-
Posts
1911 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by M@d
-
Gratulacje! A tak przy okazji, spotkałem się tylko z czarno srebrnymi miniaturami, a czy są też większe Sznupki czarno srebrne?
-
[quote name='dOgLoV']a co to za wstyd :eviltong: ja mam taki ze jak jade to pół dzielnicy mnie słyszy :evil_lol: mąż miał mi kupić nowy ale co chwile sie to odwleka bo cos innego wypada do kupienia :mad:[/QUOTE] :evil_lol: Ha ha ha! A u nas na odwrót! Ja namawiam żonę na nowy rower (ten stary już ma spłowiały lakier od słońca), z ona nie chce, bo jak jeździ po okolicy to go zostawia gdziekolwiek i często nie zapina (kiedyś na cały dzień pod stacją - bo jechał już pociąg i nie miała czasu) i zawsze jak wraca to on jest :D No i nie chce nowego, bo twierdzi, ze woli stary, który zawsze jest jak ona wraca od nowego, który może jej zniknąć i będzie musiała drałować na piechotę :eviltong:
-
Czas na podsumowanie kilku ostatnich dni. Yoda trenuje pilnowanie się na spacerach i reagowanie na wołanie. Jest coraz lepiej! Co prawda wprowadziliśmy mu kaganiec na spacery i przy pierwszym kagańcu powstał problem - nie dało się go nagradzać za przyjście, a on nie nagradzany, mimo kagańca znowu zaczął samotne "wycieczki"... [IMG]http://i50.tinypic.com/20t0axx.jpg[/IMG] Kupiliśmy inny, Anka znalazła go na stronach jednego ze sklepów i pomogło! Chodzi w kagańcu i można go skarmiać :D Chłopak tak nabrał ochoty na to "pilnowanie się", że przychodzi co 20 sekund :P Teraz chodzi w takim luksusowym stroju ;) [IMG]http://i48.tinypic.com/2nkugyo.jpg[/IMG] Należy jednak przyznać, że niezbyt to lubi i pierwsze minuty spaceru to notoryczne próby zdjęcia, ale potem się przyzwyczaja i już jest OK. Niestety Yoda ma jakieś problemy z lokalizacją źródła dźwięku. Już kilka razy "zgubił się" kilkanaście metrów od nas! Jak się zapomni i "zawącha" to zaczyna nas szuka w panice... Woła go się, a on się nerwowo rozgląda i biega w prawo, lewo, nic nie widzi, zaczyna kłusować na oślep z powrotem po naszych śladach i niknie na horyzoncie w kierunku domu nie reagując na wołanie... Za chwilę (chyba o dobiegnięciu całej trasy do osiedla i z powrotem) wraca po śladach znajduje nas i się strasznie cieszy ... totalny obłęd. Pies mi biegnie rzut kamieniem ode mnie, wołam go, a on przyspiesza i biegnie w innym kierunku - ewidentnie rozglądając się i nas szukając... I tym razem nie są to takie ucieczki jak na początku, ze biegł za jakimś zapachem ignorując wołanie... On autentycznie nie jest w stanie nas zlokalizować! Lepiej mu idzie po zmroku - namierza się na latarkę i jest OK, nie gubi się... Hmmm... A poniżej Yoda na spacerze z koleżankami :P [IMG]http://i49.tinypic.com/1gnjgx.jpg[/IMG] [IMG]http://www.dogomania.pl/forum/image/png;base64,iVBORw0KGgoAAAANSUhEUgAAABYAAAAUCAYAAACJfM0wAAAABHNCSVQICAgIfAhkiAAAAAlwSFlzAAAK8AAACvABQqw0mAAAAB90RVh0U29mdHdhcmUATWFjcm9tZWRpYSBGaXJld29ya3MgOLVo0ngAAAAWdEVYdENyZWF0aW9uIFRpbWUAMDQvMDQvMDhrK9wWAAACLklEQVQ4jbXUP0wTcRQH8O/9ekdjkT8CUqpee00bRyNNmSRSV0PcJJoQg2i6ODTExEUHg04OaNSppqtCjQ4ukDSKSuLUwcm4NNZcQYsIGtD+u/f7MZSWXltqo/Ul7/JL7u7z3r3fLye53e5xj8ejoYWRSCSSstfr1YLBYHcr4XA4rMmMMciy3EoXjDHIjDEoivL/4fefrP1P3nYEvqzLajOIo8fQz5/cfH3cnVttCM8udQaODBxQFx44Ye9h4HxvdGWtgMlbSXV2SQoMHf0RNcGSJJlmvPLdos7fdyIWL+D5myx+ZwwUDAIRh2EU1wYRFItA6FwvIjdcGJr4qFYakiSBlTavlABwsJth7mUWmSyBOAfnAkQE4gKccxBx/MoYmHmcxuH+NgAwGQ03j3NeRjjnoGqcC/zcIgghAMBkNISJuKlbEy4EaKdoKerC5nNMxQdlgVx+t0siKhYQovwV1rbdtyoNxlhxxoqilBMA0uuES6Pt6NqP2hHsoDarhJuXD2F5NV/uuJR1T4XLzvTJ25/VyHUnzgzba0YkKq6pdB4T00m47EyvPhU1M54asy3ee5o55bvwQQWAr/PHMBfbQGhGrykCANqARZ8asy3+ccYjg/K3kcF9UQAYvrJ29dmrDUxHlnOxu72P+rpYrq5eFU39K649TCF0tnPB0WdtCt2z48rQHIp+8XTHu9ET7alm0aY6fnFHjda98a/w3wZjDJLP5xv3+/1aK+F4PJ7cBm32CUNiyI2GAAAAAElFTkSuQmCC[/IMG] Skarmianie ( w tle Mafia kontynuuje trening chodzenia na 2 łapach) :P [IMG]http://i46.tinypic.com/xcn9t4.jpg[/IMG] A tutaj Yoda uczy się korzystania z internetu :D [IMG]http://i46.tinypic.com/4ftn6a.jpg[/IMG]
-
Taaa, i jest jak zwykle... Akutol - dla mnie - 17 zł Espree - dla pieska - 51 zł :hmmmm: Czy ktoś mnie tu znowu nie robi w ... hmmm... Jak przeliczyłem kiedyś puszeczki kocie (po chyba 10 zł) na kilogramy, to mi wyszło, że koszt kilograma tej puszki jest wielokrotnie wyższy niż najdroższego mięsa :mad: Tam chyba są trufle w kawiorze ... :diabloti:
-
Głupie zadrapanie po pazurze - na powitanie (specjalistką od tego jest Kajman :evil_lol:) potrafi się paprać kilka dni. Ja przemywam woda utlenioną aż przestanie krwawić, osuszam i spryskuje Akutolem. Następnego dnia już nie pamiętam o skaleczeniu ... Jedyny minus - miejsce natryśnięte mocno się brudzi. Aby nie było wielkiej ciemnej plamy przez kilka dni aż sie "plaster" zetrze - należy albo zetrzeć nadmiar wokół skaleczenia, albo .. natryskiwać przez "szablon" :eviltong: Bierzesz papierowy ręcznik/papier toaletowy/inne wyrywasz dziurę pożądanego kształtu, przykładasz do skaleczenie i na to tryskasz Akutolem :eviltong: Przy okazji taki "opatrunek" jest wodoodporny i można sie normalnie myć jak już zaschnie.
