Skończył się czas powolnego umierania mojego brata. Przestał cierpieć. Przeszedł na drugą stronę do naszych rodziców, do krainy gdzie nie ma chorób, bólu i cierpienia.
Ból jest, ale w naszych sercach, który niemiłosiernie pali. Z oczu leją się ciurkiem łzy, które trudno powstrzymać i odwieczne pytanie, na które nie ma odpowiedzi - DLACZEGO?
Odszedł mój jedyny braciszek, którego wszystkie kochałyśmy, bo był jak diamencik wśród siostrzanego babińca. Nie mogę już z nim porozmawiać, przytulić go, pocałować. Pozostała pustka, która boli. Nie wiem jak przetrzymam poniedziałek - dzień pogrzebu. Nie wiem.
Psoniu, Bablinko znałyście go i lubiłyście, a on was. Przywitajcie go tam radośnie.