-
Posts
1529 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Saskja
-
Zakochałam się :loveu: :loveu: :loveu: :loveu: w Irenie. Zawsze kochałam wilczarze, ale teraz to strzał Amora prosto między komory :loveu: :loveu: :loveu: Gosia, to pierwsze zdjecie jest niezwykłe. Najpierw spojrzałam tak przelotnie, bo jednocześsnie patrzyłam na Jacusia, żeby mi nie spadł z kolan, i myślałam, że to... grzbiet jakiegoś zwierza, a potem... że może tapczan pokryty jakąś cudnie miękką narzutą...
-
O rany, czujemy się zobowiązane, nie możemy zawieść kciukotrzymaczy, a to nas bardzo deprymuje. Chyba damy radę, co? :cool3:
-
Ha, Jacuś mówi ostatnio niemało, ale nie było mowy o wystawie, raczej o kupkach i siuśkach w pampersie, jedzeniu, spaniu i takich tam... Muszę podjąć ten temat :-) Mnie się dziś nawet śniło, że Jacuś nie chce współpracować i w związku z tym że biorę go w nosidełko i biegam z nim po ringu. Nawet we śnie opracowałam jakąś metodę wkładania nosidełka bez niczyjej pomocy (bo normalnie to do tego trzeba dwóch osób, niestety), ale gdy sie obudziłam, nie mogłam sobie przypomnieć, jak to szło. Muszę zaraz wziąć nosidło i zdać się na podświadomość, ona to pewnie gdzieś przechowała w zakamarkach pamięci :lol: Dziś na spacerowym treningu Joko biegała po raz pierwszy z łebkiem w górze, była cudna! :loveu: Oby jutro tak pobiegła.
-
A kto wie, pewnie chętnie by to zrobiła:lol:. Ona jest naprawdę bardzo opiekuńcza, w stosunku do ludzkiego szczenięcia też właśnie Saskja przejawia najwięcej miłości.:loveu: O, Twój post mnie przeskoczył. Ja widzę 9 albo 10...
-
Raaanyjulek! Trzymam kciuki za mamuśkę! Pewnie byś już chciała Honey, żeby zaczęła z wolna hamować, co? :evil_lol:
-
Oj, kiedy ja ostatnio byłam w Kościeliskiej i okolicach... W przyszłym tygodniu minie chyba jakieś 100 lat... ależ zazdraszczam :placz:
-
Ja tak w sensie, że nieznajomi sami. Nic nie mam do Czechów :lol: A jaki piękny język mają :lol:
-
Gratulacje! "Okaz urody i wdzięku"! Hm, żeby tak o mnie kiedyś ktoś powiedział. No, a jeśli już nie o mnie, to o moich psicach chociaż... :evil_lol: [COLOR=silver]Idę sobie zrobić maseczkę błotną (z Morza Martwego). Może to pomoże...[/COLOR]
-
Podpytam mojego chłopa, braliśmy w zeszłym roku, to może jeszcze przynajmniej niektóre jego spostrzeżenia będa aktualne. My wzięlismy we frankach szwajcarskich i potem przyszedł kryzys, frank bardzo podskoczył - tak więc załamka. Dopóki bierzemy kolejne transze, to nie jest tak źle, ale gdy zaczniemy spłacac, zrobi sie ponuro. Chyba że frank spadnie, na co liczymy. Jednoczesnie z nami brał kredyt znajomy matematyk, taki skrupulatny do bólu. Jest to jedyny znany mi człowiek, który biorąc kredyt przeczytał co do literki papiery bankowe (kilkadziesiąt stron!!!), zanim podpisał. No i ten znajomy przeanalizował oferty wielu banków, i w końcu wyliczył, przeliczył i obliczył, że i tak najkorzystniej w naszym poczciwym PKO BP. Więc i my tam wzięliśmy.
-
Do Legnicy. Jeśli będzie pogoda dla Jacusia, czyli "a w sam raz".
-
Piękne zdjęcia! Jura to mój ukochany kawałek Polski, za czasów studenckich zdarzało mi się spać pod gwiazdami w Olsztynie, w Ogrodzieńcu, gdzieś między Mirowem a Bobolicami, a jak padało, to w jaskiniach. No a [B]kwiatuszku[/B] jak tam moje kciuki? :mad: Długo jeszcze mam trzymać? Ścierpły mi... Jacuś by już chciał kolegę albo koleżankę :evil_lol:
-
Tebusa, bardzo dobrze, że zgłosiłaś Cynamona na światówkę, gdyby nie Jacuś, też bym pojechała z moimi paskudami, a co tam, nawet jeśli się nie wygra, to trzeba nasze barwy godnie reprezentować :lol: A poza tym, na pewno wygracie :lol:
-
No, nareszcie Jacuś pospał na tyle długo, że mogłam sobie pooglądać Akirę. Cudna mordziacha :loveu: Fajnie, że się wystawiacie w Irlandii. A korzystając z tego, że zapewne jestes obeznana z anglojęzyczną terminologią wystawową, zapytam - co znaczy, gdy po wystawie ktoś określa, że jego pies byl Runner Up BIS albo BOB itd.? To znaczy, że przystąpil do porównania, czy może że miał miejsce tuż za zwycięzcą?
-
Piękne zdjęcia z tym wilczarzem.:loveu: A taka makaronowa dynia to jak powstała? Skrzyżowano dynię z panem makaronem czy co? Ja sobie w ogóle nie mogę wyobrazić, co tam jest w środku.
-
Niestety, fotorelacji nie będzie. Przepraszam. Plan jest taki, że pojedziemy, jeśli nie będzie upału ani deszczu. Krzysiek będzie jeździł wózkiem zawierajacym Jacusia jak najdalej ode mnie, bo jeśli usłyszę płacz, to już po ptokach, nerwy, no i plamy na bluzce :oops: Tak więc będę sama z przerażoną debiutantką (ona się bardzo boi szczekających psów, traktujemy więc tę wystawę jako element socjalizacji), nawet nie małabym komu dać aparatu do potrzymania na czas oceny. Liczyłam na to, że będzie ktoś ze znajomych, ale niestety, niemal sami Czesi. Nikogo nie znam :shake:
-
Sylwia, to Fortek nie robi koopy? Tylko go odsikujesz i odsikujesz.. :evil_lol: A z tym kredytem to co byś chciała wiedzieć?
-
[quote name='Honey']Mamusia wyglada prawie jak jej siostra, jakby nigdy dzieci nie miala :lol: :loveu: Ach, gdyby to u ludzi tez tak bylo :cool3: [/quote] Ale nie do mnie to alibi, mam nadzieję :lol: [SIZE=1](to "alibi" jest z dowcipu o Jasiu, jakby co).[/SIZE]
-
Ale to musi być fajnie na takim obozie. Wyobrażam sobie, że była kupa beztroskiego śmiechu i sporo wysiłku. Zazdraszczam.
-
A czy to oznacza, że będzie w Polsce hodowla podenców?
-
Imprezki nie było żadnej, no co Wy, my spokojni ludzie jesteśmy, a krewni-i-znajomi-Królika i tak wszyscy na urlopach. Tak więc małż zjadł ciacho na budowie, a ja w domu, a Jacuś patrzył, a Joko wylizała, jak już pisałam, nieco kremu z blachy, a Saskja i Grzanka zjadały okruszki. Mam jeszcze trochę okrawków - to, co się nieco przypaliło :diabloti: Nie wyrzuciłam jeszcze, bo się zastanawiam, czy to sie nadaje na kompost.
-
Jaki tam tort, nie żaden tort, takie sobie ciasto z galaretką. Joko wspięła sie na stół oczywiście i machnęła jęzorem trochę kremu karpatkowego, gdy już był na cieście, ale nikomu o tym nie powiedziałam. A co tam, zje się, i tak nas wylizuje, to już wszelkie jej bakteryje znamy i posiadamy. :diabloti: Ciasto bezalkoholowe jest. Rumu nie mogę, likieru nie mogę, nawet piwa nie mogę. Taki los :lol: A co do "ymynynowego" ciasta, to kiedyś stoooo lat temu były jakieś takie dowcipy, kompletnie ich nie pamiętam, ale od czasu ich usłyszenia w mojej rodzinie mówi się na imieniny "ymynyny" (to było coś o ymynynach babuni, może znacie?), a na trzesienie ziemi "zięzienie ziemi". Nie mogę sobie przypomnieć, skąd to pochodzi.
-
Hoooooney, jeeeeju, jakie cuuuudne te koniska. Oba dwa! :loveu: :loveu::loveu::loveu: Gonek - termin "wąskoryjowatość" w odniesieniu do charta powinien wejść do oficjalnej terminologii kynologicznej :megagrin:
-
Figę, nie pośledzilam sobie stronek żadnych, bo internet znów padł. Teraz przez chwilę jest, ale pewnie padnie wkrótce. Muszę jeszcze pośledzić strony o kuchenkach, bo chłop mi każe wybrać - gazowa, ceramiczna czy indukcyjna, a ja w tych sprawach jestem tak samo ciemna jak w żywoplotach. :oops: A teraz pędzę ciasto ymynynowe mężu robić :lol:
-
Super! W takim razie zdejmuję go ze strony i oby mu się wiodło jak najlepiej :loveu:
-
Już go wsadziłam do mnie. Oby się ktoś prędko znalazł.