-
Posts
862 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Dag
-
Och, jaki ja jestem piękny staffik!!! Cudo Vectra... po prostu cudo...:loveu:
-
ta, pewnie.... znowu beczę... Ale obiecuję zebrać się w sobie i nie dobijać Cię więcej swoim mazgajstwem. Gupia Dag. Podziwiam, buziakuję i trzymam kciuki za zdrówko Bigosika.:loveu:
-
Tuffiś- dzielna jesteś... się pobeczałam. ucałuj mordę od cioci Dag i jej świniaków.
-
Hmmmm... świnie... jak to świnie...:eviltong: Piga zdrowsza, odkąd zmieniłam karmę, dostaje tabletki z estrogenem na niezwierające zwieraczki i dawno już się nie zlała przez sen. Co oczywiście nie znaczy, że sie nie zlała w domu... ot tak. Jakaś niby grzeczniejsza i doroślejsza jest, co mnie ostatnio zmyliło i postanowiłam puścić smycz i pobawić sie z pieskiem... Bawiłyśmy się tak ze 5 minut w ganianego-gryzionego, po czym pig popatrzyła na mnie, popatrzyła w przestrzeń, znowu na mnie... i w długą. :angryy: Dorwałam gada po 200metrowym biegu (moje biedne przejarane płucka...), bo się zainteresowała jakąś małą sunią (pokojowo). We środę idziemy na nowe szkolenie na pola mokotowskie. Zobaczymy. Teraz mam dodatkową motywację, bo szefy zarządziły, że na wakacje przenosimy klub nad morze, na półwysep i będzie knajpa na plaży. To oznacza całe wakacje w przyczepie na polu namiotowym i ganianie po plaży. MUSZĘ ją nauczyć trzymania się blisko, bo nie wyobrażam sobie chodzenia cały dzień z psem przywiązanym do mnie na supeł. W klatce, albo na łańcuchu przy jakimś drzewie też nie mogę jej pół dnia trzymać. Tzn i tak będę trochę, ale korzystając z pięknych okoliczności przyrody- poganiałabym trochę ZE świniami, a nie ZA jedną świnią wzdłuż półwyspu... Z Chrumą to jest piękna sprawa, bo puszczam ją luzem i nawet się oglądać nie muszę- po prostu wiem, że pies jest... A z Pigą- już to widzę, jak ganiam ją po wydmach, gdzie ona z lubością pałaszuje ludzkie kupy, lub wygrzebuje z piachu fladrę z ośćmi sprzed tygodnia... To dopiero będzie wyzwanie...
-
[quote name='acroba'] [IMG]http://i82.photobucket.com/albums/j247/agnienia/cesciki3t7.jpg[/IMG] [/QUOTE] Piękne bliźniaki... ciekawe tylko, który zostanie prezydentem, a który premierem...:razz:
-
[quote name='porterin'] [URL=http://imageshack.us][IMG]http://img53.imageshack.us/img53/2913/sug1es7.jpg[/IMG][/URL] [/QUOTE] mina pt: "Ja nic nie jadłem, nic nie planowałem jeść, i w ogóle się na nic do jedzenia nie popatrzyłem nawet przez chwilkę!!! Jestem grzeczniusi, milusi, przebieram sobie łapkami i nic nie chodzi mi po głowie, a w ogóle to ja nie rozumiem, czemu pancia się gapi/mnie woła!!!!"
-
[quote name='strumyk']ee, najpierw moze byc ok, bo beda mylic z labkiem a tym bardziej jak uchole od razu sie nie podniosa :)[/QUOTE] Z labkiem też, ale teraz po Warszawie wszędzie wiszą plakaty z czarnym mopsem (nie wiem czego to reklama)- i każdy mi mówi, że moja Chruma jest na plakacie... Ale mały jest łaciatkiem, więc też obstawiam bulgota francuskiego...:evil_lol:
-
Iiiiihaaaaa... dawno nas nie było :oops: Zima jest straszna i wpadam w stan hibernacji jak miś. Moje świnie też, toteż mało jest do pisania. No prawie... Update: - [B]Chruma[/B] znowu wyżarła śmieci z kosza (kolega nie zamknął szafki, jak przyjechał po pranie... nie było mnie w domu, więc tylko możecie sobie wyobrazić moje szczęscie jak wróciłam o 4 rano zrąbana jak koń po westernie i musiałam posprzątać). Chruma tradycyjnie miała pękaty brzuszek i ledwo łaziła i tradycyjnie nic jej nie jest. - Z [B]Pigą[/B] tak fajnie nie jest. Tzn cały czas coś jej jest. 1) sika pod siebie jak śpi raz na kilka dni. Ogólnie ma problem z utrzymanem moczu dłużej niż 5h, a ja czasami pospałabym 8h. No i jeżdzę na mopie. 2) schudła ok 4kg w przeciągu miesiąca. Wygląda jak cholerny charcik z kręgosłupkiem i żeberkami na wierzchu. Jakiekolwiek próby dawania jej zwiększonej ilości żarcia, oraz dopychania jej indyczymi szyjkami- skutkują tylko w postaci 8 wielkich kup dziennie. A pies chudnie. Jakiekolwiek próby dopchnięcia jej czymś innym, typu serduszka gotowane z ryżem i marchewką skutkują w rozwolnieniu. Badania krwi i moczu robiłam jej jakiś czas temu- i Piga jest w/g nich okazem zdrowia. Po wcześniejszym wykluczeniu zapalenia pęcherza, moczówki prostej nie dało się wykluczyć, bo świnia lała nie w tych momentach w których trzeba i nawet jak już ją przetrzymałam 24h bez wody, to zlała się zanim się obudziłam, a potem na spacerku kilka kropel zrobiła. Ponieważ na moczówkę tak naprawdę nic nie