-
Posts
4764 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by adda
-
No niestety zdarzają się takie przypadki. Panią należy pogonić.
-
Ciężko wybrać. Może poczytaj sobie o wszystkich psach stróżujących i wtedy wybierzesz.
-
Ja jestem zdecydowaną zwolenniczką odżałowania kasy i szkolenia w grupie u dobrego tresera. Naprawdę, warto. Tak naprawdę wtedy szkoli się właściciel, jak ma postępować z psem w różnych sytuacjach. Ale znam na przykład amstafkę nie szkoloną, która jest oazą spokoju. Myślę jednak, że taki ma po prostu charakter złoty.
-
Moja sąsiadka kupiła pudelka toya, a że w hodowli były również yorki to wyszedł jej całkiem sympatyczny mały mix. Piękny.
-
Naprawdę nikt nie zastanawiał się nad szkoleniem na Kępie? :lol:
-
Crazy@, rzeczywiście, co głupiemu po rozumie :oops: Mnie nadal nie będzie na Polach, bo Irydowi w chorą łapkę wdało się zapalenie jakieś i niestety leczenie dłużej będzie trwało. Ściągnięcie szwów dopiero we wtorek.
-
Jeszcze w zeszłym roku na wiosennym kursie najważniejszym instruktorem był nieodżałowany pan Kazimierz Bloch. Człowiek, który przez ponad trzydzieści pięć lat był wyższym wykładowcą w policyjnej szkole psów w Sułkowicach. Niestety nie ma Go już wśród nas. Był doskonały i prowadził szkolenie ze swoim uczniem p. Zenkiem Zgorzelskim. P. Zgorzelski był kiedyś kierownikiem sekcji szkolenia w ZK. Teraz nie jest związany z ZK. Natomiast ma licencję nadaną przez ten organ no i można powiedzieć, że jest godnym następcą pana Kazimierza. Wraz z p. Zenkiem szkoli p. Robert - jego z kolei uczeń. Młody, ale posiada licencję pozoranta, z pasją i mimo wieku doświadczeniem. Bardzo ich zachwalam, bo jestem zadowolona ze szkolenia i ich profesjonalizmu. Można dużo od nich dowiedzieć się i nauczyć.
-
A może ktoś wybiera się na szkolenie na Kępie Potockiej. Ja odbyłam tam dwa szkolenia i jestem happy. Na wiosnę wybieram się znowu z drugim psem. Ktoś jeszcze?
-
Jak chodziłam na pierwsze szkolenie, suczka pewnego pana dostała cieczkę. No i niestety musiał przerwać szkolenie, bo psy za bardzo interesowały się sunią. Tak też doradził treser. Za bardzo rozpraszało to psy. Uważam, że nie powinno się szkolić w grupie podczas cieczki. Jak chodziłam na drugie szkolenie moja sunia dostała cieczkę. Miałam to szczęście, że jako jedyna na szkoleniu miałam pracę węchową, więc robiliśmy to w dużym oddaleniu od grupy i żaden pies nie zaintersował się "tematem". Po części "węchowej" po prostu zabierałam się do domu, już nie zostawałam na posłuszeństwie.
-
No gdzie??? Jedno jest tylko na śniegu nowe.
-
Serdecznie Ci współczuję. Naprawdę nie wiem, co Ci poradzić i żeby jeszcze poskutkowało. Ciężka sprawa. Na pewno nie możesz patrzeć, jak piesek jest karcony fizycznie. Bądź uparta i przekonuj rodziców. Skoro mama jest przychylniejsza to uderzaj do niej. A rodzice kupili psiaka Tobie? Jeśli tak to byłby to jakiś argument. Może też odkładaj kieszonkowe na szkolenie, żeby nie sprzeciwiali się. Szkolenie dużo daje. Powiedz im.
-
Pewnie, że dziwne. Raczej, żeby usprawiedliwić się udaje, że to niechciana wpadka, a zawsze trochę kasy wpadnie, jak sprzeda szczeniaki. Zawsze znajdzie się ktoś, kto tanio kupi, takich nie sieją. Ale może jednak odżałuje i wysterylizuje sunię. Jak tak bardzo szkoda jej pieniędzy, niech się zgłosi, jak lecznice organizują darmowe sterylizacje, przynajmniej raz do roku taka akcja się odbywa. Jak wtedy nie skorzysta - znaczy że celowo to robi. Głupota.
-
Ot to, sterylizacja to najlepsze rozwiązanie. Albo pełna izolacja, szczególnie po pierwszej wpadce powinno się pomyśleć o tym.
-
Tak to już jest, że psiaki mają małe strupki po zabawie. Buba jest łagodna i nie trzeba się obawiać, że coś zrobi złego. Przedtem zawsze tarmosiła Lenę - śmialiśmy się, że zazdrości Lenie ukończonego PT - bo Lena ma blaszkę na obroży o zdaniu egzaminu i Buba jej kiedyś odgryzła ją. Dzisiaj Irydek już trochę ożył i harcował z Lenką. Humorek mu dopisuje. Myślę, że będzie dobrze.
-
Przypuszczam, że mnie z kolei nie będzie za tydzień. Wczoraj późno wieczoram Irydek rozciął sobie poduszkę. Musieliśmy gnać na Tarchomin do naszego weta na szycie. Paskudnie sobie rozciął, na pół i głęboko. Brrrrrrr... Biedulek śpi dzisiaj i jest smutny. Lekarz musiał dać mu narkozę no i przy okazji wyskrobał mu grudki z trzeciej powieki. W niedzielę jedziemy na zmianę opatrunku, a szwy zdejmujemy za ok. 10 dni. A i tak pewnie minie trochę czasu, aż mu się porządnie zagoi. Natomiast 2 lutego, w poniedziałek o godz. po 18-tej są urodziny Leny i Aleksa - doga de bordeau. Lena ma urodziny 04 lutego, ale robimy razem z Alkiem. Będzie grzane wino. Zapraszamy.
-
Hej, Crazy@, wcale mi się te zdjęcia nie otwierają. Tak, jakby ich nie było. Może to u mnie coś nie tak... Dlaczego tak późno przyjeżdżacie?
-
Crazy@, dlaczego niestety, jak się pracuje to trzeba się cieszyć. Ale rzeczywiście odpada jeden porządny spacer w tygodniu. Żal psiaków. Na Bemowo z mojego Ursynowa jest za daleko. Też zostanę przy Polach Mokotowskich. Kiedyś próbowaliśmy Skaryszewskiego, ale to był niewypał. Owszem park ładny, ale zniechęciłam się, jak moja sunia chciała wyłowić z wody martwą wiewiórkę. No i chyba nie ma tam takiego miejsca, gdzie spotykają się psy.
-
Ależ nie ma co przepraszać. Tak tylko napisałam. Mam nadzieję, że też w weekend będziemy. Pogoda zapowiada się ładna. Bo poprzednio było okropnie, mokro, ślisko, brzydko, wodniście, wilgotno.
-
Buldog, ja daję swojemu pieskowi ANF i nawet nie wiedziałam, że lepiej jest otwierać worek od dołu. To nawet rozsądne. Bo ANF jest pakowane bez tlenu - próżniowo. Sunię karmię Royalem. A karmę przesypuję do takich 5-kilowych wiader po EuroPremium, przykrywam pokrywką i trzymam w szafce w kuchni (szafka tylko dla psów). Worki zawijam i trzymam w przedpokoju w garderobie. Nie capi.
-
No i jak Crazy@, nie było Cię w weekend?
-
No, proszę, jak kulturalnie wychowane pieski...
-
Crazy@, toż właśnie ostatnio podziwiałam jak czarnuszek ciągnął sanki, a bokserek radosny biegał obok. Przejeżdżaliście obok nas. No... Nawet zazdrościłam, że moje jeszcze nigdy nie szły w zaprzęgu. No to pewnie w sobotę (przy sprzyjającej pogodzie) nastąpi prezentacja. Żeby tylko mój leoś (ten młodszy) nie poczuł się zbyt ważny.
-
Może mała zapomni o przygodzie z rotwailerem, na Pola przychodzi teraz mały rotiś, bardzo sympatyczny, to niech się z nim bawi. Mojemu też zagoiło się, może dlatego nie było groźnie, bo rzuciłam w stronę Doxy smyczą, jak zobaczyłam co się dzieje.