.
  3. [quote name='blacky764'] Dziewczyny dostałyście od nas kropelki dla Nera ? Ja nie dostałam żadnych kropelek od pracownicy PUKu, która wydawała mi psa. Nie dostałam też dokumentacji medycznej, ani książeczek, ponieważ pani nie mogła ich znaleźć. W tej sprawie rozmawiałam dzisiaj z panią Małgorzatą z gryfińskiego PUKu, która - o ile dobrze zrozumiałam - jest osobą bezpośrednio odpowiedzialną za kojcowe psy. Wg jej słów Dziadzio nie ma żadnej książeczki, nie był szczepiony, ani odrobaczony, a Nero także nie posiada książeczki, nie był szczepiony, odrobaczony, ani PUK nie posiada dokumentcji jego kilkutygodniowego leczenia. Pani Małgorzata obiecała podjąć tę dokumentację u weterynarza, który zajmował się Nerem.
  4. Dziękuję za bazarek dla Bastera, dzięki któremu dług zaczyna się powoli spłacać :)
  5. Cieszę się, że mogłam pomóc w transporcie Dziadzia. Gdy podeszłam do kojców, wszystkie psy szalały - kręciły się, skakały, szczekały, ujadały... a Dziadzio nic - leżał przy budzie zwinięty w kłębek. W pierwszej chwili pomyślałam, że jest w takiej głębokiej depresji, ale gdy pies mnie zobaczył, zrozumiałam że jest po prostu głuchy. Ożywił się, gdy weszłam do kojca ze smyczą. Podniósł się nieco chwiejnie, ale gdy się rozchodził, nie poruszał się gorzej, niż przeciętny stary pies. Po wyjściu natychmiast zaczął sikać i sikał dobrą minutę, a następnie zrobił kupę. Zapytałam pracownicę PUKu, czy także wychodzi na częste spacery, jak Nero, ale odparła, że nie... bo jest stary. W każdym razie niezałatwianie potrzeb w kojcu wyraźnie wskazuje, że Dziadzio całe życie był psem domowym, który wychodził na spacery. Z załadunkiem do auta było trochę ciężko, bo pies wpadł w panikę, cofał się i uciekał. Założyłam mu kaganiec i włożyłam go na pakę. Jechał na kocyku obok zasłoniętej klatki Nera. Na szczęście dzień był stosunkowo chłodny (w porównaniu z masakrycznymi upałami z poprzednich tygodni), a od połowy drogi jechałam w ulewnym deszczu, więc psy bardzo dobrze zniosły podróż. Zauważyłam, że oprócz zmętniałych oczu, siwizny i chwiejności chodu, Dziadek ma w kilku miejscach na skórze (zad, grzbiet, kark) zrogowacenia, lub może narośla. Dość intensywnie drapał prawą stronę szyi. Jestem bardzo szczęśliwa, że oba psy - Nero i Dziadzio - są bezpieczni w hotelu w Szczecinku. O ile Nero, po doleczeniu, ma być może szanse na adopcję, o tyle dla Dziadka to chyba ostatnia przystań... Proszę więc - wspomóżcie obu staruszków deklaracjami, niech chociaż jesień ich życia będzie spokojna, bezpieczna, bez głodu, chłodu i nieleczonych chorób.
  6. Cieszę się, że mogłam pomóc. W Gryfinie wyraźnie zaleczono Nera (porównuję stan zastany 8 sierpnia ze zdjęciami z pierwszego postu), bądź sam się zaleczył - tak, czy inaczej wygląda bez porównia lepiej, jeśli chodzi o stan skóry. Pies bardzo się ożywił na widok mnie i pracownicy PUKu, a najwyższe podniecenie ogarnęło go, gdy zobaczył w mojej ręce smycz ;) Pani z PUKu powiedziała, że Nero nie załatwia się w kojcu i jest wyprowadzany 3-4 razy dziennie. Po wyjściu pies natychmiast zrobił duuuże siku. Następnie zapakowałam go do klatki na pace auta. Wskoczył po chwili wahania, musiałam mu trochę pomóc podsadzając tył. Nero zachowywał się radośnie i energicznie. Myślę, że jest młodszy, niż go oceniono, tylko zniszczony. Na całym ciele, tam gdzie nie odrosła sierść, widać takie dziwne, brzydkie narośla. Jest ich naprawdę dużo. Nie mam czasu czytać wątku, ale mam nadzieję, że został zdiagnozowany i że to nic złośliwego...