wskazywało, nie chciałam dłużej męczyć psa (Piga źle znosi brak wody przy suchym żarciu i tłucze garami po domu). Tym samym teorię moczówki obaliłam "zaocznie". Tydzień temu zaniosłam wetce kupę w szklance- wynik- glizd nie ma, trzustka 100%, czyli pies zdrowy. Do szału mnie to doprowadzało, bo już naprawdę chciałam, żeby na coś była chora, bo "coś" można leczyć, a nie, że PIES ZDROWY jak ryba, tylko kurna sika pod siebie, nie przyswaja żarcia i chudnie w oczach!!!!! Ale dzisiaj nareszcie z wetką coś znalazłyśmy!!! Piga dostała głupiego jasia, a my korzystając z tego, że nie kwiczy w popłochu wywinęłyśmy psa na lewa stronę tzn: - USG: nic na pęcherz nie naciska, kilkut macicy piękny i wszystko w najlepszym porządku. Czyli musi to byc niezwierający zwieracz, a na to sa tabletki!!! Jupiiii!!!:multi: - zachipowałam w końcu uciekającą świnę!!! Kurde bladź, jaka ta igła do chipa jest wielka!!!! Piga ma w szyji dziurę o średnicy 2 milimetrów, igła tępa, wetka z całej siły ją wbijała i klęła pod nosem. Nie wyobrażam sobie, jak miałoby się to odbyć na żywca, skoro Piga drze ryja nawet przy pobieraniu krwi. - wetka obcięła jej pazury i wycisnęła gruczoły w pupie. - no i zaczęło się nam nudzić, w oczekiwaniu na wybudzenie śpiącej królewny, więc moja wetka postanowiła jeszcze pobawić się USG. I tak sobie oglądała, oglądała, aż w końcu trafiła na trzustkę. I bingo... trzustka nie wyglądała normalnie! Piga miała na tyle zgazowany brzuszek, że utrudniało to dokładne oględziny, ale na tyle, co było widać, Pyśka może mieć zapalenie trzustki. Wcześniejsze badanie krwi, które robiłyśmy- było standardowe, więc nic nie wykazało, a teraz, korzystając z dalej śpiącej królewny, wetka pobrała spokojnie krew jeszcze raz i tym razem wysłała ją na bardziej "kierunkowe" badania. Zobaczymy co wyjdzie za dwa dni. Jezeli to trzustka- się wyleczy, jeżeli nie, to i tak Pigę na czas jakiś przerzucam z nutry na royal canina low fat digestive dla psów z problemami żołądkowo-jelitowymi. Zobaczymy- może zmiana diety pomoże. A właśnie- bo znalazłam w necie nową karmę royala- zapytajcie proszę swoich wetów przy jakiejś okazji, co o tym myślą, bo z jednej strony wydaje się to mieć sens, z drugiej- bezmięsna karma jakoś do mnie nie przemawia... [quote][I][COLOR="Navy"]ROYAL CANIN Exclusive Proteins ADULT V.24 Karma przeznaczona dla wrażliwych psów ras dużych w wieku od 15 miesięcy. Zastosowano białka o najwyższej strawności zapobiegając i maksymalnie ograniczając zjawisko nietolerancji pokarmowej. W celu ograniczenia ryzyka nietolerancji pokarmowej, zwłaszcza wywoływanej przez białka pochodzenia zwierzęcego tj. jagnięcina, wołowina, firma ROYAL CANIN wyselekcjonowała 3 odpowiednio przygotowane źródła białek roślinnych. Po zabiegach przetwarzania i ekstrakcji czystych protein, strawność białka sięga 98%. Karma z linii Exclusive Proteins zapewnia psu wszystkie niezbędne składniki pokarmowe dla zdrowia i równowagi organizmu. Zapobieganie i maksymalne ograniczenie zjawiska nietolerancji pokarmowej, dzięki zastosowaniu białek o najwyższej strawności. Karma Exclusive Proteins bez dodatku jakichkolwiek białek pochodzenia zwierzęcego ogranicza ryzyko wystąpienia nietolerancji pokarmowej, która może objawiać się zaburzeniami trawiennym itj. biegunki czy problemami skórnymi typu świąd, wysypka.[/COLOR][/I] [/quote] Na stronie royala są jeszcze całkiem ładne tabelki... [url]http://www.royal-canin.pl/index.php/psy_produkty/99[/url] bo jeszcze po skończeniu kuracji karmą weterynaryjną (piekielnie drogie cholerstwo), myślałam o royalu sensitive... Jak coś wiecie, to napiszcie pls... PS. Co do spacerków i uciekania, to piga ostatnio- przez to chudnięcie jakaś spokojna/zamulona jest, więc nie spuszczam jej ze smyczy, a jej nie roznosi energia, więc mam względny spokój w domu. na spacerkach pracujemy nad "nieciąganiem panci we wsje strony" i jak nie ma Chrumy, to nawet nam to wychodzi.A jak się zrobi cieplej, to tuptamy na szkolenie.:cool3:
-
[quote name='porterin'] [URL=http://imageshack.us][IMG]http://img444.imageshack.us/img444/3893/ella3wk0.jpg[/IMG][/URL][/QUOTE] Ja piórkuję... jakie piękne szelki!!! tylko czy to jeszcze są szelki??? Dowiedz się proszę, skąd mała ma takie!!! Ja też chcę!!! Sama się w nie ubiorę!;)
-
[quote name='Alojzyna']Daga - imię, to noszą bardzo sympatyczne dziewczyny (wszystkie Dagi to fajne dzieczyny!:lol: ), więc mam nadzieję, że chociaż trochę tych cech przejdzie wraz z imieniem na moja DAGĘ, bo w kraju, do którego jedzie, to imię nic nie znaczy:cool3:[/QUOTE] Hihihi... ładnie wybrnęłaś ;)Ale z tą Danią i nic nie-znaczeniem to się mylisz... Pomijając że Dag znaczy dzień w większości skandynawskich języków, to Duńczycy znają to imię dużo dłużej niż my, ino w wersji Dagmar (dla dziewczynki ;) ) Nawet mieli kiedyś taką księżniczkę podobno (nie sprawdzałam, Duńczyki tak gadali), ale popularność imienia sama sprawdziłam na Islandii (wszyscy się dziwili na cholerę mi to "a" na końcu "Dagmar")
-
Staff-ka! Cudne te Twoje!!! już gdzieś kiedyś o tym było na forum i to pewnie wiele razy: Wzorzec amstaffa mówi, że sierść biała powyżej 80% ciałka jest niedopuszczalna i teraz dwa pytania: 1) dlaczego tak jest? Zgadzam się, że podpalane asty wyglądają dzwnie, ale białe są cudowne!!! 2) Satff-ka- jak Twoje maluchy? Łapia się na te 80%, czy nie? Mogłabyś je obfotografować? (tak, mimo niefunkcjonalności białej sierści w szczególności z czarnymi sweterkami, mam fioła na punkcie białych psów:loveu: . Staffika też chciałam białego, albo krowiastego, ale nie było, a na "Syriusze" nie było mnie stać. A teraz nie mogę się napatrzeć na piękne białe faffiory Hondlika):evil_lol: :evil_lol: :evil_lol:
-
Alojzyna- skąd Ty je takie kolorowe wytrzasnęłaś? Daj fotki taty!!! Pięknieste są!!! No i masz po nosie ode mnie, Asztir i Strumyka za nazwanie suki DAGA!!!! grrrrrrrrr... PS. Dasz pomisiać łaciatka, to się odbrażę...;)
-
[quote name='Delya']Ale własnie powinnaś się z nią szarpać, ewentualnie jak woli jedzenie to nagradzać ją jedzeniem. No i znowu posłużę się przykładem z treningu agility: jak mówiłam, że się z moją szarpię i wtedy niechce mi oddawać na komendę piłki, to słyszałam: no to super, właśnie o to chodzi, wymieniaj się na drugą piłkę, albo zabieraj piłkę za jedzenie. [/QUOTE] Szarpać, to ja się non stop z nią czymś szarpię!!!:razz: To jest nasza podstawowa zabawa- szarpanie i kręcenie psem i przeciąganie. W domu oczywiście. Bo na spacerach daje sie ją do tego zachęcić tylko na chwilę, a w domu możemy tak bardzo długo. Tylko chodziło mi w tym momencie o aport. W sensie ja rzucam, pies dogania, przynosi i oddaje, cobym mogła rzucić znowu. No i o nauczenie psa, że jak mówię "daj" to ma dać, a nie zwiewać, albo się szarpać, bo "daj" też się opłaca. Szarpanie jest przyjemnością samą w sobie, a chciałam, żeby też dawała po dobroci, na komendę. [B] Masieńka[/B]- Piszczące zabawki działają na Chrumę, a Piga chce je tylko rozszarpać. Poza tym piszczące zabawki u każdego bulla piszczą bardzo krótko... No i trenerka doradziła mi, żeby zabawę kończyć kiedy pies jest maksymalnie nakręcony- ale tak jak pisałam wcześniej- Piga ze spacerka na spacerek nakręcała się krócej: najpierw zainteresowanie zabawką trwało 10min, potem 5, potem 3... tendencja spadkowa. Potem zmieniałam zabawkę i to samo. Jak się zrobi cieplej to znowu zaczniemy szukanie idealnej zabawki- czy to do przeciągania, czy aportów, bo teraz to nie ma to najmniejszego sensu- tylko się utaplam w błocie i nie będę w stanie zainteresować psa niczym, co z obrzydzeniem sama trzymam w rękach. No i jeszcze dochodzi to, że w domu wszystko, co Chruma trzyma w pysku- jest super atrakcyjne, a na dworzu- tylko przez chwilę, a potem w długą- szukać żarcia.
-
A- i jeszcze jedno- ona się wszystkiego strasznie szybko uczy. W domu nauczyłam jej oddawania zabawki na "daj" w 10min. "Daj"- oddaje- smakołyk. A już najlepiej to prześcigać się z Chrumą, albo wyrwać po drodze Chrumie zabawkę z ryja, żeby mi dać. Tak samo jak ze 2 tyg temu postanowiłam jej nauczyć, że ja pierwsza wychodzę z windy, czy przechodzę przez drzwi. Chruma jest pod tym wzglądem niewyuczalna, a Piga po kilku spacerkach siada przed drzwiami i czeka, albo przynajmniej daje się bez przepychania wyprzedzić. Dosłownie kilka prób wystarczyło i załapała. Ale tego instynktu polowania, szukania i gonienia za żarciem pokonać nie mogę. Acroba powiedziała, że być może Piga- jak była z poprzednimi właścicielami lub w schronie, nie znała innych przyjemnych atrakcji i [B]jedyne[/B], co tak naprawdę sprawiało jej przyjemność i satysfakcję- to było szukanie i znajdowanie żarcia. I ta przyjemność wynikająca z szukania żarcia jest teraz silniejsza, niż przyjemność z dostawania żarcia do ryja od panci, nawet, jeżeli jest to zgniły chlebek na ziemi kontra mortadela od panci. Nawet jeżeli za przyjemność ze śmiecia trzeba zapłacić wysłu****ąc ode mnie jobów, czy nawet oberwaniem przez łeb, a mortadeli towarzyszy chwalenie i głaski.
-
Przerabiałyśmy- biegałam, piszczałam skakałam, dyszałam, płuca wypluwałam. Na sznurku był inny kawałek sznurka- taki mechaty, albo futerko, albo piłka. Reagowała przez pierwsze 10 minut, bawiła się, przeciągała, a potem doopa. I ze spacerku na spacerek coraz mniejsze zainteresowanie (dlatego zmieniałam i uatrakcyjniałam zabawki). Ona się za szybko nudzi. Tzn. szwędanie się i węszenie za żarciem jest atrakcyjniejsze. Teraz kupiłam chwytaczek, na którego punkcie ma fioła- w domu. Na dworzu- 3 minuty, a potem patrzy na mnie jak na idiotkę. I od razu- żeby nie było- nie bawię się z nią tym chwytaczkiem w domu- tzn bawiłam się z 3 razy, a potem myślałam, że przeznaczę go tylko na spacerki, coby jej się nie znudził. Za to całkiem nieźle wychodzi jej bawienie się [B]mną[/B]... Najchętniej by mnie goniła, skakała na mnie i gryzła mnie po rękach, a im bardziej piszczę i uciekam, tym bardziej mnie goni. Ale ja kurna jestem mało wytrzymałym gryzakiem niestety... Z Chrumą takie zabawy uwielbiam- rzuca się na mnie, atakuje i wisi na swetrze, przepychamy się i gryziemy- tylko, że z nią to jest taka bijatyka na śmiesznie, jak mnie złapie za rękę, to od razu puszcza, szczerzy zęby, ale mnie nie gryzie, no i tak ku przerażeniu sąsiadów potrafimy się tłuc przez 15minut. A w pewnym momencie mówię "KONIEC", Chruma natychmiast się uspokaja i idziemy grzecznie do domu. A Piga GRYZIE! Tzn, ona się bawi, zero agresji itd, ale to cholernie boli. Już ją nauczyłam, żeby to robiła delikatniej, ale to jej "delikatniej" dalej zostawia siniaki, a jak się nakręci, to zaciska szczęki z całej pary. [B]Strumyk[/B] wcześniej napisała o ukryciu żarcia w zabawce. Mhm... Acroba mi to podpowiedziała. Tylko, że Piga po dorwaniu "aportu" wcale nie chciała go oddać, tylko rozszarpać. Tzn. oddawała, za innego smakołyka, ale z takim bólem w oczach, że to zagadka, a w końcu próbowała z nim zwiać.
-
No właśnie z Pigą w tym jest problem, ze ona na dworzu nie chce się niczym bawić- nawet mądrzejsza ode mnie dziewczyna, która nas szkoliła poddała sie po kilkunastu probach ze sznurkiem, piłeczkami, patyczkiem i futerkiem na smyczy ciąganym przed psem. Piga potrafiła się na tym skupić góra 2 minuty, jeżeli w ogóle raczyła na to spojrzeć. Te jej ostatnie ucieczki były właśnie po tym, jak się szaleńczo bawiły z Chrumą w wyrywanie patyczka z ryja i myślałam, że pies jest tak rozbawiony, że nie ucieknie i puszczałam linkę, a ona jak się tylko zorientowała, że jest wolna, to przerwała zabawe i zwiała. Ma kumpla, - też poschroniskowego przystojniaka, na którego widok szaleje ze szczęścia- no i kilka razy dałam im pohasać, "no bo tak się ładnie bawią". Po 5 minutach zawsze zwiewała, lub przynajmniej próbowała. W domu bawi się ze mną idealnie- przynosi piłeczkę, oddaje coraz grzeczniej (wceśniej się ze mną chciała szarpać). W klubie na większej powierzchni też aportuje i zazwyczaj wraca jak ją wołam (nie wraca, jak wywróciła śmietnik i ma wyżerkę). A na dworzu się nie bawi. Chruma też na dworzu olewała piłeczkę i patysie- tzn. przynosiła je 3 razy, a potem "sama sobie pancia leć". Ale znazłam frisbeee i świat stał się piękniejszy. Piga nic nie chce, na nic nie reguje, ona chce kota i żarcie. I to wcale nie to z mojej kieszeni. Grrrrrrrr...
