-
Posts
2330 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by BeataG
-
Aha, no i to zależy też od Marty, czy ona nie ma kogoś na 19.
-
My się wybieramy, jeśli tylko uda nam się przebrnąć przez ten śnieg. I mnie osobiście godzina jest obojętna, tylko jak na 19, to najpóźniej o 18.15 muszę to wiedzieć, bo jak później to już nie dotrę na czas.
-
Ja dawałam puszki Animondy, jak mój pies miał zapalenie krtani i musiał jeść miękkie, a mnie się gotować nie chciało - i oboje byliśmy z tej karmy bardzo zadowoleni. :loveu:
-
No cóż, jak kupowaliśmy rękawy, to zostaliśmy poinformowani, że po Nowym Roku ceny pójdą w górę. Pisałyśmy o tym z ayshe w naszym temacie szkoleniowym. :roll:
-
Ja na razie nie będę zamawiać, jestem obkupiona po uszy, a kasy niet. Ale za jakieś 2 tygodnie będzie zamawiać Kenzie z belgowej, więc przekażcie mu zamówienia i kasę przez Martę.
-
[quote name='ayshe']no i wlasnie sie w tobie zakochalam:loveu:[/quote] Mówisz? :evil_lol: To proszę mnie łaskawie powiedzieć, co mam zabrać, a raczej czego mogę nie zabierać. :cool3:
-
[quote name='ayshe']wermuta dzisiaj nie bedzie:-( .[/quote] Kurna, no jak tak płaczesz z tego powodu, to może spróbuję się przywlec, bo za robotę w tym stanie i tak się nie wezmę. Właśnie wzięłam trzeci ibuprom zatoki.
-
Hmmm, no właśnie, ten wzrost. Powiem szczerze, że byłam zdziwiona, jak przeczytałam, że wzorcowy wzrost onka to tylko 60 - 65 cm. Sądziłam, że ten wzorcowy wzrost jest wyższy niż u belgów (60 - 66 cm). A myślałam tak dlatego, że mój Wermut jest właśnie w tej górnej granicy - ma 66 cm - i jako żywo onki spotykane na ulicy są od niego wyższe. Ba - niektóre są wyższe nawet od Emila (a Emil ma 69 cm w kłębie).
-
Taaa, skąd ja to znam, widzę, że przez 20 lat nic się nie zmieniło. Dokładnie 19 lat temu miałam zapalenie płuc, 40 stopni gorączki, musiałam sama pofatygować się do przychodni, bo pogotowie to tylko do wypadków, a w przychodni 1 lekarz, więc nie może zostawić pacjentów, żeby do mnie przyjechać. I też zostałam odesłana do domu, chociaż pani doktor świetnie wiedziała, że mieszkam sama na 5 piętrze bez windy. Dobrze, że miałam przyjaciół, którzy leki kupili i co jakiś czas coś do jedzenia podrzucali. No ale z psem musiałam wychodzić już sama - środek zimy, kilkanaście stopni mrozu. No bo skoro jestem w domu, to przecież nie będę psa do kogoś oddawać, a 3 razy dziennie raczej nikt nie będzie do mnie latał. Dodatkowej rozrywki dostarczył mi pracodawca - byłam wtedy świeżo upieczoną nauczycielką i od pani dyrektor usłyszałam "zwolnienie zwolnieniem, ale przecież musi pani wystawić oceny na półrocze, nikt tego za panią nie może zrobić". Zamroczona gorączką jakoś nie wpadłam na to, że powinni mi te dzienniki przywieźć do domu. Pojechałam do szkoły i z powrotem taksówką, bo telepanie się godzinę w 1 stronę autobusami przy moim stanie nie wchodziło w rachubę - na drugi koniec Warszawy, z nauczycielskiej pensji...
-
[quote name='KOT I MYSZ']Beata G Tobie to dobrze:cool3:[/quote] Taaaa, do czasu, aż gnój sobie coś uszkodzi przy tych niekontrolowanych poślizgach. :mad:
-
Aha i jeszcze dodam - są ludzie, którzy kupują peta za znacznie wyższą cenę niż pies zgodny ze wzorcem (i mają pełną świadomość, że generalnie onki są tańsze, ale wydaje im się, że kupują coś super hiper, co jest warte tej wyższej ceny), potem dowiadują się, że zostali nabici w butelkę i mają pretensje, że zostali oszukani. To jest ta głupota i naiwność nie podlegająca ochronie sądowej.
-
[quote name='Cortina']hmmm to sie ma do mnie? jezeli tak to dosc obrazliwe. kazdy ma swoj jakis kaprys jedni chca onka uzytka inni belga a jeszcze inni donka i glupota jest cokolwiek z tego nazywac glupota:roll:[/quote] [B]Cortina[/B], rany boskie, Ty też masz jakieś kompleksy? Czytaj uważnie - napisałaś, że kupiłaś donka za normalną cenę, chociaż to pet. Ja na to, że chcącemu nie dzieje się krzywda. AM, się zdziwiła, że napisałam "normalnej" skoro donki są sprzedawane po cenie znacznie wyższej niż onki zgodne ze wzorcem. Ja jej na to, że to odnosiło się do Twojego posta, bo Ty zapłaciłaś normalną cenę. Chciałaś, zapłaciłaś i ok. Tu się skończyło moje odwoływanie się do Twojego posta. Dalej odwołałam się do posta AM i tej znacznie wyższej ceny. Znowu powtórzyłam, że chcącemu nie dzieje się krzywda. I dodałam w odniesieniu do tego kupowania za znacznie wyższą cenę, że głupota i naiwność nie podlegają ochronie sądowej. Nie uważam, że głupotą jest kupowanie onka użytka, donka, belga czy jakiegokolwiek innego psa. Nie uważam, że głupotą jest kupowanie peta za cenę psa zgodnego ze wzorcem. Uważam natomiast, że [B]głupotą jest płacenie za peta znacznie wyższej ceny niż za psa zgodnego ze wzorcem[/B]. Bo to jest po prostu odwrócenie wartości to raz, a dwa - działanie na szkodę rasy. Bo jak będą ludzie gotowi dać znacznie więcej za peta, to takie pety będą świadomym produktem, zamiast - tak jak powinno być - przypadkowym "wypadkiem przy pracy" hodowcy. Mam nadzieję, że teraz rozumiesz, bardziej łopatologicznie nie potrafię.
-
Oczywiście, że idealny jest tylko wzorzec. I w przypadku wad, które nie są określone jako dyskwalifikujące, jeden sędzia obniży ocenę, inny nie da lokaty, jeszcze inny nie da tytułu, a jeszcze inny da psu wszystko. Ale nie w przypadku wady dyskwalifikującej. Tak jak zostanie zdyskwalifikowany pies z 1 jądrem (w każdej rasie), pies z klapniętymi uszami tam, gdzie wzorzec przewiduje uszy stojące, tak samo zostanie zdyskwalifikowany owczarek niemiecki z długim włosem. I kropka. Po prostu dla określonych ras określone wady na tyle ważą, że wykluczają takiego psa z hodowli. A w przypadku drobnych odstępstw od wzorca, które nie są wadami dyskwalifikującymi - przecież to nie jeden sędzia decyduje o dopuszczeniu psa do hodowli - jeśli 1 sędzia da ocenę bardzo dobrą, a 10 doskonałe, to nie ma się czym przejmować. Ale jeśli byłoby odwrotnie... no to ja osobiście nie jechałabym na kolejne wystawy, żeby tylko na siłę zrobić psu hodowlankę, pewnie zresztą nie pojechałabym nawet na te 10. Ale to ja - ja kompleksów nie mam, nie muszę się dowartościowywać za pomocą psa. Mam uroczego kundelka ze schroniska i mam belga. A belga kupiłam dlatego, że odpowiada mi charakter tej rasy, mamusi mojego szczeniaka i tego konkretnego "egzemplarza", który kupiłam. Choć mi na tym alsolutnie nie zależało (a może właśnie dlatego ;)) trafił mi się jednocześnie najbardziej "wystawowy" szczeniak z miotu. Ale gdyby miał wady dyskwalifikujące, to nie próbowałabym wszystkim dookoła wmówić, że tak nie jest, a wzorzec jest be. Po prostu robiłabym z nim to samo, co robię teraz, z tą różnicą, że nie wystawiałabym go. Przecież do licha - wystawy to kilkanaście dni w roku, a żyć z psem trzeba cały rok. Niech sobie ludzie kupują donki, jeśli takowe im się podobają, ale niech tę energię, którą teraz marnują na udowadnianie, że czarne jest białe, poświęcą na pracę z psem, a nie na dowartościowywanie się za jego pomocą i jego kosztem. :mad: :angryy:
