Nie byłam tu w niedzielę, nie byłam w stanie. Ból, gniew, niemoc targały mną nieustannie. W niedziele dowiedziałam się, że w lecznicy został uśpiony chory16 letni psiak.
Chory, ale czy zrobiono wszystko, żeby mu pomóc? Czy to aby na pewno był ten ostateczny moment? Oto jest pytanie. Nie był to bezdomniaczek aczkolwiek chyba taki ma więcej szczęścia i swobody niż miał ten biedaczek, który prawie przymarzał do swojej budy na opuszczonej działce składającej się z 3 ścian i dachu, zbudowanej z płyty paździerzowej bez jakiegokolwiek ocieplenia. Nie miała ta bida w środku nic poza zgnilizną. Była interwencja.Psinkę przejęło miasto. Nam powiedziano, że pies czuje się dobrze i jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo. Kaszlał, strasznie kaszlał, niby szło ku lepszemu i go uśpiono. Po co więc interweniować? W sumie z kolegą wysłaliśmy go nie po ratunek, ale po śmierć.Policja prowadzi postępowanie przeciw właścicielom o znęcanie, ale co z tego jak pies nie żyje? Szlag by to trafił!
Psoniu, Balbisiu, oprowadźcie go po tęczowych łąkach.
Psinko nigdy o tobie nie zapomnę i wybacz malutki.
Wieczne światełko dla ciebie psinko. Tu masz swój kącik z moimi suniami, które tak bardzo kocham.