-
Posts
3222 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
2
Everything posted by Berek
-
Bajka z ruin w domku .Dług spłacony, wszyscy szczęśliwi
Berek replied to rybon36's topic in Już w nowym domu
"Ta dyskusja zamienia się w dyskusję w stylu : "o wyższości Świąt Bożego Narodzenia nad Świętami Wielkiejnocy" Ta dyskusja w nic się nie przeistoczyła. Ot, na czyjąś uwagę, że często w róznych PROBLEMACH pomaga szkolenie uczestnicy rozmowy dowiedzieli się, jakież to szkolenie szkodliwe, i że w ogole najwyraźniej szkoleniowcy to sadyści ktorzy gnębią psy - zwłaszcza te bidne po przejściach. BTW sama osoba ktora się wypowiadała (:lol: :lol: ;) - któż, ach któż?) wyraźnie opisała problemy (problemiki?) z własnym psem, oczywiście nie szkolonym bo mu to niepotrzebne do szczęścia. :lol: Czasem psu niepotrzebne, ale otoczeniu - tak, albo samym właścicielom (o ile dojdą do wniosku że faktycznie mają problem :lol: ). Natomiast chyba wszyscy ktorzy zareagowali na tak kategoryczne stwierdzenia dotyczące szkolenia usiłowali wyjaśnić, co u licha masz na myśli i skąd Ci się to bierze. Zwłaszcza że odwodzenie osób z problemowymi psami od szukania fachowej pomocy jest pomysłem, ogólnie mowiąc, nietrafionym... :evil_lol: Laluna - moje psy dość lubią leżeć na kanapie, zwlaszcza odkąd się zestarzaly. Ale pokaż im szelki do tropienia albo pilkę. Brak zajęcia i... zaczynają się akcje między sobą albo robienie min jakie to one nieszczęśliwe... :multi: No i problemy zdrowotne: stawy, tycie, zadyszki. Ale znam takie czerwonopoduszeczkowce ktorych w ogole na dwór się nie wyprowadza, bo wlos się wyciera. Siusiu na kuwetkę i jest rewelka. Niektore wpadają w róznego rodzaju nerwice (wygryzanie się, kręcenie w kółko), inne są w stanie permanentnego otępienia. A przecież ich wlasciciele je TAAAK KOCHAJĄĄĄĄ. Owszem to już pewna patologia, ale... ciekawe, komu do niej bliżej: ludziom ktorzy w pocie czola usilują wychować swojego yorka, papillona czy shih tzu czy osobom ktore szczebioczą że "przecież tych ras się nie szkoli"... :-o i nie pozwalają psom być psami... P.S. Laluna, wiele lat temu trzy pekińczyki ze znanej, topowej warszawskiej hodowli zdołały podkopać się pod siatką sąsiada. I włamać do kurnika... :razz: Właścicielkę psow powitał rząd rowno ułożonych DWUDZIESTU zamordowanych kur. :oops: :evil_lol: Śmiem twierdzić że psy pierwszy raz w życiu się świetnie bawiły. :lol: :lol: :lol: -
Bajka z ruin w domku .Dług spłacony, wszyscy szczęśliwi
Berek replied to rybon36's topic in Już w nowym domu
No no, Lewkonia, fajne masz wyobrażenie o szkoleniu. :lol: Pewnie są takie smętne szkółki gdzie się biedne pieski gnębi i dręczy... Ale nowoczesne szkolenie opiera się na systemie motywacyjnym. "trzeba sie pogodzić z faktem, że istnieją właściciele, którzy mają wyżła i nie polują, posokowca i nie chodza za postrzałkiem, jamnika i pozwalaja mu robić norkę z koca. " Gorzej jak wyżeł wygryza się do krwi z nudow, a jamnik rozladowuje niewyzyte popędy goniąc dzieci sąsiadów, koty, atakując inne psy... :shake: Wszystko przez to że ludzie chcą mieć kanapowce a to są psy z instynktami i popędami. Tak, osobiscie sądzę że okrucieństwem jest nie dawać okazji do pracy - takiej czy innej - psu ktory tego potrzebuje. Jeśli mamy psa-owcę ktory tego nie pragnie, to oczywiście dajmy mu spokój. Osobiście znam jednak więcej rodzin z psami niewyżytymi. :-( -
Bajka z ruin w domku .Dług spłacony, wszyscy szczęśliwi
Berek replied to rybon36's topic in Już w nowym domu
"Nie rozumiem linczowania Piotra. Nawet schronisko daje 2 tyg. na zwrot psa. Można się pomylić. Kto z Was jest nieomylny?" Z całym szacunkiem, żadnego linczu tu nie było. Powiedzmy szczerze, że Piotr NIE zachowal się najciekawiej i nie widzę problemu z tym, że się mu to tutaj mówi. Zresztą nie używając jakichś obraźliwych zwrotów itd... z malymi wyjątkami, ale gdzież ich nie ma... Piotrze, faktycznie chyba jest jakiś problem z Twoim stosunkiem do psow - jak sądze, to jest zderzenie wyobrażeń z rzeczywistością. :-( Zapewniam Cię, że gdybyś mial "małą suńkę" to nagle okazałoby się że na przyklad wyje, sika na dywan, ucieka na spacerach albo.... albo... Co więcej, jakbyś sprawił sobie szczeniaka, to mialbyś demolke, zasikane dywany, dziamgot i łobuzowanie na bank. :lol: Piszesz, że to była taka poważna decyzja - ta o oddaniu psa - i ja Ci wierzę. Ale powiem Ci, że zakladanie z gory "nie podołam" nie jest dobrą postawą. O.K., bardzo dużo ludzi ma problemy ze swoimi psami (i to wcale nie z takimi "po przejściach"). Ale fakt że problem się pojawił może być dołujący (och, KONIEC! PROBLEM! ZABIERZCIE TO ZWIERZĘ!) albo mobilizujący (jest problem, teraz się zbieramy i go próbujemy rozwiązać). Powiem Ci na ucho że na przykład parę naprawdę niezlych psów w psim sporcie pojawiło się z powodu... takich różnych PROBLEMÓW. Ludzie ktorym nigdy do glowy nie przyszłoby robienie czegoś z psem zaczynali (od rozwiązania problemów :razz: ) i... wsiąkali z kretesem. :lol: Oczywiście że nie ma obowiązku probowania - naprawdę ludzie reagują różnie i są jednostki ktore reaguja dokladnie w sposób nr 1. ;) Mnie z Twoich postów przebija lęk przed psami. Słowo! Podejrzewam, ze wszystko było dobrze w virtual reality; kiedy pojawił się spory pies ktory przejawił dość sporą siłe fizyczną... poczuleś strach. I taki strach paraliżuje. Blokuje i nasze emocje (łatwiej radzilibyście sobie z psem już trochę lubianym, czy wręcz kochanym - ten był jeszcze dla Was "obcy" a co więcej nieprzewidywalny, a przez to "groźny"), i racjonalne myślenie. To, co piszesz - że "a może suka okazałaby się potem agresywna" świadczy, że ten lęk gdzieś tam głeboko jest, tkwi i... czasem się na powierzchnię przebija. Mogloby się okazać wiele rzeczy. I często się okazuje. Z KAŻDYM psem rózne rzeczy się zdarzają. To zwierzątka, na ich zachowanie sklada się bardzo duzo czynnikow. Nie łudź się - mały (gabarytowo) piesek też potrafi dać popalić i też może być agresywny. To taki gatunek, agresja jest w niego wpisana, choć u różnych osobników w mniejszym, większym albo kompletnie znikomym stopniu. :lol: Nie rozważaj TERAZ wzięcia jakiegoś psa. Może sprobuj je trochę lepiej poznać? Nie przez lektury. Będziesz mial niezły galimatias z powodu różnych ujęć i poglądow rozmaitych autorów. Czas na rzeczywistość realną, a nie wirtualną - czyli odwazne zanurzenie w psim żywiole... Może odwiedzanie lokalnego klubu szkolenia, może (choć tu trzeba postępować bardzo rozważnie, bo psy są w silnym stresie) - schroniska? A moze jakichś "zapsionych" znajomych? -
"Napiszę tak - dyskusja z Wami tylko potwierdza moje zdanie, że prawnicy (w znakomitej części) nie rozumieją mechanizmów rzeczywistości wirtualnej. " A moim zdaniem ta dyskusja wyraźnie pokazuje że część ludzi ma kłopoty z zaakceptowaniem rzeczywistości realnej. :lol: Jak dla mnie to takie tupanie nogą: "ale ja nie chę, żeby tak bylo, jak jest! nie zgadzam się z tym co stanowi prawo! ja to widzę inaczej! nie chce, nie chce, nie chcę!" ;)
-
No prosze, a tak się krzywiliście na prawników od prawa autorskiego że dzielą włos na czworo, zajmując się "głębokim linkowaniem"! :lol: "Są użycia karalne i te trzeba ścigać i piętnować - zarówno w Internecie jak i gdzie indziej. Ale jeśli umieszczasz jakieś zdjęcia na publicznie dostępnym serwerze, to godzisz się z tym, że będą je oglądali różni ludzie. I ci podziwiający i ci krytykujący i pieniacze i szajbusy. Nie ochronisz się przed nimi." Co innego kiedy ktoś OGLĄDA zdjęcia na STRONIE na ktorej umiescił je własciciel zdjęcia lub osoba fotką dysponująca. Mówimy jednak o kopiowaniu na inną STRONĘ zdjęcia, bez zgody autora. A'propos, zaznaczam że autor NIE MUSI zgody wyrazić i nawet jak ją wyraża, to nie musi być ona bezpłatna. Slowem, ktoś może Ci grzecznie powiedzieć że za wykorzystanie zdjęcia ze strony [URL="http://www.Blabla.com"]www.Blabla.com[/URL] na Twojej stronie [URL="http://www.dorotaipsy.pl"]www.dorotaipsy.pl[/URL] życzy sobie kwotę 250 złotych netto. :evil_lol: Albo 100 zlotych, ale może też być 1000 złotych. Zalezy od twórcy. I albo negocjujesz wysokość stawki, albo rezygnujesz ze zdjęcia, albo płacisz (autor wystawia Ci rachunek lub zawierasz z nim umowę licencyjną na wykorzystanie fotografii). :razz:
-
"Tu się mylisz - na cytat zgody nie trzeba (oczywiście należy podać autora i źródło cytatu). Cytuje się drobny fragment utworu, a nie cały utwór." No tak, ale jednoznacznej definicji "cytatu" tez, w sumie, nie ma :oops: . Na przyklad w wydawnictwach edukacyjnych przyjmuje się ostrożnie ok. 6 zdań z prozy i zwrotkę wiersza. O coś większego już nie tylko pyta się autora, ale i placi mu wynagrodzenie... "A zdjęcie jest całym utworem i wklejenie zdjęcia, to już nie jest cytowanie, tylko rozpowszechnianie (powielanie, kopiowanie). To tak, jakby ktoś napisał książkę, a w jej treści wkleił całą książkę kogoś innego." O, o, święte słowa - to też nam jakoś umknęło. Szczerze mówiąc to, co się dzieje w Necie jest dość straszne pod tym względem (strasznie dużo użytkowników opowiada że to taki "wolny obszar dzielenia się dobrami" itd :angryy: -albo twierdzi, że przecież ktoś to umiescił w sieci a "tym samym" wyraził zgodę na dalsze rozpowszechnianie. Pięknie. Pani Wisława Szymborska opublikowała swoje wiersze w wydawnictwie a-5, to ja teraz przedrukuję tomik w ilości stu tysięcy egzemplarzy nie pytając autorski o zgodę ani nie płacac Jej honorarium bo przeciez juzto opublikowała, nie??! - absurd, ale naprawdę ciagle słyszę takie argumenty). Fakt, przodują w tym nieletni własciciele blogów...:evil_lol:
-
Ooo, Wind to pięknie ujęła. :lol: BTW wydaje mi się, że niektórzy prawnicy nie mają problemu z WR, tylko z - hmmm.... - oceną możliwości umysłowych internautów. :roll: Chodziło o to, że jak to, panie dzieju, ktoś depcze na podanego linka i... no może się nie zorientować że nie jest już na stronie - powiedzmy, przepraszam Dorotko że Cię tak wywlekam ale byłaś jako przykład i tak trzymam - Doroty, tylko na stronie "żabnej". :lol: Co poradzę, tak panowie dywagowali w pełnej powadze. I teraz pytanie, na ile z akademickich dyskusji nie mogą urodzić się jakoweś powazniejsze konsekwencje w realu... W każdym razie wszyscy z kolei byli zgodni, iż głebokie linkowanie na pewno jest "mniej eleganckie" od podawania li i jedynie adresu strony głównej. Jak dla mnie to przesada (no, chyba że na podawanej stronie porządek i czystość i krasota, i można napisać: wejdź na stronę "fiubździupatataj.com", zajrzyj w "nasze lamparty" a tam wybierz zakładkę "ostatnio zjedzeni goście" i tam znajdziesz fotkę o ktorej mówię" - ależ to strata czasu, nie? i zużycie klawiatury... :lol: ).
-
"Jeśli jest to zdjęcie mojego psa i opublikowane jest w książce ,to ja muszę mieć zgodę wydawcy ,żeby to zdjęcie umieścić np.na mojej stronie internetowej?" Sawa, od wydawcy dowiadujesz się, czy on zakupił zdjęcia na własność, czy np. na wykorzystanie w konkretnym tytule - bo to jest pewna różnica (ktora Ci powie czy może on nimi dysponowac, np. odstąpić Ci nieodplatnie prawo publikacji na stronie - wszystko zalezy od umowy jaką zawarł z fotografem). W każdym razie, albo wydawca Ci takiej zgody udzieli, albo odesle Cię do autora fotki. Niemniej na pewno nalezy dotrzeć do właściciela praw.
-
"natomiast jesli zdjecie jest w bazie danych rasy i zaznacza sie tozsamosc psa oraz nie uzywa sie danych zdjec do oczerniania kogokolwiek a jako zdjecia pogladowe z zaznaczeniem nazwy psa to hmmmm no mam pewne watpliwosci.:oops: " Cóz, surowe prawo, ale prawo... ;) Przedstawiłyśmy z Wind stan faktyczny. "ja na wszelki wypadek zamieszczam zdjecia psow majac "zaplecze"zgody wlasciciela zdjec" Tak trzymać! :lol: " ale .......czasem nie mozna sie skontaktowac z wlascicielem i wtedy mam problem-tj.nie mam bo danego zdjecia nie zamieszczam." No, mogłabyś ew. przechowywać dowody na to, że szukalaś właściciela ZDJĘCIA (niekoniecznie jest to tożsame z właścicielem psa...) - tzn. kopie listów, maili itd. Niemniej musiałabyś w razie czego udowodnić, że to, w czym zamieściłaś zdjęcie, jest pracą stricto naukową (lub podręcznikiem szkolnym :lol: :evil_lol: ) bowiem tylko tam można umieścić wytwor czyjejś własności intelektualnej bez UPRZEDNIEJ zgody autora. BTW ktory nawet w tym przypadku ma prawo do wynagrodzenia - tylko nie może się nie zgodzić na publikację etc. W innych publikacjach tak nie jest, ktoś może nie życzyć sobie żeby jego fotka / rysunek / tekst były gdzieś zamieszczone i - umarł w butach, jego wola jest święta...:razz: "Dokładnie.Jeszcze jest sprawa sporna co do kopiowania zdjęć z np. strony Klubu lub katalogu wystawowego" Dlaczego sporna? Te fotki też ktoś przecież robił? Trzeba spytać Klub o pozwolenie i autora zdjęcia, i voila! :lol: "Mam jeszcze wątpliwości ,bo jak można interpretować zdjęcie pokazujące naszego psa w złym momencie ujętego ,a potem publikowanego ,bez zgody właściciela psa ? Pisałeś o tym ,ale nie mogę się jakoś zgodzić z takim postawieniem sprawy .Nie ma żadnych praw chroniących właściciela psa przed złośliwymi zdjęciami?" Na pewno nie możesz wyhaczyć takiego kogoś z paragrafu o prawach autorskich. Ale może możesz probować procesu cywilnego, to już trochę poza moimi kompetencjami - musiałabyś chyba udowodnić świadome i zlośliwe dzialanie na Twoją szkodę...
-
"ok.informuje ze mam zgode wlascicieli w/w przeze mnie psow na zamieszczanie zdjec ich psow w internecie" Ayshe, byłam tego pewna :lol: - rzecz w tym że podrzucam link, gdzie się da, im więcej internautów - dogomaniakow zahaczy okiem, tym lepiej, bo jak na razie świadomośc w spoleczeństwie przerażająco mała. :-( "zwlaszcza ze mowie o nich w samych superlatywach" Ba..! :lol: Każdy by tak chciał... (eee, nie - po namyśle stwierdzam że nie wyraże zgody na publikację swojego zdjęcia nawet jeśli mi obiecają te superlatywy. Bez przesady z horrorami :lol: ).
-
Wolontariuszom mówimy WON !!! Schronisko w Zielonej Górze
Berek replied to andre's topic in Schroniska
"nie po to mamy w porozumieniu spisac dni i godziny w ktorych moga byc wolontariusze (tak, aby nie przeszkadzali w porze sprzatania i karmienia, zgodnie z jego prosba), aby kierownik mogl W KADEJ CHWILI, CODZIENNIE, powiedziec "dzisiaj wolontariusze won". NIe rozumiem... W umowie masz wpisane: czwartek, 14.00 - 16.00. Jesteś we czwartek, godzina 15.00 - nikt nie ma prawa powiedzieć Ci "WON" (bez podania ważnej przyczyny, oczywiście, typu podejrzenie wybuchu ptasiej grypy :lol: :lol: :lol: :lol: :lol: ). Ale jak wchodzisz w środę o 12.00 to faktycznie ktoś Ci może powiedzieć "proszę wyjść" (zostawmy WON , to takie nieeleganckie) - i to chyba Cię nie powinno dziwić? :crazyeye: -
Dziewczyny, strasznie Was przepraszam, ale akurat świeży topik: [URL="http://www.dogomania.pl/forum/showthread.php?t=22942"]http://www.dogomania.pl/forum/showthread.php?t=22942[/URL] ... nie bijcie, ale z tym wklejaniem fotek NAPRAWDĘ trzeba uważać. ;) Tzn, zgaduję że akurat w tym topiku jest wszystko w porządku, ale na wszelki wypadek podrzucam link...
-
Wind odpowiedziala dość wyczerpująco, a ja dodam, że trzeba zachować dość dużą ostrożność w uzyskiwaniu informacji o prawach autorskich i/lub majątkowych do fotografii. Powiedzmy, że napisaliśmy do właściciela strony X z prośbą o zezwolenie na wykorzystanie zdjęcia Y na naszej stronie - dostaliśmy odpowiedź, właściciel strony X chętnie nam swojej zgody udzielił. Na ogół na tym sprawa się kończy, ale w przypadku kontrowersji tudzież innych zawirowań może się okazać, że prawa do zdjęcia (majątkowe, bo autorskie są i tak niezbywalne) pozostały przy autorze fotki, ktory jedynie właścicielowi strony zdjęcie "wypożyczył" - na przyklad udzielając zgody na jej wykorzystanie na stronie, ale pozostając faktycznym dysponentem praw do niej. Wtedy właściciel strony X nie ma prawa dowolnie sobie zdjęciem dysponować i przekazywać go dalej. :evil_lol: Fakt, że działalismy w dobrej wierze i zostaliśmy wprowadzeni w błąd na pewno będzie okolicznością łagodzącą w przypadku - tfu, odpukać! - procesu. Ale nie zwolni nas od winy i kary. My możemy co najwyżej... wytoczyć z kolei proces właścicielowi strony X za narażenie nas na straty (finansowe i moralne) przez świadome wprowadzenie w błąd... itd. :placz: Bez zgody autora możemy zamieścić wszystko, co już kiedyś było publikowane (rozpowszechniane) jedynie w... podręczniku szkolnym ew. pracy naukowej. Wszędzie indziej (w tym i na forach internetowych, stronach www itd) wymagana jest uprzednia zgoda autora fotografii. Autor zawsze ma prawo do wynagrodzenia - przy czym strony ustalają wysokość honorarium na drodze nagocjacji. Oczywiście autor może szlachetnie zrzec się zapłaty:lol: i wyrazić zgodę na nieodpłatne wykorzystanie zdjęcia. W przypadku wykorzystania zdjęcia należy umieścić informację o autorze fotki - w książkach może być to np, na stronie redakcyjnej lub bezpośrednio pod zdjęciem. Podobnie na stronie www powinno pojawić się nazwisko (lub nick) autora, chyba, że wyraźnie on sobie tego nie życzy. :razz: Dodam jeszcze, bo widze, że sprawy te są dość nagminnie mylone - iż czym innym są prawa majątkowe oraz autorskie (osobiste) do zdjęcia, a czym innym - kwestia obiektu na tym zdjęciu widniejącego. Jeśli pan Fibść zrobił naszemu psu zdjęcie na wystawie psów a następnie je gdzieś opublikował, to nie mamy podstaw do protestów (psów nie obejmuje na przyklad prawo do ochrony wizerunku). Co innego, jeśli pan Fibść umówił się z nami na sesję zdjęciową, zrobił śliczne fotki naszemu psu i na mocy podpisanej umowy w pełni zrzekł się na naszą rzecz praw majątkowych do zdjęć. Wtedy zdjęciami dysponujemy my - niemniej zawsze w dobrym tonie jest zaznaczanie, w przypadku publikacji gdziekolwiek, że autorem zdjęć jest Fibść. Rzeczą absolutnie naganną i wbrew prawu jest kopiowanie, przenoszenie, zamieszczanie zdjęć z cudzych stron www na swoich stronach, w blogach itd., bez uzyskania uprzedniej zgody właściciela i/lub autora zdjęcia.:angryy:
-
"Sądzę ,że to jakaś paranoja i w takim układzie powinno to być bardzo wyrażnie i czytelnie na wszystkich forach napisane .Jest ogromna ilość zdjęć z wystaw i nawet właściciele nie wiedzą o tym ,że ich psy są publikowane.Mnie nikt się nie pytał jak w kynologicznym piśmie opublikowano zdjęcia mojego psa z wystawy .Myślę ,że powinno się całkiem zamknąc dział z rasami ,bo po co on ma istnieć jak nawet zdjęcia nie można pokazać ,bez zgody wydawcy ,czy właściciela .Czy dogomania ma zgodę na wszystkie zdjęcia i publikacje jakie są w artykułach na tym forum? Myślę ,że nie " SAWA, przepraszam ale dobrze będzie podrążyć sprawę, choć wątek nam wyszedl poboczny :lol: . Mylisz dwa pojęcia: autorstwo zdjęcia (i to, kto ma do niego - niezbywalne, w odróżnieniu od majątkowego - prawo AUTORSKIE) od zakresu możliwości publikacji określonych zdjęć i/lub obiektow na nich zawartych. Przypadki jakie opisujesz są dość oczywiste: są to zdjęcia z imprez publicznych (wówczas nie jest wymagana zgoda - jakby to powiedzieć.... portretowanego ;) ) na zrobienie mu zdjęcia. Tu też zresztą są pewne ograniczenia, trzeba się zagłebiać też np. w prawo prasowe, wszystko jest ważne w konkretnym, omawianym przypadku. BTW z psami jest jeszcze inaczej bo raczej nie da się procesować wykorzystując argument o prawie do ochrony wizerunku (ktore dotyczy ludzi) . ALE mówimy o prawie autora (tego, kto wykonal fotografię) - lub osoby na ktorej rzecz autor zrzekł się praw majątkowych - do rozporządzania zdjęciem. NIGDY nie wolno wykorzystać cudzego zdjęcia (nieważne - tzw. reporterskiego, katalogowego, etc) bez zgody autora. W przypadku stron internetowych często zdarza się iż autorzy pozwalają na wykorzystanie zdjęcia bezpłatnie - ale najczęściej zgody tej udzielają jedynie wlaścicielowi strony na ktorej jest potem umieszczone. Czyli pobranie potem takiej fotki i publikowanie jej na innej stronie nie powinno mieć miejsca, chyba że spytamy autora o zgodę (lub uzgodnimy z właścicielem strony, iż ma on jedyne i wyłączne prawo do rozporządzania zdjęciem, autor zrzekl się praw na jego korzyść - wtedy formalności zalatwiamy z właścicielem strony - i to najlepiej uczynić to pisemnie). W każdym przypadku autor ma prawo do wynagrodzenia. Jeśli się go zrzeknie, to jest wyłacznie jego dobra wola. Może zażądać pewnej kwoty i wówczas musimy to przyjąć w pokorze, negocjowac stawkę (lub nie:razz: ) albo zrezygnować użycia zdjęcia. To, że w naszym kraju jeszcze patrzy się na praktykę wykorzystywania zdjęć z Internetu bez zalatwiania formalności przez palce - to nic. Jest to pilnowane coraz restrykcyjniej.
-
"Publikacja zdjęc w internecie nie wymaga chyba zgody właściciela ,jeśli te zdjęcia są publikowane na oficjalnych stronach ,chyba ,że właściciel wyrażnie zaznaczy ,że nie zgadza się na powielanie ,lub pokazywanie w innych miejscach tych zdjęć ." Otóz tu się mylisz. Przepraszam ale zajmuję się prawem autorskim i wiesz... jestem zresztą świeżo po konferencji na ten temat, ze szczególnym uwzglenieniu Netu jako nowego medium (:evil_lol: ). Każde zdjęcie, takze to ze strony internetowej, jest objęte prawem autorskim. Nawet jeśli na stronie albo na nim nie widnieje copyright, stanowi własność autora i jako taka, nie może być powielane, publikowane, rozpowszechniane - nawet na stronach non-profit. Nie musi wystąpić domniemanie zarobku dzięki wykorzystanym bez zgody autora zdjęciom, aby mogło nastąpić oskarżenie o nielegalne uzycie fotki. Sorki że się wtrącam ale wiesz :lol: , obsesja zawodowa ;) . Zwłaszcza że wielu internautow nie wie o tych faktach i na potęgę sięgają po zdjęcia ze stron, wykorzystując je bez zgody autorów. Jeszcze lepiej - autor musi wyrazić zgodę przed umieszczeniem fotki. No i jeśli takowej zgody nie wyrazi, to umarł w butach :cool3: . Tyle tytułem wyjaśnienia strony prawnej...
-
:crazyeye: :crazyeye: :crazyeye: chwileczkę... to nie moderator tego dzialu ustala zasady obowiązujące na nim - rzecz odnosi się do calego FORUM. Regulamin Dogomanii jest dokladnie taki: mowimy krytycznie o kimś rozpoznawalnym z imienia i nazwiska (wymieniamy hodowlę z nazwy... itd) - tak można, ale i my musimy być rozpoznawalni. Proste i dość oczywiste, chyba...?
-
No cóz, w tym przypadku tak nie było. :-(
-
"No i nie porównujmy na Boga Francji i Polski !!!!!!!!!!" Bo u nas wolno dowolnie ludziom po glowie jeździć...? :razz: To, ze pies zaszczeka - to norma, O.K. Ale niestety u nas jest tak, ze WO-WOW-WOOW! WOWOWOW! faktycznie słychać od rana do nocy (i w nocy także...) - a własciciele są happy, bo "pies stróżuje". Poza wszystkim innym to do bani z takim stróżowaniem - ale faktycznie cięzko to wytrzymać. Z kolei w blokach ustawiczne wycie i szczekanie to takze "norma" - niewielu włascicieli probuje zaradzić problemowi. No, ale nawet na Dogo czytam czasem jak to mily piesek łapie rowerzystów za nogawki, hahahahaaa, chytreńki taki... :crazyeye: :crazyeye: - w tonie poblażliwej wesołości - cóz, taki ten piesek jest. A jak ktoś ma pretensje - to menda taka wstrętna i nienawidzi psow (koronny argument na wszystko). Dopóki wlasciciele nie będą obrywac za naganne (tak, naganne, a nie "zabawne", "śmieszne" czy "naturalne" - i jako takie, zupelnie czemuś nietykalne) zachowanie psow, to faktycznie o "kulturze posiadania psa" będziemy mogli sobie pomarzyć. Może kiedyś dojrzejemy... :cool1:
-
Już wyjaśniam. Informację o śmierci Joopa dostaliśmy dokladnie w nocy z niedzieli na poniedziałek (5-6 marca). Pan był tryskający energią, dziarski, przesympatyczny, nikt - nawet rodzina, a bodajże i on sam! - nie wiedzial że jego serce nie jest w dobrym stanie. Zawal przyszedł szokująco niespodziewanie - tym straszniej, że Joop zmarł doslownie w ciągu sekundy (upadł i... to był koniec). Jego żona była w strasznym szoku :-( , dopiero po jakimś czasie była w stanie pozbierać się na tyle, żeby poprosić holenderskiego kolegę Joopa de Reus - Tona Hoffmanna (część Forumowiczów poznała go na zawodach obedience w Warszawie) o sprawdzenie, na jakich imprezach mąż miał sędziować - i zawiadomienie wszystkich organizatorów o nieszczęściu. :-( Tak się też stało. Natychmiast po otrzymaniu tej wiadomości oglosiliśmy ją wszędzie, gdzie tylko pojawiało się info o zawodach.
-
Hmm, no widzisz, jak to jest z tymi opiniami... :lol: Różnie, po prostu. Sądząc po psach przez tę panią szkolonych, to trafia jej się zadziwiajaco duży odsetek psich masochistów w takim razie; takie te psy uchachane... ;) Ale chyba drastycznie odchodzimy od MERITUM tego topiku. Zobaczymy, co ZK wymyśli jako "kryteria rekomendacji" - tzn. jaki będzie oficjalny komunikat. A może już takowy gdzieś ogłoszono? Ktoś coś wie?
-
:lol: No cóż, mnie się wydaje że jednak po psach na zawodach widać, czy trener aby na pewno wie, o co w tym wszystkim chodzi. Ale zgadzam się że większość ludzi na zawody nawet nie zabłądzi (niestety) w charakterze widzów ani żadnym innym. Tym ważniejsza jest kwestia polecania, rekomendowania itd.
-
"Berek masz rację posłużyłem się Panią Boczulą jako przykładem, może zupełnie niepotrzebnie." Tak, zdecydowanie to było niepotrzebne - tak mi się wydaje. Mamy w Polsce jedyny Dyżurny Czarny Charakter ktory zawsze można wyjąć ze skrzywieniem niesmaku (okrutnik, co? :lol: ) a ktory tym się rózni od reszty kynologicznego treserskiego światka, że nie tylko ma osiągnięcia, ale dość otwarcie odpowiada na wszystkie pytania... (Jak to było u Boya w tym wierszyku? syn mowi zgorszonemu "współczesnymi rozwiązłymi obyczajami" ojcu: - My w domach prywatnych robimy publicznie to, co wy w domach publicznych robiliście prywatnie. :lol: :lol: :lol: ) - ale to wystarczy żeby Bogu ducha winną kobietę kreować na ten słynny czarny charakter (dużo ludzi używa róznych patentow ale w ukryciu, a w oczy robi świętoszkowate miny; kobita czasem używa, i to dość rzadko, ale jej grzech główny to ten że się do tego publicznie przyznaje). Niestety, z dalszej dyskusji wynika dla mnie z kolei dość jasno, iż rekomendację ZK otrzymają szkółki mające place spełniajace normy ISO (dobrze, że nie na przykład GLP :lol: :evil_lol: ), z wylizaną trawką i szatniami dla klientow a może i matami antybakteryjnymi w wejściu. :lol: Natomiast kto tam będzie na tych placach szkolił i z jakim skutkiem, a, to już drugorzędna sprawa. :lol:
-
Proponuję zostawić cudze personalia w spokoju, kiedy my sami używamy nicków. Zwlaszcza że omawianych osób nie ma na Forum... choć ośmielę się stwierdzić iż wyjęty został przyklad jednego z najlepszych szkoleniowców w Polsce. :lol: Niemniej lepiej skupić się na modelu teoretycznym, że tak powiem. :lol:
-
"Powtarzasz się. Poza tym temat dotyczy uszu u briardów." Na tym topiku się jednak nie powtarzam... a kwestię psów myśliwskich nie ja podnoszę, racz zauważyć... :lol: BTW - że pozwolę sobie spytać - w jakiej PRACY szkodzą briardom niecięte uszy...? ;)
-
Wydaje mi się, że wszyscy po trosze mają rację i po trosze jej... nie mają. :evil_lol: Z dyskusji na temat REKOMENDACJI Związku zeszło nam na temat "jakość szkolenia w ZK". :lol: Trochę zawracając do meritum sprawy - przeważająca część zwykłych, przeciętnych ludzi mających psa i chcących go poszkolić pyta "jak znaleźć szkółkę" i jakże często otrzymują odpowiedź "zwroć się do swojego oddzialu ZK". ;) W związku z czym słynne "rekomendacje" Związku mają pewną wartość, brzydko mowiąc, marketingową, nieprawdaż? Rozmawiamy o takich "przeciętnych ludzieńkach" - osobiście sądzę, że jednak najlepiej jest kiedy od początku trafią do jak najlepszego trenera. Oczywiście, znam to z autopsji, jest masa ludzi z ktorymi nic, ale to nic się nie uzyskuje. Nie przypną linki, bo to męczące, nie będą psa chwalić ani nie chcą nagradzać, bo... "nie będę go przekupywać" :crazyeye: i tak dalej, i tak dalej... Ale naprawdę jest spora grupa przeciętnych włascicieli psow ktorzy chętnie i dużo się uczą, jeśli tylko da się im taką szansę. Naprawdę! Co więcej, z osób ktore chcialy mieć po prostu grzecznego pieska często wyrastają potem prawdziwi sportowcy! Osobiście (i znów skręcając z dala od wątku głównego) nie wierzę iż szansę na nauczenie się naprawdę wielu rzeczy osoby takie dostaną na grupówkach ZK - ale to jest moja opinia i tyle. I teraz pytanie: czy sam ZK zdaje sobie z tego sprawę? No przecież nie - bo nikt nie powie sobie że to, co robi albo czemu patronuje nie jest tak naprawdę superrrr, hiperrrr... :razz: . Tzn. wiem że część ludzi w szkoleniu związkowym tkwiących doskonale o tym wie, ale podchodzi do rzeczy cynicznie (bo, jakby to rzec, musi...). Poza Związkiem też jest masa "pisz-pan-szkółek" ktorych poziom nie osiąga nawet poziomu związkowego - i te także nie zaslugują na wzmianki... I siup, znow do meritum: to jakie kryteria będą decydowały o rekomendowaniu przez Zwiazek: prowadzona dzialalność gospodarcza...? Wpłata darowizny na rzecz ZK? Czy faktycznie dzialanie na psiej niwie: organizacja zawodów, popularyzacja różnych działań z udzialem psow, promowanie sportu...? :lol: