-
Posts
10956 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Bonsai
-
A, to dlatego Karmelek tak długo czeka. Myślałam, że znajdzie dom w try miga, bo ładny i młody, a tu cisza... Tymczasem po prostu przegapiliśmy i nie podesłaliśmy Bejotce do czarowania. ;) Tutaj są zdjęcia i opis: http://www.dogomania.com/forum/topic/131853-przytulisko-g-skrajne-zaniedbanie-i-potworna-potrzeba-miłości-uśpili-rudiego/page-145#entry15972373przy czym już waży więcej niż 8 kg. ;) Piszmy, że będzie pieskiem średniej wielkości. A Felek nie nadaje się jeszcze do ogłoszeń (to ten Rudy niewychodzący z budy). Co do Logana, niech na razie będzie Diego, a jak w końcu zrobię nowe zdjęcia, to zaktualizujemy w ogłoszeniach i imię, i tekst, ok? :)
-
Z dobrych wieści, Gucio może pakować walizki i ćwiczyć gwarę poznańską. ;) Supergoga zrobiła wizytę przedadopcyjną i potwierdziła moje odczucia co do domku: "Już po wizycie. Moim zdaniem jest zielone światło. Dziewczynki (13 i 14 lat - przyp.mój) spokojne i zrównoważone. Ta starsza marzy o goldenie, ale rozumie, że to sprawa przyszłości. I że jako pierwszy pies w domu będzie mniejszy psiak – Guciu. Młodsza chce być weterynarzem. Przedstawiłam czarne scenariusze: znaczenie po ścianach, meblach i lodówce, gryzienie mebli i demolki oraz szczekanie i wycie w przypadku leku separacyjnego. Poinstruowałam jakich błędów od początku nie można robić. W razie potrzeby umówiłam się że dam namiar do naszej zoopsycholog gdyby potrzebowali porady. Są zdecydowani że pies nie wróci w żadnym razie. Myślę że to fajny dom – inteligentny i z humorem oraz sercem."
-
Miałam telefon od Państwa. Etna spała już z nimi w łóżku. ;) Wczoraj była trochę wycofana i nie chciała wychodzić na ogród, więc zapoznanie z pieskami córki odbyło się dziś i Etna była przeszczęśliwa - pięknie biegali w zabawie. Poza tym apetyt ma ogromny. Była sama w domu krótką chwilę, ale nic nie pogryzła, bo miała swoje dwie zabawki i gryzaczek, który kupił jej pan. Podobno chodzi krok w krok za swoimi nowymi właścicielami. :)
-
Taką mam nadzieję. Niestety niektórzy ludzie jednym uchem wpuszczają, drugim wypuszczają. Oby przyjęli to do wiadomości i skoro ich dzieci lubią Lupusa, to powinni się postarać, bo inaczej pies będzie musiał być im zabrany, a to nie będzie miłe dla dzieci. Mam nadzieję, że będzie dobrze i przy naszej kontroli uda się sprawić, że Lupus będzie tam szczesliwy.
-
Raksa - 8 kg strachu z przytuliska 'G'. Ratujemy! W DT w W-wie.
Bonsai replied to Bonsai's topic in Już w nowym domu
Etna wczoraj pojechała do DS. Dajmy jej trochę czasu, ale mój skromny plan wyciągnięcia rudaska pozostaje aktualny... Pomożecie? :) -
Magda z nimi raz jeszcze rozmawiała: "Lupus jest wypuszczany 3 razy dziennie, biega szaleje, dzieci Go uwielbiają... Mniej uwielbia Go ten maly poszkodowany piesek - jest przy budzie na lancuchu, zawarczal na L i ten go zaatakowal (tak dokładnie wygladala ta poniedzialkowa spina). Ja powiedzialam, ze dla malego Lupus jest intruzem, który wparowal na jego terytorium. Za kazdym razem, gdy L jest wypuszczany, maly bobek jest zamykany. Podobno pierwszego dnia byl taki dzikus, wczoraj i dzis podobno spokojny, ale podczas "wypuszczania" szaleje Sprawa jedzenia - dostaje 2 razy dziennie "ziemniaki, gnoty, zlewki z zupy", no i ten chleb, więc dostaje wg mentalności "takich" ludzi... Kobitka pytała, czy Lupus miał w przytulisku rozwolnienie, bo u nich ma... Powiedziałam, że to pewnie zmiana jedzenia jest przyczyną, bo w Gołuch jadł tylko suchą karmę i to, co my mu przywiozłyśmy. Podpowiedziałam im kontakt z wetem, powiedzieli, ze zdaja sobie sprawę, tylko dostają pieniądze co tydzien i własnie na nie czekają... Mają kontakt do weta gminy gołuchow, wiec powiedzieli, ze na pewno będą go wzywali. Podpowiedziałam odrobaczenie. Babeczka zazartowala na samym poczatku rozmowy, ze pewnie dzwonie, bo chcemy im zabrac L... powiedzialam, ze dzwonie (jak do kazdego, kto przygarnal goluchowskiego psiaka) aby dowiedziec sie, jak samopoczucie tego malego... Miedzy wierszami zapytalam, czy dadza rade z L... odpowiedzieli, ze dadzą, ze nie oddadzą L (śmiala sie przy tym - pozytywnie byla nastawiona do calej rozmowy) no i rozmowa jakos poszla... " Ten dom mi się nie podoba nadal, ale dobrowolnie Lupusa nie oddadzą niestety... Pozostaje nam chyba tylko kontrola domu, co może wyjdzie na dobre i temu drugiemu pieskowi, może uda się ich uświadomić, że pies nie może być trzymany na łańcuchu. Swoją drogą, puszczenie Lupusa luzem, gdy drugi pies jest na łańcuchu, to skrajna bezmyślność. Jeżeli nie będą sprawować minimalnie dobrej (ustawowej) opieki nad Lupusem, to będziemy musiały go zabrać, ale interwencyjnie, w trybie art. 7 ust. 3 ustawy o ochronie zwierząt.
