-
Posts
28366 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by szajbus
-
Radku zaznaczasz link klikając prawym przyciskiem myszy "kopiuj", a potem w miejscu gdzie chcesz wkleić klikasz też prawym przyciskiem myszy "wklej" W ten sam sposób można przenosić obrazki.
-
KRUSZYNKA dziś odeszła...:-( [*][*][*]
szajbus replied to AśkaK's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
-
Radku myślę, ze masz rację. Ona nadal za nią tęskni. Pomagamy jej przez to przejść. Zuzia jest bardzo rodzinna- bardzo. Magdo, Radek ma racje. Nie szukaj na siłę psiaka podobnego do Saruni. Zobacz, moje suńki, które odeszły nie były w ogóle do siebie podobne - nic a nic. Po odejściu Psoni przeszukiwałam internet w poszukiwaniu podobnej suni do Psoni. Nie udało się. Nagle pojawiła się w naszym życiu Balbinka. Jestem więcej niż przekonana, że Psonia maczała w tym swoje łapinki, żeby Balbisia trafiła pod nasze skrzydełka. Potem znalazłam tu na dogo sunię ( szczeniaczka) identyczną jak Psonia. Pomimo, że miałam Balbinkę gotowa byłam jechać z mężem po tego szczeniaczka. Z wypiekami na twarzy czytałam wątek Kruszynki. Po kilku stronach lektury okazało się, że Kruszynka zachorowała i przekroczyła TM. Nie znałam tego małego szczylka a poczułam się tak jakbym ponownie straciła Psonię. Oto watek Kruszynki. Szkoda, że nie ma już na nim zdjęć, bo byś zobaczyła podobieństwo do Psoni. Staram się od tamtej pory w każde świeta odwiedzać watek Kruszynki.
-
Kocham ten wiersz i powiem ci, że marzy mi się właśnie takie niebo. Naprawdę nie chce iść do innego.
-
Gdzieś w głębi serca choć mam trochę lat na grzbiecie wierze, że one są tam razem, zaprzyjaźniły się i hasają beztrosko po tych teczowych łąkach, zerkają na nas i po psiemu mówią do siebie " zobaczcie jak nas kochały te nasze ludziska" Oj kochały i kochają nadal.
-
Radku ciężko mi. Dzisiaj minęły 2 tygodnie. Od soboty nie jestem w stanie powstrzymać łez. Mam wielką ochotę wykrzyczeć ten ból, który we mnie siedzi. Problem polega na tym, że nie mam gdzie. Zuzia powoli zaczyna się otrząsać. Jest już lepiej aczkolwiek niechętnie sama siedzi na balkonie, brakuje jej drugiego wampirka, który będzie z nią ujadał na ludzi.Na spacerach się ogląda do tyłu jakby sprawdzała czy kilka kroków za nią podąża Balbinka. Bardzo lgnie do nas. Zawsze lgnęła ale teraz to jest prawdziwa okupacja.
