-
Posts
543 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by dzurga
-
Radzilam ci tak dlatego, ze w jednym z postow napisales, ze sprzedalbys ONowi kopa gdyby nie to, ze niedaleko byl wlasciciel. No wiec moja rada dotyczyla braku szczypania sie tym czy jest wlasciciel czy nie jesli chodzi o bezpieczenstwo psa. Co do tego, ze moj pies juz zostal zaatakowany to akurat w zadnym z przypadkow nic jej sie nie stalo i wydaje mi sie ze dzieki mojej szybkiej reakcji ona nawet nie skojarzyla, co sie tak naprawde mialo miejsce. Oprocz pogryzionej mojej nogi przez bokserke nie doszlo zo zandego przelewu krwi. W zadnym z przypadkow moj pies nie poczul na sobie zebow agresorek i to dzieki mojej zdecydowanej reakcji. Na spacerach mam oczy dookola glowy, jesli widze psa, ktorego nie znam przechodze na druga strone ulicy, omijam - nie dopuszczam do bezposredniego spotkania. Bokserke przy sklepie widzialam - profilaktycznie wzielam psa na prawa strone (normalnie chodzi z lewej ale wtedy musialaby przejsc obok bokserki) i wykonalam wiekszy luk. Gdyby pies szedl po lewej nie mialabym szans zeby ja obronic - z prawej bokserka nawet do niej nie dopadla bo zastrzymala sie na moim bucie. Moim celem jest wychowanie rottka, ktory nie rzuca sie na wszystko co sie rusza. Dlatego jak ognia unikam i staram sie nie dopuszczac do sytuacji kiedy moj pies mialby jakies starcie z agresywnym zwierzem, bo to mogloby caly moj zmudny proces socjalizacji i wychowywania ja na rottka łasice wziac w leb. I akurta ja tez miszkam na duzym blokowisku, tyle ze w Poznaniu i spotykam codziennie na spacerach wiele roznych psow.
-
Matys&Meksyk - oczywiscie kumam, ze jestes facetem a to a przy mial sia jakos tak przyplatalo :oops: Co do pogryzien przez inne psy. Mja suczka parokrotnie byla atakowana przez boksery i raz przez dobermanke. Za 1 razem zaslonilam szczeniaka (na smyczy i w kagancu - zero szans na obrone przed rozwscieczona bokserzyca) wlasnym cialem - efekt podarte ulubione spodnie, pogryziona noga. Za 2 razem udalo mi sie chwycic dobermanke za kolczatke. Za 3 razem gdy bokserzyca odwizala sie spod sklepu i rzucila na nasa nie mialam zadnych skurupulow - sprzedalam jej kopa. Wyleciala wlascicielka z morda i dalje robic awanture. A wiesz co ja ci powiem - moze sobie drzec ryj ile chce ale jak mam do wyboru - zdrowie psychczne i fizyczne mojego psa, czy zdrowie agresora ine waham sie ani chwili i zawsze na pierwszym miejscu bedzie moj pies. I tobie tez rdze stosowac te zasade i sie nie szczypac. Chico a ty z tym pieklem to nie przesadzaj, bo sledzilam ten topic i wierz mi bywaly tu gorsze jazdy. Co do zlego traktowania nowych to sorry ale ze mna jakos nikt nie jechal i przewaznie wszyscy byli mili.
-
Sie ciesze :oops:
-
Grzeczna psica :D Trzymamy ksciuki zeby szybciutko doszla do siebie.
-
No wlasnie, jak piesa? Bo my czekamy na newsy z pola walki :D
-
Przede wszytskim niedobrze, ze dopusciles zeby szczeniak zostal tyle razy pogryziony przez inne psy. To raczej wg mnie nie wplynelo pozytywnie na jego psychike i nastawienie do innych psow - i to moze byc przyczyna agresji (aczkolwiek nie musi).. Nie wiem jak jest u ASTow ale z moim rottkiem bylo tak, ze do mniej wiecej dwoch lat pozwalam sobie na wszystko, na podgryzanie, obszczenikanie, obwarkiwanie. A teraz jak juz jakis natret go wnerwi to sie odwarknie (ale agresja bym tego nie nazwala). I nie wydaje mi sie zeby regula bylo ze AST sie zrobi agresywny w wieku 2,3 lat. Po prostu dorosnie i pzrestanie sobie pozwalac na pewne sprawy - a od tego do agresji jest moim zdaniem daleko. To czy bedziesz miala gresywnego psa zalezy tez od ciebie - czy mu na to pozwolisz, czy jesli on zacznie pzrejawiac agresorskie zapedy jasno dasz mu do zrozumienia,z e sobie tego nie zyczysz.