  7. Cieszę się, że mogłam pomóc. W Gryfinie wyraźnie zaleczono Nera (porównuję stan zastany 8 sierpnia ze zdjęciami z pierwszego postu), bądź sam się zaleczył - tak, czy inaczej wygląda bez porównia lepiej, jeśli chodzi o stan skóry. Pies bardzo się ożywił na widok mnie i pracownicy PUKu, a najwyższe podniecenie ogarnęło go, gdy zobaczył w mojej ręce smycz ;) Pani z PUKu powiedziała, że Nero nie załatwia się w kojcu i jest wyprowadzany 3-4 razy dziennie. Po wyjściu pies natychmiast zrobił duuuże siku. Następnie zapakowałam go do klatki na pace auta. Wskoczył po chwili wahania. Nero zachowywał się radośnie i energicznie. Myślę, że jest młodszy, niż go oceniono, tylko zniszczony. Na całym ciele, tam gdzie nie odrosła sierść, widać takie dziwne, brzydkie narośla. Jest ich naprawdę dużo. Nie mam czasu czytać wątku, ale mam nadzieję, że został zdiagnozowany i że to nic złośliwego...
  8. Tak mi przykro... [']
  9. Baster od czasu zdemolowania klatki znajduje się grzecznościowo (nieodpłatnie) u mojego znajomego. Początkowo był w kojcu, z którego wyszedł i pogryzł dwa jego psy, ale za każdym razem udawało się złapać go jeszcze na posesji. Potem niestety trafił na łańcuch, z którego się spuścił pod nieobecność opiekuna i poszedł do sąsiadów, siejąc krwawe żniwo: pies, kot i dwie kaczki. Dam znać, jak zabije kolejne bezbronne stworzenia. Aha, nadal nie ma żadnych telefonów, żadnych maili w sprawie Bastera. I nadal jest za niego dług. I nie ma za co kupić karmy, dobrze że znajomy zapewnia wyżywienie. Estrella, może musisz swojego jamnika rozkręcić, żeby zaczął lubić bieganie ;)
  10. Umówiłam termin sterylizacji Dafne na wtorek, godz.8 rano.
  11. Ja zakładałam Basterowi wątek na podforum huskych. Kto pomógł, usłyszał ode mnie "dziękuję". A jeśli kogoś pominęła, to przepraszam za niedopatrzenie. Jeśli ktoś nie był u mnie i nie widział Bastera UWIĘZIONEGO non stop w klatce, niech nie przelewa jadu z paluchów na klawiaturę. Wył, szczekał i niszczył także na domowych tymczasach. Nawet za grube pieniądze nikt nie chciał się nim opiekować. Baster jest uroczy przez kilka pierwszych dni, a potem jest już tylko gorzej. Mysza, Baster zgryza szelki na sobie. Nie można go zostawić w szelkach. [quote name='agnieszka32']No dobra, to wątek psa, skupmy się na tym, by pomóc psu. [/QUOTE] No już widzę, jak pomagasz. [quote name='ageralion']np pochwalic sie jak ladnie wyglada klatka po zabkach lobuza...[/QUOTE] Nasz sweetaśny łobuziaczek rozwalił klateczkę nie ząbkami, a łapkami. Robił drap-drap i teraz klateczka ma ała. [U][B][I]edit[/I][/B][/U] Aha, zdjęcia zrobię przy okazji - oczywiście z aktualną gazetą :lol: bo mi zaraz któraś napisze, że zdjęcia stare, a stare się nie liczą :lol:
  12. Nie rozumiem, w czym szelki miałyby pomóc. Ugryzł tak, że mam siniaka. Ponadto Baster dokończył dzieła, klatka trzyma się w całości już tylko na karabińczykach, szeklach i opaskach plastikowych. Pogiął metalową podłogę, kraty w kilku miejscach, powyrywał na spawach. Zazwyczaj wycie, szczekanie, skowyty i demolkę zaczyna ok 3-4 nad ranem. Moi sąsiedzi są "zachwyceni", bo wrzaski Bastera uruchamiają wszystkie psy w okolicy i "trochę" trudno się wyspać :roll:
  13. Baster dzisiaj rano rozwalił klatkę kennelową w której mieszka i wydostał się. Ugryzł mnie, gdy złapałam go za obrożę. Estrellko dziękuję za ogłoszenia. Niestety, nikt nie dzwoni...
