-
Posts
5623 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by kinga
-
Hossa dla koszalińskiej HOSSY - MISSION COMPLETED ;-)
kinga replied to kinga's topic in Już w nowym domu
Podbijam Hossę - moze w wolnej chwili weekendowej ktoś ją wypatrzy i dojdzie do wniosku, ze to właśnie ten pies, na którego całe zycie czekał?...;) -
Hossa dla koszalińskiej HOSSY - MISSION COMPLETED ;-)
kinga replied to kinga's topic in Już w nowym domu
A przy okazji mam pytanie: jak Wy zabezpieczacie stronę kulinarną takim delikwentom podczas spacerów? No rozumiem, jeśli pies idzie na spacer sam w sobie chętnie, kupę atrakcji, żarcie od czasu do czasu. Ale gdy jest tak jak z Hossą? - że idziemy o tyle, o ile wkładamy coś do pyska - przez godzinę to można zeżreć naprawdę sporo:razz: . Najpierw sucha, potem kabanosiki psie, potem sucharki ( bo oczywiście wszystko się nudzi po pewnym czasie). Tak się zastanawiam, czy ona nie dostanie jakiegoś rozstroju zołądka po tym nagłym urozmaiceniu diety? A z drugiej strony to taka chuda szkapinka, gdyby nie to futro, to...:-( Bardzo proszę wytrawnych wyprowadzaczy o instrukcje:modla: I bardzo proszę myśleć nad Hossą;) Kinga -
Hossa dla koszalińskiej HOSSY - MISSION COMPLETED ;-)
kinga replied to kinga's topic in Już w nowym domu
Był już dziś chętny na Hossę. ...na łańcuch.:angryy: :angryy: :angryy: I proszę się nie śmiać z pracownika terenowego:cool3: , który dziś się nadeptał przez godzinę po psich g... , bo takowymi usłana jest trawa w zaułkach schroniskowych, a tylko tam chodziłyśmy. A za ogrodzeniem taaakie piękne pola do chodzenia - no ale zeby wyjść przez bramę, trzeba przejść koło psich boksów, a to na razie zbyt trudne -
Hossa dla koszalińskiej HOSSY - MISSION COMPLETED ;-)
kinga replied to kinga's topic in Już w nowym domu
1. Psów nie gryzie, tylko pyskuje z duzym zaangażowaniem sąsiadom zza siatki 2. W papierowej prasie też już jest:lol: - i wygląda na zdjęciu jak prawdziwy nowofundland;) , choć w realu to jakby...hm... coraz mniej ma z nowofundlanda:eviltong: 3. A ze pies ze schroniska może robic niespodzianki, to też wiem:razz: - ja dwa lata temu wzięłam 1,5-roczną sucz, która tam siedziała od urodzenia. Pierwsze dwa tygodnie siedziała w domu jak mysz pod miotłą, po dwóch tygodniach ku zachwytowi całej rodziny wyjrzała zza kanapy i RAZ szczeknęła, i od tamtej pory nieustannie, niezmordowanie i ogłuszająco szczeka na absolutnie wszystkich z wyjątkiem naszej czwórki:mad: Ale nie róbmy złej prasy Hossie...;) -
Hossa dla koszalińskiej HOSSY - MISSION COMPLETED ;-)
kinga replied to kinga's topic in Już w nowym domu
Nie, nie, ona się szczeniora nie bała:multi: Szczenior jej właził na głowę - dosłownie- cały czas mu odmrukiwała z lekkim zniecierpliwieniem. ( no, nie napiszę: odwarkiwała , bo to brzydziej). Zresztą jak ją widzę w akcji w tych psich awanturach, to ona moze mieć charakterek... tyle, ze to atypowe warunki i każdy by cholery dostał -
Hossa dla koszalińskiej HOSSY - MISSION COMPLETED ;-)
kinga replied to kinga's topic in Już w nowym domu