-
A wiesz Ewa, ze chwile temu wlasnie o toie myslalam. Daj znac co z sunia jak juz ja odbierzesz.
-
Az sie boje pomyslec co bylo. U mnie juz byly jazdy z pasmi jak sie cieczka zblizala - a co by bylo jakby suki z cieczka przychodzily - masakra wg mnie. Wlasnie ze wzgledu na to, ze inni ludzie tez zaplacili za kurs szkoleniowie cpowiennien uszanowac wieksza czesc grupy a suczce pozwilic dokonczyc kurs z inna grupa po zakonczeniu cieczki. To jest dla mnie rozwiazanie jak najbardziej w porzadku w punktu widzenia wlasciciela suczki z cieczka i reszty grupy.
-
No dokladnie Pika tak jak mowisz. Ona usiadzie, przekrzywi leb a wzrok ma taki jaby myslala mniej wiecej: "o co ci chodzi tej, przeciez to nie bylo wcale mocno, to co sie drzesz, przeciez sie w koncu tylko bawimy..."
-
Stronka fajna. Ciekawie napisane teksty - bez smecenia o wzorcu, z ktorego laik niewiele zrozumie ale napisane tak po prostu "dla ludzi". Czerwony mnie akurat specjalnie nie meczy ale na pewno lepiej dla wzroku zeby bylo biale na czarnym.
-
Almera, zdziwiona jestem prawde mowiac postawa pana szkoleniowca. :o Co z tego, ze ustawisz sunie na koncu? To ze pies jej za przeproszeniem nie powacha tylka to nie znaczy, ze nie wyczuje cieczki. Wiesz, ze jak przyjdziecie na plac to jeszcze cie moze czekac przeprawa z wlascicielami psow, ktorzy moga sobie nie zyczyc zeby suka z cieczka przychodzila na zajecia (i ja sie ludziom wcale nie dziwie). Dni plodne trwaja kolo tygodnia. Ja moja podczas calej cieczki prowadzalam na lince - tak profilaktycznie.
-
To moja inaczej - jak czasem za mocno chapnie to ja mowie ała, ała... Psica puszcza i patrzy na mnie ze zdziwioinym wyrazem twarzy :D
-
Czyli wszystko ok, dopoki to zabawa - tak tez myslelismy. Ja tez sie z moja bestia bawie tak jak ty i rece mam w calosci wiec "w tym szalenstwie jest metoda".
-
Mnie na szkoleniu uczyli, ze jak psy sie gryza to trzeba chwycic za jajka i skrecic (scisnac). Metoda skuteczna - wyprobowana pzrez kolege ze szkolenia - rozdzielal na stacji benzynowej gryzacego sie ONa i ASTa. Jak rozdzielic suki pojecia nie mam. Slyszalam tez ze mozna oblac zwierzaki woda.
-
Sorry Dag ale juz nie moge dluzej wytrzymac i musze spytac - czy gdzies mozna zobaczyc zdjecia Chrumy w calosci? Bo ona ma taki boski ryjek, ze normalnie wymiekam jak na nia patrze :D
-
No wiec bylam wczoraj z Mieczykiem na spacerze z naszymi psami. Faktycznie dozyca kilka miesiecy mlodsza od mojej rottki wywalila ja na ziemie i podgryzala gardlo. Nie wiedzielismy, czy interweniowac czy nie. Z jednej strony gdyby moja nie chciala dac sie tarmosic to by sobie nie pozwolila - tak wiec uznalam to za zabawe szczeniakow. Ale co bedzie jesli psy podrosna i doszloby do takiej akcji? Albo dorosla dozyca zlapie w ten sposob jakiegos mniejszego psiaka i go powiedzmy lekko uszkodzi?
-
Moja rottka duzej stycznosci z astami nie miala do tej pory. Glownie na szkoleniu. Tak sie zlozylo, ze miala cieczke w czasie szkolenia i po jej zakonczeniu konczylysmy PT z inna grupa. Szkoleniowiec jak zadzwonilam sie umowic na inna grupe to od razu mi powiedzial, ze moga byc problemy z suka ast i ze mam uwazac jak bede wchodzic na plac. No i facet mial racje. Od "pierwszego spojrzenia" astka chciala moja rottke zdominowac. Moja z kolei po raz pierwszy sie postawila i trzeba bylo na nie uwazac, bo astka nie dosc ze rzucala sie na moja to jeszcze skakala na mnie co mojej tez sie nie podobalo i sie jezyla. Z meskimi astami (bylo ich 3) nie bylo zadnych problemow. Na spacerach normalnie merda kita na kazdego psa ale mialaysmy juz w jej krotkim zyciu 3 akcje kiedy zostala zaatakowana przez dobermanke i 2 x przez bokserki. Za 1 razem jako ze niunia byla mala i w kagancu zaslonilam ja wlasna wpiersia - bokserzyca podarla mi spodnie i ugryzla w noge. Dobermanke udalo mi sie zlapac za obroze zanim laskawie wlasciciel debil sie ruszyl (facet jeszcze mi spzredal tekst,z e psy sa poi to zeby sie gryzly). Za 3 razem nadbiegajaca wsciekla bokserzyca po prostu zarobila kopa z martensa (moze i nieladnie z mojej strony ale musialam bronic wlasnej suki w kagancu i na smyczy). Tak wiec konczac moj przydlugi wywod nie mam pojecia jak pogodzic psy, ktore sie nie lubia.
-
Cortina, stosuje narkoze wziewna ale tez wszystko zalezy od kondycji psa. Mi np zalezalo zeby psica wyszla z gabinetu na wlasnych nogach bo myslalam, ze pojade na zabieg sama i nie bede miala nikogo kto pomoze mi wniesc zwierza do domu (a krowka 32 kilo wazy). No i wet dobral taki mix, ze faktycznie piesa z gabinetu wyszla sama. Dostala glupiego jasia + wziewna. Wybudzila sie w ciagu godziny mniej wiecej. Najlepiej napisz do weta (maila znajdziesz na www.wet.pl) albo zadzwon - facet jest naprawde super i ci wszystko wytlumaczy :D
-
No jak tam Ewka? Decyzja co do zabiegu podjeta? Czekam na relacje :D
-
Moja suczka tez miala cieczke podczas szkolenia. Juz kilka tygodni przed ja nic nie podejrzewalam ale psy czuly, ze cieczka sie zbliza i wiekszosc meskiej czesci grupy ja zaczepiala ( a tez mielismy w grupie mlode psy - okolo 6-7 mcy). NIe wiem do jakiej szkoly chodzisz ale u mnie jest tak, ze jak suka ma cieczke to na zajecia absolutnie nie chodzi, a potem dolacza do innej grupy (ktora zaczela kurs pozniej tak ze nic nie traci). Gdybym miala psa to bym sobie nie zyczyla zeby suka z cieczka rozpraszala mi psa, ktory przyszedl sie na szkolenie czegos nauczyc a nie sie ineteresowac "babami" Najlepiej bedzie jesli pogadasz ze szkoleniowcem zebys mogla przerwac zajecia na czas cieczki i dokonczyc z inna grupa, bo wg mnie prowadzanie suki z cieczka na szkolenie jest nie fair w stosunku do reszty grupy (tzn psow).
-
Doktor Dabrowski przyjmuje na Zbaszynskiej (to na Grumwaldzie, tuz kolo Marcelinskiej). Wszystkie namiary znajdziesz na jego stronce www.wet.pl
-
No dobra, to i ja wtrace swoje trzy grosze. Mialam w grupie na szkoleniu rottka, kiedy zaczynalismy zajecie mial okolo 5-6 mcy. Bardzo dominujacy przypadek. Wlasciciele to mlode malzenstwo. Zakup psa byl przemyslany, od dawna marzyli o rottku, byli dobrze teoretycznie (ksiazkowo) przygotowani i trzymali tego psa krotko. Niestety piesek zaczal "fikac". Kilkukrotnie dotkliwie pogryzl swoja pania, raz zaatakowal szkoleniowca. Dzieki skzoleniu i pomocy fachowca zaczela sie intensywana praca nad psem majaca zniwelowac jego dominacyjne zapedy. Pies oczywiscie mial momenty kiedy probowal sie stawiac ale poprzez rozsadne podejcie do tematu i zaufanie radom szkoleniowca w jakims stopniu udalo im sie psa okielznac. I pomysl, to byl jeszcze szczeniak. Gdyby nie przyszli z nim na szkolenie to jest duze prawdopodobienstwo, ze wyroslby im w domu 50 kilowy terrorysta i wtedy to juz by bylo zdecydowanie malo smiesznie. Nie ma co czekac - ja sobie nie radzisz z psem to sie nie ma nad czym zastanawiac tylko trzeba zasuwac na szkolenie.
