Jump to content
Dogomania

Berek

Members
  • Posts

    3222
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    2

Everything posted by Berek

  1. O.K., już rozumiem. Ktoś z Krakowa np. nie za bardzo wchodzi w grę (ze względu na koszt)? Tak się zastanawiam... czy KTOKOLWIEK poradził Wam żeby ten pies przy gościach był cały czas na sznurku?
  2. Miraa, tym, czego Wam potrzeba, jest praca z DOBRYM trenerem. Nie behawiorystą czy osobą mianującą się psim psychologiem, tylko trenerem, szkoleniowcem - praktykiem. Skąd jesteś? Może będziemy mogli - wspólnymi siłami - kogoś z Waszych okolic polecić?
  3. Jedyny możliwy komentarz: :roll:
  4. [quote name='Ollis']To że razem doczytałam i rozumiem. Natomiast moja wizja nie przewiduje psa w kolczatce do końca życia. Mam konkretny problem do rozwiązania, było by fajnie, żeby pies pod wpływem kolczatki pojął o co biega a nie tylko bał się konkretnego bodźca. Czyli bodźca/kolczatki brak znaczy znowu hulaj dusza piekła nie ma.[/QUOTE] Nic podobnego. Przy prawidłowym szkoleniu z użyciem kolczatki nie wracacie do stanu początkowego - zakładamy że w trakcie tego szkolenia nagradzasz też psa za "odpuszczanie" (czyli za samoopanowanie się, tak naprawdę). Psy naprawdę starają się do nas dopasować. Prawidłowo użyta kolczatka to nie jest narzędzie mechanicznie ograniczające psa - ma tylko pomóc właścicielowi zastosować odpowiedni stopień awersji, której dany zwierzak akurat potrzebuje - niejako pomaga to dopukać się do psiego móżdżku - halo, kiedy tak robisz, jest nieprzyjemnie - kiedy luzujesz, dostajesz nagrodę. Używasz tego narzędzia do NAUCZENIA psa czegoś - w tym przypadku dostosowywania tempa do idącego człowieka. Słowem, przewidujemy modyfikacje w zachowaniu spowodowane procesem UCZENIA, a nie POWSTRZYMYWANIA (fizycznego).
  5. [quote name='ana666']Pies nie miał ani czipa ani adresówki, był bez opieki, nie wiem czy wszędzie tak jest ale w obornikach nawet jakby się znalazł właściciel to musiał by najpierw zapłacic kilkaset złotych mandatu za pozostawienie psa bez opieki, ja jednak zawsze czekam 2 tygodnie.[/QUOTE] Chrzanić mandat, jeśli się psa odzyska. Większość lubiących swoje zwierzaki psiarzy raczej stosuje taką optykę, jak sądzę. ;) Powtarzam: dzieją się rozmaite historie w wyniku których pies znajduje się bez adresówki poza zasięgiem właścicieli i nie musi to automatycznie oznaczać braku opieki i ogólnej wredoty tychże ludzi. Niestety niekiedy znalazcy stosują dość specyficzną etykę w takich przypadkach (co ciekawe, rzadko rzecz dotyczy pięćdziesięciokilogramowego, brzydkiego jak noc kundlasa bez jednego oka :lol: na przykład - a najczęściej niewielkich, w typie modnej rasy piesków). Znaleziony piesek w kilka dni ląduje w "cudownym nowym domku" a ogłoszeń że się psa znalazło jakoś brak - bo wygodnie jest założyć że podli ludzie psiaka porzucili. I w ogóle o niego nie dbali i byli nie tacy, jak trzeba. :angryy:
  6. [quote name='EVA2406']I biedny przez dwie godziny nie zauważył, że nie ma psa. Nie wierzę. Do tej pory nie zgłosił nikomu w sklepie, ani nie ma ogłoszeń. Sunia ma nowy, lepszy dom.[/QUOTE] O rany, przecież ten pies mógł wcale nie zginąć ludziom na tym parkingu! Mogło zaistnieć bardzo wiele różnych okoliczności w wyniku których psiaczek się tam znalazł bez opieki. BTW znam nawet przypadek w którym złodzieje samochodu wywalili psa z niego pod jakimś sklepem - potrzebowali auta, nie zwierzaka, i się go pozbyli... Zdajesz sobie sprawę że jeśli nie wywiesisz ogłoszeń i choćby nominalnie nie poszukasz właściciela, możesz mieć potem kłopoty? :mad:
  7. [QUOTE]"istnieje szereg działań, które trzeba podjąć, żeby załatwić sprawę zgodnie z prawem"[/QUOTE] Słowo-klucz: szereg działań... BTW obawiam się, że fakt że sąsiad trzasnął psa kilka czy kilkanaście razy - o ile nie spowodował obrażeń - raczej nie wzruszy policji, prokuratury, urzędników z Wydziału Ochrony Środowiska w gminie itd.
  8. [QUOTE]"Ej mozna faktycznie fakt używania obroży elektrycznej zgłaszać?Znam pieska co chodzi 24/24 w oe i to w dodatku biega samopas po wiosce, tylko go ukraść nie dam rady bo jest szalenie agresywny."[/QUOTE] Hm, idąc tropem rozumowania naszej koleżan... a nie, zabroniła tak pisać - no więc [I]dziewczęcia [/I](mam nadzieję, że tak lepiej :cool1:) - zawsze można capnąć zwierzątko jeśli MY ocenimy że jest źle traktowane - nie? :lol: Więc masz nasze błogosławieństwo (tylko zaopatrz się w pętlę hyclerską; jak wiadomo łapanie na nią jest wysoce HUMANITARNE:cool3:). Poważnie już - o.e. nie jest (na szczęście, w sumie) w naszym kraju zakazana. Podobnie jak antybarkery. :roll: BTW ostatnie kontakty ze Skandynawami, u których faktycznie jest taki zakaz - były dla mnie nader pouczające, przynajmniej jeśli chodzi o tę kwestię. Hasłem do tajemnicy jest "citronella" - ale to już off topic.
  9. [QUOTE]"Ja przygarniam psy, koty szukam domu, ratuje itd."[/QUOTE] Uau, gruuubo! Przepraszam, czy ktoś z szanownych P.T. dyskutantów jest może sierotą porwaną w dzieciństwie z kołyski przez [politpoprawność on] członków pewnej wspólnoty etnicznej [politpoprawność off] :lol: - ? Taka osoba dostanie w tej dyskusji dodatkowe dziesięć punktów racji. Osoba przygarniająca zwierzątka i szukająca im domu dostaje ekstra siedem punktów racji. I tak dalej. :evil_lol: [QUOTE]"Pytała o nieudzielenie pomocy zwierzęciu przez człowieka. To dałam jej odnośnik z prawa." [/QUOTE] Mię jednak chodziło o zwierzątko które ktoś sprał w ogródku. Albo chude. Albo w obroży elektrycznej - bo jak wiadomo, to też się miłośnikom zwierzątek nie podoba. Rozumiem że wszystkie takie zwierzątka mogę właścicielowi rąbnąć bo tak jest w prawie? [B]MniejWięcej[/B]...? :loveu:
  10. [QUOTE]"Nie prywatną, lecz organizację prozwierzącą A to już jest w prawie."[/QUOTE] Tyż poproszę... Ja wiem, że różnym paniom od fundacyj się wydaje, że tak można, ale jednak niezupełnie... BTW rozmawiamy o osobie prywatnej, która lamentuje że słyszała jak sąsiad sprał psa. :lol: Czekunia - rodzice kol. Yuki są w TOZ-ie, zdaje się.
  11. Poproszę wobec tego o oba przepisy: - o możliwości zarekwirowania zwierzęcia przez osobę prywatną - o sankcjach jakie grożą obywatelowi w przypadku nieudzielenia pomocy zwierzęciu.
  12. Prowadzicie ewidencję? Czy tak się Wam wydaje - "idąc na miasto" że o, to ta buraska cośmy ją sterylizowali metodą szwu bocznego, a tu ta czarna...? Powiem szczerze że mam dokładnie identyczne doświadczenia z paniami z organizacji sterylizującej, sprzed paru lat - były bardzo zadowolone z siebie i cudoffnej metody, ino trochę kotek się zgarniało, w postaci zwłok, z piwnic, głównie szły (jednak) infekcje. Ale panie słowa sobie powiedzieć nie dały - bo tych kotów dokładnie nie znały i nie rozpoznawały, więc świetnie się czuły, pokazując na wciąż tego samego kota jako na kolejnego... i kolejnego... który tak świetnie zniósł ten zabieg. :angryy:
  13. [QUOTE]"W przypadku zagrożenia życia psa/kota nie ważna jest decyzja właściciela-można je zabrać bez zgody, byleby ratować zwierze"[/QUOTE] Poproszę o wsparcie tej wypowiedzi wykładnią prawną.
  14. [QUOTE]"Najpierw można poszukać mu domu na cito, choćby wśród znajomych a potem zabrać psa. I nie komentuj, jak nie wiesz, siedzę w TOZie i wiem jak to jest."[/QUOTE] Koleżanka tak na serio? Proponuje komuś łamanie prawa? Publicznie? Fiu-fiuuu...:razz:
  15. [QUOTE]"My od dwóch lat sterylizujemy szwem bocznym, i po całkowitym odzyskaniu świadomości wracają na wolność. I wcale nie musimy szukać DT na tydzień dla kotki po sterylce."[/QUOTE] Ryli? Jaka jest realna przeżywalność po tym zabiegu? Bo ja tam mam złe doświadczenia... tzn. nie chodzi mi o to, że zabieg powodował śmierć, ino zbyt szybko wypuszczone po zabiegu koty... jakby to rzec... powiększały grono kocich aniołków.
  16. [QUOTE]"Kotów wolnożyjących nie wolno odławiać i przetrzymywać (poza sterylką) z wyjątkiem szczególnych sytuacji!!! Prawnie nie można"[/QUOTE] Ulv, helpunku! Rzecz dzieje się w Mordorze, czyli stolycy. Udało mi się dotrzeć do uchwały Rady Miasta która wprost podaje że tego robić nie wolno - ale są jeszcze jakieś akty prawne, może o większej randze? Podrzucisz mi coś? Dodam że w ostatniej łapance został złapany... kastrat którego udało mi się odłowić i wysterylizować parę lat wcześniej - kot z naciętym uchem - już nie wrócił, organizacja "oddała go do DT i będzie mu szukać domu" z przyczyn... niewiadomych. Podobno dlatego, że dawał się dotykać. Bidok. Ale i frajer. Jakby na dzień dobry wbił którejś z szalonych wolontariuszek pazury to może by mu darowano ten smutny los. BTW walka z taką organizacją to walka z wiatrakami - zawsze w razie czego powiedzą, że kot był chory czy cuś. Niczego się nie udowodni raczej. Mam wrażenie że im to przetrzymywanie dużych ilości kotów jest do czegoś potrzebne; nie wiem tylko, czy do głaskania ego, udowadniania że ich racja najmojsza, czy ma to tzw. drugie (finansowe) dno... :cool3:
  17. [QUOTE]"No nie wiem, mój i większośc psów które znam nie mają podcinanego gardła w rozpędzie, a ringówka służy m.in do związania i poprawienia podgardla,i do podniesienia głowy, owszem ale nie do szarpania czy przyduszania."[/QUOTE] Śmiem zaprotestować; od paru ładnych lat wystawy doprowadzają mnie do szału właśnie m.in. z tego powodu - z całej masy wystawców co najwyżej kilka procent potrafi posłużyć się ringówką... albo inaczej: tak wyszkolić psa, żeby ta ringówka nie była potrzebna, a tylko co najwyżej stanowiła efekt wizualny. Reszta zajadle dusi, podciąga i męczy - z usteczkami, a jakże, pełnymi humanitaryzmu i miłości do koffanych piesków. Żeby nie było: oczywiście powyższa uwaga nie obejmuje nikogo z uczestników tej rozmowy. :lol:
  18. [QUOTE][COLOR=#000000]dodam, że mamy wetów, którzy wytną kotki za pół ceny, jeśli to bezdomniaki. [/QUOTE] Przetrzymają je też po operacji...? Parę dni? Tydzień? Bo najczęściej o to się rzecz rozbija. Jeśli chodzi o dorosłe koty wolnożyjące, to oczywiście że jestem przeciw akcjom "adopcje". Co innego kociaki, młode koty - wtedy można próbować, ale raczej tak, żeby kot z podwórka od razu trafił do DS. Najczęściej "adopcja" dorosłych dziczków się źle kończy bo nawet jak się uda znaleźć "domek", to przeżywa on niejaki wstrząs odkrywając że to nie milunia kiciunia co się łasi. I kot zestresowany, i ludzie. BTW ciekawe czy wiecie, jak wyglądają domy tymczasowe tych różnych dobrych pań wolontariuszek. Panie wciskają sobie te zwierzaki i upychają piętrowo, ale oczy wydrapią jak się wspomni coś o zbieractwie... albo zakwestionuje stan powszechnej, różowej szczęśliwości panującej w niedużym mieszkaniu wypełnionym kotami - zwierzętami skrajnie terytorialnymi. Tylko czemuś na kocich forach pełno ich opowieści o tym jak to ten czy ów kot sika po kątach, jak trzeba leczyć ropnie po podrapaniach, a nowy - kolejny - kotek "przyjęty na DT" czemuś dwa miesiące siedzi rozpłaszczony pod szafą. "Wycofany" taki. [/COLOR]:angryy: No i czemuś te kotecki ciągle chorują, biedaki. Ale, w sumie, wtedy można ogłosić zbiórkę "na leczenie". Tyż dobrze. [COLOR=#000000]Peem tak: żeby pomagać, byłoby dobrze trochę znać podstawowe cechy gatunku. I jego behawior [I]dlanaprzykładu[/I]. [/COLOR]
  19. [QUOTE]"Zgłoszenia interwencyjne? Jakie zgłoszenia, jeśli o psa to mają gdzieś, jeśli o kota to lecą niczym po redbull"[/QUOTE] A to interesujące, przepraszam za off topic - ostatnio przeżywam zderzenie z pewną kocią fundacją i - poza standardowymi obserwacjami (pani guru zarządzająca która sobie z tego żyje plus dość oszalałe wolontariuszki w które paniusia orze, jak może :cool1:) zauważam niesamowite parcie na odławianie i przetrzymywanie miesiącami w klatkach / w przekoconych DT nieszczęsnych kotów wolnożyjących, które w życiu u ludzi nie mieszkały, doskonale sobie radziły na wolności i można sobie wyobrazić, jak się czują, zamknięte na malutkiej powierzchni :roll:. Pod pretekstem "adopcji", zważywszy na to, jak trudno wyadoptować nawet ślicznego, młodego kota / kociaka to szanse paroletnich, kostropatych kociambrów z problemami beahwioralnymi, sikających ze stresu na meble itd. oceniam na równe zeru. Oni jakieś dotacje dostają na ilość przetrzymywanych kotów czy jak...? :angryy: BTW zderzenie - w realu - z członkami organizacji prozwierzęcej, z ich chamstwem, przekonaniem o własnej racji, kłamstwami, niedotrzymywaniem ustaleń itd jest porażające. Uwaga - nie mówię że wszyscy tacy są i zawsze tak się dzieje, ale dostrzegam niepokojącą prawidłowość i śmiem twierdzić, że nawet ludzie z dobrymi chęciami i świeżym spojrzeniem albo się tego stopniowo uczą, albo odpadają w naturalnym procesie pozbywania się "niedostatecznie twardych" członków SA, tego... organizacji. :cool3:
  20. Wiem, że trawa u sąsiada zawsze zieleńsza, ale... [QUOTE]"W Ameryce na zawiadomienie o zbieractwie przyjeżdża policja i zabiera natychmiast wszystkie zwierzęta, a właściciela kieruje na leczenie psychiatryczne. I wszyscy (zwierzęta i ludzie) mają się lepiej."[/QUOTE] - te zwierzęta które pakowane są do komory gazowej? :cool1: Psy od zbieraczy najczęściej stwarzają spore problemy behawioralne. Tam naprawdę nikt się nie obcyndala. Dostają igłę albo idą do gazu. Sad but true.
  21. [QUOTE]"Korzystając z metod bardziej pozytywnych nie idzie psa 'popsuć', nawet popełniając błędy można je naprawić, używając awersji i owszem." [/QUOTE] Można, można, jeszcze jak można - toć o tym piszę... "[QUOTE]Forma awersji moim skromnym zdaniem również ma znaczenie, używanie buta jako awersja jest co najmniej głupia i nieodpowiedzialna. Naprawdę jest również mnóstwo metod innych, mniej brutalnych, a i w podobny sposób działających."[/QUOTE] Tzn? ;)
  22. [QUOTE]"ponoć już nie używa buta i kopania jako 'odwrócenia uwagi'" [/QUOTE] Powiem rzecz niepopularną, ale... żałuję, że tak mało właścicieli nie wpada w odpowiednim momencie na ten pomysł. Tak jak patrzę na to, co się dzieje w psim świecie - nieraz "problemy z agresją" są skrupulatnie rozwijane i kultywowane ile wlezie przez pańciostwo które - no właśnie - w odpowiednim momencie całkiem zwyczajnie owego strasznego buta nie użyło. Za to delektuje się "ocenami problemu", barowaniem, wieloetapowymi strategiami które wszystkie należą do pewnej kategorii prawd opisywanej niegdyś przez ks. Tischnera. :lol: Ale to tak zupełnie off topic. ;)
  23. [QUOTE]"Boże czy jest szansa żeby ten pies gdzieś mieszkał w godnych warunkach ?"[/QUOTE] Zdajesz sobie sprawę, że schronisko to NIE są "godne warunki"?
  24. [QUOTE]Linia przebiega między organizacjami , bo o ile ZK jest bardzo zakłamany i gro w nim oszustów, to jednak badania genetyczne choćby na samo potwierdzenie pochodzenia szczeniąt daje już na dzień dobrym możliwości weryfikacji. [/QUOTE] ??? Badania genetyczne to absolutnie nie jest standard. Jakby kol. chciał(a) ewentualnie pozwać hodowcę za niezgodność tego, co w rodowodzie, z tym, co wyszło w testach DNA, to wtedy - owszem, tak. Ino i tak kol. sam(a) zapłaci za te badania i to słono. :evil_lol: [QUOTE]Inne badania również dają możliwość ratowania i leczenia psa kupionego z hodowli zk co w wypadku pseudo jest niemożliwe.[/QUOTE] Jeszcze raz: ??? Proszę o wyjaśnienie tego zdania bo za Chiny go nie rozumiem. Jakie inne badania, o co kaman? Chodzi o badania - na przykład - pod kątem dysplazji? A jak szczeniak kol. po takich przebadanych rodzicach zapadnie na dysplazję, to... co? A takie przypadki się zdarzają, co tu kryć. Jaka to różnica, hę? Chyba że chodzi o to, że hodowca, ewentualnie, zaoferuje szczeniaka na zamianę (urocze, nieprawdaż?) albo zwrot części kosztów szczenięcia - różnie z tym bywa ale się zdarza. [QUOTE]i jaki normalny człowiek nie kierujący się chęcią zysku wchodzi do jakichkolwiek stowarzyszeń ?[/QUOTE] Chęcią zysku - takiego czy innego, niekoniecznie ściśle określonego, materialnego, bo może być np. poprawiania sobie samopoczucia przez zajmowanie się hodowlą, uprawianie życia towarzyskiego na wystawach i na sekcji itd - kierują się absolutnie wszyscy rozmnażający zwierzątka. :lol:
×
×
  • Create New...