Jump to content
Dogomania

eloise

Members
  • Posts

    7795
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by eloise

  1. Dżek :) [IMG]http://i1249.photobucket.com/albums/hh520/ewafigat/DSCF0687_zps537a9958.jpg[/IMG] Kapsel, najbrzydszy i najbardziej nieprzewidywalny pies na świecie :) [IMG]http://i1249.photobucket.com/albums/hh520/ewafigat/DSCF0685_zpsd8c697b8.jpg[/IMG]
  2. mama mówiła, zebym nie jadł śniegu, pewnie mi zazdrości, bo sama jest juz za duża, zeby takie rzeczy robić... [IMG]http://i1249.photobucket.com/albums/hh520/ewafigat/DSCF0668_zpsaea0cbc4.jpg[/IMG] [IMG]http://i1249.photobucket.com/albums/hh520/ewafigat/DSCF0680_zps939a9e1a.jpg[/IMG] [IMG]http://i1249.photobucket.com/albums/hh520/ewafigat/DSCF0681_zps8e49cfa6.jpg[/IMG] to jest Fox ;) [IMG]http://i1249.photobucket.com/albums/hh520/ewafigat/DSCF0682_zps81843561.jpg[/IMG]
  3. zaraz naszczekam Foxowi do ucha! [IMG]http://i1249.photobucket.com/albums/hh520/ewafigat/DSCF0658_zps0b29ce48.jpg[/IMG] [IMG]http://i1249.photobucket.com/albums/hh520/ewafigat/DSCF0661_zpsc90b0fba.jpg[/IMG] poślinie... [IMG]http://i1249.photobucket.com/albums/hh520/ewafigat/DSCF0662_zps6fb48b92.jpg[/IMG] i jeszcze trochę naszczekam, tym razem głośniej, bo chyba nie dosłyszał... [IMG]http://i1249.photobucket.com/albums/hh520/ewafigat/DSCF0664_zps2f418357.jpg[/IMG] [IMG]http://i1249.photobucket.com/albums/hh520/ewafigat/DSCF0665_zps7d20416e.jpg[/IMG]
  4. [IMG]http://i1249.photobucket.com/albums/hh520/ewafigat/DSCF0025_zps082f0190.jpg[/IMG] rzaaaadki widok :D [IMG]http://i1249.photobucket.com/albums/hh520/ewafigat/DSCF0020_zps53aa956c.jpg[/IMG] [IMG]http://i1249.photobucket.com/albums/hh520/ewafigat/DSCF0649_zps191772da.jpg[/IMG] [IMG]http://i1249.photobucket.com/albums/hh520/ewafigat/DSCF0653_zps078d5b97.jpg[/IMG] beczka w akcji ;) [IMG]http://i1249.photobucket.com/albums/hh520/ewafigat/DSCF0656_zps9e3ede41.jpg[/IMG]
  5. Jońcio i jego prezenty: drewniany pociąg [IMG]http://i1249.photobucket.com/albums/hh520/ewafigat/DSCF0013-1_zps1186413a.jpg[/IMG] oraz tekturowy zamek- Ania dostała zamek pod choinkę, ale taki dziewczyński, księżniczkowy- Jonatan uparcie przerabia go na garaż samochodowy, dlatego dostał swój... [IMG]http://i1249.photobucket.com/albums/hh520/ewafigat/DSCF0016_zps506a1b30.jpg[/IMG] nadaje się :D [IMG]http://i1249.photobucket.com/albums/hh520/ewafigat/DSCF0017_zps2386987a.jpg[/IMG] radosna twórczość poniosła Anię... [IMG]http://i1249.photobucket.com/albums/hh520/ewafigat/DSCF0018_zpsd2f38d53.jpg[/IMG] [IMG]http://i1249.photobucket.com/albums/hh520/ewafigat/DSCF0019_zpscc26ba27.jpg[/IMG] transakcja łączona: dzieci wywaliły moje swetry z szafy, bo bawiły się w chowanego, kot wykorzystał sytuację, że coś miękkiego leżało na wierzchu i przy okazji bałaganu wyspał się w miękkim, zacisznym kątku... bo wiecie, normalnie to nasz kot nie ma na czym spać :D