-
To jest wynalazek, którego ludzką wersje sam często używam - kiedyś był to Hemostin, ale chyba już nie produkują, mam więc Akutol. Taki przepuszczalny plastik" w sprayu tworzący ochronny "naskórek". Dezynfekuje, nieco tamuje krew, zwiera brzegi rany - trochę jak plaster, izoluje od infekcji, przyspiesza gojenie itd. Ten dla psów ma podobne działanie, ale ma dodatek arniki działającej przeciwbólowo + gorzkie zioła aby zniechęcić do wylizywania. Nazy[SIZE=2]wa się[/SIZE][SIZE=1][SIZE=2] [/SIZE]Espree Natural Bandage-Naturalny bandaż w żelu [/SIZE]i jest w sprayu. Link - [URL]http://www.czterylapki.pl/pies/zdrowie_i_higiena/inne/espree_natural_bandagenaturalny_bandaz_w_zelu,p1724739521[/URL]
-
[quote name='Doginka']M@d ciekawi mnie, czy sobie też byś zrobił takie ciach ciach z uśmiechem na ustach?:hmmmm:[/QUOTE] To zależy od sytuacji. Gdybym miał w perspektywie (z absolutną pewnością) do końca życia żyć bez kobiety, to czemu nie?:hmmmm: Po co podlegać popędowi, którego nie sposób zaspokoić? Ryzykować bez sensu raka prostaty itd :evil_lol: Np. utrata wzroku, to straszna sprawa, ale gdyby przyszło mi żyć do końca życia w absolutnej ciemności, to co za różnica, czy mam oczy, czy ich nie mam? Co do niekastrowanego psa, to albo nigdy nie spotka suczki (chyba, że są tu jacyś chętni dostarczać mixowi suczki), albo jakąś w okolicy wywęszy i albo zrobi jej kilka ślicznych kundelków, które trafią do schroniska i będziecie je ogłaszać, albo spotka silniejsza konkurencję i wróci poraniony, a może poleci gdzieś daleko i słuch po nim zaginie... Biorę psy ze schroniska, ale tyle ile mogę, kolejnych kilkunastu, czy kilkudziesięciu, które Yoda mógłby spłodzić przez lata nie dam rady ... :razz: Już raz poszedł sam na wycieczkę, podszedł do psa, który jest dominujący i chodzi na smyczy i wrócił pogryziony (na szczęście lekko - miał fart, bo rzecz była z Akitą), potem jak pisałem chwycił za kark łagodnego psa. Ma krótką i śliską sierść i miękkie uszy i testowałem w sklepie kilka kagańców, 2 kupiłem i mimo zaciskania na dorobione dziurki, każdy ściąga. Opcja - chodzi wiecznie na smyczy, bo ja nie będę go puszczał, żeby się z jakimś psem pogryzł! Będzie szczęśliwszy? Wątpię! Życie składa się z kompromisów. Wybieramy zwykle z konieczności nie rozwiązania idealne, ale takie które są "mniejszym złem". Mój kot też jest wykastrowany, a na działkach gdzie domek mają rodzice koty nie są "maltretowane" i pozbawiane istotnych dla ich przyjemności organów. Skutek - co roku rozmnaża się ich ponad 30 (a w każdym razie tyle przeżywa pierwsze tygodnie) i potem jest akcja wyłapywania i wywożenia do schroniska... Ja nie zamierzam dokładać swojej cegiełki" do rozmnażania bezpańskich i niechcianych zwierząt. :roll: A czy "z uśmiechem", czy bez uśmiechu, to chyba dla psa różnicy nie robi? Skoro decyzję podjęliśmy już dawno, że nasze zwierzęta nie będą się rozmnażały i konsekwentnie albo bierzemy sterylizowane, albo sami to robimy (za niemała kasę i u najlepszych dostępnych specjalistów) to nie będę rozpaczał nad tym co postanowiliśmy. Przy okazji innych decyzji, dotyczących mnie samego też nie rozpaczam, tylko przyjmuję je z humorem, choćbym wcale nie miał ochoty na to co za sobą niosą ... Przy okazji kastracji Yoda miał usuwaną jakąś narośl na boku, jak się okazało to nie cysta ale zmiana nowotworowa, (podobno nie złośliwa, ale taka, która mogła się w przyszłości "zezłośliwić"), więc i tak musiał iść na operację i pod narkozę... A co do operacji, to poszedł do bardzo dobrego chirurga. Operację miał ok 20.00, a około północy chodził (także na górę) i szukał kotka ... Chłopak niestety bez problemu wchodzi po schodach ( w zasadzie to codziennie go tam nosi)... [IMG]http://i49.tinypic.com/33p8ys8.jpg[/IMG] BTW- chyba już zrozumiał, że nie sika się w domu, bo popuścił tylko kilka kropel, a jak już dał radę wstać, to pobiegł do ogrodu i sikał ponad minutę... Zaczyna być "honorowy" podobnie jak Lump. Dzisiaj normalnie biegał na spacerze. Żeby nie wylizywał zakupiliśmy mu "opatrunek w płynie" przyspieszający gojenie, zabezpieczający przed infekcją i gorzki w smaku dla powstrzymania lizania.
