-
Posts
1025 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by CHI
-
Streszczenia nie napiszę :evil: - bo też podobno pracuję i nie mam czasu :evilbat: :wink: :D . Ale jak się "obrobię" to pokoloruje co ciekawsze kawałki - to sobie poczytasz tylko kolorowe :wink: :D :D Moje gratulacje i "zabezpiecz" jakąs przestrzeń dla gości ze sforą kundli :wink: a na pewno się pokażemy :D - lubimy puszczę.... Pozdrawiam CHI
-
Skończyłam "obrabiać" ten artykuł jest u mnie na stronie (Strona - Do poczytania). Ponieważ jest tam o agresji "wrzucam go" tutaj razem z poprzednim - niby też o agresji :wink: ale od innej strony... zapraszam do lektury: Zaburzenia psychiki i problemy... On chciał się tylko przywitać... I do dyskujsji po. Jestm bardzo ciekawa Waszych opinii. :wink:
-
Dzięki MC Ja mam ochotę uśpić właściciela :wink: :evilbat: :wink: Ale go prawie nie widuję to nie mam okazji :wink: a poza tym jestem mu teoretycznie wdzięczna... Za jego "kundle" ja i banda mamy dach nad głową - czyli wytrzymamy :evilbat: :D :wink: (więc miałam tak zwany "wybór prosty" - wiesz na czym to polega? :wink: ) A swoją drogą wiesz jak mi się zrobiło dziwnie, kiedy ten drugi bullik (syn - nie do końca socjalizowany :wink: ) przylazł mi pod kołdrę się prztulić - po jakiś 7-8 miesiącach wspólnego życia - pierwszy raz mi zaufał... I nie uwierzę w tym przypadku w żadną "dominację" bardziej pasuje mi szukanie kontaktu z szefem sfory... I pierwszy szok na temat możliwość karności bulli - na samym początku naszej "znajomości" stary luzem (jeszcze u mnie na wsi) zaatakował startującego do mnie pijaczka i na moją (!!!!) komendę wykonał "równaj - noga"...
-
MC nie sądzisz, że w ogóle życie w miastach jest nienormalne? :wink: :D Nie sadzisz, ze miasto to takie duuuże kurniki: w jednych "znoszą jajka" = cos z siebie dają, w innych "brojlery" się tylko tuczą, a w jeszcze innych to już tylko gdaczą... :wink: :D Ja jak tylko mi się uda (oby jak najszybciej) to wracam na wieś Rozpętałam burzę? :wink:
-
333 złapał się bull z bokserem :evilbat: i faktycznie się złapały - bo oba trzymały się za łby i czekały który puści :evilbat: :D = teoretycznie puścić powinien bardziej podporządkowany lub słabszy. Miska im rozwiązała problem - ona była najsilniejsza i zdecydowanie dominująca (mimo, że nietrwała):wink: :D Problem polega na tym, że tamte 2 były zupełnie inaczej prowadzone niż moje i nie zawsze wiem jak. Nie znaczy to, że źle - tylko po prostu inaczej. Czasami czuję się jak właściciel 2 koni w jednym zaprzęgu, gdzie jeden całe życie był uczony, że na prr się stoi, a drugi, że na to samo hasło się galopuje (w końcu jest to umowne! :wink: ) i weź tu człowieku w sytuacji stresowej wydaj to jedno jedynie słuszne polecenie :cry: :evilbat: :wink: :D O doskonałym charakterze tego całego towarzystwa świadczy fakt, że ja w końcu słaba kobieta, sobie z nimi radzę. I wszyscy żyjemy :D i mimo wszystko "potrafimy się dogadać" A zdjęcia maluchów mam dostac we wtorek to w środę powinny być :D .