-
[B]AM[/B], ja się odniosłam do tego, co napisała Cortina. A jeśli ktoś za psa z wadą dyskwalifikującą zgadza się zapłacić wyższą cenę niż za psa zgodnego ze wzorcem, to jeszcze raz powtórzę - "chcącemu nie dzieje się krzywda". No i mogę jeszcze dodać inny cytat, tym razem z wykładu prawa cywilnego mojej ukochanej Pani Profesor Elżbiety Skowrońskiej - "głupota i naiwność nie podlegają ochronie sądowej". :evil_lol:
-
Hehe, belga sobie spraw - żebyś widziała, jak pięknie dzisiaj Wermut wyfroterował klatkę schodową! Przeglądać się można jak w lustrze. ;) :evil_lol:
-
Umowa sprzedaży jest umową zawieraną przez 2 strony - sprzedającego i kupującego. Jeśli nie ma zgody co do przedmiotu umowy i ceny sprzedaży to nie ma umowy. Jeśli kupujący wie, że pies ma określoną wadę i przez to nie będzie nadawać się do hodowli, a mimo to zgadza się zapłacić za niego normalną cenę, to jego sprawa. Jest w prawie stara zasada wywodząca się jeszcze z prawa rzymskiego - "chcącemu nie dzieje się krzywda". :evil_lol:
-
Oj, zdziwiłabyś się, jak niektórzy mają. Mówię oczywiście o dobrych sędziach. A wzorzec nie jest dla laika. Bo to nie laik ma decydować, który pies się kwalifikuje do hodowli, tylko specjalista. I tam nie ma żadnego pola do interpretacji "na swój własny sposób". Bo w przeciwnym razie zamiast hodowli psów rasowych zrobi nam się produkcja kundelków od sasa do lasa. :angryy: Nie po to zostały stworzone rasy o określonych cechach eksterieru i charakteru, żeby teraz każdy mundry je sobie przerabiał na własne widzimisię. :mad: Rozmnażanie psów z wadami dyskwalifikującymi jest produkcją kundelków - które owszem są cudowne i kochane, ale są kundelkami. A jak ktoś ma problemy z poczuciem własnej wartości i musi się dowartościowywać twierdzeniem, że jego pies jest rasowy, to niech się wybierze do psychologa! :evil_lol:
-
Ja się odniosę tylko do tego fragmentu, bo co do reszty, to nawet szkoda sobie język (czy raczej palce) strzępić: [quote name='lisica'][COLOR=Red][COLOR=Black]P.s.Dla mnie bardziej nieetyczne od hodowania DON jest, operowanie zdrowego 7 mieś. psa, bo może mieć dysplazję(lekkie luzy w stawach)przez weta, którego, jak mi sie wydaje równiez obowiązuje przysiega Hipokratesa(doniosła mi o tym fakcie kolezanka, właścicielka podobno dysplatycznego psa, a po fakcie dr Siembieda odczytał fote, jako wolny od dysplazji, a fotka[/COLOR][/COLOR] zakwalifikowała psa do operacji w.g innego fachowca, podobno)[/quote] No to pogratulować koleżance ufności 5-letniego dziecka. :-( W życiu nie wyraziłabym zgody na operację psa na podstawie opinii jednego tylko lekarza. :angryy: No, może gdyby chodziło o operację ratującą życie, ale to też nie wchodzi w rachubę, bo w mojej lecznicy jest zawsze kilku lekarzy i wszelkie poważniejsze zabiegi są zawsze konsultowane.
-
A ja melduję, że nie wiem, czy dzisiaj będziemy. :-( Wpadłam w jakiś cholerny dołek i coś mi pierdyknęło w kolanie. :angryy: Na razie się posmarowałam końskim żelem i zobaczymy. Hihi, młody jak zobaczył słoiczek z żelem to spierniczył w najdalszy kąt i był bardzo zdziwiony, że to narzędzie tortur tym razem nie dla niego. :evil_lol:
-
Ja też mam to samo i też nic nie przyszło, a hasło akurat pamiętam, ale nawet oszukanie, że nie pamiętam, też nie pomogło.
-
[quote name='KOT I MYSZ']ciekawi mnie skąd przyszły pomysły na imiona dla Waszych ONów:razz: ?[/quote] Hmmm, moje wprawdzie nie onki, tylko mix i belg, ale mam nadzieję, że się nie obrazisz, że ja też odpowiem. ;) Emil miał być Bursztynem, bo ma bursztynowe oczy, a ja z dzieciństwa miło wspominam książkę "Puc, Bursztyn i goście". Ale w schonisku nazwali go Emil i ładnie już na to imię reagował, więc nie zmieniałam, bo nie mam nic przeciwko nadawaniu psom ludzkich imion - wręcz przeciwnie, moje poprzednie psy nazywały się Kuba, Bartek i Czarek, więc tradycja została zachowana. Co do Wermuta - hodowczyni pozwoliła nabywcom, żeby sami wybrali imiona dla swoich szczeniaczków, musiały tylko być na W. Kiedy zapisywałam się na szczeniaczka, nie wiedziałam jeszcze, jaka płeć mi przypadnie. Dla ewentualnej suczki wybrałam imię Weronika, w skrócie Wera, ale żadne męskie imię na W nie pasuje mi do psa. Więc sięgnęłam do mojej drugiej ulubionej "półki" z imionami dla psów - czyli do imion alkoholowych. I tak mój pies nazywa się rodowodowo Wermut, zdrobniale Wermi. Bardzo się cieszę, że mogłam sama wybrać imię rodowodowe dla swojego psa, bo nie chciałabym, żeby inaczej się nazywał "w papierach", a inaczej "po domowemu", a tak by pewnie było, gdyby to hodowca nadawał imiona, zwłaszcza gdyby wymyślił jakieś skomplikowane wieloczłonowe imię.
-
[quote name='Aga i Eto']a tak wogóle to gdzie jest Ayshe .. coś dawno jej nie było ? :cool1:[/quote] Spoko, żyje - wczoraj wieczorem widziałam się z nią na szkoleniu. :evil_lol: Po prostu Ayshe maksymalnie wykorzystuje niezłą pogodę na szkolenie psów - własnych i cudzych i nie ma czasu na siedzenie przed kompem.
-
Ja do moich psów gadam jak najęta i u mnie to akurat procentuje, bo psy dzięki temu wiele słów (nie tylko słowa-komendy) "rozumieją", tzn. kojarzą z określonymi przedmiotami, sytuacjami itp. Dwa przykłady: 1. Jechaliśmy kiedyś autobusem, pies z szytą łapą i widocznym opatrunkiem na niej. I jakaś pani do niego zagadała "co pieseczku, łapka cię boli?" On natychmiast popatrzył w kierunku chorej łapy. A to dlatego, że przedtem wiele razy ode mnie słyszał np. "chodź, wytrzemy, umyjemy, zabandażujemy łapkę" czy "no ja wiem, że boli, ale nie wolno lizać, zaraz zrobimy opatrunek i nie będzie boleć" etc. 2. Zamówiłam psu przez internet nową karmę, wyprostowałam się na krześle przy komputerze i powiedziałam "będziesz miał nowe jedzonko". No i pies natychmiast pobiegł w stronę kuchni. A to dlatego, że 2 razy dziennie słyszy "pieski dostaną jedzonko", "dam pieskom jedzonko", "idziemy do domu na jedzonko" itp. Oczywiście takich sytuacji jest znacznie więcej. Na szkoleniu do psa nie "nawijam", ale na zwykłych spacerach czy w domu jak najbardziej. I widzę, że psy wyłapują z tej mojej gadaniny słowa i zwroty, które znają i prawidłowo je kojarzą z określonymi sytuacjami czy zachowaniami.
-
Kinga, za kastrację mojego psa (dużego psa, ponad 30 kg), który był wnętrem, więc doszło szukanie schowanego jądra, do tego usuwanie kamienia nazębnego, antybiotyki i środki przeciwbólowe po operacji, kołnierz, zdjęcie szwów zapłaciłam łącznie 680 zł. I teraz wiem, że to było drogo, nawet jak na warunki warszawskie. Skoro Ciebie operacja kosztowała kilkukrotność 500 zł, to... :mad: :angryy:
-
Wiesz, do nauki wydaje mi się lepszy ten 0,65 kg, bo on ma szerokie boczki i nie da się go złapać inaczej niż prawidłowo - no, chyba że jest się Wermutem... :cool3: