-
Posts
543 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by dzurga
-
Sa worki Bewi Doga w wersji Basic i Sport. Zanim komus zarzucisz klamstwo to najpierw sie dobrze zorientuj prosze!
-
Ja widzialam Belcando w sklepie Gordon i Przyjaciele przy rynku Wildeckim. A na pw wyslalam ci namiary na dystrybutora - przemila pania, ktora targa wielkie worki Belacando15 kg i Bewi Doga25kg (w moim przypdaku) pod samiusienkie drzwi.
-
Z zamykaniem w przedpokoju bywa roznie... Psiska sa sprytne i potrafia sobie otwierac drzwi! A z zakuoem drugiego psa to tez wydaje mi sie pomysl nie koniecznie trafiony. NIe kazdy ma warunki nadwa psy. NIe w przypadku kazdego psa problem z niknie po dokupieniu mu towarzysza. A moze nowy pies bedzie robil jeszcze wieksza jazde w domu? Ja tam sie nadal upieram przy klatce
-
Klatka, klatka i jeszcze raz klatka. Moj straszy pies byl umiarkwoanym niszczycielem (teraz mu juz zupelnie przeszlo) ale mial swoje wybryki. Raz po powrocie z pracy nie moglam otworzyc drzwi, bo zjadl wykladzine a resztki ladnie upchnal pod drzwaimi. Jak juz weszlam to w domu bylo mialo bo rozdarl puchowa koldre i wszedzie bylo pelno pierza a do tego zryl pazurami boazerie w korytarzu. Wtedy nie myslalam o klatce, bo on zoatawal dosc rzadko sam w domu i nie bylo to potrzebne. Mlodsza rozbojnica zmusila mnie do zakupu klatki. Kilka dni siedziala w kagancu (a mi sie ryczec chcialo ze ja tak mecze przez pol dnia), a potem jakims cudem kaganiec sobie zdjela i zjadla. NIe pytajcie ile sie naszukalam skorzanego kaganca w rozmiarze rottweielr maly, masakra... No a jak sunka wywlokla z szafy buty i ciuchy i zjadla jeszcze 2 pasty do butów kiwi w płynie i mi przy okazji wypastowala podloge to nastepnego dnia do domu wjechala klatka. Klatke kupilam w hurtowni - uwazam ze 270 za najwiekszy rozmiar to moze i duzo ale i tak duzo mniej niz moj codzienny stres co dzis znow sunia zmalowala. Tessa chetnie siedzi w klatce, to jest jej poslanie i siedzi tez tam czesto przy otwartych drzwiach. A co do karcenia - to wylacznie na goracym uczynku. Po jakims czasie od przestepstwa pies juz w zyciu nie skuma dlaczego sie wsciekasz.
-
Ja to mam jakiegos pecha chyba. Jak wychodze ze starszym psem to nie mam nigdy zadnych dziwnych akcji. A jak z sunka to co rusz jakas jazda. Przed chwila bylam na poczcie. Tzn. doszlam do poczty i widze ze siedzi uwiazana suka boksera bez kaganca (swoja droga w zyciu nie widzialam boksera w kagancu, a agresywnych bokserow widzialam sporo). Chcialam uwiazac moja troche dalej zeby nie bylo jakiejs jazdy ale nie zdazylam bo bokserzyca jakos sie odplatala (pewnie byla gownianie uwiazana)i ruszyla na nas z zebiskami. Moja tradycyjnie byla w kagancu no wiec broniac sunki sprzedalam bokserzycy kopa. No sorry ale moj pies wazniejszy. Na to z poczty wyleciala baba, wlascicielka boksia i z ryjem, ze jak ja tak moge... Jak jej zwrocilam uwage, ze jak ma agresywna asuke to ma jej kupic kaganiec to szczekala glosniej niz jej pies. Zla jestem i juz, grrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr...
-
Mamy juz pierwsze sukcesy wychowawcze!!!!!!!!!!!!! Dzięki połączeniu dwóch metod: "a ja coś mam" i "na parówkę" psica na dzisiejszym spacerze była przy nodze po jednym zawołaniu. Przy ubieraniu do spaceru dałam jej kawałek parówki z hasłem a ja coś mam a na spacerze właściwie nie musiałam się dużo wysilać bo psica tańczyła koło mnie prawie cały czas a jak odbiegła dalej to na szelest worka z parówkami i hasło a ja cos mam już grzecznie siedziała przy nodze. Te rottweilery to mądre bestie są...
-
Co dajecie swoim psom jako nagrodę na szkoleniach? Czy cała grupa ma mieć ten sam smakołyk? U mnie było tak, ze na początku uczyliśmy się "na parówkę" ale moja dostawała świra już na sam zapach i zamiast robic co trzeba za bardzo skupiała się na kieszeni ze smakołykami. No i prowadzący kazał zmienić na suchą karmę. Psicy się poprawiło ale widzę, że jest znudzona juz powoli karmą (minęło kilka tygodni). Chyba znów wrócę do parówek.
-
Linke wlasnie wczoraj kupilam na Allegro i na dniach do mnie dotrze. Na dluzszy spacer faktycznie wybieram inne miejsce i psica sie pilnuje. Natomiast rano prze praca wychodzimy nadal w poblize domu, ze wzgledu na czas. I wierzcie mi probowalam rozych sztuczek lacznie ze zmienianiem kierunku, chowaniem sie za drzewa, samochody tak zeby psica mnie nie widziala. Oczywiscie chwile trwalo zanim sie gwiazda pokapowala ze pani nie ma a potemzaczynala mnie nerwowo szukac. No i wtedy z ukrycia gwizdalam dajac sygnal gdzie jest pancia. Nie zmienia to jednak faktu ze jak ja wolam a jest daleko to zazwyczaj dalej sobie robi to co robila. No wiec po prostu przestaje gwizdac i wolac (a co bede z siebie durnia robic skoro i tak mnie nie slucha), odwracam sie i ide sobie. Po kilku chwilach slysze za soba patataj, dudnienie ziemi i psica juz jest przy nodze. I wszytsko byloby ok tylko ona chodzi w kagancu a czasem roznie sie moze zdarzyc i moze niespodziewanie spotkac na swojej drodze agresywne pissko bez kaganca. Dwa razy nam sie to juz zdazrylo, ze o maly wlos by nas zladla bokserzyca i dobermanica. Tylko, ze jak bylam w poblizy (czyli na drugim koncu smyczy) to moglam jakos odganiac agresorki lub probowac malej zdjac kaganiec a jak bedzie gdzies daleko i bydle sie na nia rzuci to moja coreczka w kagancu jest bez szans. A ze psycholi puszczajacych swoje agresywne psy luzem nie brakuje, wiec sami rozumiecie... W kazdym razie bedziemy cwiczyc roznymi metodami tak dlugo az sie mojej wacpannie znudzi i az przestanie miec watpliwosci kto jest szefem w naszym ukladzie. Sunia wlasnie przyszla, polozyla morde na klawiaturze i wszystkich serdecznie pozdrawia.
-
hmm... czy dl aHusky jemnik = lis?? ..chyba nie ;)
dzurga replied to Cobra's topic in Siberian Husky
Sunia ma 11 mcy a nie 1 oczywiscie. -
hmm... czy dl aHusky jemnik = lis?? ..chyba nie ;)
dzurga replied to Cobra's topic in Siberian Husky
Mi niedawno gosciu nawrzucal od poje*** bab, bo kiedy sobie grzecznie szla z moja pisca na smyczy i w kagancu on spuscil swoja dobermanke a ta rzucila sie z zebami na moja sunie. Mam lekka schize w takich sytuacjach bo juz raz napadla nas bokserka (no i broniac mojego szczeniaka w kagancu zostalam pogryziona) wiec krzycze do faceta ze moja to tez suka i zeby wolal swoja. A gosc nic. W dupie mial. No i uslyszalam pod swoim adresem pare bluzgow i jeszcze tekst, ze psy sa od tego zeby sie gryzc. Ciekawe czy tak samo by gadal jakbym byla ze swoim 2,5 rocznym rottkiem (a nie 1 mczna sunia), ktory zapewne uznalby ze nalezy mnie bronic przed szarzujacym dobermanem (a smiem sadzic, ze dorosly samiec rottka ma wieksze szanse w starciu niz sunka dobermana) albo gdyby to moj pies sie rzucil z zebami na jego. Powiedzialam panu, ze widac mu nie zalezy na piesku bpo kiedys moze trafic na przeciwnika bez smyczy i kaganca, ktory sunke moze pocharatac. No ale pan mial moje uwagi gleboko gdzies. Boje sie takich psycholi. Zawsze sie zastanawiam czy skoro sa takimi debilami to czy chociaz szczepia te swoje psiska. Chlowiek sie stara byc odpowiedzialny, dba o swoje zwierzaki, prowadza jak nalezy na smyczy i w kagancu a potem taki debil pusci swoje bydle i caly wysilek moze pojsc na marne w jednej chwili. -
hmm... czy dl aHusky jemnik = lis?? ..chyba nie ;)
dzurga replied to Cobra's topic in Siberian Husky
Jak sie o nie boja to niech prowadzaja na smyczy, grrrrrr... Do szalu mnie tacy wlasciciele szczekaczy doprowadzaja. Biega cos takiego bez smyczy, bez kaganca, pyszczy na wszystko co sie rusza ale nie daj boze moj pies by sie odwarknal to juz by byla jazda, ze rottweiler morderca. Cale szczescie, ze moje maja przewaznie szczekaczy w glebokim powazaniu chociaz kiedys straszego zaatakowalo takie male cos z sasiedztwa ( a mowilam wlascicielce niejednokrotnie ze ma trzymac szczekacza na smyczy, bo kiedys moj bedzie bez kaganca i tragedia gotowa) a akurat jako ze bylismy juz przed drzwiami domu zdjelam mu kaganiec. Male cos dolecialo i ugryzlo mojego w mordke. Nicco, ktory miesiacami dzielnie znosil zaczepki chyba uznal, ze miarka sie przebrala i jednej chwili przydusil male cos do ziemi pokazujac mu kto tu rzadzi. Oczywiscie byl bek wlascicielki szczekacza i bluzganie, ze mam psa morderce. Ja mam psa morderce? Jaki widze takich debili to grrrrrrrrrrrrrrrr... -
A swoja droga to jest ciekawe, ze pies na szkoleniu robi wiekszosc komend bez problemu a na spacerach to mu tak super nie wychodzi. Moze to atmosfera szkoly albo obecnosc innych "grzecznych" psow na to wplywa? Moja w kazdym razie na placu szkoleniowym pilnuje mnie jak dzika. Przybiegnie na 1 gwizdniecie z najdalszego konca placu. A jak inne psy do mnie podchodza to tez przybiega (nie zeby sie rzucala z zazdrosci na inne psy - po prostu podbiega i jest w poblizu - w koncu trzeba miec oko na swoja pancie).
-
Taaaaaaaa, tylko ze w innych przypadkach słucha doskonale. Siad, waruj, zostań - z bliska i na odległość, równaj noga na smyczy i bez smyczy - psica wszytsko kuma i robi bez problemu. W domu też przychodzi na zawołanie, w obcym terenie sie pilnuje. ALe jak jestesmy w codziennym miejscu spacerow to jak odbiegnie daleko to olewa. jak idzie blisko - kolo 5 metrow to jak zawolam od razu podbiega i siada przy nodze tak jak jest uczona na PT. A jak pobiegnie dalej to moge sobieb pluca wypluc i nic. To jak jest z ta hierarchia?
-
U mnie jest tak, ze jak juz jest blisko to jakos tam w koncu przyjdzie (chyba widzi, ze pancia nie jest zadowolona i grzecznie siada i czeka na zapiecie na smycz). No ale jak jest daleko to ja sie dre jak glupia, piszcze zabawkami, macham patykiem a piesa nic. Wlasnie kupilam linke na Allegro i bede z nia cwiczyc dopoki sie nie nauczy. Moze sie mniej wybiega ale to juz jej maly pech (bylo slychac pani i nie zuszac do drastycznych metod typu linka ograniczajaca swobode biegania). Moze psica szybko wykuma, ze moze sobie biegac ile tylko chce ale jak ja wolam to ma wracac a nie wachac kwiatki i inne kupy...
-
Moja dotad bardzo grzeczna psica od kilku spacerów ma mnie głęboko gdzieś. Moge sobie pluca wypluc a psisko i tak nie przychodzi. Chodze z nia na szkolenie PT, inne polecenia wykonuje bez problemu, w szkole takze bez problemu przychodzi. Natomiasty gdy wyjdziemy na spacer moge sobie wolac do oporu. Zaczela tez zjadac rozne swinstwa z ziemi (mimo kaganca). Jedyna metoda zeby wrocila jest odwrocenie sie i odejscie. No ale czasem kiedy ona jest daleko a ja odchodze to sie w miedzyczasie moze cos stac (np moze ja dopasc jakis agresywny pies - juz bylysmy 2 razy ofiarami ataku). Nie pomagaja smakolyki po powrocie, nie pomagaja zabawki, kije i inne metody zwracania uwagi psa. Sprobuje jeszcze metody z linka, moze bedzie lepiej. Wydaje mi sie ze ona sie tez zbyt pewnie poczula bo doskonale zna miejsce spacerow a w miejscach malo znanych sie bardzo pilnuje. A moze ona po prostu dojrzewa i zaczyna mi "fikac"? Sunka ma 11 mcy i jest rottweilerem. Co myslicie?
-
Moja psica do przedwczoraj szamała Belkando z wielkim apetytem. Ale od 2 dni cos marudzi przy misce, nie je, węszy. A potem wyjada straszemu Bewi Doga. Do tej pory byłyśmy z Belcando Bardzo zadowolone - pisca, jadła chętnie, wyglądała ślicznie, skład karmy ok, cena jeszcze bardziej ok... No ale jak dalej bedzie tak marudzic, to sie zaczne zastanawiac na zmiana jedzonka. Chyba mi sie moja ksiezniczka znudzila.
-
Pewnie ze sa w kagancach. I to skorzanych, bo uderzenie metalowym tez moze zrobic krzywde. I chodza w tych kagancach "od dzieciaka" (chociaz czasem zaluje, bo moja sunka byla atakowana przez inne psy i musialam ja bronic wlasna piersia, bo w kagancu nie mialaby szans). Z drugiej strony sprobuj wyjsc z rottweilerem bez kaganca ( a co dopiero z dwoma). Ludzie cie zlinczuja i obrzuca kamieniami (przoduja w tym wlasciciele rzucajacych sie na wszystko co sie rusza szczekaczy). Moje psiska wiedza, ze noszenie kaganca to juz taki ich psi los i przy kazdym ubieraniu do spaceru same podaja mordy zeby im kaganiec zalozyc. Sasiedzi, ktorzy wiedza, ze psiska to mega łasice czasem mnie pytaja po co ja im te kagance zakladam skoro one takie milusie no ale ja wychodze z zalozenia ze nie kazdy na ulicy wie, ze moj pies jest milusi i rozumiem, ze ktos moze sie stresowac. Osobiscie do szalu doprowadzaja mnie male agresywne i duze byc moze nieagresywne (tak jak moje) biegajace bez kagancow. A wlasciciele maja to w trabie. A jak ktorys z moich nerwowo nie wytrzyma i sie odwarknie na upierdliwego szczekacza to od razu rottweiler najgorszy...
-
Jesooooooo, zaraz bedzie ze hoduje w domu jakichs mordercow. To, ze nie pozwola mnie skrzywdzic to nic innego jak fakt, ze swoim wygladem budza respekt a mysle, ze gdyby faktycznie ktos chcial mi cos zrobic na ulicy (np. wyrwac torebke, zaatakowac czy cos w ten desen) to: 1. zrezygnowalby ze wzgledu na psa 2. gdyby sie odwazyl to mysle, ze co najwyzej mogloby sie skonczyc przewroceniem. Podkreslam po raz kolejny - moje psy chodza w kagancach, na smyczy, nie rzucaja sie na ludzi i psy i sa kanapowymi lizakami. Ale kurcze blade jak ktos nieznajomy na ulicy szarpie mnie za rekaw w blizej nie okreslonych zamiarach to nie wyobrazam sobie zeby moj pies merdal radosnie kita. Nie mowie zeby sie od razu rzucal na klienta i rozszarpal go na strzepy, bo ja bym mogla tego psychicznie nie wytrzymac ale niech chociaz warknie, czy chocby sie ustawi - tak zeby agresorowi glupie mysli (jakiekolwiek ma w danej chwili zaczepiajac mnie) raz na zawsze z glowy wylecialy.
-
Hmmmmmmm, czasami nie bardzo jest z tej drogi gdzie zejsc. Ja rowniez nie jestem za tym zeby pies rzucal sie, warczal czy szczekal natomiast srednio bym byla zadowolona gdyby moj pies cieszyl sie i merdal ogonem kiedy ktos mnie zaczepia i szarpie. Moje psy chodza w kagancach i to skorzanych, bo uderzenie metalowym mogloby komus zrobic krzywde. Agresywne nie sa wcale, wrecz przeciwnie bardzo przyjacielskie. I dpskonale zdaje sobie sprawe z tego ze pomimo tego ze np pijaczek mnie zaczepial (w nie wiadomo jakich zamiarach) ale gdyby moj pies procz ostrzegawczego pomruku zatopil w nim swoje zeby (a tak sie nie stanie bo nosi kaganiec - na wypadek gdyby jednak niezbyt trafnie ocenil zagrozenie) to i tak ja bym miala klopoty bo przeciez to rottweiler - pies morderca. A nie daj boze by sie pijaczkowi cos stalo to nawet nie chce myslec. Jak sie wychodzi z domu wieczorami to rozny element mozna spotkac. Przewaznie osoby z rottweilerem nie zaczepiaja a w tej jednej sytuacji tylko mrukniecie psa wystarczylo zebym miala spokoj. I zdecydowanie wole takiego psa, krtory budzi respekt juz samym swoim wygladem a nie jakiegos wscieklego szczekacza bez kaganca po ktorym nie wiadomo czego sie moge spodziewac bo mi wsciekle ujada kolo nogi chociaz ide sobie spokojnie i niekogo nie zaczepiam. Oczekuje po moich psach ze nie pozwola mnie skrzywdzic. I wiem ze moge na nie liczyc. I to nie dlatego ze sa morderczymi bestiami (bo sa akurat kanapowymi lizakami) tylko dzieki obrazowi rottweielra mordercy wykreowanemu przez media. I moge sobie spokojnie wieczorem przejsc przez slumsy w ktorych mieszkam pelne pijaczkow i penerkow stojacych po bramach i nikt mnie nie zaczepia. A jak nie mialam psow to niestety bylo czeste. Zastanowmy sie w kontekscie tego wszystkiego co jest wazniejsze? Moj stres czy stres zaczepiajacego mnie zula?
-
Mozna tylko pochwalic: maaaaaaaadraaaaaaaaa, grzecznaaaaaaaaa psica... Jakby mnie ktos szarpal za rekaw to wrecz oczekiwalabym od mojego psa jakiejs zdecydowanej reakcji obronnej tak wiec wcale sie nie dziwie, ze twoja psica zareagowala jak cie jakis facet szarpal za reke. I wcale bym nie powiedzial o psie broniacym swojego pana, ze to pies agresywny. Po to miedzy innymi mam psa zebym sie nie musiala bac idac wieczorem ulica ze jakis pijak mnie zaczepi. Poki co sunia jest mala ale starszy jest doroslym rottweilerem i raczej nikt do mnie nie podchodzi jak z nim ide. Raz jeden gosc cos tam zaczal bluzgac ale Nicco tylko wyprezyl klate i wydal z siebie ostrzegawczy pomruk i pan pijak w te pedy sie zwinal z drogi (pies w kagancu).
-
ok, masz bandyte ale o tym wiesz i starasz sie z tym cos zrobic. Nie mowie, ze gdyby mnie pogryzl taki pies to tlumaczenie, ze jest on po przejsciach jakos by mnie uspokoilo czy cos. Niefajnie jest jak pies sie rzuca obojetnie czy na czlowieka czy innego psa. Twoj nosi kaganiec i super. Ale ile jest takich psow, ktore o malo co mi nie wyrwa kawalka nogi przy kazdym spotkaniu a biegaja bez smyczy, o kagancu nie ma co marzyc a wlasciciele jak im sie uwage zwroci to portafia tak drzec ryj, ze polowa bloku wychodzi na balkon poogladac cyrk.
-
Jak byłam mała to jakiś debilny pseudo pudel się na mnie rzucił (a zaznaczę, ze bawiłam się spokojnie przed domem nie zwracając na psa uwagi). Udało mi się uciec na taki ogromny głaz ale i tak ciuchy miałam podarte bo psisko mnie dosciegneło zębami. Kilka miesięcy temu na spacerze bokserzyca bez smyczy i kagańca (no bo po co, boksery sa przecież taaaaaaaaaaakie łagodne) rzuciła się w moim kierunku. Przedmiotem ataku zapewne miała być moja psica - 6 mczny szczeniak rottweilera idacy na smyczy i w kagancu no ale jako ze nie chcę żeby mój pies miał uraz psychiczny bo jakieś bydle gho pogryzło no to broniłam mojej suni (dość skutecznie) i tym sposobem miałam podarte ulubione spodnie i ślady zębów i pazurów na nodze. No ale nic to. Właściciel miał to w trąbie i w ogole sie nie poczuwał zeby np oddac mi kase za zniszczone spodnie. No bo w koncu jego suka taka lagodna, jeszcze nikogo nie ugryzla... Grrrrrrrrrrrrrrrrrrr... Moja tez jest łagodna ale w kagańcu chodzi na wszelki wypadek a jak widzimy jakiegoś nieznanego psa to od razu biorę psicę na smycz. Czasem już bym chciała zeby Tessa podrosła - z doświadczenie za starszym psem wiem, że rzadko kto puszcza luzem sowjego psa kiedy widzi dorosłego rottweilera. NO ale poki co pisca jest mała a ja przez włąscicieli debili muszę mieć oczy dookoła głowy na spacerach.
-
Na Lutyckiej sprzedają detalistom (sama kupowalam). No ale skoro na Kliinskiego kosztuje 250 zl to i tak to taniej niz w hurtownii. Jakby co to hurtowania na Lutyckiej znajduje sie w takim baraku w lasku (trzeba zjechac troche w bok z glownej drogi). Prawde mowiac zgadzam sie z tym, ze zakup klatki to moze i duzy wydatek ale na pewno mniejszy niz usuwanie wszytskich szkod po psie. Nie wspominajac o naszym stresie i tym, ze psisko moze sobie zrobic krzywde. Slyszalam o bokserze, ktory skaczac na kuchenke gazowa odkrecil kurek od gazu - cud ze nie doszlo do wybuchu, bo wlasciciele wrocili do domu dopiero kilka godzin pozniej.
-
Teraz dopiero zobaczyłam, że jestes z Poznania. Tanie klatki mają w hurtowni zoologicznej na ul. Lutyckiej (ale lepiej wcześniej zadzwonić, czy mają taki rozmiar na stanie). W bardzo podbnej cenie klatki i kojce mają w sklepie zoologicznym na ul. Kilińskiego.
-
U mnie bylo tak: starszy czyli Nicco miał zapędy na niszczyciela. No i niestety większosć czasu kiedy zostawał sam chodził w kagańcu. Ma do perfekcji opanowane jedzenie, picie a nawet gryzienie zabawek przez skórzany kaganiec. Kiedyś zakopał kość w narożniku skórzanej kanapy. Raz zjadł dywan, rozdarł kołdrę z kaczego pierza, pogryzł 3 gałki od zmiany biegó w różnych samochodach... Było niezłe piekło. Teraz ma 2,5 roku i nawet mu nie przyjdzie do głowy żeby coś obgryzać. Młodsza czyli Tessa też jest niezłą cwaniara - gdy zamykałam jak w jakimś określonym pomieszczeniu i tak sobie otwierała. Też przywiązywałam drzwi od pokoju żeby nie miała szans wejść i czegoś zjeść ale pannica znalazła sobie inne ciekawe zajęcie w przedpokoju. Mam szafę z przesuwanymi drzwiami - no i moja małą gwaizda zaczęła sobie wyciągać przeróżne rzeczy z szafy. Jednego dnmia zrobiłą mi w domu taki sajgon, że następnego pojechałam kupic dla niej klatkę. Wierz mi, wychodzi duzo taniej niż likwidacja wszytskich szkód po psie. A do tego ja mam mniej nerwów bo się nie martwię w pracy, co znów psica zjadła. Klatka kosztowała w hurtownii 270 zł i wierz mi - uważam to zad dużą oszczędnośc w kontekście tego co psica potrafiła wywlec z szafy i zjeść. Początkowo się bałam, że piesa się będzie męczyć w klatce. Ale ona swoją klatkę - norę kocha - sama do niej wchodzi nawet w ciagu dnia, śpi w niej i nie wygląda na to aby zostawanie w klatce ją męczyło. Na boksera będzi dobra taka sama klatka ja na moje rottki - rozmiar chyba 5 albo 6 - cos koo 120 cm długosci, 70 szerokosci, 80 wysokosci. Namów mamę na klatkę - oszczędzicie nerwy i jeśli faktycznie psisko duzo niszczy to pewnie trochę kasy też. Poszukaj w hurtowniach albo na Allegro - czasem sprzedają używane.