[B]Camara,[/B] jestem pod wrazeniem Twojej działalności internetowej: gdzie nie wejdę, tam Hossa:crazyeye: ;) . To tak, jak w tym kawale: aż boję się otworzyć lodówkę:lol: ... Wielkie ukłony dla mózgu tego przedsięwzięcia Camary:modla: . A teraz relacja pracownika terenowego, który przeprowadza tzw. pracę u podstaw, która, jak wiadomo nam ze szkół, nie zawsze przynosiła i przynosi efekty:niewiem: . Otóż pracownik terenowy udał się dziś w teren, uzbrojony w smycz i obrożę ukradzioną bernardynce, aby wziać suczydło na spacer i zbadać, kto zacz. Pierwsze pół godziny upłynęło nam na wyciaganiu Hossy z boksu. Na miejscu zastaliśmy z pracownikiem awanturę na kilka boksów, w której Hossa brała czynny udział, ale na widok pracownika zmalała, rozpłaszczyła się i zniknęła w boksie. Próbował z jednej strony boksu ja wywlec, z drugiej, przy okazji w obroży mojej Drachmy wyrżnął kolejne 2-3 dziury, zeby mała nie wymykała się z tej obrozy ( to trochę obrazuje jej rozmiar - jest spooooro mniejsza ...). W końcu ja wywlókł. Kolejne pół godziny upłynęło nam w pozycji stacjonarnej. Hossa rozpłaszczona na śniegu, ja obok, a wokół straszny wrzask. A ta jak skamieniała. Jakikolwiek ruch smyczą powodował panikę i chęc ucieczki do boksu. Tak moze w ciągu tego czasu przepełzłyśmy ok. 5 m. Gdy nawet przypełzła do mnie ( do przysmaku, nie do mnie), to od razu kładła się na plecach brzuchem do góry ( wyglądało mi to na takie maksymalne poddanie:-( ze strachu). Później już uniosła łeb i mimo wrzasku wokół bardzo spokojnie obserwowała sobie okolicę ( to taka cecha molosowata;) jak pisała Camara). Na szczęście po jakimś czasie zapałętał się w nasze okolice jakiś szczenior, więc Hossa zapomniała o swoim Wielkim Strachu i stanęła na 4 łapy. Kolejne pól godziny udało nam się nawet troszkę pospacerowac wzdłuż siatki, ale tak bardzo nieśmiało. A pod koniec wreszcie odwazyła się sięgnąć po smakołyk i odtąd cały czas wkładała mi niucha do torebki po kolejny - czyli proces resocjalizacji rozpoczął się. :loveu: :loveu: acha, bardzo wazne: Hossa lubi się tulić:lol: - gdy szczenior wytrwale ją napastował, ona wtulała się we mnie, zeby się od niego odgrodzić. A po powrocie do kojca najpierw zwiała do swojego "chlewika", a potem nawet wyszła z niego i podeszła do krat po kolejny smakołyk.:p A teraz smutna sprawa::-( :-( Hossa została przywieziona w duecie z drugą czarną dużą suką, znacznie starszą - matką?- z którą, jak zauwazył pracownik, jest w świetnej komitywie, mimo, ze to są dwie duże suki. Tamta moze być znacznie bardziej socjalna, ale... ma posiwiały pysk, no i nie rzuca się tak w oczy:placz: - Camara, rozdzielamy?:placz: :placz: Żeby juz dłużej nie marudzić, napiszę jeszcze krótko o moich przemyśleniach: 1. trudno na razie powiedzieć, czy czy chodziła na smyczy - czy ta histeria to objaw stresu, czy nowość pt. coś-na-gardle 2. myślę, ze nie była dobrze traktowana ( wiejski pies?) - mam psa zgarniętego z ulicy, który najprawdopodobniej jest z jakiegoś gospodarstwa, i mimo,ze jest b. młody i generalnie odwazny, jest w nim taki sam element płaszczenia się przed człowiekiem:-( 3. jest, jak zauwazył pracownik, bardzo ufna, czyli mysle, ze będą z niej ludzie:lol: 4. no i wymaga jeszcze duuuzo pracy i cierpliwości 5. tym bardziej musi trafić w dobre ręce Jutro albo pojutrze odwiedzę ja znów, napiszę, co nowego -
Hossa dla koszalińskiej HOSSY - MISSION COMPLETED ;-)
kinga replied to kinga's topic in Już w nowym domu
Popatrzcie... taki piękny pies. Czasem tak jest, ze ktoś chce mieć skrzywdzonego przez los, a zarazem pięknego psa... takiego, za którym będą oglądać się na spacerach ludzie i kręcić z niedowierzaniem głową, SKĄD ten pies jest... Myślę, ze w takiej próżnosci nie ma nic złego, można ją zaspokoić. Trzeba tyko Hossę wziąć... -
Hossa dla koszalińskiej HOSSY - MISSION COMPLETED ;-)
kinga replied to kinga's topic in Już w nowym domu
:lol: :lol: :lol: Hossa zrobiła się nowofundlandem:lol: :lol: :lol: jest na nowofundlandzim portalu - Camara, dobrze Ci idzie modyfikowanie wzorców kynologicznych:p - myślałam, ze spadnę w pracy z krzesła, jak zadzwoniła przed chwilą do mnie pani od nowofundlandów co do tego niufowego charakteru... to mam nadzieję, ze nie da plamy:cool1: może przy następnej wizycie w schronie przekupię moje 6-letnie dziecko, zeby ze mną poszło, i wystawię psu na pożarcie? - wtedy zobaczymy, ile ona ma z niufa, a ile np. z jakiegoś strózującego potwora...:diabloti: (-nie martwcie się, w zapasie mam jeszcze drugie dziecko:evil_lol: ) -
Hossa dla koszalińskiej HOSSY - MISSION COMPLETED ;-)
kinga replied to kinga's topic in Już w nowym domu
[B]kyon,[/B] to mówisz, ze to wystarczy popłakać, zeby zaraz mieć sześć psów? Naprawdę, to takie proste? O kurcze, to muszę zacząć ćwiczyć:evil_lol: -
Hossa dla koszalińskiej HOSSY - MISSION COMPLETED ;-)
kinga replied to kinga's topic in Już w nowym domu
Ach, [B]Camara,[/B] jakie ujmujące te ogłoszenia! Ja tam bym ją wzięła bez zastanowienia! ... No dobra, mój dom to ten pierwszy idealny:lol: , ale niestety nieaktualny, przynajmniej póki żyje moja 8-letnia bernardynka:p, która z Hossą zjadłaby sie pierwszego dnia. A że Drachma cieszy się bardzo dobrym zdrowiem:lol: , wszystko wskazuje, ze ten dom będzie nieaktualny przez jeszcze jakiś czas:cool1: ... Tak więc szukamy domu idealnego nr 2 :lol: !!! -
Hossa dla koszalińskiej HOSSY - MISSION COMPLETED ;-)
kinga replied to kinga's topic in Już w nowym domu
Hossa, cholero jedna, do góry:lol: -
Hossa dla koszalińskiej HOSSY - MISSION COMPLETED ;-)
kinga replied to kinga's topic in Już w nowym domu
No to co... piękna, czarna podhalanka w górę! Czystość rasy, z drobną wadą w umaszczeniu, potwierdza Camara!:loveu: :loveu: :loveu: -
Hossa dla koszalińskiej HOSSY - MISSION COMPLETED ;-)
kinga replied to kinga's topic in Już w nowym domu
Camara, kochana z Ciebie kobieta:lol: Bo tak właściwie Hossa, to - nie przymierzając- negatyw podhalana, prawda?:p -
Hossa dla koszalińskiej HOSSY - MISSION COMPLETED ;-)
kinga replied to kinga's topic in Już w nowym domu
Może uda się jednak bez łańcucha...:lol: Rozmawiałam przed chwilą z kierowniczką, obiecała, ze na jej karcie napisze, ze Hossa jest zarezerwowana na moje nazwisko... O kurcze, no to mam czwartego psa:p Nie, nie, ja jej nie mogę wziąć:shake: , musi sobie radzić bez moich salonów... -
Hossa dla koszalińskiej HOSSY - MISSION COMPLETED ;-)
kinga replied to kinga's topic in Już w nowym domu
Camara, ja jej nie ogłaszałam jeszcze nigdzie, dziś dopiero zamierzam puścić ją do szczecińskiej Wyborczej, choć mam jakis dziwny uraz do tej scieżki reklamowej:roll: Zdecydowałabym się na każdą formę rozpropagowania Hossy, ale ja jestem taka raczej komputerowa kretynka:oops: , nie podołam wyzwaniom współczesnej technologii:eviltong: :-( ... -
Hossa dla koszalińskiej HOSSY - MISSION COMPLETED ;-)
kinga replied to kinga's topic in Już w nowym domu
wiesz, [B]Dorothy[/B], nie ma sprawy: możemy zrobić z niej koleżankę Mazaczka;) - pomyśl tylko...miałabyś dwa bobki i dwa mazaczki:lol: ... dopiero bys robia furorę! [B]kyon[/B], my tu mamy trochę więcej takich artystek:lol: , więc lepiej na nie nie patrz, bo przecież jesteś zapsiony już z meniskiem wypukłym:evil_lol: [B]Camara[/B]... dzięki, ja sobie to samo pomyślałam wczoraj, gdy ją wytulałam do garnic mozliwości (też podwójnie...:-( ) Ale to chyba tylko Wy tam na południu macie monopol na takie cudowne domy:shake: Odnoszę wrażenie, że jeśli ktoś już weźmie ze schronu takiego bydlaka:p , to w najlepszym razie pójdzie do jakiejś podkoszalińskiej wsi na łancuch albo do zamkniętego kojca do pilnowania:shake: ( z całym szacunkiem dla podkoszalinskich wsi) -
Ale w dzisiejszym szczecińskim dodatku Wyborczej jest na 1. stronie duży artykuł, dlaczego w szczecinie nie ma wolontariatu. Może coś drgnie? I pod presją zorganizują wolontariat? I psy zaczną wychodzić?
-
Hossa dla koszalińskiej HOSSY - MISSION COMPLETED ;-)
kinga replied to kinga's topic in Już w nowym domu
wiesz, [B]kiwi,[/B] u nas zawsze tak noszą;) , zeby sobie łap nie pobrudziły, jak są roztopy...:lol: -
[SIZE=3][B]Przepis na koszalińską Hossę:[/B][/SIZE] [SIZE=3][B]trochę[/B] [B]ONka[/B][/SIZE] [SIZE=3][B]trochę nowofundlanda[/B][/SIZE] [SIZE=3][B]trochę pecha w trzy-, czteroletnim życiu[/B][/SIZE] [SIZE=3][B]wszystko wymieszane ze sobą i pozostawione na cmentarzu[/B][/SIZE] [SIZE=3][B]przyprowadzone do schroniska w przeddzień sylwestra[/B][/SIZE] [SIZE=3][B]wtłoczone do małego boksu z dużą iloscią innych psów i zamknięte skoblem[/B][/SIZE] [SIZE=3][B]Hossę zobaczyłam dziś[/B][/SIZE] [SIZE=3][B]Hossa, przypłaszczona do ziemi, odmówiła udania się na sesję zdjęciową.[/B][/SIZE] [SIZE=3][B]Została zaniesiona na rękach, co bardzo jej się spodobało.[/B][/SIZE] [SIZE=3][B]Hossa odmówiła samodzielnego wejścia na wagę.[/B][/SIZE] [SIZE=3][B]Razem z pracownikiem waży 124 kg.[/B][/SIZE] [SIZE=3][B]Hossa elegancko zjadła pół puszki chappi, karmiona łyżką[/B][/SIZE] [SIZE=3][B]W schronisku posiadała tylko numer identyfikacyjny.[/B][/SIZE] [SIZE=3][B]Dostałam pozwolenie zostania jej matką chrzestną.[/B][/SIZE] [SIZE=3][B]Nadałam jej imię Hossa, bo sięgnęła już psiego dna.[/B][/SIZE] [SIZE=3][B]Teraz moze już tylko piąć się w górę...[/B][/SIZE] Zdjęcia Hossy wklei Lupe - dziękuję!