-
Część za mnie rozwinęła Marta Chmielewska :D - MC absolutnie się z Tobą zgadzam. Ale chciałaś to masz :wink: :D Dzurga - szczenięcina 7-8 mies. miała przeważnie już pierwszą cieczkę - czyli u ludzi "panienka" ma ok. 10-12 lat! Pozwoliłabyś będąc obcą osobą dorosłą takiej smarkuli na wszystko? Zwłaszcza takiej wychowanej w odmiennej kulturze gdzieś na końcu świata (u nich norma, a u nas odwrotnie). Fakt cud boski, że nasze psy z nami nie zwariowały... :wink: :D Ponieważ wszystkie moje psy pochodzą od 2 matek (założycielek rodzin :D ) miałam okazje obserwować rozwój i socjalizację szczeniaków przez stado. U moich psów obserwowałam coś takiego: do pewnego momentu (ok. 3-3,5 mies) szczeniactwu było prawie wszystko wolno, pod warunkiem, że nie było awantur (obie suki tego pilnowały!), i że małe bawiąc się nie podgryzały matki i ciotki. Mogły w zabawie na nie wpadać - suki nie reagowały. A po tych 3-4 mies. suki zaczynały malucha ustawiać i małe szybko uczyło się gdzie jego miejsce. I sprzeciw był szybko, krótko tępiony i wyraźnie było widać: = małe zaczepia - stare nie mają ochoty na zabawę => jedno spojrzenie (nawet nie warknięcie) - małe wykonuje minę "a to bardzo przepraszam" (znacie taki wyraz pyska u boksera, bulla lub swojego psa? :wink: ) i idzie się bawić samo. 6-8 mies. szczenięcina już była już całkowicie "ustawiona w stadzie" :D Dlaczego jeszcze mam wątpliwości w "tym temacie". Byłoby super gdybyśmy wszyscy mieli super psy pod względem charakteru, prawidłowo wychowane, odchowane, socjalizowane, wyszkolone, idealnie zrównoważone psychicznie, bezkonfliktowe w stosunku do całego świata itd itp (co kto sobie wymarzy :wink: ) A mamy różne - nie dość, że czasami "po przejściach" to na nich odbijają się wszystkie stresy naszego życia. I nie chodzi mi wcale o fizyczne "odreagowanie" właściciela na psie :evilbat:, tylko o to, że nie zdajemy sobie sprawy jak psy (zwłaszcza te naprawdę związane z właścicielem) odbierają atmosferę domu. Czasami zastanawiam się na ile moje domowe konflikty wpłynęły na śmierć mojej suki – we wrześniu 2002 wygrała kl. pręgowanych suk weteranów na ATIBOKSie a w październiku już nie żyła (tak jakby straciła chęć do życia – nie walczyła z chorobą; ja „z nerwów” w tym czasie schudłam 12 kg.) :cry: I wyobraźcie sobie, że taki pies, który doskonale czuje jaki podły humor ma pan zostaje zaczepiony przez 7-8 mies. „młodzieńca”. Czy odwrotnie puszczone luzem bokserki i dobermanka, które „wyrwały się” żeby odreagować swój stres szukają „komu by tu wpie...” a że trafiło na Ciebie? Mogło trafić na każdego (czyli totalny brak odpowiedzialności właściciela – co by było gdyby Twojego psa prowadziło dziecko? – uważam, że mandacik ok. 1500 zł/szt szybko by ich pana nauczył, że psy w miejscu publicznym mają być na smyczy). Czy to wina psów czy są nienormalne? Uważam, że nie – to wina ludzi. To my sami żyjąc w nienormalnych warunkach (np. w zbytnim zagęszczeniu i pośpiechu) wciągnęliśmy nasze psy. I „psy po przejściach”. Skoro je mamy to z nimi żyjemy. Tylko nie rozumiem dlaczego jeśli ja mam 3-5 psów na smyczy (w tym właśnie taki jeden – on reaguje na każdą prowokację, sfora jak to sfora – rusza, muszę ją dyscyplinować), dlaczego mam być narażona na zaczepki psów biegających luzem? Wydaje mi się, że w przypadkowym kontakcie w parku pojedyncze psy nie zawsze potrafią "się dogadać" może mówią w różnych językach? :wink: Tym bardziej, że „nie uświadomieni” właściciele często prowokują takie sytuacje. Przykład: mam 3 bullki na smyczy zaatakował je jamol luzem. Pańcia zamiast „uciekać” w przeciwnym kierunku leci łapać pieseczka. I co robi pieseczek? W obronie (lub mając poparcie) pańci rzuca się na moje bullki. Zręcznym kopnięciem ratuje jamniczkowi (skądinąd b. sympatycznemu i walecznemu) życie i mam przerąbane bullki na widok jamolków zaczynają być „czujne” i przekazują to bokserom – a wychodzę ze stadem w różnych kombinacjach... Uważam podsumowując to długie rozwinięcie, że zawsze są winni właścicieli psów, którzy dopuścili do zaistnienia konfliktowej sytuacji. Nie jest „psychiczny” pies, który postąpił w taki czy inny sposób – on w/g swoich schematów działania zachował się racjonalnie, tylko my tych schematów nie rozumiemy... co jednak nas nie zwalnia od odpowiedzialności za ich skutek... I gdyby z jednej strony były ogrodzone „biegalnie dla psów” w miastach, a z drugiej strony każdy odpowiadał za swojego psa to nasze życie i życie naszych psów byłby lepsze...
-
Jak byłam parę lat młodsza :wink: to bym napisała Ci, że tak. Ale życie mnie nauczyło, że nie ma nic prostego i to zależy od sytuacji
-
Fizycznie to na pewno - od kiedy mam ogoniastą bokserkę to "szara masa" twierdzi, że to AST. :wink: :D Psychicznie - mam bull terriery. Na temat AST wiem tylko to co tu czytam :wink: A jeśli założymy, że AST i bull to ta sama grupa., to w stosunku do boksera są zupełnie inne w jednych kwestiach (szybkość wykonywania poleceń => bokser zgaduje myśli, bull robi co się opłaca po głębszym zastanowieniu czy warto ruszyć d... :wink: ) a bardzo podobne w innych (pod kołdrą z pańcią się śpi najlepiej...). A na poważnie boksery jako psy obronne są bardziej (generalnie) predysponowane do opieki nad dziećmi, nie kłóci się to z tym do czego zostały stworzone jako rasa. Znam wiele osób wychowywanych razem czy przez boksery. Mój syn uczył się chodzić trzymając się za ogon (lub co innego :wink: ) mojego bokseropodobnego... Koleżanka (jako dziecko) terroryzowała całe podwórko przy pomocy swojej bokserki (wyrywała dzieciom zabawki i w bek, a bokserka blokowała właściciela ..) Bull czy AST to jednak zawsze terrier, w sytuacji zagrożenia chętniej zaatakuje psa (przynajmniej był tak uczony) niż człowieka... Oczywiście generalnie Bo wyjątki potwierdzają regułę i to w obie strony. Ale w Twoim przypadku radziłabym bokserkę - zwłaszcza, że znasz te psy i będąc z dzieckiem będziesz miała dość czasu żeby ja wychować.
-
MC siła wyższa :evilbat: :wink: :D Miałam do wyboru kundle sprzedać, oddać lub starą uśpić (rada jednego z moich taka ich *** *** *** członka zarządu odziału :evilbat: :evilbat: ) Albo żyć z 2 samcami bulami na piętrze w kamienicy. Co byś wybrała? Psy się "dotarły" obyło się bez ofiar w psach, są ofiary w "sprzęcie", a mieszkanie i tak było do remontu :wink: :D ale szczegóły na priv (jak to Cie interesuje) bo tu się nie będe wyrażać - w końcu to kulturalne forum :wink: Pozdrawiam CHI
-
Skąd ja to znam :wink: :D Ostatnio mi puściły nerwy, jak złapały mi się oba reproduktory (oba kryjące) - w ruch poszła miska - najpierw woda i nic :evilbat: no to potem sama miska... Miska poszła na straty (ech ten dzisiejszy plastik :wink: :D ), i większych strat nie było (tzn w psich łbach)... Ale od tej pory (ze 2 miesiące) faceci jak przez pomyłkę (lub swoją zaradność) się spotkają (jeden potrafił otworzyć drzwi, a drugi klatkę) to leżą na 2 fotelach i udają, że sią nie widzą... A suki leżą obok...
-
Miałam się nie odzywać, ale niech tam... a poza tym Buldog tak logicznie streścił temat :wink: :D, Buldogu :beerchug: ode mnie i od bull-box bandy :wink: Odpowiadam z mojego doświadczenia (boksery i bull terriery) - niestety jest to możliwe, że super spokojny piesek po zrównoważonych rodzicach, normalnie socjalizowany, może stać się w wieku 2-3 lat agresywny w stosunku do innych psów - mimo, że nie był "agresywny" i nie reagował na pogryzienia wcześniej. Nie spotkałam się z "agresją" tego typu w stosunku do ludzi. Podałeś taką definicję agresji: Powodem do ataku (a nie do agresji w/g tej definicji) może być jedno (słownie jedno) doświadczenie psa!! = mamy powód =>> czyli nie ma agresji ale kundle się gryzą i jest problem. Jak to było u mnie (przede wszystkim mam doświadczenia, tak jak ASTANIA i ZEMET - który jakoś się nie odezwał w tym temacie ZEMET ODEZWIJ SIĘ!! ze sforą psów= przeważnie 6 dorosłych, a to zupełnie inna bajka... Jak mieszkałam na wsi "kotłowało" mi się razem towarzystwo w składzie 3 boksery (2 suki i pies) + 3 bull terrierki w tym 2 miotowe siostry(!!) Przez 3 lata był spokój. Bardzo pilnowałam, żeby psy się nie "łapały" (nie mówiąc o gryzieniu) z obcymi psami, żyły w zgodzie z całą wsią (w tym ludzie ale i konie, krowy, owce, koty itd itp). W domu hierarchii była ustalona o żadnych przepychankach nie było mowy. No ale popełniłam błąd (nikt nie jest doskonały :cry: ). Biała bullka, która w hierarchii była wyżej od pręgowanej była „zakochana” w siostrze mojego boksera, która przyjeżdżała (ze swoim państwem) do nas żeby się pobawić i wyszaleć głównie z bulką. Jak wyglądały te zabawy to coś niebywałego, żałuję, że nie nagrałam. Diuna turlała Białą jak piłkę, przewracała wycierała nią łąki, górki i ujeżdżalnię – Biała była cała szczęśliwa, jak brudna i sponiewierana padała na pysk... (Tyle dobrego, ze brud się jej „nie trzymał” i po wyschnięciu i otrzepaniu znów była Biała :D ). I nie wiem czy to była moja własna głupota, czy dałam się podpuścić mojemu (już byłemu) mężowi aby do nich wypuścić siostrę Białej czyli Grubą... No i zaczęło się. Jak ta zobaczyła, że Białą można poniewierać to ona też spróbowała. Wiadomo, że Biała sobie nie pozwoliła. No i miałam problem. Co prawda przy mnie się nie „cięły” (no bo nie to żeby się gryzły – wet. nie miał nic do roboty – po starciu były najwyżej 2-4 dziury po kłach), ale już całej bandy nie mogłam zostawić razem – którąś musiałam izolować. No i Gruba „zajarzyła, że można”. Jak się za bardzo podnieci się zabawą z obcymi psami to próbuje gryźć, ale krótkie moje FEE kończy „jej chwilowe zapomnienie”. Ostatnio bawiła się z dorosłą bernenką, ale w układzie 1 na 1. Natomiast jak obcy pies ją sprowokuje to atakuje - czego nigdy przed wypadkiem z Białą nie robiła... Każdy z moich psów w układzie 1 na1 będzie się spokojnie zachowywał do zupełnie obcego, nie prowokującego psa. Ten kto ma 2 i więcej psów zdaje sobie sprawę, że w stadzie wystarczy, ze jeden uzna obcego psa za zagrożenie i stado rusza... Nie do końca zgodzę się że jest to agresja (wg tej definicji) wystarczy, że jeden pies w stadzie ma silniejszy instynkt obrony (stada lub przewodnika) czy mniejszy „dystans bezpieczny” na który dopuszcza obcego psa, czy wręcz ma osobiste, konkretne doświadczenie => stado idzie za nim. Jeśli chodzi o moje doświadczenie... Obecnie mieszkam w kamienicy w mieście (zawirowanie życiowe, jak tylko będę mogła to wracam na wieś :wink: ). Do moich 4 (boksery x 2 + 2 bulki w tym 11 letnia) trafił mi się pod opiekę bull reproduktor po tresurze milicyjnej(!!) + jego nie do końca zsocjalizowany syn. Obce bulle znam 3-ci rok, zajmuję się nimi codziennie 2-gi rok. Przejęłam je ze wszystkimi wadami i narowami. Dużo się od nich czy przy nich nauczyłam. Stan na dzień dzisiejszy jest taki, że 5 kundli (bez starego bulla) mogę wyprowadzić na spacer, czy pod moim okiem grasuje po mieszkaniu (raz je zostawiłam razem i wyszłam i więcej tego nie zrobię – zrobiły totalna demolkę). Stary wychodzi (lub grasuje) z moimi sukami, a ostatnio nawet udają, że się „nie widzą” z moim bokserem (bull otwierał sobie drzwi od pokoju). Jedynie muszę uważać na ojca i syna – i dla świętego spokoju je izoluję od siebie (w końcu nie jestem ich panem). I jeszcze jedno. Bardzo zwracałam uwagę ludziom kupującym ode mnie szczeniaka bullka, żeby nie dopuścić do awantury z innymi psami, przynajmniej dopóki pies nie ukończy 18 mies. A zwłaszcza, żeby malucha nie zaatakował dorosły – bo może się okazać, że jak „maluch” dorośnie to agresor „będzie do kasacji”. I nic tu nie pomoże wcześniejsza socjalizacja z psami, ludźmi i całym światem. Niestety sąsiad właściciela bulika nie upilnował swojego ONpodobnego psa, ten wdarł się na posesję bulka, i pocharatał małego. Bulik jak dorósł to przegryzał siatkę, żeby kundla dostać. Właściciel musiał postawić ogrodzenie z betonu. :wink: Wystarczyła chwila nieuwagi sąsiada... Qurczę rozpisałam się, ale może komuś to się przyda i nie powieli mojego błędu... Pozdrawiam CHI
-
Bokser może być pierwszym psem! Normalny bokser nie ma skłonności do dominacji (a przynajmniej ja się z dominacją u bokserów nie spotkałam)- prędzej będzie zgadywał myśli pańcia lub wejdzie na głowę jak go rozpieścisz :D
-
Właśnie dostałam i "obrabiam" artykuł z Magazynu Weterynaryjnego pt "Zaburzenia psychiczne i najczęstsze problemy z zachowaniem psów" - autor Joanna Kosińska Specjalistka psychologii psów Jak skończę, to wrzucę albo na dogo, albo jak będę wredna :wink: na swoją stronę w dziale "do poczytania". Co do bulików, to temat na conajmniej 10 dłuższych bajek, a muszę skończyć jeszcze parę innych rzeczy. Kazik ma rację, że szuka krewnych bulkia, ale skoro nikt się nie zgłosił to chyba tu nie ma. No ale biorę się za robotę :wink: :cry: :D
-
Gardall - kiedyś znalazłam coś takiego: http://www.dogomania.pl/index.php?name=PNphpBB2&file=viewtopic&t=5860&highlight=tylko+przywita%E6 gorąco polecam, nie do końca o bulach, ale przy bulach też działa - sprawdziłam :wink: Tylko ja mam odwrotny problem - jak mam 2-4 szt na smyczy, które "nawzajem sie łądują" jak widzą "agresora" - muszę towarzystwo ostro posadzić, stanąć przed nimi jako przewodnik sfory i "agresora" pogonić (=uratować mu życie...)
-
To nie zawsze jest kwestia agresywności - bardziej złych doświadczeń. Moja banda w pojedynkę (no bo w 2-5 to inna bajka :wink: ) bawiłaby się z każdym obcym psem. Oprócz młodej bokserki - kiedyś taki jamnik co "podbiegł się tylko przywitać" ugryzł ją w nos (i mały czarny kundelek podobnie) - i od tego czasu wszystko co jamnikopodobne (czy małe czarne) jest od razu "do zagryzienia". Puszczam ją tylko w "warunkach bezpiecznych" (łąka 5 ha z dobrym widokiem) łapię na smycz jak coś nadchodzi i cholera mnie bieże, jak proszę, żeby właściciel jamnikopodobnego (lub małego czarnego) wziął swojego pieska na smycz - a on się mądrzy, że przecież on nic mojej nie zrobi :evilbat: nie zdjąc sobie sprawy, że malutka nie będzie czekać jak następny pies jej odgryzie nos - woli zrobić to pierwsza...
-
Teoretycznie jak masz psa, a gość sukę to nie powinny sie pogryźć. praktycznie - wszystko zależy od wychowania.