  6. [IMG]http://i1249.photobucket.com/albums/hh520/ewafigat/DSC_0146_zps1bb25c2a.jpg[/IMG] [IMG]http://i1249.photobucket.com/albums/hh520/ewafigat/DSC_0155_zpsbda754b6.jpg[/IMG] [IMG]http://i1249.photobucket.com/albums/hh520/ewafigat/DSC_0156_zps81a0515c.jpg[/IMG] [IMG]http://i1249.photobucket.com/albums/hh520/ewafigat/DSC_0170_zps4538e1a4.jpg[/IMG] mamo, nikt ci nie mówił, że stół służy do siedzenia??? [IMG]http://i1249.photobucket.com/albums/hh520/ewafigat/DSCF0003_zps0e09082f.jpg[/IMG]
  7. [IMG]http://i1249.photobucket.com/albums/hh520/ewafigat/DSC_0060_zps957b56a2.jpg[/IMG] Nina, nasza gwiazda :) [IMG]http://i1249.photobucket.com/albums/hh520/ewafigat/DSC_0083_zps4320ce6d.jpg[/IMG] confetti :) [IMG]http://i1249.photobucket.com/albums/hh520/ewafigat/DSC_0088_zps320085d5.jpg[/IMG] to confetti to był genialny pomysł :) [IMG]http://i1249.photobucket.com/albums/hh520/ewafigat/DSC_0114_zpsce17dbe4.jpg[/IMG] po wystrzale dzieci przez pół godziny zbierały bibułkii do koszyczków, puszek, misek i kubeczków- a rodzice mogli siedzieć i gadać :D w planach miałam konkursy, zabawy, malowanie... a wystarczyło confetti :D [IMG]http://i1249.photobucket.com/albums/hh520/ewafigat/DSC_0143_zpsa5760f3e.jpg[/IMG]
  8. Jonuś i Józio [IMG]http://i1249.photobucket.com/albums/hh520/ewafigat/DSC_0033_zps6ca7a844.jpg[/IMG] Jonuś na widok tortu... zaniemówił :) [IMG]http://i1249.photobucket.com/albums/hh520/ewafigat/DSC_0042_zps0139157a.jpg[/IMG] [IMG]http://i1249.photobucket.com/albums/hh520/ewafigat/DSC_0043_zpsa83a0c3b.jpg[/IMG] [IMG]http://i1249.photobucket.com/albums/hh520/ewafigat/DSC_0045_zps3ccf1a14.jpg[/IMG] [IMG]http://i1249.photobucket.com/albums/hh520/ewafigat/DSC_0068_zpsf9a3dc88.jpg[/IMG] [IMG]http://i1249.photobucket.com/albums/hh520/ewafigat/DSC_0078_zpse9c5c7e2.jpg[/IMG]
  9. [IMG]http://i1249.photobucket.com/albums/hh520/ewafigat/DSCF0004_zpsb0158aca.jpg[/IMG] [IMG]http://i1249.photobucket.com/albums/hh520/ewafigat/DSCF0005-1_zps6627a17d.jpg[/IMG] [IMG]http://i1249.photobucket.com/albums/hh520/ewafigat/DSCF0007-1_zps1db32438.jpg[/IMG] [IMG]http://i1249.photobucket.com/albums/hh520/ewafigat/DSCF0010-1_zps171615be.jpg[/IMG] [IMG]http://i1249.photobucket.com/albums/hh520/ewafigat/DSC_0024_zps1bf6e5a3.jpg[/IMG]
  10. mam kilka zdjęć :) bal karnawałowy: [IMG]http://i1249.photobucket.com/albums/hh520/ewafigat/DSCF0546_zps28878e8b.jpg[/IMG] [IMG]http://i1249.photobucket.com/albums/hh520/ewafigat/DSCF0552_zpsa5a57715.jpg[/IMG] [IMG]http://i1249.photobucket.com/albums/hh520/ewafigat/DSCF0567_zps0d590abb.jpg[/IMG] [IMG]http://i1249.photobucket.com/albums/hh520/ewafigat/DSCF0612_zpsc01bb8b7.jpg[/IMG] i urodziny Jonatana [IMG]http://i1249.photobucket.com/albums/hh520/ewafigat/DSC_0003_zpsf2dfadfc.jpg[/IMG]
  11. nie mam pojęcia jak to jest z wełną do robienia na drutach, bo szybciej bym sie takim drutem na wylot przebiła niż coś udziergała :D ale ubrania moich dzieci to 100 % merino z owiec strzyżonych w sposób bezbolesny i tylko wtedy, kiedy owca jest na to gotowa, a nie kiedy producent ma potrzebę ;) Mój cudny sweter ma rzeczywiście "tylko" 80 % wełny, reszta to akryl, ale te 80% grzeje jak trzeba :) Ania jest teraz na etapie odkrywania różnic między chłopcami a dziewczynkami :D i przejawia wzmożone zainteresowanie narządami płciowymi. Wiemy już, który chłopiec w przedszkolu wyciera