-
Posts
506 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Leni
-
Historia Chipsa vel Pattona. Niestety bez happy endu
Leni replied to kasiain's topic in American Staffordshire Terrier
Justyna Słowo przeciwko słowu, nic więcej. Tu nie chodzi o wskazanie kto był mądrzejszy, ani o „populizm”. Odpisałam, bo nie zgadzam się z pewnymi kwestiami. Tak jak napisałaś ludzie wyrobili sobie zdanie, ich niezbywalne prawo. Posty Pawła to osobna bajka…. Pomimo odmiennego stanowiska na temat usypiania agresywnych psów, mam ogromny szacunek dla Ciebie i Darka za poświęcenie i zaangażowanie w ratowanie Chipsa i Freda. Gdyby nie Wy nie wiem, kto by się osobiście zajął Bambusiem, bo chętni z forum jakoś nie walili drzwiami i oknami (prócz Mimi). Dziękuję za życzenia odnośnie bulka, to miłe :) Pozdrawiam Agata -
Historia Chipsa vel Pattona. Niestety bez happy endu
Leni replied to kasiain's topic in American Staffordshire Terrier
[quote name='Julka_Bullka']Rozumiem, ze o dacie spotkania zadecyduje sad a ja dowiem sie jej z oficjalnego wezwania? Jesli nie a te artykuly z KK mialy mnie tylko przestraszyc, to kolejne pisaniny mozesz sobie darowac i to jeszcze w miejscu gdzie prawdopodobienstwo ze sie pojawie sama z siebie jest zadne. A skoro juz piszesz o regulach to podstawowa jest taka, ze sie wszystkie sprawy zalatwia w jednym miejscu [miejscu gdzie mialo miejsce jak to nazwalas 'szkalowanie'] a nie lata po innych forach z placzem piszac lzawe wypracowania - tak mowi regulamin. Jesli faktycznie pytaliscie Justyne [Justyne a nie mnie, mam prawo o tym nie wiedziec] o to jak zwrocic wyprawke, to nalezalo o tym napisac na forum a nie plakac w rekaw dogomaniakom. A skoro juz tu jestem i jest tu jak podejrzewam ponad polowa forumowiczow z Bull Terrier forum, to chcialam oficjalnie podziekowac osobie, ktora wczoraj okolo godziny 20 pobawila sie ustawieniami i baza tak, ze od dzis forum mamy nieczynne. Dziekuje, serce mi rosnie![/quote] Julka Bulka Nie zamierzam bawić się w żadne sądy, ect. Napadłaś na mnie publicznie i oskarżyłaś o coś czego nie zrobiłam. Ja pozwoliłam sobie jedynie na odpowiedź... Niestety wczoraj cały wieczór próbowałam się dostać na FBT, a wyskakiwała jedynie informacja: phpBB : Critical Error Error creating new session DEBUG MODE SQL Error : 1146 Table 'forum.forumbt_sessions' doesn't exist INSERT INTO forumbt_sessions (session_id, session_user_id, session_start, session_time, session_ip, session_page, session_logged_in) VALUES ('b928674e2cd25e9218774bb108928481', -1, 1131486006, 1131486006, 'd9112ea2', -9, 0) Line : 158 File : sessions.php Ponieważ Rogacz "przerzucił" historię Pattona NA DM, uważałam za stosowne umieścić również tutaj mój post. Tym bardziej, że gro ludzi niezarejestrowanych miało jedynie dostęp do działu adopcje na FBT, a temat został zamknięty. -
Historia Chipsa vel Pattona. Niestety bez happy endu
Leni replied to kasiain's topic in American Staffordshire Terrier
[quote name='frida']tak przyznaje sie rozwinelam ten temat tutaj bo myśle ze ci którzy sledzili od poczatku historie patona vel buczka na dogomani powinni znac jej koniec.ta informacja miała charakter czysto informacyjny bo nie każdy zagladał na forum o bulkach.[/quote] [b]Zaraz , zaraz Jaki Buczek sprawa dotyczy Pattona vel Chipsa[/b] -
Historia Chipsa vel Pattona. Niestety bez happy endu
Leni replied to kasiain's topic in American Staffordshire Terrier
Mimo solennych obietnic składanych sobie, postanowiłam jednak zabrać głos w tak żywo toczącej się dyskusji, obfitującej w wiele różnorakich wątków, których barwność, stopień nierzeczywistości przedstawianych zdarzeń przekracza granice absurdu. Zacznę od tego, że nie ponoszę odpowiedzialności za posty Pawła, to były jego przemyślenia, Paweł jest pełnoletni i sam odpowiada za własne słowa jak i za sposób w jaki je pisał na forum. Natomiast nie zgodzę się na szkalowanie mojej osoby przez administratora forum AKM - nazwanie mnie złodziejem uważam za niedopuszczalne (ponadto chciałam zauważyć, że mimo iż forum jest prywatne a internet międzynarodowym dobrem, to jednak, podlega pewnym regułom, w tym i przepisom prawnym, owszem w tym miejscu mam na myśli przepisy dotyczące naruszenia dobrego imienia i godności: Art. 212 kk „§ 1. Kto pomawia inną osobę, grupę osób, instytucję, osobę prawną lub jednostkę organizacyjną nie mającą osobowości prawnej o takie postępowanie lub właściwości, które mogą poniżyć ją w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania potrzebnego dla danego stanowiska, zawodu lub rodzaju działalności, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku. § 2. Jeżeli sprawca dopuszcza się czynu określonego w § 1 za pomocą środków masowego komunikowania, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.” Cytuję AKM: [color=darkblue]"w takiej sytuacji CALA WYPRAWKA ktora Patton dostal za forumowe pieniadze powinna zostac odeslana dla nastepnego potrzebujacego psa czyli Bambusia - nie wyobrazam sobie, ze mielibysmy ufundowac poslanie za ponad 100zl dla szczeniaka Pawla i Agaty - to nie byloby juz tylko zwykle chamstwo ale w moim poczuciu prawie kradziez..." [/color] W poniedziałek rano Paweł zadzwonił do Justyny i między innymi poprosił o podanie adresu celem odesłania posłania i pozostałych gadżetów dla Freda - prośba pozostała do dnia dzisiejszego bez odpowiedzi. [color=red]Wszystkie akcesoria zostaną przekazane Fredowi dzięki uprzejmości Xax[/color] [color=darkblue]"(...) Pawel i Agata mam nadzieje usuna sie sami bo przebywanie w towarzystwie takich osob jest dla mnie mocno odstreczajace - dla wyjasnienia ja sie stad nie wynosic nie zamierzam... a na koniec dodam ze mam gleboka nadzieje ze kazdy hodowca 100 razy sie zastanowi zanim sprzeda Pawlowi i Agacie szczeniaka - na dwa posiadane bulle, dwa uspione w tempie ekspresowym to bardzo niepokojaca statystyka..." [/color] - na jakiej podstawie piszesz, że w ekspresowym tempie uśpiłam Buczka??? Gwoli ścisłości - do czasu Pattona miałam dwa bullterriery w tym jednego ze schroniska (od 1992 roku). Bardzo proszę następnym razem Aniu z bulinką Julką przeczytaj dokładnie moje posty i historię choroby Buczka zanim ponownie mnie publicznie zaczniesz oskarżać. Dla zainteresowanych: [url]http://www.krakvet.pl/forum/viewtopic.php?t=287&sid=0b4cfafb5b46b2dc68944812d28c6399[/url] Jeszcze raz powtórzę, że w przeciwieństwie do Darka i Justyny nie żywię do nich żadnych pretensji o zachowanie Pattona, uważam, że pewnych rzeczy nie dało się przewidzieć, jak również pobyt psa w hotelu nie pokazał całej prawdy o nim. Wiele osób z tego forum jak również z DM było zaangażowanych osobiście i wirtualnie w pomoc psu, rozumiem ich reakcję: złość, bezsilność, zaskoczenie na wieść o uśpieniu przez nas Pattona. Rozumiem wybuch Mimi, od samego początku zaangażowanej w Chipsa, zapewne nie znając dokładnie sprawy zareagowałabym podobnie. Nie będę po raz kolejny opisywała momentu ataku psa na mnie - napiszę raz jeszcze, było to całkowitym zaskoczeniem dla mnie, z jaką zajadłością pies mnie zaatakował - nie było to ostrzegawcze warknięcie czy złapanie za rękę jak to Patton miał w swoim zwyczaju. Większości nasuwa się pytanie dlaczego pies został "ekspresowo" uśpiony, dlaczego wet wyraził na to zgodę, dlaczego nie odbył kwarantanny, dlaczego nie oddaliśmy go Darkowi, ect. Jak pisałam wcześniej podczas całego zajścia Pawła nie było w domu, nie mogłam się do niego dodzwonić, zadzwoniłam do Grzegorza (M&B) po 22, potem dodzwoniłam się w końcu do Pawła informując go, że "pies mnie pogryzł i żeby przyjeżdżał", następnie zadzwoniłam do osoby X ( która chce pozostać anonimową - uszanujmy to) i powiedziałam całą historię. Osoba X spytała czy ma zadzwonić do Darka i Justy - poprosiłam, żeby to zrobiła. Podczas rozmowy z osobą X Paweł zadzwonił do drzwi, przeprosiłam X, mówiąc, że muszę Pawłowi zrzucić klucze z balkonu. Paweł wszedł, był bardzo zaskoczony obrotem sprawy, rozmawialiśmy chwilę, powiedziałam, że rozmawiałam z Grzegorzem i X, że poparli moją decyzję. Paweł również powiedział, że niestety psa trzeba uśpić bo stanowi realne zagrożenie. Zabrał psa do lecznicy niedaleko naszego domu. I tu się zaczyna sedno sprawy: X zadzwonił po rozmowie z Darkiem prosząc abyśmy na razie nic nie pisali na forum, ze względu na ostatnie wydarzenia związane z rasami uznanymi za agresywne. Ze względu na dobro rasy uznałam to za dobry pomysł, powiedziałam, że muszę zadzwonić do Grzegorza aby nic nie pisał o Pattonie na forum ( miał taki zamiar, jak również powiedział, że bierze całkowitą odpowiedzialność za decyzję o uśpieniu psa - [b]przypomnę raz jeszcze decyzja była wyłącznie nasza tzn. moja i Pawła[/b]). Po rozmowie z Grzegorzem zadzwonił Darek pytając czy to prawda, że chcemy uśpić Pattona, powiedziałam, że Paweł już pojechał do weta. Darek słowem nie wspomniał, żeby zatrzymać akcję usypiania (telefon od Darka był około 10 minut po wyjściu Pawła z domu) i że weźmie psa do siebie. Byłam zdenerwowana, rozgoryczona, ale gdyby Darek powiedział wprost -dzwoń do Pawła jutro zabieram psa, albo daj mi numer komórki Pawła - zrobiłabym to. Patton zostałby u weta, ewentualnie wróciłby do naszego domu, D&J przyjechaliby nazajutrz po psa i sprawa by była rozwiązana. Paweł po przybyciu do weta bardzo długo z nim rozmawiał, opowiedział historię psa o jego miesięcznym pobycie w schronisku, o pobycie w hotelu i o ostatnim tygodniu u nas. Miał ze sobą książeczkę zdrowia psa. Dlaczego nie było kwarantanny - dobrze wiecie, że pies trafiając do schroniska przechodzi 2 tygodniową kwarantannę (jest to czas na ewentualne zgłoszenie się właściciela po psa jak i okres kiedy mogą pojawić się objawy wścieklizny). Po upływie 2 tygodni pies przechodzi na własność gminy, jest automatycznie szczepiony przeciw wściekliźnie i kastrowany, co wynika z ustawy o ochronie zwierząt (ustawa zakaźna o zwalczaniu chorób zakaźnych zwierząt). Patton nie został wykastrowany bo schronisko albo nie miało pieniędzy, albo nie zdążyło przeprowadzić zabiegu, jak pamiętacie pies został "wypożyczony" ze schroniska na wizytę u weta i do schroniska nie wrócił). W olkuskim schronisku potwierdzono szczepienie psa jak i to, że pies opuścił schronisko "wolny od wścieklizny". Z tego co nam wiadomo, pies po opuszczeniu schroniska nie miał styczności z zakażonym zwierzęciem, bo i gdzie? Patton został uśpiony po 24.00, lekarz dokonał wpisu w systemie komputera o 23:57, potem podał mu zastrzyk uspokajający, kiedy pies zasnął dostał zastrzyk usypiający - przy tym ostatnim Pawła nie było. Paweł wrócił do domu, pomógł mi się ubrać i wróciliśmy do weta - pokazałam pogryzione ręce, aby być wiarygodnymi i odebraliśmy kaganiec z obrożą. Potem pojechaliśmy na ostry dyżur do szpitala, gdzie około 1.00 w nocy przyjął mnie pan dr. Dostałam zastrzyk przeciwtężcowy, zostałam opatrzona i dostałam receptę na antybiotyk oraz skierowanie do szpitala zakaźnego na konsultację. Tutaj dodam dla niedoinformowanych, że od dawna nie wykonuje się serii bolesnych zastrzyków w brzuch, w przypadku pogryzienia (przez psa nam kompletnie nieznanego) w ciągu 30 dni podaje się 5 bezbolesnych zastrzyków. W niedzielę Paweł rozmawiał z Justyną z Darkiem - została ustalona wersja jakoby znalazł się właściciel psa, Darek miał wkleić jakieś zdjęcie z domniemanym właścicielem ( oczywiście z zamazaną twarzą) potem jeszcze od siebie dodaliśmy, że to może być Słowak, który miał stłuczkę samochodową podczas której pies uciekł. Cudowny happy end Pattona miał pojawić się w środę po Wszystkich Świętych na jednym i drugim forum. Dlaczego Słowak - aby ukrócić wszelkie spekulacje, aby nikt nie wpadł na pomysł dotarcia do właściciela. I takie były nasze ustalenia z D&J, o sprawie wiedziała też osoba X. W poniedziałek rano Paweł zadzwonił do Justyny i poprosił o numer telefonu Andrzeja R. (hotel), jak również poprosił o podanie adresu na maila żeby wysłać posłanie i resztę szpargałów po Pattonie. Chwilę później Paweł zadzwonił do wspomnianego A.R. na komórkę i poinformował, o sobotnim ataku jak i o tym, że pies został uśpiony. Andrzej był w trakcie jazdy samochodem, przełożyli rozmowę na wieczór. Jak się dalej potyczyła sytuacja możemy się jedynie domyślać. Mimi dowiedziała się i zadała pytanie na forum, a po południu Darek z Justą wystosowali post na DM, gdzie przeinaczyli kupę faktów, nasze rozmowy telefoniczne wykorzystali przeciwko nam, trudno, nie wiem co nimi kierowało, nigdy ich o nic nie oskarżaliśmy ani nie mieliśmy pretensji. Gdyby nie nasz telefon do Andrzeja R. sprawa uśpienia psa zapewne nigdy nie wyszłaby na światło dzienne. [b][color=red]Cytuję wypowiedź Darka z DM[/color][/b]: [b]"Chips nie był agresywny wobec ludzi !!!, przejawiał tylko agresję dominacyjną do Agaty i Pawła w nowej sytuacji w jakiej się znalazł !!! Nie atakował ludzi na swoje „widzi mi się” bez przyczyny, owszem był dorosłym samcem o ukształtowanej mocnej psychice i tylko odpowiednie stanowcze podejście do niego mogło dać efekty. [/b] Na marginesie chciałam zauważyć, że również jesteśmy ludźmi… Skoro pies przejawiał agresję dominacyjną tylko w stosunku do nas, to jak miał atakować innych ludzi? Podejście D&J było takie „stanowcze”, że pies się w ogóle ich nie słuchał (czego byliśmy naocznymi świadkami podczas wizyty u Darka w domu), natomiast u nas bardzo szybko załapał nowe zasady. [b]Każdego człowieka, już znajomego czy jeszcze nie, traktował