-
Zdjęcia piechów jak i same piechy - świetne!!! Kochani psy pociągiem jeżdżą fantastycznie - ćwiczyłam z 1, 2 dorosłymi, Kiedyś nawet zawoziłam 3 buliki z JG do Warszawy - spały jak zabite - a miały po jakieś 9-11 tyg. Najdłużasza trasa - zawoziłam 9 tyg bokserka z JG do Augustowa... bez problemu. No i jechałam pociągiem z Chimerą do Lwowa i z powrotem... to samo... Pociąg piesie usypia... Co do kagańca - znacie? "Kupiłem psu kaganiec, żeby zatkać morde sąsiadom..." Niestety w "komunikacji państwowej" pies musi mieć kaganiec, takie są przepisy i tego się nie przezkoczy - "oni" mają rację. (Argumenty - nadepnięty pies może ugryźć, jakoś do mnie nie docierają - ja swoje przed deptaniem chronię, a poza tym po co deptać po psie? :evilbat: ) W pociągu zawsze robiłam w ten sposób, że jeśli "współpodróżni" pozwalali to kaganiec zdejmowałam, zakładałam jak chodził konduktor, no chyba, że konduktor był normalny - kiedyś jak konduktor zobaczył moją starą bokserke to było po sprawdzaniu biletów - przegadaliśmy całą drogę - dopiero kierownik pociągu go pogonił :wink: :D No i śmiem twierdzić, że stosunek do psów w pociągu badzo się zmienił... Kiedyś jak jeździłam z bokseropodobnym Miśkiem (mniej wiecej raz w tygodniu na konie z Lublina do Gliwic) to przedział był nasz. A jak ostatnio (no parę lat temu - teraz nie jeżdżę - koszty wystaw :evilbat: i cała moja sytuacja, ale mam nadzieję na wiosnę zacząć :D ) wracałam z 2 sukami (bokserka i bulka) z Katowic. Pociąg pełny, szukami wolnego kibelka, żeby upchnąć suki. A tu otwiera się przedział babcia woła "o pieski" i zanim ja dotarłam do przedziału (plecak, kocyki) to suki leżały wygodnie na kolanach pasażerów w przedziale (bez kagańców!) - szok! W przedziale 1 wolne miejsce... Nie bardzo wiedziałam o co chodzi, ale jak już się "umieściłam" zajrzał facet (za gębę 12 lat bez wyroku) suka powiedziała wrrr.., gość cichutko zmknął drzwi z drugiej strony, cały przedział odetchnął i miło przegadaliśmy drogę do samej Jeleniej :wink: :D
-
Z tym kłaczeniem to jest różnie. Boksery są wrażliwe - na pewno zmiana karmy robi swoje. Moje kłaczą przy zmianie temperatury - ta huśtawka od -25 do +7 - wcale im się nie dziwię. No i z nerwów np u weta. Niby ja kochają a jednak kłaki wychodzą :wink: :D
-
Z ciągłym szczekaniem u buli się nie spotkałam - moje gadają, piszczą i wydają różne dziwne dźwięki, ale nie zdarza im się szczeknąć więcjej jak kilka razy po kolei... U mojej najstarszej bulki też w wieku ok. 6 mies zaczęła się "faza ucieczek" (jak się robiło stado to jest trochę inaczej - stado rządzi się swoimi prawami). Ostroga nie bała się niczego i nikogo, była bardzo pewna siebie i kilka razy musiałam za nią gonić. Z wiekiem jej przeszło, ale nauczyłam ją, że opłaca się wrócić jak ją się woła - na żarcie. Z bulami jest to jedyny sposób :D :wink: :D
-
Poszukaj w książce telefonicznej, bo gdzieś posiałam telefon Marek Napieracz (mieszkał kiedyś przy ul. Fabrycznej bodaj 34/35, ale nie pamiętam) - doskonały treser - szkoliłam u Niego Chimerę - bokserkę. Indywidualnie podchodzi do rasy. gdyby nie odległość to pokusiłabym się o szkolenie bula u Niego :wink: :D Hoduje również owczarki niemieckie (Hodowla Kamireł) w związku udzielą Ci na pewno informacji. Powodzenia w szkoleniu CHI
-
W kafejce zapomniej, po prostu muszę siąść i poćwiczyć różne wariantu - mam wrażenie, ze agfa jest za profesjonalna :wink: - na plusteku koleżanki wychodziły mi lepiej - tylko jej córka go zabrała :cry: Muszę dopaść jakiegoś dobrego informatyka co robi strony
-
Nie mogę - prawdopodobnie mam źle ustawione kolory na monitorze :cry: ale na tym zupełnie się nie znam (w sensie ustawiania) i przy obróbce wychodzą mi cuda. Mam wrażenie, że błędy zaczynają się przy skanowaniu a potm jest tylko gorzej :cry: I dużo zalezy od zdjęcia - najlepiej wychodzą z papieru Agfu lub Fudżi. Takie "jaja" wychodzą mi z Kodaka. Może zależy to od papieru? Tylko jak wziąć poprawkę "na papier"? :( :cry:
-
Chcieliście to macie! :wink: :D Było się nie zaczepiać :wink: !!! a suczki są 2 czarne z biąłymi zn i 2 białe Pozdrawiam CHI
-
To pierwsze zdjęcie prawnuków w wieku 1 tyg. I mam pytanie do fachowców - jak skanować zdjęcia (mam skaner AGFA StudioStar) żeby białe bulki nie były takie "prześwietlone" Bo faktycznie są one idealnie białe :wink: :D , ale dobrze żeby było je widać na zdjęciach. Pozdrawiam CHI
-
Kolejne informacje o prawnukach: jest ich 8 ogonków, 5 białych z czymś czarnym (chyba wszystkie coś tam mają - przez telefon nie widać :wink: ) i 3 czarno-białych (no chyba, że się "podpalą"). I jest 4/4 (dziewczynki/chłopcy) ale jak to jest połączone z maścią to nie zapisałam - a jakiś wstrętny Niemiec wciąż mi utrudnia życie :wink: :fadein: Zdjecia maluchów "się robią na bieżąco" - jak dostane to umieszczę Dlaczego byli sobie przeznaczeni? :wink: :D Na w/w zdjęciu nie widać, ale jak pierwszy raz zobaczyłam "Pańcia Hery" to powiedziałam sobie w myśli - no nie on u mnie psa (a już na pewno bula) nie kupi. No bo wyobraźcie sobie "łysy", kolczyki w uszach i w nosie, glany, czarna skóra... Zaczeliśmy rozmawiać - o rzesz... jak widok może zmylić!!! :D Nie dość, że normaly, miły młody facet, zafascynowany bulami (książki, wystawy) to jeszcze moja bul-box banda od razu go zaakceptowała - czyli "zdał egzamin na właścicela bulika". Zamówił pręgowana suczkę - zapisąłm tefefon. I dość długo czekał (rok, dwa, trzy?) Moje suki maja rzadko szczeniaki, a jeszcze jakoś wyszło, że Ostrogi już nie chciałm kryć, a Gruba była młodziutka... W końcu Gruba urodziła szczeniaki. Dzwonię do gościa - "dziękuję za telefon, ale już mam suczkę..." Trudno, życzę żeby się dobrze chowała i tyle. W końcu tyle czasu minęło... No i masz topię komórkę w kibelku ( :evilbat: jedyny telefon + szczeniaki w domu) i jakiś czas jestem bez kontaktu ze światem. W końcu kupuje nowy aparat. Nie moge go "odpalić" - serwisant mówi: "no przecież ma pani rozmowę" (jeszcze dobrze nie włożył karty :D ) I pada pytanie: "Czy ma pani dla mnie szczeniaka?" - jakiego szczeniaka? "no bulika - pręgowana suczkę!" - przecież pan kupił!!!? "nie przecież czekam na suczkę od Grubej!" Co się okazało - przepisując notatnik "ożeniłam" nazwisko P. Bartka z telefonem kogoś innego, i to tamten już kupił... Najlepszy numer był jak p. Bartek przyjechał po sunię - widzeli się pierwszy raz. Banda była na wybiegu, p. Bartek usiadł na krzesełku. Iga "zakotwiczyła się" pod nim (pod krzesłem), nie odeszła na moment - a gadaliśmy dobre 2-3 godziny (jak to o bulach :wink: - jak się już zacznie :wink: ) no i wyszli razem... No i jeszcze kiedyś mam telefon (pojechali na Wyst. do Wrocławia): "co mamy zrobić przegraliśmy porównanie" . -Pytam się jakie porównanie: "z suką championką" - tzn wygraliście swoją klasę? -pytam się "no tak"- odpowiada -CIESZYĆ się :D bo jeszcze małe CWC i ma pan championkę!