siusiaka po siusianiu,a który nie :D bo Ani z Julitą wszystko podejrzały. Ania niestety nie miała po kim odziedziczyć zdolności malarskich i ostatnio marudziła, ze nie potrafi malować paluszków. Powiedziałam, żeby się tym zupełnie nie przejmowała, bo jej mamusia, czyli ja :D do dziś nie potrafi narysować paluszków. Wróciłam do tematu, jak Ania przyniosła z przedszkola tysięczną pomalowaną karteczkę a na niej całkiem fajna postać, tylko z rączek sterczały patyczki. Ale Ania nam powiedziała, że to nie są paluszki, tylko... sisiorki :D Ostatnio powiedziała mi też, ze lubi głośno bekać i puszczać głośne bąki :) so sweet :D Wczoraj byłam z Anią na rewii "Disney on ice". Faaaaajnie było :) A najlepszy moment był , kiedy wróżka z Kopciuszka zapytała, czy dzieci pamiętają jej zaklęcie, bo ona znowu zapomniała, dzieci powiedziały, że pamiętają, więc wróżka mówi: powiedzcie proszę, te 3 magiczne słowa ( czyli jakieś bibibi babibi bum) a dziewczynka za nami: proszę, przepraszam, dziękuję :D i cały sektor padł ze śmiechu :D
  12. Funia? Figa? Fela? Fifka? Florka? Finka? :)
  13. koniecznie zróbcie jej badania krwi, Murko, zapytaj Doktora czy przy okazji prób wątrobowych nie warto zbadać Lizie poziom leku w organizmie. Mój pies dzięki takim badaniom ma idealnie dobraną dawkę leku. Badanie jest kosztowne i nie każde laboratorium je wykonuje, ale moim zdaniem warto.
  14. urlop się należy :) czekałam bardzo na tę wiadomość :)
  15. na deser dodam jeszcze, że z okazji swoich 2 urodzin Jonatan dostał od Pawła mamy... sweter na 116 cm, czyli na 6 lat. A Ania tunikę, na 8 lat, na szczęście dobrze sprawdza się ona w roli sukienki do kolan... DO swetra dołączona była karta urodzinowa z "peesem" Ewo, nie gniewaj sie, jeśli ubranka są trochę na wyrost, przecież mogą poczekać. Od 4 lat, jedynie, tłumaczę i proszę- nie kupuj im NIC na wyrost. Nie dociera. Na swoje nieszczęście Babcia zadzwoniła do Pawła wieczorem tego dnia, kiedy odebraliśmy przesyłkę. I Paweł jej powiedział, ze ANia nosi obecnie ubrania na 104 cm, a sweter dla Jonka jest na 116. Nie mogła uwierzyc, ze aż tak sie pomyliła, ale "przecież wiecie, że ja zawsze kupuję ubranka na rok do przodu". No wiemy, niestety, prosimy i tłumaczymy. Bo zdarza sie, że dzieci dorastają do tych ubrań nie w tą porę roku, na którą ubrania są przeznaczone... Paweł jeszcze delikatnie odniósł się do składu materiałów, z których ubranka są zrobione ( 100% akrylu!!!!!) I usłyszał w odpowiedzi: kupiłam ubranka polskie, wolelibyście chińszczyznę??? Na co Paweł odparł: nie, wolelibyśmy bawełnę organiczną :D Dobranoc :D
  16. a teraz napiszę "kilka" słów o wyprawie do Julity... Muszę zacząć od tego, że Ania nei zmieniła zdania i iść do Julity nie chciała, a ja udawałam, ze nie słyszę, albo ją szybko zbywałam, bo już sobie wyobraziłam histerię Julity, gdybym zadzwoniła i powiedziała, że Ania nie chce przyjść. Mogłabym bezczelnie nakłamać, ze coś ważnego wypadło, ale rozpacz Julity byłaby taka sama niezależnie od powodu... Jonatan niespodziewanie zasnął tuż po 11 i dał mi tym samym szansę na posprzątanie kuchni i zrobienie obiadu. Po 13 nałożyłam obiad Ani i sobie i jak siadałam do stołu... mój tata wyszedł z domu. Nie żeby tata mi sie spowiadał, kiedy wchodzi a kiedy wychodzi, ale... Kapsel zaczął tak ujadać... a jego szczeko-pisk z grobu by człowieka wygonił!!! I Jonatan się obudził. No to razem usiedliśmy do obiadu. Ania oczywiście wybrzydzała a Jonatan oczywiście karmił psy. Ceną, jaką zapłaciłam za to, że zjadłam w miarę po ludzku, jest upaćkany fotelik Jonka- do dziś nie nabrałam sił, żeby go umyć z sosu pomidorowego. Po obiedzie i myciu przyszedł czas na szykowanie się do drogi. No i się zaczęło... Naprawdę chciałam dotrzeć do Julity na 15, bo tak byliśmy umówieni, ale... z domu wyszliśmy już po 15. Półtorej godziny zajęło mi ubranie dzieci, nałożenie jakiegoś podstawowego makijażu i spakowanie Ani manatków. Ania strasznie się ociąga przy ubieraniu. Jak jej sama nie ubiorę, to się nie doczekam. jeszcze musiałam sie nasłuchać, ze spodnie są głupie i brzydkie, tylko spódniczki sa fajne, i sukienki rzecz jasna, ale księżna kombinezonu nie chciała, tylko kurtkę, więc w spodnie musiała się wbić. Udało mi się ich w końcu ubrać, a jak zakładaliśmy buty, Jonatan wchodził na jeden stopień schodów, kucał i skakał "na Małysza". Skomentowałam to, więc musiałam tłumaczyć, kim jest Małysz, czemu już nie skacze, dlaczego jeździ samochodem i czym są skoki narciarskie... WYszliśmy. Zamknęłam drzwi i pobiegłam do garażu po wózek. Rzuciłam okiem na dzieci- Jonek na szczęście stał koło płotu a nie szedł na trawę pokrytą jeszcze częściowo lodem, Ania szła za mną. Jak otwierałam garaż, zastanawiałam sie, czy na gałęziach winobluszczu czy innej roślinie, która porasta nasz płot zostały jakieś owoce, wiecie takie niby-jagódki. Miałam nadzieję, że nie i że to nie to zainteresowała Jonka na tyle, że stał tam grzecznie. Idąc, otwierając, myśląc i analizując, jednocześnie krzyczałam: tylko nie wchodźcie w błoto!!! Bo z kałuż zostało u nas tylko błoto. Wyprowadzam wózek i co widzę? Ania tupie i chlapie błotem. Wygoniłam ją i poszłam po Jonatana, który nadal był grzeczny. Obejrzałam płot- ufffff, żadnych jagódek ani innych podejrzanych obiektów nie zaobserwowałam. Jonek w wózku, Ania obok, otworzyłam furtkę i mówię: Ania, straszne błoto jest na naszej ulicy ( a nasza ulica to dróżka między nami i sąsiadami, jakiś debil nadał jej status ulicy a inny debil umieścił na mapie- czasem jeżdżą tą ulicą auta- każde na bank jest podrapane przez gałęzie, które wcale nie odstają od płotu- ta "ulica" jest po prostu tak wąska), więc powiedziałam: Uważaj na błoto, idź środkiem po trawie. IDŹ, nie biegnij! ANia! Zatrzymaj sie na końcu trawy! I Ania sie zatrzymała... a za płotem u sąsiadów biegł równo z ANią Pimpuś, który Anię uwielbia i cieszy się niesamowicie na jej widok :) Ania sie zatrzymała, zrobiła obrót o 90 stopni i postanowiła skoczyć na wąziutki pasek trawy przy płocie Pimpusia... Niestety :D postanowiła skoczyć "na Małysza" du.pa została z tyłu, a głowa poszła do przodu... i Ania z dość dużą siła odbiła się głową od siatki :D upadła, przetoczyła, po czym ostatecznie zatrzymała pupą w błocie, oszołomiona spojrzała w górę i zawołała: auaaaa... W jakieś 10 minut bolały mnie od śmiechu wszystkie mięśnie twarzy. Nie wiem, jak ona to zrobiła, ale w błocie utaplała jedynie spodnie, kurtka została nietknięta :D Oparła sie jeszcze o ziemię rękawiczką, ale czarną i wystarczyło ją wytrzeć :) Spodnie niestety nie nadawały sie do dalszej wycieczki, wiec musieliśmy wrócić. Zostawiłam dzieci na dole i biegiem ruszyłam po spodnie, otwieram drzwi na schody... a tam pułapka, na złodziei chyba :D Jonuś ustawił- drewniany taboret, który Jonek uparcie wstawia do domu, choć jego miejsce jest przed domem. Nawet nie wiem, kiedy go tam wstawił skubany! Udało mi sie nie zabić i wrócić ze spodniami, a dzieci nadal były w miejscu, w którym je zostawiłam. Przebrałam ją i udało nam się wyjść na ulicę, ponownie. Przeszliśmy jakieś 50 metrów, a Ania do mnie mówi tak: A: Powinnaś mieć jeszcze 2 wózek, żeby mi się nóżki nie zmęczyły. E: A jak niby technicznie miałabym rozwiązać kwestię pchania tych wózków? A:No jedną ręką mój wózek, a drugą Jońciunia. E: Ania, nie rozśmieszaj mnie, bo się położę ze śmiechu zaraz na tej ulicy. A: Tak nie wolno, bo przyjedzie auto i będziesz zajechana. Dotarliśmy na przystanek. Wsiedliśmy do autobusu> Dojechaliśmy do Julity. Jej mama spojrzała na nas z taaaaką ulgą, ze nei mogłam nie zapytać: zamęczyła Was pytaniami, o której będzie Ania? :) Zamęczyła :D Spóźniliśmy się jedynie pół godziny. Zostawiłam Anię i pojechałam z Jonkiem do sklepu, a potem spacerkiem wróciliśmy do domu. Trochę nawet odpoczęłam, bo Jonuś chciał się przytulać i leżał grzecznie przy mnie. Zwykle chce sie przytulać i pieścić w locie lub biegu, a wczoraj akurat wolał bardziej stabilne przytulanki :) Paweł pojechał po Anię dopiero po 19 a i tak dziewczyny zrobiły wielką aferę, ze to już. A codziennie są razem w przedszkolu 8 godzin!!!
  17. ciągle zapominam napisać- dary zebrane w przedszkolu poszły do Azylu pod Psim Aniołem. To bardzo blisko nas, a pomyślałam, że lokalne akcje są najlepsze, tzn, że ludzie, jak coś znają, to chętniej wspierają. Ostatnio musiałam tłumaczyć zdziwionej Ani, że Jonatan też ma pęcherz. Była baaardzo zdziwiona. :D Jakiś czas temu Ania miała zapalenie pęcherza. Trochę czasu po tym zapaleniu Paweł dostał telefon z przedszkola: Ania narzeka, że ją szczypie pęcherz. ( A w tle Julita krzyczy: Ania mówiła, że ci.pa!!!) :D Paweł się śmiał, a pani z przedszkola była lekko zagubiona :D I jak to jest, że siusiak to jest akceptowalne słowo. Ale ci.pa to już wulgarnie, cip.cia zbyt infantylnie, a jakoś nie widzę dziecka używającego słowa wagina :D Wczoraj, przy okazji wysadzania Jonka na toaletę, dowiedziałam się, że Krzyś nie wyciera siusiaka po sikaniu, a Kuba L i Kuba P tak. Człowiek się uczy całe życie!!! :D Moim odkryciem jest wełna merino. Nie dość, ze jest miła jak bawełna, to cudownie grzeje! I nie przegrzewa. Moje dzieci są więc zaopatrzone w cudowne sweterki i czapki, a ja na pocieszenie mam śniegowce z wypełnieniem 100% wełny (zwykła) która mnie skutecznie grzeje od początku zimy, przyznam szczerze, ze nie zmarzłam tej zimy ani razu! Mam też cudowny bezrękawnik z golfem i kapturem, który służy dzielnie i skutecznie zamiast szalika, a ku swej ogromnej radości i zdziwieniu udało misię upolować czapkę i rękawiczki ze 100% merino. I to w mojej ukochanej szarości z różem :) Pełnia szczęścia :) Dodatkowym plusem wełny jest to, ze wełna woli się... wietrzyć niż moczyć, więc póki dzieci nie zaplamią, to nie piorę, wietrzenie działa doskonale, nawet jeśli Jonkowi zdarzyło się podlać! Odprowadzałam Anię do przedszkola i usłyszałam: A: Mamusiu, a dlaczego ty nie masz merinosków, tak jak ja? E: Mam ANiu wełnę w swetrze... A: No tak, ale nie merino. Jakbyś miała, to by ci było cieplutko jak mi!! I tu ma rację ;)
  18. i kolejna ciotka na pokładzie :)
  19. dla mnie dziwne jest przebywanie na dworzU, a nie na dworzE :D
  20. Ja oszaleję, w sumie na myśl przychodzi mi inne słowo niż "oszaleję", niecenzuralne niestety ;) Ania umówiła się na wczoraj ze swoją psiapsiółą, i od 6.30 pytała: mama, o której będzie Julita???? Zadzwoniłam przed 10 i błagałam, żeby ją przywieźli JUŻ :D Jak Julka wychodziła, dziewczyny umówiły się na dziś, u Julki tym razem, ufff ;) Ania dzisiaj rano wstała i... stwierdziła, że nie chce iść do Julity!!!! I wyje, że nie chce iść. Naprawdę oszaleję!!!!! Już się z nią umówiłam, że jednak pojedzie, ALE w sukni Anny Luizy i musiałam jej narysować na ramieniu "królewskie znamię", czyli koronę. Jonatan zauważył i kazał sobie namalować autoooo... a dopiero jest 10.20!!!!
  21. ja też nie wyobrażam sobie zmiany miejsca pobytu Lorusia
  22. 28. stycznia Jonuś skończył 2 lata,w związku z tym 26 odbył się u nas urodzinowy bal karnawałowy. Zdjęcia będą jak zmniejszę, tak samo jak zdjęcia z balu karnawałowego z przedszkola. Niestety połowa zaproszonych nie dotarła- a to dziecko chore, a to tatuś, a to mamusia kicha... co za pora roku! Wiem co piszę, bo mnie i Pawła też dopadło. Znacie mnie, jak karnawał, to karnawał :) były balony, serpentyny i duuuużo samochodów :) Jonek przebrany za zygzaka McQueena, Ania za superbohaterkę- tak! wystąpiła w swojej koszuli nocnej w roli peleryny! a Paweł został piratem :D Był jeszcze Bob Budowniczy i Biedroneczka :) Nina, moja siostrzenica odmówiła przebrania w strój Minnie, ale prezentowała się cudnie w zielonej filcowej sukience :) a Józio-mój siostrzeniec jest za mały na przebieranki :) Jakieś 2 tygodnie prze urodzinami zadzwoniłam do Pawła, żeby ustalić z nim termin imprezy. Powiedział wtedy, że CAŁY weekend ma wolny. 2 dni później ominęło go seminarium dyplomowe, o którym zwyczajnie zapomniał- zwyczajnie, bo w końcu, kto nie zapomina o seminarium, które sam ma prowadzić??? No, kto??? ;) a odrobić mógł je tylko 26 właśnie, wiec na imprezę wpadł niemal ostatni... i na gotowe! Okazało się też, że i w niedzielę ma zajęcia... i to niemal cały dzień! :) Po imprezie i niedzielnej pracy powaliła go gorączka, dawno go nie widziałam tak schorowanego, więc został jeden dzień w domu, pracował na komputerze, odbierał telefony- ale ze zmywarki naczyń nie wyjął- ja rozumiem, to nie jest jego służbowy obowiązek, więc czego się czepiam??? :) Myślałam o tym długo i oto, do czego doszłam: 10 lat jesteśmy już ze sobą. Wszystko się w tym czasie zmieniło, wszystko w naszym życiu. Wzięliśmy ślub, adoptowaliśmy Ofika, kupiliśmy auto, które Paweł uszkodził już 1 dnia ;), przygarnęliśmy kota, przenieśliśmy się do Warszawy, mamy 2 dzieci, dom, pokochaliśmy Bułgarię, wszystko się zmieniło, ewoluowało, poza jednym- Paweł nie zmienił się NIC A NIC!!! I od tygodnia zastanawiam się, czy mnie to cieszy i rozczula, czy przeraża... :D
  23. kilka tygodni temu, oczywiście jak były mrozy i padał śnieg, musieliśmy jechać z Jonatanem do ortopedy, na długo wyczekiwaną wizytę. To było niesamowite przedsięwzięcie,w które zaangażowana była cała rodzina. Plan ułożyłam ja. Pobudka o 5. Prostowanie grzywki, szybki makijaż, w tym czasie gotuje się woda na kawę, o 5.40 pobudka Pawła, o 6 Ani i Jonatana. Plan zakładał szybkie ubranie dzieci, szybkie śniadanie- ugotowałam owsiankę i wszystko się pięknie udało. Ubrania naszykowane były dzień wcześniej. Tak samo jak wałówka dla Jonka na drogę, a rano naszykowałam wałówę dla Ani- nigdy nie szła do przedszkola na 7, a śniadanko mają dopiero o 9, więc spakowałam dla niej: tik taki (podstawa jej menu), ciasteczka (gwiazdki i serduszka), wodę do picia oraz mnóstwo kabanosów i trochę wyłuskanych pistacji ( nasze dzieci dałyby się pokroić za pistacje!). O 6.55 Ania w kombinezonie zeszła na dół i od razu spotkała ubranego już kompletnie dziadka, który czekał, żeby ją zaprowadzić do przedszkola. JA, Paweł i Jonuś ubraliśmy się zaraz potem i śmigiem-migiem pognaliśmy do auta, które zaparkowaliśmy obok stacji PKP i pobiegliśmy na pociąg 7.13 , który mimo śnieżycy ruszył o czasie. Dojechaliśmy do stacji Ochota i ruszyliśmy do lekarza. Śnieg walił prosto w twarz a Jonuś uparcie chciał iść na nogach, własnych- a wiecie jak spowalnia 2-latek w zimowych butach i kombinezonie niczym Pi lub Sigma, do tego na nieodśnieżonych chodnikach ( w końcu samo centrum stolicy, wiec komu ten śnieg miałby przeszkadzać?). Więc na zmianę braliśmy go pod pachę i jakoś dotarliśmy do przychodni. Pan doktor powiedział, że jonkowe nogi zdrowe, więc mogliśmy zawijać do domu. Paweł miał nas odprowadzić na stację, ale stwierdziłam stanowczo, że sama dam radę, i rzeczywiście dałam. A spóźniony pociąg wjechał na peron w momencie, w którym na nim stanęliśmy :) Jonuś w pociągu usiadł, napił się wody i... przez niemal 20 minut siedział, gadulił i jadł ciasteczka- też gwiazdki i serduszka :) i kokietował studentki siedzące naprzeciwko :) Normalnie- niczym normalne dziecko :D Do auta wpadliśmy o 8.55, a od 9 jest zakaz postoju i rzeczywiście karzą mandatami. Zrobili zakaz postoju od 9 do 10. i trochę to utrudnia życie :) A śpieszyło mi się dość mocno, bo musiałam odstawić Jońcia do żłobka, wrócić do domu, zabrać swoje wcześniej naszykowane jedzenie, zrobić drugą kawę do kubka na wynos i lecieć na pociąg, bo... na 10 miałam być w pracy. Gdyby nie opóźnienie pociągu, zdążyłabym, a tak byłam o 10.05 :) i 8 godzin pracy przed sobą... wiecie, wieczorem padłam jak tylko poczułam pod sobą łóżko ;)
×
×
  • Create New...