jak przyjaciela. Podchodził merdał ogonem, łasił się, był zadowolony, że zwrócił na siebie uwagę. Nigdy, przynajmniej w naszej obecności, nie warknął na nikogo kto chciał go pogłaskać czy poklepać po bullowemu. Na ten przykład fotografia, zupełnie dla Chipsa obcych mężczyzn spotkanych na ulicy (pozwoliliśmy sobie wymazać ich twarze, bo nie wiemy czy wyraziliby zgodę na publikację)…"[/b] - owszem, do ludzi na ulicy nie przejawiał agresji o czym pisałam również, bardzo pozytywnie reagował na dzieci w wózkach - co sprawdziliśmy podczas spaceru z zaprzyjaźnionym małżeństwem z naszego osiedla, właściciele bulki Emi (nota bene jak się okazało dobrze znający Jedi - niegdyś jej sasiedzi z Targówka). Co do domniemanej przez Darka wyłącznej agresji do nas: to my narzuciliśmy psu nowe zasady, których pies do tej pory nie znał (zakaz wchodzenia do sypialni, zakaz włażenia na kanapę, fotel, zakaz szczekania i grzebania w śmieciach, ect.) a które z powodzeniem zaakceptował. D&J wyraźnie zaznaczali, że nigdy niczego od psa nie wymagali i nie kazali mu wykonywać żadnych komend. Fotografia nie jest dowodem na cokolwiek. W Aninie podczas spaceru pies również cieszył się do wszystkich i był głaskany przez forumowiczów. Nie rozumiem co D&J chcieli tym udowodnić wstawiając zdjęcie.. Poza tym do nas pies również się cieszył, przychodził na przytulanki, szukał kontaktu, machał na nasz widok ogonem. I co z tego? Czy to ma być argument za tym, że pies nie był w stanie zaatakować mnie z nienacka i bez powodu? [b]Każdy kto poznał Chipsa (my, Andrzej, znajomi ze szkoły tresury przy hotelowej szkółce, mimi, Horacy, Agata T. Łukasz) potwierdzą nasze słowa. Nikt z nich nie ucierpiał w kontakcie z tym psem, nie został ugryziony, ani nawet ostrzeżony przed atakiem warknięciem czy kłapnięciem zębami, może dlatego, że nikt z nas nie dawał psu do tego wyraźnego powodu. [/b]W rozmowie telefonicznej Justa powiedziała nam, że w momencie, kiedy Andrzej chciał zajrzeć po raz drugi psu do pyska, Patton warknął. Przez dwa tygodnie nic z psem nie zrobili, traktowali go z dystansem, o czym nam mówili zanim pojechaliśmy po psa. Dlaczego nie zrobili z Pattonem przez 2 tygodnie tego co można było zrobić z Fredem/Bambusiem. Dlaczego D&J nie próbowali nawet wsadzić mu ręki do miski podczas gdy ten je? To jedna z podstawowych spraw przy testowaniu psa? Nikt się jakoś na to nie odważył. Myślałam, że tak doświadczeni szkoleniowcy jak D&J wiedzą o tym. Czyżby się czegoś obawiali? A może pewne fakty zostały przed nami zatajone? [b]Tzn…powód pewnie by się znalazł, bo przecież Justa, obca dla Chipsa osoba robiła przy nim cuda, łącznie z opatrywaniem obolałego pyska, zakrapianiem oczu i ogólnej toalety. Nigdy nie okazał niezadowolenia, pewnie dlatego, że czuł nad sobą opiekę stanowczej ręki, która dokładnie wiedziała czego chce od psa. [/b]- Justyna z Darkiem sugerują tu najwyraźniej, że oni mają zdecydowaną i stanowczą rękę a my nie. Niestety na więcej cudów sobie nie pozwolili. Pies nawet nie miał umytego łba podczas kąpieli (jak nam powiedzieli - ze względu na strupy). Czyżby się czegoś obawiali? Wszystkie zabiegi pielęgnacyjne (poza kąpielą) odbywały się pod gołym niebem a nie w domu co D&J uwiecznili na zdjęciach. [b]Kąpiel w obcym domu, w małym pomieszczeniu jakim jest łazienka, do tego w wannie pewnie też dałaby psu duże pole do popisu w okazaniu niezadowolenia. Jednak tego nie uczynił, stał cały czas posłusznie i w ogóle się nie odzywał. –[/b] Ale łba Justyna mu nie umyła. W czym był problem? I dlaczego tak spokojny pies był kąpany w kagańcu? [b]Są tutaj osoby, głównie M&B, książkowy behawiorysta, który udziela porad przez telefon czy e-maila, nie widząc psa i jego zachowania na oczy, który twierdzi, że Chips to taki Dr. Jeckyl & Mr. Hyde w jednej osobie [/b]- co do Grzegorza to chyba Darek przesadził w osądzie. Jego kolega Andrzej również nie widział psa u nas w domu a D&J zaproponowali go nam jako speca od układania psów. Jego porady również by się odbywały jedynie przez telefon, na podstawie naszych subiektywnych spostrzeżeń. [b](Stąd to oburzenie mimi, że pies był stabilny i nie przejawiał [size=6]niepotrzebnej agresji [/size]i podenerwowania). Według nas nie należy rozdzielać zachowania psa na dwa… dwór i dom. Pies ma być prowadzony, traktowany, uczony, karcony tak samo na dworze jak i w domu. Tych rzeczy nie powinno się rozdzielać.[/b] - to w końcu przejawiał agresję czy nie? Powtarzam raz jeszcze agresja była tylko w domu, na spacerze pies był świetny i nie dawał powodów do karcenia go. A traktowany był jednakowo i w domu i na spacerze. [b]Należało by się zastanowić dlaczego Chips podczas naszej 2 tygodniowej opieki w różnych sytuacjach, był normalnym stabilnym psem, (fakt że mało wylewnym) a po wyjeździe do Warszawy od pierwszych minut w domu Agaty i Pawła zaczął okazywać im, że nie da się tak łatwo zdominować.[/b] - a może schronisko, hotel i kilka godzin w mieszkaniu Darka, potem obcy ludzie czyli ja z Pawłem i Monika W. ( która z nami pojechała po psa), kolejne spotkanie w Częstochowie z Fredem i znowu z obcymi ludźmi a na końcu kolejne nowe miejsce czyli nasz dom z obcym zapachem - czyż to nie aż nadto wątpliwych atrakcji w tak krótkim czasie dla jednego psa? Jak pokazały kolejne dni, bardzo łatwo się go układało. Jak na bulla aż zbyt łatwo… [b]W jednej z wypowiedzi M&B na to pytanie odpowiedział, że u nas w domu pies nie przejawiał agresji i chęci dominacji bo czuł się niepewnie… Może właśnie o to chodziło, żeby pokazać psu, że nowe miejsce w które trafił nie jest od razu jego królestwem, że jest w tym miejscu ktoś kogo powinien się obawiać, ktoś kto zajmuje miejsce powyżej jego samego… [/b]- Nie odniosłam wrażenia, że D&J pokazali psu, że mieszkanie Darka to nie psie królestwo. Patton ignorował Darka, był niesforny i pomimo iż Darek ściągał go za obrożę z łóżka ten wchodził po chwili ponownie, nie odpuszczał sobie również przyjemności kilkakrotnego zaglądania do kosza na śmieci. [b]Mamy 90% pewności, że wszystkie wywołane ataki Chipsa nie były bezpodstawne. –[/b] na pewno celowo go prowokowaliśmy. Skąd mogą mieć 90% pewności? Tego niestety nie wiem. [b]Paweł z Agatą od momentu zabrania Chipsa do domu, kontaktowali się z nami bardzo często. Prosili o radę jak mają zachować się w danej sytuacji[/b]. - bzdura, nigdy nie prosiliśmy o radę ani Darka, ani Justyny. Co do utrzymywania kontaktu telefonicznego? Były to niezobowiązujące rozmowy, nie widzę w tym nic dziwnego, w końcu D&J znali psa 2 tygodnie i z grzeczności chcieliśmy ich informować, co się dzieje z Pattonem, jak się czuje, etc. [b]Pierwszą przerażającą dla nas informacją była zabawa piłką w domu. Pies był tak pobudzony i podekscytowany, że po prostu zapominał gdzie jest i co się dzieje wokół niego. Tak właśnie zadziałała na niego piłka. Doradziłam Pawłowi, aby zabrać Chipsowi piłkę i nie dawać mu jej do zabawy w domu, niech bawi się nią na dworze, będzie kojarzył piłkę ze spacerem i dobrą zabawą. Doradziłam mu także żeby kupić Chipsowi zabawki, które nie będą przed nim „uciekać”, (sznur, gryzak, pluszak itd.) aby pies nie urządzał w domu gonitw za toczącą się piłką, a jednocześnie nie prowokował Agaty i Pawła do zabawy w turlanie, odpychanie czy kopanie owej piłki. Moje rady jednak poszły sobie gdzieś innym torem… [/b] - to się zgadza to były rady Justyny w pierwszej sobotniej rozmowie telefonicznej zaraz po przywiezieniu psa do Warszawy. I również zgadza się, że rady poszły sobie gdzieś swoim torem. U Darka w mieszkaniu pies bawił się piłkami tenisowymi w naszej obecności, a na wymianę dostawał od Darka winogrona, które to były mu rzucane na podłogę. Natomiast nie zauważyliśmy ani razu, aby Darek wyjął piłkę psu z pyska, bo się najwidoczniej obawiał jego reakcji. [img]http://www.album.astral.pl/album/fotos/158/2/826/6.jpeg[/img] Pattonowe zabawki, jak również 10 metrowa linka, obroża dławiąca i kolaczatka - te dwa ostatnie przedmioty nie były przez nas używane bo pies nie ciągnął podczas spacerów, nie wykazywał agresji do psów ani do ludzi. Pattona prowadzaliśmy na 6 metrowej automatycznej smyczy taśmowej (zdjęcia ze spaceru w Aninie). [b]Agata zaledwie dobę po zabraniu psa urządziła „próbę sił”, zabrała psu piłkę i zaczęła na niej stawać stopami, pies się denerwował, początkowo aby wydobyć tę piłkę drapał pazurami po nogach, w końcu stracił cierpliwość i zaczął łapać zębami za stopy… to powinno już dać im wiele do myślenia… [/b]I dało. [b]Kolejna historia z piłką (niestety również w domu) to zapraszanie przez psa, Pawła do zabawy. Turlanie piłki pod Pawła nogi i czekanie aż ten kopnie piłkę. Ignorowanie Chipsa przez Pawła też niestety skończyło się łapaniem za nogi. Nie piszę tego oczywiście, w sensie takim, że pies miał wymuszać zabawę na Pawle, ale w sensie mojej rady – nie dawać piłki do zabawy w domu.[/b] Kolejna konfabulacja D&J. Pies nie turlał Pawłowi piłki pod nogi. A Paweł go wcale nie ignorował – Wszyscy dobrze wiemy, jak wyglądała sytuacja i kiedy miała miejsce ( po przywiezieniu psa w sobotę wieczorem), dla przypomnienia wycinek mojego postu z forum: [color=blue]Wysłany: 22.10.05 [Sobota] 21:39 Temat postu: Witajcie Oto pierwsze relacje na gorąco. W drodze z Sosnowca do Warszawy - słodzio, miodzio, jechał z Pawłem na tylnym siedzeniu, przytulał się do niego. Było cacy. Weszliśmy do mieszkania: - skoki na stół w kuchni - włażenie na kanapę, na łóżko - w momencie kiedy go chciałam zrzucić - warknął na mnie - dostał piłkę, ładnie się bawił, potem się zbytnio rozkręcił - dwa razy warknął na mnie, kiedy stanęłam na piłce, próbował wydrapać przedmiot łapami w końcu dwa razy złapał mnie za stopę przez kapeć z warkotem (próba sił)- - może to nie było z mojej strony zbyt rozsądne ale ja tu rządzę a nie on. [/color]- danie mu piłki do zabawy nie było rozsądne - nasza wina, ale nie jesteśmy wróżkami, nie przewidzieliśmy takiego zachowania, skoro pies u Darka ładnie się bawił piłką i bardzo ją lubił to dlaczego miał się zachować inaczej u nas? [b]Zabawa w domu piłką dla psa, skończyła się już w pierwszym dniu na podaniu Chipsowi środków uspokajających bo został do tego stopnia pobudzony, że nie dawali sobie z nim rady.[/b] - psu piłka została odebrana, znowu nadinterpretacja faktów, pies był pobudzony, nie dawało się go uspokoić ani smakołykami, nie chciał spać, szczekał co chwila a było grubo po 24 - dostał 1/3 proszka uspokajającego (ponad godzinę po odebraniu piłki) o czym poinformowałam Justę na gg - nie miała nic przeciwko: [color=blue]Justa (23-10-2005 0:55) jeszcze jestem, co się dzieje? LENI (23-10-2005 0:56) na razie nic LENI (23-10-2005 0:56) poszedł spać LENI (23-10-2005 0:56) pogłaskaliśmy go na posłaniu, LENI (23-10-2005 0:57) merdał ogonem Justa (23-10-2005 0:57) Justa (23-10-2005 0:57) potrzeba mu czasu, on Was praktycznie nie zna LENI (23-10-2005 0:57) nie wiem czy to był dobry pomysł ale daliśmy mu 1/3 proszka uspokajającego LENI (23-10-2005 0:57) i się wyciszył LENI (23-10-2005 0:5 dokladnie jesteśmy dla niego obcy Justa (23-10-2005 0:5 grunt to go zbytnio nie pobudzać, przynajmniej w domu... bo jak słyszę staje się nie do opanowania LENI (23-10-2005 0:5 on zwariował na początku LENI (23-10-2005 0:59) nie wiem może czuje jeszcze zapach Buczka - przecież u Was nie interesował się kontaktem ani wtyczkami? Justa (23-10-2005 0:59) dziwisz się?, nowi ludzie, nowe miejsce...można rozrabiać Justa (23-10-2005 0:59) nie, u nas nie zrobił żadnej szkody Justa (23-10-2005 1:00) spał w otwartej klatce LENI (23-10-2005 1:00) paweł jest przerażony, ja uważam, że trzeba czasu, do psa musi dotrzeć, że tu obowiązują inne reguły Justa (23-10-2005 1:00) dokładnie Justa (23-10-2005 1:00) czas to najlepsze rozwiązanie LENI (23-10-2005 1:01) Grzegorz Artur zaoferował się, że pożyczy nam klatkę- może to dla niego będzie coś co kojarzy się z poczuciem bezpieczeństwa LENI (23-10-2005 1:01) śpi słodko na posłaniu LENI (23-10-2005 1:01) i na kocyku LENI (23-10-2005 1:01) podsikał nam kartony w pokoju (…) [/color][b]Następny błąd można by zauważyć w samochodzie, gdzie doszło do pierwszej agresywnej reakcji Chipsa względem Agaty. Leżący na tylnym siedzeniu pies (obok Agaty) ze zwisającym łbem, najprawdopodobniej śpiący, lub drzemiący… nagle wybudzony w chwili kiedy Agata usiłowała podnieść jego głowę i położyć obok siebie lub na kolanach (mniejsza z tym gdzie). Reakcja obronna – małe pomieszczenie, obce ręce, wybudzenie, wymuszona zmiana pozycji. Moja następna telefoniczna rada… jeśli macie sytuację, że pies zareagował agresywnie w aucie, następnym razem podczas jazdy załóżcie mu po prostu kaganiec… jak widać po następnym ataku, również w samochodzie tym razem na Pawła ta rada też im gdzieś umknęła.[/b] W sprawie dobrych rad Justyny już pisałam. Podczas pierwszego telefonu do Sosnowca doszliśmy do wniosku, że „rady” Justy nie są dla nas zbyt wartościowe. Myślę, że podczas kolejnych rozmów wyraźnie Paweł dał im do zrozumienia, że nie zamierzamy z nich korzystać. A może zrobiliśmy to zbyt delikatnie. A co do sytuacji w samochodzie: [color=violet]Paweł Wysłany: 24.10.05 [Poniedziałek] 12:32 Temat postu: (...) Agata siedziała na tylnej kanapie samochodu ,a on w bagażniku. Najpierw wlazł na oparcie telnej kanapy a potem Agata pozwoliła mu przejść do siebie. Kiedy leżał na jej kolanach Agata drapała go za uchem i głaskała po głowie. W pewnym momęcie chciała się poprawić w usadowieniu a Patton uznał to chyba za sytuację niebezpieczną dla siebie. To co zrobił można śmiało nazwaś atakiem. Ja w pierwszej chwili nie widzałem co się dzieje bo siedziałem na miejscu kierowcy, usłyszałem agresywny jazgot z charczeniem które pies wydaje z siebie podczas ataku. Wierzcie mi, przestraszyłem się strasznie. W mierę trzeźwo i szybko zareagowaliśmy. Na szczęście nic Agacie nie zrobił pomimo staszliwego dźwięku jaki z siebie wydał. Złapał ją parę razy za dłoń a potem trzymał za rękaw kurtki. Agata trzymając go lewą ręką za obrożę przycisnęła Pattonowy łeb do przedniego fotela ( pies dalej warczał). W ten sposób go unieruchomiliśmy. W tym momencie był już spokojny. Wolną ręką założyliśmy mu smycz i wyprowadziliśmy na zewnątrz. Naprawdę, nie wiem co mam w takiej sytuacji zrobić. Objechaliśmy go trochę a on położył uszy po sobie i widać było , że czuł sie winny, ale nie był przestraszony. Jednym słowem najedliśmy się strachu i od tej chwili czujemy się trochę zagrożeni. Nie mamy doświqdczenia w postępowaniu z takimi psami więc wiele naszych działań w stosunku do niego paraliżuj obawa co pewnie pies świetnie wyczuwa. W momencie kiedy chce wejść na kanapę, ściągamy go za obrożę - tu nie ma żadnej negatywnej reakcji z psiej strony. –[/color] Pies nie leżał obok mnie a na moich kolanach (pozwoliłam mu przejść z bagażnika po oparciu kanapy), pies nie spał, ani mu głowa nie zwisała, był drapany za uchem, możliwe, że rękaw kurtki zasłonił mu pysk - dlatego się przestraszył. Co do drugiej sytuacji w samochodzie: [color=violet]Zabraliśmy ze sobą dziurawą skórzaną piłkę (jak do gry w nogę tylko mniejszą o jakieś 50% od standardowej) i pojechaliśmy na Pragę do naszej pracowni (teren jednostki wojskowej na Szwedzkiej). Pattonek dostał piłę i oszalał... nie wiedział, co ma ze sobą zrobić, ganiał z nią (tym razem na smyczy) w prawo - w lewo. Kiedy się ciut zmęczył, zabrałam mu piłkę bo na chwilę spuścił ją z oka. Pochodziliśmy, pies odpoczął, zamknęłiśmy go w samochodzie, a piłkę (raczej gniota) wrzuciliśmy do bagażnika. Tym sposobem mamy trochę poobgryzaną okleinę z nadkola Zabrałam psa z piłką do pomieszczenia. Ponieważ pies chodzi na spacer w szelkach ( w domu nosi obrożę - bo tak łatwiej jest go ściągać z kanapy [i bezpieczniej dla nas]), starałam się go odciągać od piłki kiedy wypuszczał ją z pyska mówiłam mu "zostaw". Potem następowała komenda "siad" ( metoda z klikera), pies siadał ( pochwała słowna "dooobbbrryy pies" i oddanie piłki, którą to chwytał w locie ) Powtórzyliśmy to z kilkanaście razy. Za każdym razem było super. Z pyska ciężko jest psu wyciągnąć piłę, bo drań ją obślinił i chwytał jeszcze mocniej zębami ( to jeszcze nie ten etap naszej znajomości i piłka musi być koniecznie na linie). Zapakowaliśmy się do samochodu - popełniliśmy błąd - nie zabraliśmy mu piły i tym sposobem nie zakończyliśmy zabawy Ja prowadziłam pojazd, a Paweł zauważył, że Patton odgryza kawałki piłki i łyka, złapał go za szelki a drugą ręką chciał zabrać mu piłkę - w tym momencie pies warcząc dziabnął Pawła w staw łokciowy i to mocno. Paweł mu przyrżnął ręką w bok, pies znowu warknął, dostał jeszcze raz, znowu warknął ale jakby słabiej.[/color] - tu nie chodziło o obce ręce, małe pomieszczenie tylko o fakt, że trzeba było zabrać Pattonowi piłkę, ale jego nie interesowała wymiana za smakołyk, tylko piłka, był grzeczny do momentu próby zabrania piłki - nasz błąd. [b]Nasze częste rozmowy telefoniczne, na różne tematy nie tylko związane z Chipsem i jego zachowaniem, posuwały się w jednoznacznym kierunku. Nie jest łatwo, ale jesteśmy przy nadziei że z tego psa da się coś zrobić…mówiła Agata. Pawła zdanie było nieco inne. Przyznał, że mieli wcześniej dwa bullterriery, ale żaden z nich nie zachowywał się tak mocno dominacyjnie jak Chips, są sytuacje, w których nie wiedzą co zrobić… [/b]- Aha i dla tego Pawła zdanie było nieco inne? To, że mieliśmy nadzieję to mało powiedziane. Bardzo cieszyliśmy się z postępów, które Patton robił i to w tak krótkim czasie. Nie ukrywaliśmy tego. Jak na bulla wyjątkowo chętnie współpracował - może to była inteligencja kundla? Dziwię się zatem, że przez dwa tygodnie D&J tego nie zauważyli. Poza tym nigdy nie ukrywaliśmy faktu, że nie mieliśmy styczności z aż tak dominacyjnym bulem, ani przed wzięciem Pattona ani w trakcie jego pobytu u nas. Wystarczy prześledzić dokładnie nasze posty. [b]Kolejna sprawa jeżąca włos na głowie… Zaledwie czwarta czy piąta doba od chwili przywiezienia Chipsa do Warszawy. Spacer, spuszczenie ze smyczy, myślę że to tylko czysta ciekawość Agaty i Pawła czy pies będzie na nich reagował. Na szczęście nie oddalił się samowolnie, a co by było gdyby jednak dał nura w drugą stronę ??? Myślimy, że to jednak za szybko podjęta decyzja o swobodzie psa na spacerze. To kolejny przykład na to, że pies z godziny na godzinę czuł się coraz pewniej w tym „stadzie”. Nie chodził na obroży, bo w mniemaniu Agaty i Pawła zachowywał się idealnie na spacerach, dlatego paradował w szelkach. [/b]- Jakoś kiedy informowaliśmy o tym fakcie D&J przez telefon nie słychać było oburzenia w głosie rozmówcy... Podjęliśmy kilka prób na naszym osiedlu i na łące z 10 metrową linką, zabieraliśmy ze sobą wszędzie smakołyki i one to właśnie były podstawą przy uczeniu psa przychodzenia na zawołanie. A to, że psa spuściliśmy ze smyczy? Osoby z Warszawy wiedzą jak wygląda Cypel Czerniakowski, odbył się tam letni zlot bulków. Gdyby pies nie reagował pozytywnie na linkę, gdyby szukał okazji do oddalenia się to nie zostałby spuszczony ze smyczy - ale Darek wie lepiej jak wyglądała sytuacja bo zapewne podłączył się pod satelitę i śledził nas Mówiliśmy, od samego początku, że Patton pięknie chodzi na smyczy, nie ciągnie, cały czas kontroluje, gdzie jesteśmy i w którym kierunku idziemy. Bez smyczy też zachowywał się doskonale, nie oddalając się zbytnio od nas. Dziwne, że D&J nie zauważyli tego u siebie przez dwa tygodnie. Może po prostu pies ich nie słuchał? Poza tym ciekawe co D&J chcieli przez to udowodnić? Zagwostka; „jeżąca włos na głowie” . [img]http://www.album.astral.pl/album/fotos/158/2/826/5.jpeg[/img] Miejsce gdzie Patton był spuszczony ze smyczy - Cypel Czerniakowski. [b]Zastanówcie się dobrze, gdyby doszło do niespodziewanego aktu ataku na innego psa czy człowieka, jaką macie szansę utrzymać psa i doprowadzić go do posłuszeństwa (czytaj ostudzić pobudzenie i rozdrażnienie) na szelkach ??? A jaka na obroży lub nawet zaciskówce czy w ostateczności na kolczatce. [/b]No, tego chyba nie trzeba komentować… Obroża zaciskowa i kolczatka w ogóle nie były potrzebne, poza tym pierwszym dniem bez obroży był piątek. Zaczynam podejrzewać, że ten cały post pisał ktoś inny, nie przypominam sobie aby D&J sugerowali nam telefonicznie metody siłowe w stosunku do Pattona. [b]Potwierdzeniem tego był warszawski spacer, gdzie rozszczekany Chips został szarpnięty przez Agatę za szelki (które niespodziewanie ścisnęły psa po bokach na wysokości kłębu), pies odwrócił się niespodziewanie bo myślał, że to ludzka ręka. Jasne .Obrócił się niespodziewanie bo myślał, że szelki to ludzka ręka.[/b] Przecież to kompletny absurd i kolejna konfabulacja. Darek nie mógł nic widzieć przez satelitę bo byliśmy w lesie i drzewa zasłaniały Patrona. Poważnie - zarzucono mi niewłaściwe dotykanie Patrona, skoro psa nie można głaskać po łbie, po grzbiecie, dotykać jego boków, bo to się psu nie podoba tzn., wniosek nasuwa się prosty, że z psem jest jednak coś nie tak..? [b]Moja zabawa z Chipsem „siad – nagroda” wychodziły idealnie, nawet jak już siadał to mu się wstawać nie chciało, bo szybko załapał, że jak siedzi to dostanie nagrodę, stoi – nici z nagrody… [/b]- D&J do tej pory utrzymywali, że niczego go nie uczyli, poza tym u nich w domu jakoś pies chyba ogłuchł, bo w ogóle się nie słuchał i sprawiał wrażenie jakby ich olewał (przynajmniej przy naszej trójce). A może doznał amnezji? W domu u Darka Patton wchodził na łóżko, fotele, wskakiwał przednimi łapami na meblościankę, jednym słowem robił to, na co miał ochotę. Darek ściągał go za obrożę (niezbyt zdecydowaną i pewną siebie ręką), a Patton dalej robił swoje. Dziwnym trafem u nas bardzo szybko oduczył się niepożądanych zachowań ( wchodzenia na meble, do sypialni, grzebania koszu na śmieci [który stoi nota bene poza szafką], czy wieczornego, głośnego szczekania. [b]Powracając do rozmów z Pawłem. Paweł zauważył, że to jego pies wybrał na przewodnika stada… Agatę toleruje, ale przy każdej nadarzającej się okazji próbuje zdominować, agresją właśnie. Zadawał mi pytania, skoro on został wybrany za osobnika Alfa to dlaczego jego pies również atakuje?, moja odpowiedź była prosta, no i chyba oczywista… to że masz największe prawdopodobieństwo uzyskać najwyższy szczebel w drabinie hierarchii stadnej, nie oznacza, że tak już się stało, pies za każdym razem upewnia się, czy to on nie ma większych szans na przewodnika stada… Niby proste… ale jednak… -[/b] Kolejne bzdura. Nigdy żadne z nas nie powiedziało, że przy każdej nadarzającej się okazji pies próbuje mnie zdominować a tym bardziej zdominować agresją. Zdarzyło się to raptem 4 razy w ciągu tego tygodnia – w sobotę zaraz po przyjeździe do Wawy, w poniedziałek podczas przemywania oczu wodą, sytuacja w samochodzie i feralna sobota (przypominam, że z racji wykonywanych zawodów mogliśmy sobie pozwolić na przebywanie z psem 24 godziny na dobę przez 7 dni). Kolejne kłamstwo - nigdy nie zadawaliśmy żadnych pytań Darkowi ani Justynie, dotyczących postępowania z psem. W sprawie szkolenia konsultowaliśmy się jedynie z Grzegorzem, a o ciągłych próbach zmiany pozycji w stadzie przez jakiegokolwiek psa wszyscy wiedzą. [b]TUTAJ PROSTUJĘ ZUPEŁNIE BZDURNĄ INFORMACJĘ, ŻE DAREK WIEDZIAŁ O TYM ŻE PIES BĘDZIE UŚPIONY, JESZCZE PRZED TYM CZYNEM. TOTALNA BZDURA !!! DODZWONIŁ SIĘ DO AGATY W MOMENCIE, KIEDY PSA W DOMU JUŻ NIE BYŁO I NAJPRAWDOPODOBNIEJ W CHWILI KIEDY DOSTAWAŁ „ZŁOTY” ZASTRZYK. Gdyby udało mu się dodzwonić wcześniej, pies dzisiaj by żył.[/b] - kolejna ciekawostka, Darek nawet nie próbował dzwonić do Pawła na komórkę, słowem nie powiedział, żebym zadzwoniła do weta i wstrzymała akcję, bo weźmie psa z powrotem do Sosnowca...Od wyjścia Pawła z domu do telefonu Darka do mnie minęło 10 minut. Pies został uśpiony po 24. Czasu było aż nadto... (ponad godzinę) [b]Spacer, powrót do domu, jedzenie, smakołyki, znowuż te nieszczęsne piłki! [/b]- nieszczęsne piłki, proszę, proszę, jak to się Pattonowi poprzestawiało w głowie, w Sosnowcu bawił się piłkami a w Wawie zgłupiał na punkcie piłek, pewnie to przez zmianę klimatu... [b]W mieszkaniu zostaje tylko Chips i Agata, która spisała psa na straty, stała się w stosunku do niego obojętna, obawiała się go, a nawet pewnie bała (zakrapianie oczu podczas snu, to tylko przykład, jak bardzo obawiała się jego reakcji).[/b] - to, że w pewnych momentach był mi obojętny powiedziałam Justynie, tak się czułam w danej chwili, nigdy psu nie okazałam obojętności, wprost przeciwnie, w chwilach zwątpienia pies był głaskany, przytulany, nagradzany. Nie dziwię się swoim reakcjom, pies miał być super, bez cienia agresji, a tu co się okazało? Co do oczu, Patton po pewnym czasie dał sobie wycierać "śpiochy" chustką albo papierem toaletowym, oczki też mu zakraplaliśmy bezproblemowo. Próba dziabnięcia w kagańcu miała miejsce w poniedziałek, w niedzielę bez problemu Patton dał sobie zakroplić oczy przed wyjściem na spacer. Poza tym nigdy nie wspominałam, że się go bałam, jedynie na początku utrzymywałam psa na dystans (po sobotniej akcji) Gdybyśmy się go bali to nie próbowalibyśmy z nim tylu rzeczy. [b]Agata leży na łóżku, pies zmęczony zabawą piłkami siada obok łóżka[/b], - zaraz zaraz od momentu skończenia zabawy do usadowienia się koło łóżka minęła prawie godzina, jeszcze się Patton zdążył wysikać na środku pokoju, pojadł, popił - o piłkach zapewne zdążył zapomnieć i nie one były powodem ataku. [b]Agata zaczyna go głaskać, niby to po głowie i uszach, nam przekazali inną wersję… okolice karku i boki psa… pies obraca się niespodziewanie w kierunku ręki (tutaj wysyła sygnał że coś mu się nie podoba) Agata to dokładnie zauważyła, nastąpiło pewne zawachanie i kolejny dotyk ręką psiego ciała [/b]- gdzie i jak go głaskałam? Tak jak zawsze, po szyi, po grzbiecie, nie mogłam go głaskać po pysku, bo nie mam aż tak długiej ręki. Dziwnym trafem, moje poprzednie czułości psu nie przeszkadzały... Może tu chodziło o wykurzenie mnie z kanapy? Rozumiem, że Darek przewidziałby taką sytuację - dodam jeszcze, że pies w ten sam sposób reagował wcześniej na czesanie go gumowym zgrzebłem, również oglądał się na moją rękę. Nie mieliśmy nic do ukrycia, opisywaliśmy lepsze, gorsze momenty na forum. Kontaktowaliśmy się z Justą i Darkiem, bo myślę, że również chcieli wiedzieć co się dzieje z psem, z którym byli związani emocjonalnie. Skoro byliśmy tak „beznadziejni” to dlaczego nikt z forum nie zaproponował, że weźmie psa pod swój dach? Od Justy i Darka słyszeliśmy - poradzicie sobie. Nie chcę nas wybielać, popełnialiśmy błędy, człowiek nie jest nieomylny. Patton był trudnym przypadkiem, nie mamy gwarancji jakby się to wszystko potoczyło dalej. W sobotę podjęliśmy taką a nie inną decyzję. Zabierając Pattona z Sosnowca nie usłyszeliśmy, że jeżeli z jakichkolwiek względów jednak byśmy nie chcieli psa, to przyjmą go z powrotem. Nie usłyszeliśmy od nich nic takiego przez cały tydzień - skoro sobie „nie radziliśmy”, to dlaczego D&J nie powiedzieli wprost żebyśmy go oddali? Z perspektywy czasu patrząc, można było psa zostawić u weta na przechowanie po feralnym zdarzeniu (powtarzam gdybyśmy mieli gwarancję zwrotu psa do Sosnowca), mogłam siedzieć w sypialni i buszować w necie, mogłam również iść spać i w ten sposób zejść z psiego celownika. Stało się jak się stało, nikt się tego nie spodziewał, nikt nie mógł przewidzieć takiego zachowania u psa. Tym bardziej, że pies z dnia na dzień czynił widoczne postępy ( o czym również pisaliśmy na forum). Od pół roku mieszka u nas Ewa ( tau.ceti poznałyśmy się na forum DM, posiadaczka białego 4 letniego bulka z BS) od poniedziałku do piątku przebywała z psem, obserwowała go, widziała pozytywne zmiany zachodzące w psie, jednak ani razu nie została z nim sam na sam. Szczęście, że w piątek pojechała do domu, nie daj Boże gdyby pies potraktował ją w ten sam sposób jak mnie albo i gorzej (prokurator na karku i powództwo o nieumyślene spowodowanie śmierci). Mam również pytanie do Julki Bulki - gdybyś wzięła Pattona pod swój dach, a on pogryzłby Twoją córkę, dalej byś uważała, że taki pies ma prawo do życia w społeczeństwie, czy prowadziłabyś eksperyment narażając domowników na kolejne pogryzienia. D&J przedstawili nas w takim a nie innym świetle, naginali fakty, rozmowy telefoniczne wykorzystali przeciwko nam, może się bali reakcji forumowiczów, w końcu tyle pieniędzy poszło na psa a on został przez nas zamordowany, biedny Chipsik, nie daliśmy mu szansy na odgryzienie ręki albo na pokiereszowanie twarzy. W oczach Asher, Alicji Rydzewskiej możemy uchodzić za bandytów i morderców - nie zależy mi na opinii osób, które nia posiadają buli, nie zależy mi na opinii osób, których nie znam osobiście lub z wymiany prywatnych maili. Nie zależy mi na osądzie ludzi z forum, którzy są dla mnie jedynie podpisem pod avatarem. D&J nie są dla mnie autorytetami w kwestii obchodzenia się z agresywnym bulem, ponieważ jedna Berta, którą mają 4 lata nie czyni ich specjalistami w zakresie psiego behawioryzmu, tym bardziej, że jak powiedział Darek - Bercie nie ufa. Chips/Patton był psem bullterriero - podobnym o nieustalonej przeszłości, pochodzeniu. Gdyby poprzedni właściciel miał na tyle odwagi cywilnej, aby oddać go osobiście do schroniska, można by było szukać z nim kontaktu, dowiedzieć się więcej o psie i jego nawykach. W tym przypadku tak niestety nie było. Decyzję o uśpieniu psa Paweł podjął po długiej rozmowie z wetem, ponieważ przy tak niestabilnym emocjonalnie psie nie można było narażać jego ewentualnych, nowych właścicieli na przebywanie pod jednym dachem z „odbezpieczonym granatem”. Czy Wy wszyscy tak pałający świętym oburzeniem zastanowiliście się nad tym, co by się stało gdyby na moim miejscu znalazł się ktoś inny, mniej stanowczy i niepotrafiący się obronić przed atakującym psem? Nie mając w Polsce możliwości dokładnego zdiagnozowania przyczyn agresji Pattona (zmiany emocjonalne, zmiany organiczne w ośrodkowym układzie nerwowym) niemożliwe jest jednoznaczne stwierdzenie przyczyn takiego zachowania, ewentualnej możliwości zmiany zachowania, chociażby przy pomocy środków farmakologicznych, a tym samym nie ma gwarancji, że kogo innego Patton by potraktował „łagodniej”. Mogłabym tytułem zakończenia każdemu oponentowi życzyć, aby przeżył to sam (osobiście poczuł zęby psa przebijające skórę), jednak nie życzę podobnej sytuacji komukolwiek z Was, członkom Waszych rodzin: mężom, żonom, dzieciom, siostrom, braciom, dziadkom, babciom, ect., nie życzę również podobnych konfrontacji Waszym zwierzętom. Na koniec chciałam podziękować za wszystkie słowa wsparcia, solidarności osobom z FBT, DM zarówno pisane oficjalnie na forum jak i za pośrednictwm priva. Dziękuję Jedi ( za temat na FBT "Szczeniak dla Pawła" założony 6.XI), Agatas, Arturowi Sugar Free, Andrzejowi K., Markowi Opalplast za propozycję sprzedaży szczeniaka. Czy się to komuś podoba czy nie bulek zawita w naszym domu i nie będzie to na pewno ostatni bull w naszym życiu. Pozdrawiam Agata T – M -
Historia Chipsa vel Pattona. Niestety bez happy endu
Leni replied to kasiain's topic in American Staffordshire Terrier
Sobotni spacer w Aninie - Patton w szelkach. [img]http://www.album.astral.pl/album/fotos/158/21/2294/6.jpeg[/img] [img]http://www.album.astral.pl/album/fotos/158/21/2294/7.jpeg[/img] [img]http://www.album.astral.pl/album/fotos/158/21/2294/8.jpeg[/img] [img]http://www.album.astral.pl/album/fotos/158/21/2294/9.jpeg[/img] [img]http://www.album.astral.pl/album/fotos/158/21/2294/10.jpeg[/img] [img]http://www.album.astral.pl/album/fotos/158/21/2294/11.jpeg[/img] -
Historia Chipsa vel Pattona. Niestety bez happy endu
Leni replied to kasiain's topic in American Staffordshire Terrier
Stare - nowe zdjęcia Pattona - dzień w którym zabieramy psa z Sosnowca. [img]http://www.album.astral.pl/album/fotos/158/32/641/11.jpeg[/img] [img]http://www.album.astral.pl/album/fotos/158/32/641/12.jpeg[/img] [img]http://www.album.astral.pl/album/fotos/158/32/641/13.jpeg[/img] [img]http://www.album.astral.pl/album/fotos/158/32/641/14.jpeg[/img] [img]http://www.album.astral.pl/album/fotos/158/32/641/15.jpeg[/img] [img]http://www.album.astral.pl/album/fotos/158/32/641/16.jpeg[/img] [img]http://www.album.astral.pl/album/fotos/158/32/641/17.jpeg[/img] [img]http://www.album.astral.pl/album/fotos/158/32/641/18.jpeg[/img] -
Historia Chipsa vel Pattona. Niestety bez happy endu
Leni replied to kasiain's topic in American Staffordshire Terrier
Wczoraj chcieliśmy zainstalować fotki a tu psikus, nie mamy odpowiedniego oprogramowania, a sp. ma zbyt duży rozmiar... Jeszcze trochę cierpliwości :) -
Historia Chipsa vel Pattona. Niestety bez happy endu
Leni replied to kasiain's topic in American Staffordshire Terrier
Wczoraj po przyjeździe do domu, pies chyba nerwowo nie wytrzymał, był bardzo pobudzony (zbyt wiele wrażeń jak na jeden dzień), a nas ogarnęły "lęki i psychozy" bo zaczął nas podgryzać w stopy z lekkim warkotem ( dostał piłeczkę, która mu się strasznie podobała, chciałam mu ją zabrać, warknął ostrzegawczo, potem stanęłam na niej stopami, ale psiur nie odpuścił, czekał, czekał aż mu oddam zabawkę, potem zaczął drapać łapami, a na koniec zdenerwowany dziabnął mnie w stope lewą a potem prawą. Pawła zachęcał do zabawy, Paweł nie chciał mu kopnąć piłeczki to również zastosował numer z łapaniem za stopy) Nastąpiła próba sił 8) Teraz z nim postępujemy tak jak Buczek z Liskiem - psa taranujemy gdy stoi nam na drodze, przechodząc koło niego cały czas trącamy go kolanem. Efekt jest widoczny, pies zaczyna usuwać się z drogi. Pattonka trzeba trzymać krótko i być konsekwentnym. Objawia niezdrowe zainteresowanie osprzętem elektrycznym typu kable, gniazdka, wtyczki - Patton General Electric, druga pasja to śmietnik osiedlowy, bardzo chciał się tam dostać :-? Chyba wiemy gdzie się Pan Bull stołował... Gnojek jest rozpuszczony - skacze na stół, blat w kuchni, na meble, chce koniecznie połozyć się na łóżku, fotelu, kanapie ( ma zakaz wchodzenia do sypialni - to nasz prywatny rewir :wink: ) Na porannym spacerze został oszczekany przez on-ka - zignorował go :) W momencie kiedy my go ignorujemy, pies idzie na swoje posłanie (duży ponton Bimbay wypełniony styropianowymi kulkami - zakupiony z datków) Szkoda nam go bardzo, ma taki smutny pychol, w trakcie podróży kiedy zatrzymaliśmy się na stacji benzynowej - widać było, że szuka właściciela, rozglądał się bardzo intensywnie. Musiał mieszkać na osiedlu, bo nie ma problemu z jeżdżeniem windą :wink: Chyba ktoś sobie z nim nie poradził i dlatego Pattonek został porzucony :( c.d.n. :wink: -
Historia Chipsa vel Pattona. Niestety bez happy endu
Leni replied to kasiain's topic in American Staffordshire Terrier
W sobotę zabieramy Pattona Chipsa do domu :) -
Historia Chipsa vel Pattona. Niestety bez happy endu
Leni replied to kasiain's topic in American Staffordshire Terrier
[quote name='Alicjarydzewska']:lol: :lol: gdzie to znalazłaś :o :lol: Kiedy Pattonek do Was jedzie??[/quote] Myślę, że w weekend będziemy go mogli zabrać... Co do wojskowych zabawek - tak przez przypadek, grzebałam w googlu :wink: -
Historia Chipsa vel Pattona. Niestety bez happy endu
Leni replied to kasiain's topic in American Staffordshire Terrier
Dla wojskowego świra :o :o :o [img]http://www.eternalcollector.com/wc57r/wc571.jpg[/img] [img]http://www.eternalcollector.com/wc57r/wc573.jpg[/img] [img]http://www.eternalcollector.com/wc57r/wc577.jpg[/img] -
Historia Chipsa vel Pattona. Niestety bez happy endu
Leni replied to kasiain's topic in American Staffordshire Terrier
A teraz z innej beczki, znalazłam foty drugiego psa Pattona: William the Conqueror [img]http://www.pattonhq.com/willie/willie6.gif[/img] [img]http://www.pattonhq.com/willie/willie5.gif[/img][img]http://www.pattonhq.com/willie/willie1.gif[/img][img]http://www.pattonhq.com/willie/willie3.gif[/img][img]http://www.pattonhq.com/willie/willie4.gif[/img] Cóż za bulkowy profil :wink: -
Historia Chipsa vel Pattona. Niestety bez happy endu
Leni replied to kasiain's topic in American Staffordshire Terrier
[size=6][color=red][b]Kochani Dogomaniacy[/b][/color][/size]:loveu: :loveu: :loveu: Bardzo Wam wszystkim dziękujemy za pikne słowa... Widocznie tak miało być :wink: Oczywiście jak tylko pies zawita w nasze skromne progi, będziemy zdawać relację na bieżąco :D Buziaki dla wszystkich agata & paweł -
Historia Chipsa vel Pattona. Niestety bez happy endu
Leni replied to kasiain's topic in American Staffordshire Terrier
Dobra oficjalnie podajemy do wiadomości, że Chips będzie niedługo nasz :D Chips ma takie same krzywulce jak Buczek - to jest znak, a my wierzymy w znaki :wink: Ale jedno nam musicie wybaczyć Kochani - zmienimy mu imię na Patton :oops: pozdr. agata i paweł -
Historia Chipsa vel Pattona. Niestety bez happy endu
Leni replied to kasiain's topic in American Staffordshire Terrier
MSMIMI dlaczego jeszcze nie śpisz ;) -
Historia Chipsa vel Pattona. Niestety bez happy endu
Leni replied to kasiain's topic in American Staffordshire Terrier
[quote name='carragan'] I jeszcze caly kwartet a nie tylko trio :wink: [img]http://img219.imageshack.us/img219/8885/obraz0437bo.jpg[/img] 8)[/quote] Patrząc na zdjęcie grupowe balsam leje się na moje serce - jaki on grzeczny, nie chce nikogo rozszarpać ;) Jestem pod wielkim wrażeniem :D -
Historia Chipsa vel Pattona. Niestety bez happy endu
Leni replied to kasiain's topic in American Staffordshire Terrier
A relacja w formie pisemnej? 8) -
Historia Chipsa vel Pattona. Niestety bez happy endu
Leni replied to kasiain's topic in American Staffordshire Terrier
8) :wink: -
Historia Chipsa vel Pattona. Niestety bez happy endu
Leni replied to kasiain's topic in American Staffordshire Terrier
[quote name='Hugo-Kochaś'][quote name='Leni']Bulek jeszcze przez tydzień będzie przechodził rekonwalescencję, a po niej trafi do swojej nowej rodziny... :wink:[/quote] Leni mogłabyś coś zdradzić tak w tajemnicy :D My nikomu nie powiemy :wink:[/quote] :wink: -
Historia Chipsa vel Pattona. Niestety bez happy endu
Leni replied to kasiain's topic in American Staffordshire Terrier
Bulek jeszcze przez tydzień będzie przechodził rekonwalescencję, a po niej trafi do swojej nowej rodziny... :wink: -
Historia Chipsa vel Pattona. Niestety bez happy endu
Leni replied to kasiain's topic in American Staffordshire Terrier
[b][color=brown]Cytuję Justę z bulkowego forum:[/color][/b] [color=red][b]Jutro Chips ma dzień odwiedzin Jesteśmy umówieni w okolicach hotelu z kilkoma osobami, którzy chcą poznać białasa. Każdy kto ma ochotę na spotkanie z Chipsem zapraszamy serdecznie. Będziemy w hotelu od godz. 8 - 12, bo później zabieramy Chipsa i jedziemy w tajemniczą podróż Zapraszamy na spotkanie przy hotelu ul. 1 Maja 23 (Klub sportowy "Budowlani) za sosnowieckim sądem.[/b][/color] :BIG: -
Historia Chipsa vel Pattona. Niestety bez happy endu
Leni replied to kasiain's topic in American Staffordshire Terrier
:D -
Historia Chipsa vel Pattona. Niestety bez happy endu
Leni replied to kasiain's topic in American Staffordshire Terrier
Jesteśmy w fazie rozmów z Justyną 8) Na 100% sprawa nie jest przesądzona ale może, może...kto wie :wink: Ale poważnie mówiąc - zgadzamy się z Justyną potrzeba czasu, obserwacji i przetestowania psa w kilku sytuacjach - miałam kiedyś bula ze schroniska - na dzień dobry kiedy po niego przyjechałam to Maxik był wczepiony zębiskami w siatkę, w praniu wyszło, że to cielę i baranek, jedyny minus to gronkowiec z którym walczyliśmy całe życie 8) , Buczek znowu był zdrowy ale agresywny - mam nadzieję, że agresja+choróbska nie skumulują się w jednym biednym ciałku Chipsa ( tego byśmy chyba nie przeżyli :wink: ) :roll: Czas pokaże jak to się wszystko skończy, przekazaliśmy kilka złodziszy na bulaska, kibicujemy mu gorąco :D pozdr. Agata i Paweł -
12 X 2005, g.23.15 - polsat "nasze dzieci"
Leni replied to tufi's topic in American Staffordshire Terrier
Czyżby nasza kochana TV normalniała ? :wink: Podobno Polsat zmienia swój image - zaprzestali nadawania Kiepskich bo chcą podnieść poziom :lol: Chwała im za to :wink: tzn za obiektywne podejście do tematu. -
Historia Chipsa vel Pattona. Niestety bez happy endu
Leni replied to kasiain's topic in American Staffordshire Terrier
Biedny Muminek :wink: