Jump to content
Dogomania

kinga

Members
  • Posts

    5623
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by kinga

  1. To jeszcze ja, dwa słowa, aby dokonczyć. 1. Jak ona zyła w schronisku z innymi psami, nie wiem naprawdę, w boksach jest po ok. 10 psów, wiadomo, róznej maści i temperamentu, z pierwszych wrażeń pamiętam tyle, że najpierw przy siatce stanął jeden rosochaty, a zaraz drugi, taki sam - jak się okazało, brat, a jak się jeszcze później okazało, siostrzyczka tych dwóch akurat miała rozharataną szyję, bo przelazła do innego boksu i została nadgryziona, wiec była chwilowo poza zasiegiem wzroku. Co mnie w psicy ujęło: moment, gdy kierowniczka weszła do boksu, zeby sprawdzić płeć rosochatych: suka dostała przysłowiowego fioła z zachwytu. Przejmujący moment , gdy widać jak na dłoni, ze pies, nawet wychowywany w anormalnych warunkach, jest po prostu stworzony do bycia z człowiekiem 2. Wiesz, myślałam o tych Twoich wyadoptowanych psach ze schroniska: rzeczywiscie, gdyby Tajga miała kontakt z ludźmi choćby raz na tydzień,. najprawdopodobniej byłaby zupełnie innym psem ( choć znam suczkę doga de bordeaux, żyjącą w domu od szczeniaka na prawach niemal dziecka, która, gdy tylko spojrzę na nią, kuli się i ucieka, nie mówiąc w ogóle o pogłaskaniu; gdy jej pani wyjdzie na kilka godzin, ta dostaje biegunki z nerwów, itd). Dlatego smutno mi, gdy myślę o rodzeństwie Tajgi, które na dzis dzień ma stracone kolejne trzy miesiące i prawdopodobnie bedzie wymagało jeszcze większej pracy, o ile w ogóle na nie "padnie". 3. Taka 15- miesięczna "tabula rasa" to świetny temat dla behawiorysty. Tu mogę opowiadać w nieskonczoność:jak np. po dwóch dniach wynoszenia do ogródka, gdzie siedziała wbita w róg siatki, zainteresowała się wreszcie Czymś: jej absolutną fascynacją był metrowy świerczek w rogu ogródka ( podejrzewam, że pierwsze zetknięcie z przyrodą ukorzenioną). Albo gdzieś po dwóch tygodniach od wzięcia, na pierwszym "spuszczonym" spacerze: biegnąc zahaczyła o kawałek wystającej płyty betonowej i w efekcie przez jakieś 5 min. kulała. Gdy po 1,5 godzinie wracaliśmy, suka na prostej drodze ni z tego, ni z owego znów zaczęla kuleć. Okazało się, ze jesteśmy dokładnie koło betonu. ( widać nadgorliwosć neofity: kodowała wszystko, jak leci) 4. stosunki z drugą psicą są rewelacyjne, choć ona - ta starsza- jest raczej typem samotnika. Ale to był jeden z naszych priorytetów: drugi pies musi być na tyle młody, zeby się bez szemrania starszej podporządkował. Mała spisała się tu popisowo. Przez pierwszy tydzień na wyszczerzone zębiska dużej reagowała tak przyjaźnie, ze w końcu tamta uznała, że nic jej nie grozi. No i mała teraz robi z nią, co chce: zaanektowała jej sofę do spania, z której w dodatku skacze dużej na głowę, a ponieważ jest szybka,wywala tamtą, włazi jej na brzuch i szarpie za gardło, przy wyrażnym przyzwoleństwie starszej. Ale trzeba przyznać, że na spacerze łazi za Drachmą( dużą) jak cień, w chwili zagrożenia momentalnie wyrównuje szeregi obok swojej Opoki. Wczoraj na spacerze zapuściła się niespodziewanie dla niej na pastwisko z krowami - sama, bo Opoka nie sforsowała rowu melioracyjnego. Ach, coż za niedopatrzenie, tak wyskoczyć przed szereg - ale i tak była dzielna, albowiem wczoraj był dzien pt. Światełko W Tunelu, Czyli Moze Z Tego Psa Coś Będzie. Otóz po wyjściu z samochodu na skraju wsi nasza Drachma wyrwała do zaprzyjaźnionego psa ( jej gabarytów, czyli XXL). My patrzymy, a nasza Tajga, zamiast jak zwykle szarpac się na smyczy w przeciwną stronę, SAMA ( na smyczy rzecz jasna, nie chcieliśmy ryzykować latania za nią po całej wsi) podeszła do psa na prostych nogach i zaczeła się z nim obwąchiwać, a nawet z lekka machneła ogonem. Zdębielismy. ( Wioletta, to był pierwszy raz, kiedy ona miała kontakt z obcym psem) I tym optymistycznym akcentem konczę te troszkę rozwleczone dwa słowa. Serdecznie pozdrawiam, Kinga
  2. Dzięki, Wioletta, za dobre słowo. Gdy piszę o Tajdze (to jest właśnie ta kupa problemów), to przypomina mi się zawsze moja bliska koleżanka, która ma dwóch synów: jednego tzw. specjalnej troski, a drugiego - przyjaciela mojego syna - normalnego, bardzo zdolnego dziesięciolatka. Otóz gdy miała robić do jakichś tam celów charakterystykę obydwu chłopców, tego pierwszego, opóźnionego w rozwoju, opisała tak, a zwłaszcza jego zalety, że mi aż szczęka opadła, jaką jest troskliwą i uważną matką. Natomiast gdy miała pisać o tym drugim, to zgłupiała nad pustą kartką, co ma o nim napisać, bo on jest ...taki zwykły, normalny. Tak jest i u nas. Starsza suka od początku była przewidywalna. Ma rózne swoje odchyły, ale to wynika raczej z jej charakteru ( przez pierwszy rok podejrzewałam, że jest chora, no bo wyobraźcie sobie szczeniaka zasypiającego na widok turlającej sie piłeczki tenisowej albo w trakcie zakładania smyczy - teraz wiem, ze ten typ tak już ma). Natomiast o Tajdze możemy z mężem mówić na okrągło, gdy tylko ktoś zechce nas słuchać. Mamy w małym palcu jej całą ewolucję na przestrzeni trzech miesięcy i co tu dużo mówić, jest dla nas źródłem wielkiej satysfakcji ( że problemów też, to już chyba wiadomo). A propos psów schroniskowych: my chyba rzeczywiście mamy jakiś Szczególny Przypadek. Wczoraj na spacerze z psami mijaliśmy się z chłopem, który właśnie odprowadzil krowy na pastwisko i wracał ze swoim psem. Okazało się, że psa mu "znajomy ze schroniska przywiózł jakieś tzry miesiące temu" - patrzymy, a ten pies - niespełna roczny- idzie pięknie koło niego, bez smyczy, nie zwiewa... A więc sa takie psy? Inna znajoma też ma psiaka rocznego ze schroniska, z tym, ze wzięła szczeniaka, i mówi, że w życiu nie miała tak mądrego psa, i tak ułożonego. Hm, my w życiu też nie mieliśmy tak nietuzinkowego psa... Na razie muszę przerwać, dokonczę wieczorkiem. Jeszcze tylko napiszę najnowsze kredo zyciowe mojego meza: jesli z jakichś powodów męczy cię twój pies, to weź sobie drugiego: wtedy zrozumiesz, ze przez ponad sześć lat mieszkaleś w domu z aniołem, nic o tym nie wiedząc . Potwierdzam: przetestowane na własnej skórze i własnej rodzinie. Pozdrawiam serdecznie, Kinga
  3. Dzięki, Wioletta, za wszystkie porady - trzymam się ich ślepo, zwłaszcza jak mamy gorsze dni i ręce mi opadają. Dziś jest dobry dzień pt. Dobry Pies To Zmęczony Pies W Deszczowy Dzień. Ale wczoraj był dzień pt. Spotykamy Na Spacerze Małego Pieska Sąsiadki Który Merdajac Ogonkiem Chce Się Przywitać. No to psica w długą - coraz szybciej, coraz szybciej (bez smyczy, bo to znany teren blisko domu), za nią , a jakże druga psica, a za nimi w tym samym tempie mój maż. Dopadł małą spory kawał dalej (druga gwiazda po drodze zainteresowała się kotem, więc zmieniła trajektorię), i tylko dlatego, ze nie natrafiła przy okazji na innego psa lub samochód. A ja miałam zołądek w gardle z nerwów. Takie niespodzianki zniechęcają do spacerów przy domu, jeździmy więc na pola za pobliską wieś, gdzie dla odmiany testujemy Mijanie Się Z Ryczącym Młodym Byczkiem ( nie wiem , komu bardziej adrenalina skacze, małej czy mnie). A propos podróży: ale ja nie wiem, gdzie wytrzasnąć psiego homeopatę! Mieszkam w Koszalinie: 200 km do Gdańska, 140 do Szczecina, a u nas chyba nikt nie wie, z czym to się je.Zaczynam martwić się wakacjami - wynajmujemy dom razem z przyjaciółmi, którzy co prawda wiedzą, na co się decydują, ale... Co do listy klikerowej to wgryzam się w nią, Z Wandą mam kontakt, jest też moim oparciem w Chwilach Zwątpień I Załamań. Troche mnie przeraża świadomosć, że muszę wziąć się za psicę jak poważny wychowawca, bo ja raczej nie mam zacięcia pedagogicznego, a tu taka niespodzianka - gdzie ja bym dwa tygodnie temu słyszała coś o klikerze! A, i jeszcze jedna niespodzianka: kiedy niedawno byłyśmy z psicą pooglądać normalne szkolące się psy (tj. ona absolutnie nie chciała nic oglądać), i właściciel Jakiegoś Bardzo Rasowego Psa spytał o rasę małej, nasz szkoleniowiec bez zmruzenia oka odpowiedział: Wilczarz Środkowopomorski Niskopienny. Ha! Od razu zaczęłam patrzeć na nią z większym szacunkiem. Serdecznie pozdrawiam, Kinga
  4. No, i juz jestem madrzejsza - tylko zobaczymy, jak to się przedłoży na zycie. Cierpliwość rzeczywiście jest tu cnotą nadrzędną, bo sunia przeciez sie zmienia. Od dwóch tygodni mój mąż nie musi jej przynosić na rękach ze spacerów - wiecie, jak to wygladało: mała blokowała się psychicznie w odległości ok. 200-300 metrów od domu i nie było zmiłuj - ani kroku dalej, więc on ją w końcu na ręce, dwa miesiące tak zasuwał. Na szczeście kolega mu wytłumaczył, że ma za jedyne 25 zł ( tyle mała kosztowała) codzienny karnet na siłownię na świezym powietrzu. A tak serio, to dzieki za rady. Podkarmianie jej smakołykami na razie nie wchodzi w rachubę - jest raczej typem niejadka, a w strachu w ogóle nie widzi żarcia - może z czasem. Wioletta, z lekkim sercem bedę ją wiec zamykała w pokoju - widzę, ze ona bezpieczniej czuje sie w małej, zamkniętej przestrzeni ( półka w sosnowym regale nadal jest the best). Niekaranie jej też wydaje mi się słuszne, bo widzę, ze ona nic z tego nie rozumie jak na razie - więc wybaczamy jej wcinanie butów i kapci, podsikiwanie łóżek - choć nóż się otwiera w kieszeni. Tak sobie tłumacze, że ona w krótkim czasie musi nadrobić cholernie długi czas, i nie da się wszystkiego naraz. A co do tego, że oszalała ze szczęścia,to taaak...jak ona potrafi to celebrować - jak się rozwali na psiej sofie (albo na ludzkim łóżku - hmm), jak sobie westchnie - to takie ogromne zadosćuczynienie za wszystkie problemy. A "Zapomniany język psów" kupię jutro, obiecuję ( własnie mam mały przypływ kasy). Serdecznie pozdrawiam, Kinga
  5. Proszę, pomóżcie! Trzy miesiące temu wzięliśmy ze schroniska 15 -mies. suczkę (w klimacie teriera, który miał ambicje zostać wilczarzem, ale mu się nie urosło - podaję , bo to ważne, jeśli idzie o temperament psicy). Suka spędziła całe zycie w schronisku, więc mozecie sobie wyobrazić nasze początki - walenie głową w szyby, zero umiejętności chodzenia - w ogóle, nie na smyczy, wyciąganie jej na dwór razem z sosnowym regałem, na którym zaanektowała sobie półkę, itd. itp. Na szczęscie dużo idzie ku dobremu. Z "małej " wychodzi żywe srebro: przepada za naszą bernardynką, która jest jej przewodniczką po świecie ( a i bernardynka w wieku siedmiu lat przeżywa swą drugą młodość, co ja mówię, pierwszą młodość, w zyciu nie była tak rozrywkowa i wybiegana), łapie dobry kontakt z dziećmi, a zwłaszcza ze starszym, 11-letnim synem (to miał być jego pies), gdy jesteśmy w domu tylko w czwórkę, jest to normalny- noo, prawie normalny - młody pies, który wreszcie nie boi się własnego cienia. Na spacerach - a jeździmy poza miasto, gdzie jest zero cywilizacji, spuszczona ze smyczy szaleje - widać, że odrabia zaległości - ale ładnie przybiega na zawołanie. Problem pojawia się teraz. 1. Kiedy po dwóch tygodniach pierwszy raz szczeknęła, wszyscy oniemieliśmy z zachwytu, że potrafi. Zachwyt minął nam nazajutrz. Od tej pory nie tyle szczeka, co drze mordę na kazdego spoza domowników, kto wchodzi do domu. Przerobiłam na forum wątek ze szczekaniem i zraszaczami, ale obawiam się, ze tu jest trochę inne podłoże, dlatego pozwalam sobie jeszcze raz go poruszyć. Otóż suka wpada w amok, podejrzewam, że ze strachu, lata w górę i w dół (mieszkamy w domku), drze się, mało tego, popuszcza kupki - bobki, które, zanim zdązymy sprzątnąć, rozdeptuje, do tego dołącza basem jej przyjaciółka bernardynka, która nigdy specjalnie nie szczekała na obcych, a wszyscy patrzą na nas trochę dziwnie, jak usiłujemy złapać małą i ją spacyfikować. Z amokiem trudno sobie poradzić, a wydaje mi się, że zamykanie jej w pokoju, gdzie śpi, będzie jeszcze pogłębiało jej dzikość. Dodam, że to darcie mordy nie ma podłoża agresywnego - ona trzęsie sie przy tym, jak galareta. Wygląda na to, że wkodowała sobie naszą czwórkę jako swoich, a z nikim innym nie nawiązuje kontaktu. Co gorsza, podobnie traktuje moich rodziców, którzy przychodzą dość często, i naszą Opiekunkę do młodszego syna, która przychodzi codziennie na dobrych kilka godzin. Jakikolwiek ruch po domu powoduje rozdarcie. Mało tego, suka cywilizuje się według własnego gustu - do południa nie chce siedzieć w swoim pokoju na górze, schodzi na parter, gdzie urzęduje mały z opiekunką, rozwala się na sofie bernardynki, i stamtąd dziamgoli. Co z tym fantem zrobić? A przy tym boimy sie jakichś ostrych karceń, bo -jak pisałam- tak ogólnie to ona boi się własnego cienia. 2. I tu - proszę o cierpliwość - mamy problem nr 2. Spacery poza cywilizacją są cudne. Spacery w obrębie cywilizacji polegają na wzmożonym wysiłku, jak utrzymać małą na smyczy - a waży 20 kg, więc siłę ma, natomiast ona w stanie absolutnej histerii kombinuje, jak się zdematerializować i znaleźć już w domu. Mowy nie ma o spotkaniu na spacerze człowieka lub psa, mowy nie ma o wyjściu do naszego mikroogródeczka, nawet gdy jesteśmy tam wszyscy, a za siatką dochodzą odgłosy sąsiadów. Mowy nie ma, żeby syn wychodził z nią sam na spacery. Jego marzeniem było też chodzenie z nią na tresurę - póki co pokazalismy ją trenerowi, który z naszej leniwej bernardynki zrobił onegdaj prymuskę. Trener zafrasował się mocno, patrzac, jak ta usiłuje wdrapać się po pionowej ścianie pakamery, żeby uciec - a poza nami nie było nikogo. Póki co, kazał przychodzić na spotkania ze swoimi goldenami. I coś mi się zdaje, że tresura z prawdziwego zdarzenia oddala nam się - a pamiętam, że dla bernardynki była to prawdziwa frajda ćwiczyć w grupie. Problem dzikości spędza nam sen z powiek, bo na wakacje jedziemy w szóstkę ponad tysiąc kilometrów , gdzie wszyyyystko będzie NOWE - I -STRASZNE. I wiecie, póki co,gdy mówimy ludziom, że suka jest naprawdę rozkoszna, oni widzą przed sobą rozczochranego, skulonego, ujadającego psa, i patrzą na nas jak na głupków. Wiadomo, nie na pokaz ma się - zwłaszcza takiego -psiaka, ale jak byłoby miło, gdyby wszyscy mogli zobaczyć w niej to, co my. Pozdrawiam serdecznie, Kinga
  6. A ja zadaję pytanie: pies czy suka? na spacerach, i jest mi przykro , gdy czytam lekko rzucone opinie o niewychowanych psach. Moja suka jest potęznych gabarytów, i gdy jeszcze miała 2-3 lata, do każdej napotkanej suki leciała z ogromnym entuzjazmem. Ja wiedziałam, że zamiary ma dobre, tamten własciciel też, ale mało która napotkana suka nie reagowała irokezem na grzbiecie lub zębami, widząc tak potezna psicę. Więc moja - teraz prawie siedmioletnia - tez się nauczyła reagować żle na obnażone wargi (do jatki nie dochodzi, ale sytuacje nie są przyjemne), no chyba, że napotkana suka jest przyjacielska. ( a w okolicy mamy same ostre ONki, dobermanki i rottweilerki). A, i jeszcze jedno: przyznam sie wam, że gdybym usłyszała od właściciela odpowiedź, że nie wie, jakiej płci jest jego pies, bo nie sprawdzał ,opadłyby mi ręce . Czapki z głów dla ludzi, którzy poswięcają duuuużo czasu swoim psom i te psy są do rany przyłóż. Ale czasem jest tak, że ten czas trzeba dzielić między pracę swoją i męża od rana do wieczora, dwójke dzieci w wieku szkolno - przedszkolnym, i psu naprawdę nie można poświęcić godziny dziennie w towarzystwie innych psów, choćby się bardzo tego chciało (dla swietego spokoju wybieramy odludne łąki). Wiec może warto być wyrozumiałym dla tych ludzi z nie do konca "dopracowanymi" psami. Pozdrawiam.
×
×
  • Create New...