-
Umowę podpisała LILUtosi po konsultacji ze mną, mam nadzieję Saro, że nie masz nic przeciwko. W razie (tfu,tfu) problemów, LILU wystawi mi pełnomocnictwo do działania w jej imieniu. Państwo do mnie napisali smsa równocześnie z LILU, że Etna już w drodze do domu i że są bardzo szczęśliwi i dadzą znać jak tam sunia się aklimatyzuje. :)
-
Ja też jestem załamana sprawą Lupusa. Ewidentnie nie stać ich na drugiego psa. A tym bardziej Lupusa - psa dużego, który ostatnio w przytulisku mocno schudł i wymaga odpowiedniego żywienia (o czym im dziewczyny wyraźnie mówiły!). Czujemy się oszukane przez tych ludzi. Nie było mowy o takich warunkach. Ale po długich rozmowach doszłyśmy do wniosku, że na razie możemy jedynie robić wzmożoną kontrolę... Najgorsze, że nie wiemy co zrobić, gdy okaże się, że naprawdę Lupus nie może tam pozostać ani chwili dłużej. Spojrzałam na Misia... Widać, że poczciwy piesek. Ludzie są beznadziejni...
-
Martwimy się o Lupusa. Na spotkaniu w przytulisku Państwo sprawiali całkiem dobre wrażenie, jedyną obawą dziewczyn było to, czy dogada się z małym pieskiem - rezydentem. Państwo obejrzeli psa, następnego dnia pojechali do gminy i go adoptowali. Magda następnego dnia do adopcji zadzwoniła do nich zapytać jak się miewa Lupus, jak się dogaduje z drugim psem. Po rozmowie napisała tak: "była spina z malym psem, pogryzl tego psa... masakra... pies jest ranny... na co ja mowie - ze jak najszybciej z malym do weterynarza... ona na to - na ten moment nie stac nas na wizyte... ze tylko przemyla mu woda utleniona... zapytalam jak jedzenie... ona na to - ze rozwoza chleb po wsi i to, co im zostaje moczą w wodzie i mu dają... uswiadomilam jej, ze lupus jest z wielkim apetytem i ze powinien jesc sporo konkretow... niby wiedzą... na ten moment lupus jest po spacerze... niby chodzil na smyczy, ale bylo ciezko... podobno sie motal, krecil, dzikowal... pieski są izolowane od siebie... jedyny plus - ma dobry kontakt z nimi i ich dziecmi... dziewczyny... nie wiem co mam myslec o tym wszystkim... miedzy wierszami dali do zrozumienia, ze daje im popalic, ale zapytalam, czy dadza rade... odp, ze postarają sie... Boję się, że nie stac ich na Lupusa... a jesli chodzi o kontakt z tym maly pieskiem, to juz mi szkoda malca..." Niestety jesteśmy w kropce. Dzwonił jeszcze jeden pan w sprawie Lupusa i myślałam, czy nie zrobić podmianki, ale rozmawiałam z nim i doszłam do wniosku, że nie takiego psa szuka. Charakterem bardziej odpowiada mu Aston i w sobotę przyjedzie go poznać i zapoznać z jego suką. Do przytuliska boimy się go odwieźć, bo nie wiadomo co im do łbów strzeli, gdy zorientują się, że pies już trzeci raz wraca do przytuliska. Na razie doszłyśmy do wniosku, że Magda przedzwoni do nich raz jeszcze dzisiaj i umówi się na wizytę poadopcyjną. Jeżeli nie znajdziemy nic dla niego (a na razie na to wygląda), to po prostu będziemy często do niego zaglądać i obserwować jego stan fizyczny i psychiczny. W każdym razie liczymy, że ktoś jeszcze zadzwoni w jego sprawie... Jeżeli macie jakieś pomysły jak wyjśc z tej patowej sytuacji, dajcie znać.
-
Miałam jeszcze kilka innych telefonów/smsów, ale szkoda mówić. Dzwoniło jakieś dziecko, to powiedziałam, że tak, piesek jest do adopcji, ale musiałabym o tym porozmawiać z jego rodzicami. Inna osoba, pisała smsy, odpisałam że proszę o telefon, to odpowiedź "a moge napisac esemesa bo nie mam nic na koncie"... O takich telefonach więc nie wspominam. :)