-
Historia "NERO" ma wreszcie swój HAPPY END !!! :-))))
kinga replied to Marka's topic in Już w nowym domu
wiecie co, tak sobie myślę, że przy takiej obfitości wpłat Nero - już nawet wyleczony - będzie musiał z grzeczności siedzieć w tej klinice:lol: , zeby wysiedzieć te wszystkie tygodnie, które mu tu hojnie sponsorujemy...:evil_lol: -
DALIA, co do psinki ze schroniska, to musisz się liczyć z róznymi wariantami. My wzięliśmy w połowie lutego 15- mies. suczkę ze schroniska, i było dla mnie oczywiste, że bez problemu dołaczy do naszej podróżujacej rodziny ( nasza pierwsza psica jest zapaloną turystką). Hmm. Rzeczywistosć nie jest tak różowa. Trafiliśmy na dość problemowy Egzemplarz i przyznam Ci się , ze z obawą myśle o wyjeździe za dwa miesiące na wakacje ( mieszkam nad morzem, a jedziemy na Słowację) - suka będzie u nas już pół roku, więc może jeszcze trochę się oswoi. Nie piszę tego, aby Cie , broń Boże, zniechęcać, ale lepiej uwzglednić teraz Wariant B, niż być później rozczarowanym. Ale zapewniam Cię, ze świadomosć, że zrobiło się psu schroniskowemu taki prezent, jak wzięcie go do domu, rekompensuje nawet nieudane - pierwsze - wakacje. Pozdrawiam, Kinga
-
My byliśmy w zeszłym roku na Słowacji z naszą wielką suką, w tym roku tez tam jedziemy, tym razem z dwoma psami ( rodzina nam się powiększyła). Ze względu na psa właśnie szukaliśmy czegos niekrepującego. Przez słowacką sieć Limba wynajęliśmy (w dwie rodziny) samodzielne chałupy - jedną na jeden tydzien, drugą, w innym regionie, na drugi. Namiot z psem przerabialiśmy kilkakrotnie w Polsce, wiec smiało twierdze, ze chałupy są nieporównywalnie lepsze, a przy tym jeśli wybierzesz w ustronnym miejscu - my szukaliśmy takich wsi zabitych dechami - pies ma luz-blues, a i panstwo też. Limba współpracuje z Pascalem: http://pascal. onet.pl , wejdź w "kwatery", i dalej wybierz Słowację, i mozna szukać do woli: chaty, pensjonaty, itp - wszędzie jest podane, czy można z psem, czy nie. A jeśli będziesz chciała, mogę podać nasze ubiegłoroczne - sprawdzone - miejsca (w Tatrach Niskich i Słowackim Rudohoriu) Pozdrawiam, Kinga
-
Wiecie co, ja chyba zacznę prowadzić zycie towarzyskie pod chmurką - albowiem pod chmurką suka jest Milcząca, Miła I Tylko Z Lekka Nieśmiała. Natomiast pod sufitem (czyli w domu) staje się Rozdarta, Histeryczna I Wiadomo-Co-Dalej. Przekonał się o tym mój ojciec, który do tej pory patrzył na mnie i na Tajgę W Akcji dziwnym okiem. Ostatnio, pod nieobecnośc części mojej rodziny i samochodu, to właśnie z ojcem i trzema psami uskuteczniamy spacery po pastwiskach. Był tak ujęty Tajgą w plenerze, że aż się zafrasował, że dwa duże psy ją akurat ignorowały, zajęte swoimi sprawami, i postanowił sam się z nią poganiać po łąkach. Myślałam, że umrę. Teraz muszę tylko kupić sobie łąkę i tam spraszać znajomych. A po powrocie do domu Tajga spojrzała na ojca - skok pod sufit - i wrzask na całą ulicę. Ona niestety nie ma czegoś takiego, na punkcie czego traci łeb. Piłeczka, no owszem, ale z umiarem. Kij do czego służy - nie ma pojęcia. Słynny pan gałganek, kupiony przez juniora za uskładane pieniadze, kurzy się spokojnie w kącie. Troche tu winy Drachmy, która służy jako wzór, a której mistrzowskim osiągnięciem w ćwiczeniu aportem było to, że go łaskawie pozwoliła włożyc sobie do pyska, po czym wypluwała. A zabawa piłeczką w domu wygląda tak, że na widok ciamajdy Tajgi rusza się do akcji majestatyczne 60 kg futra, które demonstruje, jak zabawa piłeczką ma wygladać: siada mi na kolana, czeka, aż piłeczka odbije się od przeciwległej ściany i wróci, po czym schyla pysk, łapie, odwraca łeb i mi wręcza. I skąd tu brać przykład? Podobnie jest z wodą. Ponieważ Drachma wchodzi do wody po kostki i broń Boże głębiej, więc mała uznała, ze woda stanowi zywioł niebezpieczny, od którego trzeba trzymac się z daleka. Na mój gust przesadza, wygląda na psa, który powinien jak w dym włazic w wodę. Ale cóż, autorytet jest niepodwazalny. W dodatku wczoraj Autorytet desperacko postanowił sforsowac rów melioracyjny, bo po drugiej stronie pies ojca kopał strasznie atrakcyjne dziury. Autorytet wykonał skok gazeli, po czym wpadł w sam środek porośniętego szuwarami rowu z wodą , i mało tego, dłuuugo nic się z tych szuwarów nie wyłaniało. A jak się już wyłoniło, to mała uznała, że ona taka głupia nie bedzie ( a skacze bajkowo) i wyrwała w przeciwną stronę. Gajka, bardzo mi się podoba wizja wyganianej do etapu padniętego ryja Diuny, ale jeśli u nas ktoś po spacerze pada na ryj, to Drachma ( a chodzą zawsze w duecie). Tajga jakoś podejrzanie szybko się regeneruje. Ale niemniej dziekuję za rady - pomyślę, jak je wcielić w życie. Serdecznie pozdrawiam, Kinga
-
Kochane dziewczyny, ale pięknie piszecie , od razu mi raźniej na duszy. Przepraszam za dłuższą zwłokę, ale troszkę mnie nie było - jakieś wyjazdy, a poniewaz Tajga budzi się raniutko - dziś już o 4.40 (sobota!!!) i wtedy nie ma zmiłuj, koniec spania - więc wieczorami, zamiast usiąść do komputera albo zgłębiac tajniki klikera, padam bez czucia (i często bez zmycia makijażu, a fe) na łóżko - ja, zawsze nocny marek! GAJKA - Twoja Diuna to balsam na moje serce - czytam opisy jej wyczynów jak najlepszą poezję, zwłaszcza o tej kupie ludzkiej - do dziś mam przed oczyma Tajgę sprzed tygodnia z podejrzanie brązowym jezykiem - blee, jeszcze teraz mi wszystko do gardła podchodzi... Chyba sobie wydrukuję liste zbrodni Diuny i bedę czytywała dla komfortu psychicznego. BAJKA&ADAS - co do klikera... Nawet nie wiesz, jak ja bym chciała spotkać się z kims "fizycznie" i zobaczyć tego klikera na zywo. Niestety, mieszkam 450 km na północ od Warszawy i wszystko wskazuje, że muszę stać się pionierką w moim rejonie. Nie mam zacięcia pionierskiego i dlatego Krążę Wokól Teorii - czytam, analizuję, jak by tu stymulowac pozytywnie te straszne psy...( bo ostatnio, jak moja bernardynka na spacerze odmówiła wyjścia z samochodu, widząc chmury na niebie - zapewne w trosce o swoje futro, doszłam do jasnego wniosku, że trzeba brac sie za dwie psice). Niemniej jednak dziekuję za opis Adasa - gdy poczytam sobie trochę takich historii ( a najlepiej jeszcze z happy endem), widzę, ze to nie mnie się tak wyjątkowo fartnęło z psem po przejsciach, ale że jest to na swój sposób normalne i nie ma co sie rozczulać... WIOLETTA - z tym totalnym ignorowaniem raz udało sie! Hura, hura! Co prawda nie z tym kolegą ( ten nie wytrzymuje, korci go, żeby Tajgę zahaczać - zresztą ja bym też chyba nie wytrzymywała, szczerze mówiąc). To było mistrzostwo świata - zwłaszcza, że ten drugi kolega też strasznie lubi psy, a wtedy reka się sama wyciąga do takiego włochacza, który podchodzi. Ale on nic, siedział jak słup soli i nawet tonu rozmowy nie zmieniał, gdy Tajga wiele razy podchodziła -sama! - do niego, aby go obwachać. Ale wystarczyło, że uczynił nieznaczny ruch gałek ocznych w jej stronę - samych gałek, głowa dalej nieruchoma - a już podskakiwała pod sufit i rozdzierała się. A my w trójkę, prowadzac rwaną konwersacje, ciągle powtarzaliśmy sobie o pozytywnym stymulowaniu psów, bo ciągle nam się ręka wysuwała, żeby wziąć to-to za fraki i wyrzucić z pokoju. Ale może jest to jakiś malutki kroczek do przodu? Na razie tyle, serdecznie Was wszystkich pozdrawiam, Kinga
-
Witam. Suka zaczęła miec finezyjne upodobania. Dobrała sie w nocy do mojej bielizny i zeżarła mój ulubiony, drogi biustonosz. Przegryzła go dokładnie na pół. Myślałam, że umrę, gdy mój wyraźnie ucieszony mąż przyniósł mi "do wglądu" dwa egzemplarze czegoś, co jeszcze wczoraj stanowiło jedno. To tak tytułem wstępu , czarny humor ( dla mnie bardzo czarny). Po weekendzie znów trochę mi rece opadają. Otóż o ile w ścisłym gronie rodzinnym mała zachowuje się coraz fajniej, jest wesolutka i zaczepialska, o tyle Gość W Dom Wróg Śmiertelny W Dom. Pół biedy, gdy wróg występuje w ilości sztuk:1, albo sztuk: 2, siedzących na kupie w jednym miejscu - wtedy można ją zamknąć np. w pokoju na górze i jakoś dalej funkcjonować. Gorzej , jak wróg - sztuk 2 - rozpełznie się po obydwu kondygnacjach, wtedy, delikatnie mówiąc, chaos zapanowuje w naszym domu. Przez weekend nocował u nas kolega syna - darcie pyska było na porzadku dziennym przez cały czas: co chłopiec pokazał sie w zasięgu oka, histeria. Mało tego, dziś odwiedził nas przyjaciel - wielki psiarz- który usiłuje Tajgę obłaskawic a to gadaniem, a to głaskaniem, a to ignorowaniem... ZERO efektu. Na górę uciec nie mogłą, bo tam też obcy ( nasz dom jest właściwie bardzo pootwierany, nie ma za wielu miejsc do zamykania). Nawet jak już uciszyła się i na moment zapanowała błoga cisza, najlżejszy ruch Obcego powodował rozdarcie się. Oczami wyobraźni ujrzałam najbliższe 15 lat naszego zycia, i nie była to perpektywa wesoła. Bo co mnie zmartwiło: suka wobec obcych zachowuje się jak pies autystyczny: w ogóle nie łapie kontaktu - wyraźnie nie chce. Jak już nie lata i nie drze sie, to - przyparta do muru - wyraźnie unika nawet kontaktu wzrokowego, odwraca łeb i tylko czeka, żeby dać dyla. Jak już chyba pisałam, zupełnie nieistotne jest, czy tego kogoś widzi pierwszy, czy dziesiąty raz. A - podkreslam -jak jestesmy sami, jest diametralnie inna. I tak własnie pomyślałam, że przez te najbliższe 15 lat będziemy jeździć na wakacje tylko na pastwiska z krowami... Rany boskie. Gajka - dzięki za trzymanie kciuków! Zdjęć psic na razie nie wkleiłam, bo robię zdjęcia lustrzanką - muszę dorwac jakiś skaner. A propos: a jakie Ty miałaś problemy z Diuną po wzieciu ze schroniska? Serdecznie pozdrawiam, Kinga