-
BeaC- Jestem pewna, że Piga mogłaby iść z Twoją w zawody pt. która więcej razy w nos prądem dostanie, a i tak nie zrozumie...:evil_lol: :evil_lol: :evil_lol: Chruma przypuszczam zachowałaby się w tej sytuacji jak z żabą... -o... cos się rusza... :-o i skacze... :crazyeye: :crazyeye: wziąć do mordy :razz: ??? hmmm... no może... dziwnie pachnie... i jakieś taki oślizgłe... hihihi znowu się rusza... aaaammm...aj!!! podskoczyło i udeżyło mnie w brodę!!! Panciaaaaa... to zielone mnie bije!!!! :placz: i zwiała. Nela- Ja sobie o tej obróżce pogadam ze szkoleniowcem, który wiem, że czasami w beznadziejnych przypadkach je stosuje. Zobaczymy, czy Piga się kwalifikuje na beznadziejny przypadek i czy da się wyrobić w niej odruch powrotu do panci. Myślałam też o klikerze i o gwizdku- tak jak Asztirowa podpowiadała. myślałam, pytałam, gadałam... i sama już nie wiem. Zdania są podzielone- jedni wychwalają klikera pod niebiosa, inni twierdzą, że na diabła komu kliker, jak się ma gębę i można psa pochwalić słownie. Klikera można zapomnieć, gęby raczej nie. Z gwizdkiem do samo- przeca Piga nie ma problemu ze słuchem- i tak samo jak słyszy i olewa moje "do mnie", tak samo będzie słyszeć i olewać gwizdek. Z tą różnicą, że moje "do mnie" budzi wszystkich sąsiadów, a gwizdek będzie budził wszystkie psy moich sąsiadów... Sama już nie wiem. Asztir- co do jedzonka... Piga była na Eukanubie i mgliscie pamiętam, ale z kupami było lepiej- tzn. mniej. Kilka miesięcy temu przeszłam na Nutrę, bo na dwie paszcze Eukanuba trochę za drogo wychodzi. W obydwu przypadkach kupowałam taką zwykłą, dla psów ras średnich, nie żaden "active, czy performance". Już się zastanawiam, czy nie przestawi Pigi spowrotem na eukanubę (z powodu tych kup), ale jak masz jakiś lepszy pomysł na dobrą, niskobiałkową i ogólnie niskoenergetyczną karmę- to powiedz pls.
-
[B]Asztir[/B]- coś wspominałaś wcześniej o niskobiałkowej diecie, bo Ci psa energia roznosiła... coś więcej pls... Co do Pigi- to zauważyłam pewną prawidłowosć w jej świńskim zachowaniu- jak dobrze się czuję, jestem wyspana i nie dzielę swojej uwagi na nią i Chrumę- to jest grzeczna i nawet pamięta całkiem dobrze, co znaczy "równaj". Spokojnie przechodzi za mną w drzwiach i dociera do niej to, co mówię. Jeżeli jednak tylko wyczuje, że jestem rozkojarzona, śpiąca i nie w pełni panuję nad sytuacją- natychmiast włazi mi na łeb. I to natychmiast- różnica widoczna jest ze spacerka na spacerek. Szkoda, że przy dawce kofeiny jaką dziennie pochłaniam redbulle już na mnie nie działają- tak to strzelałabym sobie jednego przed spacerem, ożywiała ciało i umysł i świnia nie miałaby szans ;) Co do obroży elektrycznej- ostatnio dużo czytałam i gadałam na jej temat- i własciwie stosowana- ma dla mnie sens. Chciałabym kiedyś móc zabrac Pigę i Chrumę na wyhasanie sie do saskiego, albo na pola mokotowskie, do lasu, na mazury...- po to między innymi chciałam drugiego psa- do wspólnego hasania. Nawet jeżeli przyjdzie moment, że zacznie wracać do mnie na komendę w 99 na 100 przypadków, nie wiem, czy w przeciagu następnych kilku lat będę w stanie jej [B]zaufać[/B], że wróci ZAWSZE- jak Chruma. A jak nie wróci na rozległym, nieznanym terenie? Najchętniej wszczepiłabym jej GPSa pod skórę. Już myślałam o zwiazaniu jej linką z chrumą- ale zrobiłyby sobie krzywdę, a poza tym szkoda Chrumy. Myślałam o przyczepieniu jej opony, ale z tym to raczej po polach sobie nie pohasa. Poza tym jak się zaweźmie, to umie dość szybko przegryzać linki. Przy tych wszystkich głupich pomysłach obroża elektryczna- nie na codzień, ale na zaplanowane hasanie (oczywiście, jak byśmy się nauczyły OBIE jej działania)- wydaje się mieć sens. [B]BeaC[/B]- hihihi- tia, bullterriery są genialne. Ale Pig nie jest tak odporna na ból jak Chruma. W szale polowania na kotka- oczywiście- nic jej nie zatrzyma, ale tak normalnie- to w porównianiu z TurboChrumą- całkiem niezła histeryczka z niej jest... Raz w życiu słyszałam Chrumę kwiczącą z bólu- jak była szczeniakiem, a jakaś pancia próbowała ją podciągnąc do góry za przednie łapki (głupie babsko... grrrrr...). A Piga kwiczy. A to się z drzewem zderzyła, a to wyskoczyła mając linkę między łapkami, a to fyfnaście razy jak się Chruma w końcu wkurzyła i się odgryzła... No kwiczy no... Jeszcze o tym pomyślę.
-
już niech się ta zima skończy... U Pigi najgorsze jest to, że ona teraz ucieka ... bardziej... Wcześniej było wiele fajnych spacerków z linką puszczoną luzem, a świnia jak już wpadała w galop, to dobiegała do pierwszego "paśnika" kilkanaście m. dalej i tam ją odławiałam. A teraz leciiiii.... Przedwczoraj znowu puściłam linkę, bo maupa nie chciała zrobić kupy przez 20 min, a mi nie chciało się wchodzić po kolana w mokry śnieg. Puściłam ją w "róg" pomiędzy budynkiem, o sztachetowym płotem i ustawiłam się na pozycji umożliwiającej dogonienie świni, jakby chciała polecieć gdzieś dalej. I co? Zrobiła kupę i przelazła przez sztachety płotu i poleciała hen hen za blok do śmietnika. Gdyby ochroniarz nie pokazał mi gdzie poszła, to znowu bym jej szukała ze 20min albo i dłużej. No właśnie- a jak już jesteśmy przy temacie robienia kupy... Jak odebrałam Pigę, to jej sie zdarzało załatwić w domu- no bo klatka, schronisko, pies z żółtą sierścią zasikany do połowy. Potem troszku przeszło, to przyszło zapalenie pęcherza i pies przez sen sikał pod siebie. POtem sucz wyzdrowiała i było fajnie- załatwianie sie w domu zdarzało się baaardzo sporadycznie. A od jakiegoś ponad miesiąca znowu. Wstaję- kupa. Albo siuśki. Albo siuśki i kupa. Po każdym jedzeniu ma 2 spacerki w krótkim odstępie czasu- tak 2-3h. potem dłuższa przerwa, potem znowu papu, spacerek, 3h i spacerek. A klempa i tak potrafi się zlać w miedzyczasie. Albo i kupę strzelić. Bo ja rozumiem, że np. nie wytrzymuje 6-7h. Ale czasami robi to tak np. godzinę po spacerku, na którym się ładnie załatwiła.
-
Przeszła mi histeria, kocham pieska itd... Ale mi maupa znowu uciekła... Śnieg po kolana, Piga hasa na lince jak oszalała, a poza tym koło wydeptanej ścieżki nie ma zamiaru robić kupy. Zapakowałam w kieszeń mortadelę, założyłam maupie kaganiec i dałam jej pohasać po śniegu z Chrumą. Ślicznie biegały przez 3 spacerki. Piga grzecznie wracała, napychałam jej ryja mortadelą i zaczęłam lubić zimę. Na czwartym spacerku zwiała. Pierwsza myśl- I jak ja kurna znajdę teraz białego psa w białym śniegu? Po 15min łażenia po głębokim śniegu po śladach świni przestałam lubić zimę i znowu cieknie mi z nosa. Ale znalazłam- bo zaczepiła linkę pod kołem zaparkowanego samochodu, w kagańcu nie mogła przegryźć linki to i siedziała jak ta sierota w zaspie. Znowu jej nie puszczam, więc wyrywa mi łapę z obojczyka, połamane 2 paznokcie i tylko jakimś cudem nie wyladowałam jeszcze na pysku. Łażę po śniegu po kolana. Ale kocham pieska. Kombinuję nad jakimś innym szkoleniem jak tylko śniegi trochę zejdą. Mam nadzieję, że do tej pory nie zgubię psa. zmenciona jestem... A psik!
-
[quote name='mia_mia']a linka? 20m? na niej mozna psa wybiegac bez wiekszego problemu no i jest pod kontrola.. moze sprobujecie takiej zabawy [URL]http://www.forum.bullterrier.pl/viewtopic.php?t=2138&postdays=0&postorder=asc&start=0[/URL] ??pies moze byc na lince a wyszaleje sie elegancko:evil_lol:[/QUOTE] Nie jestem zalogowana na tym forum i nie widzę... ale w wolnej chwili poczytam. Hmmm... linka... chyba odpada. Piga hasa na 5 metrowiej lince i jak hasas z jakimś psem, to potrafi się związać jak cielak na rodeo. Do tego leci, leci, wyskakuje i jak się zasięg linki kończy to spada łbem na ziemię (nie wspominam o moich kościach wyrwanych ze stawów). Potrafi sie tak ładnie zaplątać tą pięciometrówką w drzewa/krzaki, że potem rozplątać jej nie można. No i jakiś czas temu tak ładnie się zawinęła linką w dzikim pędzie, że miała poharataną skórę pod pachą. Ja się po prostu boję, żeby ona sobie krzywdy nie zrobiła na lince, jak ja trzymam z całej siły drugi koniec. Puszczam tą linkę czasem, jak sobie drepta w krzaczorach, albo hasa z jakimś zwierzem, ale ona jest za szybka i jak wytnie w długą, to czasem nie zdążę depnąć- no i potem jest "odławianie gada". 3 razy zaczepiła się linką o samochód, co bardzo ułatwiło mi łapanie, ale nie zawsze mam takiego farta. [quote name='"Masieńka"']O jasna cholercia... gdzie ona mialaby lepiej niz u Ciebie? [/quote] W domku z ogródkiem??? Ona naprawdę jest kochana i niemożna jej nie ulubiać, a jak się wyhasa, to jest jeszcze bardziej kochana... [quote name='"Alojzyna"']Może rower byłby rozwiązaniem?[/quote] a) ja się poświęcę dla mojego pieseczka, ale do rowerowej wycieczki codziennie po centrum Warszawy, to mnie nikt nie zmusi... b) nawet najlepszy amortyzator nie uchronił by mnie przed lotem na zęby, gdyby Piga zobaczyła po drodze koteczka... [quote name='"Asztir"']a przy okazji nie ma gdzieś w pobliżu kogoś kto szkoli i ma swój plac, albo znaleźć starszą panią czy pana którzy mieszkają w domu i mają ogród i za np. koszenie trawy możliwość wybiegania z psem [/quote] No niestety... uroki mieszkania w centrum. Mam jeden ogrodzony placyk dla dzieciów, ale są w kilku miejscach dziury w ogrodzeniu i Piga już dobrze je zna... A największym problemem jest to, że u mnie wszędzie leży żarcie... WSZĘDZIE!!! Np. Piga wczoraj (zanim zwiała) wynalazła wielgachną kość wołową, długości Chrumy (taką wędzoną ze sklepu zoologicznego). Na parkingu pod samochodem była. są flaki, pierogi, leniwe, kiełbasa, kaszanka i mnóstwo kości drobiowych. Jest chlebek w każdej postaci, szynka i kanapki. W dwóch miejscach wylewana notorycznie jest zupa... taka z marchewką i kartoflami. Jest też wiele niezidentyfikowanych rzeczy, które kiedyś były środkami spożywczymi. No i Piga najedzona jak bąk, dobrze wiedząc, że pancia ma w kieszeni żarcie- woli się stołować na zewnątrz. Przeskakuje jej klapka w mózgu i jedyne o czym myśli, to żarcie (no i koty od czasu do czasu). I nie jestem jej w stanie tego wybić ze łba. [quote name='"Asztir"']Ja radze przede wszystkim dobrze wypracować przywołanie warunkowe - czyli gwizdek![/quote] Przychodzic, to ona zawsze przychodzi- w pomieszczeniach. Wydrę ryja po klubie (tam się mieści 800 osób- duży jest), to- jeżeli akurat nie wyżera czegoś z kosza na śmieci- zawsze przyłazi. Gwizdka jeszcze nie próbowałam. Trzeba będzie się doszkolić. Ja się najbardziej boję, że jej się kiedyś coś stanie. Bo już pal sześć, że jestem zmęczona czasem i najchętniej bym jej związała łapki i przywiązała do kaloryfera. Nieważne, że dzisiaj kicham i mnie telepie, bo w nocy zmarzłam i zmokłam... A jak kiedyś zwieje dalej i nie wróci? A jak ją samochód trafi? A jak jej się napatoczy mały, szczekający piesek i go zagryzie i ktoś będzie nieszczęśliwy przez to, że nie potrafiłam dopilnować psa? A jak zeżre coś, czym się otruje na amen? I dlatego, jak znalazłby się ktoś z ogrodzonym terenem, albo po prostu mądrzejszy szkoleniowo ode mnie, to oddam. Myślę jeszcze nad wysłaniem Pigi na stacjonarkę do zaufanego szkoleniowca na 2 miesiące... ale jakoś średnio widzę, żeby ktokolwiek był w stanie jej przetłumaczyć, że wcale nie jest głodna...
-
no cześć... piszę to pod wpływem emocji, ale miałam dużo czasu na przemyślenia... całe 40 minut... szukania Pigi w wichurze i siąpiącym deszczu... Bawiła się z Chrumą i jeszcze jednym psim kumplem badylami o 4 tej rano. Cały czas na smyczy, aż mi się łapa zmęczyła. Ostatni raz tak na porządnie zwiała mi dawno temu, a ostatnio co najwyżej uciekała do najbliższej miejscówki z kocim/gołębim żarciem, gdzie odławiałam ją po 30 sekundach. Wyglądała na wyjatkowo zaabsorowaną zabawą, że nie myślałam, że tym razem zwieje (juz kilka razy udało mi się ją skupić na patysiu tak, ze tylko za nim ganiała i nie zwiewała). No i wycięła w długą i tyle ją widziałam. W żadnej najbliższej miejscówce żarcia nie było, wiec poszła na wycieczkę w miasto. A co qrfa... Łaziłam, czekałam, darłam ryja przez wichurę, gwizdałam, ciagnęłam Chrumę za sobą, a Pigi nie ma. Nigdzie. Odstawiłam mokrą Chrumę do domu, bo nic nie kumała i patrzyła sie takim żałosnym wzrokiem (Chruma nie lubi deszczu i ciągnie do domu). Wzięłam zapas fajek i znowu zaczęłam szukać psa. Zaalarmowałam wszystkich ochroniarzy w okolicy (w każdym bloku jest jeden i na każdym przyblokowym parkingu jeden- dużo ich generalnie), ale śpiące chłopiska, więc mało pomocne... Podchodziłam do każdej porannej osoby na ulicy i pytałam o białą świnię, trasę naszych spacerków zrobiłam chyba z 15 razy, a potem poszłam jeszcze dalej... W końcu znajoma pancia od utuczonej blabladorki powiedziała: - "ta biała??- tam coś żarła" Poleciałam biegiem zabijając się o mój matriksowy płaszczyk... No była. I żarła. Brudna jak cholera, z pękatym obżartym brzuszkiem. Jak mnie zobaczyła, to padła na plask, bojąc się, że dostanie łomot, a ja ją tylko tulałam... A ona nic... skoro nie tłuką, to trzeba skończyć konsumpcję... i sięgnęła po następnego śmiecia... Zabrałam do domu. Wytarłam do czystą szmatą... zaczęła nawalać się z Chrumą jak gdyby nigdy nic... to wsadziłam do klatki. Nie mogę na nią chwilowo patrzeć. Przed wyjściem na spacer siedziała pół godziny na moich kolanach i się wtulała z całych sił, a potem- - "papa pancia... idę żreć... nie czekaj na mnie z obiadem..." Słuchajcie... ja serio mówię... nie umiem wychodzić na spacer z psem, którego roznosi energia, a ja go nie moge ze smyczy spuścić... nie mam w pobliżu żadnego ogrodzonego terenu, żeby mogła się bezpiecznie wyhasać... Par saski odpada, pola mokotowskie odpadają, bo tam bym jej w życiu nie znalazła. Ona się męczy, ja się męczę, a w domu męczy się Chruma, której Pigi spokoju nie daje, bo niewyhasana lata i odbija się od ścian w te i spowrotem. W domu Piga aportuje zabawki (no prawie... czasem jej się udaje), a na dworzu tylko udaje, że się bawi, byleby tylko po chwili wyciąć w długą, jak się zorientuje, że pancia drugiego końca linki nie trzyma. Znałam różne nieposłuszne psy, ale z tych uciekających to tylko huskie. A Piga jest gorsza niż husky. Nie umiem do niej dotrzeć, nie umiem skupić jej na sobie, nie umiem nauczyć jej, jak się bawić zabawkami na dworzu. Nażarła sie jak świnia jakiegoś świństwa, a jutro będzie chora i będę miała obsrane mieszkanie. Myślałam, że po kilku miesiącach regularnego karmienia i hasania, szkolenia i opieprzania- Piga się uspokoi i zeżarcie śmiecia nie będzie najważniejszym zadaniem na świecie. Nie mam już siły. Nie umiem. Gupia jestem. I mam dość. Nie oddam Pigi do schronu, nie oddam jej jakiemuś idiocie (a takich chętnych nie brakuje), ale jakbyście słyszeli o kimś, kto ma domek z ogródkiem, i chciałby domową przytulankę/podwórkowego potwora i pozwoliłby Pigę odwiedzać, to oddam. Po raz pierwszy przez te 40 minut szukania psa myślałam nie tylko o tym, co zrobić, żeby ją znaleźć (nadać na dogo, rozkleić ulotki na mieście, zaalarmować schrony, wetów itd), ale też o tym, co zrobię, jak jej nie odnajdę... Przejdzie mi... wiem, że mi przejdzie i że będę ją jutro tulała na kolanach i patrzyła się z miłością na ten mongolski ryj... ale jakby się znalazł ktoś lepszy dla niej niż ja, z lepszymi warunkami niż ja, to oddam. Jak słowo honoru oddam...
-
Piękne foty, piękne historie i piękni ludzie, którzy odratowali bidule... Ja też mam jedną...:loveu: Po Pigulcu zmiany na fotach widać tylko w oczach, bo była ulubienicą w schronie i dlatego traktowano ją i pasiono dużo lepiej... Trochę różnicy widać w sierści- mimo "wypucowania" jej w wannie przez Masieńkę- Piga była do połowy żółta, od leżenia we własnych siuśkach w klatce. Dopiero kiedy wymieniła sierść, to zrobiła się bialutka. Ja widzę mega różnicę w zachowaniu- bo na początku- na dworzu się ożywiała, do zwierzątek się baaaardzo ożywiała, za to do ludzi pełen autyzm... Nie podnosiła łba, nie patrzyła się w oczka... a teraz... bezczelna maupa się z niej zrobiła i na łeb włazi ;) No rozpuściłam bydlę... no co... wolno mi... MOJE JEST!!!:loveu: :loveu: :loveu: Pigi w schronie w Olkuszu: [IMG]http://img.photobucket.com/albums/v142/dagdag/Pigi/pigiwschroniema322a.jpg[/IMG] Pigi dzień lub dwa po wyjściu ze schronu do cioci Kasi (Masieńka z dogomanii), która ją dla mnie kilka dni "przechowała": [IMG]http://img.photobucket.com/albums/v142/dagdag/Pigi/IMG_7048.jpg[/IMG] W drodze do nowego domku: [IMG]http://img.photobucket.com/albums/v142/dagdag/Pigi/100_3166.jpg[/IMG] Już z pancią: [IMG]http://img.photobucket.com/albums/v142/dagdag/Pigi/100_3270.jpg[/IMG] Ze swoją psiapsiółą Chrumą: [IMG]http://img.photobucket.com/albums/v142/dagdag/Pigi/100_3657m.jpg[/IMG] Rozwalona na fotelu w biurze: [IMG]http://img.photobucket.com/albums/v142/dagdag/Pigi/100_3466.jpg[/IMG] Dumna Wielkoucha Pigi: [IMG]http://img.photobucket.com/albums/v142/dagdag/Pigi/100_3280.jpg[/IMG]
-
Pojechałam dzisiaj na zakupy, coby wydać trochę kasy tak dla odmiany na siebie, a nie na psy... tia... - o, jaki ładny sweterek... bordowy!!! ... hmmmm... raz w nim usiadę na kanapie i już nie będzie bordowy... - a tamten... śliczny!!!:loveu: ... hmmm... czarny... beżowych nie ma???... a tak... Chruma jest czarna... - ciemnoszary płaszczyk... też nie... jakiś taki "sierściołapny" z wyglądu... - sztruksy!!! (z boku odzywa sie kumpela) - Dagmara, a pamiętasz jak ostatnio u ciebie byłam w brązowych??? Do tej pory je skubię... [B][SIZE="6"]Czy ktoś może mi do cholery jasnej powiedzieć, dlaczego moim marzeniem od zawsze było posiadanie czarnego i białego psa???[/SIZE][/B]:crazyeye: :crazyeye: :crazyeye: PS. Wróciłam do domu z pomarańczowym, niesierściołapnym sweterkiem, którego troczki od kaptura są zakończone [U]pomponami[/U]. Zgadnijcie na co teraz poluje Piga...
-
Zapomianłyście tylko o jednym, kofane, złosliwe babska...:mad: mianowicie o tym, że mam cały czas zepsutą szafkę na kosz na śmieci i tenże kosz z powodu nienażartej czarnej świni stoi koło zlewu... czyli na blacie kuchennym... kurna... do lodówki go schowam...:oops: