-
Posts
3216 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
1
Everything posted by Grażyna49
-
Aguniu,mój pan mąż jest bardzo rozpuszczony a to z racji tego,że tylko go mam na weekend. Mimo wszystko psy zawsze były na pierwszym miejscu. Chyba już się do tego przyzwyczaił. Poza tym u nas sunie są członkami rodziny/podobnie jak u Ciebie/,więc jak tu nie dbać o maleństwa.? Miłość psia jest niesamowita.Jak jestem w szpitalu,a kilka razy do roku mi się zdarza,sunie pod bramą leżą i z trudnością na noc do domku wracają. Jak wracam ze szpitala,to co najmniej 2 dni na krok mnie nie odstępują,nawet jedzonko jest wtedy nie ważne. Ech ,rozczuliłam się. Przepraszam za zaśmiecanie wątku Homerka :kiss_2:
-
Ale fajna niespodzianka. Zobaczcie , na tym zdjęciu już jest normalny,Rudaskowy błysk w oczkach. Te śmiejące się oczka najlepiej świadczą,że znalazł swoje miejsce na ziemi wśród kochających ludzi. Bardzo,bardzo serdecznie dziękuję nowym opiekunom za taki wspaniały domek. Dziewczynki niech się nie martwią,serduszko Rudaska wszystkich zmieści..
-
Święta prawda. Moja mama po operacji nowotworu krtani,żyła jeszcze 12 lat. Lekarze po operacji dawali jej maksymalnie 3 miesiące. Nawet nie chcieli zaordynować koniecznych w takim przypadku inhalacji,bo stwierdzili,że nie ma co chorej męczyć. Silna wola życia jest ważniejsza niż działania medyków. No i przeciwnie,jesli ktoś nie chce walczyć nawet najlepsze medykamenty nie pomogą.
-
Fluidy pozytywne ślę,żeby wszystko udało się załatwić. Mizianka dla Szerloka i reszty ogonków zostawiam.
-
Cudne zdjęcie. To będzie "strasznie groźny pies" ,pożre każdego wroga :megagrin: Wspaniałych domków im zyczę.
-
Tiiiiaaaa,kiedyś mój małżonek zajrzał do lodówki i z radością mówi:oooo galaretkę z nóżek zrobiłaś,tylko następnym razem mniej marchewki daj. To był czas kiedy moja ukochana Torunia szczeniaczkiem będąc dostawała galaretki na dobry rozwój kości. Niestety smakiem musiał się obejść,bo wiadomo dla szczeniaczka bez soli,więc niesmaczne dla ludzia :megagrin: miziam psiaczki i do zadań spadam.
-
Ja podobnie uważam. Człowiek powinien żyć dokąd może sam koło siebie wszystko zrobić. Jestem za eutanazją na własne życzenie. Nie wyobrażam sobie leżenia w mękach czekając na uwolnienie.
-
Mnie się wydaje,że Homerek jeszcze w swoje szczęście nie uwierzył. Przecież nawet jak niewiele widzi to czuje i słyszy,że jest dobrze przez przybrane rodzeństwo traktowany. Nie musi walczyć o michę a nawet ma podtykane smakołyki. Nie wiadomo co się w jego maleńkim mózgu dzieje,może myśli ,że to sen,może myśli,że do nieba już się dostał....... Chwilkę musi potrwać,żeby zrozumiał,że to jest jego prawdziwy domek ,taki na zawsze.
-
Zaglądam czy są nowe wieści u Rudaska. Uznaję,że brak wiadomości to dobra wiadomość,więc tylko mizianka zostawiam i pędzę dalej.
-
Cieszę się ,że na coś się przydałam. A to ci pech nie dość,że" ostatniego kontaktu" to jeszcze kierownik. To macie sprawę utrudnioną ,no bo jak zmieniać z kierownika na pracownika? Wiesz,przychodnię też można zmienić,byle w tej samej kasie chorych. Nawet u siebie w przychodni możesz mamę leczyć /tak przykładowo/,tylko musisz się z jednej przychodni wyrejestrować a w drugiej zarejestrować.
-
Irenko,współczuję Ci bardzo. Podobnie jak poprzedniczki polecała bym zmianę lekarza,lub udanie się na rozmowę do kierownika przychodni. Można jeszcze wziąć skierowanie do szpitala i tam sprawę przedstawić. Szpitale wcale nie biorą chętnie na oddział chorych zwłaszcza z nowotworem. Możesz też poprosić o skierowanie do przychodni leczenia bólu .W Warszawie jest kilka n,p. na Rembielińskiej,w szpitalu Czerniakowskim. Ci lekarze mają uprawnienia do wydawania recept na leki ,których zwykły internista, pierwszego kontaktu, wydać nie może. Wydaje mi się,że tam bez problemu dostaniesz skierowanie do domowego hospicjum.
-
Dzień dobry. Z lekkim niepokojem zagladam do Homcia. Piszesz,że choroba straszna,czyli już jest zdiagnozowany przez Twoich wspaniałych wetów. Czy jest lekarstwo na tą chorobę? Mnie wprost przeraża znieczulica w schroniskach. Ja wiem,rozumiem,że ludzie tam pracujący nie mogą rozczulać się nad każdą istotką,bo by zwariowali. Nie mniej obowiązki do jakich są wyznaczeni powinni sumiennie wykonywać. Gdyby weci tam zatrudnieni porządnie pieski/kotki diagnozowali mniej by było tragedii spowodowanych złym leczeniem lub całkowitym zaniechaniem leczenia. Pozdrawiam serdecznie . Dla Pomidorci i Homcia moc życzeń szybkiego powrotu do zdrówka a dla pozostałych mizianka i głaski.
-
Irenko,rozmawiałam z mężem. Podobno w Castoramie są płyty wodoodporne grubości 1 cm podobne do drewna Ceny nie pamięta,bo dosyć dawno kupował. Wydaje mi się,że to jakiś mężczyzna powinien obejrzeć i coś tam na miejscu wymyślić. Po pierwsze czy da radę szybę z drzwi wymontować,żeby w to miejsce płytę włożyć. Mąż coś mi tłumaczył,że w środku pod plastikiem jest aluminiowa rama w drzwiach balkonowych. Więcej nic nie zrozumiałam.
-
Też się nie znam na tego rodzaju drzwiczkach :look3: Bardzo mi się podobają te różne z powyższego postu. Tylko ....może najpierw w jakiś sposób przetestować czy psiurki zechcą się nauczyć korzystać z wahadłowych drzwi? Wiesz czasami trudna sprawa. Ja w drugim pokoju zlikwidowałam okno i wstawiłam drzwi balkonowe/te na wprost bramy/. Tora bez problemu przez nie wchodziła i wychodziła. Rasti do tej pory nawet przy otwartych ,stoi jak przy ścianie i kroku nie da do przodu. Stojąc w otwartych drzwiach balkonowych ,leci do drzwi wejściowych żeby wyjść na zewnątrz :siara: