Jump to content
Dogomania

eloise

Members
  • Posts

    7795
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by eloise

  1. a ja byłam wczoraj na lekcji tańca na rurze! :D
  2. łatwiej mi w Warszawie niż, na ten przykład, w Częstochowie :D W Warszawie, wszystko jest doskonale opisane- kazdy rozkład, przystanki, gdzie i w jakim kierunku się przesiąść- wszystko oznaczone jak trzeba! No i rozwinięta jest komunikacja miejska niesamowicie! Jelena, czekamy na wieści, co też ten bocian przyniósł ;) Ja nie jestem za cesarką na życzenie- chyba dlatego, ze urodziłam 2 razy sama, bo przed pierwsza ciążą nie wyobrażałam sobie, ze poród naturalny jest do przeżycia ;) to wszytsko przez te opowieści dziwnej treści na temat porodów innych osób :) Z najnowszych mądrości panny Anny: Nie rób sobie, co tobie nie miłe. Więc: jak kogoś najdzie ochota, zeby sobie zrobić coś przykrego- niech tego nie czyni!!! Bo i po co ;) Inna madrość: Mamo, ale mnie boli brzuch Mama: Najadłaś się, dużo wypiłaś, to brzuszek jest pełny. ( czy może pełen???) ANia: Bo jak boli brzuch, to trzeba się położyć, a potem robi się niedobrze i boli głowa. No a potem się rzyga. A ja nie chcę rzygać! :D
  3. moja siostra zafarbowała włosy na różowo- niebiesko. Nie żatuję. Dokończę może, w końcu, wątek sobotty sprzed niemal 3 tygodni, pamiętacie- ciepły poranek, wspólne wyjście z domu, hulajnoga... Paweł wysiadł,a my pojechaliśmy na Powiśle, z zamiarem wycieczki do Pieluszkarni po dodatkową rączkę do hulajnogi, bardziej odpowiednią dla Jonka. Ania zasuwała na hulajnodze tak, że musiałam biec z wózkiem za nią :) W Pieluszkarni spędziliśmy niemal godzinę, nawet zdążyłam obsłużyć jakichś klientów :) Zadzwoniła moja siostra i zaprosiła nas do siebie do salonu, więc obładowani do granic podjechaliśmy autobusem na Nowy Świat, bo Ania uparła się na ciasteczka z subwaya :) muszę przyznać, że są naprawdę smaczne :) po drodze musiałam dzieciom wywiązac chuski pod szyjami, bo wiać zaczęło. W autobusie, Jonatan nareszcie zasnął, a kierowca autobusu był jakiś powalony i jechał i hamował tak gwałtownie, ze mi wózek na zaciągniętych hamulcach jechał! Jak wysiedliśmy z autobusu, to Jońcia okryłam kocem,a Ani założyłam płaszczyk. U mojej siostry przesiedzieliśmy przelotny deszcz a Ania perfidnie obudziła Jonka. Nakarmiłam towarzystwo i zaproponowałam spotkanie z wiewiórkami w Łazienkach. Ruszyliśmy okutani po czubki głów, bo znowu kropiło i zimno sie zrobiło. Dzieci ciągały mnie po łazienkach 2 godziny! Pod koniec myślałam, ze mi nogi do tyłka wejdą! Dzieciaki były zachwycone wiewiórkami, kaczkami i pawiami. Ledwo powstrzymałam Jonka przed nakarmieniem kaczek bułką z masłem... Jak już je zapędziłam do wyjścia... Ania chciała iść dalej, bo pamiętała tamte okolice i ... poszliśmy... Jak już doszliśmuy do ulicy, to było zimno, wiało, i bardzo ale to bardzo zbierało się na deszcz. Aha, chwilę wcześniej posadziłam Jonka na nocnik, na trawie w parku, nie wysikał się, ale jak jeszcze robił mi nadzieję, że się wysika, kazał mi wyzbierać wszystkie pety z trawy dookoła :D tak opadłam z sił, że podjechaliśmy autobusem na Powiśle ( znowu :) ) i bez pardonu podeszłam do stolika, przy którym siedział grupa dziewczyn i chłopaków i poprosiłam o wniesienie wózka na peron. Dwóch nie chciało wyjść na ofermy przed dziewczynami, wiec rzucili sie na pomoc i... ledwo donieśli wózek z księciem na górę :D Bo nie wiem, czy pisałam, na stację Warszawa Powiśle prowadza wyłącznie schody. Dużo schodów, Bardzo dużo. Do tego bardzo kiepsko wyprofilowanych, nawet jak sama tam wchodze, to mnie uda bolą a co dopiero jak niosę wózek z Jonkiem i gadżetami, czyli jakieś 30 kg... Jak jechaliśmy pociągiem, to lało i w Rebbertowie też nas zastała ulewa. Wymarzone zakończenie wyprawy! A że samochód był u mechanika, tata nie mógł nas odebrać, musieliśmy czekac jeszcze na autobus 15 minut. Jak w końcu dotarliśmy do domu, to i ja i dzieci zajęliśmy się każdy swoją robotą, ja usiadłam i starałam sie przypomniec sobie, jak się nazywam a dzieci poszły się bawić, potem zjadły i poszły spać. Czasem trochę żałuję, że potrzeba im az tylu bodźców, zeby się wyszumieć i pobawić w spokoju... :) szczególnie wtedy gdy wszytsko mnie boli ;)
  4. wiecie co, walnęłam się dzisiaj w łokcia, rozcięłam skórę, krew pociekła, a ja nie mam pocięcia, kiedy i o co to zrobiłam :) jak jechałam samochodem, poczułam, że mnie boli, dotknęłam i zdębiałam :) dzisiaj nie biegałam, biegał Paweł, Ofik jeszcze żyje ;) Jonek przeżywa teraz fascynację sikaniem na stojąco ( co podobno jest bardzo niewskazane i źle wpływa na męski interes, opróżnianie pęcherza itd.) oraz sikaniem w krzaczkach, czyli na trawę :) Np. jedziemy autem, centrum miasta, 3 pasy w jednym kierunku, pośrodku pasek trawy a Jonek woła: siusiu w krzaczki! Wczoraj powiedział, że jest mężem babci, dziadek dla Jonatana jest podajnikiem do gum rozpuszcalnych, a do mnie mówi- małpa :D Ania miałą dzisiaj jeden z tych swoich cudownych dni, gdy wyła bez sensu, bez powodu, i nie dało się z nia rozmawiać, po prostu miała dzień na wyjce.
  5. w temacie porodów jestem non stop :) I z mojej sondy ynika, ze jednak siłami natury jest lepiej. Rodzisz, wstajesz i funkcjonujesz. O bólu zapominasz w sekundzie, serio. Po cesarce, tak jak pisze Murka- ból straszny, w końcu to operacja, dziewczyny po cesarkach chodziły zgiete w pół i zazrościły nam ruchomości :) Rodziłam 2 razy bez znieczulenia i nie bałabym się rodzić jeszcze raz, bo choc mogę niemal minuta po minucie opowiedzieć swój poród, a nawet oba, to te wspomnienia mnie nie przerażają, a bólu się nie pamięta- serio! :) Ania mi powiedziała, ze robię najlepsze plackiz cukini! Sukces!!! Chociaz ostatnio zażyczyła sobie placków bez pietruszki ( dodaje natkę) i ... bez cukini :D
  6. jestem i ja :) mysz to jest coś! Musi Cię Helenka kochac najbardziej! A chyba miała być Sławkowa :)
  7. aha, ze 2 dni temu, Ofik udawał rano, ze nie widzi otwartej furtki i nie słyszy jak mu grożę, kiedy nie chciał wyjść na poranną przebieżkę :)
  8. coś na dogo chyba remontowali, bo nie mogłam sie dostać chciałam powiedzieć, ze nadal nie musicie wzywać pogotowia, ale mozecie brać telefony w ręce- w niedzielę poszłam na basen!!! Sama! Pływać!! A że umiem tylko żabką, która nie jest wskazana dla osoób z lędźwiowymi problemami, to do dziś odczuwam skutki tego pływania :D miałam wrażenie, ze wszyscy na mnie patrzą i widzą, ze jestem na basenie pierwszy raz od 10 lat :) bo pływanie niemowląt się nie liczy :) a jakwróciłam z basenu to się dowiedziałam, ze powinnam miec przy sobie telefon, bo Jonatan dostał duszności i nie chce pić i kaszle i płacze. Pewnie jakbym wzięła, to bym go wsadziła pod czepek na włosy i odebrała... moja mam ma super pomysły :D Jonuś nie chodzi od poniedziałku do żłobka, jest nieźle, antybiotyku nie bierze i prawie nie kaszle, był ze mna 2 razy w pracy nawet :) dzisiaj byliśmy na badaniu w centrum zdrowia dziecka, napisze o nim kilka słów innym razem, bo to całkiem niezła historia!
  9. szczepic :) ponad 2 doby nieb mogłam dostać się na dogo. grrrrr!
  10. Ania ustawiła niezłą wystawę swoich figurek- piesków i kotków Opowiada: to król, to królowa, to księżnizcka, to Małe, a to druchny i... druchn :D
  11. no i niech ktoś powie, ze nie jak u Grocholi: znalazłam w naszym łóżku kolczyk Anusi. Nie znalazłam zatyczki, strasznie mnie to zmartwiło, bo już nie mam skąd wziąć zastępstwa, musiałabym kupić, a to pewnie nie tak rach ciach, tylko dopiero w poniedziałęk, martwiłam się, że Ani będzie smutno i miałam nadzieję, ze nie zorientowała sie dzisiaj, ze nie ma kolczyka w uchu. A ANi się zorientowała i była pewna, ze zginął w przedszkolu, bo... "przed śniadankiem to sie stało-zatyczka mi upadła na podłogę, ale kolczyka nie znaleźliśmy" Czyli, rozumiecie? :) kolczyk zostałw domu a Ania z zatyczką, pewnie zaplątaną we włosy, poszła do przedszkola... :D czy innym też sie zdarzają takie zakręcone historie?????
  12. truchtamy 15 minut, zmęczenie mnie nie łapie, ale serio- o Ofika się lękam :) to taka klucha jest, że trzeba powolutku :) takie rzeczy, jakie przydarzają się mnie, to tylko: 1. przydarzają się mnie, 2. dzieją się w książkach Katarzyny Grocholi, 3. ewentualnie w amerykańskich filmach dzisiaj utknęłam w windzie na 30 minut i zostawiłam telefon u mojej siostry, no ale przynajmniej mam nowe paznokcie! Sztuki walki mnie nigdy nie pociągały, choć podziwiam :) Umówiłam się na tą lekcję tańca na rurze, którą dostałam w prezencie urodzinowym :D
  13. dzisiaj znowu wstałam o 5 i znowu biegaliśmy. Ofik już chętniej, ale jednak 15 minut to jego max. jutro zamierzam wydłuzyc minimalnie trasę, mam nadzieję, ze Ofik dotrwa do końca ;) Ofcio kapać się nie cierpi, ale wycierać uwielbia! Muszę po powrocie wycierać Foxa, bo on łaziwłasnymi ścieżkami i jest mokruteńki, a Ofik wyciera się dla 'fanu" ;) przy okazji :)
  14. dawkuję, bo czasu mam tyle, zeby 3 zdania skrobnąć na raz :) a teraz siadajcie i trzymajcie się krzeseł, bo spadniecie jak to przeczytacie :D wstałam dzisiaj o 5 rano, wskoczyłąm w dres ( nawet nie wiedziałam, ze mam!), wzięłam psy i... poszliśmy biegać!!!! Ja i bieganie!!! To był mój pomysł, własny, niepodpowiedziany!!! Mina Ofika- bez cenna!!! Najpierw był zdziwiony a po chwili przerażony :D dzielnie wbiegał i zbiegał ze mna z góki :D biegaliśmy 15 minut, ale wiecie 15 minut, po 15 latach... to jak maraton prawie!!! szczególnie dla Ofika :D Fox był wniebowzięty :) a Ofik w połowie zaczął patrzeć tesknie w stronę domu :) Nie musicie jeszcze wzywać pogotowia ani psychiatry, dopiero wtedy, gdyby przyszło mi do głowy stanąć w jakimś konkursie dla biagających ;)
  15. a mechanika mamy akurat super :) przerobiliśmy już różnych "fachowców" i ten jest naprawdę w porządku facet. w sieciówce juz tez naprawialiśmy auto, liczyli jak za zboże :( a do tego mechanika mam zaufanie, tak wiecie- na babską intuicję :) no i nie traktuje mnie jak głupiej baby, co nie wiadomo po co za kierownicę wsiadła :D Z moimi paznokciami też jest kiepsko- przez ponad 2 lata nic z nimi nie robiłam, bo lakier odpada po 1 dniu, a zel odpadał jak wychodziłam z salonu- czyli jakąś godzinę po nałożeniu. Przypuszczamy, ze to sprawa hormonów. A teraz trzyma się hybryda, ale tydzień-10 dni, a u innych nawet 3-4 tygodnie :) Sobota była super- dla mnie zaczęła się pakowaniem, bo wyprawa z moimi dziećmi oznacza zabranie kanapek, kabanosów, ciasteczek upieczonych przeze mnie, biszkoptów, lizaków, gum rozpuszczalnych, tik taków, czy innych obrzydlistw :) i przede wszytskim napojów. Ania często zabiera ze sobą telefon- Barbie a Jonek jakiś nieduży samochodzik, no i oczywiście-nocnik :D Dzień zaczął się pięnym słońce, ale jak wychodziliśmy po 10 przyszło kilka chmurek, więc spod otwartej furtki cofnęłam sie po 10-tą torbę- z kurtkami, czapkami i szaliczkami, a także wzięłam płaszcz dla siebie. Obładowani do granic ruszyliśmy na stację, gdzie założyłam Jonusiowi bluzę, bo do chmur dołączył wiatr, niezbyt miły. Paweł wysiadł kilka minut przed nami, a my zaczęliśmy nasze wojaże :) Zabralismy ze sobą hulajnogę :)
  16. doddy, cudownie :) oby wynik wizyty był pozytywny!
  17. mój też wykopuje dżdżownice! One muszą byc wysokokaloryczne!!! :D ufff, co za ulga, to nie przez moje dzieci jest baryłą! ;)
  18. Całe popołudnie spędziliśmy na ulicy, Ania trenowała jazdę, kilka razy zahamowała dopiero w krzakach, bo patrzyła pod nogi a nie przed siebie, raz hulajnoga pojechała a Ania została :D ale ogólnie było całkiem dobrze :) Dlatego na sobotę rano zaplanowałam wycieczkę :) Oznajmiłam dzieciom, ze jedziemy do Pieluszkarni po rączkę z siodełkiem dla Jońcia, że pożyczymy nosidło, żeby zobaczyć, czy damy radę nosić Jonka na plecach jak małpkę, że moze uda nam sie odwiedzić ciocię Olę, czyli moja siostrę i że jak zwykle bedzie fajnie :)
  19. A że wiedziałam, ze w pracy jeszcze jest moja szefowa, z którą i tak musiałam koniecznie porozmawiać, to poszłam do sklepu, w którym, trafiłam na prezentację hulajnóg, pani nam wszytsko o nich opowiedziała, pokazał, jedna mnie zachwyciła, pomyślałam, ze byłąby idealna dla ANi, zostałaby dla Jonka, tym bardziej, ze ma opcję domontowania niskiej rączki i siodełka dla najmłodszych i zamienia sie wtedy w jeździk, tyle że... Ania nie bardzo potrafi na czymkolwiek jeździć :( z rowerem zupełnie sobie nie radzi. W końcu się zebrałam, pojechałam do domu, po Jońcia, po ANię, wróćiliśmy i opowiadam Tacie o tych hulajnogach, a on mi na to, ze on ma dla ANi hulajnogę, ale nie wyciągał jej, bo Ania sobie kiepsko radzi na tej starej, no ale mozemy spróbować... i mi przynosi hulajnogę,tę, którą oglądałam i która mnie zachwyciła :crazyeye:
