Jump to content
Dogomania

kinga

Members
  • Posts

    5623
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by kinga

  1. [quote name='kaerjot']E tam, czepiacie się, a która z Was zaraz po przebudzeniu wygląda lepiej? [COLOR=#d3d3d3]Ja nie.[/COLOR][/QUOTE] Jezus Maria, kaerjot - Ty NAPRAWDĘ po przebudzeniu przypominasz naćpanego bernardyna? :crazyeye: Zdjęcie. Bardzo prosimy.
  2. Zaraz tam: szalone. A może jeszcze... Niedorozwinięte umysłowo? [URL=http://imageshack.us/photo/my-images/513/yeti49.jpg/][IMG]http://img513.imageshack.us/img513/833/yeti49.jpg[/IMG][/URL] Takie przygłupy, taaaak? [URL=http://imageshack.us/photo/my-images/802/yeti50.jpg/][IMG]http://img802.imageshack.us/img802/6505/yeti50.jpg[/IMG][/URL] .
  3. [quote name='brazowa1']Kingo,ksiązkę chcemy!!!! [B]jak jest o glupim labie,[/B]to chcemy o benkach poczytac. Yeti i ja...czy jakoś tam. Potem ekranizacja. [/QUOTE] a to może ja napiszę kolejną o głupim labie? :diabloti: BYł chyba kiedyś taki film Disneya "Mój przyjaciel Flipper". Czyli tytuł mam. Laba też. :p
  4. [quote name='ElzaMilicz']Co takiego ? :cool3: . [/QUOTE] Uderz w stół a nożyce....:siara::diabloti: Oj, bo co gadałam z Camarą, to zawsze miała jakiegoś berneńczyka bądź innego trójkolorowego gada na wydaniu :niewiem:. .
  5. Flipper nade wszystko kocha piłeczki ;-). dzisiaj rano dostał nową, taką tenisową, tylko dwukrotnie większą - omal mu pysk nie zwichnął się w zawiasach, jak ją dopadł i przechwycił. I taki był zachwycony nowym prezentem, ze nawet kupę robił z piłką w pysku - widok bezcenny ;-)
  6. WRESZCIE podhalanka. Camaro - z wyrazami szacunku pozostaję ;-) Śledzić będę i trzymać kciuki.
  7. [quote name='arabiansaneta']Niebieski lis też nie jest normalnie niebieski, a są koty niebieskie rosyjskie.[/QUOTE] O lisach niebieskich nie wiedziałam. Ale za to, dziecięciem będąc, miałam psa rasy: kerry BLUE terrier. Jako, że było to jedyne w moim życiu papierowe stworzenie, w rodowodzie pysznili się przodkowie w kolorach [I]"grafitowych"[/I] lub [I]"niebieskich"[/I]. Moja sucz wyłamała się z tej konwencji i wybarwiła na kolor jasnoszary, za co brutalnie, acz regularnie obniżano jej ocenę. A ponieważ rasa ta była jakiś czas temu dość popularna, na ringu paradowalo np. 7-8 czarnych psów, dumnie opisywanych jako [I]"grafitowe"[/I] oraz moja niemal biała suka, ktorej na otarcie łez wpisywali: [I]"srebrna".[/I] A potem sucz popełniła mezalians z pudlem, który mieszkał piętro nizej, i w ten sposób skończyła się moja przygoda z papierami oraz z kolorem BLUE.
  8. [quote name='Aimez_moi']Fajowe dziecko....195cm......:) .[/QUOTE] A propos dzieci. I ogłoszeń. Wczoraj wieczorową porą dostałam obszernego smsa, w drodze dedukcji wyszło mi, ze dotyczyć musiał Flippera. Brzmiał (pisownia i interpunkcja oryg.): [I]"jest jeszcze ten pies do oddania"[/I] uznałam, że szacunek dla samej siebie nie pozwala mi odpowiedzieć nawet zdawkowym: [I]"nie"[/I]. Dzisiaj z kolei telefon w sprawie labradora, [I]którego chce pani oddać, i jaka to wioska koło Koszalina, zeby przyjechać.[/I] Więc ja, kulturalnie rzecz jasna, mniej więcej w ten deseń, [I]że zanim dojdziemy do etapu wioski, to długa droga przed nami. [/I]No i co było do przewidzenia - pan chciał labradora dla dzieci, młodsza dziewczynka ma 3 lata. Wytłumaczyłam panu, że moje dwumetrowe dziecko Flipper przewrócił, oczywiście w dobrej wierze, i nadal miał z tego wielka uciechę - więc dzieci pana zadeptałby i rozniósł po całym domu, nawet tego nie zauważając. I że taki labrador, mój podrobiony czy prawdziwy - to moze być 40 kg żywej energicznej wagi, na co pan z opadniętą szczęką: - [I]- czterdzieści kilo - rany boskie. Co pani mówi... [/I] Szukam dwudzistoparolatków. Trzydziestolatków. Wysportowanych pięćdziesięciolatków. Bez małych dzieci (restrykcyjnie). Mile widziane dzieci nastolatki. Bez gospodarstw do pilnowania. Bez mylnych wyobrażeń rodem z lukrowanych reklam. Którzy szukają normalnego, wesołego i energicznego psa.
  9. szuwar - co prawda NIE JEST to Kot Niebieski, ino Kot Szary - ale za to ma przepięknie zakomponowane oczy pod kolor fug na kafelkach. i to go ratuje.
  10. [quote name='kaerjot']Kinga, ale o co chodzi? Widziałaś kiedyś damę w futrze, która sypia w oborze???[B] I to absolutnie trzeźwą damę!![/B]![/QUOTE] oj, nie wiem, kaerjot, nie wiem... jakbyś zobaczyła Yeti w realu, miałabyś nieodparte wrażenie, że jest ona w nieustannym ciągu. w drodze wyjątku na mega kacu.
  11. Nie ogarniam bernardynów, i kropka. Yeti, jako Nieplanowany Pies Tymczasowy, od początku zamieszkała w części budynku gospodarczego, na gwałt przystosowanego do nowego lokatora. Zawsze tymczasy trzymam w kojcu, ale wówczas - gdy ze schroniska miałam propozycję-nie-do-odrzucenia o zabraniu bernardyna, "bo zawsze pani pyta o bernardyny, i akurat mamy nowego" - kojec miałam zajęty, więc Yeti zamieszkała w budynku gosp. Z czasem jej status zmienił się z Psa Tymczasowego w Psa Na Stałe, a co za tym idzie - wprowadziła się do domu. Ale pozostało jej jedno głupie przyzwyczajenie. Ok północy zawsze budziła się, dyszała jak parowóz, patrząc na mnie błagalnie pt: "zaprowadź mnie do mojej obory, bo tu zaraz ducha wyzionę". Tłumaczę jej, głupia jesteś taka, w domu ciepło, jasno, miło, muzyczka, mięciutko - a ty jak taka krowa, do ciemnej, zimnej obory na słomę :shake:. Ale wet mi wytłumaczył, patrząc na jej ogromne futro, że "pani Kingo, co pani chce - psu z taką sierścią to 10 stopni maksymalnie wystarczy, inaczej dusi się". Ok, skapitulowałam - uznałam, ze do końca życia będę po nocy, po śniegach i deszczach, lazła po omacku do tej obory - bo skoro pies ma mi się ukisić z gorąca w domu, zwłaszcza że na pewno był wcześniej gospodarskim psem - to niech już nocuje jak pies gospodarski. Ja bym w takim futrze też padła w domu. Tak więc futro na Yeti rosło, rosło i rosło... po czym gdy już osiągnęło granicę przyzwoitości (wygląda jak Najgrubszy Bernardyn Świata - a to taka optyczna zmyłka :p) - Yeti uznała, że własciwie wcale jej nie przeszkadzają cieplarniane warunki domowe. Nawet kominek. Że grube futro? JAKIE futro?. Przestała dyszeć o północy, przestała budzić się - sprawia wrażenie psa, który jest wręcz przystosowany do mieszkania tylko i wyłącznie w domu. Wyjścia na dwór traktuje jako zło konieczne. Myślę sobie, ale ty jesteś głupia. Trzeba było się aż TAKIEGO futra dohodować, żeby wpaść na pomysł, że będziesz tylko i wyłącznie psem salonowo-kominkowym?! :stupid:.
  12. Hałabajówka relacjonowała mi wczoraj, ze Nesca kuśtyka na 3 łapach, i radzi sobie z tym całkiem nieźle. W sumie jest to o wiele lepsze rozwiązanie, niż 5-tygodniowy karcer w klatce:-) A ja w pierwszym poście w rozliczeniach wklejam fakturę wet. za składanie Neski do kupy.
  13. [quote name='szuwar'] Zawalone uszy ma już także niebieski kocur.....[/QUOTE] [B]szuwar[/B] - a czy niebieski kocur jest naprawdę NIEBIESKI? pal sześć te jego uszy - ale koniecznie proszę wstawić zdjęcie kocura.
  14. O rany - no to miałąś przeżycie. Napij się dziś wieczorem, szuwar.
  15. [quote name='Aimez_moi']Szuwar.......:) a moze Amberka zostanie u Ciebie?[/QUOTE] Nie kuś jej. Powinnaś napisać: [I]Szuwar...bądź twarda![/I]
  16. Kocurek - dzięki za czujność - tylko że Hałabajówka nie ma dziecka poniżej 2 lat :-( (Hałabajówka! CZEMU nie masz dziecka poniżej dwóch lat????? - to duże niedopatrzenie.)
  17. [quote name='szuwar']Okropność! To zwierzę nie dość, że pozwoliło sobie wejść na dywan, [B]to jeszcze wytrząsa na nim pchły[/B]. Cóż za brak wychowania...[/QUOTE] Nie ma pcheł! Nie ma!!! :nono: W uszko sie podrapało po prostu :niewiem:. Jest: malutkie, czyściutkie i szuka domu :p. Ciocia Yeti nadal żywo zainteresowana dorabianiem sobie jako pomoc przedszkolna, zwłaszcza, że koci gówniarz porusza się z prędkością błyskawicy i wydaje z siebie dziwne dźwięki. No ale przez tę jej gebę pokerzysty nie mogę przejrzeć czystości intencji. Domowe dorosłe koty ma w dużym poważaniu. Dałabym jej gówniarza do powąchania, ale hamulec wewnętrzny mnie powstrzymuje - gdyby nagle kłapnęła pyskiem, w ręku zostałoby mi pół gnojka, zwłaszcza, że on do psów leci ufnie jak ćma do światła. A Yetina gęba jakoś nie wzbudza mojego absolutnego zaufania. Taki Lipton dla odmiany. Od wielu lat, przy każdym kolejnym kociaku, zawsze udaje dobrego wujka. Merda ogonem, schodzi do parteru, żeby się pomniejszyć, jest anielsko cierpliwy, słowem, cud-miód. I zawsze widzę, łypie na mnie okiem, a gdy dochodzi do wniosku, że radary wyłączone, niby mimochodem otwiera dyskretnie i powolutku paszczę nad rozanielonym kociakiem. Żeby go :eating:. Wtedy wystarczy spokojna uwaga, [I]Lipton - ja WSZYSTKO widzę[/I]! - i już Lipton mruga zdziwiony rzęsami, że niby on? posądzony? o niecne cele? A z takim bernardynem - doopa blada. Nie dogadamy się :shake:.
  18. [quote name='arabiansaneta']Czasem może się znaleźć człowiek o tym samym imieniu i nazwisku. .[/QUOTE] Dlatego trzeba być czujnym i grzebać, grzebać, grzebać... Pewnie, jak dzwoni dla przykładu pan Jan Kowalski z Warszawy - to sprawa z góry przegrana, chyba, ze mu się wymsknie, że dużo pracuje w domu, bo ma wolny zawód, albo że pracuje w stałych godzinach, np 7-15 - wtedy wiemy, że urzędnik bądź pracownik innej instytucji państwowej. I już zawęża nam się pole szperania. A jak nie wyskakuje w googlach nic - to znaczy, że może być osoba starsza, nieinternetowa, albo - zabrzmi może brzydko, ale też ważne przy zbieraniu danych dotyczących przyszłego domu naszego tymczasa - albo to osoba ze środowiska, w które za nic w świecie nie chcielibyśmy oddać zwierzaka. (miałam niedawno taki przykład - do kobiety przez tel nie miałam w zasadzie powodu, aby się przyczepić, aczkolwiek coś mi było nie halo, w necie o niej nic - nic, po czym doświadczona znajoma, która miała robić PA, zadzwoniła do mnie spod tego domu, mówiąc, że nawet pod ten adres nie wejdzie, bo to taka melina i rudera, ze szkoda czasu). Nie jest łatwo być Sherlockiem Holmesem ;-)
  19. Całe ;-) Przeczytałam instrukcję obsługi - Nesca będzie dostawać po 10 kropli dziennie. Czyli jej na jakiś czas starczy ;).
  20. [B]magdola[/B] - kropelki dojechały :loveu:
  21. Rozliczenia w temacie Neski - będą umieszczone w pierwszym poście. dziękujemy bardzo za pomoc!
  22. [quote name='magdola']Ale śliczna niunia ;) ale na fotkach wydawała sie mniejsza.....[/QUOTE] Hałabajówka ciągle jęczała podczas zdjęć: [I]"rób szybko, bo ona waży 8 kg..."[/I] Czyli nie jest jakaś wielka, to te portretowe zdjęcia przekłamują ;-)
  23. [quote name='magdola']Kinga dostałas witaminki?????[/QUOTE] Wczoraj jeszcze nie, mam nadzieję, ze dzisiaj dotrze ;-). Ja mieszkam na wsi, mimo, ze w adresie dumnie brzmiał: Koszalin - zawsze mam wrażenie, ze listonosz dociera tam z jakąś inną częstotliwością, niż w centrum miasta.
  24. Szału nie ma. Miły pan zadzwonił, chciał dla rodziców, do pilnowania obejścia. Przy haśle: "dla rodziców" rozluźniłam się zupełnie, wiedząc, że rozmowa jest czysto towarzyska. Pan był zresztą naprawdę sympatyczny, zadzwonił, bo słyszał. że labradory są przyjaznymi psami - jakkolwiek nijak ma to się z pilnowaniem obejscia, według mnie. Widzę, ze to, co dla mnie stanowiło oczywisty cudzysłów: "szorstkowłosy labrador" - ludzie przyjmują zupełnie prostolinijnie, mając przed oczyma szczenię z reklamy Velvetu. Ponieważ zdechł mi kręgosłup w ostatnich dniach, wyręczam się przy Flipperze moimi chłopakami. Dziecko przyjechało na Wszystkich Świętych, dałam do wyboru: grabić liście w ogrodzie albo Flipper. Flipper pokochał go miłością wielką, rzuty piłeczką nie były już tak rachityczne, jak ze mną. A ponadto nikt nie katował komendą: równaj, róóóo-wnaj, rów-naaaaaj. Miłośc była do tego stopnia wylewna, że gdy dziecko (195 wzrostu) potknęło się i zaliczyło glebę, Flipper bez żadnych zahamowan wskoczył na niego i, skacząc, entuzjastycznie wylizywał mu gębę. Po czym ukradł torebkę ze smakołykami i prysnął, bardzo szcześliwy z takiego obrotu sprawy. Ale widać, ze co mu nawkładałam do łba (Flipperowi), to już mu siedzi w nim. TYlko trzeba dalej, ciągle mu wkładać - i egzekwować.
  25. szuwar, ja - jeśli potencjalny chętny przedstawił się, i udało mi sie zapamiętać nazwisko - zawsze go googluję. Przewalę kilka stron w googlach, i coś tam na ogół wyskoczy, mniej lub bardziej ciekawe, ale przynajmniej wiesz cokolwiek. W ostateczności wrzucam w google numer telefonu. Koleżanka psia mnie tego nauczyła, z tym, ze ona była w tym mistrzem, bo dochodziła do takich niuansów, kto co sprzedał/kupił w ostatnim roku albo w iloletnim jest związku :-) Ja osiągnęłam etap I - czyli rozpracowuję 'zawodowo" Potencjalnego Chętnego. Czasem jakieś jego hobby mi przebije - ale jak składam to do kupy, to mam już jakiś obraz. Którą to praktykę szczerze polecam.
×
×
  • Create New...