-
To pewnie zalezy jak sie trafi. Ale jak dla mnie na Orla jest olewactwo na maxa i kompletne nieposzanowanie klienta. Co do kompetencji lekarzy to akurat nie moge sie za bardzow ypowiadac, bo chodzilam tam glownie na szczepienie ale zgubili 2 razy moja kartoteke, mimo umowienia na godizne musialam czekac, lekarze (rozni) na zadnej wizycie nie nie obejrzeli mi psa tylko szczepienie zrobili i do widzenia. A jak sie NIutonowi zrobilo jakies uczulenie na pysku to madry wet stwiersizl ze on nie wie co to jest - bo moze byc uczulenie a moze grzyb (taka madra to ja sama bylam) i dal jakas tam masc. Chociaz mam do nich zabi skok to nie polecam. A do tego ceny jak z kosmosu.
-
Wykonczyc sie mozna od tego myslenia, co? :D Wiem jak jest - ja tez dzwonilam pytalam ale jakos mi ci wszyscy weci tak na 100% nie pasowli. Niby z doswiadczeniem, niby narkoza wziewna, niby male ciecie a jednak zawsze bylo w nich cos nie tak, albo w miejscach, w ktorych pracowali. Wiec tez juz mialam glowe kwadratowa od tego wszystkiego. Fuksem spytalam na dogomanii i Basia polecila mi dr Piotra. Facet mi sie spodobal juz po tym jak w ciagu 10 min odpisal mi na mojego maila - wysmazyl mi na ponad strone wszytsko tlumaczac jak "krowie na rowie". Poetm byl kolejny mail, potem telefon i bylam na 99,99% ze to dobry wybor. To 0,01% zostawilam na wypadek gdyby na miejscu mi cos nie podpasilo. Ale na miejscu bylo jeszcze lepiej bo wet ma super podejscie do zwierzakow. Jakbym nie trafila na niego tez bym sie pewnie nadal zastanawiala i denerwoowla jak ty. Wiec doskonale rozumiem co czujesz. A na imie mam Paulina.
-
Z tym wyjazdem do Poznania na sterylke to oczywiscie nie jest dobry pomysl - tylko my po prostu mamy fajnego weta :wink: Jak on przez te 4 cm wyciagnal ta macice i cala reszte to wierz mi ale ja bladego pojecia nie mam. Ale doswiadczenie w takich zabiegach ma na pewno. W tym dniu kiedy ja bylam z moja psica mial juz 4 sterylizacje kotek za soba. Pracuje tez w schronisku i tam tez robi steryli. Wiec chyba facio wie, co jest grane. Na vetserwisie tez pisza o malym cieciu. Moze nam sie to w glowie nie miesci jak to mozna wyciagnac ale widac mozna z calkiem dobrym skutkiem. Pies to nie krowa i nie ma macicy wielkosci arbuza. A zwlaszcza przed pierwsza cieczka kiedy wciaz rosnie (wet mowil, ze moja maciczke miala jeszcze malutka). Co do narkozy - tak jak u ludzi - zawsze istnieje jakies ryzyko. Ja w ciagu 2 ostatnich lat miala 2 zabiegi i najbezpieczniejsze bylo znieczulenie w kregoslup. Uczucie co prawda niezbyt fajne i ryzyko jakichs tam powiklan zawsze jest ale to ponoc najbezpieczniejsze. tak samo wziewna w przypadku zdrowego psa.Zawsze jest jakies ryzyko, ze pies sie nie wybudzi ale zobacz ile osob tu pisze, ze ma psice po sterylizacji i nic zlego sie nie dzialo. Oczywiscie nerwy sa ale dla wetow to jest naprawde rutynowy zabieg. Na vetserwisie jest super wszytsko o tych narkozach opisane. A macie jakies schronisko w Plocku? To moze uderz do "schroniskowego" weta - ona ma na pewno ogromne doswiadczenie w przeprowadzaniu sterylek.