-
Posts
2233 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Kasie
-
A widzisz Katcherine, sposobem. Wytłumaczyłam im, ze to ja jestem alfa. Przełknęły. Poczatkowo z trudem ale poszło jakoś. Wode, suchą karmę to nawet z jednej miski jedzą (dosłownie, tylko sobie pyski odpychają). Jak zaczynają czasem mruczenie a uważam,ze nie powinny to im tłumaczę, że nie można. A cała tajemnica tkwi w tym że ja mam wyjątkowo mądre psy. Dla mnie jednak jest zaskakujące, że moge je zamknać w małym pomieszczeniu: tylne siedzenie mojego samochodu i iść do sklepu na 20 min. Wracam a one leżą jak leżały. A przecież Linki atakuje każdego psa: suka, szczeniak, jest mu obojętne.
-
Ależ Gosiu jestes KSIĘGOWA jak najbardziej. Podliczysz co ja jestem winna? I mam jeszcze kolejne rachunki. Tylko potrzebuje dane Amicus coby mi apteka fakture wypisała. Sama nie wiem ile jest pieniedzy na Linkiego. Jeszcze nie odebrałam tych od Marioli ale ponad 500 zł to nie do przerobienia (chyba). To są pieniądze z aukcji charytatywnej. I przyznam, ze zaczyna mnie dreczyć sumienie, bo skoro sie zdecydowałam, że to mój pies to ja powinnam ponosic koszty związane z jego leczeniem. Choć przyznaje, że nie bardzo mnie na to stać. Zwłaszcza wykonanie badań kontrolnych, góry środków opatrunkowych. Czy uważacie, że powinnam nadal opłacać leczenie Lincolna z pięniędzy zebranych na aukcji? Proszę o Wasz komentarz. A z zabawnych historii: Dzisiaj rano Aszot spał na skopanym kocyku (czyli na gołej podłodze a kocyk pozwijany. Wiec go przykryłam tym kocykiem. Za chwilę patrzę a Linki władował sie do łóżka! Ściagnełam drania, dostał klapsa i burę. Wyprowadziłam go do przedpokoju z komendą: zostań. Obraził sie. Ne rozumie go, przecież to chory pies... Po Linkim jak po nikim widac w jakim jest nastroju. Powiedzmy, że ma baaardzo ekspresyjna mordkę. No i ten mój obrazony pies poszedł na kocyk. A że najbliżej było mu na ten lezący na Aszocie to widzicie jakis problem? Linki wszedł na Aszota i położył się na nim! :crazyeye: Aszot zbaraniał. Jęknął i próbował sie poruszyc. Spowodowało to lekkie osuniecie Linkolna na jego łapy co jeszcze bardziej go unieruchomiło. :evil_lol: Aszot popatrzył na mnie wzrokiem: ratuj mnie, zostane zgnieciony. :cool3: A ja nie mogłam siepowstrzymać od śmiechu. A Linki zaczał sie oblizywac tym swoim przydługim jęzorem... Lincolnowi urosła głowa. Dokładnie. ma większe rozmiary właśnie w tej części ciała. Jak to sie stało? Coś dziwnego stało sie z sierścią. Zrobiła sie baaardzo puchata, stercząca. To daje wrazenie że mamy do czynienia z rudym lwem z białawym nosem.
-
A właśnie ze tak nie zrobiłam :eviltong: Bo widzisz Kinga, oprócz tych Twoich psiowych zdjeć to Ty też ładnie piszesz, i masz cięty jezyk i masz ładna Drachmę. I chyba masz więcej plusów niż minusów ;) Więc sobie grzecznie poczekam na ładny komentarz co do twojo-camaro-mojego Linkiego. A z tym kontem... Dopisz sobie tak ze 2-3 zera. Zero nie ma przecież wartości, co Ci szkodzi?
-
Elu, za tydzień nie mogę, to jest chyba mój jedyny w miarę wolny weekend. Ale trudno, cos sie musi znaleźć. Kiedyś ;)
-
Elu, pamiętam o naszym Fuksiowo-Aszotowym spacerze. Jak by było z tą sobotą na przykład? Raczej po południu.
-
Nieźle Kinga! Rozwijasz się, dojrzewasz... Jeszcze nie wiadomo co z Ciebie wyrośnie.:roll: Dzisiaj też coś napisz... Ładnie proszę ;) A Linki nie ma połowy gipsu. Wczoraj odcieli mu kawałek z łapy, całkiem pokaźny zresztą. Został jeszcze wokół rany z okienkiem bo niby ładnie się zarasta ale jak wczoraj Linki ładnie łapka szczelił bo chciał sie wywinąć spod piły do ciecia gipsu to podłoga w lecznicy zaczęła wyglądac jak po jakiejś jadce. Pan psi doktor (zapożyczone od Irmy) tnie ten gips a tu coraz bardziej śmierdzi :razz: No i były odleżyny pod gipsem bo jakże mogłoby byc z Linkim inaczej, musi być jakiś problem przecież :mad: No i teraz leczymy jeszcze inne rany. A ta łapka taka chuda... Ale sie nadrobi. Spoko ciotki.
-
No to Marysia, gratuluje nowego nabytku! Super. A jak sobie wczoraj rodzice poradzili? Baba już sie przyzwyczaja ze nie jest jedynaczka?
-
Ja lubie jak Ty Kinga piszesz tak ładnie o moim psie... :loveu: Napisz cos jeszcze, proszę. Tylko żeby było wzruszające. :mad: Lincolnowi nadal pozostało to, że leży i na nic nie reaguje, nawet na miske i smakusie. Tylko że tym razem jest trochę inaczej. Po prostu nie chce mu sie podnieś bo i tak wie że nie wytrzymamy i mu miskę albo smakusia przyniesiemy pod sam pyszczek. Trudno bedzie z Lincolna zrobić psa domowego. Gdy tylko ma szansę to ucieka do ogrodu. Uwielbia leżeć na trawie albo pod krzakiem. Dzisiaj rano wytarzał się w trawie pokrytej szronem. I zebyście widzieli te jego szczęśliwe oczy :roll: Fakt, w domu jest ciepło, ogrzewanie już włączone ale ja mu przecież nie każę leżeć przy kaloryferze. Aszotowi też jest ciepło bo tylko zieje i zieje ale on chce byc w domu. A Linki tylko na pole i na pole. Ale jak juz sie rozprawimy z gipsem i zacznie chodzić jak pies to ja mu jeszcze pokaę jak góry wyglądają. Chyba mu sie spodoba. Jak to Camara powiedziała, Linki jada raz dziennie: zaczyna rano, kończy wieczorem. I niestety, tak jest... Moja mama to niedobra kobieta w stosunku do psów. I w związku z tym u Linkusia można obserwować juz piękny efekt fali: zaczyna sie na ogonku, kończy na uszach.:razz: A co ciekawe, łapy mu też przytyły. I dzięki cudownemu preparatowi Camary sierść zrobiła sie taka ze nie można dotrzeć do skóry: taka gęsta, zwłaszcza podszerstek. Przez weekend byłam w górach. Jak wczoraj wróciłam oczywiście piesy sie cieszyły jak szalone. Aszot nauczył się wreszcie do czego słuzy ogonek u psów. A Linki jak mi przysunął z goleń łapą w gipsie to o mało co mnie nie powalił. Ale to z radości mam nadzieję ;)
-
Na razie Aszot ma się całkiem nieźle. Chce jeść, jest wesoły, szczeka. Wogóle po nim nie widac, że to chory pies. Co do chemi... Nie zdecydowałam się na takie leczenie. Dostaje i będzie dostawał tylko sterydy co 10 dni. I póki będzie radosny i nic go nie będzie bolało to będzie z nami. Większość z Was pewnie zna historię mojego doga Aresa. To był właśnie pies którego zaleczyłam na śmierć a właściwie zamęczyłam. Walczyłam o niego do końca: coraz nowe leki, nowe diety. Miał prawie 11 lat i kardiomiopatię. Nawet gdy już cierpiał to ja tłumaczyłam sobie że jeszcze nie, że zwiekszę dawkę leków, że będzie lepiej i tak w kółko. I po co? Wywalczyłam pół roku. Męczarni mojej i psa (kilka razy w tygodniu u weta, kroplówki, ściąganie wody z brzucha, nieprzespane noce jak pies się dusił...). Aszot jest chory. Trudno. Nie chciałam tego ale nic nie mogę zmienić. Nie będę mu podawac chemi. Sterydy z lekami przeciwbólowymi powodują tylko ze go nic nie poli i spowolnią proces rozwoju choroby. A kiedy nadejdzie czas pomogę mu przejść za TM aby poznał mojego Aresa. I Miśka. I Kropkę. I żeby się nie bał. Był spokojny i szczęśliwy. A póki co oboje będziemy się jeszcze cieszyć sobą.
-
Niestety, potwierdziło się. Aszot ma chłonniaka złosliwego :-(
-
O, i tu jest najważniejsze pytanie, kwintesencja dogomanii :loveu:Dzisiaj 13:05 Podoba mi sie dziewczyny Wasz tok myślenia...:lol: Ciekawe czy Zosi się spodoba...
-
Kinga, bo ja sama nie jestem przekonana. I pamiętam, że to mial być tylko dom tymczasowy. Ale to przez tą chorobę, przez ta łapę, opatrunki, operacja. No i teraz wyszła choroba Aszota... I tak mi sie smutno zrobiło... I rodzicom tez i oświadczyli, że chyba może zostac. Czyli moze. Jasne, Ksera Ty to zawsze wróżysz. Wywrózyłaś mi Aszota. Później ze mi on na głowę wejdzie i sie do łóżka właduje. A teraz o Linkim tez wiedziałaś. To moze mi dalej powróżysz? ;) A Camara wiedziała bo ja ja juz od miesiąca męczyłam jak to rozwiązać...
-
Sama nie wiem Elu... Jest słaby, je, ale tylko wybrane jedzenie czyli mięsko. Chrupek nie chce. Szybko sie męczy ale chce chodzic na spacery. Tylko tak jakos posmutniał...
-
No co to tak długo trwa? Zosiu...:mad:
-
Niestety, jeszcze nie. CZekamy, codziennie sie dowiaduję... Ale nic nie mogę przyspieszyć.
-
Dobre, dobre z tym panem Zenkiem :evil_lol: Grunt to przekonać, że ktoś wpadł na pomysł. Zosiu, kobiece sztuczki opanowałaś perfekcyjnie ;)
-
Mariolu, ja też zareagowałam za szybko no i... głupio mi :oops: Linki nie potrzebuje teraz pieniędzy, kupuj karmę dla Ciapka i już. Ja mam nadal z 80 zł i zapas sokroserylu na miesiac dla Linka. Moze przejść na dietę bo już przytył ;) A rozliczeniem (jak faktury mają wyglądac itp) to się będziemy przejmować później. Przecież pieniądze są po to żeby je wydawać (tak mówią...)
-
Serwuś, trzymaj się dzielnie. Haniu, a co ten wet po ludzku powiedział?
-
W Krakowie jedna z Podstawówek też zorganizowała zbiórkę: sucha karma, koce, ręczniki. Dziś przedstawiciel schroniska po to sam przyjechał i odebrał. Mam nadzieję, ze bedzie dobrze spożytkowane.
-
Erytrocytów jest w normie, jedynie jest spadek białych do 6 tyś a dolna granica to 9 tyś. Nie znam jeszcze wyników rozmazu które są białe (czyt. jaki jest procent form młodocianych). Wynik biopsji będzie dopiero na poniedziałek. Zdjęcie płuc nie wygląda za ciekawie + odkształcona tchawica. Węzły chłonne nie pomniejszyły się po podaniu sterydów ani antybiotyków.
-
Zaczynam popadac w paranoję: ciągle obserwuję Aszota czy oby mu się nie pogarsza. A on wcale nie wygląda na chorego. Wczoraj miałam chyba ze 2 godziny wolne i nareszcie dopadłam psy z grzebieniem i szczotkami. Sierść aż fruwała. Byliśmy na spacerze, Aszot nawet biegał! Zjadł pół puszki mięska (Lincoln drugie pół) i patrzyli na mnie: no co ty, oszalałaś?! My jesteśmy duże psy, to była zakąska, dawaj wiecej. Wieczorem panika bo Aszot nie chce jeść. Nawet nie powąchał miseczki. Wiec pogorszyło mu sie. Mama mi dopiero uświadomiła, ze chyba jest przejedzony. Bo od rana zjadł 3 razy po około pół litra chrupek, pół puszki (jakieś 60 dag mięska) i 4 ugotowane indycze szyje. Może rzeczywiście nie był głodny... No i wczoraj tak zaciekle szczekał jak wchodziłam do domu po drabinie...;)