Jump to content
Dogomania

Bonsai

Members
  • Posts

    10956
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Bonsai

  1. Ech, mam słabość do staruszków, zapisuję...
  2. Nie ma się co kłócić... Teraz najważniejsze jest zapewnić Skinniemu bezpieczną przyszłość, stabilne warunki i dobry dom stały! Moje ostre słowa biorą się z tego, że obserwuję wątki psów, które trafiły do yumanji (kiedyś robiłam im zdjęcia i ostały mi się wątki w subskrybcji) i widzę dramatyczną sytuację Aśki. Nie wiem czy jest jakikolwiek pies, za którego yuma dostaje pieniądze tak, jak było umówione. Np. Fuks ma około 2 tysiące złotych długu! Opiekunka nie przelewa nawet na jedzenie dla tego psa, a to duży pies, więc zapewne sporo też je. Nie można zostawiać tak ani ludzi, ani psów. Może Adze35 oberwało się trochę za mocno. Zajrzyjcie też na wątek Fuksa, którego chyba można już określić psem na BDT... [url]http://www.dogomania.pl/forum/threads/204352-Fuks-ponad-1-tys-złotych-na-minusie%21-Nie-ma-domu-nie-ma-kasy/page12[/url]
  3. Moim zdaniem na woj. śląskie.
  4. Dane już wkleiłam, czeka w kolejce na bazarku u Bazyliszka. Jak będą gotowe, to wkleję je na wątek.
  5. Bonsai

    Barf

    [quote name='magda_z']Dziewczyny, mam takie pytanie! Chciałam ostatnio kupić mojemu psu żwacze, ale niestety nigdzie w pobliżu nie mogę czegoś takiego znaleźć, a nie chce zamawiać w sklepie internetowym, bo jednej paczki się raczej nie opłaca, a większej ilości kupić nie mogę, bo nie będę miała tego gdzie trzymać (i tak sukcesem jest to, że mogę trzymać kurze łapy w zamrażarce, nie wspominając o tym, że za sam zapach żwaczy rodzice wyrzuciliby mnie z domu). W sklepach widziałam flaki wołowe lub cielęce, surowe czyszczone. Czy takie coś zamiast żwaczy mogę podać swojemu psu?[/QUOTE] Poszukaj moze dystrybutora barfu w swojej okolicy: [url]http://barf.pl/woj_slaskie.html[/url]
  6. A jaki region? On jest w schronisku w Czeladzi czy gdzie?
  7. To podajcie dane, tytuł, tekst, zdjęcia, gdzie ogłaszać (region). :)
  8. Coffee niestety do tego domku nie trafi, bo jest tam małe dziecko. Ale skorzysta inny psiak. :)
  9. Ja mam wykupione pakiciki na bazarku, jeszcze nie wykorzystane, jeden mogę przeznaczyć na Melmana. :)
  10. Zapytajcie w nowo powstałej skarpecie labkowej: [url]http://www.dogomania.pl/forum/threads/236500-SKARBONKA-dla-LABRADORÓW-w-pilnej-potrzebie-%21%21%21%21-POMÓŻ-pomagać[/url]
  11. Ząbki Iggy'ego po czyszczeniu: http://img843.imageshack.us/img843/9356/dsc0241we.jpg
  12. [quote name='bric-a-brac']Gdyby ktoś miał jakieś fanty na bazarek dla Skinniego, mogę pomóc przy wystawieniu, prowadzeniu. Na te chwilę nie mogę niestety przejąć fantów i ich rozsyłać. Aga35, jako osoba odpowiedzialna za psa, jaka jest Twoja reakcja na zgłaszane przez yumę kwestie behawioralne psa? Na wątku, mimo kilkukrotnego poruszenia tematu, nie ma z Twojej strony reakcji. Nie rozumiem też tego, że pojawia się na pierwszej stronie informacja, że jakiś okres pobytu psa jest opłacony, po czym yuma pisze, że jest inaczej, po czym post rozliczeniowy jest zmieniany jako jednak nieopłacony, a nikt nie informuje w bieżących postach z czego wynikają te ciągłe rozbieżności (mimo zapytań). Bez względu na relacje Aga-yuma, moim zdaniem kwestie finansów powinny być przejrzyste. Śledzę wątek Skinniego już długo, chociaż niewiele się odzywam. Wiem, że u yumy każdy pies jest traktowany tak samo, czy to własny tymczas, czy to czyjś (opłacany rzetelnie czy nie). Wiem, bo byłam i widziałam. Ona kocha te psy i nie ma podziału "ten mój, tej czyjś". [B]I szczerze powiem, że współczuję Aśce, bo ona ma praktycznie ciągle pełno psów, z których ułamek zaledwie na PDT, a i tak nie jest opłacana zgodnie z umowami wstępnymi lub wcale nie jest opłacana. [/B] Myślę, że Skinni ma szczęście, że pojawiły się na wątku osoby takie jak [B]migama [/B]oraz [B]wszystkie dziewczyny od ONków[/B]... Parę razy już miałam się wypowiedzieć, ale się gryzłam w język. Tym razem post pójdzie...[/QUOTE] To i ja się podpiszę pod tym postem, bo widzę, że yumanji od dłuższego czasu na kilku wątkach prosi o wpłaty - i na wszystkich bezskutecznie. To bardzo przykre, żerowanie na czyjejś dobroci... Bo Aśka psa nie wyrzuci, nawet jeśli ktoś za niego nie zapłaci. Ale sama będzie musiała zadbać o los tych psów, bo powietrzem one nie żyją. Tak prawdę mówiąc to ja na miejscu yumanji już dawno bym zrezygnowała z pomocy psom. Aśka nie jest "medialna", bo po prostu - cały swój czas poświęca psom, nie jest też typem osoby błagającej o pomoc, piszącej ckliwe historie... A szkoda, bo przy takiej ilości psów (i to w większości na BDT) pomoc wręcz się jej należy. Nie przejmując się losem psów, które powierzyliście jej opiece, szkodzicie temu psu, wszystkim pozostałym, yumanji i jej dzieciom. Mi byłoby wstyd, ale jak widać nawet monity na wątkach nikogo nie ruszają... Przykre... Wiem, że dziewczyny od ONków działają prężnie. Mam nadzieję, że przejmą ten wątek i los biednego Skinniego, który naprawdę BARDZO potrzebuje domu, co wielokrotnie yumanji pisała - on nie nadaje się do życia w kojcu, staje się nadpobudliwy, kręci się w kółko (nie wiem czy to się zmieniło, ale tak było ok. 1,5 roku temu, gdy go widziałam...)
  13. Dzięki, przesyłam dalej do Anety. :)
  14. Ja nie mam już z nimi kontaktu. Nie usprawiedliwiam - staram się obiektywnie opisać sytuację, bo nie mnie ją oceniać - ja chyba też się przyczyniłam, choć na pewno nie świadomie, do śmierci Vegi... Kwestię kontaktów z nimi zostawiam TŻ'towi - bo to on codziennie widuje tego znajomego w pracy, i to nie tak, że po prostu się mijają, ale pracują w tym samym, 3-osobowym dziale...
  15. Trzeba by założyć wątek psiakowi, gdy już będzie wiadomo co z nim się dzieje i czy ludzie zechcą współpracować... Można zebrać deklaracje itp.
  16. Myślę o tej sprawie nieustannie, naprawdę kosztuje mnie to dużo nerwów. Zadaję sobie pytanie - kto zawinił? Czy udałoby się ją uratować? Gdy ją zabieraliśmy z drogi była słaba, ale nie umierająca (chyba - teraz już nieczego nie jestem pewna). Weterynarz z Bielska Podlaskiego też nie zauważył niczego niepokojącego, wyniki krwi były ok - mogę je tu nawet wkleić... Jej stan pogorszył się w Sylwestra, po wybuchu fajerwerek, co łączyliśmy wyłącznie z tym faktem - ze stresem. Gdy zastanawialiśmy się gdzie ją umieścić, zadzwoniliśmy do znajomych z Łomży - to kolega z pracy mojego TŻ. Szukali jakis czas temu psa, owczarka, choć chcieli młodego. Zgodzili się jej pomóc - choć ogólnie przedstawiliśmy sytuację tak, że sunia wymaga spokoju i odżywienia, bo na tamtą chwię tak to wyglądało (albo tak nam się wszystkim wydawało). Wiedziałam o nich tyle, że mieli dwa psy w życiu - z opowieści o nich nie wynikało nic niepokojącego, ot ludzie, którzy mają psy, lubią, ale może zbyt wielkiej wiedzy na ich temat nie mają. Opowiadałam im o CS'ach, nawet przeczytali książkę Turid, ogólnie otwarci na wiedzę. Jednocześnie są bardzo proekologiczni - co uważałam za zaletę, ale chyba poszli trochę za daleko - ogólnie nie wierzą lekarzom, antybiotykom, lekom, chemii. Moim zdaniem wszystko ok, ale pytanie gdzie postawić granicę. Suka miałą trafić do nich na tymczas z możliwością zostania na stałe. Gdyby miało być bardzo źle z nią (głównie rozmawialiśmy wtedy w kontekście jej stanu psychicznego), to ją miałam zabrać, ogólnie na określenie tego mieliśmy dać jej troche czasu - minimum 2 tygodnie. I chyba wyszło to w praniu - nie wierzyli lekarzom weterynarii, którzy według nich przyczynili się do śmierci ich pierwszego, ukochanego psa (miał powikłania po złamanej łapie), więc konsultowali się ze znajomym technikiem weterynarii - którgo nie znam, ale osobiście na podstawie tego, co słyszałam od niego o owczarce, to najchętniej gdzieś bym zgłosiła (niestety nie znam jego nazwiska). Ale oni mu ufają i na jego opinii się opierali. Zadaję sobie pytanie kiedy powinnam zareagować, czy gdybym wcześniej zabrała ją stamtąd, to czy dziś by żyła? Gdy suka u nich była, nie wiedziałam tak naprawdę co się z nią dzieje. Miałam z nimi kontakt telefoniczny praktycznie codziennie - jednak tak naprawdę niewiele z tych rozmów wynikało. Nie wiedziałam czy pies jest chory (bo weterynarz nie widział psa, ostatecznie sama zaczęłam poszukiwać weta, który by do nich podjechał), czy w złym stanie psychicznym. Trudno było mi uwierzyć, że pies, którego zawoziłam w dobrym stanie zdrowia do nich, marnieje z dnia na dzień - zwłaszcza, że nie miałam bezzstronnej, wiarygodnej opinii na ten temat. Wiedziałam, że oni nie znają się na psach, a ten ich technik weterynarii... raz uważał, że to wścieklizna (pierwszego dnia już, ledwo wyjechaliśmy z Łomży), potem twierdził, że wypadek i ma złamaną łapę - i to wszystko nie widząc psa, a jak go w końcu zobaczył, to poza tym, że jest beznadziejnie, to nic nie zalecił. Zobaczył psa, zobaczył, że umiera i sobie pojechał. Oni też nie zapewnili psu choremu takiej opieki, jakiej wymagał - nie powinien być na dworze, na gołej ziemi, bez opieki, gdy już nie mógł się nawet podnieść - choć z drugiej strony mam na uwadze to, iż nikt z nas - ani oni, ani ja - nie był świadomy, że daję im tak chorego psa. Byłam świadoma, że to nie są dogomaniacy, a zwykli posiadacze psów, bez większej wiedzy i doświadczenia, ale nie miałam świadomości, że daję im chorego psa, na dzień oddania go im fizycznie Vedze nic nie dolegało poza wycieńczeniem i tasiemcem - albo tak nam się wydawało. Ich niechęć do lekarzy też niewiele pomogła, a ich technik weterynarii zamiast pomóc, tylko ich straszył, realnie psu nie pomagając - moim zdaniem. Może powinnam wcześniej zabrać psa od nich, może nie powinnam go im dawać - ale nic nie wskazywało na to, że to się potoczy tak, jak się potoczyło... Czy oni powinni mieć psa? Nie wiem czy mi dane to oceniać... Nie wiem co mogło sprawić, że w niecały tydzień praktycznie zdrowy pies po prostu zdechł. Swojego psa leczyli, jeździli z nią do Białegostoku... Vegi nie leczyli, bo... nie wiem czemu, bo nie byli przygotowani psychicznie i czasowo na chorego psa?
  17. Julia nie ma internetu, więc napiszę pokrótce: Iggy już po - zabieg okazał się bardzo, bardzo potrzebny. Po podaniu narkozy i spojrzeniu w pyszczek okazało się, że... pies ma wbity patyk na wylot - z jamy ustnej do przegrody nosowej! Dlatego ropiały mu oczy i nos, ogólnie nie potrafię sobie wyobrazić w jakim bolu on musiał żyć... Poza tym usunięte zostały 3 zęby, reszta wyczyszczona z kamienia. Teraz Iggy musi jeść papki, ale mam nadzieję, że szybko wróci do zdrowia i znów będzie mógł jeść swoje ukochane Mięcho. ;)
  18. Cieszę bardzo, bardzo z tej informacji. Możemy odetchnąć... Śpij spokojnie Vega...
  19. Ja ciuchutko siedzę i podglądam losy Brutusa. Mocno trzymam kciuki za udaną adopcję, a Ty Marta trzymaj się dzielnie!
  20. Bonsai

    Barf

    A moje dziś częściowo zjadły, a częściowo nie żołądek strusia. Ciekawe, może soki trawienne im nie odpowiadały... Zawartość od razu wyrzuciłam, bo było tam tylko ziarno, trawa i kamienie.
  21. Niech zrobią zdjęcia psu, trzeba coś wymyślić... Zanim znajdą weta, który zgodzi się na uśpienie psa.
  22. [quote name='Delph']Podnoszę, sprawa bardzo pilna. Pies jest w obecnym domu od dwóch lat, adoptowany od innej rodziny. Obecnie ma niecałe 6 lat, niekastrowany. Nie gryzł aż do dzisiaj, tylko warczał. Z rozmowy z właścicielką wywnioskowałam, że psiak jest raczej do opanowania przez inną osobę, bo obecnie nie ma narzuconych w domu żadnych zasad, robi co chce, a opiekunka się go boi. Dogaduje się z kotami, z psami na spacerach również. Podczas wizyt wet nie było z nim żadnych problemów. Sytuacja nieciekawa, bo w domu mieszka 4 letnie dziecko, Pani nie ma w ogóle doświadczenia w pracy z psami, jest załamana i nie jest to najlepszy układ.[/QUOTE] Przyszła do lecznicy? Wiadomo już coś więcej? Czy go przetrzyma? Czy jest gotowa ponieść koszty hoteliku/DT?
  23. PILNE. Warszawa - Bielany. Do lecznicy, w której pracuje Delph zadzwoniła kobieta, która chce uśpić spaniela, bo ją ugryzł. Adoptowała psa (nie wiem jaki czas temu), wcześniej zdarzało mu się powarkiwać przy jedzeniu, ale nigdy nie ugryzł. Teraz ugryzł ją "gdy odstawiała swój talerz z parówkami". Kobieta przeraziła się, zamknęła psa w pokoju i boi się tam wejść... W domu jest też małe dziecko, więc nie wróżę temu, by ten pies tam pobył. Dzwoniła ponoć do kilku schronisk, ale żadne nie chce przyjąć jej psa, więc chce go uśpić, bo jest agresywny. Koniecznie ktoś musi podjechać psiaka zobaczyć i ocenić na ile kobieta mówi prawdę. Trzeba też psu znaleźć jakiś doświadczony DT... Czasu nie mamy wcale, proszę o pomoc. tel. do Delph 668 841 968
  24. Dziękuję za wpłaty. Dług Vegi został spłacony, a nawet została nadwyżka - 29,5 zł. Proponuję przelać te pieniądze na konto skarpety owczarkowej, by inne owczarki udało się uratować....
×
×
  • Create New...