-
Magda każdy kto stracił swojego przyjaciela wie co teraz przezywasz, jaki ból targa Twoim sercem i Twoimi myślami. Dbałaś o nią, kochałaś, pieściłaś i nagle jej nie ma - jest za to pustka i ogromny ból. Prawdopodobnie brat choć wykazał się nieodpowiedzialnością też przeżywa katusze, bo to jego bezmyślność przyczyniła się do śmierci Saruni. Jak znam życie cierpi tak samo jak Ty o ile nie gorzej. Matko... Sarunia- Radek tez stracił swoją Saruśkę. Czasu nie cofniesz, nie da się. Piszesz, że Sarunia ufała Wam i czuła się bezpieczna. Tak było i odeszła w tej wierze. Wypadek to tak krótka chwila,że pies nie zdaje sobie sprawy z tego, ze ginie. Inaczej wygląda śmierć psa kiedy choruje, traci siły, a człowiek choć chce mu pomóc jest bezsilny. Kiedy odeszła nasza Psonia też czułam ogromną pustkę, nie mogłam sobie z tym poradzić i najlepszym co mnie wtedy spotkało to adopcja Balbisiątka. Psiaka, który przeszedł w swoim życiu piekło, a któremu mogłam dać miłość, ciepły i kochający dom. Psiaka, któremu chciałam wynagrodzić wszystkie złe chwile z nawiązką. Czuła się bezpieczna, kochana i rozpieszczana. Była nasza małą królewną i nawet reagowała na to określenie. Potem adoptowałam Zuzię i miałam dwa kochane skarby. Po odejściu Balbinki jest dziura w sercu- wielka dziura ale staram się iść do przodu i pomóc przejść przez stratę "siostrzyczki" Zuzi, która ma chore serduszko. Myślę, ze Psotunia się cieszyla, zę jej miejsce znalazł w naszym domu również psiak w potrzebie, psiak, ktoremu zawalilo się życie a u nas znalazł bezpieczną przystań. Powiem ci jeszcze jedno. Bez względu na to ile będziesz miała psiaków, kociaków, królików i innych żyjątek każde kochasz inaczej choć równie mocno. Każde z nich ma w twoim sercu swój pokoik, do którego nikt nie ma wstępu. Inny psiak nie przysłoni Ci miłości do Saruni, nie wygna jej z Twojego serca i Twojej pamięci. Nie ma takiej opcji. On będzie miał swój pokoik w sercu, które w Tobie bije. Trzymaj się Magdo. Światełko dla Twojej Saruni
-
-
Balbisiu 2 tygodnie temu jeszcze Cię tuliłam, całowałam. Gdybym wiedziała, że ostatni raz... gdybym wiedziała...........
-
Łódź- Baranek miał cudowny dom. Już za TM
szajbus replied to szajbus's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
-
-
Zostały nam po nich wspomnienia i miejsca w sercu, gdzie nikt nie ma dostępu. Kochane psinki. Norasku, Saruniu nie znałam Was ale jesteście mi bardzo bliskie.
-
Nasze kochane maluszki byłyście, jesteście i zawsze będziecie w naszych sercach i naszej pamięci. Tak mi ciężko, tak mi źle...
-
Agato wiem o czym piszesz, bo przechodzę przez to samo. To nie jest tak, że przez moje "wmawianie" obecności Balbinki zamykam oczy i jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki znika mi ból. On jest we mnie i będzie zawsze. To mi pomaga, ale nie uzdrawia mej duszy, nie zmniejsza tęsknoty, Upłynie dużo czasu zanim ból zmaleje, To boli, cholernie boli ale...jestem na etapie konieczności ukrywania bólu. Mam w domu Zuzię, która ma wadę serca, która strasznie przeżywała zarówno pogorszenie stanu zdrowia Balbisiątka jak i jej odejście. Balbinka była dla niej wyrocznią, jej przewodniczką, jej guru, uczyła ją być psem. Zuzia jest psiakiem, który się ze wszystkiego cieszył. Powodem do radości było nawet każde otwarcie oczek po śnie. To jedna, chodząca radość. Nagle ten radosny psiak zaczął chodzić smutny, bacznie się nam przyglądać, zaczął się izolować, zamykać w sobie. Nie przychodziła się do nas przytulać, nie dawała buziaków, nie przybiegała nam na powitanie. zaczynała mieć dreszcze. Fizycznie wet nie widzi oznak choroby ale chyba choruje jej dusza tak samo, jak jak chorują nasze. Balbinki odejście odbiło się na nas wszystkich.Ta sytuacja nie pomaga żadnemu z nas. Musze się wziąć w garść, okazywać jej na maksa uwagi i choćby wymuszać uśmiech, tiutać do niej na okrągło, bo jestem za nią odpowiedzialna w takim samym stopniu jak byłam odpowiedzialna za Balbisię. Muszę mieć na uwadze fakt, że to jest chory psiak a życie w stresie może doprowadzić do kolejnej tragedii. Czy jest mi dobrze? Nie! Idę do łazienki kiedy ona śpi i wyje jak jasna cholera. Wyję i szlocham mając pretensje do całego świata. Ale Zuzi jest lepiej, o niebo lepiej. Zaczęła bawić sie maskotkami, cieszyć się. Nie jest to taka sama radość jak była,ale jest i przeszły dreszcze. Próbujemy całą rodziną odnaleźć się w tej nowej sytuacji. Wiesz... słyszałam od wielu ludzi, że kiedy psiak czuje, że odchodzi obchodzi mieszkanie i powoli zaczyna się izolować od domowników. Niektóre wiejskie psiaki nawet potrafią iść poza obejście, żeby dokonać swojego żywota w samotności. U Balbinki było odwrotnie. Na stale wprowadziła się do naszego pokoju i naszego łóżka, gdzie odeszła. Myślę, że śmierć zaskoczyła nie tylko nas, ale i ją samą. Jedynie ostatnich minutach swojego życia starła się od nas odwracać wzrok. Agatko straciłam Psonie, teraz Balbinkę i uwierz mi, to nas będzie bolało zawsze, ale wraz z upływem czasu ból przestaje palić. Jest, ale kiedy nie pali da się wytrzymać. Pisze to jak mantrę, bo wiem, ze tak właśnie jest. Jest też tak jak pisze Radek, zostaną w nas pewne zachowania, gesty, będziemy tęsknić, popłaczemy sobie ale będziemy nadal szli przez życie gotowi na kolejną miłość, bo nasze serca mają masę pokoików przeznaczonych dla tych miłości. Na razie nasze rany są bardzo świeże i musimy sobie z tym poradzić, a także wspomagać się w ich wylizywaniu.
-
Agato masz rację. Ja miałam dwa psiaki. Został mi jeden. Ma mnie kto przywitać, kto pomerdać ogonem, kto zaszczekać, przytulic się, polizać ale ...... nie jest mi lżej. Byłam pewna, że kiedy dojdzie do takiego momentu będzie inaczej niż po stracie Psoni, bo przecież w domu zostanie drugi psiak.Byłam pewna, że ból będzie o wiele mniejszy. Nic z tych rzeczy. Boli tak samo mocno. To miłość tak boli. Jedyne co mi pomaga to wmawianie sobie, że ona leży w salonie i wypoczywa.Wypieram też z pamięci ostatnie godziny jej życia kiedy łapała ciężko oddech a ja czekałam aż zadziałają leki i serce pękało mi z niemocy. Gapię się non stop w zdjęcia, na których ma szczęśliwego pysia i taką ją chce zapamiętać. Przypominam sobie okres sprzed diagnozy. Mimo wszystko to bardzo boli nadal i wiem, że będzie boleć do momentu, kiedy ten ból nie stanie się mniej palący, kiedy będzie nadal ale o wiele mniejszy. Radku boli jak cholera. Serce pęka.
-
Tak zawsze wyglądała czekając na ciasteczko. Moja maleńka tak bardzo tęsknię.
-
-
-
" Od czasu do czasu ludzie mówią mi: “Spokojnie, to tylko pies.” Jeśli ty także myślisz, że to “tylko pies”, to może używasz też określeń takich jak: “tylko przyjaciel”, “tylko wschód słońca”, “tylko obietnica”. “Tylko pies” wniósł do mego życia istotę przyjaźni, zaufania i czystej, nieposkromionej radości. “Tylko pies” okazuje mi współczucie i cierpliwość, które sprawiają, że staję się lepszym człowiekiem. Z powodu „tylko psa” wstaję rano, chodzę na długie spacery i patrzę ze spokojem w przyszłość. Bo dla mnie i ludzi takich jak ja, to nie “tylko pies”, ale ucieleśnienie wszystkich nadziei i marzeń o przyszłości, dobrych wspomnień i czystej radości z chwili, która trwa. “Tylko pies” wydobywa to, co we mnie dobre i odwraca moje myśli ode mnie i codziennych trosk. Mam nadzieję, że pewnego dnia zrozumieją, że to nie “tylko pies”, ale istota, która uczy mnie człowieczeństwa i sprawia, że jestem czymś więcej niż „tylko człowiekiem”. – Sandra Dee Masz rację Radku. Przez psy cierpimy tylko raz - kiedy od nas odchodzą. Jest to prawdziwe cierpienie, wręcz katusze jakie przeżywamy w głębi serca. Moje dwa kochane skarby
-
Tak, to jest koszmar. Sama powiedziałam mężowi, że chciałbym aby to wszystko okazało się snem, ale to jest smutna rzeczywistość a sen nie przychodzi.Nie tylko my kobiety płaczemy. Mąż podobnie jak ja nie może sobie z tym poradzić.Trochę lepiej od nas przechodzi to syn. Był całymi dniami na uczelni jednak świąteczna przerwa i brak Balbisi daje i jemu się boleśnie we znaki. Nasza druga sunia tęskni, nie może sobie znaleźć miejsca. Gdzieś zniknęła z niej radość życia a to jest psiak, który cieszy się ze wszystkiego. Martwimy się o nią, bo ma wrodzoną wadę serca. Odeszła malutka istotka a pozostawali po sobie pustkę, nie do opisania. Z naszych znajomych już nikt nie odważył się powiedzieć "przecież to był tylko pies". Dobrze wiedzą, że nasze sunie były traktowane i nazywane wręcz naszymi psimi córciami, dzieciakami itd. Były i są nadal pełnoprawnymi członkami naszej rodziny. Przeciwnie, jedni przekazują drugim tą smutną wiadomość i dzwonią do nas telefony z pocieszeniami. Tyle tylko, że wtedy ból staje się jeszcze większy. Balbinka od dokładnej diagnozy do momentu odejścia żyła 3 tygodnie i to w naprawdę dobrym stanie. W ostatnim tygodniu pojawiały się kryzysy do czego mieliśmy się przyzwyczaić i faktycznie te kryzysy szybciutko przechodziły. Liczyliśmy na to, że los pozwoli nam się nią cieszyć przynajmniej kilka miesięcy. Już robiliśmy plany jak jej ulżyć w lecie podczas upałów, zaplanowaliśmy nową trasę spacerów, tak żeby się nie przemęczała. Lekarz prowadzący powiedział , że zrobi wszystko żeby dać nam jak najwięcej czasu. Los chciał inaczej. Wszystko ku zaskoczeniu wszystkich potoczyło się błyskawicznie. Każdy nam tłumaczy, że dla niej samej to lepiej, bo kryzysy byłyby coraz częstsze, coraz dłuższe niosące jej cierpienie. Z jednej strony to rozumiemy a z drugiej myślimy egoistycznie patrząc z naszej perspektywy. Kiedy dowiedzieliśmy się o diagnozie o tym, że nie ma dla niej ratunku przeprowadziłam nią poważną rozmowę. Tuliłam ją i mówiłam, że jej życie tak jak Zuzi będzie teraz oparte na wizytach u lekarzy i na lekach, ale kiedy będzie się męczyć i uzna, że czas odejść to ma biec w stronę światła co sił w łapkach. Tam na końcu światła będzie czekała na nią Psonia i moja mamcia. Powiedziałam jej, że ma tam się i oczyścić z wszelkich chorób i wracać do naszej rodziny pod tą samą postacią. Balbisiu Tobie zdążyłam powiedzieć to, czego nie zdążyłam Psoni i gdzieś na sercu dnie wierze, że tak będzie. Póki co, bądźcie obie naszymi psimi Aniołeczkami, chrońcie nas i Zuzię. Zaopiekujcie się też Agaty sunieczką. Bawcie się razem na tych tęczowych łąkach. Kochamy Was obie