-
Posts
3916 -
Joined
-
Days Won
3
Everything posted by sue
-
Bazarek książkowy na karmę
-
Właśnie nie wiem, na razie czekam na sms od pani. Ten DT zgłosił się do mnie kiedyś z ogłoszenia Gosi, ale dla niej nie było to dobre rozwiązanie. Może móglby tam i zostać, gdyby się odnalazł. Jest na pewno przyzwyczajony do wychodzenia i rwie się na zewnątrz, choc nie wykluczam, że po kastracji i jakimś czasie spędzonym w domu wylazłby z niego domowy miziak (jak moje Ziółko, koteczka była ewidentnie wychodząca, a teraz odkąd trzymam ją w domu od bodajże lipca boi się wszystkiego na zewnątrz).
-
Da się z takiego zdjęcia zrobić ogłoszenie? Z dzisiejszego wywiadu: kocurek został podrzucony do pana, pan już ma jednego kota i tego zatrzymać nie może, zresztą nawet jakby byłby wyłącznie "ogrodowy" - do domu pan nie wpuszcza. Kot niesamowicie miziasty, pełnojajeczny, ząbki w komplecie. Rwie się na zewnątrz. Noc spędził u pana w komórce.
-
Na moje laickie oko trzeba trochę odpuścić i poczekać, żeby zapomniała. Kotka widziała obie poprzednie łapanki. Na pewno jest więc ostrożna co do łapaka (wczoraj próbowałyśmy z przykrytym łapakiem, ale był silny wiatr i materiał mimo przyczepienia poruszał się). Wcześniej, jak była z Malinką, podchodziła do niego znacznie bliżej. Strach jest świeży, więc teraz nie podchodzi, trzyma dystans. Na razie chyba nie jest jeszcze w ciąży.
-
Z tą sunią była akcja improwizacja, bo totalnie tego nie planowałyśmy... Ale miałam przed oczami tamtego pieska który leżał u mnie na działce i znikąd nie szło znaleźć pomocy, więc taka a nie inna decyzja. Koleżanka jest spoko, miała wcześniej rottweilera którego z wielkim poświęceniem wyprowadzała na spacery mieszkając na 4 piętrze, a pies chorował na coś nowotworowego utrudniającego mu chodzenie, więc trzeba było go znosić - na pewno ważył sporo... Żył u niej kilkanaście lat, później został uśpiony bo z powodu postępującego raka bardzo się męczył. O sterylkę i opiekę jestem więc spokojna, oby się tylko sunia dała oswoić bo do tej pory latała na wolności. Do ewentualnej adopcji byłby może właśnie Łobuz (do domu wychodzącego), ale póki co musiałabym zobaczyć, że żyje - nie pokazał się od grudnia. Może zmienił rejon albo coś się stało :( A myślałam, że po kastracji będzie wręcz przeciwnie. Poza tym na pewno ta szylkrecia z ostatniego zdjęcia, która jednak wymaga niekoniecznie legalnych dzialań, bo ma "właścicielkę" - tfu tfu - i rodzi nieprzerwanie od kilkunastu lat co roku, natomiast kociąt nie widać.
-
Bardzo dziękuję bakusiowej za przygotowanie i wydrukowanie ulotek oraz plakatów informujących o możliwości sterylizacji za darmo bezdomnych czy też należących do ubogich osób kotów i psów. Dziękuję też mojej koleżance Ani za kolejne wydruki. Już pierwsze ulotki dały jakiś efekt, nie wiem jak plakaty - na razie powiesiłam je tylko w dwóch miejscach - ale ulotki spowodowały, że ludzie dzwonią, dopytują, jest jakiś odzew. M.in. dowiedziałam się o kilku dzikuskach-szczeniakach, ktore być może uda się dzięki akcji wysterylizować, a jeśli się trochę oswoją, porobię zdjęcia i zobaczymy. Mama szczeniaków, biaława sunia w typie amstaffa (?) prawdopodobnie w ciąży została zabrana przez moją koleżankę do Warszawy. Sunia od razu do niej podeszła, a od kobiety, która niby ją dokarmiała, uciekała naokoło. Sunia będzie wysterylizowana i jeśli się dogadają, zostanie u koleżanki, jeśli nie, obiecała samodzielne szukanie domu. W mojej okolicy jest kilka kotów, które powoli oswajam dokarmianiem. Nie wiem, czy są to koty bezdomne, czy też właścicielskie - wychodzące, nikt się do nich nie przyznaje. Na pewno jest wśród nich czarna kotka, którą raz już złapałam, ale wymknęła się z transporterka już w drodze do weta i uciekła na swój teren. Są też dwa podobne do siebie kotki biało-bure, dzikusy, jeden jak udało mi się dowiedzieć zostal podrzucony na podwórko pewnej pani i od czasu do czasu na pewno dostaje tam jeść, do domu go jednak nie wpuszcza, bo wariuje i śmierdzi (niekastrowany). Kotka tego mam od wczoraj awaryjnie w domu, bo babka zgłosiła, że smarka i kaszle. Dostał antybiotyki, po przeleczeniu mógłby wrócić na miejsce bytowania, bo jest totalnie dziki - w kontenerku się rzuca, wypuszczony próbuje sforsować drzwi i okna, przerażony i zestresowany. Gmina póki co nie ma funduszy na kastrację kocurków, ale umówiłam się z wetką na zabieg po kosztach (80 zł, których na razie nie mam, ale i tak najpierw trzeba go troche podleczyć). Kocurek Jest jeszcze jeden podobny z dużą ilością białego, czarna o ktorej wspomniałam, gruby bialo-czarny oraz takie cudo (zdjęcie dostałam) prawdopodobnie koteczka niestety bardzo rzadko ją widuję, ma ponoć 13+ lat i jest niesterylizowana;/ Łobuz, którego wykastrowałam i dokarmiałam, najprawdopodobniej zaginął, widziałam niedawno podobnego kotka ale pewności nie mam czy to on :(
-
Dodałam nowe zdjęcia również na FB, było tam kilka osób zainteresowanych losem Gosi... Wczoraj też odezwała się pani (Izabela) z ogłoszenia na OLX, przekierowałam ją do Dory, ale chyba nie zadzwoniła. Wydawała się konkretna, oferowała dom niewychodzący, ale pisała też, że musi przemyśleć jeszcze decyzję która nie zależy wyłącznie od niej.