  20. tak wiec kontynuuję :D po czwartkowych przygodach z samochodem, musiałam zmienic piątkowe plany,a plan zakłądał wizytę u dawno nie widzianej koleżanki, a wizyta musiałą odbyc sie samochodem, bo do zabrania miałam ze sobą koszmarną ilosć tobołów. Miałam też jechać na zakupy do marketu, miałam jechać do mojej siostry... A do siostry miałam jechać malować paznokcie. Kto ma mnie wśród znajomych na facebooku, pewnie nie raz podziwiał jej dzieła :) Namaluje wszystko to, co chcę :D jak Kolorowe Kredki w piosence :D Jakiś czas temu moja sis razem z koleżanką, która maluje cudowne Lalki- też do zobaczenia na fejsie, ogłosiły konkurs, który... ja wygrałąm :D to nie byłą ustawka, po prostu inne uczestniczki nie spełniły podstawowych warunkó konkursu, na czym ja skorzystałam :) dostałam własną Lalkę, do powieszenia na scianie :) :D hasło Lalki brzmi: to nie ste chaos. to jest nieład artystyczny. i pies też sie znajdzie :) Czyli, cała prawda o naszym domu. Ania na widok Lalki: ale ładne! mogę coś domalować??? :D Byłam tak zachwycona i paznokciami i Lalką, ze bardzo chciałąm sie komus na gorąco pochwalić, padło na mojego męża ;) ale... zapomniałam wysiąść z autobusu o czasie i dojechałam na Powiśle, czyli prawie do pracy :)
  21. ja sie juz nie odzywam na temat tuszy psów jakichkolwiek- mój Ofik jest wstrętną baryłą i korzysta z każdej okazji, zeby coś wysępić od dzieci!
  22. Cudowna Hania! Daisy czuje jej miłość i na pewno jest szczęśliwa :)
  23. kolejny BDT??? Jesteście wielcy Murkowie! Serio!
  24. Ruszyliśmy spod uczelni i pojechalismy po moją Mamę, któa była u swoich drugich wnucząt w odwiedzinach, i tak sobie wracaliśmy wesołą gromadką, aż zrobiło się zupełnie niewesoło, bo... hamulce przestały niemal działać :( nie jechałam szybko, ale też nie byłąm jedynym pojazdem na drodze, w samochodzie miałam całą rodzinę no i nogi mi zmiękły! Wciskałam hamulec a noga leciała i leciała... na końcu delikatnie hamując :( bylismy blisko domu i dotelepałam się boczną drogą, jadąc 20 na godzinę, ale pod samym domem i tak miałam wrażenie, ze zaparkuję w aucie sąsiadki a nie za nim... Oczywiście zaraz panowie zaczęłi radzic nad samochodem i oczywiście i tata i mój mąż stwierdzili, że hamulce działają, słabo, ale działają. Jasno jednak powiedziałam, co sądzę o ich zdaniu, i nie omieszkałam dodać, ze juz kilka razy zdarzało się, że auto mi szwankowało, oni nie stwierdzali żadnych usterek,a kończyło się ściąganiem na lawecie, bo jednak to ja miałam rację... Paweł więc grzecznie zadzwonił rano do mechanika, a tata grzecznie odstawił auto do warsztatu... gdzie pan mechanik też nie stwierdził przyczyny takich objawów, powiedział jednak, że winna moze być pompa hamulcowa, o której istnieniu nie miałam pojęcia!
×
×
  • Create New...