  14. Dziś rano dzwoniła do mnie kolejne zainteresowana Dafne. Przekierowałam do A.R.S.
  15. [quote name='evl']Skąd się wziął Grinch vel Łapa?[/QUOTE] Z interwencji w pseudo TTB na walki, dwa lata temu w sierpniu. Miała wtedy ok 4 mies. [quote name='gops']przydaly by sie jakies zdjecia co tam u was?[/QUOTE] A u nas ciężko i biednie, czyli jak zwykle :evil_lol: Teraz mam internet bardzo sporadycznie, ale obiecuję, że jak trafi się okazja, żeby dłużej posiedzieć, to wrzucę Wam dużo zdjęć ;) 16 maja urodził się ogierek od wykupionej (przez prywatne osoby, a konkretnie forumowych A.R.S.) ślązaczki Zigry. ZAHER pierwszy dzień życia [img]http://i716.photobucket.com/albums/ww167/A_R_S_foto/Zaher/PICT8542.jpg[/img] fot. A.R.S.
  16. Odezwał się też dość sensowny zainteresowany ze Szczecina. Ma dziecko i kota. Wysłałam mu umowę, zobaczymy jak się ustosunkuje.
  17. Nic się nie zmieniło. Dług to [B]600 zł + karma, którą trzeba odkupić panu Grzegorzowi[/B], bo z powodu fałszywej deklaracji, dla Bastera nie zostało zamówione jedzenie i jadł to, co suka pana Grzegorza, a umowa była taka, że 20 zł za dobę i nasza karma. Na kolejnym tymczasie, gdzie był kilka dni (wyleciał, bo obsikał sprzęt grający za kilka tys.), państwo zdecydowali się nie pobierać opłaty. Mój "dwumiesięczny" tymczas dla "puchatej kulki, która lubi koty" jest bezpłatny, ale Baster musi coś jeść i trzeba go zaszczepić. Nie będzie kastrowany, bo nie ma warunków, żeby czysto się wygoiło.
  18. Mogę tylko czytać i podnosić. Szkoda takiej psiny do kojca, ale z drugiej strony chyba na razie nie ma alternatywy? Ponawiam pytanie o ogłoszenia. Jeśli Frytka ma znaleźć dom, to bez ogłoszeń ani rusz.
  19. [quote name='urwisek'] To i ja podmienię bo dodać więcej nie dadzą[/QUOTE] Myślę, że możesz Werona podmienić na Molksa ;)
  20. 20 zł + jedzenie, tak dla ścisłości. Potem na kolejnym tymczasie 10 zł + jedzenie. Wrócił po 3 dniach. Teraz [I]tylko[/I] jedzenie (worek od A.R.S. się kończy, jestem jeszcze winna karmę panu Grzegorzowi), ale niestety z mieszkania trafił do klatki kennelowej. Chyba już tłumaczyłam, dlaczego hotel nie jest dobrym rozwiązaniem dla Bastera. On potrzebuje ruchu, pracy - inaczej jest smutny, zirytowany i kłopotliwy. Boks nawet w najpiękniejszym hotelu i sporadyczny spacer to nie dla niego, taki tryb utrzymania spowoduje eskalację problemów. Baster niszczy wszystko, co ma w zasięgu zębów (ewentualnie łap), potrafi ugryźć gdy mu się coś nie spodoba, niepilnowany znaczy moczem w domu, szczeka i wyje. Odstawiony do hotelowego kojca doszczętnie zdziczeje. Zainteresowani ze Słupska chcieli Bastera, bo myśleli, że on jest gdzieś koło Słupska. Gdy okazało się, jak daleko pies się znajduje, stwierdzili, że nie mają jak po niego przyjechać, na moją propozycja przywiezienia psa za zwrot paliwa, usłyszałam że to za drogo. Pan miał się jeszcze skonsultować z kierownikiem. Wczoraj wieczorem dostałam sms: "Rezygnujemy z pieska za daleko". Był tel. od pani z Warszawy. Mysza obiecała sprawdzić ten dom.
  21. Jeśli warunki nie pozwalają na odpowiednią opiekę posterylkową, to wg mnie lepiej, żeby suka urodziła i uśpić ślepy miot. Może zaczniecie ją już ogłaszać? Wygląda bardzo sympatycznie, jest mała - a ile może mieć lat, młoda?
  22. Ja dopiero od godziny mam włączony tel., ładuję u koleżanki. Nadal nie udało mi się skontaktować z potencjalnym zainteresowanym adopcją Bastera, wysłałam sms z prośbą o kontakt. U mnie nie ma prądu, więc telefon i internet mam tylko tyle, ile trzymają baterie. Jeśli mam wyłączony tel., to najlepiej napisać sms. PRZYPOMINAM, ŻE BASTER JEST ZADŁUŻONY NA PONAD 600 ZŁ MUSZĘ TAKŻE ODKUPIĆ PANU GRZEGORZOWI JEDZENIE JEGO SUKI, KTÓRYM KARMIONY BYŁ BASTER PO TYM, JAK FAZA ZADEKLAROWAŁA DLA NIEGO JEDZENIE I JEJ DEKLARACJA OKAZAŁA SIĘ FAŁSZYWA (miała wysłać bezpośrednio na adres pana Grzegorza), A PIES ZOSTAŁ BEZ JEDZENIA
  23. Molks ma szczęście, że nie dostał na imię Autohaus Kaminski :diabloti: Jest kocurkiem (tak mi się wydaje, ale mogę się mylić) maleńkim, zdecydowanie za małym, aby być bez mamy, ale los za niego zdecydował i obecnie kilkutygodniowy Molks przebywa w domu tymczasowym w Szczecinie (Małgośka - dziękuję!). Jest czarno-biały, bardzo ładnie malowany. Mieści się w dłoni. Nie boi się psów. Szukamy dla Molksa domu tymczasowego (u Małgośki może zostać tylko kilka dni), a najlepiej stałego. Takie to cudo: [img]http://i600.photobucket.com/albums/tt85/corkalapa/Obraz854-1.jpg[/img] [img]http://i600.photobucket.com/albums/tt85/corkalapa/Obraz856.jpg[/img] [img]http://i600.photobucket.com/albums/tt85/corkalapa/Obraz859-1.jpg[/img] [img]http://i600.photobucket.com/albums/tt85/corkalapa/Obraz861-1.jpg[/img]
  24. [quote name='Magda25']Eh i jak tu sobie radzić z takimi opornymi na wiedzę właścicielami ?[/QUOTE] Gazem i strażą miejską.
  25. [quote name='evl']patrzy na Zu i pyta: to suczka?![/QUOTE] Taa, jedno z moich ulubionych pytań. I przykładowy, jakże uniwersalny dialog: Pies, czy suka? Ona jest agresywna, proszę nie podchodzić. Aha, suczka - a mój to pies, pani się nie boi. Takim też tekstem sąsiad mojej Mamy skwitował atak swojej goldenki (masakrycznie agresywna do psów) na Tangę, która to goldenka rzuciła się na nas, bo pan furtki nie domknął, ah drobiazg, i majsterkował sobie w garażu. Odgonił swoją sukę, spodziewałam się jakiegoś "przepraszam", a on - mierząc Tangę wzrokiem - "aaa, bo to też suka". Wszystko mi opadło w tym momencie.
×
×
  • Create New...