-
Niedługo się trochę uspokoi ... :razz: W czwartek robimy mu ..... CIACH, CIACH! :diabloti:
-
No i Yoda się doigrał! W weekend spotkaliśmy zaprzyjaźnionego Goldena - Maxa. Max jest przesympatycznym, łagodnym i wiecznie rozbrykanym psem, ale chyba jest w nim coś "pierdołowatego", bo inne psy mają podobno tendencje do gryzienia go, a nawet Lump jako JEDYNEGO psa w historii próbował "zdominować" włażąc na niego od tyłu ... W weekend podbiegł do nas Max, został pogłaskany, Yoda go powąchał i chciał wejść a niego od tyłu. Max go zignorował i podbiegł do nas, a wtedy Yoda skoczył, chwycił go za fałdę na grzbiecie i docisnął do ziemi :crazyeye: No i Yoda chodzi w kagańcu! Dostał taki skórzany. To znaczy na razie to nie tyle chodzi, co się tarza i ociera :diabloti: próbując go ściągnąć lub wybłagać u nas zdjęcie... Na razie był pierwszy spacer i pod koniec trochę pobiegał, ale nie oddala się zbytnio. Zobaczymy co będzie na następnych - może się przyzwyczai ...
-
Tak też napisałem :lol: . Wszystko zależy od konkretnych warunków i indywidualnego podejścia. Nie rozpatywałem Twojego podejścia w kategoriach egoizmu - Twoje Tymczasy są ... tymczasowo :evil_lol: i jak znajdą dom to i tak będą się musiały przyzwyczajać do innych warunków. Ja mam psa na stałe i muszę go przyzwyczaić do zastanych warunków i dograć się z nim już na całe jego życie. :razz: Jakiś czas chodził tylko na smyczy, ale teraz musi zacząć się pilnować, a nie da się wyrobić nawyku pilnowania mając psa na smyczy. .Najlepiej byłoby w klasyczny sposób z linka, jak pisałem, nawet ją kupiłem dla niego i próbowałem, ale wyszło na to, że to raczej w jego przypadku stanowi większe zagrożenie niż zabezpieczenie :mad: Trochę nerwów nas to będzie kosztowało, ale mam nadzieję, że zaprocentuje w przyszłości i Yoda zacznie się "zachowywać". :evil_lol: Nasz Beksa, którego mieliśmy od szczeniaka, przez całe życie, jak był na smyczy (a mieszkał w centrum i na smyczy był 90% czasu) to wyłączał myślenia ("jestem na smyczy niech oni mnie pilnują"). Bez smyczy się pilnował i rozglądał. Na smyczy trzeba było go wywlekać spod kół samochodów, bo idąc chodnikiem na fleksie nagle potrafił za jakimś zapachem skręcić w stronę jezdni i wlazłby pod koła gdyby go nie szarpnąć... Klapki na oczy i wióra... :roll:
-
U nas nie ma prawa nikt z dwururką się szwendać, więc to zagrożenie odpada. Co nie zmienia faktu, że stres jest... Jest to jednak sytuacja w pewien sposób zbliżona do sytuacji rodziców, których dziecko zaczyna chodzić do szkoły. Wielu sześciu-siedmiolatków chodzi do szkoły samodzielnie i samodzielnie z niej wraca. Bywa, że chodzi wiele kilometrów. Jeżeli rodzice pracują i nie ma kto z nim chodzić, to alternatywa byłoby nie posyłać dziecka do szkoły – bo to ryzykowne. Zawsze jest jakieś ryzyko! Lump się nie oddalał, a raz omal nie zginął 4 metry ode mnie pod rozpędzonym quadem, który wypadł na nas skręcając z prostopadłej (BTW mnie również omal nie potrącił...). Mafia kiedyś. pobiegła za koniem i mogła zostać stratowana na moich oczach. Niebezpieczeństwo nie jest tylko związane z „ucieczką”. Można prowadzać psa na smyczy i nie zauważyć, że wciągnie coś co go zabije, albo jak w przypadki Beksy – całe życie chodził na smyczy w mieście (bo niebezpiecznie) a zabiła go wada wątroby w wieku 4,5 roku ... Wracając do Yody – niektóre standardowe metody treningowe (np. 10 m linki) nie wchodzą w grę. To dobre dla młodego domowego pieska, który generalnie trzyma się w pobliżu, a tylko trzeba go nauczyć komendy „do mnie”. Yoda to ok. 4 letni, dorosły, pies łańcuchowy, całe poprzednie życie „samodzielny”, nie znający komend i na początku nie rozumiejący potrzeby ciągłe trzymania się Państwa. Jeżeli pies kreci się wokół Państwa, to 10 m linki wystarczy, aby podejść i nadepnąć. A Yoda potrafi odpalić po prostej i zniknąć na horyzoncie w lesie. Nie dogonię go, a ze 100 m nie nadepnę linki. Spacery z linką kończyły się tym, że w końcu była używana jako długa smycz, żeby z nią nie uciekł do lasu i się gdzieś tam w gęstwinie nie zaplątał!!! Wolę już czekać na psa, który pobiegł do lasu bez linki (licząc, że jak się wyhasa, to znajdzie drogę do domu), niż z linką, która ten powrót może mu uniemożliwić! Opcja prowadzania psa całe życie na smyczy/lince (szczególnie gdy są warunki do spuszczenia i pozostałe w tym czasie biegają luzem) jest dla mnie nie akceptowalna. Po pierwsze w razie uwolnienia się nastąpi syndrom „zerwania z łańcucha” – piszesz, o niepokoju z powodu 5-7 minut, a ja się cieszę :D , bo pierwsze 2 razy to poszedł w tango i raz ok. pół godziny, raz ponad 1,5 godziny go nie było ... TO BYŁ STRES! :D Teraz z każdym samodzielnym wyjściem okresy nieobecności są coraz krótsze, a liczba powrotów i podbiegnięcia do nas jest coraz większa. Yoda zobaczył, że spuszczenie nie jest jakimś ewenementem, a przybiegnięcie nie kończy się schwytaniem i zapięciem na smycz, no i mamy system motywacyjny - za przybiegnięcie można dostać kawałek parówki :P Psy (w większości) wiedzą „z której strony bułka jest masłem posmarowana”, więc jak gdzieś jest im dobrze, to starają się tego nie stracić :D Moje podejście ma też pewien osobisty wątek – w dzieciństwie chroniono mnie przez niebezpieczeństwami i moi rówieśnicy biegali, wdrapywali się na drzewa etc, a ja wychodziłem na spacer za rączkę z babcią :/ Dzięki! Po takich doświadczeniach rozumiem lepiej hasło „Libertad o Muerte!” :D Dlatego też staram się znaleźć pewien kompromis pomiędzy bezpieczeństwem a wolnością. Mafia nas już nieco uodporniła, bo ona też w pierwszych miesiącach znikała na WIĘKSZOŚĆ czasu spaceru w lesie! Yoda się już teraz lepiej pilnuje niż Mafia po 3 miesiącach! A tak w ogóle, to czy np. kot jest mądrzejszy od psa? Ma mniej wrogów? Więcej szczęścia? Jest „odwoływalny”? No w czym jest lepszy? A Kamyk od małego wychodzi z domu i czasem całe dnie go nie ma! Czy nie może „zaginąć”? No to może powinienem ogrodzić mu przestrzeń w domu, atak aby nie mógł wyjść jak nas nie ma, a potem wyprowadzać go na smyczy :D Każdy ma swój próg akceptowalnego ryzyka i trochę jak z gustami trudno zwartościować czyja koncepcja „lepsza”. Tu wchodzą jeszcze indywidualne warunki (np. mieszkając w centrum miasta nie puściłbym Yody luzem). Nie ma spaceru bez ryzyka (nawet będąc na smyczy może zostać pogryziony/zagryziony, zjeść truciznę, zostać przejechany na pasach, ugryziony przez kleszcza i w konsekwencji umrzeć, zarazić się śmiertelną chorobą poprzez kontakt z wydzielinami innego psa itd. itp. ........... To co ? Trzymać w domu? Tez niebezpiecznie! Wczoraj Yoda wytrącił jej zupę mojej żonie z ręki, szklane naczynie się rozbiło, a Yora (Kajman też ... :/ ) rzucił się do wyżerania zupy z podłogi z tej mieszaniny klusek rosołu i szkła! Szybko wygoniliśmy psy z kuchni i posprzątaliśmy, ale teraz muszę obserwować kał, czy aby na pewno czegoś nie wciągnął! Więc w domu też niebezpiecznie :D Mógłbym psa zamknąć w złotej klatce i byłby bezpieczny, choć wątpię czy szczęśliwy :P Dzisiaj na wieczornym zaliczył 10 minutowe spóźnienie, bo jak już kończyliśmy spacer to się gdzieś wybrał... Musiałem na niego czekać, przyleciał zziajany. Poniósł konsekwencje, bo nie było głaskania wieczornego. Yoda "walił skruchę", dokonał samoukarania - położył się nie na łóżku, tylko na dywanie przy łóżku... Włóczył się smętnie za nami u układał u stóp. Może coś dociera do zakutego łba :D Zobaczymy co zmaluje jutro. Zapory na razie są skuteczne i już nie robi "wizyt" u sąsiadów...
-
Zapory w sobotę postawione, na razie skutkują :) Choć próby trwają ... :P Wczoraj 4 razy został spuszczony luzem. Ujmując lotniczym językiem ma tyle samo startów co lądowań (4/4), czyli sukces - za każdym razem wróciliśmy z psem! Wczoraj tak się zmachał, że zwinął się na kanapie i poszedł spać ... Dzisiaj już 6/6 :) Najdłuższy czas nieobecności ok. 5-7 minut. Dzisiaj mu trochę żona traumatyzowała "ucieczkę" i poszła na skrzyżowaniu w inna stronę niż zwykle... Jak ją znalazł zziajany to do końca spaceru nie oddalał się dalej niż w zasięgu wzroku :P Największy problem to to, że wprawdzie zwykle jest "w pobliżu", ale na razie brak możliwości odwołania... Z rzadka reaguje na wołania, choć sam przychodzi dość często. Aha - zapomniałem wspomnieć, że w piątek 3 razy był u sąsiadów ...
-
@ Saththa - huśtawka jest artefaktem pozostawionym przez poprzedniego właściciel, który miał 2 dzieci. Istnieje sobie bo mi się nie chce wspinać na 4 metry na drzewo, żeby ją odczepić :D Co do min to fakt! Po nadepnięciu na minę może go wywiać za ogrodzenie (a przynajmniej większość jego osoby) i do tego zmieni się po tym nie do poznania na tyle, że obroża może nie dać się założyć! :diabloti: Hmmm.... No to chyba z pola minowego zrezygnuję! :eviltong: @ Litterka, palety leża na ziemi i nieznacznie tylko podwyższają możliwość skoku, więc raczej nie. Ale kto go tam wie? Po ostatnich 3 dniach za nic już nie ręczę :P @ Malawszka - kto go tam wie? Może kiełbaska otrzymana podczas pierwszej wizyty była wyjątkowo dobrej jakości i liczy na kolejny pyszny poczęstunek? Może żarcie kota sąsiadów gdzieś zlokalizował (o ile jakieś wystawiają obecnie na zewnątrz, choć wątpię, bo kot teraz przeważnie siedzi w domu)? Może wychowywał się z dziećmi,a sąsiedzi mają dwie dziewczynki i w Yodzie może jakiś sentyment się odezwał? Nie mam pojęcia! Co do wyrzucenia, to nie ma szans - u nas psy dostają "dożywocie". Wytrzymaliśmy pół roku demolki Mafii, to wytrzymamy i to. No chyba, ze taki pies wykazywałby jakieś ekstremalne zachowania np. zagrażające życiu lub zdrowiu naszemu lub naszych rezydentów... Wtedy musielibyśmy się niestety rozstać ... Mafia przez wiele miesięcy szarpała nam nerwy zwiewaniem do lasu i powracaniem pod koniec spaceru. Kajman jak się przestraszył to wiał w las i wracał po furtkę, tylko Lump się zawsze pilnował. Zatem największe niebezpieczeństwo, to, że go "zgubimy", bo nie zamierzamy skazać psa na wieczne chodzenie na smyczy. Trenujemy z nim na zamkniętym terenie i na tym terenie ładnie się pilnuje i przychodzi na wołanie. Nawet zaczął już trochę reagować na wibracje obroży! (poziom wibracji 75/100). Niestety na nieogrodzonym dostaje głupawki i na nic nie reaguje. Wieczorem na razie nie ryzykujemy, ale w weekendy w dzień będzie spuszczany. Ma adresówkę przy obroży i wie jak wrócić ... Zgodnie z nasza filozofią życie psa ciągle na smyczy bez wybiegania się, to nie życie... Liczymy, ze po kilku wycieczkach i puszczaniu go coraz częściej luzem, sprawa mu spowszednieje (jak Mafii) i zacznie się pilnować. Ten pierwszy okres będzie oczywiście krytyczny i obarczony pewnym ryzykiem, ale w promieniu kilku kilometrów nie ma ruchliwych ulic, wiec miejmy nadzieję, że nie narobi głupot. Niestety ciągłe trzymanie na smyczy to błędne koło, bo im więcej na smyczy, tym większy "ciąg" na ucieczkę i dłuższe nie wracanie w celu maksymalizacji przyjemności z wolności! Psy sąsiadów chodzą wiecznie na smyczy i jak im się uda czasem bryknąć, to włóczą się do oporu czasem cały dzień... Chodzą ciągle na smyczy - bo uciekają, uciekają - bo chodzą ciągle na smyczy ... Nie podjęliśmy tylko decyzji, czy przed spuszczeniem zakładać mu kaganiec, czy nie. Z punktu widzenia prawa i ew. "skarg" powinien mieć kaganiec, ale on nie jest w żaden sposób agresywny, a w kagańcu jest bezbronny i jak go dopadnie jakiś bardziej agresywny bez smyczy i kagańca, to może być źle ... A widzę, że psy wiedza, że ten w kagańcu jest bezbronny! Kajman warczy i "straszy" suczkę syna sąsiadki jak ta jest w kagańcu (bi żre co popadnie na spacerach). A jak suczka jest bez kagańca, to Kajman siedzi cicho i omija ją szerokim łukiem... Z innej strony w kagańcu mógłby być mniej "wyrywny" do samotnych wędrówek ... Jak wy sadzicie - zakładać czy nie? Problem jeszcze w tym, że po założeniu kagańca "szaleje" próbując go zdjąć i pewnie mu się po jakimś czasie walki z kagańcem może udać ... no i w kagańcu nie ma spaceru, bo pies tylko ryje nosem w ziemi i łapami próbuje go sobie ściągnąć!
-
Taaa... No więc dzisiaj wróciliśmy do domu, kratki podwyższające nienaruszone, pies w domu, sąsiedzi nic nie mówili. Wszystko OK. Obiad, spacer, głaskanie na kanapie etc. Wstaliśmy z kanapy, żona pod prysznic, jak do kompa, 5 minut później dzwonek do drzwi. Patrzę ... sąsiadka... No i sąsiadka melduje, ze mój pies dzisiaj przeszedł do nich... eeee... A kiedy? - pytam. A .. teraz jest u nich ... ....eee... To nie możliwe, właśnie leży na kanapie! Idę pokazać, a psa nie ma ! W ogródku też! Biorę smycz. Idę do nich ... a tam .... przed szybą balkonową stoi Yoda, cieszy ryja i wachluje ogonem ...... Inspekcja konstrukcji ogrodzenia wykazała, że odgiął siatkę na dole. Przystawiłem ją teraz paletami po brykietach i belkami drewna, może na jutro wystarczy.... Teraz to wygląda tak ... 1 -siatka 2 - kratki 3 - palety i belki [IMG]http://i48.tinypic.com/2w36sg2.jpg[/IMG] W sobotę kopie rowy przeciwczołgowe, wilcze doły i zaminuję teren. Siatkę pod prąd i oplote drutem kolczastym, a z desek zbuduję wieżyczkę z reflektorem i działkiem Gatlinga sterowanym komputerowo ... Ściągnąłem wzór umocnień stosowanych na granicy w Północnej Korei, może się sprawdzi i tutaj! :D
-
Jak już pisałem, odcinek ogrodzenia sforsowany przez Yodę został obudowany druga warstwą siatki (przed tujami, dodatkowymi linkami podwyższającymi to ogrodzenie do ok 1,70 wykorzystując aspekt, ze co innego skok z pomiędzy krzaków na d siatka na pusty trawnik, a co innego skok nad siatka w gęstwinę krzaków. No i wczoraj sąsiad nie dzwonił, wracamy i SUKCES!, Yoda w domu, inspekcja ogrodzenia nie wykazała śladów prób podkopu (czego się obawiałem.. Yodę wygłaskaliśmy i pochwaliliśmy za wzorowe zachowanie! Wieczorem poszedłem przeprosić sąsiadów za poprzednie ekscesy Yody i umówić się na weekend, bo z ich strony ogródka będzie mi łatwiej podejść do ogrodzenia i zbudować "zasieki". Poinformowałem sąsiadów o planach i wyraziłem nadzieje, że ta tymczasowa konstrukcja do soboty skutecznie powstrzyma Yode od wizyt. Na co sąsiedzi mi odpowiedzieli ... - Ależ on dzisiaj u nas był w ogródku! - .........................eeeee..........eeeee.........że co proszę? .............. iiii......co?.......jak?.........eeeeeee.... ???? - No tak, rano! A o której Państwo wyszli do pracy, bo to chyba zaraz po tym... - No 7.10 - Aaaa... no bo on był 7.15... - I co? - I nic. Pochodził sobie, poniuchał. Nie zareagowaliśmy po za pierwszym razem, to był przestraszony i skomlił po płotem, a teraz wyluzowany z ogonem do góry przechadzał się i dobrze bawił ... - Eeee ... i co potem? - Potem? Po pół godzinie znudziło mu się i przeskoczył z powrotem do waszego ogródka ... - Eeeeeeeeee?............ - To ja bardzo przepraszam... coś spróbuję jeszcze wymyśleć! - A, nie ma problemu, agresji nie wykazuje ... No i tak to było. Wykonałem nocna robotę i pozastawiałem tam jeszcze prowizorycznie do wysokości prawie 2 metrów, niestety konstrukcja słabowita, więc jak desperat skoczy do góry to powyżej metra da radę staranować kratki i się przedrze ... Liczę, na to, że już sobie powąchał, a za drugim razem już mu nikt nie dał kiełbasy, wiec motywacja może mu spadnie ... No cóż... niedawno skończyłem prace, idę do domu i niedługo się okaże :) Trochę się boje co będzie, bo on jest skoczny, co już wcześniej kilka razy udowodnił, ale to już inne zaległe historyjki (czekające w kolejce na opisanie...)
-
Aaaa i jeszcze jedno! Dzisiaj musiałem zwolnić się z pracy i prowadzić prace budowlane ... Jak dochodziłem do pracy, to zadzwonił sąsiad, że ... nasz "nowy piesek" wpadł do niego z wizytą do ogródka! no i odprowadzili go za kiełbaską do mnie do mojego ogródka "od frontu"... Tam też jest niskie ogrodzenie, wiec popędziłem do domu aby gdzieś dalej nie powędrował! Na szczęście zwinął się w kłębek przy ogrodzeniu i spał... Ja mam taki mały odcinek gdzie nie ma drewnianego płotu 1,80m tylko zwykła siatkę wysokości 1 m, ale gęsto zarośniętą tujami. Żadne psy do tej pory nie próbowały tego forsować, a Yoda zrobił to już w 2 tygodniu pobytu :? Obudowałem ten odcinek prowizorycznie dodatkową siatką i po południu kupiłem elementy do prac w weekend w celu podwyższenia tego odcinka ogrodzenia ...
-
Taa... mistrz samowolki :) Pochodziliśmy trochę na ten zamknięty teren i Yoda się starał pilnować. No i żona mu zawierzyła w sobotę na porannym spacerze i ... tyle go widzieli :/ Przez trochę się pilnował, a potem podjął jakiś trop i poooooooszeeeeedł! Obudziła mnie, wziąłem samochód i zacząłem krążyć po lesie zrywając gardło przez okno ... Niestety bez rezultatu. Po 1,5 godziny żona wróciła na chwilę do domu, a tu ... Yoda grzecznie siedzi pod furtką! Ja jeździłem po lesie żona warowała pod furtką, która wychodzimy, a on musiał zapamiętać jak na pierwszy spacer celowo poprowadziłem go przez szlaban na około osiedla, wychodząc z założenia, że coś takiego może mieć miejsce i żeby znał drogę do nas pod furtkę z pominięciem dróg jemu samemu niedostępnych (zamknięta furtka od osiedla)... Kupiłem więc 10 m linki i trenujemy "do mnie" [IMG]http://i46.tinypic.com/1z69oxx.jpg[/IMG] Niestety z miernym rezultatem. Po przydepnięciu linki przychodzi, a mimo setek powtórzeń, bez nadepnięcia ani rusz! No i linka jest dobra do treningu psa, który jakośtam kręci się w okolicy, a jak mi się skończy 10 m linki, a on odpali w długą, to już mam pozamiatane... No przecież mu nie zaczepię bębna z 300 m linki :D Nie mam takiego na kabel telefoniczny jak uczepili w którymś z odcinków Szarikowi :P No i boję się, że bez linki jak zniknie w lesie to wróci, a z linką gdzieś się zaczepi i będzie tragedia ! Ale wprowadziłem rozwiązanie racjonalizatorskie! Zainstalowałem Yodzie organiczną smycz (bo elektroniczna obroża na razie zawiodła). I Yoda zaczął reagować na "do mnie" :D Teraz woła się "do mnie" Kajman złączony z Yodą jedną smyczą zawraca i Yoda czując szarpnięcie też zawraca :D Może tak - ucząc się na przykładzie wreszcie zacznie reagować ...?
-
Taaa nie tylko kabel od tostera, ale i przedłużacz przy nim będący ściągnął z blatu ... Na szczęście gniazdka ze ściany nie wyrwał :) A wczoraj oczywiście też trochę rozrabiał! Cwaniak rozbierał zapory przeciwczołgowe ... eee ... znaczy przeciwpsowe... Z sukcesem! Zrobiłem zaporę aby nie mógł wchodzić na schody, gdzie stoi miska kota – od lat tak stoi i była bezpieczna, bo nieliscy strome „kacze” schody, a w tym roku zrobiliśmy remont i wymieniliśmy je na „normalne”, no i okazuje się, ze on z takimi schodami radzi sobie bez problemu :/ Zastawione było płytą przystawioną paczkami z brykietem do kominka, a wczoraj wszystko to rozebrał, wlazł na schody i wyżarł kotu z miski. Przy okazji ja zrzucił i zostały ślady, że doszło do scysji z Kajmanem dotyczącej prawdopodobnie podziału rozsypanego łupu. Corpus delicti stanowił ponad metrowej długości obfity ślad sików na środku podłogi, co z praktyki wskazuje na sikającego ze strachu/poddaństwa Kajmana... Ona tak ma (takie szczeniakowate poddańcze sikanie) jak chce okazać uległość to zasuwa brzuchem po ziemi zostawiając mokry ślad za sobą :D W związku z powyższym wczoraj zostały zbudowane nowe, lepsze zapory. Zobaczymy czy po powrocie będę miał jeszcze schody, czy wyrwał zapory razem ze stopniami, do których zostały przymocowane linką ... Piesek okazuje się być zdolnym i nieustraszonym akrobatą (ciekawość i brak strachu to jego charakterystyczne cechy). Jak kot chodził po płocie, (a Yoda zaczyna okazywać coraz większe, ale przyjacielskie zainteresowanie kotem) to on wszedł na krzesło ogrodowe stojące przy płocie i stanął na nim tylnymi łapami tak, że przednimi oparł się o górną krawędź 2 metrowego płotu po której szedł kot! Generalnie rzecz biorąc cieszy to, że Yoda może nie zaznał bliskości z człowiekiem, ale też nie zaznał raczej przemocy, bo nie ma w nim lęku. Moje obie suczki przemocy zaznały i mimo długiego pobytu u nas, jak np. sprzątam i idę z mopem, to na widok kija w ręku człowieka mafia wysyła CS-y (oblizuje się, ziewa), a Kajman zmyka i omija mnie łukiem poza zasięgiem „kija”... A Yoda nie! Yoda śmiało podchodzi i obwąchuje „kij”. UPDATE Wczoraj zaczęliśmy testowania puszczania Yody luzem. Wieczorem poszliśmy na taki niezbyt duży teren ogrodzony ze wszystkich stron i puściliśmy go luzem. Oczywiście pognał wąchać nowy teren i ani się obejrzał ... W związku z powyższym została wdrożona (wypraktykowana już na innych psach) procedura traumatyzowania braku koncentracji na właścicielu. Procedura odbywa się wedle schematu „ ooo... piesek się nie pilnował i piesek się zgubił! I co teraz będzie z pieskiem?” :P Skoro piesek się nie ogląda, to państwo pieska stanęli sobie z boczku w nieco zasłoniętym miejscu i pozwolili pieskowi robić co chce obserwując go dyskretnie z daleka... Sprawdzaliśmy po jakim czasie piesek zaczyna orientować się, że właścicieli nie ma w pobliżu oraz zaczęliśmy w kontrolowanych warunkach wyrabiać u niego odruch pilnowania się poprzez wzbudzanie strachu przed zgubieniem się. O dziwo już po około minucie wąchania Yoda nagle przerwał swe interesujące zajęcie i zaczął nerwowo się rozglądać ;D A tu ... ciemno, chłodno, głodno, pusto i ... państwa nie ma w zasięgu wzroku!!! :P Odpalił galop i zaczął biegać prawo, lewo, węsząc przy tym intensywnie z nosem przy ziemi (Cwaniak! Nie biega na oślep w panice!). Cofnął się do miejsca gdzie się rozstaliśmy i po chwili nas wytropił! Wielce się ucieszył (chyba nas lubi... albo lubi naszą miskę... :D ). Oczywiście wynik testu może być nieco zafałszowany, bo teren nie był wielki i ogrodzony, więc czas zorientowania się, że nas nie ma w przypadku braku ograniczenia terenu może być dłuższy. Update. Dzisiaj testowo spuściliśmy go ze smyczy na spacerze. Trochę pobiegał koło nas, a potem dał z kamasza w las i tyle go widzieliśmy :/ Odprowadziliśmy suczki do domu, wziąłem rower i pojechałem go szukać. Daleko nie ujechałem, bo Yoda czekał przy furtce osiedla :D Po drodze jednak tuż przy furtce (tuz przed moim nadejściem) spotkał psa na smyczy (w typie Akita), który nie lubi innych psów. Niestety podszedł do niego ufnie i się zakotłowało. Ma kilka zadrapań naskórka (więc Akita chyba nie jest aż tak bojowy i bardziej straszy (może ma uraz do psów) niż ma mordercze zapędy... Chyba Yoda jeszcze sobie na smyczy po chodzi ...
-
No więc nasz „interesujący przypadek” otwiera się coraz szybciej i mamy już praktycznie pewność, że ... słyszy! W domu jest z nim już normalny kontakt, powoli zaczyna reagować na swoje imię, nawiązuje kontakt wzrokowy, zaczyna reagować na cmokanie jako sygnał do skoncentrowania na nas uwagi. Straszna przytulanka jest z niego, pcha się do przytulania, głaskania i pokazuje ciągle brzuszek do głaskania :D Niestety jak wyjdzie to głuchnie i nie reaguje na nic, biega i wacha i nic innego go ni obchodzi (no chyba, że pomachać przed pyskiem jakimś smaczkiem, to na czas konsumpcji można skupić jego uwagę – na jedzeniu .....) Wczoraj był jego pierwszy dzień całego dnia pobytu w domu bez nas. Trochę narozrabiał, ale bardziej niechcący niż celowo. Na blacie w kuchni był koszyczek z winogronami i piesula postanowił się pożywić, więc wlazł łapami na blat i ściągnął sobie koszyczek, przy okazji wywracając wazon z kwiatami, zrzucając toster na podłogę i parę innych drobiazgów. Część winogron została zjedzona, ale więcej poroznosiły pieski po domu ... Teraz już nic jadalnego na blatach nie ma, zobaczymy co dzisiaj wymyśli :)
-
[quote name='Saththa']On z Was normalnie wariata robi :lol:[/QUOTE] Taaa... dochodzimy do tego samego wniosku! Pracujemy ze smaczkami i ... coraz częściej reaguje na sygnały dźwiękowe! On chyba po prostu tyle czasu był bez interakcji z ludźmi, że po prostu nie rozumie, że ktoś czegoś od niego chce i że próbuje zwrócić jego uwagę! Aaaa... i piesio zaczyna się "zadomawiać", choć w niezbyt nam odpowiadającym kierunku ... :eviltong: Dzisiaj trochę pogonił za kotem, szczeknął kilka razy przy ogrodzeniu i ... zaczyna warczeć na Carmen vel Kajman próbując nie wpuszczać jej na kanapę ... Czyli zemsta za jej warczenie i nie wpuszczanie :roll: Konsekwentnie i sprawiedliwie, najpierw ona dostawała za to opieprz, a teraz on dostał :P Nie będziemy tolerować wzajemnego zganiania się z kanapy ...
-
Mamy coraz więcej podejrzeń, że Yoda jednak słyszy ( a przynajmniej trochę słyszy). Co któryś raz reaguje na cmokanie, a na kanapie 3 razy z rzędu bezbłędnie wykonał komendę "łapa". Oczywiście wszystko może być zbiegiem okoliczności, ale zmieniamy taktykę i będziemy z nim pracować dwutorowo - gestami i słowami, bo byłoby głupio nauczyć go tylko gestów, a potem odkryć, że jednak słyszy :D Chłopak powolutku się "otwiera" i zaczyna rozumieć, że ktoś wchodzi z nim w interakcję... Niewyobrażalne wprost jak dalece ten pies uznaje świat zewnętrzny za niedotyczący jego osoby. Wczoraj przemyliśmy mu skórę woda z odrobiną octu, włącznie z brzuchem i okolicami intymnymi, a ona stał i nawet nie odwrócił głowy, żeby popatrzeć co mu robią.... Trenujemy też z obrożą wibracyjną. Jak mój telefon zawibruje a w pobliżu są suczki, to jest ogólne poruszenie, odskakiwanie, obwąchiwanie itd. Jemu założyłem na szyję obrożę wibracyjną, włączyłem wibracje i ... ZERO reakcji! Podkręcam stopniowo, doszedłem już do 30 poziomu (ze 100), wibracja tak 2 krotnie przekracza już to co daje z siebie standardowy telefon i ... NIC! Brak jakiejkolwiek rekcji na bodźce! Z drugiej strony łazi za nami, nieśmiało doprasza się głaskania, pokazuje brzuszek do głaskania na kanapie, przytula się i UCZY! Już nie pcha się do kuchni jak robimy posiłki, tylko robi siad tam gdzie mu wskazaliśmy i czeka! I to wbrew ogromnym emocjom, bo jak idziemy z jego miską, to skacze w powietrze i nas "obtańcowuje" z radości! Doprawdy pies pełen sprzeczności i zagadek ...
-
No on z Lumpem kontaktuje się przez MOC! Zaczął się już nawet układać w ulubionych miejscach Lumpa :) Dzisiaj przyszła obroża wibracyjna i potwierdziła tylko, że ten pies to stoik. Ze stoickim spokojem zniósł założenie obroży z pudełkiem na szyję, (a że ma słabe plastikowe uszko (obroża a nie Yoda :), to ze stoickim spokojem zniósł założenie szelek Lumpa). W domu (żeby nic nie rozpraszało) włączyliśmy wibrację i ... NIC! Stoik stwierdził "ten telefon nie jest do mnie" ... Podobnie jak nie reaguje na pukanie palcem w tyłek, po prostu idzie i nie zwraca uwagi na ŻADNE bodźce! To znaczy jest JEDEN bodziec wyzwalający żywiołową reakcję - ręka z jedzeniem :) No ale nie od razu Kraków zbudowano, pracujemy i będziemy pracowali! Na razie mamy drobne, ale znaczące sukcesy - szczególnie jak na te 2 dni pobytu! 1) opanował gest na "siad" 2) opanował korzystanie z przejść na ogródek (I co się cieszycie? No problem - takie dziury do budy to ja miałem całe życie opanowane!) 3) zaczął patrzeć w oczy i nie łazi już z łbem wpatrzonym w glebę 4) zaczął zwracać na nas uwagę na spacerze - oglądać się (poszło pół torby Froliców w nagrodę za każde zwrócenie na nas uwagi :D ) Aha! I okazało się , że umie szczekać! Co prawda tylko z frustracji, że kot wlazł na lodówkę i nie chce dać się powąchać i tylko 1 szczek, ale widać potrafi!
-
@ Fides79 - no jakieś takie mamy "szczęście", że psy, które chcemy adoptować natychmiast znajdują domki ... :eviltong: @ Saththa - suczkę która miała być na miejscu Carmen adoptowała wolontariuszka, która się nią opiekowała i ją znalazła i przywiozła do schronu. Jak usłyszała, że ma być adoptowana i zniknie z jej życia, to namówiła rodzinę i ją wzięli! @ Eria - witaj, stado się powiększyło, to będzie o czym pisać, bo Carmen to zwykle bawi się z Mafią i mało tematów daje. ;-) @ Malawaszka - No widzisz, świat jest mały, a Twoja stronka ze sznaucerami do adopcji już od kilku miesięcy jest przez nas obserwowana. :lol: Niestety, a może na szczęście (dla Yody) Morgana sprzątnięto nam sprzed nosa w ostatniej chwili :razz: Yoda został wzięty z małego schroniska w Szczytach koło Działoszyna (woj. łódzkie) Yoda (vel Szczerbul a może dumniej ... Szczerbiec ? :evil_lol:)- bo ma złamany jeden kieł) ma już zamówioną obrożę wibracyjną, będziemy z nim trenować zwracanie uwagi na właściciela na sygnał wibracyjny. Bez tego nie sposób spuścić go ze smyczy, bo (przynajmniej na razie) jak się zajmie wąchaniem, to nie zwraca na nas uwagi i idzie sobie nie reagując na nic. Spuściłem go raz na długiej lince, to musiałem kłusować za nim, bo sobie po prostu poszedł za swoimi sprawami i w ogóle się nawet nie obejrzał na nas... Zobaczymy jak się to sprawdzi. Będzie numer jak on słyszy, tylko nie zwraca uwagi :eviltong: W ostateczności czeka nas wycieczka do Olsztyna, bo tam podobno maja sprzęt do diagnostyki słuchu u psów. Yoda jest wielką tajemnicą! Bo czasem reaguje tak jakby coś słyszał, ale przeważnie wykazuje brak reakcji na bodźce (wszelkie - słuchowe, wzrokowe, dotykowe ...) Na szczęście mega reakcje wywołuje każdy kawałek żarcia, wiec o motywację do nauki nie musimy się martwić, co najwyżej o całość palców, bo rzuca się na ręce z żarciem z takim kłapnięciem, że chyba kupie sobie takie rycerskie rękawice z metalu :diabloti: Jutro sprawdzam czy naprawdę nie słyszy, będę go wołał nowym imieniem i podawał smaka, jak po tym nie zareaguje, to chyba rzeczywiście jest głuchy. Na razie leczymy mu uszy bo ma je zaatakowane i wyciągamy jakieś syfy. Był już u dr Lenarcika. Specjalnie nic mu nie dolega, poza alergią skórną po pchłach (dlatego został ostrzyżony krótko przy skórze. Ma też jakiegoś guza na skórze, ale to chyba tylko cysta. Ma też podwójny "wilczy pazur" na jednej łapie (wyrasta w 2 strony). Zobaczymy co powie chirurg, bo Yoda jest nie kastrowany i za jakiś czas pozbawimy go "klejnotów", a przy okazji cysty i może da się coś zrobić z tym pazurem... Skórkę na jajkach ma odparzoną, ale skoro ma iść do kastracji, to niewielki problem ... Skóra cała powinna przed zimą "odetchnąć" i odrośnie mu nowa sierść. On jest taki trochę czarno-srebrny. Zobaczymy jaki jest jak już odrośnie. :lol:
-
Z tego wszystkiego nie powitałem wszystkich, którzy tu zajrzeli :oops:, więc z opóźnieniem witam i pozdrawiam. BTW - Saththa, to nie pierwszy raz - przy Carmen/Kajman też się raz tak zdarzyło ;) Wracając do Yody, to ja już nie wiem, czy on nie słyszy, czy też do tego stopnia jest zamknięty w sobie, bo analogicznie należałoby uznać, że jest także niewidomy i pozbawiony czucia ... Czasem macham mu przed nosem, a on przechodzi nie reagując, stukam go w tyłek, a ten idzie dalej i nie reaguje ... Z drugiej strony pcha się do głaskania, chodzi za nami, przytula się ... Jest niezwykle "pokorny", co utrudnia kontakt, bo ze wszystkich sił unika kontaktu wzrokowego! jak zbliża się do człowieka, to łeb spuszczony, oczy wbite w ziemię itp. A jak biorę go pod brodę i podnoszę łeb aby na mnie spojrzał, to wyrywa się i odwraca łeb i wzrok... Dużo z nim pracuje i już jest TROCHĘ lepiej. Na razie pracuję z nim z założeniem, że jest głuchy i pracujemy gestami. On uczyć się chce i mamy już pewne postępy. W ciągu 2 dni opanował już gest "siad". Z nim chyba w życiu nikt nie pracował, ona ma szramę po łańcuchu, wiec życie spędził pewnie przy budzie. W schronisku oceniano go na 2 lata, ale w ocenie naszego weta ma ok. 4 lat. "Burek" z niego jest pełną gębą - aktualnie oduczamy go zasikiwania rogów pokoi w mieszkaniu :mad:. Na szczęście wydaje się, ze mu "zależy" i postępy są widoczne. Oduczamy go tez brania żarcia razem z ręka aż do łokcia ... :diabloti:
-
Adopcja Yody wiąże się z szeregiem niewytłumaczalnych przypadków... Otóż sporo przed naszym planowanym wyjazdem, po którym planowaliśmy adopcję przeglądaliśmy portale i znaleźliśmy Falko, postanowiliśmy, że jak nie znajdzie domu, to po urlopie znajdzie go u nas - wkrótce został adoptowany. Przed urlopem znaleźliśmy Homera, odwiedziliśmy go na Paluchu (był tam od stycznia), postanowiliśmy za tydzień ( po powrocie go adoptować), w sobotę byliśmy go adoptować, a tu w piątek już go ktoś adoptował! No wracamy ze schroniska i to dzwonimy w sobotę po Morgana, dowiadujemy się, że ktoś jedzie go obejrzeć. 3 godziny później - adoptowany ... :-o Ktoś uwierzy w tyle "przypadków" ??? :razz: